pewnie masa tego typu problemow juz sie tutaj pojawila...
poznalismy sie 3,5roku temu. on mial wtedy 34 lata, ja 27. on po kilku latach cierpienia po niespelnionej milosci. trudno bylo na poczatku, bo mial problem z przelamaniem sie i z zaufaniem mi. ale udalo sie. bylismy super para, fajnie sie uzupelnialismy. wszystko szlo dobrze. zaplanowalismy slub na koniec tego roku. nagle on mowi, ze boi sie, ze nie bedzie kochac mnie wystarczajaco mocno i ze bede przez niego nieszczesliwa. ze ma watpliwosci co do swoich uczuc do mnie i ze nie wie czy slub jest dobrym pomyslem, dlatego ze po nim bedzie gorzej.... z drugiej strony mowi, ze jestem najwazniejsza osoba w jego zyciu i najlepszym przyjacielem.
nie wiem co robic.. bo nie chce byc z facetem, ktory mnie nie kocha. ale ludze sie nadzieja, ze to przedslubny stres i kryzys, przez jaki faceci przechodza...
nic do tej pory nie wskazywalo na to, ze ma jakiekolwiek watpliwpsci. normalnie rozmawial ze znajomymi o naszym slubie i rodzinie. wydawal sie byc pewien, ze tego chce...co robic? nie chce z nim konczyc tak nagle, bo jest o co walczyc...
Podobne tematy
Wygląda na to,że Cie lubi,ceni,ale raczej nie jesteś kobietą jego życia.Co to za tekst,że się boi,że będziesz przez niego nieszczęśliwa i że nie będzie cie umiał tak kochać?
Jedno jest pewne,rozmawiaj z nim,a nie na forum.Chodzi mi o to,że tu nie ma co roztrząsać,a na to się zanosi,Powodzenia!
Rozmawiam z nim. Tylko nie wiem jak do niego dotrzec. Myslalam, ze bardziej doswiadczeni pomoga, podpowiedza;-)
Rozmawiam z nim. Tylko nie wiem jak do niego dotrzec. Myslalam, ze bardziej doswiadczeni pomoga, podpowiedza;-)
Jak to 'jak dotrzeć'?Tzn w znaczeniu jak przeprowadzić rozmowę,czy jak go przekonać?
Właśnie kiedys miałam podobne doswiadczenie,dlatego napisałam Ci pierwszy post.
5 2014-03-10 13:12:12 Ostatnio edytowany przez muka2905 (2014-03-10 13:14:14)
muka2905 napisał/a:Rozmawiam z nim. Tylko nie wiem jak do niego dotrzec. Myslalam, ze bardziej doswiadczeni pomoga, podpowiedza;-)
Jak to 'jak dotrzeć'?Tzn w znaczeniu jak przeprowadzić rozmowę,czy jak go przekonać?
Właśnie kiedys miałam podobne doswiadczenie,dlatego napisałam Ci pierwszy post.
Hmmm tak naprawde nie do konca wiem o co mu chodzi. Niby powiedzial, ze ma watpliwosci co do swych uczuc. Ale nic z tym dalej nie robi, tzn skoro mnie nie kocha to dlaczego nie zakonczy tego zwiazku? Gdy zapytalam go o to, powiedzial, ze nie wie co ma o tym wszystkim myslec i co robic..
Chcial abysmy dali sobie jeszcze szanse...Wiem, ze moje zachowanie moze jest dziecinne, ale po prostu nie dociera to wszystko do mnie...
rossanka napisał/a:muka2905 napisał/a:Rozmawiam z nim. Tylko nie wiem jak do niego dotrzec. Myslalam, ze bardziej doswiadczeni pomoga, podpowiedza;-)
Jak to 'jak dotrzeć'?Tzn w znaczeniu jak przeprowadzić rozmowę,czy jak go przekonać?
