Sarah Jessica Parker, czyli niezapomniana Carrie Bradshaw z kultowego serialu "Seks w wielkim mieście", a dla wielu także ikona stylu, stwierdziła: "Zasady dotyczące ubioru według wieku czy figury są głupie. Liczy się to, żebyś wychodząc z domu czuła, że dobrze wyglądasz."
Zgadzacie się z tym stwierdzeniem? Czy są jakieś granice, których ze względu na ogólnie przyjęte normy nie powinniśmy przekraczać, czy jednak nasz wygląd, to wyłącznie nasza sprawa?
Podobne tematy
Moja żona uważa podobnie i to mi się strasznie u niej podoba. Ma swój własny styl i leje na modę.
3 2014-03-01 17:49:30 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2014-03-01 17:49:53)
Wydaje mi się, że tylko chuda, obrzydliwie bogata Jessica Parker mogła powiedzieć coś takiego.
Realia są inne i czas się ocknąć.
Fakt. Najważniejsze jest to, aby czuć się dobrze, ale otyłej kobiety w obcisłej bokserce i obcisłych getrach 3/4 nie zniosę. No po prostu nie.
To, że chcemy ukryć coś ubraniem to nie jest nic złego. Często to właśnie to sprawia, że czujemy się dobrze i bezpiecznie.
4 2014-03-01 21:38:30 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2014-03-01 21:39:18)
Lubię dobrze wyglądać i dobrze się czuć w swoim ubraniu. Nie ubiorę tego co noszą gimnazjalistki czy panie z biura po pięćdziesiątce ale zazwyczaj dlatego, że mi się to nie podoba i czułabym się przebrana.
Ze względu na mały biust często do obcisłych ubrań noszę push upy a więc coś niecoś maskuję.
Czasem widuję całkiem ładne kobiety ale tak ubrane, że podkreślają swoje wady i myślę sobie, że gdyby były dobrze ubrane to naprawdę wyglądałyby pięknie.
Aha- nie znam tej Sary i nie oglądam Seksu.
Niby nasz wygląd jest nasza sprawą, ale ubiór powinien pasować do sylwetki i sytuacji.
Zdecydowane "nie" dla ubrań podkreślających niedoskonałości figury czyli np. obcisłych biodrówek z wylewającym się tłuszczem znad paska lub spodni-rurek dla właścicielek baardzo chudych i często krzywych nóg.
Nie podoba mi się również coraz większa niechlujność w ubiorze jeżeli chodzi o okazje specjalne typu koncert muzyki poważnej, teatr, oficjalne uroczystości.
Jakiś czas temu czytałam, ze w urzędach ma być wprowadzone, że np. piątek ma być dniem "luźniejszym" w ubiorze. Prawdę mówiąc nie chciałabym spotkać urzędnika w krótkich spodenkach i koszulce na ramiączkach w pracy.
I tak i nie. Trzeba jednak zachowywać pewne kanony.
Parker ma rację, ale tylko połowicznie. Po trzydziestce można wszystko nosić (jak ma się przytomną figurę do rozmiaru 40),TYLKO w dobrym gatunku. Jak leginsy to nie z lycry, tylko wełniane. Jak jeansy to dobrej marki, nie Primark. Jak kurtka to prawdziwa skóra, nie plastyk. Mniej ciuchów, lepsza jakość.
Ja się właśnie w dużej mierze w nią zgadzam. Może dlatego, że jestem nietypową po tym względem kobietą i mało zwracam uwagę na takie rzeczy. Przede wszystkim ma być mi dobrze. Może nie założę legginsów, które mi podkreślą spore boczki i brzuch, którego teraz mam sporo i chcę się pozbyć, ale też mogę założyć coś, co może pokaże moje niedoskonałości figury, ale czuję się w tym dobrze. No i wtedy jest mi obojętne co inni pomyślą czy, że zobaczą niedoskonałości u mnie. Wtedy mi jest dobrze i jest to najważniejsze
A nie zacznę np nosić szpilek, bo wysmuklają, dają wrażenie wyszczuplenia, z prostego powodu, po prostu nie lubię i nie chcę na siłę w nich chodzić i się męczyć. Wolę założyć buty, które może mnie nie wysmuklą, ale podobają mi się i są wygodne. Takie mam podejście ![]()
No, ale niektóre rzeczy noszę zgodnie ze swoją pełniejszą figurą teraz, bo ważę ok 75 kg-78 przy 170. Np czasem noszę tuniki, spodnie z wyższym stanem. Biodrówek bym nie założyła niekoniecznie dlatego, że widać by mi byłó brzuch, ale bardziej dlatego, że niewygodnie, jak byłam szczuplejsza też ich nie lubiłam, bo zawsze miałam wrażenie, że spadają mi i nie czułam się wygodnie w nich nawet będąc szczupłą, czyli np ok 60 kg przy 170- w moim przypadku, tak uważam, że wtedy byłam jak najbardziej szczupła, chociaż wiem, kwestia względna.
Hm, nie do końca się z tym zgodzę.
Głównie chodzi o wygląd, o wiek mniej, ale jednak trochę też - moja mama jest 20 lat starsza ode mnie, a wygląda jak moja starsza siostra. Mimo wszystko dziwnie bym się czuła, jakby założyła mini ledwo zakrywającą tyłek, chociaż zapewne wyglądałaby w niej lepiej niż ja - jest szczuplejsza i ma świetne nogi.
Chodzi w dżinsach, spódniczkach, krótkich spodenkach - ale nie takich, że gacie wystają. Zresztą dżinsy teraz raczej każdy może założyć, nie są domeną młodych. Co do mnie schudłam ostatnio trochę, dalej się odchudzam (czyt. głodzę), przy ok. 1,62 m ważę jakieś 55 kg, ale że mam duży biust, to wyglądam dość szczupło. Mimo wszystko też nie każdy rodzaj stroju bym ubrała, skoro wiem, że w dobrze dobranych ciuchach wyglądam dużo lepiej. Chociaż też mi się zdarzyło wyskoczyć w różowej sukience na rodzinną imprezę, która zdecydowanie do mnie nie pasowała, ale po prostu się w niej zakochałam.
A teraz z bardziej drastycznych przykładów - mocno otyła kobieta w mini albo błyszczących legginsach wygląda koszmarnie, pani z wystającym brzuchem tak samo. Już nie chodzi o gust, to po prostu jest nieestetyczne, jak się coś "wylewa" ze spodni czy podkreśla każdą fałdę. Z kolei szczuplutka pani po 80-tce będzie dość śmiesznie wyglądać w mini - mimo idealnej figury. Generalnie nie upieram się na siłę przy ograniczeniach dotyczących ubioru, ale wszystko ma swoje granice.
Zgadzam się całkowicie z tymi słowami z pierwszego postu. Wiem, że jakby wszyscy chodzili ubrani "od linijki" to nie byłoby tylu tematów do miejscowych plotek, albo może mniej kobiet czułaby się dowartościowana swoim "gustownym" wyborem, ale jestem zdecydowanie za tym, by każda osoba chodziła w tym, w czym jej wygodnie, w czym czuje sie dobrze. Nawet jeśli wygląda śmiesznie- czy człowiek ma obowiązek wyglądać poważnie?
Ubrałabym to, co noszą gimnazjalistki, gdybym znalazła coś co by mi się podobało. Nie za bardzo mi się jednak podoba, bo wszystkie wyglądają identycznie- ja nie mam takiego celu by wyglądać tak samo jak 15 moich koleżanek.
Natomiast znać pewną durną zasadę: strojem można coś zyskać i coś stracić. Z lubością wykorzystałam to kilka razy, właśnie dlatego, że ludzie kierują się stereotypami: "W glanach i spodniach 3/4 to pewnie nie ma za dużo kasy" albo "Fiu fiu, taka elegantka to pewnie zostawi u nas fortunę, trzeba jej nadskakiwać".
Łamię stereotypy ![]()
Wydaje mi się, że tylko chuda, obrzydliwie bogata Jessica Parker mogła powiedzieć coś takiego.
Realia są inne i czas się ocknąć.
Fakt. Najważniejsze jest to, aby czuć się dobrze, ale otyłej kobiety w obcisłej bokserce i obcisłych getrach 3/4 nie zniosę. No po prostu nie.To, że chcemy ukryć coś ubraniem to nie jest nic złego. Często to właśnie to sprawia, że czujemy się dobrze i bezpiecznie.
Dokładnie. To, że mamy swój styl, czy "młodą duszę" nie oznacza, że możemy się ubierać jak chcemy, bo często jest to niesmaczne czy kiczowate. Strój powinien pasować przede wszystkim do sylwetki, ale także do wieku. Bo tak samo jak kogoś otyłego w leginsach i z pępkiem na wierzchu nie zniosę, to starszej Pani w mini i białych kozaczkach również.
