Witajcie!
Historia jest dosc skomplikowana ale postaram sie uwinać i chcialabym znac wasza opinie...
Ja 31 lat niezalezna finansowo, dobra praca(wlasna firma) , samochod mieszkanie do szczescia brakowalo mi tylko racjonalnego faceta, ktory tak jak ja twardo stapa po ziemi i wie czego chce...ze wzgledu ze praca pochlaniala mi duzo czasu nie mialam ochoty na wyjscia towarzyskie ( choc ze wzgledu na styl bycia i branze w ktorej pracuje - posiadam ogromne zaplecze znajomych) ale do sedna...
Postanowilam zalogowac sie na jeden z potrali spolecznosciowych i tak w dosc szybkim tempie poznalam Pana T. Rozmowialo sie znakomicie po miesiacu doszlo do spotkania( pan T. mieszkal za granica) ...Znajomosc zaczela sie rozwijac w powalajacym tempie ...po mies zaprosil mnie do siebie na weekend i tak sie zaczela nasza "milosc"...prawie cale wakacje spedzilismy w Polsce bo on zajal sie budowa wlasnego domu...ze wzgledu ze sprawy urzedowe ktore mam w paluszku pomagalam mu jak tylko moglam ( do tego stopnia ze nawet swoim dostawczakiem wozilam beton i cegly na budowe)...na koniec wakacji wyjechalam do niego na tydzien i zareczylismy sie ( bylam chyba najszczesliwsza osoba na ziemi...wszystko dzialo sie tak szybko, ze zaczelo mnie przerazac sala, zespol, fotograf ...wszystko zalatwial przez tel.( bedac za granica) ja wrocilam do PL i wszystkie zaliczki zaczelam finansowac sama...nawet vodke na wesele kupilam... w pewnym momencie zapalila mi sie czerwona lampka jak chcial "pozyczyc" ode mnie 15 tys zl. na budowe domu. Powiedzialm mu ze dopoki nie bedziemy malzenstwem nie chce lozyc na jego dom....zbuntowal sie ale na jakis czas odpuscil...probowal mnie skusic swoimi tanimi sztuczkami ..kwiaty przez poczte kwiatowa, przyjezdzal na weekend bez zapowiedzi.Kupil mi tel. abysmy mogli non stop miec ze soba kontakt przez viber i skype. Dzwonil do mnie srednio co 30 min i sprawdzal co robie kontrolowal, obarczal mnie ze duzo pracuje i ze jak wracam do domu po 20 to juz nie mam ochoty na nic...zaczelo mi to przeszkadzac..Strasznie mnie blokowal( nie moglam sie rozwijac zawodowo) np. chcialam kupic nowy samochod do firmy to mowil ze "my" nie mamy na to teraz pieniedzy bo jest budowa domu- oczywiscie auto w pelni sfinansowane byloby z moim srodkow.
