Witam,
chciałabym się podzielić z Wami moją historią, może któraś z Was była w podobnej sytuacji i mi pomoże. Z M. jestem już w związku od ponad 2 lat. Zaręczeni jesteśmy od ponad roku. Z natury jestem osobą cichą i spokojną, niestety przez to daje sobie "wejść na głowę". Ale powoli z tym walczę, byłam nawet na terapii grupowej i powoli uczę się jak stawiać granicę. Mam wielki problem z rodziną M. Są ze sobą bardzo blisko, moim zdaniem zbyt blisko. M. ma już 32 lat i nadal mieszka z rodzicami. Nie jestem biedny, zarabia dobrze. Odkąd poznałam jego rodzinę w naszym związku pojawiły się problemy. M. jest bardzo związany z siostrą. Moim zdaniem ona owineła go sobie wokół palca. Ma 3-letnia córkę i notorycznie potrzebuje pomocy M. Co drugi dzień ( czasem nawet codziennie zostawia dziecko na noc u M. i jego rodziców). Jego mama co prawda karmi te dziecko i pomaga w toalecie. ale M. ciągle się z nią bawi. Na początku próbowałam się zaprzyjaźnić i bawiłam się z nimi. Ale w końcu miałam dość spędzania weekendu zajmując się tym dzieckiem i powiedziałam M. co czuję. Niby porozmawiał z siostra, ale ta odpuściła na jakiś czas a potem powróciła ze zdwojona siłą. Nie raz dochodziło do sytuacji że byliśmy umówieni, a M. do mnie dzwonił że spotkamy się później bo jedzie gdzieś z siostrą. Kiedyś nocowałam u M. i jego siostra dzwoniła ze chce gdzies z nami isc. M. powiedział jej, że jeszcze jesteśmy w łóżku to zadzwoniła znowu za 15 min i usłyszała znowu ta sama odpowiedz. To przyjechala do M. do domu ( ma własne klucze), wymuszajac na nas w wstanie z łożka. Potem poszłam się umyć, a ona po mojej kapieli poszła do M. i naskarżyła, że nachlapałam. I M. na mnie nakrzyczał. Jego mam też nie była lepsza, w moje urodziny, kiedy mieliśmy jechać na kolacje, wymysliła sobie przesuwanie mebli i nie poszliśmy nigdzie. Innym razem zorganizowali M. imieniny nie informując mnie o tym. Jego rodzina notorycznie namawia M. żeby się nie wyprowadził, bo tutaj mieszka za darmo, siostra też go namawia zeby zostal z rodzicami. A ja toczę samotny bój o to, żebysmy stworzyli rodzine i zamieszkali sami. Kiedys M. i jego rodzice wymyslili sobie, że M. kupi mieszkanie albo wybuduje dom i wezmie ze soba rodzicow. Ja absolutnie sie na to nie zgadzam. W koncu pękłam i zgodziłam ze sie wprowadzenie do domu jego rodzicow , liczac ze moze jakos to bedzie. Nie było.... M. obeciał mi, że dziecko jego siostry nie będzie już tak czesto u nich przebywac bo idzie do przedszkola. Było wrecz odwrotnie, siostra M. zostawiała prawie codziennie dziecko a sama szła do domu o 17, zostawiajac ja nam na glowie. Nie moglismy nigdzie isc, bo mała płakałą. Nie moglismy sie kochac, bo mała ciagle do nas przychodziła. Jak już u nas jej nie bylo, to i tak jego siostra ciagle angazowala w cos M. raz jechal z nimi do lekrza, potem do dentysty,innym razem wiozl jej samochod do warsztatu, to kopal ogrodek, naprawial kanape. Czułam sie jakbym byla ta druga, a on byl w zwiazku z siostra. A jego siostra ma przeciez meza, ojca. Wiec ktos u inny moze jej pomoc. Kazde moje uwagi konczyly sie karczemna awantura i wyzwiskami, czasem nawet mnie poopchnal lub szarpał. Przyszły wakacje, M. zaprosil swoich rodzicow na wyjazd, ja tego nie chcialam, ale balam sie afery wiec sie zgodzilam. Jego mama kilka tygodni przed wyjazdem zaproponowala swojej corce, ze wezmie tez mała. Bez konsultacji z nami. Ja ostro zaprotestowalam, nie chcialam na wakacjach znow zajmowac sie tym dzieckiem. Niby "tesciowa" zrozumiala, ale na drugi dzien poszla z mezem do corki i spiskowali. Na drugi dzien odegrala nieszczesliwa przed M. i ten sie zgodzil. smiertelenie sie obrazilam i powiedzialam ze nie jade. W efekcie mala nie pojechala. Ale my z M. prawie sie rozstalismy, byłam na lekach uspokojacych. Po ktores awanaturze z powodu jego siostry i jego mamy wyprowadzialm sie. Teraz mieszkam sama, wynajmuje pokoj, ale jestem bardzo samotna i nieszczesliwa. M. nie chce sie wyprowadzic od rodzicow bo twierdzi, ze nie chce wynajmowac. A kredyt na mieszkanie wezmie dopiero za ok 2 lata. Ja nie chce dluzej czekac, mam juz prawie 27 lat i chce zalozyc prawdziwa rodzine. Zdecydowalam sie na konsultacje par u psychologa, wizyte mamy 7 marca. M.twierdzi, ze to wszystko moja wina i ze to ja jestem dziwna. A czy to dziwne? Ze chce mieszkac z nim, spedzac czas i nie byc na kazde zawolanie jego siostry lub mamy? On ma jakas obsesje na punkcie jej małej. Twierdzi, że bardzo ja kocha i darzy ja bezpiecznie kocha. Ze dzieki niej poznal milosc rodzicielka. Przeciez to nie jego dziecko? Tylko jego siostry i jej meza. M. ma jeszcze druga siostre, ktora ma rowniez 3-letnia corke, ale tak sie nie zachowuje, nie oczekuje nieustannej pomocy i opieki nad dzieckiem. Pierwsza sisotra jest jego powierniczka, co ona powie jest swiete, opowiada jej o pracy, o zarobkach. A ja nawet nie wiem ile on zarabia. W zeszlym roku bylam ponad tydzien w szpitalu i wykryto u mnie powazna chorobe. M. na poczatku przyjezdzal do mnie codziennie. Pozniej jego siostra powiedziała mu sie dziwi i ze ona by nie odwiedzala swojego meza codziennie. Oczywiscie mi to powiedzial i stwierdzil, ze bedzie rzadziej przychodzil. Oczywiscie jego rodzina ani razu mnie odwiedzila, a bylismy juz wtedy zareczeni.
Moze ktoras z Was byla w podobnej sytuacji i mi pomoze.
Pozdrawiam