To co z tego że przykładowo dla Ciebie coś jest niesmaczne czy kiczowate?
13 2014-03-25 18:35:48 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-03-25 18:39:29)
I tak i nie, kwestia podejścia ubierającego czy taki po prostu ma styl że łamie zasady i mu z tym dobrze, czy jest to ktoś kto uważa że wygląda dobrze a tak nie jest.
Bo jeżeli ktoś tak chce i ma w nosie co pomyślą sobie inni to niech ubiera to co mu pasuje, nawet jeśli dla nas będzie wyglądał w tym źle, takich ludzi szanuję bo to ich wybór, ale są świadomi tego jak to wygląda.
Jeśli natomiast ktoś uważa się za osobę stylową czy elegancką (jak w niedawnym temacie), a wygląda źle to jest to zupełnie inna kwestia, czy osoby które łamią te zasady robią to świadomie (niektóre zapewne tak), ale ile jest osób które nie mają pojęcia że nowa wymarzona spódnica mini wygląda źle przy krzywych nóżkach, a różowe szpilki niekoniecznie pasują do dojrzałej kobiety pracującej np w biurze. Jeżeli to ich wybór super, mają do tego prawo, ale w wielu przypadkach myślę że to nie jest świadoma decyzja i to jest zupełnie inna para kaloszy.
Np ja, staram się ubierać dobrze, ale mam jedną słabość uwielbiam kolor turkusowy, ale niestety on kompletnie do mnie nie pasuje, źle komponuje się z moją karnacją, włosami czy oczami, ale czasami poddaje się tej słabości i w nosie mam zasady;).
A stereotypy bywają bardzo krzywdzące ja po dziś dzień czasem chodzę w glanach i jak pójdę do sklepu to ochrona krok w krok za mną ;/
Cat, no teoretycznie nic z tego- pod warunkiem, że takowa osoba lubi być na świeczniku i odporna jest na niefajnie komentarze czy spojrzenia. ![]()
Ja jestem w stanie znieść wiele w kwestii ubrań, ale niektórzy mnie po prostu dobijają.
Chociażby pani po 60 w niemiłosiernych szpilkach, w których ewidentnie nie potrafi chodzić, którą później widziałam w gipsie, albo naprawdę chorobliwie otyła kobieta w bokserce i getrach 3/4, z których to widać było każdy centymetr ciała. Każdy.
I ta plama od potu na dekolcie i plecach...To jest po prostu niesmaczne. ![]()
Ooo Małpa dobrze, że wspomniałaś o tym ZAMIERZENIU! Faktycznie, jak ktoś pilnuje pieczołowicie by być zawsze modnym, a potem fotografują go w czymś takim
albo takim: to mnie osobiście bierze na śmiech- właśnie dlatego, że komuś zależało :d
Nataluszek napisał/a:Wydaje mi się, że tylko chuda, obrzydliwie bogata Jessica Parker mogła powiedzieć coś takiego.
Realia są inne i czas się ocknąć.
Fakt. Najważniejsze jest to, aby czuć się dobrze, ale otyłej kobiety w obcisłej bokserce i obcisłych getrach 3/4 nie zniosę. No po prostu nie.To, że chcemy ukryć coś ubraniem to nie jest nic złego. Często to właśnie to sprawia, że czujemy się dobrze i bezpiecznie.
Dokładnie. To, że mamy swój styl, czy "młodą duszę" nie oznacza, że możemy się ubierać jak chcemy, bo często jest to niesmaczne czy kiczowate. Strój powinien pasować przede wszystkim do sylwetki, ale także do wieku. Bo tak samo jak kogoś otyłego w leginsach i z pępkiem na wierzchu nie zniosę, to starszej Pani w mini i białych kozaczkach również.
Tylko co starszą panią obchodzi twoje zdanie? Może starsza pani dostaje mdłości na widok ciebie w dżinsach? I co? Założysz garnitur? Czy uznasz, ze starsza pani się nie zna i dalej będziesz chodził w dżinsach?
No więc starsza pani uznaje, ze ty się nie znasz i dalej chodzi w białych kozaczkach... bo dlaczego twoje widzimisię ma być ważniejsze od jej widzimisię? Hę?
Może w takim razie zakażmy chodzenia w glanach, bo jest mnóstwo osób, którym glany się nie podobają.
Zakażmy chodzenia w garsonkach, bo to zbyt sztywniackie.
Zakażmy chodzenia kobietom w spodniach, bo to zbyt mało kobiece.
Zakażmy chodzić chudym w kusych ubraniach, bo straszą kościami.
Zakażmy grubym odsłaniania ciała, bo to niesmaczne.
Zakażmy tatuaży.
Zakażmy chodzenia bez stanika kobietom z obwisłym biustem.
Z małym biustem.
Z biustem w ogóle.
Zakażmy chodzenia w szpilkach staruszkom.
Zakażmy chodzenia mężczyznom w różowych ubraniach.
A potem wchodźmy na forum i piszmy głupoty o wolności, tolerancji, ze nie wolno nikogo oceniać po wyglądzie i że nie szata zdobi człowieka....
![]()
Iceni, ale to chyba nie jest kwestia tolerancji. To, że nie podoba mi się np. mocno otyła osoba w mini, nie znaczy, że bym jej nie lubiła, utrudniała życie czy chciała wykluczyć w jakiś sposób. Po prostu uważam, że niektóre ubrania nie wyglądają na wszystkich estetycznie.
SweetChild napisał/a:Nataluszek napisał/a:Wydaje mi się, że tylko chuda, obrzydliwie bogata Jessica Parker mogła powiedzieć coś takiego.
Realia są inne i czas się ocknąć.
Fakt. Najważniejsze jest to, aby czuć się dobrze, ale otyłej kobiety w obcisłej bokserce i obcisłych getrach 3/4 nie zniosę. No po prostu nie.To, że chcemy ukryć coś ubraniem to nie jest nic złego. Często to właśnie to sprawia, że czujemy się dobrze i bezpiecznie.
Dokładnie. To, że mamy swój styl, czy "młodą duszę" nie oznacza, że możemy się ubierać jak chcemy, bo często jest to niesmaczne czy kiczowate. Strój powinien pasować przede wszystkim do sylwetki, ale także do wieku. Bo tak samo jak kogoś otyłego w leginsach i z pępkiem na wierzchu nie zniosę, to starszej Pani w mini i białych kozaczkach również.
Tylko co starszą panią obchodzi twoje zdanie? Może starsza pani dostaje mdłości na widok ciebie w dżinsach? I co? Założysz garnitur? Czy uznasz, ze starsza pani się nie zna i dalej będziesz chodził w dżinsach?
No więc starsza pani uznaje, ze ty się nie znasz i dalej chodzi w białych kozaczkach... bo dlaczego twoje widzimisię ma być ważniejsze od jej widzimisię? Hę?Może w takim razie zakażmy chodzenia w glanach, bo jest mnóstwo osób, którym glany się nie podobają.
Zakażmy chodzenia w garsonkach, bo to zbyt sztywniackie.
Zakażmy chodzenia kobietom w spodniach, bo to zbyt mało kobiece.
Zakażmy chodzić chudym w kusych ubraniach, bo straszą kościami.
Zakażmy grubym odsłaniania ciała, bo to niesmaczne.
Zakażmy tatuaży.
Zakażmy chodzenia bez stanika kobietom z obwisłym biustem.
Z małym biustem.
Z biustem w ogóle.
Zakażmy chodzenia w szpilkach staruszkom.
Zakażmy chodzenia mężczyznom w różowych ubraniach.A potem wchodźmy na forum i piszmy głupoty o wolności, tolerancji, ze nie wolno nikogo oceniać po wyglądzie i że nie szata zdobi człowieka....
Ale Ty chyba nie zrozumiałaś co napisałam... Nikomu niczego nie zakazuję, ale tak jak wszędzie są pewne normy, granice i "wypadanie" i " niewypadanie ", tak w ubiorze nie wszystko wszystkim pasuje. Tak jak 12latce nie wypada zakładać 15cm szpilek i nosić kg tapety, tak 60letnie staruszce nie pasują białe kozaczki i jeansowa minióweczka. Co nie zmienia faktu, że nikt nikomu nie zabroni ubierania się jak chcemy. Mi i 90% populacji nie podoba się otyła osoba w obcisłych leginsach i uważamy, że powinna ubrać się inaczej, ale otyłej osobie podoba się to co nosi i chociaż dziwi się negatywnym komentarzom na swój temat, to ma prawo do zakładania tego co chce.
Iceni, trochę wyolbrzymiasz sprawę. To, że nie podoba mi się to czy siamto na otyłej czy wychudzonej kobiecie, nie oznacza, że jest ona gorsza.
Poza tym to temat o ubiorze, a nie o zabranianiu komukolwiek czegokolwiek.
