KSIĄŻĘ KRWI - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: KSIĄŻĘ KRWI

Poniżej prezentuję moje opowiadanie sprzed ponad trzech lat

I

NASTĘPCA TRONU


Już świta, nareszcie. Noc była długa, do tego nie zmrużyłem oka. Cały czas zastanawiałem się co może przynieść dzisiejszy dzień, jak się zakończy. Jaką rolę bogowie przeznaczyli mnie, i czy rzeczywiście jakąś przeznaczyli. To co zamierzam uczynić nie jest łatwe i nie należy określić je jednym tylko słowem zamach stanu. Zamach stanu, jak to komicznie brzmi, bo czyż to nie ja mam ofiarowane mi przez bogów i przodków prawo do władania dwoma królestwami? Czyż to nie ja zostałem pozbawiony swego dziedzictwa po śmierci mego ojca. Kobieta, która to uczyniła, która zesłała mnie na prowincję, z dala od dworu i blasków władzy, dziś śmie nazywać się faraonem, panem, władcą. Przez ponad dwadzieścia lat upokarzała mnie, oddalając w najdalsze zakątki kraju. Kobieta ta, chciała osadzić na tronie swą własną córkę, księżniczkę Neferure, którą jednak Ozyrys zabrał w zaświaty w młodym wieku. Nie ma więc mowy o zamachu, odzyskuję jedynie to co i tak od dawna powinno być moje ? korony obu krajów.

Dalsze rozważania przerwało mi pojawienie się Sechemseta, dowódcy korpusu Delty, na którego czekałem. Wszedł do mej komnaty i upadł na twarz, po chwili zaś powiedział.
- Książę, wszystko gotowe, wojsko czeka tylko na twój rozkaz. Powiedz słowo a stanie się.
- Jakie są nastroje w armii? ? spytałem od niechcenia, choć dobrze wiedziałem że żołnierze i oficerowie pragną już zmiany na stanowisku głównodowodzącego armią. Te kilka, kilkanaście lat pokoju, narzuconego przez Hatszepsut, zostało bardzo niechętnie przyjęte przez oficerów, pragnących nowych zdobyczy i łupów.
- Wszyscy oficerowie i cała armia czeka tylko na twój rozkaz panie, jesteśmy gotowi do działania.
- Dobrze, zostaw mnie jeszcze na moment, zaraz wyjdę do żołnierzy. Chcę jeszcze przez chwilę pobyć sam.
- Jak sobie życzysz synu Amona.
Gdy tylko Sechemset opuścił mą komnatę, powróciłem do swych rozważań. A więc odzyskuję ojcowiznę, ukradzioną mi dwadzieścia lat temu, gdy byłem jeszcze dzieckiem i nie mogłem decydować nie tylko o kraju, lecz także o sobie samym. Pamiętam dobrze ten dzień jakby to było wczoraj. Miałem wtedy zaledwie sześć lat. Pamiętam łzy mej matki Iset, która wciąż jest piękną kobietą, lecz tego dnia była smutna i zapłakana.

Zbudziło mnie duże zamieszanie i gwar w całym pałacu, nie wiedziałem co się dzieje ale domyślałem się że raczej nic dobrego. Wszyscy coś krzyczeli, nie mogłem jednak zrozumieć dokładnie o co chodziło, nikt mnie o niczym nie informował, nikt do mnie nie przyszedł. Leżałem więc dalej na moim łóżku opierając głowę o złoty podgłówek. Wreszcie zobaczyłem mamę wchodzącą do mej komnaty. Była smutna, pamiętam to dobrze.
- Totmesie, zbudź się, twój ojciec pragnie się z tobą zobaczyć. ? powiedziała to głosem tak smutnym, że aż sam się rozpłakałem.
- Teraz? Dlaczego, teraz musimy iść mamusiu? ? spytałem zaskoczony i przerażony jednocześnie.
- Twój ojciec Totmesie, twój ojciec pragnie się jeszcze z tobą zobaczyć, chodźmy szybko. ? powtórzyła słowa z jeszcze większym żalem w głosie

