Za niecały rok mamy ślub, jesteśmy w związku na odległość w związku z tym postanowiliśmy, że teraz jak już skończyłam szkołę przeprowadzę się do mojego narzeczonego, a dokładniej do jego babci, która mieszka sama w małym domku. Mielibyśmy jeden pokój dla siebie i pozatym współną łazienke, współną kuchnie. Po ślubie też będziemy musieli pomieszkać prawdopodobnie 3 lub 4 lata, mam nadzieje, że nie więcej u babci bo na razie nie stać nas na własne mieszkanie, a wynajmować się nie opłaca bo wtedy nigdy nie uzbieramy na własne mieszkanie, ponieważ bęziemy musieli płacić za wynajem. Tak razem ustaliśmy że to jest najlepsze wyjście z tej sytuacji i chyba jedyne....Jednak boję się tego mieszkania razem z babcią, boję się tego, że będziemy młodym małżeństwem, które nie będzie mogło się sobą w pełni nacieszyć, nie będzie mogło się w pełni dotrzeć bo nigdy sami nie będziemy, nie będę mogła gotować tego czego chce, bo zawsze będzie trzeba się podporządkować starszej osobie. Wiadomo jak to jest gdy się mieszka u kogoś trzeba się podporządkować, dostosować do jego rytmu dnia, a ja tak nie chce. Mam już swoje lata i chciałabym po swojemu urządzić cały dom, chciałabym po swojemu być panią domu a tak nigdy nią nie będe. Jego babcie bardzo lubie i szanuje, ale wiadomo jak to jest jak się mieszka razem. Boję się że przez to będziemy się kłócić z mężem a ja będę nieszczęśliwa bo raz że daleko od swojej rodziny i znajomych to jeszcze u kogoś. Może któraś z was mieszkała z babcią lub z inną osobą trzecią i może mi podpowiedzieć jakie mogą byc problemy? Jak to jest? Co zrobić żeby nie zniszczyć przez to naszego związku? Wiem, że nigdy nie wiadomo jak to będzie bo każdy człowiek jest inny, ale chciałabym wiedzieć co mnie może czekać, bo już mi się tego wszystkiego odechciało, chciałam z nim mieszkać ale sama...
Podobne tematy
nie potrzebnie narzekasz, powinnaś się cieszyć że zamieszkacie razem, teraz jest bardzo trudno samemu znaleźć jakiś kąt
a z babcia napewno znajdziesz jakieś rozwiązanie, najwyżej puszczaj mimo uszu ewentualne uwagi
Wiem, że teraz ciężko jest od razu znaleść kąt tylko dla nas dwojga i na początku się cieszyłam, że zamieszkamy razem ale teraz już nie widzę pozytywnych rzeczy, widzę same minusy :-(. Wiem, że mogę puszczać mimo uszu pewne uwagi ale chciałabym żyć sobie spokojnie z mężem i się cieszyć naszym małżeństwem a nie skupiać się tylko na tym, żeby się powstrzymywać, żeby na przykład nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego...
Sopubój .a jeżeli bedzie żle to zawsze możecie się wyprowadzić.Pozdrawiam.
Uważam, że młode małżeństwo powinno być same, ale nie zawsze jest taka cudowna możliwość. Dlatego musisz (moimo zdaniem) przemęczyć się, a w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy zamieszkacie razem, sami:) Jeśli chodzi o babcie, to moim zdaniem musisz pamiętać, że wprowadziłaś się do niej, a poza tym jest starszą osobą, więc tak jak tu koleżanka wspominała trzeba uwagi puszczać koło ucha;) a poza tym sznować ją za to, że pozwoliła wam u siebie zamieszkać. Myślę, że wszystkie ewentualne spory trzeba delikatnie rozwiązać, nigdy gniewem, bo to pogorszy. Będzie dobrze:) nie załamuj się i nie zniechęcaj na zapas:) powodzenia:)
Dziewczyny mają rację
przecież nie będziecie tam mieszkać wiecznie, a wspólne mieszkanie to nie tylko minusy! powinnaś być nawet wdzięczna losowi że dał Twojemu narzeczonemu taką babcię która przyjmie pod swój dach Was oboje! zawsze możesz się jakoś dogadać w kwestii sprzątania, gotowania, na pewno będzie to też pomocne dla niej jako starszej osoby! a urządzić możesz Wasz pokój, zresztą sama zobaczysz że nie to jest najważniejsze!
Dziewczyny mają rację
przecież nie będziecie tam mieszkać wiecznie, a wspólne mieszkanie to nie tylko minusy! powinnaś być nawet wdzięczna losowi że dał Twojemu narzeczonemu taką babcię która przyjmie pod swój dach Was oboje! zawsze możesz się jakoś dogadać w kwestii sprzątania, gotowania, na pewno będzie to też pomocne dla niej jako starszej osoby! a urządzić możesz Wasz pokój, zresztą sama zobaczysz że nie to jest najważniejsze!
A co jest najważniejsze??? Bo moim zdaniem najważniejsze jest żeby młode małżeństwo było same, żeby mogli sami we dwoje zbudować swój dom na takich zasadach jakie im pasuje.