20 2014-03-25 21:31:46 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-03-25 21:32:37)
Iceni, ale to chyba nie jest kwestia tolerancji. To, że nie podoba mi się np. mocno otyła osoba w mini, nie znaczy, że bym jej nie lubiła, utrudniała życie czy chciała wykluczyć w jakiś sposób. Po prostu uważam, że niektóre ubrania nie wyglądają na wszystkich estetycznie.
Tzn że według ciebie ważniejsze jest to, co się będzie ludziom podobać niż to, co podoba się tobie? Czy ubierając się rano myślisz o tym w czym się bardziej przypodobasz przechodniom?
Dla mnie nieestetycznie wyglądają tipsy i sztuczne rzęsy - bez znaczenia na kim. Sztuczne rzęsy są dla mnie obrzydliwe i nieestetyczne. Tylko co z tego?
Tobie się otyła osoba w mini nie spodoba, a jej mąż będzie uważał, ze wygląda super seksi. i co? powinna przestać nosić mini bo się jakiejś Kasi nie spodoba? Czy Eileen?
Ok, ty uważasz, ze pewne ubrania na pewnych osobach wyglądają nieestetyczne - ale cytat Parker dotyczy własnie tego, że ważniejsze jest jak ty sama się w ubraniu czujesz niż opinia publiczna. Ty sobie możesz mieć własne zdanie na temat czyjegoś wyglądu, a jej chodzi o to, żeby mieć w d**** opinię innych osób
(nie bierz tego osobiście
) bo dlaczego twoja estetyka miałaby być bardziej właściwa od estetyki tej grubej baby? ![]()
21 2014-03-25 21:36:51 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-03-25 21:42:37)
Mam wrażenie, że to wy zupełnie nie zrozumiałyście mojego postu
W jednym zdaniu byłoby to tak:
Tobie ma się prawo nie podobać gruba baba w legginsach i obcisłej bluzce z wężowej skórki, a owa gruba baba ma prawo mieć w nosie wasze zdanie i nosić dalej to, co chce, bo ważniejsze jest własne samopoczucie, niż to, co inni uważają, że powinna nosić bądź nie powinna ![]()
____________________
Iceni, trochę wyolbrzymiasz sprawę. To, że nie podoba mi się to czy siamto na otyłej czy wychudzonej kobiecie, nie oznacza, że jest ona gorsza.
Poza tym to temat o ubiorze, a nie o zabranianiu komukolwiek czegokolwiek.
Wydaje mi się, że tylko chuda, obrzydliwie bogata Jessica Parker mogła powiedzieć coś takiego.
Realia są inne i czas się ocknąć.
Fakt. Najważniejsze jest to, aby czuć się dobrze, ale otyłej kobiety w obcisłej bokserce i obcisłych getrach 3/4 nie zniosę. No po prostu nie.To, że chcemy ukryć coś ubraniem to nie jest nic złego. Często to właśnie to sprawia, że czujemy się dobrze i bezpiecznie.
Fakt, zabraniać nie zabraniasz, ale tolerancja aż od ciebie bije
...;)
Iceni, to nie kwestia tolerancji. W ogóle. ![]()
Po prostu nie lubię czegoś takiego. Jest to dla mnie niesmaczne, co nie oznacza, że chętnie nie porozmawiałabym z taką osobą, czy poszła na herbatę. ![]()
oj tam, oj tam ![]()
![]()
Tak się rozpisałam a posta zjadło ![]()
Jako gruba baba (już mniej bo po diagnozie wracam do swojej wagi ale co nieco wiem), może rozwinę temat tak serdelki w krótkich spódniczkach nie wyglądają pięknie, ale przy 35 stopniowych upałach to co te kobiety mają zrobić, gotować się i tracić zdrowie bo dla kogoś jest to niesmaczne? Tym bardziej że grubasom jest jeszcze cieplej niż szczupłym i chodzenie w kombinezonie w lato były by zamachem na zdrowie. A jest to tak samo nieładne jak chude panienki z krzywymi nóżkami w mini spódniczkach, ale przecież nie karzemy im chodzić w upały w długich spodniach. Bardziej mnie rozwala jak zimą chodzą dziewczyny w mini spódniczkach i cieniuteńkich rajstopach, nie mogę się powstrzymać i wybuchnąć śmiechem, to że to w zimę wygląda dziwnie (i jeszcze te krzywe nóżki
) to nic, ale co te dziołchy robią ze swoim zdrowiem? No pusto pod kopułką.
Podsumowując wiadomo sadełko czy krzywe nóżki nie są czymś co nazwiemy pięknym, ale dajmy grubym i chudym krzywym nóżkom normalnie żyć ![]()
Tak się rozpisałam a posta zjadło
Jako gruba baba (już mniej bo po diagnozie wracam do swojej wagi ale co nieco wiem), może rozwinę temat tak serdelki w krótkich spódniczkach nie wyglądają pięknie, ale przy 35 stopniowych upałach to co te kobiety mają zrobić, gotować się i tracić zdrowie bo dla kogoś jest to niesmaczne? Tym bardziej że grubasom jest jeszcze cieplej niż szczupłym i chodzenie w kombinezonie w lato były by zamachem na zdrowie. A jest to tak samo nieładne jak chude panienki z krzywymi nóżkami w mini spódniczkach, ale przecież nie karzemy im chodzić w upały w długich spodniach. Bardziej mnie rozwala jak zimą chodzą dziewczyny w mini spódniczkach i cieniuteńkich rajstopach, nie mogę się powstrzymać i wybuchnąć śmiechem, to że to w zimę wygląda dziwnie (i jeszcze te krzywe nóżki
) to nic, ale co te dziołchy robią ze swoim zdrowiem? No pusto pod kopułką.
Podsumowując wiadomo sadełko czy krzywe nóżki nie są czymś co nazwiemy pięknym, ale dajmy grubym i chudym krzywym nóżkom normalnie żyć
Zgadzam się. Oczywiście można dobrać ubrania tak, by nie były obcisłe, tylko normalnie dopasowane, wtedy to jest inaczej, ale przecież jak osoba z nadwagą założy spódnicę, to też zobaczycie jej grube nogi. Może to być dla Was nieestetyczne, ale ona ma do tego prawo, wiadome, że nie warto, by kisiła się w lato w spodniach, bo jest gruba. To by było dla mnie bez sensu. Dlatego ja byłam nawet otyła i też wiadomo, że ludzie widzieli moje grubsze ciało, ale no życie, życie, nie widzę w tym nic złego. Chociaż fakt, jest różnica między mega obcisłą koszulką, gdzie cały brzuch się wylewa, a T-shirtem, ale dopasowanym, gdzie owszem, nadal widać, że osoba jest gruba, ale nie wyłazi cały brzuch, jak najbardziej fałdki będzie widać, bo i szczupła osoba ma fałdki jak usiądzie często, a co dopiero grubsza. No, ale to chyba mniej "szokuje", bo jest widoczne, ale nie wylewa się tak mega, pewnie o to Wam chodzi?
Jak tak, to zgadzam się. Po prostu nie warto zakładać obcisłych rzeczy, bo podkreślą wszystko, lepiej dopasowane. Nie zmienią faktu, że jesteśmy grubi jeśli jesteśmy, ale zawsze trochę lepiej będziemy wyglądać, to fakt.
Zgadzam się też z Tobą Iceni. Dla mnie też najważniejsze, by samemu czuć się dobrze. Warto korzystać czasem z tego co wiemy, dlatego jak pisałam czasem założę tunikę, w której wyglądam fajnie czy założę coś jeszcze innego, ale też jeśli np w czymś się dobrze czuję, to założę to, nawet jak innym nie będzie się podobać. Obcisłych rzeczy mega nie założę, nie tak bardzo ze względu na to, że bym źle wyglądała, choć to fakt, źle bym wyglądała, ale bardziej dlatego, że by mi było niewygodnie, zbyt obcisło nie lubię po prostu. No, ale jak już pisałam, dla mnie najważniejsze jest, by samemu dobrze się czuć, więc uważam, że jeśli ktoś nawet źle wygląda niby, nawet w oczach wielu, wielu ludzi, to nie ma znaczenia, jeśli sam się w tym dobrze czuje. Ja sama widząc osobę, której ubiór mi się nie podoba czy coś, to czasem zobaczę to, ale nie skupiam tak wzroku, w ogóle raczej nie skupiam wzroku na ludziach na ulicy.
