Witajcie. Jestem tu pierwszy raz. Potrzebuję wsparcia i pomocy. Jestem silnie uzależniona od mojego destrukcyjnego związku z psychofagiem. Obecnie mieszkam u mamy (zdecydowalam się odejść a w sumie uciekać). nie potrafię skutecznie odejść. Próbowałam ze 40 razy. Za każdym razem wracam po więcej i sama nie mogę się nadziwić własnej głupocie. Czuję się jakby moje życie zerwalo sie z łańcucha jakiejkolwiek kontroli. Szczerze to boję się sama siebie a ściślej moje emocje to huśtawka i zmieniają się bardzo szybko przez co nie jestem pewna samej siebie. Szukam wsparcia gdzie się da i opowiadam wreszcie (bo wiele lat ukrywalam) bliskim o swojej sytuacji. Czytam fora oraz blogi poświęcone temu zjawisku. Czytam książki obecnie "moje dwie głowy" ktora skupia się na temacie. Wiem ze mam do czynienia z osobom psychicznie chora a mimo to podswiadomie mam nadzieję. Cholera - pokrecona ze mnie babka. Te dziwne zachowania mojego psycho i te akcje które robi powoduja ze wstydze sie sama przed sobą ze z nim byłam. Jest to dla mnie taka abstrakcja ze jestem całkiem zdezorientowana. jestem DDA. W zwiazku tym jestem od 11 lat i mamy malusienkie dziecko 4 miesieczne. Przez te lata (teraz to widzę) nie miałam zupełnie kontroli nad swoim życiem. Początki oczywiście kolorowe. Stopniowo i bardzo powoli granice się przesuwaly. Z roku na rok sytuacje stawaly sie coraz poważniejsze lecz do tej pory nie doświadczyłam aż takiego ataku ze strony męża. I stoję w punkcie do ktorego zupelnie nie wiem jak doszłam. Jak ślepa głucha niema i glupia baba. Wiem że muszę odejść bo już nie mam wyboru i zrobic to dla dziecka i dla siebie. A tak naprawdę to chyba już moja wytrzymałość (a uwierzcie bylam wyjatkowo wytrzymala) sie skończyła. Jestem tak zmaltretowana psychicznie zmęczona fizycznie i upokorzona w każdy mozliwy sposób i nie mam wyjścia. Boję się bo już mam w tym doświadczenie że to z mojej strony skończy się tak samo. Regeneruje siły by wrócić i zbierać kolejne patologiczne sytuacje do kolekcji i tak juz bardzo pokaznej. Potrzebuję od Was rady oraz kopa w tyłek.
1 2018-09-16 20:21:14 Ostatnio edytowany przez LullyMilly (2018-09-16 20:23:12)
Terapia.
Tylko i wyłącznie porządna terapia może Ci pomóc.
A z technicznych rzeczy - całkowite odcięcie się od faceta. Wywalenie numerów telefonu, zablokowanie możliwości jakiegokolwiek kontaktu z nim, wychodzenie z domu tylko z kimś, pomoc znajomych.
Zapisalam się na terapię DDA, dostałam skierowanie od psychologa. Zerwanie całkowitych kontaktów jest niemożliwe- mamy malutkie dziecko.
Czuję, że ta walka to dopiero początek moze 1/10. Jest to człowiek obsesyjnie zazdrosny. Ma urojenia że go zdradzam bez przerwy. Wymyśla niestworzone historie. Pisze do znajomych z pracy czasami nawet w moim imieniu. Znamy się 12 lat. Bywał zazdrosny ale ostatnio jak by go coś opetalo. Wyzwal mnie, powiedział że odkrył prawde i pokazał mi zdjęcia jakiejś kobiety z portalu randkowego po czym zaczął mi wmawiać że to jestem ja ale te zdjęcia przerobilam w programie i zmienilam kolor włosów. No odjazd totalny. Mamy małego synka 4 miesiące gdzie niby miałabym go zdradzać?
Przed porodem i w czasie ciąży były kłótnie ale sprawiał wrażenie ze bardzo czeka na dziecko. Był szczęśliwy. Pomagał dużo w obowiązkach domowych np. Robił pranie, sprzątal. Chodziliśmy do szkoly rodzenia i poród też byl rodzinny. Wspierał mnie a juz rano przyjechal do szpitala z jedzeniem. Cieszyłam się że mój mąż jest przy mnie. Przygotował mieszkanie na nasz przyjazd do domu. Przez pierwsze tygodnie zajmowal się małym. Zmieniał pampersy, kapal i nawet zostawał z nim sam. Po miesiącu zaczęły się te straszne zachowania. Skandalicznie się do mnie zwracał. Miał pretensje ze nie ugotowałam obiadu. Najgorsze jest to że to spadło na mnie jak piorun. Tego dnia normalnie siedzieliśmy jak co wieczór i rozmawialiśmy o różnych sprawach. Położyłam się spać a on wpadł obudził mnie i zaczął pokazywać jakieś zdjęcia. Potem to już awantura na całego. Musiałam wezwać policje bo straszył mnie że mnie uderzy ( nie zrobil tego) darl sie, wyzywal mnie okropnie, zabrał w końcu telefon i nie pozwolił mi wyjść z mieszkania. Jak jakiś psychol najgorszy się zachowywał. Nigdy nie miał takich napadów.
Od 3 miesięcy ma zupełne wahania nastrojów. Zmienia się z minuty na minute. Raz mnie kocha i chce żeby było dobrze, a za godzinę wmawia zdrady i obraża. Jakby miał dwie osobowości. Nie wiem co się stało...
Rozwiedź się.
Tyle w temacie chwilowo. To pierwszy krok.
5 2018-09-16 21:45:00 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-09-16 21:46:16)
Stary tekst, ale niestety aktualny.
Cykl przemocy w rodzinie
Badania wykazały, że związki, w których kobiety doznają przemocy fizycznej ze strony swoich partnerów, przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu.1. Faza narastania napięcia
W tej fazie partner jest napięty i stale poirytowany. Każdy drobiazg wywołuje jego złość, często robi awanturę, zaczyna więcej pić, przyjmować narkotyki lub inne substancje zmieniające świadomość. Może poniżać partnerkę, poprawiając swoje samopoczucie. Prowokuje kłótnie i staje się coraz bardziej niebezpieczny. Sprawia wrażenie, że nie panuje nad swoim gniewem. Kobieta stara się jakoś opanować sytuację - uspokaja go, spełnia wszystkie zachcianki, wywiązuje się ze wszystkich obowiązków. Często przeprasza sprawcę. Ciągle zastanawia się nad tym, co może zrobić, aby poprawić mu humor, uczynić go szczęśliwym i powstrzymać przed wyrządzeniem krzywdy. Niektóre kobiety w tej fazie mają różne dolegliwości fizyczne, jak bóle żołądka, bóle głowy, bezsenność, utratę apetytu. Inne wpadają w apatię, tracą energię do życia, lub stają się niespokojne i pobudliwe nerwowo. Jest to wynik narastania napięcia, które po pewnym czasie staje się nie do zniesienia. Zdarza się, że kobieta wywołuje w końcu awanturę, żeby "mieć to już za sobą".2. Faza gwałtownej przemocy
W tej fazie partner staje się gwałtowny. Wpada w szał i wyładowuje się. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Skutki użytej przemocy mogą być różne - podbite oko, połamane kości, obrażenia wewnętrzne, poronienie, śmierć. Kobieta stara się zrobić wszystko, żeby go uspokoić i ochronić siebie. Zazwyczaj, niezależnie od tego jak bardzo się stara, wściekłość partnera narasta coraz bardziej. Czuje się bezradna, bo ani przekonywanie sprawcy, ani bycie miłą, ani unikanie , ani bierne poddawanie się mu nie pomaga i nie łagodzi jego gniewu. Po zakończeniu wybuchu przemocy, kobieta jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się na prawdę stało. Odczuwa wstyd i przerażenie. Jest oszołomiona. Staje się apatyczna, traci ochotę do życia, odczuwa złość i bezradność.3. Faza miodowego miesiąca
Gdy sprawca wyładował już swoją złość i wie że posunął się za daleko nagle staje się inną osobą. Szczerze żałuje za to, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy. Sprawca okazuje ciepło i miłość. Staje się znowu podobny do tego, jaki był na początku znajomości. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem. Czuje się kochana, myśli, że jest dla niego ważna i znowu go kocha. Spełniają się jej marzenia o cudownej miłości, odczuwa bliskość i zespolenie z partnerem. Życie we dwoje wydaje się piękne i pełne nadziei. Ale faza miodowego miesiąca przemijają i znowu rozpoczyna się faza narastania napięci. Zatrzymuje ona ofiarę w cyklu przemocy, bo łatwo pod jej wpływem zapomnieć o koszmarze pozostałych dwóch faz. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, ze przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza.
Podobnie rzecz się ma z przemocą psychiczną.
Przez miesiąc zanim uciekłam do mamy i zanim był ten punkt kulminacyjny to wyprawial różne idiotyczne rzeczy. Np. Niby chcial popelnic samobojstwo ( to byla jakas kiepska gra aktorska bo nie uwierzylam w to ani przez moment) szantażowal mnie, wyrzucal z mieszkania by za chwilę żałować i mówić że mnie kocha. Raz mówił że jestem piękna i przed i po porodzie. Za chwilę stwierdzał że sflaczalam. Innym razem mówił ze kocha inną. Kolejnym ze to przez pracę bo go wykancza i nie wie co robi ( pracowal okolo 300 godz). To wszystko to jak jakiś koszmar. Jestem zdezorientowana jego dziwnym, patoligicznym zachowaniem.
