netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

21 odpowiedzi10 119 wyświetleńzałożony przez bialy.kwiat.paproci, 30.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

1

Temat: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Witajcie,

Poniżej zamieszczę 25 stron listu, który dwa lata temu skierowałam do Prokuratury Generalnej, a który i tak tylko bardzo pobieżnie opisuje losy moje i mojego dziecka. Jednak z uwagi na ograniczoną pojemność postów prześlę to w 3 częściach.
Opis jak w cywilizowanym świecie depcze się ludzką godność i odbiera się prawo do normalnej egzystencji.
Opis jak człowiek, który ma inne poglądy na życie aniżeli małżonek zostaje zapięty w pasy i umieszczony w zakładzie psychiatrycznym jako osoba obłąkana...
Dużo tego, ale to i tak jedynie namiastka tego co przeszłam przez męża psychopatę...
Przez te dwa lata od momentu wysłania wydarzyło się bardzo wiele, ale sprawy w Prokuraturze nadal się toczą....
Tzn Prokuratura robi wszystko aby nie powołać biegłego, który stwierdzi mój faktyczny stan zdrowia... Dwa lata nie zrobili nic poza tzw. analizą materiałów... Kiedyś nazywałam to koszmarem. Teraz tak bardzo uodporniłam się na pastwienie się nad moją osobą, że tratuję to po prostu jako jeden z niewielu rozdziałów mojego życia.
Imiona i nazwiska osób trzecich które uczestniczyły w zdarzeniach z wiadomych przyczyn usunęłam czy też wykropkowałam. Zostawiłam tylko swoje imię i mojego dziecka.
Opublikowanie tego traktuję jako terapię dla mojej duszy...



   Część 1.
                                                               