Tak samo jak nie skupiam na ludziach na plaży i na basenie. Mnie to nie interesuje, nawet jak źle wyglądają, to niech oni czują się dobrze
Tak samo nie przejmowałam się, jak byłam otyła i na plaży było widać mój duży brzuch itp. Owszem schudłam, bo sama w końcu wzięłam się za to, chcę być szczupła, zdrowsza,, ALE wtedy skoro już byłam otyła, no trudno, wiadomo, że nie czułam się seksownie, ale nie zamierzałam z tego powodu rezygnować z plażowania, mimo tego, że wyglądałam źle. No i myślę, że wielu ludzi też nie obchodziło jak wyglądam, mój duży brzuch i otyłość pewnie nie obchodziła (to był 1 stopień otyłości u mnie, więc tak bliżej dużej nadwagi, ale ogólnie dużo za dużo, wiadomo). A jak kogoś to obchodziło, to mam to w nosie, bo przecież ważne, że ja dobrze się czułam, że popływałam, nie miałam zamiaru się umartwiać i myślę, że to bardzo dobrze
No ok, może Wam się coś nie podobać, wiadomo, ale nie ma co tego tak przeżywać, tutaj najważniejszy jest moim zdaniem nasz własny komfort. A jak ktoś będzie chciał się ubierać według jakichś zasad to tak się ubierze, jak nie to nie. Jak pisałam ja do niektórych się stosuję, bo tak mi wygodnie, tak mi się nawet nie podoba, ale nie przejmuję się też, gdy założę coś niby nie takiego. Jest dla mnie ważniejsze to jak ja się w tym poczuję, po prostu
Oczywiście inni z Was mogą mieć inne zdanie ![]()
Pozdrawiam ![]()
Zgadzam się też z Tobą Iceni. No, ale jak już pisałam, dla mnie najważniejsze jest, by samemu dobrze się czuć, więc uważam, że jeśli ktoś nawet źle wygląda niby, nawet w oczach wielu, wielu ludzi, to nie ma znaczenia, jeśli sam się w tym dobrze czuje.
Ja tez się mogę dobrze czuć nie myjąc się przez miesiąc i nie zmieniając bielizny i ubrania. I co, w imię tolerancji tez społeczeństwo będzie takie wyrozumiałe? Dlaczego mamy tolerować złe wrażenie wzrokowe, a wrażenia węchowe już nie?
Nie mówię tu o ubieraniu tych "większych" ludzi w burki podczas upałów. Ale już spódniczka trochę dłuższa niż chusteczka do nosa i luźniejsza bluzeczka z minimalnym rękawkiem (lub bez rękawów jeżeli kobieta ma ładne ramiona) pozwala na spojrzenie na taka osobę z sympatią zamiast z dezaprobatą.
28 2014-03-26 15:24:57 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-03-26 15:26:41)
Nie widziałam w Polsce osoby grubej w spódniczce a' la chusteczka do nosa, takie widoki widziałam jedynie na zdjęciach z USA albo z Rosji, pomijając kwestię tego że na rozmiar powyżej 44 w większości sklepów nie ma co liczyć, a w tych co jest znajdziemy bezkształtne worki, a nie mini spódniczki.
Identyko sytuacja jest z butami +42 zapomnij że znajdziesz coś na prawdę interesującego, jedynie deichman wprowadził ofertę dla pań z większą stopą, ale modeli na 44 jest mało i zwykle są brzydsze niż te do 42. Szkoda :C nie moja wina że mam girę takiego samego rozmiaru jak mój facet, a wg producentów oznacza to że powinnam chodzić w męskich buciorach, a na operację zmniejszenia stopy nie zamierzam iść ![]()
Jeśli zaczniemy pokazywać tylko to co jest ładne "ładne ramiona" to praktycznie 90 % ludzi trzeba by zamknąć w domach bo każdy ma jakieś mankamenty.
Przyznaję, że sama mam mieszane uczucia. Z jednej strony byłoby miło, gdyby każdy z nas przed wyjściem z domu przynajmniej zerknął w lustro i sprawdził czy nie straszy, a z drugiej ogromnie podoba mi się ta swoboda, jaka panuje na przykład na ulicach Paryża. Osobiście byłam szczerze zachwycona tą różnorodnością i dowolnością, jaka tam panuje, a równocześnie nikogo nie razi, nie dziwi, nie budzi też zgorszenia czy sprzeciwu.
Moim zdaniem ubranie powinno podkreślać naszą osobowość, jakakolwiek by ona nie była, bo nie o to przecież chodzi, aby się za nim schować, ale aby uzewnętrznić to, co mamy w środku. Jeśli ktoś jest perfekcjonistą, dobrze będzie czuł się wyłącznie perfekcyjne ubrany, jeśli ktoś lubi swoją chudośc, to niech ją podkreśla, podobnie osoba z nadwagą - fałdki tłuszczu odpowiednio pokazane też mogą być całkiem fajne. Myślę, że my, Polacy, jesteśmy bardzo zachowawczy i niby powolutku coś zaczyna się w tej kwestii zmieniać, ale jednak dłuuuga droga przed nami.
Weźmy jednak pod uwagę, że różnorodność stylów, to zdecydowanie nie jest to samo, co kiczowata czy nieestetyczna dowolność. Ubranie może nas wyróżnić lub pomóc zginąć w tłumie, podkreślić osobowość lub odwrócić od niej uwagę, ubierajmy się dla siebie, nie dla ludzi, ale przy tym nie bądźmy przebrani. I nieważne czy będziemy nosić o ćwieki i glany, czy elegancką odzież, ubierzemy się "na papugę" czy w zgrzebne szarości, ważne, aby mieć w sobie to coś, co nazywamy swobodą, ale i wyczuciem smaku.
Mam już te cztery dychy na karku, mimo tego wciąż spokojnie mogę założyć wszystko, a jednak zakładajac spódniczkę ledwo zasłaniajacą pośladki, ja sama czułabym, że wyglądam, delikatnie mówiąc, żałośnie. I może o to właśnie chodziło Sarah, aby po prostu ubierać się w zgodzie z sobą.
Mam już te cztery dychy na karku, mimo tego wciąż spokojnie mogę założyć wszystko, a jednak zakładajac spódniczkę ledwo zasłaniajacą pośladki, ja sama czułabym, że wyglądam, delikatnie mówiąc, żałośnie. I może o to właśnie chodziło Sarah, aby po prostu ubierać się w zgodzie z sobą.
No właśnie, Ty byś się czuła niekomfortowo. A co z tymi, którzy tego nie czują?
Wiesz co, moim zdaniem ewentualną krzywdę możemy zrobić wyłącznie sami sobie - narażając się na drwiące spojrzenia czy nieprzychylne komentarze.
Ja myślę że każdy ma prawo do założenia tego co chce, ale jednocześnie czy nam się to podoba czy nie każdy ma prawo wyrobić sobie zdanie na nasz temat jak i wyrazić swoją opinię i warto brać to pod uwagę ubierając się pod prąd, czy aby jesteśmy gotowi na nieprzychylność.
Ooo Małpa dobrze, że wspomniałaś o tym ZAMIERZENIU! Faktycznie, jak ktoś pilnuje pieczołowicie by być zawsze modnym, a potem fotografują go w czymś takim http://snobka.article.sds.o2.pl/388416e … joanna.jpg albo takim: http://e5.pudelek.pl/bfb07fb820341dea9c … b41aac44fe to mnie osobiście bierze na śmiech- właśnie dlatego, że komuś zależało :d
Cat, a mnie się właśnie te kombinacje podobają ![]()
Także z tym gustem to jest różnie.
To swoją drogą dla mnie też są śmieszne, ale jeśli komuś się podoba to czemu nie.
truskaweczka19 napisał/a:Zgadzam się też z Tobą Iceni. No, ale jak już pisałam, dla mnie najważniejsze jest, by samemu dobrze się czuć, więc uważam, że jeśli ktoś nawet źle wygląda niby, nawet w oczach wielu, wielu ludzi, to nie ma znaczenia, jeśli sam się w tym dobrze czuje.
Ja tez się mogę dobrze czuć nie myjąc się przez miesiąc i nie zmieniając bielizny i ubrania. I co, w imię tolerancji tez społeczeństwo będzie takie wyrozumiałe? Dlaczego mamy tolerować złe wrażenie wzrokowe, a wrażenia węchowe już nie?
Nie mówię tu o ubieraniu tych "większych" ludzi w burki podczas upałów. Ale już spódniczka trochę dłuższa niż chusteczka do nosa i luźniejsza bluzeczka z minimalnym rękawkiem (lub bez rękawów jeżeli kobieta ma ładne ramiona) pozwala na spojrzenie na taka osobę z sympatią zamiast z dezaprobatą.