A może zamiast zastanawiać się nad mężem i jego zachowaniem, zajmij się sobą i motywami swych decyzji?
Tak. Staram się zająć teraz właśnie sobą a konkretniej zgłębić wiedzę w temacie. Fachowo zajmę się sobą na terapi DDA. Czytam blogi, książki i piszę do Was ![]()
Na ten moment jestem tylko zdruzgotana swoją głupotą. Jest mi wstyd okropnie i nie potrafię pojac jak i kiedy to się stało, że granice wyszły daleko poza margines tolerancji. Jak mogłam na to pozwolić? Zadaje sobie mnóstwo pytań.
Proszę, nie zasłaniaj się głupotą, to niczego dobrego ze sobą nie niesie, utrudnia zaś odszukanie prawdziwych motywów własnego postępowania.
I koniecznie zaopatrz się w broń może być paralizator zrób kursy strzeleckie walki jak krav maga. Tak w razie czego też nabierzesz pewności. Były już różne tragiczne przypadki. Lepiej dmuchać na zimne.
I koniecznie zaopatrz się w broń może być paralizator zrób kursy strzeleckie walki jak krav maga. Tak w razie czego też nabierzesz pewności. Były już różne tragiczne przypadki. Lepiej dmuchać na zimne.
Wejdź pod lodowaty strumień wody.
noś ze sobą gaz pieprzowy
Mam nadzieję, że nie zrobi mi krzywdy. Byliśmy 11 lat razem i od 3 lat tak naprawdę przestałam go poznawać chociaż czasami wracał ten gość z przed tego okresu. Chyba kurczowo trzymałam się właśnie tej nadziei. Nadal czasami mam nadzieję...
Nie zasłaniam się głupotą. Biorę odpowiedzialność za swoje decyzję i staram się to zmienić. Nie szukam współczucia ani pogardy dla swoich decyzji. Chce aby ktoś zupełnie mi obcy wyraził swoją opinię bo potraktuje temat bez emocji. Może ktoś miał z podobnym typem do czynienia i udało mu się wyjść z takiej relacji?
Przeczytałam blog : moje dwie głowy i wiem, że często ofiary takich ludzi muszą wykonać ogrom pracy nad sobą aby skutecznie uciekać do przodu.
Mam nadzieję, że nie zrobi mi krzywdy. Byliśmy 11 lat razem i od 3 lat tak naprawdę przestałam go poznawać chociaż czasami wracał ten gość z przed tego okresu. Chyba kurczowo trzymałam się właśnie tej nadziei. Nadal czasami mam nadzieję...
Nie zasłaniam się głupotą. Biorę odpowiedzialność za swoje decyzję i staram się to zmienić. Nie szukam współczucia ani pogardy dla swoich decyzji. Chce aby ktoś zupełnie mi obcy wyraził swoją opinię bo potraktuje temat bez emocji. Może ktoś miał z podobnym typem do czynienia i udało mu się wyjść z takiej relacji?
Przeczytałam blog : moje dwie głowy i wiem, że często ofiary takich ludzi muszą wykonać ogrom pracy nad sobą aby skutecznie uciekać do przodu.
Nic ci nie pomoże, jesli sama ze sobą nie będziesz chciała dojśc do ładu. To jak z jazdą na rowerze, niby ktoś ci może pomóc się nauczyć jeżdzić, ale złapanie równowagi do trzymania się w pionie, to już tylko twoja ciężka praca i wola.
Czytając ciebie, jakby wróciło wszystko to, co przeżyłam przed laty z moim psycholem. Tylko mój jeszcze bił mnie do nieprzytomności, nawet w ciąży. Bałam się uciec od niego, bo starszył mnie, że mnie znajdzie i zabije, mnie i dziecko. Więc pozwalalam się tluc w imię tego, by mnie nie zabił.. Do tego dochodzi w toksycznym zwiazku ![]()
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, ze byłam bardzo młoda i nie miałam nikogo, kto mógłby mi pomóc.
Psychopata oplata cię dokładnie swoimi mackami, zna cię na wylot i wie, jak tobą manipulować, byś ciągle żyła w strachu. Wszczyna awantury o wszystko, bo to daje mu przewagę nad tobą i skutecznie cię paraliżuje. On wstrzyka ci strach jak jad paraliżujący. Sorry za to porównanie, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Przede wszystkim zacznij kierować swoim życiem. Tylko od ciebie zależy, czy coś wyniesiesz z terapii, czy skorzystasz z porad psychologa i w końcu, czy weźmiesz pod uwagę rady babek z tego portalu. Tylko ty możesz uratować wiele lat swojego życia.
Salomoneczko zazdroszczę że masz to za sobą. Ten psycho mnie nie pobił (chociaż słowami to mnie skatowal) i chyba dlatego tak trudno oddzielić mi. Wiesz, w rodzinnym domu mój ojciec bił moja mamę ( kopnela dziada w dupe) i czasami tak myślę przeważnie kiedy godze sie na powrót po awanturze, ze może to nie tak zle. Przecież mnie nie bije, pracuje, oddaje pieniądze, pomaga w domu i jak nic go nie napadnie to jest ok. Do tego jest bardzo przystojny, potrafi być opiekuńczy i czuły.
Wiem, ze zasługuje na normalny zdrowy związek tylko moje myślenie do tej pory było takie że mogłam trafić gorzej. Ojciec byl alkoholikiem okrutnym leniem i przemocowcem i w zestawieniu z moim mężem był dużo gorszy. Chyba przez to nie oczekiwalam zbyt wiele... Do tego sama zaczęłam tracić przy nim panowanie nad sobą czego się wstydzę.
Nie chce takiego domu dla mojego dziecka. Ponad wszelkie uczucia stawiam dobro mojego dziecka i nie będę tkwić w czymś ani chwili co moze zniszczyc mu dziecinstwo i psychikę. Moja mama tkwila w tym 8 lat i bylam swiadkiem jako mala dziewczynka wielu okropnych scen.
17 2018-09-17 18:11:44 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-09-17 18:27:40)
Salomoneczko zazdroszczę że masz to za sobą. Ten psycho mnie nie pobił (chociaż słowami to mnie skatowal) i chyba dlatego tak trudno oddzielić mi. Wiesz, w rodzinnym domu mój ojciec bił moja mamę ( kopnela dziada w dupe) i czasami tak myślę przeważnie kiedy godze sie na powrót po awanturze, ze może to nie tak zle. Przecież mnie nie bije, pracuje, oddaje pieniądze, pomaga w domu i jak nic go nie napadnie to jest ok. Do tego jest bardzo przystojny, potrafi być opiekuńczy i czuły.
Wiem, ze zasługuje na normalny zdrowy związek tylko moje myślenie do tej pory było takie że mogłam trafić gorzej. Ojciec byl alkoholikiem okrutnym leniem i przemocowcem i w zestawieniu z moim mężem był dużo gorszy. Chyba przez to nie oczekiwalam zbyt wiele... Do tego sama zaczęłam tracić przy nim panowanie nad sobą czego się wstydzę.
Nie chce takiego domu dla mojego dziecka. Ponad wszelkie uczucia stawiam dobro mojego dziecka i nie będę tkwić w czymś ani chwili co moze zniszczyc mu dziecinstwo i psychikę. Moja mama tkwila w tym 8 lat i bylam swiadkiem jako mala dziewczynka wielu okropnych scen.
Cyt;
" Do tego jest bardzo przystojny, potrafi być opiekuńczy i czuły."
Jesteś w toksycznym związku, dotrze do ciebie w końcu ta prawda? Jeśli nie, to na nic wszelkie wysiłki dla ciebie.
Chcesz się dać poniewierać facetowi, bo jest przystojny? Nie wiem, czy nie tracimy czasu dla ciebie. Sorry za te słowa, ale jak będziemy cię głaskać i ci wspólczuć, to chyba ci wystarczy do nastepnej awantury, ktorą wykreuje twój mąż?
Jeszcze cie nie uderzył? Jaka ulga.
P.S.
Od kiedy czujesz się gorsza od niego? Mniej atrakcyjna dla innych np, ?
Aż bije po oczach twoje współuzależnienie od psychofaga. Gdzie jest to dno którego musisz dotknąć, by sie od niego odbić?
18 2018-09-17 18:32:50 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-09-17 18:34:18)
(...) Nadal czasami mam nadzieję... (...)
Dlaczego ją masz, skoro wiesz, że jest toksycznym człowiekiem (nawet toksyczni ludzie niekiedy pokazują "ludzką" twarz, zwykle po to, by osiągnąć swój cel)? Dlaczego nie korzystasz z własnego rozumu, by ułudę usunąć ze swego życia?
"Moje dwie głowy" to świetna lektura, każde słowo wypisane na własnym odwłoku autorki. Skoro i Ty należysz, a należysz, do grupy osób zależnych od innych (niektórzy nazywają je "kochającymi za bardzo", choć nie ma to nic wspólnego z miłością), tkwiących w toksycznych związkach, to i przed Tobą, jeśli się jej podejmiesz, praca do wykonania.
To, co pomaga w wyjściu z toksycznych schematów, to determinacja. Jej katalizatorem jest konfrontacja z ukrywanymi dotąd uczuciami. Złość, by nie nazwać tego dosadniej, choć niezgodnie z regulaminem, niesie potężną energię. Korzystaj z niej. ![]()
A zmiany wprowadzaj dla siebie, by później dziecko nie musiało być Ci wdzięczne (a ze zmian i tak skorzysta).
Chcesz dodatkowych wiadomości od osób z podobnym problemem? Tu, na forum, jest potężny wątek "Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo', to link do niego https://www.netkobiety.pl/t17705.html Wątek jest kopalnią informacji na temat sposobów poradzenia sobie z sama sobą, ale też kopalnią uników stosowanych po to, by dalej taplać się w śmierdnącym, ale znanym, bagnie.