Właśnie kiedys miałam podobne doswiadczenie,dlatego napisałam Ci pierwszy post.Hmmm tak naprawde nie do konca wiem o co mu chodzi. Niby powiedzial, ze ma watpliwosci co do swych uczuc. Ale nic z tym dalej nie robi, tzn skoro mnie nie kocha to dlaczego nie zakonczy tego zwiazku? Gdy zapytalam go o to, powiedzial, ze nie wie co ma o tym wszystkim myslec i co robic..
Chcial abysmy dali sobie jeszcze szanse...Wiem, ze moje zachowanie moze jest dziecinne, ale po prostu nie dociera to wszystko do mnie...
'Nie wie co o tym wszystkim myśleć i coma robić w przepraszam,że co?I jak to chciałby,abyście dali jeszcze sobie szanse?Na co?
Zdenerwowałam się,bo mowie,miałam kiedyś bardzo podobna sytuacje,
Moja rada im wczesniej z nim porozmawiasz z tym lepiej.Chyba wiem co się kroi.
muka2905 napisał/a:rossanka napisał/a:Jak to 'jak dotrzeć'?Tzn w znaczeniu jak przeprowadzić rozmowę,czy jak go przekonać?
Właśnie kiedys miałam podobne doswiadczenie,dlatego napisałam Ci pierwszy post.Hmmm tak naprawde nie do konca wiem o co mu chodzi. Niby powiedzial, ze ma watpliwosci co do swych uczuc. Ale nic z tym dalej nie robi, tzn skoro mnie nie kocha to dlaczego nie zakonczy tego zwiazku? Gdy zapytalam go o to, powiedzial, ze nie wie co ma o tym wszystkim myslec i co robic..
Chcial abysmy dali sobie jeszcze szanse...Wiem, ze moje zachowanie moze jest dziecinne, ale po prostu nie dociera to wszystko do mnie...'Nie wie co o tym wszystkim myśleć i coma robić w przepraszam,że co?I jak to chciałby,abyście dali jeszcze sobie szanse?Na co?
Zdenerwowałam się,bo mowie,miałam kiedyś bardzo podobna sytuacje,
Moja rada im wczesniej z nim porozmawiasz z tym lepiej.Chyba wiem co się kroi.
Spanikowal??? Bo dla mnie tak to wyglada...
Wiem, ze moje zachowanie moze jest dziecinne
Póki co nie jest.Dziecinne będzie jak się zdecydujesz na ślub w takiej sytuacji w nadziei że ''jakoś to będzie''.
Nie będzie.
On Cię nie chce na stałe.
I nie widzę sensu ''porozmawiania'', bo wprost raczej tego nie powie.
Spanikował?Jeśli bycie z ukochaną/tym w zdrowiu i chorobie,zamieszkanie razem czy wzięcie ślubu to ma byc jakaś kara czy przymus,to rzeczywiście mógł wpoasc w panikę,że nagle druga strona czegoś oczekuje.Tak to z boku wygląda.Pewnie Ci powie,że naciskasz,ze on oczywiście kocha,ale się pogubił i ogólnie będzie unikał tematu.Bedzieszx drążyć i drążyć,aż sie wykocńczysz.Nie znam waszego związku,wiec pisze tu na podstawie Tylko kilku Takich wypowiedzi.
po prostu masakra!
ja naprawde do tej pory niczego nie zauwazylam.
niby wszystko bylo miedzy nami dobrze, ale chyba tak mi sie tylko wydawalo :-(
po prostu masakra!
ja naprawde do tej pory niczego nie zauwazylam.
niby wszystko bylo miedzy nami dobrze, ale chyba tak mi sie tylko wydawalo :-(
Czasem tak bywa.Nie ty pierwsza niestety.
muka2905 napisał/a:Wiem, ze moje zachowanie moze jest dziecinne
Póki co nie jest.Dziecinne będzie jak się zdecydujesz na ślub w takiej sytuacji w nadziei że ''jakoś to będzie''.
Nie będzie.
On Cię nie chce na stałe.
