Witajcie!
Zastanawia mnie od jakiegoś czasu taki problem. Na swoim przykładzie mogę to opisać. Spotykam się z dziewczynami, jeśli to kogoś interesuje to ani ja ani te kobiety to nie nastoletni wiek tylko raczej powyżej 20.
Wszystko fajnie, ciekawe rozmowy, poznawanie siebie...ale mija 4-5 spotkań (randek) i kobiety tracą zainteresowanie lub po prostu nie ma chemi - nie iskrzy.
W niektórych skrajnie nieciekawych przypadkach dowiaduje się że one kręca już z innym i z nim się układa.
Wiadomo trzeba trafić na swojego ale zaczyna mnie to irytować - bowiem poznawałem ostatnio mnóstwo kobiet, z różnych środowisk - specjalnie dla porównania.
Studentki studiów medyczych, prawniczyk. Po studiach ekonomistki, lafiryndy z klubow ze średnim bądź licencjatem. Takie które miały poglądy konserwatywne jak i liberalne, wierzące i nie..I ciągle to samo..kilka spotkań i koniec..
Nie ma z tego związków, nic bliższego takie spotkania bezsensu.
Zaczynam sie zastanawiać, skoro one kogoś poznają czy to aby nie problem leży we mnie samym.
Nie wiem jaki robie błąd i czy to w ogóle jest błąd.
Wg wielu różnych jakis artykułów w sieci, innych tematów na przeróżnych forach, dowiedziałem się że to facet ma kierować tym jak taka znajomość między kobietą a facetem ma się skończyć co z nią dalej.
Musi być dotyk, flirt, podrywanie - ale jak brak zainteresowania ze strony kobiet to trudno nagle eskalować, dotykać gdzie jeszcze 5 minute temu była koleżeńska relacja.
Bo właśnie tutaj jest sedno: u mnie zawsze takie spotkania i relacje kończą sie tym że zostaje przyjacielem - kolegą a to dla faceta gorzej niż wypowiedzenie w pracy czy odcięcie prądu gdy jest finał ligii mistrzów w piłce;)
Z drugiej strony wiele osób mówi o chemii o iskrzeniu - cos w tym jest bowiem związek to nie tylko chodzenie wspólne do kina, na zakupy ale i wyjazdy, jakieś bliższe relacje, pocałunki może i ..seks..a bez iskrzenia tego nie będzie.
Dlatego zastanawiam się czy chemia pojawia sie '5 minut' po rozpoczęciu pierwszej randki? Czy przy 50 randce? ale skoro u mnie na kilku kończy się jakakolwiek relacja i kontakt to coś tu nie gra.
Czy w ogóle iskrzenie musi być by zbudować związek? Bo jakby nie patrzeć po 5 latach raczej już nikt nie zachwyca się drugą osobą tak jak po 5 randkach.
Nie wiem na czym to polega że od jakiegoś czasu ( bo bylem w kilku związkach) nie mogę zbudować nic poważnego. Same takie spotkania nic nie wnoszące do sprawy i efekt - koleżeństwo. A jednak nie chciałbym mieć pół miliona koleżanek, tylko raczej chociaż jedną swoją kobietę na stałę. Bo co tu ukrywać lata lecą i zbliżam się do prawie 30tki. No może jeszcze trochę ale to już nie jest wiek szkoły średniej gdzie można dać sobie spokój, wszystko w swoim czasie.
Ma ktos jakieś rady, wskazówki na ten temat? Wiem że trzeba trafić na swojego..oczywiście ale jak widać ciężko..nie sądze aby trzeba było z 200 kobietami się umawiać żeby 201 była zainteresowana i żeby powstała chemia.