(...) Aż bije po oczach twoje współuzależnienie od psychofaga. (...)
Jeśli już, to uzależnienie. ![]()
Co to znaczy, że jest lepszy od Twojego ojca alkoholika? To, że ktoś zabił, na przykład 5 osób, a nie tylko jedną, nie robi z niego świętego- to ciągle zabójca. Tak jak Twój mąż, choć Cię (jeszcze) nie bije, jest przemocowcem z problemami pod kopułą. Bardzo mało się musisz szanować, że taka minimalna "poprawa" jest dla Ciebie warta ciągnięcia tego małżeństwa ![]()
Nieźle też tyrasz swoje dziecko. Daj mu następnych parę lat, a będziesz matką kolejnej patologii z cyklu DDD.
LullyMilly napisał/a:(...) Nadal czasami mam nadzieję... (...)
Dlaczego ją masz, skoro wiesz, że jest toksycznym człowiekiem (nawet toksyczni ludzie niekiedy pokazują "ludzką" twarz, zwykle po to, by osiągnąć swój cel)? Dlaczego nie korzystasz z własnego rozumu, by ułudę usunąć ze swego życia?
"Moje dwie głowy" to świetna lektura, każde słowo wypisane na własnym odwłoku autorki. Skoro i Ty należysz, a należysz, do grupy osób zależnych od innych (niektórzy nazywają je "kochającymi za bardzo", choć nie ma to nic wspólnego z miłością), tkwiących w toksycznych związkach, to i przed Tobą, jeśli się jej podejmiesz, praca do wykonania.
To, co pomaga w wyjściu z toksycznych schematów, to determinacja. Jej katalizatorem jest konfrontacja z ukrywanymi dotąd uczuciami. Złość, by nie nazwać tego dosadniej, choć niezgodnie z regulaminem, niesie potężną energię. Korzystaj z niej.
A zmiany wprowadzaj dla siebie, by później dziecko nie musiało być Ci wdzięczne (a ze zmian i tak skorzysta).Chcesz dodatkowych wiadomości od osób z podobnym problemem? Tu, na forum, jest potężny wątek "Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo', to link do niego https://www.netkobiety.pl/t17705.html Wątek jest kopalnią informacji na temat sposobów poradzenia sobie z sama sobą, ale też kopalnią uników stosowanych po to, by dalej taplać się w śmierdnącym, ale znanym, bagnie.
Salomonka napisał/a:(...) Aż bije po oczach twoje współuzależnienie od psychofaga. (...)
Jeśli już, to uzależnienie.
Jak zwał tak zwał.
Uzależnienia mogą być różne, jednostronne. Współuzaleznienie nawet bardziej mi tu pasuje, bo psychol uzależniony jest od tej jednej osoby, jego ofiary, a ofiara od niego. Taka symbioza w zaspakajaniu swoich chorych potrzeb.
(...) Współuzaleznienie nawet bardziej mi tu pasuje, bo psychol uzależniony jest od tej jednej osoby, jego ofiary, a ofiara od niego. Taka symbioza w zaspakajaniu swoich chorych potrzeb.
O uzależnieniu męża autorki nic, jak dotąd, nie wiadomo. ![]()
I jeszcze do nadziei, której, Autorko, czasem się trzymasz.
Tę samą energię, którą wydatkujesz na tworzenie i czepianie się ułudy, mogłabyś użyć do budowania swego szczęścia i bezpieczeństwa opartego na sobie, do budowania i zbudowania swej niezależności.
Uzależnienie/zależność nie znika, gdy znika obiekt uzależniania/zależności; głód abstynencyjny się nasila. Okłamujesz samą siebie - to też jeden z objawów uzależnienia.
Możesz zacząć się leczyć i wyjść z uzależnienia, możesz żyć do końca życia jako osoba uzależniona. Bywa i tak, że zależność od jednego człowieka zamieniana jest na zależność od innego, niestety tym innym najczęściej jest... dziecko. I ono przez lata musi dźwigać na swych barkach osobę, która jemy miała zapewnić dobre warunki do rozwoju,
22 2018-09-17 19:06:40 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-09-17 19:07:36)
Salomonka napisał/a:(...) Współuzaleznienie nawet bardziej mi tu pasuje, bo psychol uzależniony jest od tej jednej osoby, jego ofiary, a ofiara od niego. Taka symbioza w zaspakajaniu swoich chorych potrzeb.
O uzależnieniu męża autorki nic, jak dotąd, nie wiadomo.
I jeszcze do nadziei, której, Autorko, czasem się trzymasz.
Tę samą energię, którą wydatkujesz na tworzenie i czepianie się ułudy, mogłabyś użyć do budowania swego szczęścia i bezpieczeństwa opartego na sobie, do budowania i zbudowania swej niezależności.
Uzależnienie/zależność nie znika, gdy znika obiekt uzależniania/zależności; głód abstynencyjny się nasila. Okłamujesz samą siebie - to też jeden z objawów uzależnienia.
Możesz zacząć się leczyć i wyjść z uzależnienia, możesz żyć do końca życia jako osoba uzależniona. Bywa i tak, że zależność od jednego człowieka zamieniana jest na zależność od innego, niestety tym innym najczęściej jest... dziecko. I ono przez lata musi dźwigać na swych barkach osobę, która jemy miała zapewnić dobre warunki do rozwoju,
Wielokoropek:
"O uzależnieniu męża autorki nic, jak dotąd, nie wiadomo.
"
Nie umiesz czytać, czy specjalnie szukasz zaczepki?
Bo jesli to drugie, to sajonara Wielokropek. ![]()
Bardzo powtarzalny schemat toksycznych związków, Twoja mama była ofiara i Ty tez jesteś. Musisz nauczyć się dobierać odpowiednich partnerów, złamać wzorzec wyniesiony w młodości. Nie obwiniaj się za ta sytuacje, miłość czasem potrafi wybaczać zbyt wiele. Co do Twojego męża, on potrzebuje pilnej pomocy psychiatrycznej. Poczytaj o syndromie sztokholmskim.
Bardzo powtarzalny schemat toksycznych związków, Twoja mama była ofiara i Ty tez jesteś. Musisz nauczyć się dobierać odpowiednich partnerów, złamać wzorzec wyniesiony w młodości. Nie obwiniaj się za ta sytuacje, miłość czasem potrafi wybaczać zbyt wiele. Co do Twojego męża, on potrzebuje pilnej pomocy psychiatrycznej. Poczytaj o syndromie sztokholmskim.
Co do tego, że mąż potrzebuje pomocy psychiatrycznej, to się zgadzam..Pisalam o tym wcześniej.
Ale co ma do tego syndrom sztokholmski? Przecież nasza autorka nie została uporowadzona silą? Może miałeś na myśli przepracowanie? Wtedy ma to swoja nazwę z języka japońskiego; Karoshi czy tak jakoś...Ale nawet wtedy nic to nie ma do znęcania się nad najbliższymi. Oj, coś ci się pozajączkowało ![]()
Dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Musicie zrozumieć, że ja nie chcę być ofiarą i chce z całych sił wyplatac się z tego czegoś. Byśmy razem wiele lat i w dodatku od 17 roku życia więc na przeztrzeni lat nasze charaktery, poglądy, drogi zawodowe się zmieniały. Można powiedzieć że dorastalismy razem i może dlatego czuję taką wiez emocjonalna z tym czlowiekiem. Czuję się jakbym była odpowiedzialna po części za to jak ten związek wygląda.
Z tym syndromem sztokholmskim to bardzo trafiona uwaga. Myślę że mam dla niego ogromne pokłady współczucia i zawsze jest mi go szkoda. W książkach o tematyce toksycznych związków piszą, ze jednym z podstawowych kroków jest wyzbycie się litości i współczucia do takich osób. On nie miał litości gdy mnie ranil. Mój płacz nie wzbudzał w nim współczucia. Nie przestawal mnie ponizac.
Ktoś tu napisał że mało się szanuję będąc z takim człowiekiem. Tak to prawda. Też mi wiele razy przyszlo to do głowy. Myślałam o sobie wiele razy jak o głupiej naiwnej babie. Przestałam się szanować. Przestałam o sobie myśleć i nawet się lubić. Stałam się kimś kim zawsze gardzilam. Pycha kroczy zawsze przed upadkiem. Ja teraz się czolgam do wyjścia ale pierwszy krok za mną. Teraz gdy nie mieszkamy razem i ograniczam nasze kontakty do minimum łatwiej mi to wszystko analizować i myśleć o sobie. Wiem jednak że muszę się dobrze przygotować do walki o siebie bo przeciwnik jest trudny. Dlatego każde Wasze wypowiedzi są na wagę złota. Nawet te nie do końca dla mnie przyjemne. Najważniejsze to odkryć prawdę która jest bolesna. Kawałek po kawałku a taka terapia przez pisanie jest naprawdę pomocna.
Dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Musicie zrozumieć, że ja nie chcę być ofiarą i chce z całych sił wyplatac się z tego czegoś. Byśmy razem wiele lat i w dodatku od 17 roku życia więc na przeztrzeni lat nasze charaktery, poglądy, drogi zawodowe się zmieniały. Można powiedzieć że dorastalismy razem i może dlatego czuję taką wiez emocjonalna z tym czlowiekiem. Czuję się jakbym była odpowiedzialna po części za to jak ten związek wygląda.
