Witam wszystkich, proszę was o radę.
Wiadomo nie od dziś, każdy kiedyś dochodzi do wieku w którym chciałby mieć kogoś na stałe. Uważam, że jest to rzecz normalna ponieważ nikt nie chce być samotny. Studia już zakończyłem, pracę mam więc najlepszym rozwiązaniem jest poznawanie nowych osób na w klubach. Jako że bardzo lubię tańczyć i całkiem nieźle mi z tym idzie jest to też bardzo fajna forma spędzenia wolnego czasu. Może nie należę do osób bardzo śmiałych ale potrafię podejść do dziewczyny i zaproponować jej taniec, większość się zgadza ale nie wszystkie co jest rzeczą normalną. Jak tańczę z taką dziewczyną, zadają mi pytanie gdzie się nauczyłem tak tańczyć, na co ja odpowiadam że nigdzie sam z siebie. Zdarzyło mi się parę razy iż dziewczyny z którymi tańczyłem powiedziały mi żebym bardziej patrzył partnerce w oczy, więcej się uśmiechał albo więcej pewności po czym podziękowały za taniec. Czyżby właśnie w tych radach dziewczyn o ile tak je można nazwać jest mój problem?
A może jestem tzw. życiową sierotką której niektóre rzeczy nie są pisane.