Witam. Nie wiem do końca nawet o co spytać, może jestem słabym rozmówcą, nie umiem wpływać na emocje. Umiem podrywać, komplementować i droczyć się, ale zawsze brak emocji - jedynie usmiech, smiech, cos co prowadzi do przyjazni i tylko i wyłącznie rozumienia się? Na wstępie dziewczyny mówią, że zauroczyły się, że potrafie jak to piszą "omotać" lub "ogarnąć", że czują się jakieś takie bezpieczne i rozumiane, że mają chęć mnie widzieć. Rozmawiamy czasami dzień w dzień po kilka godzin, czasem nawet 10 (!) i ten czas mija nam bardzo, bardzo szybko. Oczywiście od początku jest mowa o tym, że to ma nie prowadzić do przyjaźni, a czegoś więcej i czy jest na to szansa - na początku jest. I tak mija czas, poznajemy się, czasem są sprzeczki które wpływają na nas i jednak są emocje (negatywne) ale później przechodzi to całkowicie w obojętność. Zaczepki już nie działają, wyobrażeń nie ma (że chciałoby się np przytulić, pocałować) i wszystko się schładza, choć kontakt nadal jest bardzo dobry i potrafimy rozmawiać ze sobą jak ludzie znający się całe życie. Później kobieta mówi, że coś się zmieniło, że ona przestała czuć to zauroczenie, że jestem dobry i ktoś mnie doceni... czuje sie wtedy troche jak desperat, choć mam naprawde dużo koleżanek i którym się podobam, a które ja odrzucam bo mi nie odpowiadają fizycznie... za to tutaj jest atrakcyjnosc fizyczna obustronna, takze początkowo zauroczenie charakterem, inteligencją, poczuciem humoru, dystansem i nagle czas pryska, jest przyzwyczajenie. Fajny kolega z Ciebie, ale nie mamy po co się spotykać. I to czasem dzieje się po miesiącu, czasem po trzech, pół roku. Akurat zawsze jest odległość i to dość znaczna, więc trudno o spotkanie. Czasem mysle, ze dopoki jest zauroczenie to trzeba kuć żelazo póki gorące, czyli spotkać się i inicjować przywiązanie fizyczne? Ale też zawsze przegapie moment i kontakt staje się chłodny, nie ma tęsknoty już. Raz miałem tak, że spotkałem się z taką dziewczyną, było cudownie, patrzenie sobie w oczy, chemia niesamowita. Można było sie tam rozpłynąć i mieliśmy ochote na więcej, ale nie doszło do tego i już kolejnego spotkania nie było. Jedno co wiem to jestem chwiejny, to mam takie wahania nastrojów jak baba w ciąży i często nie idzie ze mną zamienić 2 słów, bo czuje sie wyłączony i smutny (bez powodu), a to może dawać im jakiś obraz mnie slabego? Na początku oczywiscie tego nie ma, bo zawsze piszemy tylko gdy mam dobry humor i wtedy jest świetnie. Dziś też jest świetnie, ale juz coś odrzuciło i tak juz ostatnie 5 dziewczyn robiło to samo. Jestes dobry... a w świecie rzeczywistym nikt mnie nie nazwał dobrym, tylko te dziewczyny. I tak czasem nie wiem po co jest to mówione. To chyba znaczy, ze przewidywalny i taki, który nie wzbudza emocji. Bo dobrym sam też bym sie nie nazwał.
I te teksty na początku - zawróciłeś mi w głowie, chciałam dużo, ale to się zmieniło. Podobałeś, chciałam, tęskniłam... co jest nie tak, że nawet nie chodzi tu o związek, ale nie ma przyciągania takiego bez zobowiązań? W ogóle przestają chcieć po prostu dotknąć. Dziewczyny, jak to jest?
Aha jeszcze coś. Nawet bywały teksty od nich o motylkach, o tym że sie trzęsą jak rozmawiają ze mną i co by było gdybyśmy się spotkali, że już ekscytacja... nie spotykamy się, rozmawiamy dalej i przechodzi to w "normalną" znajomość...