Z tym syndromem sztokholmskim to bardzo trafiona uwaga. Myślę że mam dla niego ogromne pokłady współczucia i zawsze jest mi go szkoda. W książkach o tematyce toksycznych związków piszą, ze jednym z podstawowych kroków jest wyzbycie się litości i współczucia do takich osób. On nie miał litości gdy mnie ranil. Mój płacz nie wzbudzał w nim współczucia. Nie przestawal mnie ponizac.
Ktoś tu napisał że mało się szanuję będąc z takim człowiekiem. Tak to prawda. Też mi wiele razy przyszlo to do głowy. Myślałam o sobie wiele razy jak o głupiej naiwnej babie. Przestałam się szanować. Przestałam o sobie myśleć i nawet się lubić. Stałam się kimś kim zawsze gardzilam. Pycha kroczy zawsze przed upadkiem. Ja teraz się czolgam do wyjścia ale pierwszy krok za mną. Teraz gdy nie mieszkamy razem i ograniczam nasze kontakty do minimum łatwiej mi to wszystko analizować i myśleć o sobie. Wiem jednak że muszę się dobrze przygotować do walki o siebie bo przeciwnik jest trudny. Dlatego każde Wasze wypowiedzi są na wagę złota. Nawet te nie do końca dla mnie przyjemne. Najważniejsze to odkryć prawdę która jest bolesna. Kawałek po kawałku a taka terapia przez pisanie jest naprawdę pomocna.
Dziewczyno, ty masz tak zaburzone postrzeganie swojej sytuacji, że nawet z wpisów tutaj, nie potrafisz wybrać tego, co ci najbardziej pomoże.
Syndrom szkoholmski dotyka zupełnnie innej sfery emocji. Tamci ludzie zaczynają się utożsamiać z oprawcami, bo gdzieś tam sami odczuwają podobne do nich emocje. Ktoś ci przystawił do głowy rewolwer, bo nie zgadza się z polityką banku wobec klientów? Ty też tak naprawdę się z nią nie zgadzasz, ale to nie powoduje, że biegasz z pistoletem.
Tutaj, ty nie zgadzasz się tak naprawdę z niczym, ale ulegasz, bo czujesz strach. Strachem mozna nawet nazwać to, że boisz się że twój "bardzo przystojny partner" znajdzie sobie inną ofiarę. Widzisz różnicę? Nie chcesz nigdy wyjść z roli tej ofiary, bo jesteś wsółuzależniona i boisz się, że oprawca cię opuści dla innej ofiary.. Nie zniosłabyś tego..
Masakra. Dusze się, nie mogę dłużej o tym mówić..
27 2018-09-17 21:07:24 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-09-17 21:19:23)
Syndrom sztokholmski w toksycznych związkach to trochę inna sprawa niż w przypadku porwania czy napadu i nadal uważam że to była trafiona uwaga.
nieregulaminowy link
Proszę nie podkreślać na każdym kroku, ze napisałam że mąż jest przystojny, wymienialam jego zalety ( niewiele ich miał), taka jest prawda☺
To, że nie chciałabym żeby znalazł inną ofiarę to też nie mogę się zgodzić bo jestem gotowa takiej kobiecie wysłać kwiaty w podziękowaniu. Byłoby mi dużo łatwiej bo nie skupiałby uwagi na zatrzymywaniu mnie a tego akurat potrzeba.
Jakbym czytała o sobie. Słuchaj to jest bardzo ale to bardzo ciężkie. Mój mąż mnie bił, w perfidny sposób ciągle mnie szantazuje. Walczę z tym teraz sama. Moja rodzina też nie jest w stanie zrozumieć moich decyzji że dla dobra dziecka powinnam zostać i być, r dziecko go kocha. Ale ja nie potrafię. Głośno mówię że nie dam rady. Czytam, rozmawiam z psychologiem , będę zaczynać terapię.
Mogę Cię wspierać
) damy radę.
Kasiola rozumiem przez co przechodzisz i też oferuję wsparcie. U mnie w rodzinie zdania są podzielone bo mama stanowczo odradza powrót do niego. Babcia podobnie jak u Ciebie twierdzi że powinnam wrócić bo dziecko małe i potrzebuje ojca itp. Byłam u psychologa i o dziwo stwierdziła że te wybuchy po porodzie to może być fakt że nie radzi sobie w nowej roli, brak seksu przez długi okres czasu i napięcie z tym związane. Dodatkowo stwierdzila ze ma bardzo niska samoocene i boi się ze go zostawie dlatego tak oskarża o zdrady. Poza tym stwierdziła że nie jest zły chlopina. Już wiecej do niej nie poszłam oczywiscie. Zaleciła wspólna terapię. Drugi psycholog stwierdził że na odejście zawsze mam czas i żebym nie podejmowała takich kroków tylko poszła z nim na terapię. On chce niby iść, ale ja juz nie chcę. Idę na terapie ale sama do trzeciego psychologa który ma podejscie zupełnie inne. Kazał skupić się na sobie. Badać swoje emocje i nie pozwolić na poniewierke.
Syndrom sztokholmski w toksycznych związkach to trochę inna sprawa niż w przypadku porwania czy napadu i nadal uważam że to była trafiona uwaga.
nieregulaminowy link
Proszę nie podkreślać na każdym kroku, ze napisałam że mąż jest przystojny, wymienialam jego zalety ( niewiele ich miał), taka jest prawda☺
To, że nie chciałabym żeby znalazł inną ofiarę to też nie mogę się zgodzić bo jestem gotowa takiej kobiecie wysłać kwiaty w podziękowaniu. Byłoby mi dużo łatwiej bo nie skupiałby uwagi na zatrzymywaniu mnie a tego akurat potrzeba.
Zaletą męża jest że jest przystojny?..
A myslisz, że nasi oprawcy mieli szklane oko i drewnianą nogę?
Chcesz wysylac kwiaty w podziękowaniu kobiecie która stanie się jego ofiarą, a piszesz na anonimowym forum o ratunek? Kogo chcesz oszukac? Jak dalece jestes zmanipulowana, że piszesz takie teksty?
Zaczynam mieć dosyć tej osoby, jej problemów i tych wpisów. To nie jest ofiara przemocy, to jest jej własna ofiara, a o takich nie mam pojęcia.
Ja trafiłam na bardzo dobrego psychologa. Od razu powiedziałam że ja nie widzę ratunku , ja nic nie czuje, boję się ale jestem uzależniona napewno. Tu ja nie chce na terapię bo nie widzę sensu. Ja nie wierzę w jego zmianę. On opowiada na sucho że się zmienił i ciągle wypomina mi zdradę że mam przyjaciela. Więc to nie tędy droga. Również dorastalismy razem. Poznaliśmy gdy miałam 18 lat. Teraz mam 30. Budowalismy ten związek , dom rodzinę. Nasze dziecko ma 7 lat.
On Tobą manipuluje. Jak moja rodzina. Mama absolutnie nie chce się zgodzić na rozstanie. Ciągle próbuje mnie jakoś zmusić. Ja nie dam rady, nigdy jej tego nie zapomnę, że nie chciała mi pomagać tylko wpychala mnie znowu w ten syf.
Jak to powiedział mój psycholog "nikt nie może pani zmuszać i mówić co robić jeśli boi się pani znowu dostać wp*&^%$l" to do mnie przemówiło. Nikt nie ma prawa mnie bic
(...) Kazał skupić się na sobie. Badać swoje emocje i nie pozwolić na poniewierke.
I tego sposobu myślenia się trzymaj. Słuchaj swych uczuć, one dobrze podpowiadają; nie upychaj ich, jak dotąd, w najbardziej odległe zakamarki swego ciała.
Trzymam kciuki. ![]()
Ja trafiłam na bardzo dobrego psychologa. Od razu powiedziałam że ja nie widzę ratunku , ja nic nie czuje, boję się ale jestem uzależniona napewno. Tu ja nie chce na terapię bo nie widzę sensu. Ja nie wierzę w jego zmianę. On opowiada na sucho że się zmienił i ciągle wypomina mi zdradę że mam przyjaciela. Więc to nie tędy droga. Również dorastalismy razem. Poznaliśmy gdy miałam 18 lat. Teraz mam 30. Budowalismy ten związek , dom rodzinę. Nasze dziecko ma 7 lat.
On Tobą manipuluje. Jak moja rodzina. Mama absolutnie nie chce się zgodzić na rozstanie. Ciągle próbuje mnie jakoś zmusić. Ja nie dam rady, nigdy jej tego nie zapomnę, że nie chciała mi pomagać tylko wpychala mnie znowu w ten syf.
Jak to powiedział mój psycholog "nikt nie może pani zmuszać i mówić co robić jeśli boi się pani znowu dostać wp*&^%$l" to do mnie przemówiło. Nikt nie ma prawa mnie bic
Nikt nie ma prawa Cię bić. Masz prawo do szczęścia. Twoje dziecko ma prawo do szczęścia. Gratuluję Ci takiej odwagi pomimo że rodzina Cie nie wspiera. Jesteś bardzo silna i na pewno uda Ci się wytrwać w decyzji o odejściu od oprawcy. Myślę, że wiele jeszcze przed nami. Mój mąż myśli że jak zawsze mnie zmanipuluje, ale czuję się coraz silniejsza i pewna swej decyzji. Chce odejść. Stanowczo, bez kompromisów i z odwagą!!!!!
LullyMilly napisał/a:Syndrom sztokholmski w toksycznych związkach to trochę inna sprawa niż w przypadku porwania czy napadu i nadal uważam że to była trafiona uwaga.
nieregulaminowy link
Proszę nie podkreślać na każdym kroku, ze napisałam że mąż jest przystojny, wymienialam jego zalety ( niewiele ich miał), taka jest prawda☺
To, że nie chciałabym żeby znalazł inną ofiarę to też nie mogę się zgodzić bo jestem gotowa takiej kobiecie wysłać kwiaty w podziękowaniu. Byłoby mi dużo łatwiej bo nie skupiałby uwagi na zatrzymywaniu mnie a tego akurat potrzeba.