Wstałem ze swego łóżka i podążyłem korytarzem za matką, nie wiedząc dlaczego mój ojciec chce mnie widzieć o tak późnej porze, przecież jeśliby chciał coś mi powiedzieć mógłby to zrobić rano. Nie wiedziałem też dlaczego głos mej matki był tak smutny a jej oczy świeciły się od łez. Szliśmy pałacowym korytarzem w zupełnym milczeniu. Ludzie których mijaliśmy na nasz widok pochylali się w ukłonie. Specjalnie mnie to nie dziwiło, byłem do tego przyzwyczajony przecież byłem synem żyjącego boga, ukłon był ich obowiązkiem wobec mnie samego jak i wobec Bogów. Bardzo to lubiłem, chociaż właśnie w ten dzień nie miałem czasu zbytnio się temu przyglądać. Szybkim krokiem minęliśmy turkusowy krużganek pałacowego korytarza i stanęliśmy przed wielkimi mosiężnymi drzwiami, które natychmiast zostały otwarte, jakby wiedziały że stoimy po drugiej ich stronie. Weszliśmy do wielkiej sali, w której było bardzo dużo różnych ludzi. Gdy tylko przekroczyliśmy próg wszystkie twarze będące w środku zaczęły mi się przyglądać. Trochę mnie to przeraziło, jednak mama ścisnęła mi mocniej dłoń, za którą mnie prowadziła i powiedziała cichutko:
? Odwagi.

Podeszliśmy do łoża na którym leżał mój ojciec. Wzrok wszystkich obecnych na sali ludzi skupionych na mojej osobie stawał się wręcz nie do wytrzymania. Szczególnie jeden stary, zupełnie łysy mężczyzna przyglądał mi się z powagą. Mama chyba wyczuła moją nieśmiałość i powiedziała
- To najwyższy kapłan Amona-Re, nazywa się Heptenes. Nie spuszczaj wzroku podnieś głowę i spójrz mu w oczy ? powiedziała głosem cichym lecz stanowczym.
Zrobiłem jak kazała. Mężczyzna wówczas pochylił głowę, podobnie czynili wszyscy na których patrzyłem. Zbliżyłem się do łoża mego ojca, przy którym stali kapłani wznosząc modły.
- Tyś światłem niebios, tyś prawdą, tyś pięknem dni naszych, o litościwy Ozyrysie Twój wierny Sługa, Twój Syn, Twój Potomek podąża za Twym światłem. Przyjmij Go tak jak i On przyjmował Ciebie. Odpuść Mu, Wybacz Mu, Zmiłuj się nad Nim ? powtarzali wciąż te same słowa.
- Totmesie - cichy głos mego ojca skierowany do mnie zakończył modły. Przez chwilę trwała zupełna cisza.
- Podejdź Totmesie, synu mój.

Podszedłem powoli, chodź widok mego ojca leżącego i ledwie mówiącego sprawił mi duży ból. Ojciec był wysokim i silnym mężczyzną, prawdziwym władcą. Obecny jego widok przestraszył mnie tak że prawie się rozpłakałem. Był cały blady, wręcz biały, ledwie unosił dłoń, jego oczy wpatrzone we mnie były prawie puste w środku, a może mnie się tak wówczas wydawało.
- Pochyl się ? powiedział ojciec. - Jesteś jedynym następcą tronu, jedynym moim synem. Nie zdążyłem? ? jego głos umilkł na moment a w oczach pojawiły się łzy. ? Nie zdążyłem Totmesie pokazać ci tylu rzeczy, poprowadzić cię, ochronić. Wybacz mi. ? jego głos i łzy spowodował że i ja się rozpłakałem. ? Ciii, musisz być silny, jesteś teraz władcą, od twoich decyzji będzie zależała przyszłość i pomyślność dwóch krajów które ci zostawiam. Musisz być silny aby chronić swych poddanych, ale przede wszystkim aby chronić swoją mamę, czy rozumiesz to Totmesie?
Pokiwałem twierdząco głową, chociaż niczego nie rozumiałem. Przed kim mam chronić kraj, a przede wszystkim przed kim mam chronić mamę.
- Iset ? ojciec kazał zbliżyć się mej mamie.
- Tak panie mój ? odpowiedziała.
- Udał ci się syn, jest silny podoła wyzwaniom które go czekają.
Tę jakże smutną chwilę przerwało ponowne otworzenie się potężnych drzwi. Do komnaty wkroczyła pewnym krokiem Wielka Małżonka Amona i żona mego ojca ? Hatszepsut.