Zaczely sie klotnie, nieporozumienia i ogromna zazdrośc z jedo strony nawet o to że za dlugo bylam na chrzcinach u brata malego...no nic...w listopadzie byly oficjalne zareczyny u mojej mamy bylo ok 20 osob znajomi i rodzina...oczekiwalam swiat Bozego Narodzenia bo wiedzialam ze ten czas bedzie dla nas i super go spedzimy (nawet mielismy rezerwacje w gorach- za ktora ja zaplacilam)Swieta minely w miare spokojnie tylko czulam ogromna presje z jego strony, ze za bardzo sie maluje kupuje duzo cichow , faceci na mnie sie gapia...zaczelo mnie to irytowac i znowu klotnie...pokloceni wyjechal...minely 2 dni i znow kwiaty przeprosiny...na ferie wykupil mi bilet abym przyjechalam do niego na 2 tyg. tesknilam nie moglam sie doczekac...do momentu az rozpetal wojne ze za dlugo rozmawiam z kolezanka...mialam tego dosyc i powiedzialam zeby wreszcie dal mi spokoj i trzeba wreszcie zakonczyc te farse...na koniec powiedzial ze mam mu dac wszystkie hasla na FB, maila a jak nie to i tak dojdzie i udowodni ze cos krece. Powiedzialam aby siostra przyjechala po jego wszystkie rzeczy i nie chce miec z nim nic wspolnego... Kazal oddac pierscionek zareczynowy dziad jeden( bo ponoc byl warty 10 tys. ) ale jak poszlam do zlotnika w zlosci to go wycenil go max na 4 tys.zenada...w zlosci chcialam sprzedac ale powstrzymalam sie ...wszystko spakowalam i mu oddalam( procz piersciona) to zaczal szalec i mowic ze jak mu sie oddam to pojdzie do sadu...zalosny...na koniec zadzwonilam do niego i mu powiedzialam ze oczywiscie ze oddam mu ten pierscionek ze z mojej strony to byla tylko zagrywka bo chcialam zobaczyc nie jak facet zaczyna ale jak konczy...po tygodniu przyjechal i prosil o rozmowe ja nawet nie dawalam znaku zycia ..zbylam go i wyjechalam z kolezanka za granice na wycieczke...szukal jeszcze kontaktow z moimi znajomymi i rodzina...Na koniec wlamal mi sie na FB i maile wszystkie czytal...szukal szukal ale niczego nie znalazl...
Teraz tylko zal ze poswiecilam swoj czas dla takiego frajera....
POmijajac ze zatrudnilam siostre do pomocy, zalatwianie krokwi na dach , dekarzy , ciesli...itd itp..
Jestem wolna...szczesliwa choc batrdzo ostrożna...
Podobne tematy
Po pierwsze trafił ci się zazdrosny facet - tacy są podobno najgorsi. Skoro jeszcze nie byłaś jego żoną a on już tak zaczął cię kontrolować to co by było po ślubie ???
Człowiek z zazdrości chyba się nie wyleczy a raczej jest coraz gorzej.
Dziwi mnie że tak wszystko finansujesz, nie twierdzę, że nie możesz ale może za jeden wyjazd zapłać ty a za kolejny niech płaci on.
Jeśli masz wątpliwości czy nie zakochał się w twoich pieniądzach - jeśli miało by dojść do ślubu podpisz intercyzę.
Wiem wiem postapilam troche naiwnie...tylko nigdy dobra materialne nie mialy dla mnie wiekszego znaczenia...na poczatku znajomosci staral sie pokazac jaki jest szarmancki, kolacje, prezenty ale szybko sie wypalil...i szukal chyba we mnie wsparcia...finansowego
"Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze" znane i mądre powiedzenie.
Zagalopował się z tym wszystkim strasznie. Ja byłam długo z zazdrośnikiem, da się żyć, ale tylko jeśli jest się silną kobietą emocjonalnie. Trzeba konsekwentnie robić wszystko po swojemu i z czasem ta zazdrość trochę przechodzi Niestety ich zazdrość wynika z własnych kompleksów. Z jakiegoś powodu myślą, że nie zasługują na bycie z taką kobietą, a z Twojego opisu wynika, że jesteś atrakcyjna, ustatkowana i inteligenta.
Jesteś tym o czym każdy marzy, ale to często działa w drugą stronę. Mężczyźni pewnie się nie czują tymi ALFA przy Tobie i uciekają się do gry lub zazdrości.
Trzymaj się, powodzenia.
Duzo razy slyszalam od facetow, ze sie mnie "boja" choc to moze tylko pozory...na codzien jestem bardzo otwarta osoba, lubie sluchac i poznawac nowych ludzi..choc konsekwentnie dąze do celu i podnosze sobie poprzeczke coraz wyzej...życie moje jest w ciaglym biegu moze dlatego, ze nie poznalam tego jedynego dla ktorego potrafilabym zwolnic...czasem zastanawiam sie w ktorym momencie popelnilam blad...ale nie poddaje sie...ide do przodu. Pozdrawiam i dziekuje
Hanka 503- wierzę że Ci się ułoży, powodzenia.