Cześć !
Mam problem !
Bardzo proszę o pomoc w jego rozwiązaniu !
Dokładnie chodzi mi o zdanie psychologów albo podobnych specjalistów zajmujących się związkami,
bądź ludzi którzy mieli podobny problem...
Nie proszę o pocieszanie albo niepoparte żadnymi racjonalnymi argumentami słowa "zostaw go", albo "wróć do niego", "sama musisz podjąć decyzję" itp.... bo przerabiałam to już z przyjaciółką i własnymi myślami....
ZALEŻY MI NA ZDANIU OSÓB KOMPETENTNYCH JAK JUŻ WYŻEJ NAPISAŁAM...
Do rzeczy:
Mój związek trwał/trwa około 6 lat! ... Jesteśmy z tego samego rocznika z tym że ja z początku a on z końca roku.
(To dla psychologów pewnie będzie miało jakieś znaczenie:)
Moi rodzice:
nie piją, mama jedynie pali nałogowo
jest kobietą zapracowaną i w pracy zawodowej i w domu robi za wszystkich, zdolna do dużych poświęceń dla mnie jak i dla taty, aczkolwiek uważam, że nie łączy ich z tatą silne uczucie... może po prostu przyzwyczajenie, jest opiekuńcza, wręcz czasami aż nadto (chce wszystko wiedzieć co z kim jak dlaczego), wydaje mi się że głupio jej okazywać uczucia, tata... jakoś nigdy specjalnie nie czułam, żeby darzył mnie jakąś wielką miłością jako córkę, owszem pod względem materialnym zapewnia b.dobre warunki, ale od strony emocjonalnej uważam ze nie bardzo mu to wychodzi, jest dosyć stanowczy, zdecydowany, po pracy interesuje go TV, denerwuje się jak chcę z nim porozmawiać, jak chcę go poprosić żeby mnie np gdzieś podwiózł albo odebrał skądś, nie poświęca mi zbytnio czasu, mam o to do niego żal, zresztą mamie też nie za bardzo poświęca czas nie wychodzą nigdzie nawet na sylwestra itp okazje.... aczkolwiek mam z nimi dość dobry kontakt ostatnimi czasy powoli bo powoli ale się polepsza, może dlatego, że ja troszkę dorosłam ...
Jego rodzice:
nie piją nie palą
rozeszli się jak on był w podstawówce.
ojciec był dość surowy, władczy... tylko tyle mogę o nim powiedzieć bo w sumie go nie znam...jedynie co z opowiadań
Mama wspaniała kobieta tak samo zdolna do poświęceń jak i moja mama, wydaje mi się, że umie rozmawiać o uczuciach
ale ze względu na pracę nie ma czasu porozmawiać z synem...a jak nawet ma czas to on nie za bardzo się do tego garnie...
...
Ja:
szalona, lubię imprezy, spędzanie czasu w gronie znajomych - dusza towarzystwa, uwielbiam sport
przed osobami mi bliskimi czasami ciężko mi się otworzyć, duszę w sobie dużo uczuć, bo nie umiem często czegoś powiedzieć,
chciałabym spędzać dużo czasu z partnerem, myślę i myślałam o nim poważnie (dzieci, ślub) od praktycznie początku... jest to mój pierwszy chłopak
On:
lubi grać na komputerze, raczej odizolowuje się od towarzystwa, imprez nie lubi wogóle, ma wąskie grono przyjaciół i się ich trzyma, nie ma potrzeby poznawania moich znajomych, nie chce żebym poznawała jego znajomych bo uważa że to towarzystwo nie dla mnie (nie chodzi o przyjaciół bo ich znam), jestem jego pierwsza dziewczyną,
były tam czasami małe przeboje z zauroczeniu w kimś innym, flirtami i całowaniem..ale nigdy tak faktycznie siebie nie zdradziliśmy...z tego co wiem... ufam mu mimo wszystko
MY
Znaliśmy się od przedszkola...ale to mało ważne... Zaczęliśmy być ze sobą od gimnazjum. Jesteśmy dla siebie pierwszymi partnerami w pełnym tego sformułowania sensie. Ja i on to co prawda dwa różne światy ! ale zawsze tłumaczyliśmy sobie, że przeciwieństwa się przyciągają.
