Witam.
Mam 24 lata i mam wspaniałego chłopaka (32 lata), jesteśmy ze sobą ponad 2 lata i tak na prawdę nigdy nie doszło miedzy nami do takiej poważnej kłótni gdzie były by tzw. "ciche dni" tylko zawsze jakieś problemu rozwiązywaliśmy od razu rozmawiając, wyjaśniając sobie wszystko, jakoś nie umiałam się na niego gniewać i on na mnie. Te dwa lata spędzone razem były wspaniałe, jakoś prawie na samym początku poznałam jego rodziców(on bardzo tego chciał a ja poczułam wtedy że traktuje mnie poważnie skoro przedstawia mnie rodzinie) rodzeństwo gdzie od razu ich polubiłam, stopniowo poznawałam jego całą rodzinę, znajomych i zawsze spędzałam z nimi wszystkimi bardzo miło czas i dalej tak jest. Chłopak mówił mi cały czas ze mnie kocha, ze mu na mnie zależy, ze jest mu ze mną dobrze, nie chciałby tego zmieniać, powtarzał ze jestem dla niego bardzo ważna, że mu się podobam, nawet kiedyś moja mama czy jego rodzice zapytał jaki dostał prezent czy to na święta czy na urodzimy a on że najlepszym prezentem dla niego byłam ja a ja byłam w siódmym niebie, szczęśliwa że mam przy sobie wspaniałego faceta, który jest za mną, kocha mnie, czego chcieć więcej, nic tylko czekać aż się oświadczy. Po roku i 9 miesiącach jakoś zapytałam go czy mnie kocha a on wtedy pierwszy raz zwątpił, powiedział mi że coś jest nie tak i że musi sobie to przemyśleć, rozmawialiśmy wtedy bardzo długo co się stało, czemu tak powiedział, czy coś zrobiłam nie tak (zawsze chciałam aby czuł się ze mną, u mnie w domu dobrze, chyba każdy stara się o to aby druga osoba czuła się u nas dobrze), a może poznał kogoś a on ze nie nie, mówił że jestem dla niego bardzo ważna, bardzo mu na mnie zależy, tęskni za mną jak mnie nie ma przy nim i musi coś z nim tąpnąć, coś musi się stać żeby zrozumiał że zrobił źle odrzucając mnie i mnie kocha i wiem że przez jeden dzień nie wychodził z pokoju aż w domu zaczęli martwić się o niego, na drugi dzień przyjechał do mnie bardzo smutny, widziałam że miał miał łzy w oczach ale na szczęście wyjaśniliśmy sobie wszystko, powiedział że strasznie się bał że mnie straci i ze mnie bardzo kocha a później powiedział że wie ze nic nie zrekompensuje tego że zwątpił ale abym mu choć troszkę wybaczyła podaruje mi coś o czym zawsze marzyłam i co uwielbiam, dostałam od niego psa i cieszyłam się jak dziecko, nawet z jego oczach widziałam znów te łzy, chyba to były łzy szczęścia. Później widziałam że się stara a mnie to bardzo cieszyło. Niestety po jakimś pół roku, parę dni przed świętami powiedział mi że coś jest nie tak, chciałby się oświadczyć, założyć w końcu rodzinę, mieć dzieci i nawet jego rodzice myśleli ze w święta będą dobrą okazją aby to zrobić a on nie jest do tego przekonany, w końcu jest to decyzja na całe życie, jak go pytałam co jest nie tak, może ja coś robię źle, może przestałam mu się podobać a on mi powiedział ze dalej mu się bardzo podobam, zależy mu bardzo na mnie, tęskni za mną, myśli cały czas o mnie, źle mu beze mnie, nie wyobraża sobie żeby mnie nie było, boi się ze może mnie stracić ale boi się też że może nie być szczęśliwy, mówił że zastanawiał się jak by to było beze mnie i jak wyżej nie wyobraża sobie tego i co ja mam dalej robić, już sama nie wiem. Powiedziałam mu o swoich uczuciach do niego, zresztą zawsze wiedział że ogromnie mi na nim zależy, ze to z nim chciałabym spędzić resztę życia, dzielić z nim życie codzienne, radości, smutki, dać mu to szczęście którym jest m.in dziecko. Rozmawiałam z jego siostrą i tak doszłyśmy do wniosku że mężczyźni po 30 mają trudniej podjąć decyzje, tak ważne decyzje i powiedziała mi też że ona i rodzice są za mną ale to do niego należy decyzja i zasugerowała że może taka "przerwa" coś by dała, będzie miał okazje żeby przemyśleć tą sprawę, zatęsknić ale nie byłam do tego przekonana w ogóle bo chce się z nim rozstawać, ale jak tam myślałam o całej sytuacji choć dalej nie byłam do tego przekonana wspomniałam mu o tym i mój chłopak powiedział że nie chce tego, nie chce rozstawać ze mną ale to może coś pomoże i ja byłam przekonana że przez jakiś czas, chociaż przez tydzień nie będziemy się kontaktować, nie będzie dzwonił bo codziennie dzwonił a tu na drugi dzień po naszej rozmowie dzwoni i mówi że nie chce tak, nie chce urywać kontaktu, chce ze mną rozmawiać, spotykać się... Jak pytam go czy chce to zakończyć to mówi że nie... a ja dalej nadal tkwię w niepewności i boje się że mogę go stracić.