I nie widzę sensu ''porozmawiania'', bo wprost raczej tego nie powie.
Teraz to właśnie tylko rozmowa.Jak sobie to dalej wyobrażasz?.Muszą ustalić co dalej.Nawet jak nie będzie żadnego 'dalej' to i tak czeka ich rozmowa.
zadnych szans na to, ze to jednak przedslubne stresy.... kurde znam go, albo mi sie tak wydawalo...
Jak sobie to dalej wyobrażasz?.Muszą ustalić co dalej.
Wyobrażam to sobie niestety standardowo: ona będzie zmęczać, on rozczulać się nad sobą jaki strasznie zagubiony.On w pewnym momencie wymięknie, przeprosi za swoje dąsy.Ona będzie skakać pod sufit, ze to przejściowe było.Ślub wezmą.
A za jakieś dwa, trzy lata autorka założy nowy wątek, ale już nie w dziale ''miłośc'', tylko ''rozstania''.
bo
to nie oni muszą ustalić co dalej.Po takiej deklaracji, to ona musi sama ustalić, ale tego nie zrobi, bo jak 90% kobiet nie odróżnia tego co jest, od tego co by chciała żeby było.
Wyobrażam to sobie niestety standardowo: ona będzie zmęczać, on rozczulać się nad sobą jaki strasznie zagubiony.On w pewnym momencie wymięknie, przeprosi za swoje dąsy.Ona będzie skakać pod sufit, ze to przejściowe było.Ślub wezmą.
A za jakieś dwa, trzy lata autorka założy nowy wątek, ale już nie w dziale ''miłośc'', tylko ''rozstania''.
bo
to nie oni muszą ustalić co dalej.Po takiej deklaracji, to ona musi sama ustalić, ale tego nie zrobi, bo jak 90% kobiet nie odróżnia tego co jest, od tego co by chciała żeby było.
Patrz na mój 1 wszy post.Dlatego jej napisałam,żeby z nim porozmawiała,bo inaczej będzie tu przeciągać wszystko na forum.A tu trzeba konkretnej rozmowy,żeby wszystko dojaśnic,bo jak widać dla autorki nie jest dojaśnione,trzeba niekiedy dosadnego kopa,aby cos zauważyć.Z boku to widać,ale będąc w środku juz nie.
Wtedy zadecyduje co dalej.I tak łatwo nie będzie.
trzeba konkretnej rozmowy,żeby wszystko dojaśnic
Uważam, że jej Luby będzie tak lawirował, żeby nic nie ''dojaśnić''.To że mu się odwidziało nie znaczy że autorka jest mu obojętna. Zapewne postrzega ją w kategorii 'kocham póki nie znajdę czegoś lepszego''. w związku z powyższym:
1.Nie chce za mocno zranić przyznaniem tego faktu; łatwiej wycierać twarz różnej maści >rozterkami< z których nic konkretnego nie wynika
2.Nie chce przepłoszyć, bo jednak fajnie mu z nią, a poza tym może już nic lepszego nie trafić- co wtedy?
Ot, taka analiza z punktu widzenia jak ja bym się próbował zachować.
Jak będzie lawirował,to juz ona musi zdecydować co dalej.
tak czy inaczej to ja musze podjac decyzje..
Powiem krótko gdy mój facet po 5 latach udanego związku stwierdził że chce przerwy bo nie wie czy mnie kocha i czy jestem kobieta jego życia okazało się że miał na boku inną. Nie twierdze że tak jest w twoim przypadku, ale ja bym przynajmniej przez chwilę bym się nad tym zastanowiła.
Jeżeli ma 'wątpliwości' to nie jesteś kobietą jego życia. Tak jak wcześniej napisali.
Wierze,że to straszne uczucie. Sama wiesz,ze musisz zadecydować.
Odwagi:)
Prawda jest taka, że my nie wiemy jaka jestem podstawa jego zachowania. Może jednak daj mu jakiś tydzień, na przemyślenie sprawy w kompletnej ciszy i powiedz że po tym czasie niech się określi. Bo myśleniem to nic nie zdziałasz.