Zaletą męża jest że jest przystojny?..
A myslisz, że nasi oprawcy mieli szklane oko i drewnianą nogę?Chcesz wysylac kwiaty w podziękowaniu kobiecie która stanie się jego ofiarą, a piszesz na anonimowym forum o ratunek? Kogo chcesz oszukac? Jak dalece jestes zmanipulowana, że piszesz takie teksty?
Zaczynam mieć dosyć tej osoby, jej problemów i tych wpisów. To nie jest ofiara przemocy, to jest jej własna ofiara, a o takich nie mam pojęcia.
Muszę odpierac wystarczającą ilość ataków w rzeczywistości. Nie potrzeba mi ich jeszcze tutaj. Poszukuję tu gorzkich słów prawdy, wsparcia, trochę zrozumienia ale nie ataków. Miejmy nadzieję, ze on nie będzie miał już żadnej ofiary, może z kimś innym będzie tworzył coś lepszego. Może inna postawi granice, której ja nie umiałam. Oby tak było bo nikomu nie życzę takiego męża... Nawet przystojnego skoro się tak czepilas...☺ pozdrawiam.
Zaczynam mieć dosyć tej osoby, jej problemów i tych wpisów. To nie jest ofiara przemocy, to jest jej własna ofiara, a o takich nie mam pojęcia.
Zawsze można się wylogować i robić coś innego. Nie sprawiaj dodatkowych przykrości Autorce.
Autorko, kontynuuj terapię. Jest Ci bardzo potrzebna.
Na niej zrozumiesz pewne mechanizmy własnego postępowania, nauczysz się radzić sobie z emocjami i w końcu sama dojdziesz do tego, co chcesz dalej zrobić ze swoim życiem.
Najlepiej byłoby odseparować się od toksycznego człowieka, z którym żyjesz, ale zapewne nie jesteś jeszcze na to gotowa.
Na Twoim miejscu poszukałabym również grupy wsparcia. Fajnie jest czasem wymienić się doświadczeniami, podzielić bólem, poszukać wsparcia u ludzi, którzy przeżywają coś podobnego.
Trzymaj się.
Jest bardzo dużo grup wsparcia, na fb na forum. Ale zawsze trafi się ktoś kto wbije nam szpile w plecy. To normalne. Środowisko z czasem zaakceptuje. Moje jescze tego nie zrobiło. Pewne jest że ja nigdy nie zapomnę jak mnie traktował i nie szanowal. Tego poprostu nie da się zapomnieć nawet dla dziecka .
Twoje dziecko jest jeszcze bardzo małe, więc masz o tyle łatwiej że jescze nie jest na tyle z nim związane. Mój syn bal się gdy klocilismy się z mężem, uciekal. Ale w głębi serca czuje że odkąd ma zakaz zbliżania do mnie jakoś mu jego brakuje, na początku nie szukał z nim kontaktu ale teraz po 3 miesiącach sam do niego dzwoni i pisze. Trzymam kciuki, ja mam takiego psychologa który prowadzi że mną terapię przez komunikatory żebym nie musiała daleko dojeżdżać. A powiem Ci że jak wybrałam się do polrcanego prawnika tozostał zdyskwalifikowany po tym jak powiedział mi że nie byl rozwazny wyjazd z kolegą który mi pomagal. Ja dzięki temu człowiekowi żyje, to on mnie wyciąga z dołka i odciaga od problemów. A tu prawnik który ma pomagać taka ocenę mi daje
Sytuacja jest bardzo prosta, nie licz na to że on się zmieni. Zmieni się ale dopiero jak osiągnie próg graniczny (rozwód, mniejszy kontakt z dzieckiem).
Takie sytuacje się zdarzają, one kształtują charakter. Przerabiałem podobne tematy co Ty i od tego momentu moje życie zaczęło się zmieniać paradoksalnie na lepsze. Bądź egoistką (każdy w dużym stopniu jest), nie uzależniaj swojego życia od kogoś kto nie jest gotowy na bycie Twoim mężem. Będzie Tobą manipulował, płakał, "chciał popełnić samobójstwo", ale to Ty jesteś odpowiedzialna za swoje życie i od Ciebie zależy wszystko. Życie nie jest łatwe, to mit wmawiany dzieciom które potem w dorosłym życiu nie mogą się odnaleźć. Trudna i bolesna decyzja jest czasem lepsza niż status quo. Zrób sobie bilans zysków i strat biorąc pod uwagę to że on się sam z siebie nie zmieni. Zmieni go sytuacja od której nie będzie odwrotu. Szkoda życia na nadzieje, wszystko jest kwestią naszych wyborów i to od tego zależy nasze szczęście.
Jest bardzo dużo grup wsparcia, na fb na forum. Ale zawsze trafi się ktoś kto wbije nam szpile w plecy. To normalne. Środowisko z czasem zaakceptuje. Moje jescze tego nie zrobiło. Pewne jest że ja nigdy nie zapomnę jak mnie traktował i nie szanowal. Tego poprostu nie da się zapomnieć nawet dla dziecka .
Twoje dziecko jest jeszcze bardzo małe, więc masz o tyle łatwiej że jescze nie jest na tyle z nim związane. Mój syn bal się gdy klocilismy się z mężem, uciekal. Ale w głębi serca czuje że odkąd ma zakaz zbliżania do mnie jakoś mu jego brakuje, na początku nie szukał z nim kontaktu ale teraz po 3 miesiącach sam do niego dzwoni i pisze. Trzymam kciuki, ja mam takiego psychologa który prowadzi że mną terapię przez komunikatory żebym nie musiała daleko dojeżdżać. A powiem Ci że jak wybrałam się do polrcanego prawnika tozostał zdyskwalifikowany po tym jak powiedział mi że nie byl rozwazny wyjazd z kolegą który mi pomagal. Ja dzięki temu człowiekowi żyje, to on mnie wyciąga z dołka i odciaga od problemów. A tu prawnik który ma pomagać taka ocenę mi daje
Fajnie, że masz chociaż kogoś kto Cię wspiera skoro na rodzinę nie możesz liczyć. Mój mąż przed porodem robił mi sceny zazdrości ale wtedy wydawało mi się że jeszcze mieści się w ramach jakiejś normalności ( czytał wiadomości, rozbił kubek o ziemię bo zezloscil się że mam kolegę w pracy który napisał mi życzenia urodzinowe, rzucił o ziemię aparatem fotograficznym gdy zobaczył zdjęcia z wyjazdu integracyjnego ( zwykłe bez niczego dwuznacznego). Powinna zapalić mi się jakaś lampka ale tak się nie stało. Po porodzie już najmniej wydawalo mi się że mnie posadzi o zdrady a tu stało się odwrotnie. Teraz już musztarda po obiedzie. Stosował oczywiście podwójna moralność i zawsze wina była moja bo on mogl imprezowac po nocach ( nie ugotowalam obiadu i się wkurzyl) mogl mieć kochankę ( bo go nie szanowalam i czul sie odrzucony) pojawial sie w domu umyć jaja i uciekał( bo za rzadko mu dawalam) mógł kłamać ( bo bym byla zla i nic nie mozna mi powiedziec) ooooo i duzo duzo wiecej. Normalna kobieta dawno by go zostawiła, ale ja sama mam problem psychiczny widocznie. Moje koleżanki to dziwki, mama mnie tylko buntuje, brat jest leniem. Ja to ogolnie się puszczam wszędzie gdzie się da... Na kazdym rogu mam kochanka.
Pewne jest że ja nigdy nie zapomnę jak mnie traktował i nie szanowal
Nie chodzi o to żeby o tym zapomnieć tylko to zaakceptować, zrozumieć i patrzeć na to z boku, wiem że łatwo powiedzieć ale taki jest schemat, tak się leczy traumy. Emocje nie są nami, jeżeli to się zrozumie twoje przykre doświadczenia nie będą miały negatywnego wpływu na Twoje dalsze życie a często przykre sytuację są źródłem siły w późniejszych etapach życia.
A powiem Ci że jak wybrałam się do polrcanego prawnika tozostał zdyskwalifikowany po tym jak powiedział mi że nie byl rozwazny wyjazd z kolegą który mi pomagal. Ja dzięki temu człowiekowi żyje, to on mnie wyciąga z dołka i odciaga od problemów. A tu prawnik który ma pomagać taka ocenę mi daje
Prawnik dobrze Ci powiedział. Jeżeli byś miała sprytniejszego męża z lepszym prawnikiem, mogłoby być orzeczenie o rozpad małżeństwa z Twojej winy jak absurdalnie by to nie brzmiało. Ale dopóki nic złego się nie stało można wydawać oceny o kimś kto wykonywał swoją pracę.
Sytuacja jest bardzo prosta, nie licz na to że on się zmieni. Zmieni się ale dopiero jak osiągnie próg graniczny (rozwód, mniejszy kontakt z dzieckiem).
Takie sytuacje się zdarzają, one kształtują charakter. Przerabiałem podobne tematy co Ty i od tego momentu moje życie zaczęło się zmieniać paradoksalnie na lepsze. Bądź egoistką (każdy w dużym stopniu jest), nie uzależniaj swojego życia od kogoś kto nie jest gotowy na bycie Twoim mężem. Będzie Tobą manipulował, płakał, "chciał popełnić samobójstwo", ale to Ty jesteś odpowiedzialna za swoje życie i od Ciebie zależy wszystko. Życie nie jest łatwe, to mit wmawiany dzieciom które potem w dorosłym życiu nie mogą się odnaleźć. Trudna i bolesna decyzja jest czasem lepsza niż status quo. Zrób sobie bilans zysków i strat biorąc pod uwagę to że on się sam z siebie nie zmieni. Zmieni go sytuacja od której nie będzie odwrotu. Szkoda życia na nadzieje, wszystko jest kwestią naszych wyborów i to od tego zależy nasze szczęście.
