Kurczę, niech mi to wytłumaczy ktoś bo ja już nie pojmuję. Patrzę na moje byłe małżeństwo (i wszystkie inne związki) i jakbym nie podchodził do bilansu to zawsze mi wychodzi że w każdym związku miałem:
- mniej czasu
- więcej pracy (mam na myśli różne zajęcia i obowiązki)
- mniej pieniędzy
W swoim otoczeniu widzę podobne objawy. Zastanawiam się jakie są wobec tego największe zalety małżeństwa i przychodzi mi do głowy jedynie seks (długoterminowy jest generalnie lepszy od dorywczego), bliskość i intymność (ale od tego nie czuję się uzależniony), wspólne wyjazdy długie i krótkie i rzecz jasna dzieci, bo jeśli ktoś chce mieć dzieci to nie ma lepszego ?mechanizmu?. Prawie wszystkie inne rzeczy wychodzą lepiej gdy robię je sam. Teoretycznie powinno być tak że przynajmniej finanse się dodają, ale gdybym zaczął podliczać to wyszłoby że zawsze wydawałem na swoje partnerki więcej niż na siebie (ale nigdy z tym nie miałem problemu bo tak chyba powinno być).
Spotykam się teraz z różnymi dziewczynami i co raz dopada mnie myśl może nie ma sensu się w to ładować, bo po co utrudniać sobie życie?... być może jest tak że jestem typem męczennika - ofiary i tak te związki układam że dobrowolnie oddaję swój czas itd. ale przecież na tym to polega, żeby obydwie osoby inwestowały w związek.
Może niech mi ktoś przypomni po co ludzie się żenią, bo ja nie wiem.