Rozterki przed slubem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Rozterki przed slubem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: Rozterki przed slubem

Cześć piszę tę wiadomość, bo potrzebuję wsparcia i wyrzucenia z wewnątrz siebie co mnie boli
Za kilka miesięcy jest zaplanowany nasz ślub. Czas przygotowań i euforii z tym związanych pochłonął mnie całkowicie. Żyłam od dnia do dnia przygotowując wesele, a gdy już wszystko zostało dopięte na ostatni dzwonek zorientowałam się, że facet z którym planuje spędzić resztę życia już nie jest tym samym, którym był. Tak jakbym przez ostatnie miesiące żyła szczęściem wynikającym z przygotowań, a nie z relacji w której się znajduję.
A nasza historia wygląda tak. Oboje z narzeczonym prowadzimy własne działalności. Ja mam swoją, a on pracuje u rodziców i w przyszłości ma ją odziedziczyć. Jeszcze przed zaręczynami wiedziałam, że będzie potrzebował mnie przy swoim boku w firmie.Taka specjalizacja, że nie podołałby sam. Dla mnie oznacza to jedno, muszę sprzedać swoje udziały, stracić swoją pozycję zawodową i iść na niewolnictwo. Dlaczego używam takich ostrych słów? Bo owszem, byłam uprzedzona, że będziemy pracować razem, ale nikt wtedy nie przedstawił mi warunków. ( które dla mnie był oczywiste, ale jak widać niekoniecznie) Otóż okazało sie, że jego rodzice NIGDY nie zgodzą się na to, żebyśmy oboje byli właścicielami działalności. Zrozumiałabym pierwsze lata, chcąc się upewnić, cokolwiek. Ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby NAKAZYWAĆ mi odejście z mojej firmy, utratę swojej stabilności i niezależności. Ja się tam nie pcham i nawet nie chce i nigdy nie chciałam. Mam swoją pracę w której się spełniam i tylko i wyłącznie z miłości do narzeczonego chciałam się na to zgodzić. Z tym, że ta miłość też się zmieniła, mój narzeczony od dłuższego czasu żyje obok mnie a nie ze mną. Czuję się zaniedbana i obojętna, nie pamiętam kiedy razem gdzieś byliśmy, jakaś randka, jakiekolwiek zainteresowanie. Zapaliła mi się czerwona lampka, gdy po raz kolejny zauważyłam, że robi się kochany i romantyczny tylko przed pójściem do łóżka. W życiu codziennym mam wrażenie, że już nawet nie ma potrzeby ze mną porozmawiać, a gdy wybucham to zawsze na sam koniec mam do siebie pretensje'' A bo może jednak wyolbrzymiam'' Tylko ja nie wyolbrzymiam, mam swoje oczekiwania, o których egzekwowaniu zupełnie zapomniałam. Stałam się pokorną myszką w cieniu. Mój narzeczony jest bardzo ambitny, ale obawiam się, że w jego życiu nie ma miejsca na nic innego prócz zarabiania pieniędzy. Oczywiste, ja też  dbam o swój biznes, ale nigdy nie pozwoliłabym na to, żeby czuł się przez to trwale odtrącony. On nie ma czasu na nic, pracuje od 7-23, wraca do domu siada przed tv, zje kolacje i idziemy spać. Kochamy się raz na tydzień, czasami rzadziej. Boję sie, że nie będzie spełniał swoich obowiązków jako mąż i w przyszłości ojciec, bo jeśli dziś nie ma tego czasu dla mnie to jak mam sobie to inaczej wyobrażać ? Kolejną moją bolączką jest fakt, że praktycznie bez żadnych uzgodnień ze mną rozpoczęła się budowa domu dla nas. Teście chcieli zapewnić nam dobry start, żebyśmy po ślubie odrazu mogli zamieszkać na swoim. Ich wkład wynosi 30%, budowa zakończona w stanie surowym. Do wykończenia brakuje jeszcze conajmniej 7-10 lat. I co się okzuje? Dom będzie przepisany wyłącznie na syna, nie na nas. A wiec ja mam rzucić swoją firmę, zapieprzać 10 lat u kogoś na dom który nigdy nie będzie mój? Jeśli to ja nie mam racji i ze mną jest coś nie tak to proszę obudzcie mnie, bo ja zaraz oszaleje ! Chyba ostatnią kwestią jaką chciałabym tutaj poruszyć jest moja relacja z teściami. Od samego początku nie było łatwo, to są ludzie z pokroju tych, którzy '' zawsze mają rację '' Ciężko się rozmawia, nigdy żadne argumenty nie trafiały. Nawet gdy na samym końcu okazywało sie, że to ja miałam rację. Jego mama wtrąca się we wszystko, już miałam niejedną sytuację na przestrzeni lat. Ale dopiero przygotywania do tego wesla ukazały mi skalę jej możliwości. Przepraszam, że tak się wyrażę, ale dla mnie w pewnych momentach graniczyło to już z absoltną bezczelnośćią. Np żądała ode mnie, że na zaproszeniach napiszę to, co ona CHCE, suknie będę miała taką jaką ona uważa, alkoholu nie będziemy pili, tego nie będziemy robili i tak w nieskończoność !!! Dzieci, których nawet jeszcze nie planujemy też wie gdzie pójdą do szkoły. Proszę o troszkę otuchy..........