                                       DO PROKURATURY  GENERALNEJ
                                           
         
Panie Prokuratorze zwracam się do Pana ze swoją sprawą ponieważ Instytucje Wymiaru Sprawiedliwości do których zwracałam się do tej pory działały na moją i mojego dziecka niekorzyść. Sprawa jest trudna,  skomplikowana i wymagająca regresu ponieważ żeby zrozumieć to co się w tej chwili dzieje mnie i mojemu synowi należy zapoznać się z faktami z przeszłości. To co opiszę to będzie bardzo powierzchowne nakreślenie sytuacji, gdyż nie sposób ująć tu wszystkiego (powstałaby książka).                                    Wychowana zostałam w rodzinie na wskroś patologicznej. Dopuszczano się względem mnie jako dziecka okrutnych praktyk sadystyczno-pedofilskich. Cała rodzina pochodzi ze wsi Obice z woj. świętokrzyskiego. Największym moim katem była matka (nigdy nie pociągnięta do odpowiedzialności z uwagi na dokumentację medyczną świadczącą o tym, że jest leczona na schizofrenię). Praktyk pedofilskich  dopuszczało się również na mnie rodzeństwo matki (najczęściej najstarszy brat i siostra oraz mój ojciec chrzestny). W rodzinie tej związki pedofilskie oraz stosunki  kazirodcze to była rzecz naturalna. Jednak w tamtych czasach nie mówiło się o tym głośno.  Od najwcześniejszych lat dzieciństwa wmawiano mi że tata się mnie wyparł,  że mnie nienawidzi i że mówi że nie jestem jego dzieckiem. Podawano mi sprzeczne informacje, które nijak miały się do rzeczywistości. Ojciec nigdy nie okazywał mi negatywnych uczuć, a był jedyną osobą, która potrafiła przytulić bez podtekstów seksualnych. Jako dziecko byłam bardzo związana z tatą i wiedziałam, że jest to osoba, która mnie naprawdę kocha. Pomimo tego w rodzinie co jakiś czas krążyły informacje, że nie jestem córką swego ojca dlatego, że on tak twierdzi. Najbardziej wtajemniczoną w sytuację osobą była moja babcia, która kiedyś z płaczem powiedziała, że moja matka nie chciała się przyznać z kim jest w ciąży i że mało prawdopodobne jest aby to był mój tata, bo w tym czasie przebywał za granicą na kontrakcie. Później to był temat tabu.  Wpajano mi bardzo silną nienawiść do ojca. Relacje między matką a ojcem były nacechowane bardzo dużą brutalnością (ze matki strony). Kiedy miałam 11 lat tata przeprowadził ze mną bardzo poważną rozmowę. Powiedział mi że jestem już na tyle duża, że powinnam poznać prawdę. Powiedział wtedy że naprawdę nie jestem jego dzieckiem ale pomimo wszystko kocha mnie najbardziej na świecie. Mówił, że spotykał się z mamą przed ślubem, ale fizycznie niemożliwe jest żeby w tamtym czasie była z nim w ciąży ponieważ on wtedy pracował w odległym miejscu i jakiś czas się nie spotykali. Mówił też,  że jak się okazało że mama jest w ciąży to rodzina matki szantażami i groźbami kazała mu się z matką ożenić. (Dawniej na wsiach żyło przekonanie, że nie wolno zostawić ciężarnej kobiety).  Nie chciałam w to uwierzyć, było to dla mnie wielkie przerażenie jako dla dziecka. Pamiętam, że pojechaliśmy z jakąś koleżanką taty pielęgniarką do Wrocławia na badania. Nie wiem dlaczego akurat do Wrocławia i nie pamiętam adresu ani nazwy Ośrodka. Wiem tylko, że pobierano mi tam krew i później w tajemnicy czekaliśmy z tatą na wyniki. Kiedy przyszły te wyniki tata znowu wziął mnie na rozmowę i powiedział, że badania wykazały, że nie jestem jego córką, ale również wykluczyły moją matkę, która mnie wychowywała jako matkę biologiczną. Nie wiem na ile szczegółowe były te badania, bo było to w latach 80-tych, jednak od tamtego momentu rozpętało się piekło. Tata rozpoczął dochodzenie od rodziny matki, jeździł i pytał czyim jestem dzieckiem. Wszyscy wmawiali mu nadal, że jego i że jest chory psychicznie twierdząc, że jest inaczej. Tata zaczął wtedy bardzo pić. Kiedy ja próbowałam zadawać pytania odnośnie swojego pochodzenia podpierając się wynikami badań wmówiono mi, że ojciec i jego kochanka pielęgniarka próbują mną manipulować żebym odwróciła się od biednej schorowanej matki i że te badania były sfałszowane. W tym czasie również rodzina matki z Kielc (wśród której wielu funkcjonariuszy policji) przyjeżdżała do nas i wywozili mojego tatę na kilka dni do lasu, przywiązywali w  samych majtkach do drzewa i zostawiali bez jedzenia i picia. Po powrocie opowiadał o tym nie tylko mnie (są jeszcze żyjący świadkowie którzy potwierdzą te fakty) . Podczas takiej jednej nieobecności taty  zostałam brutalnie zgwałcona, z licznymi obrażeniami trafiłam na Oddział Szpitala Dziecięcego, w którym spędziłam 3 miesiące. Prowadzone było wtedy dochodzenie, jednak rodzina matki skierowała wszystkie podejrzenia w kierunku mojego ojca. Ja byłam tak zastraszona, że bałam się cokolwiek powiedzieć pomimo tego że wielu psychologów próbowało wtedy ze mną rozmawiać. Uporczywie milczałam. Sprawa została umorzona.   Wszystkie ciocie i wujkowie uparcie mi wmawiali, że to tata mnie zgwałcił, a jako że było to traumatyczne doświadczenie to ?pomieszało? mi się w głowie i wskazuję na kogoś innego. Wyrzuciłam to z pamięci po pewnym czasie i nigdy nie wracałam do tego tematu, chciałam po prostu zapomnieć. Jednak tragiczne wydarzenia w tej rodzinie w której mnie wychowano nie skończyły się wtedy. Mój tata był ciągle zastraszany, grożono mu śmiercią , bo próbował własnymi drogami dotrzeć do prawdy czyim jestem dzieckiem. Rodzina matki w tamtym czasie zaczęła coraz częściej przyjeżdżać, mnie zabierali na weekendy i mówili że mam nie słuchać ojca bo kłamie, bo jest alkoholikiem, że ma kochanki, że krzywdzi matkę itp?. Doszło do takiej sytuacji, że tata zamontował zamek w drzwiach od pokoju, bo bywało że rodzina matki przyjeżdżała w nocy i w kajdankach wyprowadzano go jak przestępcę. W tamtych czasach tata nagłośnił sprawę na ile mógł. Sąsiedzi będą świadkami, bo sami wielokrotnie interweniowali podczas sytuacji kiedy matka agresywnie atakowała mnie i ojca, który próbował mnie bronić. Wielokrotnie straszyła nas, że nas zabije i otruje. Kiedy mój tata musiał iść na noc do pracy to ja często spałam u sąsiadów. Tata nie radził sobie z problemami i coraz więcej pił. Pamiętam dokładnie sytuację jak siostra matki Zofia  ??. przywiozła do nas ?lekarstwo?, które podała mi prosząc o to abym po kilka kropli dodawała tacie do zupy lub do kawy. Kiedy zapytałam co to za lekarstwo to odpowiedziała, że na pewno przestanie po tym pić alkohol. Jeden raz nalałam tego tacie do zupy, jednak efekt był koszmarny. Po kilku godzinach zaczął bardzo wymiotować (był wtedy trzeźwy, bo wrócił z pracy i dałam mu to do zupy), stracił przytomność, miał dreszcze. Wystraszyłam się wtedy bardzo i przyznałam się tacie, że to ja dolałam mu do jedzenia tego lekarstwa. Ponownie rozpętało się piekło. Rodzina wszystkiego się wyparła twierdząc, że u mnie zaczynają pojawiać się zaburzenia psychiczne takie jak u matki. Tata bardzo płakał i nie wierzył w to co mówią tylko wierzył mnie. Znowu zaczęto mnie prowadzać po różnych psychologach, robiono mi testy, badano, sprawdzano czy nie konfabuluje jako dziecko. Na szczęście żaden lekarz ani żaden psycholog nie dopatrzył się u mnie zaburzeń psychicznych które mogłyby świadczyć o rozpoczynającej się chorobie. W takiej atmosferze strachu, brutalności, lęku o przyszłość mijały kolejne dni. Rodzina matki zastraszyła mojego tatę do tego stopnia, że zrezygnował z dalszego dochodzenia prawdy. Powiedział mi tylko tyle: ?Pamiętaj Beatko, wszystko co Ci powiedziałem to prawda. Pomimo wszystko jesteś moim dzieckiem i kocham Cię najbardziej na świecie. Jak dorośniesz i sama będziesz chciała to na pewno odnajdziesz swoich prawdziwych rodziców lecz ja zawsze będę dla Ciebie ojcem a Ty moją ukochaną córeczką?. I to były jedne z ostatnich słów jakie usłyszałam niedługo przed śmiercią taty, które zachowałam głęboko w pamięci i którymi karmiłam się w sytuacjach z których jak mi się wtedy wydawało nie ma wyjścia.                                       W roku 1991 dopuszczono się brutalnej zbrodni na moim ojcu Stanisławie Lisickim. Jestem jedynym naocznym świadkiem tego, że mój ojciec dn. 20.06.1991. nie zmarł śmiercią naturalną.  Jako 15 letnia dziewczyna i główny  świadek w prowadzonym procesie zostałam zmuszona szantażem i groźbą do złożenia fałszywych zeznań. Są jeszcze  żyjący świadkowie, którzy potwierdzą te fakty, gdyż mój ojciec w tamtym czasie mówił o tym, że grożono mu śmiercią i że obawia się rodziny z Kielc. Sprawa była prowadzona przez Prokuraturę w Sosnowcu (prokurator ???????.) sygn. akt. 1 Ds. 914/91. Mój tata zmarł w wieku 40 lat nigdy na nic nie chorując i ciesząc się bardzo dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym. Sekcja zwłok przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach wykazała:? przekrwienie i cechy umiarkowanego obrzęku mózgu, otłuszczenie mięśnia sercowego, rozstrzeń serca, nieznaczny obrzęk płuc, wybroczyny krwawe podpłucne oraz silny zastój krwi w narządach wewnętrznych?. Jestem jedynym świadkiem, który widział jak mój tata umierał i który wie, że został zamordowany. Na moich oczach dusił się w ogromnych cierpieniach. W momencie kiedy pobiegłam do sąsiadów żeby zadzwonić po pogotowie matka moja włożyła zwłoki taty do wanny. Od razu miały kolor żółto-sino-pomarańczowy. Rodzina z Kielc przybyła zanim przyjechało pogotowie i prokurator (w dwadzieścia minut pokonali 160 km?). Jako dorosła osoba wiem że była to zbrodnia zaplanowana. Doszło do ogromnej korupcji organów ścigania i w sprawę zamieszane było bardzo wiele osób. W tamtym czasie policjanci z rodziny matki, którzy przyjechali i mataczyli sprawę to??????????????????????????????????????????????. Bardzo duży udział w tuszowaniu sprawy miał też proboszcz z parafii sosnowieckiej ks. ????., który był częstym gościem naszego domu i utrzymywał ścisłe relacje z moją matką jak również dopuszczał się względem mnie praktyk pedofilskich. To właśnie ksiądz użył w tamtym czasie swoich wpływów w środowisku lekarskim aby zafałszować dokumentację z przeprowadzonych badań toksykologicznych. W pierwszej wersji w ogóle nie chciano przeprowadzać sekcji zwłok, lecz bardzo dużo sąsiadów i znajomych taty zaczęło nagłaśniać sprawę medialnie.  Regionalne gazety pisały artykuły, gdyż osoby które znały mojego tatę wiedziały, że do jego śmierci przyczyniły się osoby trzecie. Wszyscy liczyli na moje zeznania. Rodzina matki z Kielc ?otoczyła mnie troskliwą opieką?, najpierw dostawałam zastrzyki na uspokojenie, w późniejszym terminie tabletki i poddana byłam bardzo silnej indoktrynacji. Wmówiono mi wtedy skutecznie, że wszystko co tata mówił to kłamstwo. Że mama zachowuje się tak wobec mnie przez tatę, bo to on doprowadził ją do tej choroby i ona nie wie co robi. Ponadto mówiono mi, że wiele rzeczy nie pamiętam, bo byłam malutka i że ojciec mój od początku małżeństwa katował i krzywdził matkę a mnie się wypierał. Finał był taki, że składając zeznania na policji nie mówiłam co widziałam i co czułam i myślałam tylko mówiłam to co kazała powiedzieć mi ?rodzina?. Argumentem głównym, którego użyli był fakt, że jak powiem prawdę to mamie i tak nic nie zrobią, bo jest chora a ja pójdę do domu dziecka. Bardzo bałam się domu dziecka i oni wykorzystali tą informację. Na wzmiankę zasługuje fakt, że wychowywałam się z dwójką młodszego rodzeństwa i wobec nich matka nie przejawiała agresji. Traktowała ich zupełnie inaczej niż mnie być może dlatego, że w pełni akceptowali i godzili się na praktyki pedofilskie. Ale w tamtych czasach to był temat tabu. Zresztą ja nikomu (poza tatą) nigdy o tym nie mówiłam. Po śmierci ojca zupełnie zaprzestano względem mnie tych chorych praktyk a matka zmieniła się o 180 st. i zaczęła traktować mnie dobrze. Wyparłam te wszystkie traumatyczne doświadczenia i nie chciałam do nich wracać. Uznałam że to co zrobiła mi matka to faktycznie efekt jej choroby i po prostu jej wybaczyłam. Z rodzeństwem na ten temat nie rozmawiałam ponieważ z bratem miałam bardzo zły kontakt (zachowywał się w stosunku do mnie psychopatycznie tak jak matka), siostra była młodsza i nie chciałam jej obciążać wtedy. Poza tym jednak głównym uczuciem które mi wtedy towarzyszyło był wstyd. Dopiero jako dorosła kobieta podczas sesji psychologicznych uchyliłam rąbka tajemnicy.
