czuję się okropnie
jakiś czas temu pokłóciłem się z dziewczyną i to do dość ostro, padły mocne słowa.
Wyznała mi, że miała żonatego kochanka, zszokowało mnie to, bo sam musiałem się napracować, postarać, żeby ją zdobyć, podoba mi się, pociąga mnie. Na dłuższą chwile zabrakło mi języka w gębie, ale po chwili zapytałem czemu?
Powiedziała mi, że żona go zdradza czy zdradzała i że był taki zagubiony, że szukał zrozumienia pocieszenia i że ona tez była wtedy po związku a wszystko mam traktować jako spotkanie dwojga ludzi, którzy przezywali trudne chwile i to ich zbliżyło - no to wtedy poczułem się jakby ktoś mi mocno przyłożył, nie wierzyłem własnym uszom, poczułem się jakby ktoś napluł mi w twarz. Przyznaje wybuchnąłem, zapomniałem się, powiedziałem i to dobitnie co o tym myślę, że jak ją swędziało itp. itd.
Od tamtego czasu minęły prawie trzy tygodnie, bez kontaktu, ochłonąłem trochę, z jednej strony zależy mi na niej, podoba mi się, czuję coś, z drugiej bardzo straciła w moich oczach, nawet nie przez to, że była kochanką, ale bardziej przez podejście do tej swojej przeszłości. Nie wiem co robić, próbować rozmawiać, dać sobie spokój, wiem, że gdyby wyraziła skruchę, wstyd, żal za to co zrobiła, może to dziwnie zabrzmi, ale bym był w stanie jej wybaczyć (jakby to coś mi zrobiła). Ale sam nie wiem czy to by nie wróciło, czy taki związek nie byłby męką dla mnie i dla niej.
Może ktoś ma doświadczenia, jest mądrzejszy ode mnie w tym temacie. Chciałbym spróbować to poukładać, ale nie wiem czy jest sens i czy potrafię, czy będę umiał na nią patrzeć tak jak przedtem.