To jest bardzo ważne, ale babcia dając wam możliwość zamieszkania razem chce zrobić dobrze. Niestety wszyscy wiemy jacy są starsi ludzie, zresztą to ona uważa się za panią domu. Pewnie przez jakiś czas będziecie się czuli mało swobodnie, a może właśnie odwrotnie? Może jego babcia to świetna kobieta i was będzie rozumieć, kto wie. Z doświadczenia wiem, że starsze osoby denerwuje to, że ktoś stara się zrobić ich dom po swojemu, więc będziesz musiała zagryźć mocno zęby i przecierpieć.
teraz takie czasy kobieto że trzeba się cieszyc z tego co sie ma! ile ja bym dała za to żeby sobie zamieszkać z mym facetem i nawet 10 babciami jestem juz 4 lata na odległość i nawet bym sie cieszyła z ciasnej kawalerki, za dużo narzekasz i męczysz sie na zapas. Właśnie tak jak piszą dziewczyny, babcia móże okazać się super a myslę że juz to jest pozytyw skoro daje wam taka możliwość zamieszkania razem i wbrew pozorom starsi ludzie tak nie narzekaja przynajmniej u mnie dają nam wolna rekę i jeszcze wspierają
jak facet do mnie wpada itp ![]()
Na razie z jego babcią dobrze się dogaduje ale jeszcze tam nie mieszkam i zawsze jak tam chodzimy to jego babcia ma ciągle nowe pomysły, np: żeby mój narzeczony pomalował jej ścianę, itp., i to mnie właśnie martwi, że mój mąż będzie musiał ciągle robić jakieś niepotrzebne rzeczy w tym domu, ponieważ ten dom jest bardzo stary i nie nadaje się już do żadnego remontu, tylko do wyburzenia, a jak będziemy tam mieszkać to będziemy musieli robić jakies dziwne rzeczy i zamiast spędzić we dwójkę razem fajnie czas, to ja będę siedziała sama a mój mąż będzie malował ściany co pół roku na nowy kolor...
mały_motylek ile ty masz lat ze tak cie to boli ze ciagle zajmnie sie waszym domem
fajnie ze ma jakies zajecie
12 2009-08-23 22:49:32 Ostatnio edytowany przez noelle87 (2009-08-24 13:27:23)
mały_motylek ile ty masz lat ze tak cie to boli ze ciagle zajmnie sie waszym domem
fajnie ze ma jakies zajecie
Tak boli mnie to ponieważ po pierwsze to jest związek na odległość i gdy wreszcie będziemy mieszkać razem to chce się nim nacieszyć, po drugie to nie będzie nasz dom nigdy, ponieważ jak już wcześniej pisałam ten dom przetrwa jeszcze kilka lat lat i do widzenia bo jest tak stary niestety, a my będziemy tam mieszkać, żeby nie wydawać na opłaty za wynajem tylko zbierać pieniądze na kupno włsnego mieszkania, a po trzecie to mój narzeczony cały czas pracuje więc ma co robić!
Ale z drugiej strony może naprawdę tak jak piszecie dziewczyny nie będzie tak źle, może akurat będzie nam się razem fajnie mieszkało....w końcu nigdy nic nie wiadomo :-). Muszę być dobrej myśli, ale boję się że coś będzie nie tak, bo ja mam ciężki charakter i nie lubię jak ktoś mną rządzi ;-).
Ale z drugiej strony tyle czasu na to czekałam żebyśmy wreszcie mogli być razem a nie na odległość a teraz jak to już niedługo ma się stać to jakoś czarno to widzę, albo to może strach jak to będzie?? Razem już na zawsze i z dala od rodziny i przyjaciół?
Pamiętaj o używaniu opcji "edytuj" dostępnej w prawym dolnym rogu każdego napisanego przez Ciebie posta. Dzięki tej opcji możesz edytować swoje wypowiedzi, dodawać coś nowego bądź zmieniać ich treść. Zgodnie z regulaminem, na forum NIE PISZEMY posta pod postem. Pozdrawiam,Noelle87
Jak sie kochacie to dacie rade ![]()
to mu pomożesz w malowaniu
a poza tym jak chata odmalowana to od razu lepiej się mieszka
ściągnij te czarne okulary i patrz na pozytywy, bo tylko nie potrzebnie szukasz dziury w całym
poczekaj jak sie sytuacja rozwinie i nie mów źle bo sobie wykraczesz;)
Mój mąż ma dużą rodzinę, babcie, ciotki, prababcie itd. Lubię ich, jednak nigdy nie zdecydowałabym się na wspólne mieszkanie. Powodzenia, Mały Motylku:)
Jeżeli mam być szczera, to nigdy nie byłam zwolennikiem mieszkania z teściami, babciami, rodzicami itd. Ale wiem jak jest teraz ciężko o swoje mieszkanie (na własnej skórze to czuje). Niestety jak zamieszkacie razem wyjdą na jaw różnice między wami, których do tej pory nie dostrzegaliście. Chodzi o czasami o głupoty, zwykłe lezące na podłodze skarpetki, czasami o poważniejsze np podział obowiązków w domu. Dojdzie między wami (prawdopodobnie nie na pewno:P) do delikatnych spięć, dlatego wlaśnie moim zdaniem to właśnie na początku lepiej, żeby młoda para meiszkała SAMA. Będziecie mogli sami ustalać zasady ze sobą, nikt wam się nie będzie wtrącał.
Gdybym miała wybierać, wybrałabym wynajem. Lubię swobodę, jak mam ochotę paradować w pidżamie całą niedzielę to będę paradować i nie chciałabym słuchać komentarzy na ten temat.
Jeżeli jednak chcecie spróbować z babcią, to spróbować zawsze warto, najwyżej jak będzie źle to się wyprowadzicie. A może nie będzie tak źle i uda wam się z nią jakoś dogadać? Trzymam kciuki za was.