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozterki przed slubem

Jako człowiek ostatnio brutalnie doświadczony przez życie mogę poradzić Ci tylko tyle:
- nie rezygnuj że swojej działalności, nigdy - nie zatrudni pracowników, to łatwiejsze niż się wydaje. Niezależność da ci siłę.
- bierz narzeczonego na kolację bez rozpraszaczy i na poważną rozmowę, których rzeczy nie akceptujesz. Z tego co widzę, koniec wtrącania się teściowej i przyszły mąż ma stać za tobą murem ZAWSZE i bezdyskusyjnie. Ma przestawić priorytet z firmy na związek (łącznie ze swoimi potrzebami w związku), nawet kosztem zarobków.

Alternatywą jest rozstanie (wbrew pozorom w miarę bezbolesne na tym etapie życia). Tylko mów wprost i bez owijania w bawełnę - inaczej nie dotrze.

Problemy, które widzisz i o których piszesz nie są błahe - zabiją wasz związek może za rok, może za 10 lat. Albo zakochasz się w innym w kolejnym kryzysie, albo on pójdzie w bok - tak czy inaczej im później tym gorzej.
On po ślubie się nie zmieni. Jak postawisz sprawę na ostrzu noża to po ślubie również może wrócić do starych nawyków - wstrzymałbym się z dziećmi rok-dwa po ślubie.

3

Odp: Rozterki przed slubem

Absolutnie nie rezygnuj ze swojej działalności. Niech sobie kogoś zatrudni w firmie. Na normalnych warunkach. Walcz kobieto o swoje. Wszystkie te sprawy o których piszesz są ważne. Jeśli już teraz masz mało do powiedzenia to co będzie dalej? Jeśli małżeństwo nie będzie udane to jak odejdziesz będąc tak uzależniona? Jeśli masz wchodzić w małżeñstwo to na warunkach, które Ci odpowiadają a jak nie to lepiej odwołać.
Z tym domem to nie wiem jakby było przy rozwodzie ewentualnym, skoro przez 10 lat pracowalibyście na niego razem. Może część by się należała (?)

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

4

Odp: Rozterki przed slubem

Strasznie się nakręcasz.
Przede wszystkim praca u kogoś nie jest niewolnictwem. Jest pracą u kogoś. Nie ma co wyolbrzymiać. Jak nie chcesz u niego pracować, to nikt Cię do tego nie zmusi. Przecież pistoletu Ci nie przystawią do głowy. Po prosto pogadaj z narzeczonym, że wolisz mieć te swoje udziały, czy co tam masz.
Druga sprawa jest taka, że ja się ani trochę nie dziwię jego rodzicom, że nie chcą Ci przepisać ani firmy ani domu. Żyjemy w czasach, w jakich żyjemy, spora część małzeństw się rozpada, a nikt wchodząc w małżeństwo nie zakłada rozwodu za 10 lat. I potem co? Rozejdziecie się i oni będą musieli spłacić Twoje udziały w firmie, gdzie do firmy wchodzisz nie wkładając w nią takiej ilości środków własnych, jakie oni włożyli.
Dom podobnie. Rodzice wsadzili w to kasę, a Ty jeszcze narzekasz. Przecież za kilka lat, jak przepiszą własność na męża, to on może z Ciebie zrobić współwłaściciela. Więc jaki problem? Ty się nakręcasz już teraz, jakby w całym tym ślubie chodziło Ci o firmę i dom. Popatrz na to z ich perspektywy. Ja też miałabym na ich miejscu w głowie lekkie ostrzeżenie. Bo jakby na to nie patrzeć, im zależy bardziej na szczęściu swojego syna niż Twoim.
Ja bym poszła w rozdzielność majątkową, jeżeli tak bardzo Cię bolą finanse.
Trzecia sprawa to jest jej wtrącanie się i tutaj po prostu powinnaś mieć wspólny front z partnerem, on powinien swojej mamie powiedzieć, żeby pozwoliła Wam robić po swojemu. Ewentualnie jest opcja, którą ja zrobiłam na swoim ślubie i weselu, czyli teściowa mówiła, a my i tak zrobiliśmy swoje.

