Na wstępie chciałbym dodać, że nie wiedziałem jaki dać tytuł tego tematu ale w końcu w tym temacie jest zawarty mój problem, przepraszam za długą powieść ale tylko tak mogę z siebie jakoś ból wylać. Dziękuje jeśłi ktoś doczyta do końca.... a więc do rzeczy:
Znam się z X(niech tak ma na imię) własciwie odkąd pamiętam, bo mieszkamy blisko siebie - jakieś 10-15min pieszo. Ostanie 5-6 lat znamy się trochę lepiej ponieważ obydwoje jesteśmy członkami "lokalnej grupy kultury" - na potrzeby wątku niech będzie to chór.
Nasza większa znajomość zaczęła się w zeszłego sylwestra(czysty przypadek że sylwestrze, bo każde z nas spędzało go w swoim domu) otóż około północy X do mnie napisała, co tam porabiam itd itd no i tak się w sumie zaczęło. Więcej ze sobą pisaliśmy niż się widzieliśmy, bo widywaliśmy się tylko na próbach wspomnianego chóru raz w tygodniu. Już po tygodniu naszej lepszej znajomości oboje zauważyliśmy, że coś jest na rzeczy ale w tak krótkim czasie żadne z nas się do tego nie przyznało. Już po 2 tygodniach zaczęliśmy się zastanawiać (ale nie wprost) czy mamy razem jakieś szanse. Ona w jakiś sposób wyrażała "chęci", a ja nie byłem pewien, bo jestem od niej 6 lat starszy i tu miałem trochę wątpliwości więc postanowiłem dać nam czas i kontynuować znajomość. Ale już po niedługim czasie coraz mniej mi zaczęło to przeszkadzać, tym bardziej że ciągnie mnie do młodszych kobiet niż 2-3 lata różnicy ale chyba mam to po ojcu, bo pomiędzy rodzicami jest 9lat różnicy. Zresztą między jej rodzicami jest 8.
Już po miesiącu temat z X się skończył i daliśmy sobie spokój i to była nasza pierwsza próba rozłąki która trwała nie więcej niż tydzień. Już po paru dniach zaczęliśmy pisać na nowo no i widywać się na próbach "chóru" oczywiście. Zaczęliśmy pisać jeszcze więcej i bardziej osobiście. Później gdy nastały ciepłe dni roku, zaczęły się jakieś wypady na rower, pizze, wyjazdy z chórem i jakieś imprezy czy to plenerowe czy zamknięte itp- rzadko bo rzadko ale jednak.... i trwało to jakoś do połowy wakacji i znów zaczęła się następna próba, która po części była z mojej winy,a po części z jej. Też zaczęliśmy do siebie pisać już po kilku dniach ale postanowiłem, że zacznę ją trochę unikać bo ona nie dawała mi żadnych znaków ani ja nie chciałem być zbyt natarczywy mimo że delikatnie próbowałem ją podejść z różnych stron. Pomyślałem wtedy że chyba się wypaliłem. Przez następne 2-3 tygodnie pisaliśmy bardzo mało i nic szczególnego ale przez ten czas bardzo dużo o niej myślałem, każdej nocy i każdego dnia, no i znowu się zaczęło od nowa.
Trwaliśmy tak w naszej znajomości można powiedzieć trochę nostalgia, aż do walentynek. Postanowiłem, że nie będę wymyslał cudów i po prostu wyślę jej kartkę. Chciałem kupić jakąś oryginalną, zanieść jej osobiście w nocy i wrzucić jej do skrzynki niezaadresowaną a z samym jej imieniem
Chciałem żeby to była trochę śmieszna kartka ale dająca do myślenia. Wybór padł na kartkę z jakimiś napisami dającymi do myślenia że tęsknię. Jak ją kupiłem i wróciłem do domu to pomyślałem chyba to będzie nietrafna kartka, bo za czym niby tęsknię jak mamy świetny kontakt itd. W tym miejscu niestety nastąpił punkt kulminacyjny i
X napisała mi ni z gruchy ni z pietruchy, że nic między nami nie było i nie będzie, Zostańmy przyjaciółmi i żebym na walentynki nic nie kombinował, bo nic ode mnie nie przyjmie!!! Zapaliła mi się lampka, że lepszej kartki chyba nie mogłem kupić i oczywiście wrzuciłem do jej skrzynki z jakimś naklejonym znaczkiem że niby listonosz przyniósł.