Co powinnam zrobić dalej, czekać aż w końcu podejmie decyzje? Bardzo proszę o jakąś radę. Bo przyznam szczerze że taka sytuacja w pewnym momencie zaczyna męczyć, ta niepewność i strach przed utratą bardzo bliskiej osoby. :-(
Pozdrawiam Dobrusia.
Podobne tematy
Moja droga, skoro nie macie problemów z komuniakcją to sama podejmij decyzję i mu oznajmij. Powiedz, że dajesz mu 2 tygodnia na zastanowienie się (albo 3, no ile tam uważasz). Przez ten czas nie będziesz się z nim kontaktowała ani nie będziesz odbierała od niego telefonów. Ma wykorzystać ten czas na przemyślenia poważne, jest dorosły i takie dziecinne "chciałbym, ale boję się" już trochę nie bardzo jest.
Zapewnij go o uczuciu swoim, podkreśl, że nie jest to zerwanie i przez ten czas nie będziesz sobie nikogo szukać itp. Jest to czas dla niego, aby się zastanowił co i jak i podjał w końcu decyzje.
Jesteś młoda masz 24 lata i jeszcze czas, może on myśli, że to już pora i Ty tego oczekujesz w tej chwili? Jeśli jestes na to gotowa, to możesz mu powiedzieć, że Tobie się nie spieszy do niczego, że spokojnie dajesz mu rok czy dwa bez spiny. Problem tylko w tym, że jeśli po tych dwóch latach on dalej nie będzie wiedział, to powinnas się z nim rozstać.
Przede wszystkim nie daj się brać na przetrzymanie i wieczne czekanie, bo jak mu pozwolisz na takie rzeczy, to obudzisz się po 30 wciąż jako panna, a w nim może się obudzić chęć do żeniaczki, ale już nie z Tobą, bo okażesz się "za stara".
Postaw sprawę jasno i podkreśl, że cenisz siebie i swój czas.
Poruszaliśmy temat przyszłości nie raz i on wiem doskonale że chce z nim być, chce założyć z nim rodzinę mimo młodego wieku i wiem że on również bardzo chce założyć rodzinę, mieć dzieci a tym bardziej że ma już tyle lat ile ma, ze już nie jest młody jak to sam twierdzi i chciałby cieszyć się rodziną. A mój wiek, nigdy nie przeszkadzał mu mój wiek, ta różnica między nami, odpowiadał że nie zwraca na to uwagi, dla niego ważne jest to jaka dana osoba jest, jakie ma serce a nie różnica wieku jaka może łączyć dwoje ludzi.
Hm nigdy też nie naciskałam na niego z niczym, z jakąś deklaracją, po prostu czekałam aż powie mi sam ze jestem dla niego bardzo ważna itp.
Poruszaliśmy temat przyszłości nie raz i on wiem doskonale że chce z nim być, chce założyć z nim rodzinę mimo młodego wieku i wiem że on również bardzo chce założyć rodzinę, mieć dzieci a tym bardziej że ma już tyle lat ile ma, ze już nie jest młody jak to sam twierdzi i chciałby cieszyć się rodziną. A mój wiek, nigdy nie przeszkadzał mu mój wiek, ta różnica między nami, odpowiadał że nie zwraca na to uwagi, dla niego ważne jest to jaka dana osoba jest, jakie ma serce a nie różnica wieku jaka może łączyć dwoje ludzi.
Hm nigdy też nie naciskałam na niego z niczym, z jakąś deklaracją, po prostu czekałam aż powie mi sam ze jestem dla niego bardzo ważna itp.
To tym bardziej zrób mu przerwę.