Nie mówię o mini, ale np spódnica przed kolano u grubszej osoby też może być, a nie będzie gorąco. A niektórzy "hejterzy" pewnie by krytykowali i tak. Owszem, mini też mi się nie spodoba u osoby z dużą nadwagą, ale to, że mi się nie podoba, to nie znaczy, że jej nie może.. Jak mówię, na ulicy mało zauważam w ogóle kto jak jest ubrany, serio. Nie wiem jak Ci to wyjaśnić, ale dla mnie higiena osobista to podstawa, a to, by zadowolić gust estetyczny nie. Tzn, ja bym mini nie założyła, bo mam jeszcze nadwagę, ale jak inna nawet z nadwagą założy, to dla mnie jej sprawa. Dlatego dla mnie w tym względzie najważniejszy jest własny komfort. Fajnie chyba jest w Skandynawii, często ubierają się luźno, nie przejmują się tym, nie oceniają, każdy chodzi jak chce. To coś jak w saunie- też może być ktoś, kto będzie miał nieładne ciało i nie spodoba się estetycznie, ale generalnie ludzie "oswojeni" tematem już na to nie zwracają uwagi, jest to po prostu nagość i nikt nikogo nie ocenia.
A i też przyznaję, że podobnie jak Małpa też rzadko w Polsce widuje osoby z nadwagą w mini. No, ale jak mówię ja to też niezbyt zwracam uwagę, ale jak tak coś zauważyłam, to raczej tego tak nie zauważam. W Polsce wręcz wiele kobiet za bardzo się tym wszystkim przejmuje, ja wyznaję inne podejście
Ok, mini w lato nie założę, mam nadwagę i tutaj źle bym się czuła w takiej mini, w sumie nigdy nie lubiłam mini. No, ale spódnicę przed kolano założę, jak mi bardzo gorąco, to na ramiączka też założę, a nie wiem czy mam ładne ramiona, nie umiem jakoś tego ocenić
A na plaży jak pisałam jak miałam otyłość (sam jej początek, więc jak pisałam bardziej duża nadwaga), to nie przejmowałam się, że widzą mój duży brzuch, duże uda i resztę. Miałam jednoczęściowy, bo i tak było chłodno, a ja wolę jednoczęściowe- nie chodzi, że wyglądam lepiej, ale o wygodę tu mi. No, ale wiadomo, że i tak widać brzuch duży było, resztę, i co z tego? Nie jestem z tych co się umartwiają jak już są grubsze, że nie wyjdą na plażę. Byłam już grubsza, a wyszłam, a teraz dla samej siebie zadbam, by schudnąć, być szczuplejszą (bo mam jeszcze parę kg do zgubienie) i tyle ![]()
Macie rację, że ubierając się pod prąd trzeba pamiętać, że komuś może się nie spodobać. Pewnie nie raz zdaniem kogoś źle wyglądałam, ale mówię, trudno, nie przejmuję się tym, mnie było dobrze
Na szczęście nie było chamskich komentarzy czy chamskich spojrzeń, dla mnie takie coś to przesada tym bardziej, bo jak mówię nawet jak nie podoba mi się czyjś strój, to nie będę drwić z tej osoby, dla mnie to nieistotne. Tak się ubrała, tak jej się podoba i OK. Mnie nie musi się podobać, ale niczego nie skomentuję, nie "zakażę", bo jak pisałam dla mnie własny komfort jest najważniejszy, więc jak ona się dobrze czuje, to OK. Serio tak uważam.
Mnie też aktorki, które wstawiła Cat nawet mi się podobają, pewnie nie jest wszystko super dobrane pod siebie, ale jak pisałam ja o to nie dbam i według mnie one w tym wyglądają fajnie
No, ale kwestia gustu oczywiście.
Tzn że według ciebie ważniejsze jest to, co się będzie ludziom podobać niż to, co podoba się tobie? Czy ubierając się rano myślisz o tym w czym się bardziej przypodobasz przechodniom?
Dla mnie nieestetycznie wyglądają tipsy i sztuczne rzęsy - bez znaczenia na kim. Sztuczne rzęsy są dla mnie obrzydliwe i nieestetyczne. Tylko co z tego?
Tobie się otyła osoba w mini nie spodoba, a jej mąż będzie uważał, ze wygląda super seksi. i co? powinna przestać nosić mini bo się jakiejś Kasi nie spodoba? Czy Eileen?
Ok, ty uważasz, ze pewne ubrania na pewnych osobach wyglądają nieestetyczne - ale cytat Parker dotyczy własnie tego, że ważniejsze jest jak ty sama się w ubraniu czujesz niż opinia publiczna. Ty sobie możesz mieć własne zdanie na temat czyjegoś wyglądu, a jej chodzi o to, żeby mieć w d**** opinię innych osób tongue (nie bierz tego osobiście tongue ) bo dlaczego twoja estetyka miałaby być bardziej właściwa od estetyki tej grubej baby?
I tak, i nie. Ważąc parę kilo więcej niż teraz, nie hasałam radośnie w legginsach - bo mimo że legginsy mi się podobały jako takie, nie podobałyby mi się na mnie. Sporadycznie zdarzyło mi się założyć coś nie najlepiej dobranego, ale to był raczej nietypowy ciuch na jakąś tam okazję - typu różowa sukienka wieczorowa, w której mój biust wydawał się monstrualny.
Co do tipsów i sztucznych rzęs - wydaje mi się, że to trochę co innego. Części się podobają, części nie, zazwyczaj niezależnie od tego, kto je ma na sobie. W tym sensie, że to tak, jakby określić jakiś kolor jako zły, farbowanie włosów itd. - rzeczy, które są bardziej związane z gustem niż z estetyką.
Nie napisałam nigdzie, że powinna przestać w tym chodzić, bo mi się nie podoba. Tylko że w wielu przypadkach wyglądałaby o wiele lepiej, gdyby dobrała strój bardziej do wieku, figury.
Nie chodzi o moje zdanie na temat wyglądu, że jest najważniejsze i jedyne prawdziwe, ale porównałabym to (może trochę za ostro, ale ogólnie raczej trafnie) do osoby, która np. ma wiecznie tłuste włosy/obgryzione paznokcie/nie myje się zbyt często. Ten sam efekt, może im się to podobać, ale ciężko oczekiwać, że ludzie pomyślą "a może lubi śmierdzieć".
Jako gruba baba (już mniej bo po diagnozie wracam do swojej wagi ale co nieco wiem), może rozwinę temat tak serdelki w krótkich spódniczkach nie wyglądają pięknie, ale przy 35 stopniowych upałach to co te kobiety mają zrobić, gotować się i tracić zdrowie bo dla kogoś jest to niesmaczne?
Ale to jest inna sytuacja. Poza tym też jest różnica, czy taka osoba założy szorty ledwo zakrywające tyłek, z których się wszystko po prostu wylewa, czy luźne krótkie spodenki. Tak samo nikt nie mówi o zakazie mini w ogóle, tylko o tym, że jeśli ta spódniczka nie kończyłaby się centymetr pod pupą, a raczej kilka przed kolanem, byłoby dużo lepiej. Poza tym może być luźna, przewiewna i nie wierzę, że w takiej byłoby gorąco.
To samo dotyczy plaży, nikt przecież nie zabrania osobom otyłym czy starszym tam chodzić. Jednak kostiumy też mają różne kroje, pani lat 80 w stringach i mocno wyciętym staniku czy mocno otyła osoba w takim samym będą wyglądać gorzej niż gdyby wybrały wariant zakrywający trochę więcej ciała.
Bardziej mnie rozwala jak zimą chodzą dziewczyny w mini spódniczkach i cieniuteńkich rajstopach, nie mogę się powstrzymać i wybuchnąć śmiechem, to że to w zimę wygląda dziwnie (i jeszcze te krzywe nóżki wink ) to nic, ale co te dziołchy robią ze swoim zdrowiem? No pusto pod kopułką.
Ja co prawda krzywych nóżek nie mam, ale w zimie biegam krótkich spódniczkach. Bez kozaków. Jest mi zawsze gorąco, w tym roku na studiach w ogóle w zimie nie grzałam (temp. 11-15 stopni ^^) i nie robi mi różnicy, czy mam na sobie spodnie czy spódnicę. Rajstopy do spódniczek zakładam dopiero w listopadzie (i to nie na początku), bo wcześniej nie ma po co, a nienawidzę rajstop.
Nerki zakrywam, bo krzyczą, że na starość to... ale poza tym latam maksymalnie porozbierana cały rok, nie choruję w ogóle, pod koniec października w tym roku jeszcze pływałam w morzu, gdzie ludzie na plaży spacerowali zakutani w kurtki. Więc argument ze zdrowiem nie zawsze będzie trafiony, niektórzy tak po prostu mają. ![]()
A mi chodzi o to, żeby zwrócić chociaż trochę uwagę na komfort innych osób. Bo będę odczuwać jakiś dyskomfort zarówno przebywając obok osoby nie przejmującej się higieną, jak i będąc zmuszoną patrzeć na osobę która z premedytacją eksponuje wątpliwe walory swojego ciała. Dlatego uważam, że zasady dotyczące ubioru według wieku czy figury nie są głupie.