Może jednak daj mu jakiś tydzień, na przemyślenie sprawy w kompletnej ciszy i powiedz że po tym czasie niech się określi.
Efekt będzie taki, że on się przestraszy: że wstyd, że ona może się zmyć i zostanie na lodzie itp. w związku z czym przeprosi, puści ściemę jak strasznie kocha i nie wie co w niego wstapiło, a potem- tak jak pisałem- ona happy, ślub jak z żurnala, a za dwa lata zapraszamy do działu ''rozwody''.
NIE BUDUJE SIĘ NA POPĘKANYM FUNDAMENCIE.
Jedno jest pewne - musicie porozmawiać. Może facet po prostu nie jest gotowy, albo to strach przed "nowym"? Porozmawiaj z nim konkretnie - czy są jakies Twoje wady, ktorych nie moze zaakceptować, zapytaj dlaczego uważa, że po ślubie będzie tylko gorzej? Nie rób niczego wbrew sobie i wbrew niemu. Jeśli facet faktycznie facet nie jest gotowy zdecydowany to ślubu oczywiście bym nie brała - nic na siłe, nie zmusisz go do miłości.
Jedno jest pewne - musicie porozmawiać. Może facet po prostu nie jest gotowy, albo to strach przed "nowym"? Porozmawiaj z nim konkretnie - czy są jakies Twoje wady, ktorych nie moze zaakceptować, zapytaj dlaczego uważa, że po ślubie będzie tylko gorzej? Nie rób niczego wbrew sobie i wbrew niemu. Jeśli facet faktycznie facet nie jest gotowy zdecydowany to ślubu oczywiście bym nie brała - nic na siłe, nie zmusisz go do miłości.
On ma 37 lat,wiec nie gotowy?Nie rozsmieszaj mnie.Z resztą po ponad trzech latach nagle się obudził?
Raczej nie gotowy ale z nią.Było milo aż ona zaczeła cos przynudzać o ślubie.On nie chce i nie.
Autorko,bądź dzielna.Łatwo nie będzie.
Averna napisał/a:Jedno jest pewne - musicie porozmawiać. Może facet po prostu nie jest gotowy, albo to strach przed "nowym"? Porozmawiaj z nim konkretnie - czy są jakies Twoje wady, ktorych nie moze zaakceptować, zapytaj dlaczego uważa, że po ślubie będzie tylko gorzej? Nie rób niczego wbrew sobie i wbrew niemu. Jeśli facet faktycznie facet nie jest gotowy zdecydowany to ślubu oczywiście bym nie brała - nic na siłe, nie zmusisz go do miłości.
On ma 37 lat,wiec nie gotowy?Nie rozsmieszaj mnie.Z resztą po ponad trzech latach nagle się obudził?
Raczej nie gotowy ale z nią.Było milo aż ona zaczeła cos przynudzać o ślubie.On nie chce i nie.
Autorko,bądź dzielna.Łatwo nie będzie.
No ok może za bardzo poleciałam, ale ślub podobno planują. I tu pytanie do autorki: planujecie czyli rozmawiacie czy planujecie czyli sala wybrana, termin zarezerwowany? Bo to też jest róznica.
Muka, jest jeszcze druga strona medalu - nawet jeśli on po raz kolejny zmieni zdanie, stwierdzając, że się pomylił, bo jednak kocha i właśnie z Tobą pragnie się zestrzeć, to w Tobie już zostało zasiane ziarnko niepewności na przyszłość. Odtąd będziesz na niego patrzeć podejrzliwie, będziesz czuła, jakbyś stąpała po grząskim gruncie, pojawią się wątpliwości, być może jakiś irracjonalny lęk, że za chwilę sytuacja może się powtórzyć.
Przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji o tym też warto pomyśleć i wziąć pod uwagę.