Najważniejsze właściwie we wszystkich trzech sytuacjach jest to, jak zapatruje się na to Twój narzeczony. Czy on ma wspólny front z Tobą czy z rodzicami. Bo to z nim masz tworzyć rodzinę. Teściowie będą, ale teściów można unikać i ignorować. Męża nie da rady ignorować. Nad tym się zastanów. Z nim powinnaś to wszystko przegadać.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

5

Odp: Rozterki przed slubem
Mariet napisał/a:

Cześć piszę tę wiadomość, bo potrzebuję wsparcia i wyrzucenia z wewnątrz siebie co mnie boli
Za kilka miesięcy jest zaplanowany nasz ślub. Czas przygotowań i euforii z tym związanych pochłonął mnie całkowicie. Żyłam od dnia do dnia przygotowując wesele, a gdy już wszystko zostało dopięte na ostatni dzwonek zorientowałam się, że facet z którym planuje spędzić resztę życia już nie jest tym samym, którym był. Tak jakbym przez ostatnie miesiące żyła szczęściem wynikającym z przygotowań, a nie z relacji w której się znajduję.
A nasza historia wygląda tak. Oboje z narzeczonym prowadzimy własne działalności. Ja mam swoją, a on pracuje u rodziców i w przyszłości ma ją odziedziczyć. Jeszcze przed zaręczynami wiedziałam, że będzie potrzebował mnie przy swoim boku w firmie.Taka specjalizacja, że nie podołałby sam. Dla mnie oznacza to jedno, muszę sprzedać swoje udziały, stracić swoją pozycję zawodową i iść na niewolnictwo. Dlaczego używam takich ostrych słów? Bo owszem, byłam uprzedzona, że będziemy pracować razem, ale nikt wtedy nie przedstawił mi warunków. ( które dla mnie był oczywiste, ale jak widać niekoniecznie) Otóż okazało sie, że jego rodzice NIGDY nie zgodzą się na to, żebyśmy oboje byli właścicielami działalności. Zrozumiałabym pierwsze lata, chcąc się upewnić, cokolwiek. Ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby NAKAZYWAĆ mi odejście z mojej firmy, utratę swojej stabilności i niezależności. Ja się tam nie pcham i nawet nie chce i nigdy nie chciałam. Mam swoją pracę w której się spełniam i tylko i wyłącznie z miłości do narzeczonego chciałam się na to zgodzić. Z tym, że ta miłość też się zmieniła, mój narzeczony od dłuższego czasu żyje obok mnie a nie ze mną. Czuję się zaniedbana i obojętna, nie pamiętam kiedy razem gdzieś byliśmy, jakaś randka, jakiekolwiek zainteresowanie. Zapaliła mi się czerwona lampka, gdy po raz kolejny zauważyłam, że robi się kochany i romantyczny tylko przed pójściem do łóżka. W życiu codziennym mam wrażenie, że już nawet nie ma potrzeby ze mną porozmawiać, a gdy wybucham to zawsze na sam koniec mam do siebie pretensje'' A bo może jednak wyolbrzymiam'' Tylko ja nie wyolbrzymiam, mam swoje oczekiwania, o których egzekwowaniu zupełnie zapomniałam. Stałam się pokorną myszką w cieniu. Mój narzeczony jest bardzo ambitny, ale obawiam się, że w jego życiu nie ma miejsca na nic innego prócz zarabiania pieniędzy. Oczywiste, ja też  dbam o swój biznes, ale nigdy nie pozwoliłabym na to, żeby czuł się przez to trwale odtrącony. On nie ma czasu na nic, pracuje od 7-23, wraca do domu siada przed tv, zje kolacje i idziemy spać. Kochamy się raz na tydzień, czasami rzadziej. Boję sie, że nie będzie spełniał swoich obowiązków jako mąż i w przyszłości ojciec, bo jeśli dziś nie ma tego czasu dla mnie to jak mam sobie to inaczej wyobrażać ? Kolejną moją bolączką jest fakt, że praktycznie bez żadnych uzgodnień ze mną rozpoczęła się budowa domu dla nas. Teście chcieli zapewnić nam dobry start, żebyśmy po ślubie odrazu mogli zamieszkać na swoim. Ich wkład wynosi 30%, budowa zakończona w stanie surowym. Do wykończenia brakuje jeszcze conajmniej 7-10 lat. I co się okzuje? Dom będzie przepisany wyłącznie na syna, nie na nas. A wiec ja mam rzucić swoją firmę, zapieprzać 10 lat u kogoś na dom który nigdy nie będzie mój? Jeśli to ja nie mam racji i ze mną jest coś nie tak to proszę obudzcie mnie, bo ja zaraz oszaleje ! Chyba ostatnią kwestią jaką chciałabym tutaj poruszyć jest moja relacja z teściami. Od samego początku nie było łatwo, to są ludzie z pokroju tych, którzy '' zawsze mają rację '' Ciężko się rozmawia, nigdy żadne argumenty nie trafiały. Nawet gdy na samym końcu okazywało sie, że to ja miałam rację. Jego mama wtrąca się we wszystko, już miałam niejedną sytuację na przestrzeni lat. Ale dopiero przygotywania do tego wesla ukazały mi skalę jej możliwości. Przepraszam, że tak się wyrażę, ale dla mnie w pewnych momentach graniczyło to już z absoltną bezczelnośćią. Np żądała ode mnie, że na zaproszeniach napiszę to, co ona CHCE, suknie będę miała taką jaką ona uważa, alkoholu nie będziemy pili, tego nie będziemy robili i tak w nieskończoność !!! Dzieci, których nawet jeszcze nie planujemy też wie gdzie pójdą do szkoły. Proszę o troszkę otuchy..........