    Żyłam z takim obciążeniem psychicznym wiele lat. Najprostszą próbą ucieczki było wyjście za mąż. I jak to często bywa u takich poranionych osób jak ja wybór był nietrafiony, a mianowicie wyszłam za mąż za gangstera. Z rodziną matki utrzymywałam jedynie stosunki oficjalne, poza jedną kuzynką z którą spotykałam się częściej. Kuzynka ta ???.. pracuje w tej chwili w Prokuraturze Kielce-Wschód, jej mąż ???. jest funkcjonariuszem Policji w Kielcach. Relacje w moim małżeństwie od początku wyglądały w ten sposób, że mąż był osobą apodyktyczną, nieznoszącą sprzeciwu, używającą wobec mnie zarówno siły fizycznej jak i psychicznej. Alkohol i narkotyki to dla niego chleb powszedni. Do tego obracał się w szeregach dobrze zorganizowanej grupy przestępczej i czerpał ogromne korzyści finansowe z nielegalnych transakcji narkotykowych. Całe lata milczałam. A nawet momentami byłam ?wdzięczna?, że wyciągnął mnie z biednej rodziny i zapewniał byt na dość wysokim poziomie. Klasyczny przykład zachowania ofiary.  W momencie kiedy urodziło się dziecko, a stosunek męża do mnie i do syna nadal nie wykazywał żadnych pozytywnych oznak postanowiłam, że się rozstaniemy. W tym celu aby zapewnić lepszy byt zarówno dziecku jak i sobie poszłam na studia aby zdobyć lepszą pracę. Rozpętałam tą decyzją burzę . Mąż nie zgadzał się abym wychodziła z domu gdziekolwiek, nawet na uczelnię. Karał mnie za nieposłuszeństwo używając totalitarnych wręcz metod. W tym samym czasie zauważyłam również bardzo niepokojące objawy zachowania u 5-letniego wówczas synka. Zaburzenia emocjonalne u dziecka były bardzo niepokojące i wykazywały cechy zaburzeń na tle seksualnym. Równolegle dostałam wezwanie do przedszkola gdzie chodził syn i wychowawca również zaniepokojony był zachowaniem dziecka (wskazana została pilna konsultacja psychologiczna). Korzystałam wtedy osobiście od grudnia do lutego 2010 roku z konsultacji psychologicznych u psychologa klinicznego p. ????..). Ta osoba potwierdzi, że już w tamtym czasie szukałam pomocy zarówno dla mojego syna jak i dla siebie. Pierwsze podejrzenia, ze dziecko jest molestowane skierowałam w kierunku swojej matki (bo to z nią Kamil miał częsty kontakt). Natomiast w ogóle nie podejrzewałam męża, tym bardziej że często w domu były poruszane tematy pedofilii i on zawsze wypowiadał się w sposób jednoznacznie potępiający to zjawisko. Bardzo często mówił również, że ma podejrzenia w stosunku do swojego brata, że ten jest pedofilem. Brat jego ???????( obecnie wychowawca w areszcie śledczym w Gliwicach) faktycznie wykazywał takie cechy. Wcześniej kiedy pracował jako wychowawca w katolickiej świetlicy środowiskowej utrzymywał nawet ścisły związek z 12 letnią wówczas dziewczynką. Prawdopodobnie przez ten incydent musiał odejść z pracy. Sama byłam wielokrotnie świadkiem kiedy jako wychowawca tej świetlicy przyprowadzał do mieszkania w którym mieszkał dzieci ze świetlicy (w zdecydowanej mierze to dzieci z rodzin patologicznych). Powiedziałam mężowi  że szukam psychologa dziecięcego aby porozmawiał z synem i mąż wtedy zareagował bardzo agresywnie. Zaczął mnie zastraszać że jak się nie uspokoję to źle się to dla mnie skończy itp. Bardzo zaniepokoiła mnie ta postawa, ale wytłumaczyłam sobie to tym, że być może chce zaoszczędzić stresu dziecku. Postanowiliśmy, że pojedziemy na weekend do Kielc, żeby porozmawiać z rodziną matki, aby ta zmobilizowała ją do leczenia. Zanim wyjechaliśmy ja zaczęłam się dziwnie czuć, a mianowicie zaczęłam doznawać jakichś halucynacji wzrokowych, silnych lęków i uczuć jakich doznaje się po przyjęciu np. LSD, amfetaminy itp.  (przy czym cały czas miałam świadomość tego że są to urojenia i że jest to stan przejściowy). Nie mogłam spać, miałam silne lęki, wymioty, prosiłam męża aby zawiózł mnie do lekarza, ale on nie reagował. W takim stanie po trzech nieprzespanych nocach zamiast do lekarza wsadził mnie w auto i zawiózł do rodziny do Kielc. Myślałam, że kuzynka mi pomoże. Powiedziałam jej że mam podejrzenia, że mąż dosypał mi czegoś do kawy lub herbaty, bo od kilku dni tak się czuję. Powiedziałam jej również że syn mój jest prawdopodobnie molestowany ponieważ zachowuje się w taki sposób i poprosiłam ją aby pojechała ze mną do lekarza ponieważ bardzo słabo się czuję i nie wiem czy sobie z tym wszystkim poradzę. Reagowali bardzo dziwnie. Wszyscy twierdzili że mam się uspokoić, że to wszystko to nieprawda, że do lekarza nie ma się po co wybierać, że samo mi przejdzie. Dodam że do tamtego momentu czyli do lutego 2010 funkcjonowałam na normalnym poziomie psychiczno-społecznym, miałam kontakt z ludźmi, kończyłam studia, zajmowałam się domem i dzieckiem i nic wcześniej nie wskazywało na to abym miała jakiekolwiek zaburzenia psychiczne. ?Rodzina? widząc mnie w jakim jestem stanie zamiast pomóc i chociaż zawieźć do lekarza zorganizowała imprezę proponując mi wódkę jako antidotum. Miałam również w osobnym dzbanku melisę (pewnie w tej melisie były jakieś środki halucynogenne), bo ciągle widziałam i czułam rzeczy których nie ma. Zresztą głośno o tym mówiłam i prosiłam o pomoc. Bardzo niepokoił mnie fakt, że kuzynka z prokuratury i jej mąż policjant (????..)  zachowują się w taki sposób tym bardziej, że doskonale znali przeszłość kryminalną mojego męża, u nich w domu również zażywał narkotyki wcale się z tym nie krył. Oni sami palili z nim również marihuanę. W pewnym momencie widząc, że na ich pomoc nie mam co liczyć powiedziałam, że idę położyć się spać. Leżałam w pokoju kiedy usłyszałam słowa kuzynki Marzeny skierowane do mojego męża, które brzmiały:? ?A jak Kamil znowu zacznie coś mówić w przedszkolu?? Na co mój mąż odpowiedział: ? Nie zacznie, to taki sam debil jak i jego mamusia jest?. Byłam przerażona, bo stało się dla mnie jasne, że mój mąż jest pedofilem. Nie wiedziałam co zrobić, czekałam aż pójdą spać. Doprowadzili mnie do takiego stanu, że w środku nocy z 14/15 lutego 2010r  między 2-3 wybiegłam z domu w samej piżamie. Przebiegłam na drugą stronę osiedla i zadzwoniłam na Policję. W czasie oczekiwania na interewncję zadzwoniłam w szoku do jednego z mieszkań przy ul. Orkana w Kielcach i osoba, która mi otworzyła dała mi kurtkę żebym nie zamarzła. Kiedy podjechał patrol zabrał mnie na Komisariat nr 1 w Kielcach. Ciągle pod wpływem narkotyków, alkoholu i po nieprzespanych 4 nocach bardzo chaotycznie opowiedziałam co się wydarzyło. Prosiłam o wykonanie narkotestów i o interwencję w mieszkaniu kuzynki gdzie przebywa mój mąż z dzieckiem. Powiedziałam, że dziecko jest molestowane. Uspokojono mnie twierdząc, że po takim zawiadomieniu prokurator na pewno dołoży wszelkich starań aby w pierwszej kolejności zabezpieczyć synka. Poinformowałam również, że rodzina pracuje w policji i że będą próbowali tuszować zdarzenie. Zapewniono mnie, że nic takiego nie będzie miało miejsca. W trakcie składania przeze mnie zawiadomienia na komisariacie pojawił się mój mąż razem z ????.., który to poprosił policjantów na bok i dosyć długo z nimi rozmawiał. W tym czasie mój mąż zaczął prosić mnie żebym się uspokoiła i żebym wróciła do domu, że to wszystko mi się wydaje itp. Kiedy odpowiedziałam, że nie wrócę zaczął krzyczeć, że narobiłam problemów rodzinie, że zwariowałam i że w tej chwili mam wracać do domu. Poprosiłam policjantów żeby zadzwonili po pogotowie, że chcę jechać do szpitala. Karetka zawiozła mnie do szpitala psychiatrycznego w Kielcach przy ul. Kusocińskiego. Mąż razem z mężem kuzynki jechali w radiowozie za karetką, która mnie wiozła. Na izbie przyjęć zaczął krzyczeć do lekarki, że ja zwariowałam, że mam matkę schizofreniczkę i żeby nie słuchała tego co mówię. Lekarka wyprosiła go. Rozmawiając ze mną powiedziała, że przeżyłam na pewno bardzo duży stres w związku z całą tą sytuacją lecz na pewno prześpię się i po dwóch dniach dojdę do siebie. Zapytała czy chcę zostać na oddziale. Poinformowała mnie również, że jeżeli złożyłam takie zawiadomienie na policji to obowiązkiem prokuratora jest powołanie biegłego psychologa, który zbada mojego syna. Tym stwierdzeniem uspokoiła mnie na tyle że zgodziłam się na pobyt na oddziale. Zastrzegłam jednak podczas przyjęcia, że nie życzę sobie aby mąż przychodził do mnie. Powiedziano, że mam takie prawo i mąż na pewno nie zostanie wpuszczony. Zadzwoniłam jeszcze w środku nocy do kilku znajomych i wyczerpana położyłam się na łóżku i zasnęłam. Podczas porannej wizyty byłam jeszcze tak zmęczona i niewyspana że poprosiłam aby pozwolili mi jeszcze trochę pospać i porozmawiamy później. Jakąś godzinę po obchodzie na salę wtargnął mój mąż ?????... Zabrali mi telefon twierdząc, że lekarze nie zgadzają się abym miała telefon (wszyscy inni pacjenci mieli) i informując mnie, ze jak się nie uspokoję to stąd nie wyjdę. Nie chciałam z nimi rozmawiać, dostałam ataku histerii widząc męża który nie miał prawa tam być. Oni szybko wyszli natomiast ja przerażona sytuacją i mając świadomość że doszło do korupcji skoro mąż został wpuszczony zaczęłam odłączać kroplówkę z ręki i mówiłam głośno, że nie zostanę na tym oddziale skoro są łamane prawa pacjenta. Reakcja była natychmiastowa- dwóch pielęgniarzy siłą mnie obezwładniło i obudziłam się pozapinana pasami na izolatce. Ponownie przy łóżku był mąż z kuzynką, jednak byłam tak otumaniona lekami, że nie miałam siły słowa powiedzieć a co dopiero oponować. Po tej wizycie zmieniono również klasyfikację moich zaburzeń z lekkich na ostre i zaczęto podawać mi leki jakie podaje się schizofrenikom z tą różnicą że w dawkach po których wyglądałam i funkcjonowałam jak trup. Nie miałam kontaktu z dzieckiem, nie wiedziałam co się z nim dzieje, bez telefonu nie mogłam też zadzwonić do nikogo ze znajomych. Wyjście miałam tylko jedno. Musiałam zacząć udawać, że wszystko co mówiłam to mi się wydawało i musiałam zacząć udawać, że mój mąż nie jest psychopatą i pedofilem. Tym bardziej, że zarówno mąż jak i cała ?kochająca mnie rodzina? byli w szpitalu codziennie. Na pytania co z dzieckiem odpowiadali, że wszystko dobrze ale dziecko zobaczę dopiero jak odwołam te wszystkie zarzuty pod ich adresem. Zaczęłam wszystkich przepraszać i prosić aby przywieźli mi ubrania, powiedziałam, że odwołam wszystkie zarzuty byle by tylko zobaczyć się z synem. Rodzina ciągle powtarzala, że  mam zapomnieć o przeszłości i że mam żyć z mężem w zgodzie to będzie wszystko dobrze.. Zaczęłam też mówić mężowi, że go kocham i że przepraszam za wszystko. Wszystkim dookoła, pacjentom, pielęgniarkom, lekarzom mówiłam że mam bardzo dobrego męża i  że nie wiem dlaczego podejrzewałam go o to że mógłby coś zrobić dziecku. Wtedy to poskutkowało. Mąż zadowolony że ?zmądrzałam? powiedział, że zabierze mnie ze szpitala. Jednak musiałam mu obiecać, że w Sosnowcu (tutaj gdzie mieszkam obecnie) pójdę do lekarza psychiatry i będę się leczyła. Zgodziłam się wtedy na wszystko byle by tylko być przy dziecku. Podczas pobytu w tym szpitalu nie zdarzyło mi się ani razu abym miała jakieś halucynacje, ale nie jadłam ani nie piłam nic co mąż do szpitala przyniósł. Byłam natomiast bardzo osłabiona przyjmowanymi lekami do tego stopnia że zdarzały mi się zasłabnięcia. Przy wypisie ze szpitala zmieniono diagnozę na ostre zaburzenia psychotyczne na tle urojeniowym. Podczas pobytu na oddziale nie odwiedził mnie prokurator ani żaden psycholog policyjny. Z moim dzieckiem w tamtym okresie również żaden psycholog nie porozmawiał. Dochodzenie prowadziła Prokuratura Rejonowa Kielce Zachód pod kierownictwem prokuratora ??? sygn akt 4Ds 75/10.  Pan prokurator na podstawie zeznań mojego męża (czyli oskarżonego przeze mnie), który zresztą kłamał w tych zeznaniach umorzył sprawę stwierdzając, że moje zawiadomienie podyktowane było załamaniem nerwowym. Przesłuchał również mojego kuzyna ??.. (policjanta), oraz męża mojej kuzynki ????? (również policjanta), którzy wspólnie poświadczali tam nieprawdę mówiąc między innymi, że ja od dawna miałam problemy psychiczne. Kuzynki mojej ????., która wiedziała najwięcej na temat moich rzekomych ?urojeń? już nie przesłuchał, być może dlatego że jest pracownikiem Prokuratury Kielce Wschód.  Nigdy nie miałam żadnych problemów psychicznych, nigdy wcześniej nie korzystałam nawet z konsultacji psychiatrycznej, zawsze byłam osobą zrównoważoną emocjonalnie choć wrażliwą. I w momencie kiedy składałam takie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa nie miałam zdiagnozowanych żadnych zaburzeń. Odebrano mi wszelkie prawa jako człowiekowi, a moje dziecko wtedy zostało samo pod opieką pedofila, bo teraz już mam pewność co do tej tezy. Nadmieniam jeszcze, że decyzję  o umorzeniu tego postępowania otrzymał mąż a nie ja, więc nawet nie miałam możliwości się odwołać. Zresztą w tydzień tabletki które mi podawano zrobiły ze mnie wrak człowieka więc nie wiem czy byłabym wtedy w stanie cokolwiek powiedzieć czy napisać. Należy dodać, że pod ?opieką? tej rodziny nie tylko ja i nie tylko moje dziecko doznało traumatycznych wydarzeń. Pod koniec roku 2009 pod opieką mojej psychopatycznej cioci ????.. (matki składającego fałszywe zeznania policjanta ?????) doszło do sytuacji, że wyskoczył przez balkon z 3 piętra jej wnuczek pięcioletni ???????????. Sprawa była chwilkę nagłośniona medialnie, ale ciocię szybciutko położyli na oddział psychiatryczny i została zwolniona wówczas z odpowiedzialności. Jako, że tylu wśród rodziny policjantów, pedagogów i lekarzy sprawa została bardzo szybko umorzona.   Jest jeszcze kilka osób z tej rodziny, których nazwisk nie będę w tej chwili wymieniać, a które również składały zawiadomienia do prokuratury, że ich dzieci są molestowane i nie mają one diagnoz psychiatrycznych. Wszystko odbywa się w hermetycznym kręgu rodzinnym. A jako że rodzina wręcz fanatycznie praktykuje zachowania religijne to na zewnątrz nie wzbudza podejrzeń.                Ale wracam znowu do mojego wątku. Po przyjeździe do Sosnowca cały czas na bieżąco poddawana byłam ogromnej presji psychicznej, mąż znęcał się nade mną i psychicznie i fizycznie, zastraszał mnie że jak się nie uspokoję i nie zapomnę o sprawie to skończę w piachu. Straszył również, że ma takie znajomości, że odbierze mi dziecko. I tego argumentu najbardziej się bałam. Po powrocie spróbowałam nawiązać kontakt z grupą terapeutyczną DDA, na którą uczęszczałam jako studentka pedagogiki zbierając materiał do pracy licencjackiej. Spotkania grupy odbywały się w Ośrodku w Katowicach przy ul. Korczaka 2, prowadzącym terapeutą była ?????? Skontaktowałam się z terapeutą, ta z kolei umówiła mnie na konsultację psychiatryczną w tym właśnie ośrodku. Lekarz, który mnie przyjmował????. nie zauważyła żadnych objawów psychotycznych i zdziwiona była tak wysoką dawką leków. Powiedziała również, że zmniejszy mi do minimum i za jakieś dwa tygodnie spróbujemy odstawić.  W trakcie trwania wizyty mąż wtargnął do gabinetu, krzyczał i zachowywał się agresywnie, lekarka powiedziała że jak nie wyjdzie to zadzwoni na policję. Uspokoił się dopiero po interwencji kierownika ośrodka. Po tym jak dowiedział się, że lekarz tak diametralnie zmniejszył lekarstwa zrobił w domu awanturę, że to debil jest a nie lekarz, że on wie ile mam brać leki i przynajmniej dwa lata mam brać. Zaczął mnie też zmuszać używając szantażu i ogromnej presji psychicznej do tego abym przyjmowała więcej leków. Ciągle straszył, że zabije mnie i dziecko jak się nie uspokoję. Bałam się wtedy o synka i robiłam co kazał. Jednak po takiej dawce nie byłam w stanie zejść z łóżka. Kiedy zdarzyło się że zemdlałam w drodze