Mamy mało wspólnych znajomych z którymi moglibyśmy tworzyć większą paczkę...mamy inne zainteresowania, on gry ja imprezy.
hmmm
Nie piszemy, nie dzwonimy do siebie tak jak na początku związku, wydaje mi się mi się, że to kwestia wygaśnięcia zauroczenia, aczkolwiek ja chciałabym żeby kontakt był ciągły...wydaje mi się że on tego jednak nie potrzebuje dlatego też przestałam często pisać dzwonić, bo mam wrażenie, że truję mu tyłek albo mam do siebie i do niego żal, że ja ciągle dzwonie a on nie.
on np na poczatku nie zgadzal sie na slub, nie byl zdecydowany co do dzieci po tych ostatnich rozmowach utwierdzil mnie ze to zrobi dla mnie... ze zdecydujemy sie na slub i chce zebym byla mama jego dzieci... ale dalej meczy mnie temat znajomych i imprez...
nie chce do konca zycia siedziec w domu... chcialabym gdzies wyjsc z partnerem nawet jako 40latka na jakis dancing chociazby...
teraz powiedzial ze bedzie mnie puszczal na imprezy....moze komus wydawac się dziecinne ustalanie takiego typu [1 na dwa miesiace] ale ja musialam po prostu to wiedziec dokladnie ..... tylko znowu bardzo mi przykro ze on nie bedzie uczestniczyl w tym ze mna, nie bedzie chcial ze mna jechac sie pobawic...
co do znajomych... uwazam ze to moze by dalo sie pogodzic jakbysmy zamieszkali razem albo wyjechali razem za pracą...
wkurza mnie pewien schemat jego zachowania a mianowicie co pewien czas olewa mnie, stawia na dalszym planie.
ostatnio to przeszło wszystko... juz tak perfidnie byl wobec mnie obojetny ze nie wytrzymalam powiedzialam ze chce sie rozstac, powiedzialam mu dlaczego i wogole... pierwszy raz rozmawialam z nim o tym co czuje na luzie, bez placzu bez stresu jako takiego.
....i niby rozstalismy sie w normalnych stosunkach.. z miesiac dwa się kompletnie nie odzywalismy... im dluzej to trwalo tym w sumie bardziej tesknilam....ehh z jednej strony mialam nadzieje ze sie odezwie i bedzie bardzo staral i ze bedziemy szczesliwi a z drugiej strony myslalam ze jak ma dalej byc tak jak bylo (ze mnie olewal) to wolalabym zeby sie juz nie odezwal...
po tym czasie w dniu moich urodzin przyszedl do mnie z prezentem i chcial porozmawiac... ja nie zmienialam zdania powiedzialam ze musi sie zmienic jego stosunek do mnie nie na tydzien nie miesiac nie na rok tylko na stale... bo nie chcę tak żyć nieszczesliwa
zapewnial ze bedzie sie staral, ze mnie kocha, ze mu zalezy i ufam mu widze ze tak jest... tylko boje sie ze to na krotka metę...
i tak widzywalismy sie z jego inicjatywy (w koncu) aczkolwiek na razie nie jako para, chcielismy odbudowac zwiazek..
i po tygodniu wyniknela taka sytuacja ze on chcial wiedziec w koncu czy chce z nim byc czy nie... a ja nie umiem odpowiedziec teraz juz nagle... mimo tego ze codziennie mnie to meczy, mysle o tym rozwazam... chcialabym z nim dalej byc ale boje sie ze bede nieszczesliwa... byl moim zdaniem niecierpliwy...ja chcialam zobaczyc czy przez nie wiem chociaz miesiac bedzie sie staral a on po tygodniu mowi ze meczy go ta sytuacja ze on dalej czuje ze jestem jego dziewczyna a ja uwazem ze nie jestesmy ale sie spotykamy... chociaz sam chcial "od nowa" budowac stosunki, starac sie i wogole... ....powiedzialam mu ze on tez mnie zbywal przez dlugi czas mowil ze kocha ze zalezy a robil jak robil.... ito nie chodzi teraz o to ze robie mu na zlosc bo tak nie jest ...tylko po prostu juz nie wiem co mam zrobic...bo boje sie ze znowu sie zawiodę... a odejsc tez sie boje.... ze go strace..
on stwierdzil ze w sumie mnie kocha i mu zalezy ale ze chyba mam do niego za duzo zalu...ze widze w nim duzo wad..
i ze nigdy nie bedzie idealny,...... ze na imprezy nie bedzie jezdzil...
........i w sumie on zadecydował ostatecznie ze dajemy sobie czas na przemyślenie......
wtedy gdy ja już miałam się zgodzić na powrót... rozbiło mnie to totalnie jestem załamana...
i już nie wiem kooompletnie co mam robić...
stwierdził że ja jestem nie zdecydowana i dał mi do zrozumienia ze podejmuje decyzje za mnie
tylko ja tez juz go nie rozumiem bo pare minut i dni wczesniej mowil ze bedzie walczyl, ze nie bedziemy umieli sie mimo wszytko rozstac, ze już za duzo razem przeszlismy....
nie wiem czy lepiej to zakończyć
czy da się to jeszcze uratować
a jesli tak to w jaki sposob
jak mam postepowac, jak sie zachowywac?
udać się do psychologa sama? czy razem z nim (chociaż wydaje mi się że on za nic nie będzie chciał iść) ![]()
bardzo bym chciała już to rozwiązać bo meczy mnie ta sytuacja...
zależy mi na nim i na szczęśliwym życiu tylko nie wiem czy po tym wszystkim się da....
chcę to naprawić...ale nie wiem jak...
bardzo proszę o pomoc kompetentne osoby !