No ok, znalazłaś się w sytuacji, która Tobie nie odpowiada.  Patrzysz krytycznie: 1) na swojego partnera (ambitny pracoholik, niezainteresowany Twoimi odczuciami, na którego w przyszłości nie będziesz mogła liczyć jako męża i ojca); 2) na swoją przyszłą sytuację zawodową (wymagane jest od Ciebie porzucenie własnego biznesu i poświęcenie się pracy, której status impozycja Tobie nie odpowiadają); 3) na swoją sytuację mieszkaniowo-finansową (zaangażowanie w budowę domu, którego współwłaścicielką nie jesteś); 4) na relacje z przyszłą teściową/teściami (traktują Cię przedmiotowo i nie konsultują z Tobą ważnych spraw, czyniąc Cię jedynie odbiorcą ich woli).
Jeśli nie jesteś bezwolnym matołem, to zacznij te sytuacje i sprawy wyjaśniać i ustalać konkrety. Bo, za przeproszeniem, robisz tu trochę z siebie ofiarę sytuacji, podczas gdy znalazłaś się w niej nieprzypadkowo.
Co do narzeczonego, to to, że poważnie podchodzi do swojej pracy świadczy o jego odpowiedzialności. Nie wiadomo jeszcze, czy w sytuacji stworzenia rodziny, potraktuje ją jako priorytet. Być może teraz pracy poświęca więcej, żeby później odpuścić ją trochę na rzecz rodziny. Dziwię się, że planujesz z kimś wspólne życie, a nie wiesz, jak on chce żyć, na czym chce się skupić, jakie ma wzorce. Narzekasz, że on się Tobą nie interesuje, ale Ty chyba też zbyt wiele o nim nie wiesz.
Co do Twojej pracy, to jak dla mnie robisz niepotrzebną dramę, z nakazami (wielkimi literami), podczas gdy w sprawach zawodowych nie ma ludzi nie do zastąpienia, więc jak nie Ty, to zatrudni się kogoś innego. Nie porzucaj swojej pracy, nie warto poświęcać tego, czego się lubi w imię czyjegoś widzimisię. Jedno co powinnaś, to po prostu głośno i wyraźnie to oznajmić wszystkim zainteresowanym i najwyżej pomóc im w poszukaniu innego rozwiązania.
Jeśli chodzi o dom, to nie dziwię się rodzicom narzeczonego, że nie uwzględniali Ciebie podczas dysponowania własnych środków, bo w życiu różnie bywa. Jednak skoro teraz wymaga ktoś od Ciebie zaangażowania finansowego, czasowego i emocjonalnego w budowę domu, to wykaż się asertywnością i dbałością o własny interes poprzez wyłuszczenie swoich obaw i zacznij szukać rozwiązania. Jak dla mnie to sprawa dla prawnika, który pomógłby Tobie ustalić sposób zabezpieczenia Twoich interesów, proporcjonalnie do Twojego wkładu.
Co do teściowej, czy ogólnie teściów, to tez widać Twój brak asertywności. Nie wiem, co Cię powstrzymuje, żeby w spokojnej rozmowie powiedzieć teściowej, że doceniasz jej zaangażowanie, ale to Twoje wesele/życie/dom i w związku z tym chcesz to ułożyć po swojemu. Zwyczajnie ustaw granice i pilnuj, żeby nikt ich nie przekraczał. Nikt tego za Ciebie nie zrobi. Prosisz o otuchę, ale tu potrzebne są konkretne działania z Twojej strony. Znalazłaś się w obecnej sytuacji z powodu własnych zaniedbań, więc teraz musisz sama to wszystko wyprostować.

6 Ostatnio edytowany przez wieka (2021-10-14 10:57:46)

Odp: Rozterki przed slubem

Zalazlaś się w bardzo trudnej sytuacji, powiedzialabym nawet chorej.
Zdrowa powinna być taka, że sprzedając swoje udziały, wkładasz te pieniądze w firmę przyszłych teściów, po czym oni zapisują Ci odpowiedni % udziału w ich firmie, można to zrobić po ślubie, ale jednocześnie. Ograniczone zaufanie zawsze zobowiązuje.

Co do domu, to niestety będziesz musiała się pogodzić z tym, że nie będzie Twoją własnością, chyba, że weźmiesz kredyt i dołożysz się do tej budowy, tylko teściowie się pewnie nie zgodzą.

Przykre, ale rozmowa z mężem nic nie da,  bo on jest pod silnym wpływem rodziców, nie potrafi im się przeciwstawić, Ty tego nie zmienisz.

Jednym słowem masz słuszne obawy, dobrze wyartykułowałaś, będzie jak myślisz, czyli fatalnie.

Nie wytrzymasz długo w tym małżeństwie.

7

Odp: Rozterki przed slubem
wieka napisał/a:

Nie wytrzymasz długo w tym małżeństwie.