2

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Część II

do łazienki i głową uderzyłam o płytki na przedpokoju powiedziałam dość. Wieczorem udało mi się oszukać męża i nie połknęłam tabletek. Następnego dnia rano zadzwoniłam do terapeutki, po krótce opisałam sytuację i zaproponowała mi abym przyjechała po południu na spotkanie grupowe to pomyślimy co zrobić. Mąż jak zobaczył że ja popołudniu chcę gdzieś wyjść to zrobił wielką awanturę, zabrał i potrzaskał mi telefon. Powiedziałam że chce iść na takie spotkanie, że potrzebuje kontaktu z ludźmi żeby się lepiej poczuć. Oznajmił że mam 15 minut na to żeby powiedzieć dzień dobry i że jeżeli po 15 minutach nie wyjdę to on tam po mnie wejdzie. Poinformowałam o tym terapeutkę, myślałam jednak że on żartuje. Po 15 minutach od rozpoczęcia spotkania wtargnął do sali z grupą ok. 7 osób, wszyscy ubrani w dresy moro. Do mnie powiedział, że mam w tej chwili wychodzić  a do reszty zwrócił się słowami, że ma spisane ich nr telefonów, tablice rejestracyjne i że nie wiedzą z kim mają do czynienia. Jeden z jego kolegów kamerował całe zajście. W tym czasie terapeutka zadzwoniła po policję. Funkcjonariusze, którzy przyjechali zabrali mnie na komisariat V do Katowic żebym złożyła zeznania. Po tym incydencie zaproponowali mi abym nie wracała do domu tylko do Ośrodka  Interwencji Kryzysowej. Było to 5 marca 2010r. Do ośrodka(przy ul. Kraszewskiego w Sosnowcu) zawiózł mnie policjant o nazwisku ??... W ośrodku powiedziałam, że nie zostanę bez dziecka, więc obiecano mi że dzisiaj już jest późno, ale następnego dnia pojedziemy z policją po dziecko do domu. Zadzwoniłam z ośrodka do siostry informując ją, że zostaję tam na noc. Dostałam pokój i poszłam spać. W środku nocy obudziła mnie osoba pełniąca dyżur twierdząc, że dzwoni do niej komisariat IV policji w Sosnowcu z pytaniem czy przebywam na terenie ośrodka. Proszę ją aby nie udostępniała takich informacji, bo mąż ma kolegów na tym komisariacie i jak będzie wiedział że tu jestem to na pewno tu przyjedzie. Jednak ona twierdzi, że musi podać fakt, bo mąż jest w tej chwili w tym komisariacie i chce zgłosić moje zaginięcie. Więc ja już wiedziałam, że on tam przyjedzie. I faktycznie o godzinie 6 rano przyjechał razem z moją kuzynką z Kielc i z jej mężem policjantem. Siedzieli i rozmawiali z personelem do 9 (czyli 3 godziny). W późniejszym terminie rozmawiali również z kierowniczką tego ośrodka. Po tych owocnych rozmowach stanowisko względem mojej osoby ulega zmianie o 180 st. A mianowicie dowiedziałam się, że po dziecko jednak nie pojedziemy, bo mąż nie ma ograniczonych praw rodzicielskich i tak samo jak ja może zajmować się dzieckiem. Że za pobyt w ośrodku będę musiała prawdopodobnie zapłacić i  że najlepiej byłoby gdybym zdecydowała się na kolejną hospitalizację w celu obserwacji mojego stanu zdrowia i zdobyciu pełniejszej diagnozy. Mąż oczywiście służy pomocą i taki pobyt w szpitalu jak najbardziej chętnie załatwi. W trakcie kilkudniowego pobytu w tym ośrodku byłam cały czas zastraszana telefonami, używał gróźb, że pozbawi mnie  życia, że poświęci również dziecko jeżeli nie zacznę robić tego co on chce (oczywiście dla własnego dobra). Ciągle dostawałam sms-y, które miały utwierdzić mnie w tym, że cała ta sytuacja która miała miejsce była przeze mnie wymyślona i jest wynikiem mojej choroby (wtedy jeszcze nie miałam żadnej choroby zdiagnozowanej). Tak zachowywał się w rozmowie telefonicznej ze mną, natomiast do ośrodka przychodził elegancko ubrany i prawie płakał mówiąc, że nie wie co się ze mną dzieje, że co to za ciężka choroba i że on mnie tak bardzo kocha i zrobi wszystko aby mnie wyleczyć.  Widząc, że na pomoc ośrodka nie bardzo mogę liczyć postanowiłam spróbować sama zadziałać. Złożyłam pozew rozwodowy 15 marca. Spróbowałam ponownie skontaktować się z terapeutką i z grupą ale wszyscy zostali tak skutecznie zastraszeni, że każdy już bał się kontaktu ze mną.  Z synkiem starałam się nie poruszać tematu z uwagi na to, że w tamtym okresie miał dość innych ?atrakcji?. Niestety nie miałam do kogo iść mieszkać z dzieckiem więc zmuszona byłam zostać wtedy pod jednym dachem z mężem. I znowu zaczyna się kolejny horror mój i mojego ukochanego synka. Mąż nieustannie informuje mnie w kontaktach bezpośrednich jak i telefonicznych, że jestem bardzo ciężko chora (pomimo, że jedynym objawem tej ?choroby? jest uzasadniona niechęć do jego osoby). Byłam na bieżąco poddawana   presji psychicznej, ograniczał wszelkie moje kontakty osobiste, inwigilował wszystkie rozmowy telefoniczne i sms-y. Siłą i przemocą psychiczną zmusił mnie abym podjęła leczenie u jego kolegi psychiatry, ordynatora oddziału psychiatrycznego w Sosnowcu ???... Lekarz ten (byłam u niego dwa razy) stwierdził: ? Ma pani niewłaściwy stosunek do męża i dopóki nie zmieni pani swojego nastawienia to będziemy podawać leki?. Argumentacja, że po rozmowie z dzieckiem wiem, że wydarzyło się coś złego oraz to że diagnoza pedagogiczna z przedszkola była bardzo niepokojąca nie docierają do tego pana w ogóle. Twierdzi on natomiast, że jak ktoś jest chory tak jak ja to nie ma poczucia choroby. Po lekach które mi przepisał leżałam 24 godziny w łóżku, miałam problem nawet z dojściem do ubikacji, bo często po drodze traciłam przytomność, przy łóżku leżała miska, bo co chwilę miałam też silne wymioty. Moje dziecko wówczas pięcioletnie patrzyło na stan w jakim jestem i zalewało się łzami, a ja nie miałam nawet siły żeby usiąść i przytulić synka, bo miałam tak silne zawroty głowy, że od razu musiałam się kłaść . Nikt z rodziny nie przyjechał, nie pomógł, kolejny raz mój synek został z takim obciążeniem psychicznym sam. Po dwóch tygodniach tej przymusowej terapii zaczęłam mieć myśli samobójcze, nigdy wcześniej ich nie miałam.  Mówiłam o tym zarówno lekarzowi, mężowi jak i ?rodzinie?. Widzieli w jakim jestem stanie psychicznym, a mimo wszystko zgodzili się abym sama (taka naćpana prowadziłam auto) wyjechała z dzieckiem w góry. Podczas kilkudniowego pobytu wielokrotnie dzwoniłam i informowałam, że nie daję rady, że jak mi nikt nie pomoże to sobie życie odbiorę, że po tych lekach jest coraz gorzej a nie coraz lepiej. Nikt nie zareagował. Postanowiłam w tym samym dniu wrócić do domu i więcej do lekarza ????? nie iść. Poinformowałam również męża że więcej tych prochów łykać nie będę. Oczywiście zaczęły się groźby, zastraszanie, terror, ale starałam się ze wszystkich sił bronić. Powoli dochodziłam do normalnego stanu psychicznego. Dziecko moje zaczynało się uśmiechać widząc że mama zaczyna podnosić się z łóżka. Jednak do tematu molestowania nie wracałam gdyż nie chciałam przywoływać mu złych wspomnień. Postanowiłam spokojnie poczekać na sprawę rozwodową. Łudziłam się, że mąż da nam spokój. Jednak w domu atmosfera była nie do zniesienia, ciągle byłam bita, poniżana, słyszałam nieustannie, że jestem zerem, debilem, szmatą, to w czterech ścianach. Natomiast na zewnątrz mąż chodził, płakał, opowiadał wszystkim znajomym jaką ja mu krzywdę wyrządziłam tym że go pomówiłam o molestowanie, mówił jak bardzo mnie kocha i że wszystko mi wybaczy, bo wie że jestem ciężko chora i mi to przejdzie. Na pytania czym ta choroba psychiczna się objawia zawsze odpowiadał, że ja po prostu świetnie udaję, że jestem zdrowa i że udało mi się tak udając wszystkich oszukać. Czułam się w tamtej chwili totalnie zaszczuta, osaczona bez jakiegokolwiek wsparcia. Podczas jednego weekendu pojechałam z synkiem do bratowej na wieś. W trakcie kiedy siedziałyśmy i rozmawiałyśmy jej mała córeczka przyszła i powiedziała: ?mamusiu nie mogę zrobić kupki?, na co ona odpowiedziała, żeby się postarała, bo jak nie, to będzie ją bolał brzuszek  i będzie musiała jej dać czopka glicerynowego. Kamilek (mój synek) zareagował natychmiast na słowo czopek. Spuścił głowę i cichutko powiedział: ?takiego jak daje mi tata?, po czym wybiegł z pokoju. Byłam przerażona, bo wiedziałam, że mąż nigdy nie opiekował się synkiem kiedy był chory. Jak sam wcześniej zeznawał w prokuraturze nie podawał dziecku żadnych czopków, nigdy też nie kąpał się z dzieckiem. Wszystkie moje obawy, które skutecznie próbowano mi wymazać lekami powróciły. Postanowiłam na spokojnie z synkiem porozmawiać. Podczas wielu rozmów, które trwały wiele dni i podzielone były na kilka etapów dziecko moje opowiedziało mi ze szczegółami co tata mu robił. Oprócz praktyk pedofilskich, które polegały na wspólnych kąpielach, dotykaniu, nakłanianiu do ?zabaw?, synek powiedział mi również że tata kazał mu brać do buzi taką linkę i wciągać powietrze, po czym było to bardzo śmierdzące, niedobre i bardzo po tym kaszlał. Powiedział również, że płakał, nie chciał tego mieć w buzi i ?nie umiał po tym chodzić?. Wywnioskowałam, że mąż jako wierny fan marihuany, którą pali często z tzw. bonga nakłaniał również dziecko do takich rzeczy. Kamilek mówił również, że wiele rzeczy nie pamięta i nie wie czy mu się to nie śniło. I ciągle pytał czy na pewno nie powiem tacie, czy będzie to tylko nasza tajemnica. Wiedziałam że na pomoc ?bliskich? nie mogę liczyć zadzwoniłam więc pod numer podany na stronie www.stoppedofilom.pl. Najczęściej rozmawiałam z panią ??????.., która przez telefon instruowała mnie co mam robić. Powiedziała mi również, że może lepiej jeśli przed sprawą nie będę konsultowała dziecka z psychologiem, gdyż prokurator i tak będzie powoływał biegłego więc lepiej zaoszczędzić dziecku stresu, żeby było przesłuchiwane tylko raz. Powiedziałam tej pani również, że mam za sobą jedną hospitalizację psychiatryczną i że mąż będzie się starał za wszelką cenę podważyć wiarygodność tego co mówię. Ona uspokoiła mnie, twierdząc że prawo polskie działa w ten sposób, że w takich sytuacjach zawsze pod uwagę brane jest dobro dziecka i w pierwszej kolejności to dziecko jest przesłuchiwane. W tym czasie unikałam męża razem z dzieckiem i mieszkałam ok. 3 tygodni u bratowej, nie mówiłam też nic na temat tego co się dzieje. Był to okres wakacyjny więc nie wzbudzało to podejrzeń męża, co jakiś czas przyjeżdżał i kontakt z dzieckiem miał. Kupiłam również dyktafon i próbowałam nakłonić synka jeszcze raz na rozmowy, jednak widać było, że nie chciał zbyt chętnie ponownie na ten temat rozmawiać. Mimo wszystko kilka rozmów udało się przeprowadzić. Skopiowałam je na płyty CD. Dnia 7.07.2010 za radą Fundacji Kidprotect.pl złożyłam w Sądzie Rejonowym w Sosnowcu wniosek o przyznanie mi tymczasowej pełnej władzy rodzicielskiej nad synem oraz o zabezpieczenie powództwa poprzez wydanie mi odpowiedniego zaświadczenia. We wniosku tym napisałam, że mam uzasadnione podejrzenia względem męża oraz że dzisiaj również złożyłam w Prokuraturze w Katowicach zawiadomienie o przestępstwie. Pani ????. z Fundacji Kidprotect z którą byłam na bieżąco w kontakcie telefonicznym informuje mnie, że teraz to już sprawy potoczą się szybko, że w takich sytuacjach działają Sądy 24-godzinne, że prokurator pewnie do tygodnia powoła psychologa więc spokojnie czekałam na rozwój wydarzeń. W Prokuraturze w Katowicach prosiłam aby śledztwo było przeprowadzone tam, gdyż w Sosnowcu mąż ma znajomości i na pewno będą starali się zamieść sprawę po dywan. Pani prokurator Jolanta Kosowska zapewnia mnie, że na pewno tak nie będzie i że przekaże zawiadomienie o przestępstwie prokuratorowi, który jest sumienny i ma duże doświadczenie w podobnych sprawach. Sprawa moja więc trafia do Prokuratury w Sosnowcu, zajmowała się nią p. prokurator ????... W zawiadomieniu o przestępstwie były  dwa wątki, jeden to molestowaniu seksualne syna, drugi to znęcanie się nade mną psychiczne. Kopii nagrań na których syn mówił o praktykach taty nie dołączyłam, gdyż uzyskałam informację, że to prokurator ma szukać dowodów a nie ja i  że najważniejsza będzie rozmowa psychologa z synem. Fundacja Kidprotect zapewnia mnie, że w pierwszej kolejności prokurator na pewno zajmie się sprawą dziecka, bo to jest priorytet. Czyli żyłam w pewności, że najpierw zostaniemy przesłuchani ja i dziecko. Tak się jednak nie stało. Po kilku dniach mąż wiedział już od ?znajomych?, że w Sądzie w Sosnowcu i w Prokuraturze złożyłam zawiadomienie. Są adnotacje w sądzie w jakich dniach czytał akta. Zaczął do mnie wydzwaniać i grozić mi tak bardzo, że realnie obawiałam się o swoje życie i życie dziecka. I jak to wtedy nazwał uruchomił całą swoją ?machinę?, aby udowodnić mi że jestem debilem. Zaczęło się wtedy dla mnie piekło. Poinformowałam rodzinę w Kielcach o tym co zrobiłam. Powiedziałam im również, że jestem w stanie zapomnieć o przeszłości byle by tylko pomogli mojemu dziecku i mnie. Pomogli po raz kolejny mojemu mężowi. Wiem, że podczas całej sprawy, w czasie kiedy mnie i dziecka nie było w domu, oni przyjeżdżali i nocowali w moim mieszkaniu. Codziennie otrzymywałam od męża dziesiątki sms-ów , treści których były sprzeczne ze sobą. Raz pisał, że bardzo mnie kocha i że mi wybacza, bo przemawia przeze mnie choroba, za chwile pisał, że jestem debilem, mam chory łeb i poniosę konsekwencję swoich czynów. Jeśli nie odbierałam telefonów to potrafił dzwonić 3 godz non stop, miałam po kilkadziesiąt połączeń nieodebranych. Wszystkie sms-y które pisał, sugerowały że jeżeli zdecyduję się na leczenie to on mi pomoże. W odpowiedzi na to, co Kamilek mówił i co mam nagrane twierdził, że dziecko ma również w genach przekazaną chorobę i do tego fantazjuje. Powiedziałam, że jeżeli biegły psycholog przeprowadzi rozmowę z dzieckiem i potwierdzi, że są to jego fantazje to ja wtedy jestem gotowa łykać tabletki nawet do końca życia ale najpierw muszę mieć taką pewność. Mąż na pewno korzystał w tamtym czasie z pomocy wielu ?doradców? o czym świadczą jego smsy jakie w tamtym czasie wysyłał. Ciągle powoływał się na wartości rodzinne, twierdził że bardzo mnie kocha, że tęskni za nami i że nigdy w życiu nie wyrządził dziecku żadnej krzywdy i jeżeli wrócę to mi wszystko wybaczy. Po czym za chwilę wysyłał sms-a w tonie obelżywym, chamskim i wskazującym na jego bezwzględność. Klasyczny przykład prania mózgu. Byłam bombardowana tą ?miłością męża? od świtu do nocy. Wyprowadziłam się wtedy od bratowej i pojechałam z synkiem do ciotki do Katowic. Tydzień po tym jak złożyłam zawiadomienie w Sądzie i w Prokuraturze, mąż również złożył stosowne dokumenty w instytucjach w których ja byłam pierwsza. Oprócz tego złożył jeszcze zawiadomienie w MOPS w Terenowym Komitecie Ochrony Praw Dziecka, gdzie stwierdził, że wróciła mi choroba (nadmieniam kolejny raz że w tamtym czasie nie miałam stwierdzonej żadnej choroby). Jednak 21.07.2010 r kolega męża lekarz psychiatra ???. bez mojej zgody i wiedzy wystawił mężowi zaświadczenie, że od 17.03.2010 do 7.04.2010. leczyłam się u niego i w tym czasie zdiagnozował u mnie schizofrenię. Byłam u tego pana w gabinecie wbrew własnej woli, zawiózł mnie tam mąż obiecując, że porozmawiam sobie tylko z lekarzem, że jest on najlepszym specjalistą w regionie i że jeżeli uzna że jestem zdrowa to na pewno nie będę brała leków. Lekarz ten podczas pierwszej wizyty usilnie namawiał mnie abym na kilka dni położyła się w szpitalu aby sobie ?odpocząć? i nabrać dystansu do sprawy. Kiedy zdecydowanie odmówiłam powiedział, że muszę brać leki przynajmniej jakiś czas, bo moje relacje z mężem są ?nienormalne? i mam się pokazać za tydzień to zobaczy co będzie dalej. Po tygodniu kiedy byłam w stanie totalnego otumanienia i nie mogłam nawet słowa wydobyć tak mi się język plątał zauważył dużą poprawę i w związku z tą poprawą zwiększył dawkę leków. Powiedział wtedy pamiętam dokładnie: ? to na pewno nie jest schizofrenia?, po czym wystawił mężowi takie zaświadczenie. I właśnie z tym zaświadczeniem mąż biegał po wszystkich instytucjach i składał zawiadomienia, że uprowadziłam dziecko. Złożył również zawiadomienie na policji, że porwałam dziecko i że nie wie gdzie się znajdujemy, co oczywiście było nieprawdą bo na bieżąco był informowany, że z synem wszystko w porządku, codziennie pisałam jednego sms-a z informacją. Ponadto utrzymywał kontakt z moją siostrą, a ona doskonale wiedziała gdzie przebywałam z dzieckiem. Zadzwonił do mnie któregoś dnia policjant o nazwisku ??..i z komendy w Sosnowcu i powiedział, że mam udać się z synem do najbliższego komisariatu policji, bo jeśli tego nie zrobię to on przyjmie od męża zawiadomienie o zaginięciu moim i dziecka. Na tłumaczenia, że rodzina