Polskie społeczeństwo wydaje mi sią bardzo nietolerancyjne i "wtącjańskie". Co kogo obchodzi, że puszysta kobieta nosi miniówę? Jak się dobrze w takowej czuje, to co komu do tego. Niech nosi i się cieszy.
Polskie społeczeństwo wydaje mi sią bardzo nietolerancyjne i "wtącjańskie". Co kogo obchodzi, że puszysta kobieta nosi miniówę? Jak się dobrze w takowej czuje, to co komu do tego. Niech nosi i się cieszy.
Uważam tak samo, dlatego też pisałam o niektórych krajach, gdzie nie zwracają na to tak uwagi i mają się dobrze. Ogólnie uważam, że da się. To nawet trochę śmiesznie brzmi, że żeby ubierać się tak, by nie razić komfortu innych. Jak pisałam ja bym mając nadwagę nie założyła legginsów, ale to to, bo sama bym nie czuła się komfortowo, a nie dlatego, że raziłoby to innych. Bardziej kieruje się swoim komfortem. Chociaż oczywiście nie zaszkodzi ubierać się tak, by nie pokazywać brzucha, o ile nie trzeba, czyli nie jest to plażą itp, tylko np pokazać coś innego fajnego. W końcu nawet grubsza kobieta, ale taka, która jest pachnąca, może ma ładne oczy, dba o higienę (to dla mnie podstawa) będzie wyglądać lepiej od grubszej, ale z tłustymi włosami, nie bardzo dbającej o higienę itp.
Polskie społeczeństwo wydaje mi sią bardzo nietolerancyjne i "wtącjańskie". Co kogo obchodzi, że puszysta kobieta nosi miniówę? Jak się dobrze w takowej czuje, to co komu do tego. Niech nosi i się cieszy.
Owszem, zgadzam się z Tobą w 100%, naprawdę, ale lepiej dla niej samej byłoby, aby miała w sobie odrobinę samokrytycyzmu i przed wyjściem z domu przynajmniej spojrzała w lustro - wtedy przypuszczalnie stwierdzi, że ta miniówka odsłaniająca nóżki jak serdelki, do tego pewnie pokryte solidnym cellulitem, wcale dobrze nie wygląda. Nie zrozum mnie źle, bo tak jak mówię - nam nic do tego, ale to po prostu leży w interesie samej zainteresowanej, która przy okazji nie będzie narażać się na krzywe spojrzenia czy niewybredne komentarze.
Ja po prostu nie wierzę, że są kobiety, które nawet w niewielkim stopniu nie chcą wyglądać dobrze, a przecież właściwie dobranym ubiorem można naprawdę wiele ukryć, równocześnie absolutnie nie pozbywając się komfortu. Tego fizycznego, bo psychiczny, to już zupełnie inna bajka.
Znam zresztą całkiem sporo osób, które pozornie wydają się zupełnie nie swoją nadwagą, a jednak po głębszym poznaniu okazuje się, że mają kompleksy jak stąd do Berlina. I te osoby wiele by dały, aby dobrze czuć się we własnej skórze i z własnym odbiciem, czasem tylko zupełnie nie wiedzą jak się za to zabrać.
A zasady co do miejsca,okoliczności?
I taka scenka...
Poniedziałek 8 rano,zatłoczone metro.
Panowie w garniturach,dziewczyny w rajstopach,zakryte ramiona,buty.
Wciska się pan z rowerem,goła klata,dumnie prezentuje posiwiały dywan.Rozsiewa zapaszek-wiadomo zmęczył się treningiem ![]()
Połowicznie zgadzam się z tym (opieram się na glownym wątku Olinki), ale tylko połowicznie, druga polowa ma już te mniej samowolkowe strony
Czy nam się to podoba, czy nie w pewnych miejscach obowiązuje dres code , nie zawsze można się ubrać tak jak się chce,w to co chce (nie będę tu wymieniać wszystkich miejsc przeróżnych instytucji, bo chyba można się domyśleć, gdzie obowiązuje ODGÓRNIE dres code) pewne normy wręcz muszą być zachowane i tyle
Pewnie, że się zgadzam!
Im więcej źle ubranych kobiet, tym lepiej ja wyglądam
Walczmy ze stereotypami! Nośmy lajkry na uda o obwodzie piłki do kosza i t-shirt w poprzeczne paski!
Pewnie, że każdy może nosić co chce i jak chce. Z gołą dupą też może sobie jedna z drugą latać, bo czemu nie? Tylko po co i dlaczego...
A ja uważam, że mnie nic do tego co puszysta kobieta chce nosić. Może mi się nie podobać, może mnie odstręczać, mogę mieć własną opinię na ten temat, ale jak mi nie odpowiada, to jest bardzo dobra opcja- NIE PATRZEC.
Bardzo mnie denerwuje kiedy ludzie twierdzą, że wiedzą lepiej co inna osoba powinna nosić. Może wprowadzić jakieś obowiązujące prawo, że będziemy wygwizdywać kobiety rozmiar 44, które leginsy ubrały? Przecież to istny bezsens!
moim zdaniem są głupie, to każdego indywidualnie sprawa jak się ubiera
chodzi o to żeby było jej wygodnie, i czuła się w tym dobrze ![]()
troche czytałam tutaj odpowiedzi, i wynika z nich wniosek, że tylko kobiety z "normalną" wagą mogą chodzic w spódniczkach, leginsach czy obcisłych bluzkach? nie za chude, nie za grube, tylko takie? moim zdaniem jeżeli ktoś lubi siebie w czymś to niech w tym chodzi, bez względu na opinie innych ![]()
Połowicznie zgadzam się z tym (opieram się na glownym wątku Olinki), ale tylko połowicznie, druga polowa ma już te mniej samowolkowe strony
Czy nam się to podoba, czy nie w pewnych miejscach obowiązuje dres code , nie zawsze można się ubrać tak jak się chce,w to co chce (nie będę tu wymieniać wszystkich miejsc przeróżnych instytucji, bo chyba można się domyśleć, gdzie obowiązuje ODGÓRNIE dres code) pewne normy wręcz muszą być zachowane i tyle
No tak, dress code rozumiem i jak trzeba gdzieś tak się ubrać, to ubieram, jak np rozmowa o pracę czy coś. Na ulicy jednak uważam to zbędne uważać, że wszyscy powinni się ubierać tak, a nie powinni ubierać tak. Warto ubierać się dla siebie, a owszem, ja pewnych rzeczy nie założę, ale nie widzę sensu, by z tego powodu uważać, że ktoś inny nie może. Nawet jak będzie źle w tym wyglądać, to naprawdę, dla mnie to nic strasznego.
Teo, jest to kwestia w dużej mierze względna. Ja jak pisałam nie założę tych legginsów, w których ja akurat bym wyglądała grubo i jakoś źle się czuła, bo niewygodne też dla mnie, ale np założę czasem ładną bluzkę, jeśli ją lubię- nawet jak trochę widać mi w niej brzuch. W sumie mi zawsze idzie w brzuch, więc nawet jak jestem szczupła, to przy siedzeniu i tak chociaż mała fałdka mi się utworzy. Chodzi o to, że nie popadam w paranoję i nawet jeśli coś całkiem do mnie nie pasuje, ale podoba mi się, to założę. Nie odmawiam też tego prawa innym, nawet jeśli to miałyby być legginsy przy grubej sylwetce.
Beyondblackie, dokładnie, zgadzam się z Tobą. Wiadomo, coś może nam się nie podobać, ale nie ma co przesadzać. Niektórzy z Was piszą, że jak to nie widzieć w lustrze jak się wygląda. Tyle, że to jest tak, że dla Was może wyglądać źle, dla wielu ludzi może też, ale jej się podoba. No i jej prawo. Warto się uodpornić na te nieestetyczne widoki, bo na plaży itp też na pewno zobaczymy wiele ciał, które nam się nie spodobają. To życie, nie ma co tak się tym ekscytować i tak przejmować, że ktoś nam się nie podoba i jak to, że godzi w nasze poczucie estetyki
No ja nie bardzo to rozumiem. Po prostu lepiej traktować jako to, że każdy jest inny i że ważne, by to on czuł się dobrze. Świat nie będzie dostosowywał się do naszej estetyki
Osobiście jak widzę grubszą dziewczynę, to mnie to nie obrzydza, dziewczyna jak dziewczyna, sama byłam grubsza, miałam dużą nadwagę jak pisałam. Dla mnie to normalne, że ludzie są różni, ale nie ma też powodu do obrzydzenia, nawet jak widać każda fałdkę. Po prostu się tak nie ekscytuję. Jak już to bardziej nie podoba mi się jak dziewczyna specjalnie ubiera się, by widać było stringi niż to, że ktoś jest gruby i widać fałdki, bo tak się ubrał. Dla mnie to nic takiego, bym miała się przerazić. Jego czy jej sprawa i tyle.