Myślę podobnie.
Będziesz zależna od nich wszystkich i skoro przed ślubem nie jest dobrze, to po,
będzie jeszcze gorzej.
Dobrze, że teraz widzisz wiele rzeczy, które Ci nie odpowiadają.
Teraz jeszcze masz wpływ na swoje decyzje, więc przemyśl, bo nie ma nic
gorszego dla młodej mężatki jak bierny przymus poddania się w różnych,
a czasem we wszystkich sferach życia rodzinnego, a prostowanie tychże może
okazać się już niemożliwe.

8 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-10-14 11:51:14)

Odp: Rozterki przed slubem
Mariet napisał/a:

C... a on pracuje u rodziców i w przyszłości ma ją odziedziczyć. Jeszcze przed zaręczynami wiedziałam, że będzie potrzebował mnie przy swoim boku w firmie.Taka specjalizacja, że nie podołałby sam.

Ojej... nie podoła sam? Biedactwo...



... muszę sprzedać swoje udziały, stracić swoją pozycję zawodową i iść na niewolnictwo.

Musisz? Nie ma innego wyjścia?

Udowodnij, że nie ma innego wyjścia. Proszę... udowodnij...
Pokaż wszystkie opcje i pokaż dlaczego one są nieakceptowalne.




jego rodzice NIGDY nie zgodzą się na to, żebyśmy oboje byli właścicielami działalności.

Brawo dla rodziców! Serio... też bym się nie zgodził, aby dorobkiem całego życia kierowała obca dziewczyna...



jakim trzeba być człowiekiem, żeby NAKAZYWAĆ mi odejście z mojej firmy, utratę swojej stabilności i niezależności.

Ale to w Tobie jest problem. Bo nie umiesz rozmawiać. Dlatego wysłuchujesz nakazywania.

Nauczę Cię rozmawiać:

Oni:   Musisz odejść ze swojej działalności i do nas przyjść...
Ty:     Niestety nie mogę odejść z mojej firmy. Tak zaplaonowałam.

Oni:   Musisz odejść ze swojej działalności i do nas przyjść, bo wtedy xxxxxxxxxxxxxxxx
Ty:     Niestety nie mogę odejść z mojej firmy. Tak zaplaonowałam.


Oni:   Musisz odejść ze swojej działalności i do nas przyjść, bo wtedy yyyy
Ty:     Niestety nie mogę odejść z mojej firmy. Tak zaplaonowałam.


Oni:   Musisz odejść ze swojej działalności i do nas przyjść, bo wtedy zzzz
Ty:     Niestety nie mogę odejść z mojej firmy. Tak zaplaonowałam.


Oni:   Musisz odejść ze swojej działalności i do nas przyjść, bo wtedy qqq
Ty:     Niestety nie mogę odejść z mojej firmy. Tak zaplaonowałam.



wyłącznie z miłości do narzeczonego chciałam się na to zgodzić.

A on z miłości Cię do tego przymusza?



On nie ma czasu na nic, pracuje od 7-23, wraca do domu siada przed tv, zje kolacje i idziemy spać.

To teraz urodzić mu dzieci i wychować i pomóc w jego biznesie?
Z miłości...



... praktycznie bez żadnych uzgodnień ze mną rozpoczęła się budowa domu dla nas. Teście chcieli zapewnić nam dobry start, żebyśmy po ślubie odrazu mogli zamieszkać na swoim. Ich wkład wynosi 30%, budowa zakończona w stanie surowym. Do wykończenia brakuje jeszcze conajmniej 7-10 lat. I co się okzuje?

Brawo dla teściów. Wspomagają syna na początku życia.
Bardzo dobrzy rodzice. Gratuluję im. Serio.


Dom będzie przepisany wyłącznie na syna,

brawo dla nich. Gdybym wybudował dom, to nie przepisałbym go na obcą dziewczynę.


... nie na nas.

Oczywiście, że na niego, a nie na Was.
NIe jesteś właścicielem ani działki, ani domu... ani grosza tam nie włożyłaś...



A wiec ja mam rzucić swoją firmę, zapieprzać 10 lat u kogoś na dom który nigdy nie będzie mój?

Będziesz robić jak chcesz.
Jeśli wygasisz firmę, pójdziesz do nich na niewolnika, i nie będziesz miała domu, to w konsekwencji tych działań...

nie będziesz miała firmy, będziesz niewolnikiem, nie będziesz miała domu.

Proste.



... są ludzie z pokroju tych, którzy '' zawsze mają rację '' Ciężko się rozmawia, nigdy żadne argumenty nie trafiały. Nawet gdy na samym końcu okazywało sie, że to ja miałam rację. Jego mama wtrąca się we wszystko, już miałam niejedną sytuację na przestrzeni lat. Ale dopiero przygotywania do tego wesla ukazały mi skalę jej możliwości. Przepraszam, że tak się wyrażę, ale dla mnie w pewnych momentach graniczyło to już z absoltną bezczelnośćią. Np żądała ode mnie, że na zaproszeniach napiszę to, co ona CHCE, suknie będę miała taką jaką ona uważa, alkoholu nie będziemy pili, tego nie będziemy robili i tak w nieskończoność !!! Dzieci, których nawet jeszcze nie planujemy też wie gdzie pójdą do szkoły. Proszę o troszkę otuchy..........