Właśnie najtrudniej mi było pojac że on się za nic w świecie nie zmieni. Walczę ze sobą, przywołuje wspomnienie tego okrutnego wzroku pelnego pogardy do mnie i to jest moment gdzie już dotarło do mnie, że może być tylko gorzej.
Napiszę tyle: jakby mój partner zaczął tłuc kubki, bo dostałam kartkę na urodziny od kolegi, to nie byłby już moim partnerem. No, ale ja mam normalne granice.
U Ciebie widać, że nic poprawnie nie działa. Nie ma granic, są ciągłe próby pracy w związku za dwoje, usprawiedliwianie faceta, uleganie szantażom, nawet akceptacja zdrady (!). Terapeuta jest jak najbardziej dla Ciebie. Widać wyraźnie, że masz kompletnie nieprzepracowane DDA. Polecam również książkę Susan Forward "Kobiety, które kochają za bardzo".
W pierwszym odruchu chciałam zaprzeczyć i napisać ze nie akceptowalam zdrady, ze niby nie byliśmy razem jak mnie zdradził. Skasowałam co napisałam. Czas się przyznać. Tak! w sumie to zaakceptowalam zdradę jak kolwiek bym tego nie wypierala to bylismy po ślubie już.
Czytałam książkę KKKZB. Już od 3 lat mierze się sama ze sobą. Ile ja razy już myślałam o rozwodzie... Ile razy palilam papierosa przed domem na fioletowej ławce w nerwach w nocy bo mąż znowu nie wrócił i przeklinalam go w duchu. To takie symbiczne miejsce w którym przypomina mi się wszystko co złe. Ile tam miałam przemyśleń.
Na pewno jestem pokrecona. Mam dużo do przerobienia tak jak pisałam idę na terapię DDA grupową. Niestety jak człowiek urodzi się w bagnie to świat postrzega w krzywym zwierciadle. Wydawalo mi się że moje życie będzie inne studia skończyłam, ciężko pracowalam i dostałam dobrą prace, dobrze zarabiam, budowalismy dom itp. Miało być pięknie a gdy zaczęłam dostrzegać że (przepraszam za wyrażenie) gowno z tego będzie to bylo mi wstyd i chcialam mieć przynajmniej tą iluzję. Nie było mi wstyd przed innymi. Nie dbam o to co ludzie powiedzą. Było mi wstyd przed sobą samą. Zawiodłam się na sobie. Udawałam sama przed sobą i zatajalam kolejne lampki ostrzegawcze. Było ich z milion ale ja je zakrywalam zielonym swiatelkiem nadzieji.
Nie boję się już bycia samotną matką. Samotność mi nie straszna ( od dawna byłam samotna). Chyba jeszcze gorzej niz teraz bo przynajmniej opowiadam teraz o moim problemie głośno i jest mi lżej. Mam wsparcie w mamie i mam też dziecko, które kocham najbardziej na świecie. Nie cofne się.
Są takie mrówki które szlak wyznaczają przez zapach feromonow bo są ślepe. Jak zaczną chodzić w kółko to żadna się nie wylamie i nie zboczy z drogi. Tak chodza az umierają kręcąc się dookola bo nie znajdują drogi do mrowiska.
Kiedy całuje Cię lajdak przelicz sobie zęby...
W pierwszym odruchu chciałam zaprzeczyć i napisać ze nie akceptowalam zdrady, ze niby nie byliśmy razem jak mnie zdradził. Skasowałam co napisałam. Czas się przyznać. Tak! w sumie to zaakceptowalam zdradę jak kolwiek bym tego nie wypierala to bylismy po ślubie już.
Czytałam książkę KKKZB. Już od 3 lat mierze się sama ze sobą. Ile ja razy już myślałam o rozwodzie... Ile razy palilam papierosa przed domem na fioletowej ławce w nerwach w nocy bo mąż znowu nie wrócił i przeklinalam go w duchu. To takie symbiczne miejsce w którym przypomina mi się wszystko co złe. Ile tam miałam przemyśleń.
Na pewno jestem pokrecona. Mam dużo do przerobienia tak jak pisałam idę na terapię DDA grupową. Niestety jak człowiek urodzi się w bagnie to świat postrzega w krzywym zwierciadle. Wydawalo mi się że moje życie będzie inne studia skończyłam, ciężko pracowalam i dostałam dobrą prace, dobrze zarabiam, budowalismy dom itp. Miało być pięknie a gdy zaczęłam dostrzegać że (przepraszam za wyrażenie) gowno z tego będzie to bylo mi wstyd i chcialam mieć przynajmniej tą iluzję. Nie było mi wstyd przed innymi. Nie dbam o to co ludzie powiedzą. Było mi wstyd przed sobą samą. Zawiodłam się na sobie. Udawałam sama przed sobą i zatajalam kolejne lampki ostrzegawcze. Było ich z milion ale ja je zakrywalam zielonym swiatelkiem nadzieji.
Nie boję się już bycia samotną matką. Samotność mi nie straszna ( od dawna byłam samotna). Chyba jeszcze gorzej niz teraz bo przynajmniej opowiadam teraz o moim problemie głośno i jest mi lżej. Mam wsparcie w mamie i mam też dziecko, które kocham najbardziej na świecie. Nie cofne się.
Są takie mrówki które szlak wyznaczają przez zapach feromonow bo są ślepe. Jak zaczną chodzić w kółko to żadna się nie wylamie i nie zboczy z drogi. Tak chodza az umierają kręcąc się dookola bo nie znajdują drogi do mrowiska.
Kiedy całuje Cię lajdak przelicz sobie zęby...
I tego od ciebie oczekiwałam... Tak myśli i czuje kobieta, która już dojrzała do tego, by walczyć o siebie i dziecko. Weszłaś na dobra drogę, tylko z niej nie zbaczaj, proszę. Nie ma nic gorszego niż godzenie się ze status quo, zasłaniając się wymówkami, wszystko jedno jakimi. Wiem, jak się boisz i jak czarna wydaje ci się przyszłość.. Ale to tylko złudzenie. Jeśli wyjdziesz z tego dołka w jakim jesteś, to zauważysz, że wszędzie wokól jest jaśniej i lepiej. Wszystko musi się zacząć w twojej głowie.. już się zaczęło. I to mnie cieszy. Wspieram cię myślami, jestem z tobą.
Trzymaj się.
44 2018-09-18 20:02:56 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-09-18 21:29:38)
Dziękuję za wsparcie. Jakoś dam radę bo przecież jeszcze tak nie było żeby jakoś to nie było
Zapomniałam o swojej naturze radosnej, uśmiechniętej optymistki trochę rozstrzepanej i szalonej. Przez ten związek wyzbylam się wręcz tego. Przypomniała mi się sytuacja z dyskoteki dawno dawno. Jeszcze miałam w sobie tą beztroske i dużo się śmiałam. Miałam wtedy dobry humor i pamiętam z jaką spotkałam się reakcją: czego się tak WULGARYZM szczerzysz... Zamarlam. Zabawa dla mnie się skończyła. Stopniowo zabijał we mnie spontaniczność. Przypomina mi się kim byłam... I jak bardzo lubiłam się śmiać az do bólu brzucha. I jak
Witajcie.
Napiszę co się w temacie wydarzyło. Jestem twarda i nie pozwalam sobie na łzy rozpaczy. Mąż bardzo chce się pogodzić mowi że bardzo kocha itp. Zacisnelam zęby i staram się nic absolutnie nie wspominać. Był dzień gdy czułam się jak na głodzie narkotykowym - myślałam o tym żeby tylko mnie nie omamil pięknymi slowkami.
Czytając książki i fora zaczęłam wątpić czy jest on socjopata czy psychofagiem. Nie zgadza się wiele np. Maz z naszego 11 letniego zwiazku dopiero od 3 lat zachowuje się agresywnie ( przemoc psychiczna) co nie od razu wyszlo z niego całą siłą a stopniowo. Wszystko jest związane z jego zazdrością. Najpierw był to np. Zbity w gniewie kubek a potem coraz gorzej.
Ma bliski kontakt z rodziną oraz wielu znajomych i wieloletnich przyjaciół. W kręgach tych jest postrzegany jako osoba pomocna, uczynna itd.
Kiedy go poznałam i potem przez wiele lat był to bardzo dobry człowiek. Zawszw pomagał innym w potrzebie. Rodzina mogla na niego liczyć. Ja zawsze moglam na niego liczyć( naprawa auta, pomoc w obowiazkach domowych, pocieszenie w trudnych chwilach).
Jego hobby to siłownia, dbanie o sylwetkę. Dowiedziałam się od znajomego, że brał on sterydy. W sumie zgadza się... Okres od kiedy jest taki agresywny i nadpobudliwy to właśnie zaczęło się od kiedy zaczęła się siłownia.
Zastanawiam się czy to nie sterydy zrobiły mu takie spustoszenie w głowie. Huśtawki nastrojów, agresja słowna. Kiedyś panow
Rozmawiałam z jego rodziną i też stwierdzili że on taki nie był.
Witajcie.