Później popisaliśmy sobie jeszcze szczerze i pojawiło się parę gorzkich słów z jej strony:
1. Powiedziała że nigdy nie byliśmy parą -ok niech jej będzie, bo oficjalnie razem nie byliśmy, no ale czy znajomi, rodzina czy sami nasi rodzice swoje wiedzą i widzą.
2. Powiedziała żebym na walentynki nie kombinował, bo musi się tłumaczyć przed rodzicami, że jestem tylko jej kolegą.
2a. Jej rodzice twierdzą, że znajomi nie robią sobie prezentów na święta, dni kobiet, chłopaka i inne
2b. W związku z powyższym zapytałem dlaczego kupiła mi prezent na święta jak tylko jesteśmy znajomymi.
2c. Odpowiedziała, że kupiła mi prezent (koszulkę) tylko dlatego że jak ja jej coś kupię to żeby jej głupio nie było że nic nie dała. A ja spodziewałem się że chociaż odpowie że żeby mi przykro nie było.
2d. Odpowiedziałem że ja jej dałem szery prezent, a ona zripostowała, że jak nie chce to nie musze nosić
Później już tylko popisaliśmy co będzie dalej... pisała czy się na nią gniewam, czy jej nienawidzę, czy będę jej unikał- zupełnie tak jakby się prosiła żebym ją zwyzywał czy coś. Odpisałem że sie tak łatwo nie poddam. Zapytałem ją wprost czy wybrany abonent jest nieosiągalny, niedostępny czy w tym momencie prowadzi inna rozmowę? A że jest blondyną to musiałem przetłumaczyć i zapytać czy jest dla mnie nieosiągalna, niedostępna czy ma kogoś- odpowiedziała że między 1 a 2.
Inne fakty:
- jej rodzice nic do mnie nie mają i jak nieraz sama X twierdziła, że rodzice podpytują się tylko co chwila. Więc nie ma takiej opcji żeby się mnie wstydziła czy coś.
-2 tygodnie temu byłem na jej rodzinnej imprezie i nie byłem tam postrzegany jako kolega a wręcz przeciwnie.
- wiem że w wielkanoc X idzie na wesele i może tutaj pies pogrzebany. Może ja już jestem rozczulony ale napisałem jej po tym wszystkim, że całą naszą konwersację odbieram tak jak by chciała się mnie na jakiś czas pozbyć, jak bym jej w czymś miał przeszkodzić. Nic nie odpisała!
- nigdy nie mieliśmy żadnej kłótni ani awantury- nawet jednej małej sprzeczki.
- X nie jest miss Polonią ani nie ma na nią żadnych predyspozycji ale ma ona w sobie coś takiego że nie potrafię nawet tego nazwać- zabrała mi kawałek serca.
- X albo ma takiego pecha ale szuka szczęścia i ideałów tam gdzie ich nie znajdzie- otacza się fałszywymi przyjaciółmi i to ja byłem później dla niej ostoją i podpora za co mi podziękowała w naszej konwersacji- czyli pamięta.
- X jest w moim przekonaniu typem domatorki, więc nie wiele się rusza poza dom- sam miałem wielkie problemy że ja gdzieś wyciągnąć.
- W związku z powyższymi chyba nie ma w tej chwili kogoś, kogo miała by przy swoim boku ale jestem strasznie ciekawy tego wesela z kim pójdzie.
- Zanim "wysłałem" jej tą kartkę z tym że za nią tęsknię, napisałem jej że to co ode mnei dostanie na walentynki jest moim stanowiskiem na dzień dzisiejszy, jutrzejszy i każdy następny. Następnego dnia napisała że kartkę dostała, przeczytała, że mnie rozumie i że przeprasza, a przy okazji pokłóciła się z rodzicami bo chcieli wiedzieć od kogo ta kartka itd i że znowu musiała się tłumaczyć... ale ja pozostaję niewzruszony:(
Na tą chwilę postawnowiłem, że wcale się nie będę do niej odzywał i bd jej unikał- głównie dlatego że chciała żeby było tak jak dawniej, żebyśmy mogli sobie pisać i normalnie gadać jak się będziemy widzieli, czyli "zostańmy przyjaciółmi" a ja nie mam zamiaru udawał że nic się nie stało. Ale nie wiem czy dobrze robię, boję się że ją stracę. Co mam robić dalej?