ciapciek, masz rację, ale wiadomo, grubsza kobieta też ma prawo czuć się kobietą, założyć spódnice, zwykłe bluzki itp. Ja akurat też tak uważam. No, ale po prawdzie, to w zwykłej spódnicy, to i grubsza kobieta nie będzie wyglądać źle, może założyć też obcasy wtedy wysmukli nogę. No, ale nie widzę też nic złego jak po prostu założy spódnicę, przecież to było straszne, jakbyśmy uważali, że grubsza kobieta ma nosić zakryte mocno rzeczy, zakrywać to wszystko
To by było dla mnie mocno niefajne. Tak jakby to było coś strasznego zobaczyć kawałek grubego ciała, a dla mnie nie jest akurat. No, ale jak piszę, tutaj też na szczęście jest sporo możliwości, jak ktoś jest grubszy i np obawia się zwykłej spódnicy, to może np nosić taką, która wysmukli, z wyższym stanem. Wtedy od razu lepiej się wygląda przy grubszej sylwetce. No, ale jakby miał być zakaz, bo jest się grubszym, to by była tragedia, zupełna głupota dla mnie. A każdy ma prawo nie kisić się w lato, a nie kisić się, bo jest grubszym- bez sensu. Odsłonić ciało w lato, to normalne, jest gorąco i osoba grubsza też ma do tego jak najbardziej prawo, nikt nie powinien chcieć tego odbierać, że tak powiem ![]()
47 2014-04-01 01:50:43 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-04-01 01:53:49)
A ja uważam, że mnie nic do tego co puszysta kobieta chce nosić. Może mi się nie podobać, może mnie odstręczać, mogę mieć własną opinię na ten temat, ale jak mi nie odpowiada, to jest bardzo dobra opcja- NIE PATRZEC.
Bardzo mnie denerwuje kiedy ludzie twierdzą, że wiedzą lepiej co inna osoba powinna nosić. Może wprowadzić jakieś obowiązujące prawo, że będziemy wygwizdywać kobiety rozmiar 44, które leginsy ubrały? Przecież to istny bezsens!
Monica Bellucci ma rozmiar 44 i wątpię by źle wyglądała w leginsach ;p
BTW legginsy z grubszego nie lejącego się materiału w połączeniu z tuniką bardzo dobrze prezentują się na osobach grubszych. Za to leginsy z laikry wyglądają źle nawet i na względnie szczupłych dziewczynach bo przy nich widać każdą fałdkę, dzisiaj taką dziewczynę widziałam miała pare kilo nadwagi, ale bez przesady, nogi jednak jak baleroniki bo leginsy cienkie i błyszczące do tego bluzka przed tyłek. Leginsy leginsom nie równe ![]()
Beyondblackie napisał/a:A ja uważam, że mnie nic do tego co puszysta kobieta chce nosić. Może mi się nie podobać, może mnie odstręczać, mogę mieć własną opinię na ten temat, ale jak mi nie odpowiada, to jest bardzo dobra opcja- NIE PATRZEC.
Bardzo mnie denerwuje kiedy ludzie twierdzą, że wiedzą lepiej co inna osoba powinna nosić. Może wprowadzić jakieś obowiązujące prawo, że będziemy wygwizdywać kobiety rozmiar 44, które leginsy ubrały? Przecież to istny bezsens!
Monica Bellucci ma rozmiar 44 i wątpię by źle wyglądała w leginsach ;p
BTW legginsy z grubszego nie lejącego się materiału w połączeniu z tuniką bardzo dobrze prezentują się na osobach grubszych. Za to leginsy z laikry wyglądają źle nawet i na względnie szczupłych dziewczynach bo przy nich widać każdą fałdkę, dzisiaj taką dziewczynę widziałam miała pare kilo nadwagi, ale bez przesady, nogi jednak jak baleroniki bo leginsy cienkie i błyszczące do tego bluzka przed tyłek. Leginsy leginsom nie równe
No właśnie, bo to wszystko zależy, więc nie ma co mówić, że legginsy to tylko szczupłe, takie to tylko szczupłe, bo nie jest to moim zdaniem fajne, taki kult: "Musisz być taka i taka"....
Zgadzam się, w sumie napisałam, że nie założyłabym legginsów, bo mam jeszcze parę kg więcej. W sumie bym założyła, ale właśnie te lejące, chyba gdzieś mam takie i takie czasem zakładałam. Te z lycrą to faktycznie i pewnie większość miała te na myśli, no i dla mnie też niezbyt wygodne są.
A mnie zastanawia, po co, jak ten jastrząb, u innych felerów wypatrywać? Żeby się lepiej samemu poczuć?
Nie wiem, ale ja się tam po ludziach nie rozglądam. Interesuje mnie bardziej czy sama dobrze czuję się we własnych ciuchach. I pewnie mój styl też się iluś tam ludziom nie podoba (pamiętam "przyjazną" koleżankę, co mi tak z dobrego serca musiała powiedzieć, że "ta sukienka to jak worek dla starej panny"), ale nie spędzam godzin zastanawiając się, że uraziłam jakiś nakaz mody albo zasadę ubioru. Jak motto powtarzam- nie podoba się, nie trać na to czasu.
A dress code to zupełnie coś innego. Jeżeli piszą "black tie", to wiadomo, że ubiór wieczorowy, rozmowa o pracę- żakiet+spódnica, siłownia- leginsy i koszulka trykot, zjeżdżalnia- narty...
Monica Bellucci ma rozmiar 44 i wątpię by źle wyglądała w leginsach ;p
A może właśnie Monica Bellucci jest przykładem kobiety dobrze ubranej, a przede wszystkim właściwie do figury, stąd mamy przed oczami obraz jej atrakcyjnych, kobiecych, choć pełniejszych kształtów. Gdyby ta sama Monica wbijała się legginsy, odsłaniające brzuch bluzeczki albo powyciągane swetrzyska, do tego zakładała źle dobraną bieliznę, to jestem przekonana, że w naszych oczach straciłaby obraz kobiety niemal idealnej.
Bellucci jest aktorką. Kiedy ją widzimy, zakręciło się w koło niej z dziesięciu asystentów i stylistów. Bóg wie, co ona nosi jak jej nikt nie ogląda ![]()
Pewnie, że można się ubierać lepiej i gorzej- to zależy od poczucia stylu, estetyki, wrodzonej elegancji. Tylko nie widzę powodu, żeby, zamiast skupiać sią na tym co się chce samemu nosić, wykrzywiać szyję w stronę każdej puszystej pani w obcisłej koszulce, i tracić czas na krytykowanie jej.
Poza tym, nie każdy styl się każdemu podoba. Ja lubię klasyczny na co dzień- co ktoś może uznać za sztywny, a trochę zwariowany na wieczór- co ktoś inny może określić jako "choinka bożonarodzeniowa".
Nieważne, że wokół Bellucci kręci się mnóstwo stylistów, chodzi o sam fakt, jak bardzo można oszukać złudzenie
.
Poza tym, nie każdy styl się każdemu podoba. Ja lubię klasyczny na co dzień- co ktoś może uznać za sztywny, a trochę zwariowany na wieczór- co ktoś inny może określić jako "choinka bożonarodzeniowa".
I o to właśnie chodzi, żeby była różnorodność. Nie ma bowiem nic gorszego, jak klony chodzące po ulicy
, a czasem niestety mam wrażenie, jakby te młode dziewczyny, bo to głównie o nie chodzi, zeszły z jednej taśmy produkcyjnej
. Brrrr...
Styliści jak styliści ale ja nie uważam żeby kobieta mająca rozmiar 44 była gruba ;p, ja sama w okresie kiedy miałam 5 kilo nadwagi miałam rozmiar 44 i dobrze się w nim czułam, i nawet nie myślałam żeby zejść na mniejszy bo miałam tak zapadniętą twarz, że aż mi to przeszkadzało ;p. Inna sprawa że dużo zależy od budowy ciała, ja mam szeroką miednicę i choćbym nie wiem jak schudła to będę wyglądała już niezdrowo a na tyłek i tak min te 42 musiałabym mieć.
Małpa, to zależy od wzrostu. Kobieta 1.75m nie jest wcale grubo wyglądająca w rozmiarze 44, ale ktoś 1.58, to już tak. Takie prawa fizyki i percepcji.
Jednak z drugiej strony, każda powinna nosić co jej odpowiada, niezależnie od rozmiaru i wagi. Mam te 1.58m wzrostu i rozmiar 38, a noszę bikini na basenie i nie myślę, że kogokolwiek obraziłam swoim wyglądem, chociaż brzuch mi wystaje.
Małpa, to zależy od wzrostu. Kobieta 1.75m nie jest wcale grubo wyglądająca w rozmiarze 44, ale ktoś 1.58, to już tak. Takie prawa fizyki i percepcji.