Nie ma otuchy. Będziesz z nimi żyć.

Otóż boisz się, że zepsujesz sobie relację z narzeczonym teściami...
Nie odróżniasz spraw ważnych, od tych które trzeba zignorować.
Na przykład:

-- twoja firma i twój sposób na życie to jest ważna rzecz
-- ale fakt iż teściowie dali dom synowi, a nie Tobie, to jest ich sprawa, a Ty tupiesz nóżką, że obcy ludzie nie dają Ci domu
-- droczysz się o jakieś bzdurki co będzie napisane na zaproszeniu, a pewnie to teściowa wykłada kasę na wesele


Co ja bym zrobił?

1. posegregował sprawy na ważne i nie ważne; na takie, o które trzeba walczyć, na takie o które nie da się walczyć,

2. tam gdzie trzeba walczyć, to bym nie popuścił ani kroku w tył


Suknia ślubna? Aaaa... chrzanić to -- niech teściowa kupi suknię ... Zaproszenia? hihii... no śmiechu warte... co za różnica co jest napisane... Alkoholu nie będzie? F*ck that... w końcu powiem gościom, że tę głupotę wymyśłiła teściowa...
Gdzie dzieci pójdą do szkoły? Aaaa... niech głupia baba sobie roi pomysły w głowie, bo ja i tak dam dzieci tam gdzie będę chciała.
Mam wygasić swoją firmę? O nieeeeeeeeeeeeeee! Po moim trupie. Nigdy. Never ever.



Żyłam od dnia do dnia przygotowując wesele, a gdy już wszystko zostało dopięte na ostatni dzwonek zorientowałam się, że facet z którym planuje spędzić resztę życia już nie jest tym samym, którym był.

Może odwołać ślub?

Wiem, że będzie wielka afera...
Zaproszenia już wysłałaś?

Dzięki temu, że twój narzeczony się zachowuje źle, oraz teściowie się zachowują źle, to możesz winą ich obarczyć za rezygnację ze ślubu.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

9

Odp: Rozterki przed slubem

Strasznie się nakręcasz.
Przede wszystkim praca u kogoś nie jest niewolnictwem. Jest pracą u kogoś. Nie ma co wyolbrzymiać. Jak nie chcesz u niego pracować, to nikt Cię do tego nie zmusi. Przecież pistoletu Ci nie przystawią do głowy. Po prosto pogadaj z narzeczonym, że wolisz mieć te swoje udziały, czy co tam masz.
Druga sprawa jest taka, że ja się ani trochę nie dziwię jego rodzicom, że nie chcą Ci przepisać ani firmy ani domu. Żyjemy w czasach, w jakich żyjemy, spora część małzeństw się rozpada, a nikt wchodząc w małżeństwo nie zakłada rozwodu za 10 lat. I potem co? Rozejdziecie się i oni będą musieli spłacić Twoje udziały w firmie, gdzie do firmy wchodzisz nie wkładając w nią takiej ilości środków własnych, jakie oni włożyli.
Dom podobnie. Rodzice wsadzili w to kasę, a Ty jeszcze narzekasz. Przecież za kilka lat, jak przepiszą własność na męża, to on może z Ciebie zrobić współwłaściciela. Więc jaki problem? Ty się nakręcasz już teraz, jakby w całym tym ślubie chodziło Ci o firmę i dom. Popatrz na to z ich perspektywy. Ja też miałabym na ich miejscu w głowie lekkie ostrzeżenie. Bo jakby na to nie patrzeć, im zależy bardziej na szczęściu swojego syna niż Twoim.
Ja bym poszła w rozdzielność majątkową, jeżeli tak bardzo Cię bolą finanse.
Trzecia sprawa to jest jej wtrącanie się i tutaj po prostu powinnaś mieć wspólny front z partnerem, on powinien swojej mamie powiedzieć, żeby pozwoliła Wam robić po swojemu. Ewentualnie jest opcja, którą ja zrobiłam na swoim ślubie i weselu, czyli teściowa mówiła, a my i tak zrobiliśmy swoje.

Najważniejsze właściwie we wszystkich trzech sytuacjach jest to, jak zapatruje się na to Twój narzeczony. Czy on ma wspólny front z Tobą czy z rodzicami. Bo to z nim masz tworzyć rodzinę. Teściowie będą, ale teściów można unikać i ignorować. Męża nie da rady ignorować. Nad tym się zastanów. Z nim powinnaś to wszystko przegadać


Otóż jest niewolnictwem, jeśli ktoś ma zamiar się Tobą wysłużyć z własnych obowiązków i paluchem przestawiać z kąta w kąt. Miałam tam krótki ''staż '' i wiem co mówię. Napisałam, że nie mam  innego wyjścia nie bez powodu. Narzeczony oznajmił mi, że albo pracujemy razem albo to koniec.

