Witam. W sumie nie wiem od czego zacząć. Nie będę pisał całej historii ani przeszłości, za dużo tego, postaram się uchwycić najważniejsze elementy mojego problemu.
Ile przypadków i od czego zależy powrót byłej kobiety do mężczyzny, biorąc pod uwagę błahostki przez które się rozstało oraz czas po jakim odnowiło się znajomość?
Patrząc z mojego punktu widzenia oraz z tego co obserwuję, jestem wsparciem, cieszy się, radość tętni w oczach, wychodzi z domu, chce trzymać kontakt, lecz przy próbie pocałunku - głowa na bok. Zrezygnowałem i podziękowałem po kilku dniach że to bezsensu gdy reaktywuje się znajomość, biorąc pod uwagę dość istotny fakt, jakim jest czas. Dostaję w odpowiedzi że mam rację i niczego więcej nie dostanę. Przecież ludzie się zmieniają a jednak wciąż nie mogę zrozumieć dlaczego tylko przyjaźń siedzi w głowie kobiet, gdy mają wszystko czego im potrzeba, dosłownie obok siebie.
Nie będę opisywał naszych spotkań, są moje i jej, pewna granica istnieje i chciałbym aby zostało to między nami, aczkolwiek mam pytanie do Was, czy kończąc odnawianą znajomość, można w pewnym sensie wzbudzić tęsknotę z nadzieją o kontakt z jej strony? To bardzo ważne dla mnie, bo ten czas to była dla mnie nadzieja i dopiero nie dawno zauważyłem że nic z tego nie będzie oprócz przyjaźni.
To okropna sprawa. Oboje jesteśmy dorośli! Mamy pasję i zainteresowania, rozwijamy się!
Za kilka dni i tak się z nią zobaczę, jak rozmawiać? Czego nie mówić, co poruszyć, jak wzbudzić stan emocjonalny? Nie mam z tym problemu, ale chciałbym aby była świadoma że traci to... czego potrzebuje na co dzień, bo tak jest... tak było... i to czuła niesamowicie. A ja nie chce przyjaźni bo się męczę, wiem że tutaj akurat mnie rozumiecie.
Pozdrawiam Was wszystkich i proszę o dyskrecję.
ps. czy to prawda? "Niby nic nie czujesz, ale ciągle o nim myślisz". Czasami zastanawiam się jak ona zniosła ten moment kiedy powiedziałem że nie mogę dłużej, gdyż się męczę. Doskonale mnie rozumie i wie o tym że pewnie postąpiłaby tak samo. Nie mogę się wciąż troszczyć, dokuczać, opiekować, być przy niej kiedy potrzeba i kochać bardziej niż kochanek, bo nie ma nic gorszego jak męczyć się gdy nie można być kimś więcej.
Jednak i dorośli mają problem niczym dzieci z piaskownicy.
Widzę jedno rozsądne rozwiązanie... za te kilka dni po prostu powiem głęboko co czuję. Bo co innego?