Muka, pomyśl o sobie, czego Ty chcesz? czy możesz budować rodzinę w sytuacji jak bardzo niepewnej. Przecież ślub nie zapewni Wam szczęścia małżeńskiego i rodzinnego. Twój ukochany nie jest gotowy i może nigdy nie być, ale czy Ty jesteś gotowa wyjść za mąż za człowieka który nie da Ci wsparcia.?
Ślub to nie wszystko, dziewczyny dążą do niego na siłę. Po co? jednak trzeba lepiej się poznać, nie wtedy kiedy wszystko jakoś idzie ale właśnie wtedy gdy pojawiają się problemy. Życie to nie bajka , która kończy się "i żyli długo i szczęśliwie" bajka życiowa po ślubie dopiero ma swój początek. Czy jesteś pewna ze chcesz przeżyć z tym człowiekiem 40 - 50 lat wspólnego życia??? No to masz o czym myśleć. Pozdrawiam i powodzenia życzę w pracy nad Waszym związkiem.
Na razie postanowilam sie wyprowadzic. Za duzo zostalo powiedziane... Potrzebuje ciszy i spokoju. A on niby czasu.
Nie jest prawda, ze przynudzalam o slubie. On go chcial i duzego wesela, bo to przeciez nasz dzien...
No i wyprowadzilam sie. Na poczatku widywalismy sie prawie codziennie, bo sie przenosilam. A pozniej sie spotkalismy. Wczesniej za duzo bylo nerwow i tak wiele sie wydarzylo, ze nie wiedzialam na czym stoje. Niby wiedzialam, ale takie wymijajaje odpowiedzi niczego nie wnosza..
Powiedzial, ze nie wie czego chce, ale nie chce isc dalej i chce pobyc sam.. A i ze nie chce miec ze mna kontaktu.. Zabolalo, ale z drugiej strony troszke ulzylo, bo przynajmnie nie kusiloby mnie aby do niego pisac czy dzwonic. Po tym spotkaniu faktycznie cisza trwala kilka dni, a potem zaczal.do mnie dzwonic, jak gdyby nic sie nie stalo!!! Balagan zrobil.mi w glowie, bo niby mnie nie chce, ale dzwoni. Spotkalismy sie jeszcze raz, bo musielismy przewiesc meble do znajomych. A on milusi, zachowujacy sie jak gdyby nic sie nie stalo. Chwile porozmawialismy i on powiedzial, ze wszystko tak nagle sie wydarzylo. Ze jestesmy ze soba bardzo zwiazani.... Uslyszal, ze wychodze ze znajomymi i byl zaskoczony.. Zawsze razem wychodzilismy, a teraz bez niego.. Widzialam, ze go to zabolalo.
Na drugi dzien dzwoni pytajac jak impreza i w ogole co u mnie!!! Cisnienie mi skoczylo ;-) Ale na spokojnie powiedzialam, ze chcial rozstania i nie chcial utrzymywac ze mna kontaktu. A teraz ciagle dzwoni i ja nie wiem co o tym myslec. Zmienil zdanie i stwierdzil, ze jednak chce sie ze mna kontaktowac. Ale wie, to moze dawac mi nadzieje, a on tego nie chcialby robic. I zebym na niego nie czekala. Nie zamierzam!!!!!! Zycie jest zbyt krotkie!!
Powiedzialam stanowczo, ze chcial byc sam, zamieszkal w nowym miejscu, ma nowych znajomych, wiec niech sie wyciszy i wszystko sobie przemysli. Ze ja wyjezdzam na tydzien, wiec nie powinno go kusic aby do mnie dzwonic. No i prawie minal tydzien;-)
Jego siotra uwaza (a jest ona jedna z niewielu osob, z ktorymi rozmawial), ze on stchorzyl przed slubem. Ze nie mogl przestac mnie kochac, tak nagle. I ze przez ten caly czas jak bylismy ze soba, widac bylo jak bardzo on mnie kocha, i jak mu na mnie zalezy. Ze nawet jego rodzice uwazaja, ze on potrzebuje czasu aby ochlonac i zatesknic..
