Witam. Od niedawna mam problem ze stalkerem. 2 tygodnie temu, czekając w pubie na koleżankę, poznałam sympatycznego 35-letniego mężczyznę. Wydawał się być naprawdę miłym facetem. Po przyjściu koleżanki, wraz z kuzynem dosiedli się do naszego stolika. Wymieniliśmy się numerami telefonów. Rozmowa się kręciła do czasu, do póki nie pojawił się mój kolega. Po tym, rozmowni panowie ucichli, chwilę jeszcze posiedzieli i zmyli się. Po kilku dniach dostałam smsa od mężczyzny z baru. Pytał czy nie miałabym ochoty na kolejne spotkanie i dziękował za miło spędzony wieczór. Pomyślałam: dlaczego nie? Później w kolejnym smsie pojawiła się zagadka: "Przy okazji naszego spotkania wezmę taśmę klejącą z Praktikera. Zgadnij po co...". Trochę zaskoczył mnie ten sms, ale w związku z tym, że w barze, w którym byliśmy popękane kanapy posklejane były taśmą klejącą, zapytałam czy zamierza kleić kanapy. Nie zgadłam, a kolejne smsy przedstawiały coraz dziwniejszy obraz tego człowieka. Minął tydzień od naszego spotkania. Wyszłam z koleżanką do knajpki pogadać. Opowiedziałam jej o tej sytuacji i stwierdziłyśmy, że zadzwonię i poproszę, żeby przyszedł. Chciałam mu powiedzieć, że nie podoba mi się sposób w jaki do mnie pisze i wolałabym, żeby się już więcej ze mną nie kontaktował. Telefonu nie odebrał, ale nie minęły 2 minuty, jak stanął w drzwiach. Usiadł do nas i tłumaczył się z treści swoich smsów. Wyszłam do łazienki, wtedy on zaczął przesłuchanie mojej koleżanki. Nie był zadowolony z tego, że nie jestem nim zainteresowana. Chwilę jeszcze posiedział, dopił napój i wyszedł. I tak się zaczęło. Następnego ranka zaczęłam dostawać dziwne smsy, w których raz mi groził, raz wysyłał kilka dennych żartów i pytał o moje reakcje, później znów był nieprzyjemny, później znów wysyłał "coś na rozluźnienie atmosfery". W pewnym momencie w swoich smsach zaczął przedstawiać sprawę jasno - on już się czuł, jakbyśmy byli parą. Napisałam mu najpierw grzecznie, że chciałabym, żeby usunął mój numer telefonu i nie kontaktował się ze mną więcej. Dostałam smsa zwrotnego: "Sama musisz to zrobić", po czym w kolejny smsie pytał czy może wpaść na śniadanie i czy wyprowadzimy naszego psa. W trakcie jednych zajęć (jestem studentką) dostałam 48 smsów od niego. Żałuję, że lwią część z nich usuwałam na bierząco, bo wywały u mnie mieszankę strachu i złości. W mniej wybrednych słowach napisałam mu, że życzę sobie, aby dał mi spokój. Jego smsy były coraz bardziej agresywne, ale przeplatały się z głupimi zagadkami i dennymi żartami. Zadzwoniłam do sieci, w której mam telefon z prośbą o zablokowanie jego numeru - oczywiście odmówili mi, ale polecili swoją stronę, na której mogłabym to zrobić. Zrobiłam - niestety, blokada nie działa. Pani w biurze obsługi klienta stwierdziła, że ta usługa zwykle niedziała, ale operator nie ponosi za to odpowiedzialności. Mój telefon nie posiada funkcji blokowania pojedynczych numerów. Zadzwoniłam więc na policję. W między czasie otrzymałam od niego kolejne, dziwne smsy. Poinformowałam go o tym, że ma się ode mnie odczepić, bo zgłaszam sprawę na policję. W smsie zwrotnym spytał, czy może mnie podrzucić na komisariat. Oczywiście policja nie była zbyt pomocna, zostałam przekierowana do policjanta dyżurnego. Pan policjant powiedział, że mogę drukować smsy, które otrzymuję, ale powinnam je zbierać przez dłuższy czas, żeby było to wiarygodne, bo inaczej on nie jest w stanie "pogonić mojej nieudanej randki". Zaskoczyło mnie to, że mój prześladowca zamilkł na dobę. Kiedy już mi się wydawało, że może się przestarszył i postanowił dać mi spokój - dostałam kolejnego smsa, w którym pyta mnie, co mnie ugryzło i "obiecuje", że pogadamy o tym w najbliższym czasie. Nie odpisuje mu już. Mam nadzieję, że się znudzi i przestanie pisać. Nie chcę zbierać od niego smsów, wolałabym ich wcale nie otrzymywać. Nie wiem już co robić, a nie chciałabym uciekać się do argumentów siły... Czy można jakoś nakłonić policję do szybszej reakcji, czy naprawdę muszę uzbierać jeszcze więcej smsów od tego niezrównoważonego psychicznie człowieka?!