10 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-10-14 15:43:30)

Odp: Rozterki przed slubem
Mariet napisał/a:

Narzeczony oznajmił mi, że albo pracujemy razem albo to koniec.

Czyli to koniec.

Chyba że sprzedasz swoją wolność za ................... hmm... za co? Za to aby być po ślubie?

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

11

Odp: Rozterki przed slubem

To 30% które oni włożyli w dom  to ja mogę im z palcem w nosie oddać. Kwestia wesela to 50 na 50% z każdej strony. Również stać mnie na to, żeby jej to 70tysięcy oddać i być jedynym organizatorem wesela. Tu pojawia się kwestia sporna z narzeczonym- nie ma takich pieniędzy, a nie chce się zgodzić żebym ja za wszystko zapłaciła. Z powodu, że on nie potrafi się postawić matce dla świętego spokoju wolałabym pokryć sama koszty wesela. Nie napisałam bez powodu, że nie mam wyjścia. Wiem, że jeśli się na to wszystko  nie zgodzę to będzie koniec. Narzeczony ma 32lata, a nie potrafi się postawić matce, a ja już dziś jestem pewna, że im głebiej tym bardziej będzie próbowała wciskać się w nasze sprawy.

12

Odp: Rozterki przed slubem
Mariet napisał/a:

Nie napisałam bez powodu, że nie mam wyjścia. Wiem, że jeśli się na to wszystko  nie zgodzę to będzie koniec. Narzeczony ma 32lata, a nie potrafi się postawić matce, a ja już dziś jestem pewna, że im głebiej tym bardziej będzie próbowała wciskać się w nasze sprawy.

To skoro masz pewność, że Twoim życiem będzie zawiadować teściowa, a Twój sprzeciw oznacza koniec, to sprawa jest dość jasna. Wystarczy podjąć decyzję.

13 Ostatnio edytowany przez Gary (2021-10-14 16:14:13)

Odp: Rozterki przed slubem
Mariet napisał/a:

To 30% które oni włożyli w dom  to ja mogę im z palcem w nosie oddać.

Skoro tak, to pewnie że możesz dołożyć pieniędzy i mieć połowę domu.
Rozdzielność majątkowa.



Kwestia wesela to 50 na 50% z każdej strony. Również stać mnie na to, żeby jej to 70tysięcy oddać i być jedynym organizatorem wesela.

Kto organizuje wesele? Rozumiem, że Ty z teściową?



Tu pojawia się kwestia sporna z narzeczonym- nie ma takich pieniędzy, a nie chce się zgodzić żebym ja za wszystko zapłaciła.

A Ty byś się zgodziła, aby teściowa wszystko zapłaciła? Jesteś sprawiedliwa?



Z powodu, że on nie potrafi się postawić matce dla świętego spokoju wolałabym pokryć sama koszty wesela. Nie napisałam bez powodu, że nie mam wyjścia. Wiem, że jeśli się na to wszystko  nie zgodzę to będzie koniec. Narzeczony ma 32lata, a nie potrafi się postawić matce, a ja już dziś jestem pewna, że im głebiej tym bardziej będzie próbowała wciskać się w nasze sprawy.

Tak będzie.

Wyobrażam sobie że to będzie życie w takim układzie:

-- Ty + teściowa
-- a gdzieś tam na boku mąż

Czyli to ślub z teściową.



Wiem, że jeśli się na to wszystko  nie zgodzę to będzie koniec.

Ups... To może powiedz im tak:

"jak się na wszystko nie zgodzicie to koniec".

smile

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

14

Odp: Rozterki przed slubem

Narzeczony ma 32lata, a nie potrafi się postawić matce, a ja już dziś jestem pewna, że im głebiej tym bardziej będzie próbowała wciskać się w nasze sprawy.

To czego ty chcesz od życia? Nie podoba ci się to w czym żyjesz? Nie podoba ci się ze syn nie potrafi się postawić mamusi ? Nie podoba ci się ze teściowa we wszystko się wytraca? To zostaw to, po prostu. I nie zasłaniaj się miłością bo ja zbyt wiele miłości tutaj nie widzę a wnioskuje to po jednym zdaniu -

Również stać mnie na to, żeby jej to 70tysięcy oddać i być jedynym organizatorem wesela

To jest to na czym ci najbardziej zależy i za co mogłabyś zabić - wesele. Jesteś do tego stopnia zdeterminowana ze mogłabyś oddać teściowej hajs żeby tylko nie miała prawa głosu a nie potrafisz powiedzieć maminsynkowi który ma być twoim mężem ze masz dość i nie wyobrażasz sobie takiego życia.
Lekki dysonans.
Zresztą wasz konflikt polega na tym ze wszyscy jesteście łasi na to samo - hajs. Mamusia, przyszły mężuś i ty.