Napiszę co się w temacie wydarzyło. Jestem twarda i nie pozwalam sobie na łzy rozpaczy. Mąż bardzo chce się pogodzić mowi że bardzo kocha itp. Zacisnelam zęby i staram się nic absolutnie nie wspominać. Był dzień gdy czułam się jak na głodzie narkotykowym - myślałam o tym żeby tylko mnie nie omamil pięknymi slowkami.Czytając książki i fora zaczęłam wątpić czy jest on socjopata czy psychofagiem. Nie zgadza się wiele np. Maz z naszego 11 letniego zwiazku dopiero od 3 lat zachowuje się agresywnie ( przemoc psychiczna) co nie od razu wyszlo z niego całą siłą a stopniowo. Wszystko jest związane z jego zazdrością. Najpierw był to np. Zbity w gniewie kubek a potem coraz gorzej.
Ma bliski kontakt z rodziną oraz wielu znajomych i wieloletnich przyjaciół. W kręgach tych jest postrzegany jako osoba pomocna, uczynna itd.
Kiedy go poznałam i potem przez wiele lat był to bardzo dobry człowiek. Zawszw pomagał innym w potrzebie. Rodzina mogla na niego liczyć. Ja zawsze moglam na niego liczyć( naprawa auta, pomoc w obowiazkach domowych, pocieszenie w trudnych chwilach).Jego hobby to siłownia, dbanie o sylwetkę. Dowiedziałam się od znajomego, że brał on sterydy. W sumie zgadza się... Okres od kiedy jest taki agresywny i nadpobudliwy to właśnie zaczęło się od kiedy zaczęła się siłownia.
Zastanawiam się czy to nie sterydy zrobiły mu takie spustoszenie w głowie. Huśtawki nastrojów, agresja słowna. Kiedyś panow
Rozmawiałam z jego rodziną i też stwierdzili że on taki nie był.
Ale jakie to ma znaczenie, w obliczu Twojej obecnej sytuacji ?
Czy to cokolwiek zmienia w Twoich realiach ?
Nieważne DLACZEGO taki jest.
Ważne ŻE taki jest.
Nieważne, czy to sterydy, czy uraz mechaniczny, czy uraz psychiczny.
Nieważne, czy to osobowość dysocjacyjna.
Ważne jest to, jakiego to z niego czyni człowieka.
Ważne jest to, że stosuje przemoc, że jest agresywny.
Dodatkowo - typowe dla osobowości narcystycznej jest to co dokładnie opisujesz, pisząc o swoim mężu - w towarzystwie, w rodzinie, postrzegany jako dusza człowiek.
Fantastycznie uczynny, pomocny, rodzinny, opiekuńczy.
Taką właśnie maskę agresorzy noszą w 99%.
Również typowe dla uzależnienia od toksycznego partnera, jest gorączkowe wyszukiwanie dla niego usprawiedliwień i wymówek, co również ciągle robisz.
LullyMilly napisał/a:Witajcie.
Napiszę co się w temacie wydarzyło. Jestem twarda i nie pozwalam sobie na łzy rozpaczy. Mąż bardzo chce się pogodzić mowi że bardzo kocha itp. Zacisnelam zęby i staram się nic absolutnie nie wspominać. Był dzień gdy czułam się jak na głodzie narkotykowym - myślałam o tym żeby tylko mnie nie omamil pięknymi slowkami.Czytając książki i fora zaczęłam wątpić czy jest on socjopata czy psychofagiem. Nie zgadza się wiele np. Maz z naszego 11 letniego zwiazku dopiero od 3 lat zachowuje się agresywnie ( przemoc psychiczna) co nie od razu wyszlo z niego całą siłą a stopniowo. Wszystko jest związane z jego zazdrością. Najpierw był to np. Zbity w gniewie kubek a potem coraz gorzej.
Ma bliski kontakt z rodziną oraz wielu znajomych i wieloletnich przyjaciół. W kręgach tych jest postrzegany jako osoba pomocna, uczynna itd.
Kiedy go poznałam i potem przez wiele lat był to bardzo dobry człowiek. Zawszw pomagał innym w potrzebie. Rodzina mogla na niego liczyć. Ja zawsze moglam na niego liczyć( naprawa auta, pomoc w obowiazkach domowych, pocieszenie w trudnych chwilach).Jego hobby to siłownia, dbanie o sylwetkę. Dowiedziałam się od znajomego, że brał on sterydy. W sumie zgadza się... Okres od kiedy jest taki agresywny i nadpobudliwy to właśnie zaczęło się od kiedy zaczęła się siłownia.
Zastanawiam się czy to nie sterydy zrobiły mu takie spustoszenie w głowie. Huśtawki nastrojów, agresja słowna. Kiedyś panow
Rozmawiałam z jego rodziną i też stwierdzili że on taki nie był.Ale jakie to ma znaczenie, w obliczu Twojej obecnej sytuacji ?
Czy to cokolwiek zmienia w Twoich realiach ?Nieważne DLACZEGO taki jest.
Ważne ŻE taki jest.
Nieważne, czy to sterydy, czy uraz mechaniczny, czy uraz psychiczny.
Nieważne, czy to osobowość dysocjacyjna.
Ważne jest to, jakiego to z niego czyni człowieka.
Ważne jest to, że stosuje przemoc, że jest agresywny.Dodatkowo - typowe dla osobowości narcystycznej jest to co dokładnie opisujesz, pisząc o swoim mężu - w towarzystwie, w rodzinie, postrzegany jako dusza człowiek.
Fantastycznie uczynny, pomocny, rodzinny, opiekuńczy.
Taką właśnie maskę agresorzy noszą w 99%.Również typowe dla uzależnienia od toksycznego partnera, jest gorączkowe wyszukiwanie dla niego usprawiedliwień i wymówek, co również ciągle robisz.
Tak masz rację. Zdaję sobie sprawę ze swojego uzależnienia. Tylko czy to co robi - robi z premedytacją(jak psychofag) czy z powodu zażywania sterydow i nie do końca świadomie ( choć sterydy brał świadomie) To jest naprawdę trudne nie szukać tych usprawiedliwien. Czytam potem to co piszę i samo mnie to otrzezwia. Dzięki temu widzę jak ja szukam wymówek dla niego. Na szczęście zamiast pisać do niego piszę do Was:)
Wiem, że jesteś w bardzo trudnej sytuacji, i sama takiej doświadczyłam na własnej skórze.
Być może dlatego jestem tak wyczulona, na pewne sygnały, które są oczywiste w moim mniemaniu.
Powtórzę raz jeszcze - to nie ma żadnego znaczenia, czy jest agresywny i czy stosuje przemoc z premedytacją, czy bez premedytacji.
Sterydy - nawet jeśli to one są przyczyną jego zachowania - nie pozbawiają ludzi świadomości własnych czynów.
Więc po pierwsze - ta świadomość istnieje, niezależnie od sterydów.
Po drugie - efekt jest taki sam.
Przemoc, agresja, destrukcja.
To tak jakby zabić kogoś zupełnie świadomie, a na przykład pod wpływem środków odurzających zażytych z własnej woli.
Efekt końcowy będzie w obu przypadkach taki sam.
Ktoś straci życie. I będzie to tragedia niezależna od tego, czy morderca działał mniej, lub bardziej świadomie.
A co za różnica?
Nikt go nie zmuszał do brania sterydów. Sam się na to zdecydował, a że jest dorosłym facetem, zrobił to świadomie. Jeżeli nabranie masy jest dla niego ważniejsze od życia rodzinnego, to chyba jasnym jest co się dla niego liczy. Mówiąc prosto, ma Cię w doopie.
Przygotowywałabym pozew rozwodowy, na Twoim miejscu.
A co za różnica?
Nikt go nie zmuszał do brania sterydów. Sam się na to zdecydował, a że jest dorosłym facetem, zrobił to świadomie. Jeżeli nabranie masy jest dla niego ważniejsze od życia rodzinnego, to chyba jasnym jest co się dla niego liczy. Mówiąc prosto, ma Cię w doopie.
Przygotowywałabym pozew rozwodowy, na Twoim miejscu.
Szybko podniosłam się psychicznie po tym wszystkim. Skończyłam już z szukaniem wymówek dla niego. Pomoc rodziny, psychologa, Wasze opinie, moje rozkminy, dużo literatury i separacja z nim dały mi jasny pogląd na sytuację. Wiem już że wytłumaczenie nie istnieje, że moje życie to była iluzja i może być tylko gorzej gdybym z nim została.
Skupiam się na analizie już tylko po to aby zrozumieć dlaczego w tym tkwiłam. Przez jakie deficyty mojej psychiki wpadłam w takie coś.
Jestem DDA pewnie to ma ogromne znaczenie. Chciałam mieć dom i poczucie bezpieczeństwa, spokojnie kłaść się spać i nie mieć obaw o kolejny dzień. Chyba najbardziej wstydzilam się przyznać się przed sobą do porażki życiowej. Teraz wiem, że odejście od osoby która nas niszczy psychicznie jest sukcesem.
Widzę też jak mało oczekiwałam od związku. Mało się szanowalam. Ciągle czułam się winna że to moja wina bo robię zle to to i tamto. Postepowalam wbrew sobie. Samobójstwo dla duszy i rozumu.
Wmawialam sobie, ze wszystko ok... Ze kazdy ma wady.
Teraz już wszystko z siebie wyrzuciłam...
Chapeau bas!
Beyondblackie napisał/a:A co za różnica?
Nikt go nie zmuszał do brania sterydów. Sam się na to zdecydował, a że jest dorosłym facetem, zrobił to świadomie. Jeżeli nabranie masy jest dla niego ważniejsze od życia rodzinnego, to chyba jasnym jest co się dla niego liczy. Mówiąc prosto, ma Cię w doopie.
Przygotowywałabym pozew rozwodowy, na Twoim miejscu.