Jeżeli mówi że boi się że będzie nie szczęśliwy, to zapytaj się czego on tak właściwie się boi? Czy w ogóle teraz jest szczęśliwy.? Co oznacza do niego to że "boi się że będzie nie szczęśliwy". Jak dla mnie to on boi się dorosłego życia, delikatnej rutyny, nie wie jak będzie to wasze życie wyglądało. Gdyby każdy się tego bał i nikt nie chciał zaryzykować to każdy by chyba był skazany na samotność albo związek bez zobowiązań.
6 2014-02-03 21:04:47 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2014-02-03 21:08:50)
Zrób przerwę, nie kontaktujcie się przez jakiś czas, postaw sprawę jasno. Teo ma rację jak tak dalej pójdzie obudzisz się koło 30tki, a on nadal nie będzie pewny. Ja czekałam 4 lata, aż usłyszałam, że był ze mną , bo mu po prostu pasowało. Po rozstaniu się ogarnął i przyznał, że mnie kochał i że ma problem z podejmowaniem decyzji, boi się ich. Ale ja nie zmieniłam decyzji. Ma czas na przemyślenie swojego postępowania. Przyzwyczaiłaś faceta do tego, że cokolwiek nie powie Ty zawsze będziesz. Może przydałby się kubeł zimnej wody na głowę ?? Dobrusia on jest po 30stce ! To Ty powinnaś dawać na wstrzymanie, bo jesteś młoda, ale on ??
Najpierw zamieszkajcie ze sobą !
Zobaczysz jak zareaguje, to nie jest decyzja na całe życie, a sposób w jaki podejdzie do tematu wiele Ci powie ![]()
Może boi sie że po slubie lub zareczynach wszystko się zmieni, albo ze nie podoła obowiązkom, ludzie...przeciez mozna byc z soba i zyc, miec dzieci bez slubu i to tez sa bardzo udane i szczesliwe zwiazki.
Może boi sie że po slubie lub zareczynach wszystko się zmieni, albo ze nie podoła obowiązkom, ludzie...przeciez mozna byc z soba i zyc, miec dzieci bez slubu i to tez sa bardzo udane i szczesliwe zwiazki.
Ale można też ze ślubem
I najważniejsze jest to, żeby obie strony były zadowolone ![]()
Tak, wymuszanie ślubu to świetny pomysł.Przy pomyślnych wiatrach przed trzydziestka będziesz już po rozwodzie.
Może jestem staroświecka ale chciałabym mieć ten ślub i być szczęśliwa, może rzeczywiście papierek i kawałek metalu coś daje, może pewność że dana osoba ze chce z drugą na dobre i na złe ale w dzisiejszym świecie niczego nie można być pewnym. Dla mnie śluib to "coś" ważnego, ale oczywiście szanuje również decyzje że można żyć ze sobą, złożyć rodzinę bez ślubu.
Tak, wymuszanie ślubu to świetny pomysł.Przy pomyślnych wiatrach przed trzydziestka będziesz już po rozwodzie.
Ale problem polega na tym, że ona ślubu nie wymusza i w ogóle nie ma tematu, a on dostaje jakiegoś kociokwiku i daibli wiedzą o co mu chodzi...
Ja z kolei nie wiem o co chodzi autorce, szczerze mówiąc.Ma chłopaka ekstrawertyka, który dużo gada i tyle.
Nie bardzo rozumiem sens przerw, ultimatów, dawania mu czasu na...- no właśnie, na co?I po co?
Hmm może po prostu aby przemyślał parę spraw, czego chce, czy chce z nią być czy nie, czy rzeczywiście mu zależy na autorce i chciałby założyć z nią rodzinę. Niektóre osoby lubią właśnie dużo mówić ale jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, decyzji na całe życie mają z tym ogromny problem, może za dużo rozmyślają jak by było gdyby, jest im dobrze z daną osobą ale boją się takiej deklaracji bo co jeśli sie nie uda, a uważam że w życiu niczego pewnym byc nie można, i jak wyżej było powiedziane gdybyśmy nie ryzykowali bylibyśmy skazani na samotność. Może cos w tym jest to że osoby po 30 mają większy problem podjąć decyzje o byciu z kimś na zawsze, więcej rozmyślają te za i przeciw, jak by to było bez i z.. ale tez nie ma reguły, są osoby które bez jakiś problemów podejmują takie decyzje, oczywiście jakieś tam wątpliwości zawsze mogą się pojawić ale jeśli będą tak rozmyślać to obudzą się koło 50 sami.
Ja z kolei nie wiem o co chodzi autorce, szczerze mówiąc.Ma chłopaka ekstrawertyka, który dużo gada i tyle.
Nie bardzo rozumiem sens przerw, ultimatów, dawania mu czasu na...- no właśnie, na co?I po co?