wie gdzie przebywam i że nie zaginęłam odpowiedział nieprzyjemnym tonem, że albo będę współpracować albo on przyjmie taki wniosek. Wzięłam więc dziecko za rękę i poszłam na komisariat chyba nr 2 w Katowicach przy ul. Żwirki i Wigury. Opisałam sytuację w jakiej się znajduję, powiedziałam o tym, że wiem, że mąż ma znajomości w policji i bardzo proszę fakt że tutaj przyszłam zachować w dyskrecji. Funkcjonariusz obiecał, że na pewno mąż nie dowie się że tutaj jestem i zaprosił mnie z dzieckiem na górę w celu sporządzenia notatki. Byłam tam może ok. 30 minut. Po załatwieniu formalności wzięłam dziecko za rękę i schodząc po schodach zobaczyłam na dole swojego męża. Zaczął krzyczeć, wyzywać, że porwałam dziecko, zadzwonił również po pogotowie sugerując lekarzowi, że jestem niepoczytalna i że trzeba mnie siłą do zakładu psychiatrycznego wywieźć. Dziecko płakało i z całych sił trzymało mnie za szyję. Mąż próbował odciągnąć lekarza na kilka słów na osobności (pewnie po to aby dać łapówkę), jednak ten lekarz się nie zgodził. Porozmawiał ze mną i z dzieckiem, streściłam pobieżnie sytuację i na szczęście wtedy uwierzył mnie. Wezwał męża i powiedział, że on nie stwierdza żadnych zaburzeń psychicznych u mnie, że dziecko jest zadbane i samo powiedziało, że chce zostać przy mamie. Powiedział również żeby mąż nie robił takich scen, bo to bardzo niekorzystnie wpływa na stan emocjonalny syna. Mąż jednak powiedział, że nie wyjdzie z komisariatu bez syna. Poprosiłam policję aby odwiozła mnie z dzieckiem, bo boję się, że mąż na ulicy będzie próbował go wyrwać, ale odmówili. Lekarz zaproponował, że mogę podjechać karetką pogotowia na najbliższy postój taksówek. Od tamtej pory byłam już tak zastraszona, że bałam się wychodzić nawet z dzieckiem na plac zabaw, ciągle rozglądałam się dookoła czy nikt za nami nie chodzi, tym bardziej, że zaczęłam też dostawać smsy z pogróżkami, że po tym jak się zachowałam to on ?załatwi mnie w białych rękawiczkach?, że ma od tego ludzi i że daleko nie ucieknę. Sąd rodzinny w Sosnowcu , który miał wydać postanowienie w trybie przyspieszonym zastosował dziwną procedurę, a mianowicie wysłał kuratora na adres który podałam jako adres do korespondencji. Pani z Fundacji Kidprotect doradziła abym w związku z tym wybrała się do prezesa sądu i powiedziała, że jest okres wakacyjny i wyjeżdżam z dzieckiem na wakacje. Tak też zrobiłam. W odpowiedzi usłyszałam że moje zachowanie nie jest normalne, bo utrudniam ojcu kontakt z dzieckiem. Próbowałam tłumaczyć dlaczego tak robię, mówiłam że jak podam adres pod którym przebywam, to mąż ma wgląd do akt i za chwilę tam będzie a ja mam już dosyć tej nagonki na moją osobę. Pani prezes nie była jednak specjalnie zainteresowana rozmową ze mną. Stwierdziła krótko i oschle, że mam podać adres, bo sąd chce wysłać kuratora żeby sprawdzić w jakich warunkach przebywa dziecko. Zdenerwowałam się wtedy i zapytałam czy jak wyjadę z dzieckiem nad morze to tam również wyśle kuratora? Widząc, że dalsza rozmowa nie ma sensu napisałam pismo, że do końca wakacji przebywam z dzieckiem na urlopie, nie podałam adresu. Podałam natomiast nr telefonu i poinformowałam ustnie, że gdyby jednak ktoś zdecydował się pomóc mojemu dziecku to proszę dzwonić i wstawimy się na każde wezwanie. Sąd ten ustalił termin rozprawy o ustanowienie tymczasowej opieki nad dzieckiem na 29 września 2010r. Wniosek z tego taki, że prawo polskie i sądy rodzinne sprzyjają pedofilom.  Prokuratura sosnowiecka mniej więcej w tym samym czasie znowu zastosowała ?nadzwyczajną? wersję postępowania, bo zamiast tak jak mi wcześniej obiecywano powołać biegłego psychologa dla dziecka, wezwano potencjalnego sprawcę aby złożył wyjaśnienia. Oczywiście mąż złożył takie wyjaśnienia, które przedstawiły go w świetle ofiary i osoby pokrzywdzonej okrutnie przeze mnie. Podpierał się kłamstwami na mój temat i zaświadczeniem od kolegi. Następnie pani prokurator Mariola Poczęta wysłała zawiadomienie, że ja mam przyjechać i złożyć stosowne wyjaśnienia do sprawy. Zadzwoniłam do niej i poinformowałam ją telefonicznie, że się rozchorowałam i że mam gorączkę, ale dziecko jest zdrowe i cały czas czeka na rozmowę z psychologiem i że mija już drugi miesiąc a moje dziecko nie otrzymuje żadnego należnego mu wsparcia. Pani prokurator odpowiedziała mi, że to ona decyduje o kolejności postępowania a nie ja i że nadal czeka aż ja wyzdrowieje. Fundacja Kidprotect z którą się skontaktowałam powiedziała, że bardzo dziwnie te procedury w Sosnowcu względem dzieci wyglądają. Sytuacja ta sprawiła, że przestałam się łudzić i liczyć na jakąkolwiek pomoc z instytucji w moim mieście. Do tego nieustannie maltretowana byłam telefonami i smsami od męża. Widziałam również po dziecku, że ma dosyć tego ciągłego życia w strachu, oglądania się za siebie czy nas ktoś nie śledzi i chciałam aby jak najszybciej o całym tym koszmarze zapomniał. Zbliżał się termin rozpoczęcia zerówki i mąż nieustannie informował mnie, że jak 1 września Kamilek nie pojawi się w przedszkolu to uruchomi taką machinę, że zamkną mnie dożywotnio w zakładzie psychiatrycznym. Na 30 sierpnia ustalony był termin sprawy rozwodowej na którą musiałam przyjechać. Prokuratura sosnowiecka wysłała też kolejne wezwanie dla mnie na 6 września, nadal nie robiąc nic w kierunku pomocy dla mojego dziecka. Czułam, że znalazłam się w sytuacji bez wyjścia, widząc jak rozległe kontakty ma mąż zaczęłam tracić po prostu nadzieję. Do tego mój synek bardzo bał się takiego badania psychologicznego, mówił że nie chce mówić o tych rzeczach do nikogo, że boi się, że jak będzie mówił to umrzemy, płakał, prosił żebyśmy nie szli do żadnego sądu. Byłam rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony bardzo chciałam aby specjalista porozmawiał z synem, z drugiej nie chciałam przysparzać dziecku dodatkowych stresów i traumatycznych doznań, bo w tamtym czasie oboje mieliśmy już dość. Poza tym patrząc na to, co do tej pory ?eksperci? i instytucje dla nas zrobiły zaczęłam obawiać się, że psycholog może być również przychylny bardziej mojemu mężowi niż dziecku. Podczas wszystkich tych wakacyjnych dni codziennie rozmawiałam z synem, codziennie również pytałam czy chce rozmawiać z tatą, za każdym razem odpowiadał że nie. Mąż wydzwaniał codziennie setki razy, ja mu odpisywałam, że Kamilek nie chce z nim rozmawiać. Wieczorami kiedy kładliśmy się spać zawsze pisałam sms-a po zakończonym dniu i informowałam o tym, że z dzieckiem wszystko w porządku. Przekazywałam też dziecku wszystkie informacje jakie mąż wysyłał do niego poprzez sms. Podczas pobytu w górach synek poinformował mnie, że już tak bardzo nie boi się tatusia i że jak ja chcę to może z nim porozmawiać. Odpowiedziałam, że to on musi chcieć a nie ja i że jak będzie chciał to na pewno dam mu telefon i porozmawia. Troszkę się wahał, jednak po pewnym czasie przyszedł i powiedział że chce porozmawiać tylko żebym była obok. Mąż ciągle dzwonił, więc wtedy odebrałam to połączenie i syn miał możliwość porozmawiania. Rozmawiali dosyć długo. Po rozmowie dziecko powiedziało, że chce wracać już do domu. Poinformowałam o tym męża, nadmieniłam jednak, że ma szukać sobie mieszkania, bo nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania pod jednym dachem. W tym samym dniu mąż przyjechał po nas do Wisły, było to kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego ok. 25 sierpnia 2010. Wróciliśmy do domu. Całą drogę wmawiał mi nadal, że jestem ciężko chora i że gdyby było inaczej dziecko nigdy by się do niego nie odezwało. Nie komentowałam tego faktu ponieważ na swoim przykładzie wiem, że ja również odzywałam się do swoich oprawców, a nawet były momenty, że byłam im wdzięczna. W myśl zasady, że jak nie możesz pokonać wroga to się z nim zaprzyjaźnij. Mąż wstępnie obiecał, że wyprowadzi się gdzieś do rozprawy, jednak na miejscu zmienił zdanie i oznajmił, że jak mi się coś nie podoba to ja mogę się wyprowadzić ale bez dziecka. Zmienił również stosunek do mnie i do Kamilka. Zrobił się czuły troskliwy, przynosił prezenty, przytulał syna. Wobec mnie również zaczął zachowywać się bardzo dobrze jak nigdy dotąd. Trochę mnie to zmyliło, bo przygotowana byłam na agresję jak zwykle, a tu taka metamorfoza. Przysięgał, że to co Kamilek mówił to nieprawda, klęczał i płakał twierdząc, że on dziecku nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Poza tym synek raz powiedział, że nie wie czy to wszystko to nie był sen. Mąż podchwycił się tej myśli i cały czas uparcie twierdził że to wszystko na pewno dziecku się przyśniło. Cały czas twierdził również że bardzo mnie kocha i że jeżeli wycofam zeznania to wszystko będzie dobrze, jeżeli natomiast nie zrobię tego to złoży do sądu wniosek o ubezwłasnowolnienie mojej osoby i że zrobi to z miłości do mnie. Byłam nieustępliwa i dalej trwałam przy tym, że najpierw psycholog porozmawia z dzieckiem. W trakcie tych kilku dni ciągle nalegał ale robił to używając perswazji i odwołując się ciągle do czasów kiedy między nami było dobrze. Prosił też o kolejną szansę, nie chciał się rozwodzić. Był bardzo przekonujący. Do tego synek zaczął również prosić o to, abyśmy zostali wszyscy razem i nie chodzili do żadnego sądu. Rozdzwoniły się też telefony od ?rodziny?, że jeżeli będę dalej szła w zaparte to oni będą w sądzie zeznawać na korzyść męża. Żeby dotarło do mnie w końcu to, że wszystko co myślę to moje urojenia, bo na tym właśnie polega moja choroba. I że naprawdę wszystko to o czym mówię nigdy się nie wydarzyło. Że pomogą mi znaleźć innego lekarza jeżeli nie chcę chodzić do tego znajomego męża i żebym zdecydowała się chociaż na jedną wizytę to specjalista rozwieje wszystkie moje wątpliwości. Czułam, że nie mam wyboru. Najbardziej jednak bałam się tego, że jak wszyscy zaczną zeznawać przeciwko mnie to może zdarzyć się sytuacja, że zostanę pozbawiona praw rodzicielskich. W sądzie na sprawie rozwodowej mój wniosek o rozwód oddalono. Nie miałam adwokata. Sąd uznał, że skoro do niedawna byliśmy kochającą się rodziną to pozew składałam pod wpływem załamania nerwowego i jeżeli za rok będę twierdzić, że nadal chce się rozwieść to mam złożyć następny pozew. Mąż wyszedł z rozprawy szczęśliwy, ja załamana. Próbowałam jeszcze nalegać aby się wyprowadził ale rozmowy kończyły się awanturami. Cała rodzina ?triumfowała?. Zmuszono mnie groźbami abym wycofała sprawę z prokuratury ( w zamian mąż obiecał mi, że nie będzie próbował odebrać mi dziecka nawet jak kiedyś zdecyduję się na rozwód). Dzień przed terminem mojego wezwania do Prokuratury zaczęłam się bardzo dziwnie czuć (stan ogromnego osłabienia, zawroty głowy, wymioty). Po przebudzeniu rano mój nastrój był niewiele lepszy. Mąż oczywiście stwierdził, że jest to wynik choroby psychicznej i powiedział, że sam pojedzie do pani prokurator, a ja mam iść dzisiaj bezwzględnie do lekarza psychiatry. Z usług nowej pani doktor korzystała żona przyjaciela mojego męża i to ona ją poleciła jako kogoś kto jest godny zaufania. Lekarka ta to ????, ordynator oddziału psychiatrycznego w Katowicach. 6.09.2010 pojechałam na wizytę z ????. (z żoną przyjaciela męża i partnera w ?interesach?). Opowiedziałam jej pobieżnie sytuację. Powiedziałam również, że rodzina jest po stronie męża nie wyjawiając jednak faktu dlaczego. Powiedziałam, że to iż moje dziecko jest molestowane to nie jest mój wymysł, że synek sam mi to powiedział i że jak chce to mogę jej odtworzyć nagranie z dyktafonu. Nie chciała. Powiedziała mi tylko, że również ma dwoje dzieci i że doskonale wie jaką fantazję mogą takie dzieci mieć. Zapytała o to jakie w tej chwili dziecko ma relacje z mężem, odpowiedziałam że dobre. Wtedy pani doktor bardzo szczegółowo opisała mi na czym polegają urojenia. Powiedziała mi również, że jako iż matka moja jest schizofreniczką to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że moje ?urojenia? mają podłoże schizofreniczne i że w przyszłości taka choroba może się u mnie rozwinąć. Dodała, że w chwili obecnej absolutnie żadnych stanów psychotycznych nie widzi i na pewno w tej chwili nie choruję na schizofrenię, niemniej jednak proponuje leczenie aby ?naprawić? zaburzone relacje w rodzinie. Rozmawiała też ok. godziny z moim mężem bez mojego udziału. Po tej rozmowie stwierdziła, że mąż bardzo kocha zarówno dziecko jak i mnie i że naprawdę mało prawdopodobne jest aby mógł skrzywdzić syna. Żebym chociaż spróbowała dać mu szanse, że dostanę leki po których będę bardziej obiektywnie oceniać sytuację i realnie oceniać stan rzeczy. Zapytałam ją wtedy po co mi te leki skoro sama powiedziała że nie mam objawów ani psychozy ani schizofrenii. Odpowiedziała, że po takim stresie jaki przeszłam i po psychoterapii można podać tak profilaktycznie, żeby nie doszło do rozwoju schizofrenii. Lekarka ta w przeciwieństwie do psychiatry ???. była bardzo miła, wzbudzająca zaufanie i starająca się udzielić odpowiedzi na każde pytanie. Zaniepokoił mnie jedynie fakt, że pomimo tego co mówiła proponowała abym na kilka tygodni położyła się w szpitalu na obserwacji. Zdecydowanie odmówiłam. Powiedziała mi wtedy, że dlatego mi to proponuje aby podważyć diagnozę poprzedniego lekarza z którą ja się nie zgadzam, że w szpitalu ma więcej możliwości do obserwacji itp. Ale jeżeli nie chcę to podczas takich prywatnych wizyt również może zebrać stosowną dokumentację tyle, że będzie to trwało na pewno dłużej. Zaufałam jej. Wykupiłam lekarstwa, które wypisała i pojechałam do domu. W domu mąż znowu zaczął mnie zastraszać, że jak w prokuraturze będę zeznawać na jego niekorzyść to ?zrobi ze mną porządek?, dokładnie również poinformował mnie co powiedział on i co mam mówić ja, żeby zeznania nasze się pokrywały. Obiecał, że jeśli sprawa zostanie umorzona to wyprowadzi się i da mi spokój. Wieczorem wzięłam tabletkę od psychiatry i poszłam spać. Rano sytuacja znowu podobna do poprzedniej, bardzo źle się czułam, miałam silne zawroty głowy, trudności z oddychaniem. Mąż twierdził, że to wszystko stres i zawiózł mnie do pani prokurator. Widziała w jakim jestem stanie, ledwo siedziałam na krześle, prosiłam żeby otworzyła okno bo mi słabo. Skwitowała jednym zdaniem- że jak się narobiło bałaganu to teraz trzeba to dkręcić. Streściła to co powiedział mąż, zapytała czy się z tym zgadzam, po czym zadawała pytania tendencyjne. Wycofałam się prawie ze wszystkiego o co oskarżałam męża. Jedyne o czym w tamtej chwili marzyłam to żeby stamtąd wyjść tak źle się czułam. Zapytałam czy nie możemy tej rozmowy przełożyć na inny termin, bo naprawdę nie czuję się na siłach, odpowiedź była oczywista. Resztkami sił powiedziałam, że może i są to moje urojenia, ale syn naprawdę mówił mi takie rzeczy dlatego uważam, że ktoś powinien z dzieckiem porozmawiać, bo nie wierzę w to że ma fantazje takiej treści. Widząc negatywny stosunek do mojej osoby straciłam wiarę i szacunek do instytucji państwowych, które są od tego aby pomagać pokrzywdzonym. Podpisałam wszystko co pani prokurator napisała nie do końca świadoma tego co robię. Po pierwsze byłam bardzo zastraszona przez męża, po drugie już pod działaniem nowych leków od psychiatry. Sprawa oczywiście została umorzona. Prowadzona była pod sygn akt. 3Ds/192/10.                         Kolejne dni nie przynosiły poprawy mojego samopoczucia a wręcz było coraz gorzej. Zadzwoniłam do dr. ??. i poinformowałam ją o tym, że po lekach czuję się fatalnie, że nie mam siły zejść z łóżka, mam drgawki, zasłabnięcia. Powiedziała mi że zanim organizm przyzwyczai się do leku to tak może się dziać i że mam absolutnie nie przerywać kuracji. Po kilku następnych dniach byłam już w takim stanie, że zaczęłam bać się o życie, ciśnienie spadało mi  50/40, do tego dochodziły problemy z widzeniem, zamazywał mi się obraz. W tym czasie mój ?troskliwy? mąż poinformował mnie  ze jak wycofam jeszcze sprawę z sądu w Sosnowcu i skargę którą złożyłam na jego kolegę psychiatrę to już na pewno wyprowadzi się albo kupi mieszkanie dla mnie i dla syna. Było mi już wszystko jedno. Wsiadłam z nim do auta i robiłam co chciał. Wycofałam wszystkie oskarżenia w każdym piśmie stwierdzając, że składałam je będąc w stanie psychotycznym i pod wpływem urojeń. Nadmieniam, że ja sama tak ten stan określiłam pisząc pod wpływem gróźb. Żaden lekarz z którym w tamtym czasie kontaktowałam się urojeń nie widział i nie potwierdził. W tym samym czasie