15

Odp: Rozterki przed slubem
Mariet napisał/a:

To 30% które oni włożyli w dom  to ja mogę im z palcem w nosie oddać. Kwestia wesela to 50 na 50% z każdej strony. Również stać mnie na to, żeby jej to 70tysięcy oddać i być jedynym organizatorem wesela. Tu pojawia się kwestia sporna z narzeczonym- nie ma takich pieniędzy, a nie chce się zgodzić żebym ja za wszystko zapłaciła. Z powodu, że on nie potrafi się postawić matce dla świętego spokoju wolałabym pokryć sama koszty wesela. Nie napisałam bez powodu, że nie mam wyjścia. Wiem, że jeśli się na to wszystko  nie zgodzę to będzie koniec. Narzeczony ma 32lata, a nie potrafi się postawić matce, a ja już dziś jestem pewna, że im głebiej tym bardziej będzie próbowała wciskać się w nasze sprawy.

Tak będzie jak piszesz. Szkoda, że od początku nie stawiałaś na swoim, choć nie wiem czy by to coś dało, skoro teściowa do osoba apodyktyczna, męża trzyma pod butem, syn miał taki wzorzec z domu, że zdanie matki tylko się liczy.
Czyli założysz rodzinę z mężem i teściową w pakiecie.

Nie wiem jak zdecydujesz, ale nawet kosztem rozstania, nie możesz całkiem zrezygnować z siebie i zamknąć swój interes, żeby potem teściowej prosić się o grosz, bo mąż=teściowa.

Dodać do tego wasze obecne pożycie, nic dobrego nie wróży na waszą wspólną przyszłość.

Myślę, że powinnaś postawić progowe warunki na jakie możesz się zgodzić, jeśli to oleją, pozostaje Ci co najmniej odwołać ślub.

Oni muszą wiedzieć, że nie godzisz się na niewolę.

16 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-10-14 18:35:36)

Odp: Rozterki przed slubem

"Wyobrażam sobie że to będzie życie w takim układzie:

-- Ty + teściowa
-- a gdzieś tam na boku mąż

Czyli to ślub z teściową."

Pięknie ujęte haha

"Nie wiem jak zdecydujesz, ale nawet kosztem rozstania, nie możesz całkiem zrezygnować z siebie i zamknąć swój interes, żeby potem teściowej prosić się o grosz, bo mąż=teściowa. "

Poza tym jest jeszcze taka kwestia, że może lubisz po prostu to co robisz, realizujesz się w tym, jestes w tym dobra i masz doświadczenie (?) Nie wiem czy tak jest na pewno, ale nikt nie może Ci tak po prostu nakazywać, byś rzuciła to co robisz tylko dlatego, że sobie wymyślił, że żona będzie pomagać w jego interesie, bo potrzebuje. Prowadzi własny biznes, to niech sobie radzi. Ty masz swoje cele. Twoim jedynym celem życiowym nie musi być miłość i pomoc ukochanemu. Pomoc, która może też zaszkodzić relacji. Mało ludzi pracuje razem z partnerem m.in dlatego, że uważają, że przenosi się konflikty zawodowe na relację. Jak ci będzie z poczuciem, że poświęciłaś swoje cele dla niego? Nie będziesz żywić urazy i mu wypominać później?

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

17

Odp: Rozterki przed slubem

To co opisujesz stawia Cię na przegranej pozycji w małżeństwie i życiu. Można zapytać po co w ogóle wchodzisz w ten związek. Z opisu wynika że po ślubie tracisz swoją firmę, tracisz własne pieniądze, jesteś jedynie mieszkanką w cudzym domu, który będziesz budować i i nawet na własnym weselu nie masz nic do powiedzenia. To wygląda bardzo źle.
Wcale się nie dziwię, że piszesz o niewolnictwie, bo na to się zanosi. Ja też tak to widzę.
Nie mając własnych dochodów z firmy i pracując u teściów powinnaś mieć uzgodnione stanowisko, zakres obowiązków i odpowiednie wynagrodzenie. Mam nadzieję, że zaproponowali Ci bardzo wysokie wynagrodzenie. Rozpoczęcie budowy domu przez teściów pomaga tak naprawdę tylko ich synowi bo Ciebie stawia na pozycji przegranej. Gdybyście razem zaczęli budowę i kontynuowali ją z małżeńskich dochodów  byłabyś współwłaścicielką, teraz razem skończycie budowę nie masz tam nic swojego, chociaż na budowę pójdzie 70 % ze wspólnoty małżeńskiej. Ja bym się na to nigdy nie zgodziła, nich sobie  teściowie wezmą rozpoczęta budowę i robią z tym co chcą, a Ty razem z mężem rozpocznij wspólne budowanie nowego domu.  Dla teściów możesz mieć podobną propozycję - Ty ze sprzedaży firmy włożysz 30% w budowę nowego domu, który będzie tylko Twój, a wspólnie z mężem skończycie jego budowę i mąż będzie mógł w nim mieszkać - zobaczysz czy  się ucieszą z propozycji wink

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Rozterki przed slubem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021