Po to, że to on zaczął, że nagle wątpliwości miał, że sam zorganizował przerwę, że właściwie rzuca się jak ryba na wędce i nie wiadomo o co chodzi. Przerwa ma być po to, żeby się ogarnął, a nie jednego dnia "kocham cie", a drugiego "nie wiem czy bede z Tobą szczęśliwy.
cos w tym jest to że osoby po 30 mają większy problem podjąć decyzje o byciu z kimś na zawsze
Przeważnie ludzie w tym wieku są już na tyle rozgarnięci, ze dostrzegają śmieszność decyzji ''na zawsze''.
Powiem tak:decyzja o ślubie to nie hop siup i ludzie maja prawo mieć obawy,niepokoje,ale jest drugie "ale".Mianowicie,jeżeli chce się z kimś byc,zakładać rodzine,to się o tym wie.Jeżeli padają jednego dnia słowa kocham cie,a za pare miesięcy " sam nie wiem co zrobić" to wg mnie nic dobrego nie wróży.
Prawda,ze nawet jak ktoś jest pewien na 100 procent swoich uczuć i chce się żenić czy wychodzić za mąż, to tez nie daje gwarancji,ze za parę lat nie będzie rozwodu.Ale jak ktoś na dzień dobry nie jest zdecydowany,to juz wcale nie rokuje dobrze związkowi na przyszłość.Brak solidnych fundamentów ,to i dom będzie marny.
Belive me.
17 2014-02-04 21:45:05 Ostatnio edytowany przez dafne123 (2014-02-04 21:53:07)
Julia10010 napisał/a:cos w tym jest to że osoby po 30 mają większy problem podjąć decyzje o byciu z kimś na zawsze
Przeważnie ludzie w tym wieku są już na tyle rozgarnięci, ze dostrzegają śmieszność decyzji ''na zawsze''.
to po co mówi jej takie rzeczy ??
[...]parę dni przed świętami powiedział mi że coś jest nie tak, chciałby się oświadczyć, założyć w końcu rodzinę, mieć dzieci i nawet jego rodzice myśleli ze w święta będą dobrą okazją aby to zrobić a on nie jest do tego przekonany, w końcu jest to decyzja na całe życie [..]
Więc w końcu realizm czy nieumiejętność podejmowania decyzji ?
to po co mówi jej takie rzeczy ??
Ty uważasz, ze kobiety maja monopol na gadanie co ślina na język przyniesie, a facet jak coś powie już..powie.
No niestety- są ludzie i są taborety.Ja nie neguje, ze koleś jest trefny, tylko nie widzę absolutnie sensu przerw/przemyslania/ultimatów itp.
Nie bez powodu jestem na babskim forum, od zawsze mam rewelacyjny kontakt z kobietami, ale pewnych rzeczy nie rozumiem:
Wam się wydaje, ze kogoś można zmusić do dojrzałości, stanowczości, czort wie czego jeszcze.
Tu mamy do czynienia z pizdzielcem. Jedyne co może zrobić autorka, to przyjąć ten fakt do wiadomości.
dafne123 napisał/a:to po co mówi jej takie rzeczy ??
Ty uważasz, ze kobiety maja monopol na gadanie co ślina na język przyniesie, a facet jak coś powie już..powie.
No niestety- są ludzie i są taborety.Ja nie neguje, ze koleś jest trefny, tylko nie widzę absolutnie sensu przerw/przemyslania/ultimatów itp.
Nie bez powodu jestem na babskim forum, od zawsze mam rewelacyjny kontakt z kobietami, ale pewnych rzeczy nie rozumiem:
Wam się wydaje, ze kogoś można zmusić do dojrzałości, stanowczości, czort wie czego jeszcze.
Tu mamy do czynienia z pizdzielcem. Jedyne co może zrobić autorka, to przyjąć ten fakt do wiadomości.
A Ty uważasz, że ja przydzielam prawo monopolu gadania co ślina na język przyniesie tylko kobietom ? Otóż nie Kolego w takich sprawach ja nie rozgraniczam co mogą kobiety co mogą mężczyźni. Nie bawię się w stereotypy. Czy powiedziałaby to kobieta czy powiedziałby mężczyzna, moje pytanie brzmiałoby tak samo : po co on/ona mówi jej/jemu takie rzeczy.
Autorka niech postawi konkretne pytania, niech zacznie od tematu zamieszkania razem, a później niech pyta ślub.
Pitagorasie piszę to z perspektywy osoby, która w podobnych okolicznościach po 4 latach usłyszała: byłem z tobą, bo mi pasowało. Nie oczekiwałam ślubu, bo dla mnie to bezsens, nie myślałam nawet o dzieciach. Chciałam po prostu zacząć wspólne życie. Też było dużo gadania i na przemian: chcę zamieszkać a za chwilę nie chcę, dzięki czemu mój mózg powoli zamieniał się w whiskas.