CDN.

https://www.youtube.com/watch?v=1zv2_jg1L60

Ci vis pacem, para bellum - Chcesz pokoju, gotuj się do wojny!
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: KSIĄŻĘ KRWI

Królowa Hatszepsut (panowała w latach 1479 - 1458), kazała przedstawiać się na posągach i rysunkach jako mężczyzna, bez uwidocznionych "kobiecych wypukłości". Przyjęła pełną męską tytulaturę: "Pan Dwóch Krajów", "Władca Świata", "Dawca Życia", "Władca Nilu" etc, etc. Nie przyjęła jedynie określenia "Potężny Byk". Tu na obrazku królowa Hatszepsut w chwili obejmowania władzy (ok. 1479r. p.n.e.). Gdy wstępowała na tron, usuwając swego 6-letniego bratanka (a jednocześnie pasierba księcia Totmesa), nie miała nawet 30-tu lat. Tu królowa dzierży symbole władzy - w prawej ręce trzyma neheh - bicz, symbol władzy życia i śmierci nad poddanymi, w lewej zaś trzyma heke - czyli berło, symbol boskości. Na głowie nosi nakrycie zwane - nemes, wraz ze sztuczną brodą.

http://iamnotthebabysitter.com/wp-content/uploads/2013/11/meme22.jpg

Ponownie przerwałem swe rozmyślania - Już czas - pomyślałem, trzeba wreszcie podjąć działania. skierowałem się w stronę schodów wiodących do wyjścia na dziedziniec pałacowy, na którym już oczekiwali mnie oficerowie i żołnierze. - Tak - pomyślałem, nie ma na co dłużej czekać, nadszedł czas działania. Gdy tylko stanąłem na placu przed pałacem memfickim, z tysięcy zebranych żołnierskich gardzieli wydobył się okrzyk radości i pozdrowienia.
- Witaj synu Amona, prowadź nas ku chwale, ku zwycięstwu - zewsząd dobiegały podobne okrzyki.
Podszedłem do przygotowanego dla mnie rydwanu wojennego, po czym spojrzałem przed siebie. Sechemset chyba ujrzał me zaskoczenie, bowiem ponownie upadł na kolana i powiedział:
- Er Patre Najwyższe Usta, przed tobą dwie dywizje Amon i Set, dwie następne Ozyrys i Ptah, zdążają już ku nam z północy. Wszyscy oficerowie i większość armii jest po naszej stronie, reszta zaś wciąż się waha.
- Dobrze, to chciałem usłyszeć - odpowiedziałem, po czym zwróciłem się do wojska
-Ojciec mój, nim jeszcze dusza jego podążyła za światłem Ozyrysa, przykazał mi bym we wszystkim co czynię postępował sprawiedliwie. Pozostałem wierny przykazaniom mego ojca, lecz mnie samemu sprawiedliwości odmówiono. Mnie syna Boga Żywego, próbowano pozbawić tego co bogowie dla mnie przeznaczyli. Ci którzy tego dokonali odmówili sprawiedliwości również i wam wszystkim. Gdzie bowiem są łupy i zdobycze które wam obiecano? Wrogowie nasi dziś plują nam w twarz, gdy jeszcze w czasach ojca mego - pełzali niczym szczury u naszych stóp. Któż jest winien tej wielkiej niesprawiedliwości, któż ponosi za to odpowiedzialność? Powiem wam kto jest temu winien i kto dziś nam za to zapłaci - winną jest jedna kobieta, znacie jej imię, tytułuje się waszym władcą, lecz nie ma ku temu żadnych praw. Żołnierze, nadszedł czas działania, musimy przywrócić prawo i porządek, które bogowie nam przekazali, a które my winnyśmy dalej kontynuować. Obiecuję wam, że nasi wrogowie długo już nie będą się cieszyć swą swawolą - obiecuję poprowadzić was ku chwale i wielkości, obiecuję że nasze rydwany stratują ziemię nieprzyjaciół naszych i jeśli ci ponownie nie ugną karku przed świętymi sztandarami - zapłacą za to swym życiem. Nie na samych obietnicach jednak poprzestanę - każdy z was otrzyma do podziału pięć talentów, zaś oficerowie dziesięć talentów. Naprzód żołnierze ku chwale, ku zwycięstwu - tymi słowami zakończyłem swą przemowę.
Zaraz też podniósł się jeden wielki okrzyk radości - Prowadź nas, Potężny Byku, jesteśmy z tobą synu Amona.
- Sechemsecie, daj rozkaz do wymarszu, czas najwyższy już odebrać to co od początku powinno należeć do mnie - skierowałem swe słowa w stronę dowódcy korpusu Delty.
Tak też ruszyliśmy w stronę świętych Teb, a ja znów zatopiłem się w rozmyślaniach.

