Dzisiaj ide na spotkanie z chlopakiem,ktory mi sie od dawna podoba...idziemy do kina.
Mam zamiar z nim porozmawiac,wyciagnac od niego jak to dalej widzi...i nie wiem jak zaczac ta rozmowe,od czego...czy byc po prostu bezposrednia...
Pomyslalam rowniez zeby podcazs seansu zlapac go za reke...tylko czy to nie jest zbyt desperackie zachowanie.
Prosze o rade:/
Podobne tematy
Jeśli jest to Wasze pierwsze spotkanie, to kino nie jest dobrym miejscem. W nim się nie poznacie, nie pogadacie. Lepiej iść na spacer lub kawę, piwo (nie wiem ile masz lat?). Złapanie go za rękę to moim zdaniem bardzo zły pomysł. Nie wiem jacy jesteście, ale faceci się takich rzeczy boją
Chyba, że Ty też mu strasznie wpadłaś w oko to mu to będzie pasować. A jak zostaniecie parą po pierwszym spotkaniu, to średnia opcja. Raczej nie wróżę Wam długiej przyszłości.
3 2014-04-02 13:40:03 Ostatnio edytowany przez beli221 (2014-04-02 13:40:28)
Nie,to nie jest nasze pierwsze spotkanie...ogolnie znamy sie pol roku i juz sie spotykalismy ale bardziej jako znajomi,zreszta nadal tak jest.A ja chciala bym zeby bylo cos wiecej...
Twierdzi,ze mu sie pdoobam,ale dostal niezle po tylku i nie wie czy da rade...chciala bym go jakos zachecic,zeby mi zaufal.
Mamy po 30 lat
Nie,to nie jest nasze pierwsze spotkanie...ogolnie znamy sie pol roku i juz sie spotykalismy ale bardziej jako znajomi,zreszta nadal tak jest.A ja chciala bym zeby bylo cos wiecej...
Twierdzi,ze mu sie pdoobam,ale dostal niezle po tylku i nie wie czy da rade...chciala bym go jakos zachecic,zeby mi zaufal.
Mamy po 30 lat
Pogrubione przeze mnie zdanie, które on wypowiedział, albo dał do zrozumienia, świadczy o tym, że mu się podobasz, ale bez szału. Może się z Tobą pospotykać, ale nie chce mu się "gimnastykować", zeby robić z tego jakiś związek.
Jakie masz podstawy do tego, aby go zachęcać, poza tym, że sama chciałabyś tego związku?
Zalezy mi na nim,a z moich obserwacji nie jest do konca tak ze jestem mu obojetna...przynajmniej ostatnimi czasy...
Wydaje mi sie,ze zostal niezle zraniony,zajal sie soba i chyba ma jakies obawy przed zwiazkami...
Chciala bym z nim wlasnie o tym pogadac zeby nie robic sobie zludnych nadzieji ale nie wiem jak...
Zalezy mi na nim,a z moich obserwacji nie jest do konca tak ze jestem mu obojetna...przynajmniej ostatnimi czasy...
Wydaje mi sie,ze zostal niezle zraniony,zajal sie soba i chyba ma jakies obawy przed zwiazkami...
Chciala bym z nim wlasnie o tym pogadac zeby nie robic sobie zludnych nadzieji ale nie wiem jak...
Wydaje Ci się, czyli nie wiesz. Interpretujesz wszystko po swojemu i dorabiasz teorie.
Możesz z nim pogadać, pewnie, ale na luzie, może nawet żartobliwie. Coś na zasadzie: "Włóczymy się po tych kinach i kawiarniach, bardzo Cię lubię, a może spróbować czegoś więcej? Jak to widzisz? Ja w ogóle zapatrujesz się na tą znajomość? "
Nic na siłe, żadnych deklaracji, rzucania się w objęcia, płaczu i smutku oraz namawiań. Wybadaj teren i bądź gotowa na odrzucenie. Nie bierz też zbyt serio jego ewentualnego monologu o tym jak to został zraniony, jak to pewnie nie umie kochać, jak to nic już w życiu na niego nie czeka i nie chce Cię ranić. To będzie oznaczało, że daje Ci kosza i absolutnie nie masz go "ratować" i "pokazywać", że miłość istnieje ![]()
Nie do konca dorabiam teorie,bo mi pisal ze dostal w dupe itd.Nie bede sie tutaj rozpisywac:) i cytowac smsow:)
Tak wlasnie myslalam,zeby na luzie go podpytac jak to widzi...nie mialam zamiaru "ryczec" heheh:)
Po prostu chcce wybadac czy sa jakies szanse na cos,bo po co sie ludzic...a tez nie chce skreslac tego przez wlasnie jakies urojenia.
Mam nadzieje ze jest na tyle dojrzaly zeby szzcerze pogadac...przeciez napewno wie czy moze cos z tego byc czy nie...