A Dobrusia skoro chce ślubu i jest to dla niej ważne, niech z nim porozmawia i mu wytłumaczy. A jak nie będzie odzewu z jego strony to sajonara i tyle.
Szukaj dziewczyno kogoś kto podziela Twoje staroświeckie zdanie na temat ślubu ![]()
Moze macie racje ale nie jest tak łatwo podjąc taką decyzje, wiązałam i dalej wiąże plany na przyszłość, wiem jak sie zachowuje ale miłośc nie wybiera, tylko zastanawiam sie czy gdybym taką decyzje podjęła to co by to dało, zrozumiał by czy chce być ze mną.. ta rozłąka coś by dała, uswiadomiła mu co czuje do mnie... sama nie wiem, nie jestem zwolenniczką, a raczej przeciwniczką takich rzeczy..
Jak sie kogoś kocha to nie tak łatwo zmusic sie na takie krok..
A Wy, co mysliscie o takiej przerwie izolacji od siebie na jakis czas???
Co do rozstan nigdy nie jest latwo wydaje sie to tylko proste ale jak mozna cos zkonczyc samemu jak sie kocha, to ta druga strona jest problemem mozna by powiedziec. Z jednej strony jak ktos cos chhce to jets pewny i wie ze chhe byc z ta kobieta i wziasc slub ale bywaja osoby mniej pewne i zdecydowane ktore wewnatrz moze i chca ale boja sie bo nie wiedza jak to bedzie wygladadlo po slubie , chodz jak dla mnie czy przed czy po powinno byc tak samo to ten sam zwiazek tych dsamych osob ktore sie znaja.
Może jestem staroświecka ale chciałabym mieć ten ślub i być szczęśliwa, może rzeczywiście papierek i kawałek metalu coś daje, może pewność że dana osoba ze chce z drugą na dobre i na złe ale w dzisiejszym świecie niczego nie można być pewnym. Dla mnie śluib to "coś" ważnego, ale oczywiście szanuje również decyzje że można żyć ze sobą, złożyć rodzinę bez ślubu.
A jeśli ślub nie da Ci wystarczająco szczęścia,a ten papierek i kawałek metalu nic nie zmieni poza chwilową euforią i prawnymi zobowiązaniami ze strony pana młodego? Co jeśli pojawi się dziecko, a Ty nadal nie poczujesz się szczęśliwa? Załóżmy że facet jest, papierek jest, dziecko jest, a szczęścia nadal nie będziesz odczuwać? Sądzę, że Twój facet czuje, że gdy wyczerpią się środki do osiągnięcia szczęścia, poczułabyś się zawiedziona i rozczarowana. Jakbyś odnalazła się w takim związku?
Ślub i dziecko powinno być dodatkiem do szczęścia a nie jego miarą.
Ty uważasz, ze kobiety maja monopol na gadanie co ślina na język przyniesie, a facet jak coś powie już..powie.
No niestety- są ludzie i są taborety.Ja nie neguje, ze koleś jest trefny, tylko nie widzę absolutnie sensu przerw/przemyslania/ultimatów itp.
Nie bez powodu jestem na babskim forum, od zawsze mam rewelacyjny kontakt z kobietami, ale pewnych rzeczy nie rozumiem:
Wam się wydaje, ze kogoś można zmusić do dojrzałości, stanowczości, czort wie czego jeszcze.
Tu mamy do czynienia z pizdzielcem. Jedyne co może zrobić autorka, to przyjąć ten fakt do wiadomości.
Ja sie z tym w calej rozciaglosci zgadzam.
Tez mi przyszlo na mysl ze z tym "jestes dla mnie wazna" I "chce byc z toba" to on lze az wizg idzie.
Sama mialam ze dwa razy podobne piesni, zazwyczaj w momencie kiedy wypadaloby sie zdeklarowac czy miedzy nami jest fajny seks czy fajny zwiazek. Bylam ta "wazna" I "najwazniejsza" I "jedyna" czort wie co jeszcze. Co jednak zadnemu nie przeszkadzalo pokazywac sie z inna panna w kilka tygodni po naszym rozstaniu ![]()
Co zrobic?
Ano wyluzowac. Niech autorce przestanie tak bardzo zalezec, niech nie przeprowadza zadnych rozmow na wysokim szczeblu...
Jak czlowiekowi naprawde tak bardzo zalezy to sobie z wlasnymi demonami sam poradzi. ![]()