Szybko podniosłam się psychicznie po tym wszystkim. Skończyłam już z szukaniem wymówek dla niego. Pomoc rodziny, psychologa, Wasze opinie, moje rozkminy, dużo literatury i separacja z nim dały mi jasny pogląd na sytuację. Wiem już że wytłumaczenie nie istnieje, że moje życie to była iluzja i może być tylko gorzej gdybym z nim została.
Skupiam się na analizie już tylko po to aby zrozumieć dlaczego w tym tkwiłam. Przez jakie deficyty mojej psychiki wpadłam w takie coś.
Jestem DDA pewnie to ma ogromne znaczenie. Chciałam mieć dom i poczucie bezpieczeństwa, spokojnie kłaść się spać i nie mieć obaw o kolejny dzień. Chyba najbardziej wstydzilam się przyznać się przed sobą do porażki życiowej. Teraz wiem, że odejście od osoby która nas niszczy psychicznie jest sukcesem.
Widzę też jak mało oczekiwałam od związku. Mało się szanowalam. Ciągle czułam się winna że to moja wina bo robię zle to to i tamto. Postepowalam wbrew sobie. Samobójstwo dla duszy i rozumu.Wmawialam sobie, ze wszystko ok... Ze kazdy ma wady.
Teraz już wszystko z siebie wyrzuciłam...
Brawo
to właściwa droga już wybrana, teraz pozostało Ci tylko nie załamać się przy pierwszym kamyczku, który do buta wpadnie
Trzymam kciuki ![]()
LullyMilly napisał/a:Beyondblackie napisał/a:A co za różnica?
Nikt go nie zmuszał do brania sterydów. Sam się na to zdecydował, a że jest dorosłym facetem, zrobił to świadomie. Jeżeli nabranie masy jest dla niego ważniejsze od życia rodzinnego, to chyba jasnym jest co się dla niego liczy. Mówiąc prosto, ma Cię w doopie.
Przygotowywałabym pozew rozwodowy, na Twoim miejscu.
Szybko podniosłam się psychicznie po tym wszystkim. Skończyłam już z szukaniem wymówek dla niego. Pomoc rodziny, psychologa, Wasze opinie, moje rozkminy, dużo literatury i separacja z nim dały mi jasny pogląd na sytuację. Wiem już że wytłumaczenie nie istnieje, że moje życie to była iluzja i może być tylko gorzej gdybym z nim została.
Skupiam się na analizie już tylko po to aby zrozumieć dlaczego w tym tkwiłam. Przez jakie deficyty mojej psychiki wpadłam w takie coś.
Jestem DDA pewnie to ma ogromne znaczenie. Chciałam mieć dom i poczucie bezpieczeństwa, spokojnie kłaść się spać i nie mieć obaw o kolejny dzień. Chyba najbardziej wstydzilam się przyznać się przed sobą do porażki życiowej. Teraz wiem, że odejście od osoby która nas niszczy psychicznie jest sukcesem.
Widzę też jak mało oczekiwałam od związku. Mało się szanowalam. Ciągle czułam się winna że to moja wina bo robię zle to to i tamto. Postepowalam wbrew sobie. Samobójstwo dla duszy i rozumu.Wmawialam sobie, ze wszystko ok... Ze kazdy ma wady.
Teraz już wszystko z siebie wyrzuciłam...
Brawo
to właściwa droga już wybrana, teraz pozostało Ci tylko nie załamać się przy pierwszym kamyczku, który do buta wpadnie
Trzymam kciuki
Jak wpadnie kamyczek to go wyciągnę i pójdę dalej...
Oczywiście nie jest tak słodko bo nadal trwają te ataki na moją psychikę, tym razem miłości, obrazki jak to może być cudownie, obietnice poprawy i nawrócenia... Pierwszy raz od xx lat w to nie wierzę. Nie pracuje moja wyobraźnia i podejście życzeniowe tylko rozum w czystej postaci.
Nie złamie mnie tym razem. Jestem gotowa na każdy desperacki czyn z jego strony. Wiem też że po fali uczuć które nie zadzialaja przyjdzie czas na szantaż i obarczanie winą. Pewnie cały wachlarz desperacji przede mną...
54 2018-09-23 21:28:28 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-23 21:29:06)
Nie złamie mnie tym razem. Jestem gotowa na każdy desperacki czyn z jego strony. Wiem też że po fali uczuć które nie zadzialaja przyjdzie czas na szantaż i obarczanie winą. Pewnie cały wachlarz desperacji przede mną...
Tak, dokładnie tak będzie, niestety. Może się okazać też, że jednak nie na wszystko jesteś gotowa, bo do głowy by Ci nie przyszło... Ale pamiętaj, że trzymam kciuki i pewnie nie tylko ja ![]()
LullyMilly napisał/a:Nie złamie mnie tym razem. Jestem gotowa na każdy desperacki czyn z jego strony. Wiem też że po fali uczuć które nie zadzialaja przyjdzie czas na szantaż i obarczanie winą. Pewnie cały wachlarz desperacji przede mną...
Tak, dokładnie tak będzie, niestety. Może się okazać też, że jednak nie na wszystko jesteś gotowa, bo do głowy by Ci nie przyszło... Ale pamiętaj, że trzymam kciuki i pewnie nie tylko ja
To fakt wiele razy mnie zaskoczył. Czyli spodziewaj się niespodziewanego to najlepsze określenie☺
santapietruszka napisał/a:LullyMilly napisał/a:Nie złamie mnie tym razem. Jestem gotowa na każdy desperacki czyn z jego strony. Wiem też że po fali uczuć które nie zadzialaja przyjdzie czas na szantaż i obarczanie winą. Pewnie cały wachlarz desperacji przede mną...
Tak, dokładnie tak będzie, niestety. Może się okazać też, że jednak nie na wszystko jesteś gotowa, bo do głowy by Ci nie przyszło... Ale pamiętaj, że trzymam kciuki i pewnie nie tylko ja
To fakt wiele razy mnie zaskoczył. Czyli spodziewaj się niespodziewanego to najlepsze określenie☺
No, ja najbardziej się zaskoczyłam, jak dostałam wezwanie do Gminnej Komisji ds. Problemów Alkoholowych czy jakoś tak i okazało się, że podobno chodzę wiecznie pijana. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że takie coś istnieje... policja, która jeździła za mną, jak tylko wyszłam z domu po zakupy, bo wyszłam pijana... nie, nie wychodziłam pijana, a mój były mąż wiedział, że w życiu bym nie wsiadła do samochodu pod wpływem, bo mój tata został zabity przez pijanego kierowcę - ale właśnie przez to, że wiedział, to wiedział, jak uderzyć... Nie chcę Cię straszyć. Tylko uprzedzam, że musisz się naprawdę mocno przygotować.
I nadal trzymam kciuki ![]()
Witajcie. Chciałam opowiedzieć Wam co u mnie i jak sobie radzę. Mieszkam nadal u mamy która bardzo mnie wspiera. Oddała mi dwa pietra w domu na wyłączny użytek gdzie mam dużo miejsca. Pomaga mi w opiece nad dzieckiem. Zajelam się remontem i zrobiłam narazie sypialnie dla siebie i synka. Teraz będę urządzać salon zajelam sobie myśli tym remontem. Planuje kupić mieszkanie w przyszłym roku więc też już marzę o tym i planuje co i jak zrobię. Cała rodzina i moja i że strony męża okazała mi ogromne wsparcie. Odwiedzają mnie. Dbają o małego i wspierają w działaniach. Codziennie ktoś mnie odwiedza z rodziny lub koleżanki i naprawdę nie czuje się samotna z tym wszystkim. Wyszłam nawet na dyskotekę. Czuje spokój i szczęście. Synek pięknie rośnie. Jest szczęśliwym i pogodnym dzieckiem. W przyszłym roku wracam do pracy i też wszyscy deklarują pomóc przy dziecku.
A ON... poszedł na terapie i razem też rozpoczęliśmy terapie( niezależnie od naszego związku postanowiłam że warto przepracować te sprawy nawet dla dobra dziecka) Terapeutą po 3 spotkaniach uważa że jest szansa. Nie wniosłam jeszcze sprawy o rozwód. Mąż regularnie widuje się z synem. Dobrze się nim zajmuje. Mały bardzo go kocha i jest za nim ( ma z nim wiez niesamowita pewnie dlatego że po porodzie to on był z nim jako pierwszy bo ja byłam słaba i mdlalam) Na synka daje spore kwoty. Pomaga przy sprawach związanych np. Z samochodem ( przegląd czy wymiana opon itp.) Generalnie jego zachowanie jest poprawne. Nic sobie nie obiecuje. Mówi że nas kocha i że żałuje. Mówi że nic już nie będzie nigdy bral żadnych sterydow i postara się o zaufanie. Mówi że jesteśmy najważniejsi. Ble ble ble. Nie będę mu ograniczać kontaktów z dzieckiem. Przyjeżdża kiedy chce. Kilka razy zabrał nas na obiad na który dałam się namówić i spędzić trochę czasu wspólnie. Mówi że chce nad sobą pracować. Obecnie chce wyjechać na kontrakt za granicę i dokończyć budowę domu. Przyjzdzac będzie raz na miesiac na tydzień i w tym czasie będziemy mieć dwie wizyty u terapeuty. Czas pokaże co dalej będzie. Póki co mu nie ufam i nie zamierzam rezygnować z siebie i swoich planów. Pokaże że wrócił człowiek którego znałam i kochałam to może postaram się zapomnieć te krzywdy które mi wyrządził. Teraz jestem szczęśliwa i planuje ale już te plany dotyczą głównie mnie i mojego dziecka. Mam super sytuację i skorzystam z tego co podarował mi los.