3

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Część III

podczas pobytu w domu mąż bardzo ?dbał? o to, abym zbyt często nie wychodziła z domu. Zaczął gotować obiady, robić zakupy, przebywał bardzo dużo ze mną w domu. Ja zresztą byłam w takim stanie, że nie wyszłabym sama nigdzie. Po raz kolejny zadzwoniłam do dr. ??..i poinformowałam ją że po lekach czuję się coraz gorzej, że zdarzają mi się omdlenia i że tracę kontakt z rzeczywistością. W odpowiedzi usłyszałam, że mogę zmniejszyć dawkę o połowę ale absolutnie nie przerywać. 17.09.2010 zaczęłam mieć halucynacje, mąż w tym czasie znowu zaczął mnie zastraszać, że jak będę zmniejszać dawki leków to zawiezie mnie do szpitala. Przychodził wiele razy w nocy do mojego pokoju po to żeby jak twierdził ?sprawdzić czy żyję?, po czym komentował, że umrę , że to tylko kwestia czasu. A ja już wtedy byłam prawie martwa, zdana całkowicie na niego, sama o własnych siłach nie umiałam dojść nawet do kuchni. To on podawał mi w tym czasie picie, jedzenie, prowadził do toalety. Oprócz totalnego osłabienia czułam też potworny lęk przed mężem i bałam się o synka, który w tamtym czasie na to wszystko patrzył. 17.09.2010 mąż tak mnie sterroryzował psychicznie, że resztkami sił wybiegłam z domu, siadłam na ławce przed blokiem i powiedziałam, że więcej do domu nie wrócę dopóki on tam będzie. Zadzwonił wtedy po moją siostrę która przyjechała i razem spod tego bloku siłą wepchnęli mnie do auta i zawieźli do szpitala. Lekarz psychiatra kolega męża nalegał abym zgodziła się na podanie leku w zastrzyku ale odmówiłam, dostałam więc jakieś tabletki które miałam przyjąć niezwłocznie wieczorem. Po zażyciu leku znowu straciłam kontakt z rzeczywistością, a następnego dnia po przebudzeniu czułam się jakby mnie ktoś żywcem pochował. Do tego wszyscy nieustannie dzwonili do mnie, żebym dała mężowi szansę, że on tak się troszczy o mnie, żebym spróbowała uwierzyć w wersję, że to molestowanie to fantazje mojego dziecka, które nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Największym zwolennikiem teorii, że mój synek to wszystko sobie wymyślił była moja siostra. Jako, że była mi jedyną osobą z którą jak mi się wtedy wydawało miałam bliski kontakt to uwierzyłam jej. Co było wtedy równoznaczne z tym, że uwierzyłam również w to, że moje zachowanie może mieć podłoże schizofreniczne. Jednak analizując całe swoje życie i patrząc na zachowanie swojej matki, która przez wielu lekarzy miała postawioną diagnozę z rozpoznaniem schizofrenii wiedziałam, że to co przeżywam ja ze schizofrenią nie ma nic wspólnego. Nigdy nie słyszałam żadnych głosów, nie widziałam rzeczy których nie ma, nie zachowywałam się w sposób odbiegający od ogólnie przyjętych norm społecznych, a moje lęki które przeżywałam były jak najbardziej adekwatne do sytuacji w jakiej się znalazłam.  20.09.2010 udałam się ponownie na wizytę do dr. ????.. i powiedziałam, że nie będę przyjmować tabletek po których mój stan jest coraz gorszy. Stwierdziła, że tak się często zdarza i że zanim lekarz dopasuje tabletki to musi jakiś czas minąć. Przepisała mi kolejny zestaw po którym miałam poczuć się lepiej. Podczas rozmowy poprosiła mnie również abym spróbowała na męża spojrzeć ?łaskawiej?, bo on cały czas bardzo się stara, jest na bieżąco z nią w kontakcie, widać że się troszczy i bardzo mnie kocha. Powiedziałam jej, że potrzebuję czasu, że czuję do niego niechęć i że musi udowodnić mi to, że Kamilowi nic złego się nie stało poprzez swoje zachowanie a nie słowa. Powiedziałam jej również, że po lekach mam wiele skutków ubocznych, które nie są opisane w ulotce i niepokoi mnie fakt, że napisane jest, że mogą wywoływać psychozy a przecież miałam je brać po to aby do psychozy nie dopuścić. Uspokoiła mnie twierdząc, że u mnie na pewno żadnej psychozy nie widzi, że do schizofrenii to również podobne nie jest i że zaczyna jej to bardziej podchodzić pod zaburzenia występujące przy padaczce. Jako dziecko często przebywałam w szpitalach na różnych oddziałach w tym jeden raz na obserwacji z podejrzeniem padaczki. Rodzice wypisali mnie wtedy po 3 dniach i badań tych nigdy nie ukończono. Uchwyciłam się nadziei, bo mieć padaczkę to lepsze niż mieć schizofrenię. Ponadto gdybym miała wtedy taką diagnozę od lekarza to mąż przestałby mnie ciągle zastraszać tym, że mnie ubezwłasnowolni. Dostałam skierowania na specjalistyczne badania w tym EEG oraz TK. W tym czasie stan mojego zdrowia nieustannie się pogarszał, doszło do sytuacji, że bałam się wyjść z domu żeby nie przewrócić się na ulicy. Kontaktowałam się wiele razy telefonicznie z dr ?.. i informowałam ją o tym, prosiła wtedy o cierpliwość i wytrwałość, że potrzeba czasu aby tabletki zadziałały. Mąż znowu zmienił swój stosunek do mnie i widząc, że połykam tabletki (kontrolował na bieżąco, musiałam otwierać buzie, podnosić język, połykać przy nim) zaczął traktować mnie łagodniej. Ja z kolei pod wpływem całej terapii lekowej stawałam się coraz bardziej bezkrytyczna, uległa i robiłam wszystko o co mąż prosił. Było jeszcze wiele wizyt u dr ?? i wiele zmian leków, bo chodziłam do niej ok. 1,5 roku. Po jakimś czasie zaczęłam czuć się na tyle dobrze, że stan był zbliżony do ?normalności?. Przez cały ten okres poza skutkami ubocznymi leków nigdy nie miałam żadnych objawów psychotycznych. Funkcjonowałam jak każdy normalny człowiek (choć było mi trudniej, bo terapia ta w stopniu znacznym upośledzała moją sprawność psychiczną). Mimo wszystko pracowałam zawodowo, udało mi się obronić pracę licencjacką na ocenę bardzo dobrą, wychowywałam dziecko, zajmowałam się domem, brałam aktywny udział w życiu społecznym, stosunki z mężem uregulowały się, postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Życie rodzinne zaczęło wyglądać tak jak powinno, dziecko było w tamtym czasie spokojne, szczęśliwe i nigdy nie wracaliśmy już do tematu molestowania. Uznałam, że synek być może fantazjował a ja przez swoją nadwrażliwość zareagowałam w taki sposób. Pomyślałam też że być może moja trauma z dzieciństwa przyczyniła się do tego, a rozmowę którą usłyszałam 14 lutego będąc w Kielcach uznałam jako omam po spożyciu alkoholu. Nagrania na których były rozmowy z synkiem na dyktafonie mąż wykasował, jak również zniszczył dokumentację przedszkolną na której szczegółowo były opisane zachowania synka odbiegające od normy i wskazania do konsultacji psychologicznej. Stwierdził, że w przedszkolu również pracują debile. Obraz rzeczywistości po lekach miałam tak zniekształcony, że sugerowałam się opiniami innych nie patrząc na swoje subiektywne odczucia.  Regularnie odwiedzałam dr ?? w prywatnym gabinecie . Rozmawiałyśmy o tym, że jak dalej tak dobrze wszystko będzie szło to pomyślimy o odstawieniu leków. Nieustannie powtarzałam jej, że po tych lekach nie czuję się sobą, że moje zdolności intelektualne zostały bardzo ograniczone, że ciągle mam silne zawroty głowy oraz problemy z koncentracją i pamięcią, że są momenty kiedy czuję naćpana i bezwolna. Znowu wysłała mnie na konsultację, tym razem neurologiczną. Lekarz neurolog stwierdził wtedy, że wszystkie badania wyszły dobrze, a te zawroty głowy to taka ?moja uroda? . W tym czasie bardzo chciałam zmienić pracę aby przynajmniej w stopniu finansowym stać się niezależną od męża, bo ta ciągła inwigilacja była dla mnie nie do zniesienia. Mąż w tamtym okresie otworzył punkt gastronomiczny i  pracowałam jako koordynator tego punktu. Dziecko poszło do pierwszej klasy i pierwszy zgrzyt pojawił się w momencie kiedy zapisałam Kamila do szkoły. Mąż kategorycznie nie zgodził się na to aby syn poszedł do szkoły na naszym osiedlu twierdząc, że skoro pracujemy to lepiej żeby chodził tam gdzie mieszka babcia ( czyli moja matka) żeby mogła chodzić po niego w razie gdyby zaszła taka potrzeba. Nie chciałam aby dziecko miało z nią zbyt duży kontakt ale w tamtym czasie nie miałam wyjścia. Mąż przez rok obsypywał mnie i dziecko drogimi prezentami, odbudowywał relacje, po czym w momencie kiedy synek zaufał mu całkowicie na nowo diametralnie zmienił stosunek do mnie. Tym razem zachowywał się agresywnie w stosunku do mnie bez obecności dziecka. Zaczęłam się ponownie słabo czuć, znowu zdarzały się sytuację że chwilę po przyjęciu leków traciłam zupełnie przytomność. Zaczęłam słyszeć że jestem majwiększym debilem na świecie i że teraz to on mi pokaże za to co ja mu zrobiłam wcześniej. Myślę że zaczął mi również w tym czasie ok. grudnia 2011 roku podawać narkotyki ponieważ ponownie zdarzały mi się sytuacje kiedy leżałam bezwolna, odurzona i patrzyłam w sufit. Piłam w tym czasie preparaty na podniesienie odporności więc mógł dolewać do tego, bo to samo w sobie miało gorzki smak. Zdarzało się że bił mnie lecz nie chciałam wtedy robić obdukcji gdyż po pierwsze wstydziłam się, po drugie nie chciałam aby dziecko czegokolwiek się domyśliło. Zasłaniałam siniaki, płakałam zamykając się w łazience. Syn w tym czasie ponownie zaczął się dziwnie zachowywać lecz myślałam na początku że wynika to z nerwowej atmosfery w domu. Wystraszyłam się dopiero wówczas kiedy zaczął płakać, że nie chce żebym brała tabletki i nie chce  żebym spała. Ponownie zaczęłam drążyć, lecz dziecko było bardzo zlęknione i nie chciało mówić, płakał tylko że nie chce żebym spała i dlaczego tak długo śpię. Zaczęłam analizować jego rysunki, wszystkie prawie w ciemnych barwach i bardzo dziwnie rysowane dłonie. Zadałam pytanie: synku dlaczego tak rysujesz rączki? Odpowiedział: bo to są złe ręce, nie lubię ich. Nie chciał kontynuować tematu, zamykał się w sobie a ja ponownie byłam przerażona. Konsultowałam się z wychowawcą ale ona wtedy nie widziała żadnych niepokojących zmian w zachowaniu. Resztkami sił poszłam do psychiatry ??????., powiedziałam jej że po lekach czuję się okropnie, powiedziałam o tym, że mąż jest bardzo agresywny i wulgarny w stosunku do mnie i że nie wyobrażam sobie dalszego życia w taki sposób, bo dziecko ponownie zachowuje się bardzo niespokojnie. Na co ona powiedziała mi, że musi skonsultować te informacje z mężem. Nie wiem kiedy się spotkali i gdzie oraz nie wiem jak ta konsultacja wyglądała. Natomiast podczas kolejnej wizyty dowiedziałam się, że ona jednak stawia mi diagnozę schizofrenii, bo to co mówi mój mąż nijak nie pokrywa się z tym co mówię ja. Dostałam również L4. W tym czasie zaczęłam szukać pracy żeby jak najszybciej uniezależnić się od męża, jak również przestałam brać przepisane mi leki. Zwracałam też uwagę na to gdzie mąż zabiera syna i o której wraca, poprosiłam również aby nie spał z dzieckiem w jednym łóżku. Mąż reagował drwiną, kpiną i informacjami typu: teraz to już masz taką dokumentację, że nikt Ci nie uwierzy. Byłam przerażona, nie wiedziałam co robić.                                                    W lutym 2012 roku do szkoły do której chodzi syn dotarła informacja, że względem mnie stosowana jest przemoc fizyczna i psychiczna. Zostałam wezwana przez wychowawcę na rozmowę, na której potwierdziłam ten fakt. Jednak byłam tak bardzo zastraszona, że nie chciałam więcej mówić. Poprosiłam tylko wychowawcę klasy p. ???. żeby bacznie zwracała uwagę na syna i jeżeli tylko będę jakieś niepokojące sygnały aby zapewniła mu odpowiednie wsparcie psychologiczne. Byłam również na rozmowie z pedagogiem i psychologiem szkolnym i również poprosiłam o to aby moje dziecko otoczyć w tym czasie szczególną opieką. W tym czasie mąż znęcał się nade mną psychicznie na różne sposoby. Zdarzyło się że zadzwonił po policję i twierdził, ze jestem agresywna i że używam noża w stosunku do niego. Przyjechała interwencja i po takich informacjach dzwonili po pogotowie. Jeden raz odjechali stwierdzając po konsultacji wezwanie jako bezzasadne. Następnym razem zadzwonił do lekarki do której chodziłam z informacją, że tym razem użyłam noża w stosunku do niego i do dziecka, było to w kwietniu. Zapłakana zadzwoniłam do niej z informacją że jest to nieprawda. Powiedziała żebym najlepiej podjechała z mężem na oddział to porozmawiamy i wyjaśnimy sprawę, bo inaczej on znowu będzie dzwonił po interwencję policji. Pojechałam, powiedziałam co się dzieje. Mój mąż odpowiedział że to wszystko nieprawda co ja mówię. Powiedział również że bardzo mnie kocha i dlatego tu ze mną przyjechał. Pani dr ??..stwierdziła na tej podstawie że mam urojenia. Więc powiedziałam jej z płaczem, że wszystko co do niej mówię traktuje jak urojenia bezkrytycznie wierząc mężowi. Odpowiedziała mi, że dla niej oczywiste jest że mąż mnie bardzo kocha i widać to po tym kiedy patrzy na mnie, jak się do mnie zwraca i chociażby po tym, że przyjechał tu dzisiaj ze mną żeby mi pomóc. Zaczęłam płakać i mówić że to nieprawda, zaproponowano mi jakąś tabletkę na uspokojenie. Chwilę po tej tabletce prawie całkowicie straciłam przytomność. W momencie kiedy się ocknęłam, byłam w łóżku na oddziale psychiatrycznym jako pacjentka. Mąż zabrał mi wszystko, dokumenty, pieniądze, telefon. Lekarka pojawiła się na drugi dzień, że to z emocji tak zasłabłam i w schizofrenii tak się zdarza. Podsunęła mi do podpisania zgodę na pobyt w szpitalu, twierdząc że to najlepsze rozwiązanie, reszty można się domyśleć. Jak miałam wyjść na własne żądanie, w piżamie? Zresztą leki które mi podawano ponownie wprawiły mnie w stan bezwolny. W tym czasie mąż który według pani doktor tak bardzo mnie kochał wyprowadził się z dzieckiem do nowej partnerki życiowej. Nie odbierał telefonu, nie wiedziałam co się dzieje z moim dzieckiem. Po jakimś czasie przywiózł mi telefon ale nie chciał zabrać mnie do domu, twierdząc że to jest teraz mój nowy dom. Przywiózł mi nawet na oddział wielką torbę podróżną pełną ciuchów. Przez 3 tygodnie był może 2-3 razy informując mnie że jak wyzdrowieję to porozmawiam z synem. 