MENKHEPERRE TOTMES III (panował 1458 - 1425 p.n.e.), W OTOCZENIU SWEJ STRAŻY SZARDAŃSKIEJ W BITWIE POD MEGIDDO - prawdopodobnie 16 kwietnia 1457r. p.n.e., jednej z największych zwycięstw oręża egipskiego nad plemionami Syro-Palestyńskimi (Obraz Giusseppe Rava)

http://thelosttreasurechest.files.wordpress.com/2011/06/and-finally-giuseppe-ravas-rendition-of-the-battle-of-kadesh-scanned-from-a-vae-victis-magazine.jpg?w=900

Hatszepsut weszła pewnym krokiem do sali, wszyscy dostojnicy i inni obecni w niej ludzie pochylili głowy na jej widok.
- Mężu mój, jestem przy tobie, wybacz że nie było mnie tak długo, lecz córka nasza - Neferure, także źle się poczuła i bałam się o jej zdrowie. Już jest jej lepiej i wkrótce cię odwiedzi - dodała.
- Hatszepsut - ojciec mój ostatkiem sił zwrócił się w stronę swej małżonki.
- Obiecaj mi jedno, obiecaj że gdy mnie zabraknie, będziesz służyła pomocą i radą memu synowi, który teraz zostanie mym następcą, obiecaj mi to proszę.
- Ukochany mężu, postąpię zgodnie z twą wolą, jednak słowami o swej śmierci - ranisz boleśnie me serce, proszę nie mów o tym więcej, odpoczywaj, nabierz sił.
- Hatszepsut zgodnie z prawem zostaniesz regentką do czasu uzyskania przez mego syna pełnoletności, proszę cię niech ma w tobie oparcie i radę, zawsze gdy będzie tego potrzebował.
- Oczywiście ukochany mężu, uczynię wszystko by dopomóc mu w jego przyszłych obowiązkach, teraz odpoczywaj, nabierz sił i nie rozmawiajmy więcej o tym.
Ojciec mój odetchnął z ulgą, po czym odwrócił głowę i raz jeszcze powiedział w moją stronę
- Bądź silny Totmesie, bądź silny mój synu - jego głos stawał się coraz słabszy, wówczas po raz ostatni spojrzałem w jego oczy, wpatrywał się we mnie, lecz już nic nie mówił, tylko się patrzył. Wreszcie kapłan Amona-Re, Heptenes, zbliżył się do mego ojca, dotknął go ręką, pochylił się nad jego głowę, po czym odwrócił się i rzekł:
- Niech bogowie mają nas w swej opiece, oto zgasło Słońce Egiptu - Jego Świątobliwość, Żywy Horus, Byk Potężny, wielki swą siłą Aakheperenre Totmes - oddał swą duszę Ozyrysowi litościwemu. Oto Pan nasz zakończył swój ziemski żywot i niech bogowie przyjmą go z powrotem do swego Domu.
Na te słowa obecne w komnacie płaczki rozpoczęły lament, a wszyscy dostojnicy pochylili głowy przed ciałem mego ojca. Podobnie uczyniła Hatszepsut, oraz moja mama, która również miała łzy w oczach, lecz starała się tego nie pokazać.
Wówczas ów kapłan Amona podszedł do mnie uklęknął przede mną i powiedział:
- Niech żyje Jego Świątobliwość, Potężny Byk, Horus Żywy swą mocą, wielki swą siłą, silny nieskończenie, ten który ukazał się w Tebach - Złoty Horus, Pan dwóch krajów - Górnego i Dolnego Egiptu, syn Re, boski władca Heliopolis, syn Amona, który stworzył go dla siebie na swój obraz i podobieństwo, potomek Harachte, cudowna latorośl boskiego ciała, ukształtowany przez Neith, spłodzony przez przedwiecznego obydwu krajów do objęcia władzy, którą Amon zdobył i wyniósł go jako samego władcę na tron żyjących. Niech żyje ten który przeznaczył Egipt swej potomności, a pustynię uczynił swą poddaną. Życiodajna Siło opromieniająca swym blaskiem świat cały. Obydwa kraje są w jego ręku, a wszyscy bogowie radują się jego miłością. Panuj nam Menkheperre Totmesie - obyś żył wiecznie.
Gdy kapłan skończył mówić, byłem jeszcze bardziej przerażony niż wcześniej i kompletnie nie rozumiałem co się dzieje, wciąż bowiem w mej głowie brzmiały słowa - "Jego Świątobliwość nie żyje". Mój ojciec nie żyje, jak to się stało. Nagle wszyscy obecni upadli przede mną na twarz, podobnie uczyniła mama. Jedyną osobą stojącą i wpatrującą się we mnie była królewska małżonka - Hatszepsut.


CDN.


https://www.youtube.com/watch?v=6NvuuuPFTtU

Ci vis pacem, para bellum - Chcesz pokoju, gotuj się do wojny!

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021