Już od początku mówił mi, że nie chce żebym cierpiała, bo on jest w pełni pochłoniety swoimi obowiazkami, z tego co wiem to trenuje koszykówke, ma siłownie, baseny i to pochłania cały jego wolny czas. Mówił że nie zawsze będzie, bo oddaje się w pełni temu co robi i nie zawsze ma siłę żeby chociaż się odezwać, bo jak przychodzi do domu to pada na twarz...
Spotykaliśmy się prędzej podczas chwili wolnej i rozmawialiśmy, w zatłoczonym miejscu to raczej nienajlepszy pomyśł.. ale lepsze to niż nic. Dodam to, że on zawsze wszystko proponuje, on pierwszy pisze itd. Pierwszy raz zaproponował mi spotkanie takie normalne, gdy miał wolny dzień. Poszłam.
Spotkaliśmy się w parku, na początku nieźle rozmowa się kręciła, chociaż ciężko czasami nam się dogadać, bo on żyje w swoim świecie a ja w swoim. Wspominał mi coś o innych dziewczynach i nawet mowił coś o swojej byłej.. nie wiem czy chciał żebym była zazdrosna czy o co mu chodziło, ale ja jak zwykle nie zwróciłam na to uwagi tylko przymknelam oko..
Znalezlismy się w miejscu gdzie byliśmy sami, romantycznie, było już ciemno..
On coraz bliżej się przysuwał, aż w końcu tak wyszło że staliśmy naprzeciwko siebie a on objal w talii i tak stalismy... dużo rozmawialismy, z godzine tak.. o roznych sprawach ogolnie... iskrzyło nieźle..widziałam jak patrzy mi się w oczy, na usta, jak się zniża żeby być równo w moim wzroście i jak ze mna rozmawia, jak mi podnosi głowe zebym na niego patrzyla gdy spojrzalam sie gdzies w dol.. tak slodko troszczyl sie, bylo nieziemsko, ale on nic nie zaczynal, ja tez nie, bo nie byłam pewna tego wszystkiego, i sie bałam troche... ale prowokował strasznie mnie do pocałunku. doszlo nawet do takiego zblizenia, ze sie zetknelismy czołem i patrzylismy się sobie w oczy..
no i on musial isc, bo sie umowil i idziemy on sie zatrzymal przedemną a ja tym razem wpadłam na niego i jakoś (nawet nie wiem jak, kto zaczal nic- bo za szybko to sie dzialo) zaczelismy sie calowac. nie trwało to długo, ale on sie wczuł. no i jak przerwalismy to nikt z nas nic nie powiedział, tylko on ze z jakiegoś tam tematu przeszlismy na to..
potem jak wracalismy to sie jakos malo odzywalismy, on patrzyl sie jakos raz po raz na mnie i cos tam raz na jakis czas powiedział. No i pozegnalismy sie w sumie on rzucil tylko pa i szedl dalej.. no i sie do dzisiaj nie odezwał a to bylo wczoraj wieczorem, czy powinnam miec watpliwosci ? jak myslicie ?
a jak sie w ogole nie odezwie ? albo czy powinnismy o tym pogadac co miedzy nami zaszlo? no nie wiem..