13 maja odwiedziła mnie siostra i korzystając z okazji spakowałam się szybko i wypisałam na własne żądanie. Po przyjeździe do domu zastałam puste ściany. Zabrane były prawie wszystkie ubrania dziecka, zniknęły moje oszczędności. Zostałam bez pracy i z długami. Nie wiedziałam gdzie jest mój syn. Na pytania gdzie przebywa dziecko słyszałam odpowiedzi, że w bezpiecznym miejscu. W tym czasie również z tej wielkiej miłości mój mąż złożył pozew rozwodowy. Niestety pod wpływem kolejnej farmakoterapii byłam bardzo osłabiona i nie byłam w stanie logicznie myśleć. Mąż podawał mi co chwilę sprzeczne informacje, jeździłam jak wariatka po okolicy w poszukiwaniu swojego dziecka u różnych znajomych a on się z tego śmiał. Podjeżdżał prawie codziennie wieczorem do domu i zmuszał mnie do przyjmowania tabletek twierdząc, że jeżeli tego nie zrobię to zadzwoni po policję i tym razem wywiezie mnie już na zawsze. Na początku połykałam, jednak podczas któregoś razu kiedy słyszałam przez telefon jak mój synek rozpacza zbuntowałam się i powiedziałam dość. Powiedziałam że nie wezmę ani jednej tabletki więcej i że jeżeli nadal będzie mnie zmuszał do przyjmowania to zadzwonię po policję. Efekt był taki, że wyjechał z synem na weekend a w poniedziałek jak zawiózł dziecko do szkoły zadzwonił i zapytał czy możemy porozmawiać, powiedziałam, że tak i powiedział że za chwilkę będzie. Otworzyłam drzwi a on powiedział mi że mam się ubierać bo już jadą po mnie. Myślałam że żartuje, ale po chwili zapukali do drzwi funkcjonariusze policji. Powiedziałam im, że ja nie wzywałam żadnej interwencji lecz oni odpowiedzieli, że wzywał mąż bo zagrożone jest życie dziecka. Poinformowałam ich że nie ma tu dziecka i jego życie nie jest zagrożone i że mąż nawet nie jest tu zameldowany i mają stąd wyjść. Powiedzieli że nie wyjdą, bo dostali informację że zagrażam nożem dziecku, mężowi i sobie i muszą w takim razie wezwać pogotowie. Przyjechał zespół ratunkowy, mąż znowu zaczął kłamać i opowiadać co robiłam dziecku (nadmieniam ponownie że dziecka od kilku dni w ogóle nie było w domu). Stwierdzili że istnieje zagrożenie życia i muszę jechać na konsultację do szpitala. Poprosiłam tylko żeby to nie był szpital w Sosnowcu, bo tam ordynatorem jest męża kolega ???.. i mam pewność że mnie tam zostawi. Jednak powiedziano mi że to nie ja decyduję w tym przypadku i jak można się domyśleć trafiłam na oddział do tego pana. Nie chciałam podpisać zgody na leczenie więc uznano, że jestem tak psychotyczna, że trzeba sądownie taką zgodę uzyskać. Do czasu zanim pojawił się sędzia (po jakimś tygodniu) ponownie byłam faszerowana psychotropami wbrew własnej woli i w ilościach, które powaliłyby nawet konia. Pan ???? znęcał się tam nade mną za to że odważyłam się napisać na niego skargę. Jak przyjechała sędzia to byłam już w takim stanie, że nie potrafiłam się liogicznie wysławiać i powiedziałam tylko, że nie zgadzam się na żadne leczenie i nie wyrażam zgody na pobyt w tym szpitalu. Powołano biegłego, który opisał mój psychotyczny stan zdrowia i tym biegłym okazał się nie kto inny jak sam ???.. To jest chore co ten pan tam nawypisywał, bo dużo tego, jednak na pierwszy plan wysunęły się moje rzekome urojenia religijne, w których to Bóg przemawia do mnie i nakazuje mi zrobić porządek z mężem i z synem. O innych bredniach które tam napisał w tym momencie nie będę wspominać. Podczas każdej wizyty informował mnie, że albo sama się przyznam że mam jakiś problem psychiczny albo będę tak długo przebywać na oddziale dopóki sobie tego sama nie uświadomię. Po 3 tygodniach braku kontaktu z dzieckiem powiedział, że jeżeli dobrowolnie podpiszę zgodę na leczenie to wypuści mnie do domu. Nie miałam innego wyjścia. Podpisałam taką zgodę z datą 18.06.2012 i w tym dniu otrzymałam również wypis. To co się działo po tym czasie to horror w najczarniejszym wydaniu. Nie będę tego opisywać, opowiem podczas bezpośredniej rozmowy. Dziecko jest manipulowane już nie tylko drogimi prezentami i zabawkami ale również niewłaściwym oddziaływaniem terapeutycznym. Męża brat o którym wspominałam wcześniej, że ma skłonności pedofilskie studiował w Krakowie w szkole psychoterapii (nie ulończył jej, bo trzeba samemu poddać się superwizji, co nie zmienia faktu że w sposób niewłaściwy użytkuje posiadaną wiedzę). Wiem  ze mój syn ma z nim dosyć częsty kontakt. Dziecko przez te kilka miesięcy jest tak bardzo zmanipulowane, że się mnie boi. Zadziwiające to tym bardziej, że do 25.05.2012r miałam z synem bardzo dobry kontakt, o czym mąż w pozwie rozwodowym wspomniał. Mąż ograniczył mi kontakt nie tylko fizyczny ale również wyłącza dziecku telefon i ja nie mogę się dodzwonić. Próbowałam interweniować w różnych instytucjach. Wszędzie proszę o jedno: o to aby ktoś umożliwił mi pod nadzorem odbudować relacje z synem. Piszę ?pod nadzorem? ponieważ nie chcę aby kolejny raz zarzucano mi niewłaściwe zachowania kiedy byłabym sam na sam z dzieckiem. Chciałam również skonsultować dziecko z psychologiem na co również mąż notorycznie nie wyraża zgody. Psychiatrów którzy znęcali się nade mną i za pieniądze wystawili diagnozy oskarżyłam o czyn karalny (sprawy w Prokuraturze w toku). Od tamtej pory zaczęły się nasilać groźby pozbawienia życia pod moim adresem. Zgłaszam fakt na policji ale jak dotąd komisariat IV w Sosnowcu bardzo pobłażliwie podchodzi do sprawy. Funkcjonariusze do tej pory byli bardziej przychylni mężowi. Największym moim dramatem jednak w tej chwili jest to, że mąż na wszelkie sposoby próbuje ograniczyć mi kontakt z dzieckiem. Nie chce mnie wpuścić do mieszkania gdzie przebywa dziecko. Gdy pukałam to otworzył drzwi i mnie pobił. Już dwa razy interweniowała policja jednak twierdzą, że nie mogą nic zrobić bo dziecko chce być przy ojcu. Więc ja pytam: jak ma nie chcieć skoro od 10 miesięcy ma wpajane do głowy, że ja jestem głupia, chora psychicznie, że chcę tatusiowi zrobić krzywdę i że chcę dziecko porwać i wywieźć. Dziecko się mnie boi po prostu. Stąd też moje prośby do różnych instytucji aby ktoś najlepiej psycholog dziecięcy uczestniczył przynajmniej w pierwszych naszych spotkaniach i pomógł odbudować poprawne relacje. Niestety mąż kategorycznie odmawia zgody na konsultację dziecka z takim specjalistą. Jest to z mojego punktu widzenia chore zachowanie i osoba która nie ma nic do ukrycia nie postępuje w ten sposób. Miałam kilka dni temu możliwość wyjścia z synem na spacer i próbowałam z nim chwilkę porozmawiać usłyszałam zdanie: Mamo ty mnie nie kochasz. Gdybyś mnie kochała to poszłabyś do szpitala tak jak chce tata. Próbowałam tłumaczyć, ale nie sposób wyjaśnić ośmiolatkowi w pół godziny tak trudnych zależności. Kiedy dzwonię do dziecka mąż zawsze włącza zestaw głośnomówiący i kiedy tylko zaczynam mówić, że tęsknię lub kocham od razu krzyczy żebym przestała oszukiwać dziecko i rozłącza rozmowę, krzyczy też że porzuciłam dziecko, a syn tego wszystkiego słucha. Najgorsze jednak jest to, że wierzy w to co mąż mu mówi. Do tego przekupuje go drogimi prezentami, obietnicami i wpaja wartości diametralnie sprzeczne z tymi w których dziecko zostało wychowane. Nie ma żadnych norm, reguł, zakazów. Ośmiolatek gra do 3-4 rano w gry komputerowe przeznaczone dla osób powyżej 18 roku życia. Chodzi na imprezy w towarzystwie dorosłych, którzy doprowadzają się do stanu nieprzytomności przy pomocy różnych środków. To nie jest w żaden sposób wychowawcze i dziwi mnie fakt, że środowisko jest takie znieczulone. Uważam, że nawet gdybym była nie wiadomo jak chora psychicznie (co wszelkimi sposobami stara się udowodnić mój mąż) to nie oznacza to, że można bezkarnie krzywdzić moje dziecko. Dosyć tego. Swoją krzywdę wybaczyłam. Pozwoliłam się zmanipulować i żyłam tyle lat w przekonaniu, że nic mi się nie należy, bo jestem gorsza, bo czułam się jak sierota. Moje dziecko sierotą nie jest i nie pozwolę na to aby spotkał go los podobny do mojego. Dlatego proszę o interwencję i nagłośnienie sprawy. Proszę o pomoc dla syna. To bardzo dobre, mądre i wrażliwe dziecko. Proszę aby znalazł się ktoś kto pomoże wyjść dziecku z traumy i sprawić aby kolejny etap dzieciństwa był szczęśliwy.
    Jeżeli chodzi o moją osobę to w tych czasach wystarczy po prostu wykonać badania genetyczne aby dowieść, że nie jestem dzieckiem biologicznym rodziny która mnie wychowała. Jednak gdybym ja w tej chwili próbowała je wykonać to pewnie zostałabym posądzona o kolejne zaburzenia psychiczne związane ze schizofrenią. Dlatego proszę o powołanie niezależnego konsylium lekarskiego, które to gruntownie zbada mnie i wyda obiektywną opinię. Ja nie stronię od lekarzy psychiatrów, ale przekonałam się jak duża jest solidarność w zawodzie tym bardziej, że odważyłam się podważyć i zaskarżyć opinię dwóch ordynatorów. Dlatego proszę aby to byli lekarze spoza województwa śląskiego gdzie mieszkam i chcę aby to badanie było upublicznione. Ja nie mam nic do ukrycia. Jeżeli chodzi o śmierć mojego taty i o tajemnicę swojego pochodzenia którą nosiłam tyle lat w sobie to być może nigdy bym się nie zdecydowała na jej wyjawienie gdyby nie zmuszono mnie do tego próbując robić mojemu dziecku to co mnie zrobiono w dzieciństwie. Przysięgam, że wszystko co napisałam to prawda. Jest to jedynie namiastka tego co przeżyliśmy i tego co wiem. I właśnie między innymi dlatego że zbyt dużo wiem i dużo powiedziałam to ?rodzina? wspólnie z mężem próbuje się mnie pozbyć podejrzewam że w podobny sposób jak pozbyli się mojego ojca. Być może list jest bardzo chaotyczny ale sytuacja w jakiej się znalazłam jest dla mnie bardzo trudna i działam w ogromnym stresie. Ponadto ?terapia? psychotropowa również bardzo negatywnie wpłynęła na mój ogólny stan zdrowia przyczyniając się niewątpliwie do zaburzeń pamięci i koncentracji. Proszę umożliwić mi możliwość bezpośredniej konfrontacji, odpowiem wtedy na pytania szczegółowo i szerzej opiszę całą historię tego co do tej pory przeżyłam.
    Na wszelki wypadek gdyby mi się jednak coś stało zanim ten list dotrze w powołane ręce to wymienię nazwiska lub pseudonimy pod jakimi wpisani są koledzy męża policjanci których mąż miał zapisanych w starym telefonie, a którzy wiele razy pomagali mu w tuszowaniu różnego rodzaju przestępstw w tym gospodarczych:---------------------------------------------------------
Dołączam do listu 3 pliki nagrań rozmów z pięcioletnim wówczas synkiem, które nie wiem w jaki sposób zachowały się gdzieś w ostatnim folderze dyktafonu. Resztę nagrań mąż skasował. Te może nie są najbardziej dosadne ale specjalista po odsłuchaniu nie będzie miał wątpliwości, że wobec dziecka stosowane były niewłaściwe praktyki seksualne. Zwłaszcza jeżeli porówna się informacje z tym co zeznawał mąż w Prokuraturze to nie będzie już nikt miał żadnych wątpliwości. Te same nagrania złożyłam 1.10.2012 w sosnowieckiej Prokuraturze lecz ponownie sprawa trafiła w ręce p. prokurator ????, która to najpierw postanowiła powołać biegłego z zakresu badań odsłuchowych audiodokumentów i zakreśliła termin wydania opinii do 10.11.2012. Jest to po raz kolejny działanie celowo spowalniane i działanie na szkodę mojego dziecka. Byłam na rozmowie u tej p. prokurator i prosiłam ją aby powołała też biegłego psychologa dla syna. Odpowiedziała mi że to ona decyduje kogo i kiedy będzie powoływać i dała mi do zrozumienia, że dalsza rozmowa nie ma sensu więc wyszłam.