Jednak z drugiej strony, każda powinna nosić co jej odpowiada, niezależnie od rozmiaru i wagi. Mam te 1.58m wzrostu i rozmiar 38, a noszę bikini na basenie i nie myślę, że kogokolwiek obraziłam swoim wyglądem, chociaż brzuch mi wystaje.
Ja miałam 170 i 86 kg, nie pamiętam jaki rozmiar, ale 44 raczej na pewno i też na plaży nie wstydziłam się brzucha
No bo ważniejsze dla mnie wtedy było, by pobyć na plaży, a nie by się przejmować. Fakt, pewnie inaczej to u mnie wyglądało niż u kobiety 160, ale i tak widać mocno, bo u mnie większość idzie w brzuch, jestem z sylwetki jabłkiem albo cegłą- ale chyba cegłą, bo pytałam gdzie indziej i tak mówili, że raczej to, więc chyba tak. No więc taką niekorzystną sylwetkę mam, bo cegła to niestety niekorzystna sylwetka, no i najwięcej idzie mi w brzuch i nawet jak jestem szczupła, to prawie nie mam talii itp, taki typ sylwetki to jest, tylko trochę ratuje to średni biust hehe. No, ale nie przejmuję się tym już ![]()
W końcu nawet grubsza kobieta, ale taka, która jest pachnąca, może ma ładne oczy, dba o higienę (to dla mnie podstawa) będzie wyglądać lepiej od grubszej, ale z tłustymi włosami, nie bardzo dbającej o higienę itp.
Z tym się zgadzam. Są kobiety grubsze, które po prostu wyglądają bardzo dobrze. Mam jedną znajomą, przed 40-tką, która teraz co prawda trochę schudła, ale wcześniej była mocno otyła. No może nie tak, żeby się miała w drzwiach nie zmieścić, ale lekką nadwagą tego by nikt nie nazwał. Poza tym była jeszcze wysoka jak na kobietę i po prostu sprawiała wrażenie no... dużej.
Ale do tego miała gęste czarne włosy do pasa, duże ciemne oczy, pełne usta - po prostu mimo tuszy można było powiedzieć, że jest piękna. Do tego była tak nieziemsko fotogeniczna, że ją ściągali gdzieś tam na sesje zdjęciowe. Ubierała się dobrze, może nie tak, żeby zatuszować nadwagę, bo to było niemożliwe, ale tak, że no... nie było widać fałdek itd. I powodzenie wśród mężczyzn też miała wielkie. ![]()
Bo pieknemu to we wszystkim pieknie, nawet w nadwadze! ![]()
No ja mam 175 właśnie miałam jakieś tam 5 kilo nadwagi czyli ważyłam te 75- 77 kilo i uważam że wyglądałam dobrze i nie chciałam być szczuplejsza bo gębę miałam zapadniętą, brzuchol mi nie wystawał jedynie zadek jak u kardashianki no ale taki już mam ile bym nie ważyła to i tak biodra mam szerokie. Więc być może to kwestia proporcji, a z zadkiem musiałam się pogodzić ;p
We wszystkim trzeba zachować umiar. W ubieraniu się w także.
Oczywiście. Jeśli otyłej czy wychudzonej kobiecie jest dobrze w mega obcisłych rzeczach to ok. Nie ma problemu. Ale jak każdemu człowiekowi ma mi się prawo to nie podobać.
Nie podobają mi się łysi ludzie. Mimo to nie wytłukłam wszystkich łysych. ![]()
Mi niby się łysi też nie podobają, ale niektórym to jednak pasuje
, tak samo nie lubię kiedy facet ma same wąsy, jak broda i wąsy to ok, same wąsy mi się nie podobają i jakoś mi się źle kojarzą, ale jednak pewnym panom to pasuje.
Zgadzam sie z pierwszym postem. Niech kazdy sie ubiera jak chce.
Wiek i rozmiar nie ma znaczenia.
Jedyne co ma znaczenie wlasciwie to miejsce i okazja.
Zgadzam sie z pierwszym postem. Niech kazdy sie ubiera jak chce.
Wiek i rozmiar nie ma znaczenia.
Jedyne co ma znaczenie wlasciwie to miejsce i okazja.
Dokładnie tak.
Ja gwiżdżę na ludzi i modę. Lubie się nieraz bawić strojem, robić jakieś nietypowe zestawienia. Jak się to komuś nie podoba to się może na mnie nie patrzeć, mam gdzieś osobisty komfort starszej pani, która się łapie za głowę jak mnie widzi w glanach i z ćwiekowaną obrożą na szyi, bo taką stylizację sobie na dany dzień przygotowałam.
Nie zakładam natomiast na siłę rzeczy, w które źle na mnie leżą i nie podkreślają moich atutów. Po prostu lubię wyglądać dobrze w tym, co mam na sobie.
Uważam natomiast, że okazja jest ważna - jak już jesteśmy gdzieś zaproszeni, to nie idziemy na przykład w dresie na czyjś ślub, albo w szpilkach na wycieczkę w góry. Co nie zmienia faktu, że na każdą okazję można znaleźć coś oryginalnego i we własnym stylu jednocześnie nie łamiąc pewnych norm.
Nie zakładam natomiast na siłę rzeczy, w które źle na mnie leżą i nie podkreślają moich atutów. Po prostu lubię wyglądać dobrze w tym, co mam na sobie.
Ja co do tego mam mieszane uczucia...
Tzn dokładnie w tej chwili pomyślałam o tym, że znam parę dziewczyn, które są zakompleksione na punkcie swojej figury i przez to nie mają odwagi nosić tego, co by chciały. Chcą założyć seksowną sukieneczkę, ale nie, bo brzydkie nogi będzie widać, bo coś tam, więc zostają przy jeansach i bluzie, w których czują się jeszcze mniej atrakcyjne i tak kółko się zamyka. Myślę też, że ogromne znaczenie dla tego "wyglądania dobrze" ma dobre czucie się w tym, co się na sobie ma.
Jak dziewczyna w jeansach i podkoszulku się czuje jak bogini seksu, to myślę, że więcej osób ją odbierze jako atrakcyjną, niż gdyby założyła seksowną, obcisłą sukienkę, w której czułaby się jak małpa.
Natomiast mnie osobiście irytuje zakładanie, że każda kobieta chciałaby chodzić w koronkach, kokardkach i w ogóle pół nago najlepiej, tylko co najwyżej nie ma odwagi. Ja się np. najlepiej czuję w swoich bluzkach, jeansach, golfach, a zwiewne sukieneczki, kokardki i inne takie tam typowo kobiece, dziewczęce dodatki... no nie podobają mi się (na mnie) i tyle.
Vian - jak staję przed lustrem w czymś, co może i w szafie albo zamyśle wyglądało spoko, ale na mnie mi się już kompletnie nie podoba, to zakładam coś, co wygląda lepiej właśnie po to żeby się przez cały dzień czuć jak milion dolców. Muszę się sobie podobać po prostu.
Ja akurat jestem z tych nielicznych, że jak mnie się coś podoba, to reszta może się wypchać, a ja będę w tym chodzić. Poza tym w moim wypadku jest tak, że raczej się gapię w lustro z samozachwytem, niż nie zakładam czegoś z powodu kompleksów.
Nie zakładam natomiast na siłę rzeczy, w które źle na mnie leżą i nie podkreślają moich atutów. Po prostu lubię wyglądać dobrze w tym, co mam na sobie.
Ja co do tego mam mieszane uczucia...
Tzn dokładnie w tej chwili pomyślałam o tym, że znam parę dziewczyn, które są zakompleksione na punkcie swojej figury i przez to nie mają odwagi nosić tego, co by chciały. Chcą założyć seksowną sukieneczkę, ale nie, bo brzydkie nogi będzie widać, bo coś tam, więc zostają przy jeansach i bluzie, w których czują się jeszcze mniej atrakcyjne i tak kółko się zamyka. Myślę też, że ogromne znaczenie dla tego "wyglądania dobrze" ma dobre czucie się w tym, co się na sobie ma.Jak dziewczyna w jeansach i podkoszulku się czuje jak bogini seksu, to myślę, że więcej osób ją odbierze jako atrakcyjną, niż gdyby założyła seksowną, obcisłą sukienkę, w której czułaby się jak małpa.
Natomiast mnie osobiście irytuje zakładanie, że każda kobieta chciałaby chodzić w koronkach, kokardkach i w ogóle pół nago najlepiej, tylko co najwyżej nie ma odwagi. Ja się np. najlepiej czuję w swoich bluzkach, jeansach, golfach, a zwiewne sukieneczki, kokardki i inne takie tam typowo kobiece, dziewczęce dodatki... no nie podobają mi się (na mnie) i tyle.
Bardzo ładnie napisane, zgadzam się ![]()
Z Tobą WitchQueen też się zgadzam ![]()