Moze to bedzie sposob? Nie odzywac sie, tak aby poczul strate faktycznie. Bo takie pogaduchy przez telefon raczej nie pomagaja..
Ja poki co staram sie robic swoje. Spotykam sie z przyjaciolmi, ktorzy bardzo mi pomagaja. Jezdze na rowerze, co pomaga wyrzucic z siebie zle emocje i nie czekac. Choc tak cholernie chce, zeby on jednak zatesknil!!! Naiwna baba ze mnie, co nie?? ;-)
Odeszlam od narzeczonego. Bylismy ze soba prawie 4 lata. Na pazdziernik mielismy zaplanowany slub. Wydawalo sie, ze jestesmy zgrana para. Ale wyglada na to, ze nie zauwazyl, ze on jest innego zdania. Kilka tygodni temu wrecz wycisnelam z niego dreczacy go problem. Widzialam, ze czyms sie gryzl. Powiedzial, ze nie wie czy chce byc ze mna. Ze cos sie w nim zmienilo i juz nie czuje tego co wczesniej. Pytalam czy moze kogos poznal, odparl ze nie.. W dzien po tym jak oddalam mu pierscionek, bo juz nie moglam wytrzymac z mysla, ze on mnie nie chce i ze przeciez nie zmusze go do bycia ze mna, odkrylam, ze jest w kontakcie z jakas dziewczyna. Niby tylko gadali... Ale dla mnie to straszny cios! Wyprowadzilam sie i mielismy sie nie kontaktowac, bo on tego nie chcial twierdzac, ze chce pobyc sam (ciekawe.....). Po tygodniu zaczal.do mnie dzwonic. Bo juz nie chce tracic ze mna kontaktu i ze przeciez bylismy ze soba bardzo zzyci.... Spokojnie lecz stanowcza powiedzialam, ze robi mi belagan w glowie i mnie rani, zachowujac sie jakby nic sie nie stalo. Wyjechalam na tydzien i dzis wracam. Boje sie, ze znow bedzie do mnie wydzwaniac...Jak ja mam sobie z tym wszystkim poradzic??? Kocham glupka, ale jego zachowanie swiadczy o tym, ze on mnie nie. Bo przeciez nie robi sie swinstw osobie, ktora sie kocha... Moze komus przydarzylo sie cos podobnego? Jakies szczesliwe zakonczenia?? Pewnie tak, ale z innym partnerem u boku....
Jak odpowiedzieć Ci na Twe pytanie? Sama przecież udzieliłaś sobie odpowiedzi.
Jak napisałaś, kochasz głupka. Zerwałaś jednak zaręczyny i postanowiłaś nie utrzymywać z nim kontaktu. Uczucia to jedno, decyzja o niezgodzie na ranienie, poniżanie, naruszanie Twych granic - to drugie.
Boisz się, że będzie wydzwaniał? Zablokuj jego numer (wpisz na tzw. czarną listę).
Gdy tylko przyjdzie Ci ochota na wznowienie kontaktów, przypomnij sobie swój dzisiejszy post (i cały ten wątek) i to, w jaki sposób Cię traktował. Wspomnienia o tym, co było dobre między wami odłóż na półkę z napisem "Historia, czyli dawno temu" i zajrzyj do nich za lat kilka/kilkanaście.
I jeszcze jedno. Zajrzyj pod pokrywkę z napisem "kocham głupka".
Zobacz, jakie faktyczne masz wobec niego uczucia TERAZ. Ułatwieniem niech będzie pamięć o tym, co tutaj opisałaś. Może już czas na to, byś przestała ukrywać te uczucia?
Dzieki za odpowiedz :-)
Musze jakos przetrwac ten najgorszy czas. Wiem, ze dam rade. Zawsze daje!! Boli cholernie!!!!!!
cześć. jak zakończyła się historia?
Właśnie Muka.. udało się wrócić do siebie?