                                    Z poważaniem
                                    Beata             
   

To tyle do roku 2012
Od tamtej pory wiele się wydarzyło. Będę o tym pisać sukcesywnie.
Jeszcze raz podkreślam, że pisanie to traktuję jako formę terapii dla mojej duszy więc proszę nie zamieszczać oceniających czy też krytycznych komentarzy.

4

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

To jest wstrząsające i wydaje się aż niemożliwe, nie poddaję jednak w wątpliwość tego co przeżyłaś i teraz opisałaś. Pisz dalej, jak się Twoja historia potoczyła.

5

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Witaj autorko postu
Z wielkim skupieniem czytałam twoja wypowiedż, ale i tak nie doczytałam do końca ( skończę jutro (. To co przeżyłaś i nadal przeżywasz  świadczy o tym, że  ciągle masz " pod górkę ". Jesteś samotna, zastraszona i biedna. Ale nie jesteś już małą dziewczynką, a mądra wykształconą osobą i powinnaś jak najszybciej wziąść sprawy w swoje ręce. Oderwać się od męża okrutnika i jego bezwzględnej " rodzinki". Wyjechać na drugi koniec Polski, albo koniec świata i zacząć życie od poczatku. Nie pozwolić nigdy na to, by mąż znęcał się fizycznie i psychicznie nad tobą i dzieckiem. Miej w 4 literach jego majatek i pieniądze i " spieprzaj daleko jak najdalej", bo jeszcze mocniej skrzywdzi ciebie i synka. Z tej sytuacji, o której piszesz, to faktycznie doprowadzi cię do stanu schizofremi i szpitala psychiatrycznego.
Z twego postu wynika, że jesteś mądrą i wykształconą osobą, piszesz składnie, ze zrozumieniem, bez błędów ortograficznych. Ja osobiście wierzę we wszystko co piszesz i uważam, że szybko szukaj pomocy, ale nie w miejscu swojego zamieszkania. Ponadto uwierz, że mamy XXI wiek, że skończył się lub kończy się  czas korupcji. Każdy bowiem nawet ci z Policji boją się o swoje posady, bowiem tylu młodych, wykształconych ludzi jest bez pracy. Dlatego każdy objaw korupcji, może kosztować " stanowisko".  Ale jeśli jest tak jak piszesz w waszym środowisku to jak najszybciej go opuść. Uciekaj wraz z dzieckiem. Są Przytuliska dla matek samotnych z dziećmi , bitych, poniżanych - u zakonnic. Nikomu, a to nikomu nie zdradzaj swoich zamiarów, bo będą gotowi wsadzić cię do psychiatryka do końca życia. Uwierz w swoje siły i bez żalu opuść ich wszystkich.  Nie wiadomo kim jesteś, więc zbuduj sobie swój nowy świat. Dziewczyno głowa do góry, wes sie w garść i zacznij działać. Delikatnie uśpij czujność " Pana i Władcy" już nie drąż, nie szukaj winnych, a wybierz odpowiednią porę i uciekaj , najlepiej do Warszawy- gdzieś do kościoła, a tam wskażą ci drogę. Koniecznie zabierz ze sobą synka. Nikomu nie puść " pary ", życzę ci z całego serca innego, lepszego życia. Uciekaj, do tego nie jest ci potrzebny wyrok rozwodowy!

6

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....
hw_ napisał/a:

To jest wstrząsające i wydaje się aż niemożliwe, nie poddaję jednak w wątpliwość tego co przeżyłaś i teraz opisałaś. Pisz dalej, jak się Twoja historia potoczyła.

Cóż... Mnie samej momentami wydaje się, że to tylko zły sen, że zaraz się obudzę i że to wszystko pryśnie jak bańka mydlana...
Ale są ludzie którzy przeszli Auschwitz...
A historia moja nadal trwa. Już na wokandzie sądowej. Ale niestety Sąd przez dwa lata nie zdążył powołać żadnego biegłego, który opisałby jasno mój stan zdrowia. I w obawie że być może mogę być chora i być może mogę zagrażać dziecku wydał postanowienie o tym, że MOGĘ spotykać się ze swoim synem 2 razy w tygodniu bez obecności osób trzecich. Ot, taki paradoks.
Czyli teoretycznie i praktycznie również Sąd zgadza się na to, że mogę 2 razy w tygodniu krzywdzić dziecko bez świadków....
Od 2 lat błagam o możliwość konsultacji syna z psychologiem, błagam o to żeby na te "nasze spotkania" również wyznaczył jakiegoś specjalistę, który realnie oceni stopień zażyłości...
Ale po co?
Przecież wydając taką decyzję zaszkodziła by mojemu mężowi. A to on płaci za rozwód a nie ja.
Do on podaje do protokołu informacje, ze dziecko się mnie boi i nie chce kontaktu kiedy w rzeczywistości tęskni za mną i nie sposób nas rozdzielić podczas spotkań...
Ehh dużo by pisać.
Wierzę jednak mocno, że nadejdzie taki piękny dzień, że za to wszystko co nam zrobili napluję im publicznie w twarz.
Wierzę również w to, że sprawiedliwość zwycięży, bo przecież nie wszyscy są tak skorumpowanymi debilami z jakimi ja miałam przyjemność się zetknąć...
Jedyne co mogę robić w tej chwili to pisać, pisać i jeszcze raz pisać ku przestrodze dla innych i po to żeby wesprzeć się dobrym słowem od osób mających podobne doświadczenia. Bo w całej tej historii byliśmy sami...

7

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....
krostka napisał/a:

Witaj autorko postu
Z wielkim skupieniem czytałam twoja wypowiedż, ale i tak nie doczytałam do końca ( skończę jutro (. To co przeżyłaś i nadal przeżywasz  świadczy o tym, że  ciągle masz " pod górkę ". Jesteś samotna, zastraszona i biedna. Ale nie jesteś już małą dziewczynką, a mądra wykształconą osobą i powinnaś jak najszybciej wziąść sprawy w swoje ręce. Oderwać się od męża okrutnika i jego bezwzględnej " rodzinki". Wyjechać na drugi koniec Polski, albo koniec świata i zacząć życie od poczatku. Nie pozwolić nigdy na to, by mąż znęcał się fizycznie i psychicznie nad tobą i dzieckiem. Miej w 4 literach jego majatek i pieniądze i " spieprzaj daleko jak najdalej", bo jeszcze mocniej skrzywdzi ciebie i synka. Z tej sytuacji, o której piszesz, to faktycznie doprowadzi cię do stanu schizofremi i szpitala psychiatrycznego.
Z twego postu wynika, że jesteś mądrą i wykształconą osobą, piszesz składnie, ze zrozumieniem, bez błędów ortograficznych. Ja osobiście wierzę we wszystko co piszesz i uważam, że szybko szukaj pomocy, ale nie w miejscu swojego zamieszkania. Ponadto uwierz, że mamy XXI wiek, że skończył się lub kończy się  czas korupcji. Każdy bowiem nawet ci z Policji boją się o swoje posady, bowiem tylu młodych, wykształconych ludzi jest bez pracy. Dlatego każdy objaw korupcji, może kosztować " stanowisko".  Ale jeśli jest tak jak piszesz w waszym środowisku to jak najszybciej go opuść. Uciekaj wraz z dzieckiem. Są Przytuliska dla matek samotnych z dziećmi , bitych, poniżanych - u zakonnic. Nikomu, a to nikomu nie zdradzaj swoich zamiarów, bo będą gotowi wsadzić cię do psychiatryka do końca życia. Uwierz w swoje siły i bez żalu opuść ich wszystkich.  Nie wiadomo kim jesteś, więc zbuduj sobie swój nowy świat. Dziewczyno głowa do góry, wes sie w garść i zacznij działać. Delikatnie uśpij czujność " Pana i Władcy" już nie drąż, nie szukaj winnych, a wybierz odpowiednią porę i uciekaj , najlepiej do Warszawy- gdzieś do kościoła, a tam wskażą ci drogę. Koniecznie zabierz ze sobą synka. Nikomu nie puść " pary ", życzę ci z całego serca innego, lepszego życia. Uciekaj, do tego nie jest ci potrzebny wyrok rozwodowy!

Ucieczka nie jest rozwiązaniem tego problemu. Rozwiązaniem jest walka...
Próbowałam już wszystkiego, nawet w W...wie. Do przytulisk przyjmują tylko osoby, które nie mają gdzie mieszkać, a ja mam.
Ośrodek Interwencji Kryzysowej przyjął mnie na 2 tyg. ale bez syna.... Powiedzieli że dopóki oboje rodziców ma pełnię władzy rodzicielskiej to oni nic nie mogą zrobić...
W "rodzinie" jest około 20 policjantów, niektórzy na dość wysokich szczeblach... wszyscy przeciwka o mnie
A w Prokuraturze sosnowieckiej jak mnie widzą to dostają histerii... dosłownie nikt nie chce ze mną rozmawiać, proponują abym zeznania sładała w formie pisemnej i przynosiła tylko do prokuratury. Nikt ale to nikt nie chce być po prostu świadkiem, że krzywdzi się normalnego człowieka stygmatyzując w ten sposób.
A tak na marginesie myślę, że przyczyna jest taka, że prokurator który 20 lat temu umorzył postępowanie w sprawie śmierci mojego ojca w tej chwili pracuje w W-wie w Prokuraturze Generalnej w Departamencie Prezydialnym...
Tak więc o ile łatwiej jest zrobić z jednej osoby wariatkę aniżeli upublicznić jak wysoki stopień skorumpowania istnieje w naszym państwie.
O tym się nie mówi, bo najczęściej osoby "przeleczone" w taki sposób jak ja zaraz po wyjściu ze szpitala odbierają sobie życie.
A jeżeli żyją to na skraju nędzy. I w strachu o każdy kolejny dzień.

8

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Krostka napisał:
Oderwać się od męża okrutnika i jego bezwzględnej " rodzinki". Wyjechać na drugi koniec Polski, albo koniec świata i zacząć życie od poczatku. Nie pozwolić nigdy na to, by mąż znęcał się fizycznie i psychicznie nad tobą i dzieckiem. Miej w 4 literach jego majatek i pieniądze i " spieprzaj daleko jak najdalej", bo jeszcze mocniej skrzywdzi ciebie i synka.

Uważam, że Krostka ma dużo racji. Myślę, że walka niestety nie jest dobrym rozwiązaniem, może byłaby na początku tej "walki".
Wierzę że prawda jest po Twojej stronie tym bardziej, że kiedyś, dość dawno temu moja znajoma miała bardzo podobne do Twoich przeżyć ze swoim mężem z tym, że nie pozwoliła zamknąć się w szpitalu psych. ponieważ uważała, że takie "przeleczone"
osoby nie są zazwyczaj już traktowane serio i mają pod górkę w załatwianiu nawet prostych spraw a co dopiero takich... Pozdrawiam i życzę Ci siły i wytrwałości. 
Ps. Są ośrodki, gdzie przyjmują matki z dziećmi nawet gdy ma się swoje mieszkanie.

9

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Ja to przeczytałem całe i powiem ci co mysle ale tez nie oczekuje komentarzy.
Bo chyba nie ma sensu zebys dyskutowała ze mna tylko raczej ewentualnie ze soba.

No to mam takie pytani retoryczne jest tez to jakis moj punkt widzenia .
Oto one ...

1) Czy potrafiła bys sie cieszyc tym wszystkim gdyby to było wg ciebie normalnie poukladane .
Czy tez szukała bys walki ?


2) Sa takie cele w zyciu ktorych sie nigdy nie osiaga .
Poniewaz ich osiagniecie moze zniszczyc nas samych .
Stracimy na to cała energie ,
nawet jak juz to osiagniemy moze nie byc jej na tyle duzo zeby sie tym cieszyc.
Czy widzisz taka mozliwosc ?


3) Czy czesc tej walki to nie jest walka ciebie z sama soba   ?
W sensie takim ze pewne sytuacje mozesz widziec inaczej ( z potrzeby walki) niz one sie tam wydarzyły.
Wiec dlaczego ewentualnie doszukujesz sie w tym czegos co pobudzi cie do walki i tracisz na to sporo sił .

10

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....
kwadrad napisał/a:

Ja to przeczytałem całe i powiem ci co mysle ale tez nie oczekuje komentarzy.
Bo chyba nie ma sensu zebys dyskutowała ze mna tylko raczej ewentualnie ze soba.

No to mam takie pytani retoryczne jest tez to jakis moj punkt widzenia .
Oto one ...

1) Czy potrafiła bys sie cieszyc tym wszystkim gdyby to było wg ciebie normalnie poukladane .
Czy tez szukała bys walki ?


2) Sa takie cele w zyciu ktorych sie nigdy nie osiaga .
Poniewaz ich osiagniecie moze zniszczyc nas samych .
Stracimy na to cała energie ,
nawet jak juz to osiagniemy moze nie byc jej na tyle duzo zeby sie tym cieszyc.
Czy widzisz taka mozliwosc ?


3) Czy czesc tej walki to nie jest walka ciebie z sama soba   ?
W sensie takim ze pewne sytuacje mozesz widziec inaczej ( z potrzeby walki) niz one sie tam wydarzyły.
Wiec dlaczego ewentualnie doszukujesz sie w tym czegos co pobudzi cie do walki i tracisz na to sporo sił .

Witaj,

Założyłam ten wątek na forum kobiecym, bo tylko kobieta będąca matką jest w stanie zrozumieć mnie jako matkę, której próbuje się odebrać dziecko.

Niemniej jednak dziękuję za wpis, bo spojrzenie z różnych perspektyw faktycznie dostarcza nowych rozwiązań.
A pytania.... dla mnie one nie są retoryczne, na każde odpowiedź znam.

Co do walki w TEJ SPRAWIE to uważam że dopóki walczę to jestem zwycięzcą...
Ale tak jak wspominałam wcześniej zrozumie to tylko matka, lub ktoś kto przepracował w życiu podobną lekcję.

11

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Co do walki w TEJ SPRAWIE to uważam że dopóki walczę to jestem zwycięzcą...
Ale tak jak wspominałam wcześniej zrozumie to tylko matka, lub ktoś kto przepracował w życiu podobną lekcję.
Boże nie najłatwiejszą nas drogą prowadź ale najpiękniejszą...

Jestem matką...doskonale cię rozumiem, nie poddawaj się walcz,czytałam twój post od początku do końca ze łzami w oczach
jesteś MISTRZYNIĄ,tak bardzo ci współczuje, życzę ci z całego serca abys wytrzymała do finału.

12

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....
wiercia napisał/a:

Co do walki w TEJ SPRAWIE to uważam że dopóki walczę to jestem zwycięzcą...
Ale tak jak wspominałam wcześniej zrozumie to tylko matka, lub ktoś kto przepracował w życiu podobną lekcję.
Boże nie najłatwiejszą nas drogą prowadź ale najpiękniejszą...

Jestem matką...doskonale cię rozumiem, nie poddawaj się walcz,czytałam twój post od początku do końca ze łzami w oczach
jesteś MISTRZYNIĄ,tak bardzo ci współczuje, życzę ci z całego serca abys wytrzymała do finału.

Dziękuję. Po prostu. Bo każde dobre słowo jest jak balsam dla mojej duszy.

13

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Witaj,
odezwałam się do Ciebie na maila.
dotarł?

14

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

....Brak słów po prostu

Podziwiam Cię, że tyle wytrzymałaś, jesteś niesamowicie silna!

Życzę Ci z całego serca, żeby wszyscy przekonali się jaka jest prawda!! I żeby Ci wszyscy zakłamani ludzie dostali za swoje!

TRZYMAJ SIĘ

15

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....
zuuzka20 napisał/a:

....Brak słów po prostu

Podziwiam Cię, że tyle wytrzymałaś, jesteś niesamowicie silna!

Życzę Ci z całego serca, żeby wszyscy przekonali się jaka jest prawda!! I żeby Ci wszyscy zakłamani ludzie dostali za swoje!

TRZYMAJ SIĘ

Zuuzka dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

16

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....
Sonia2012 napisał/a:

Witaj,
odezwałam się do Ciebie na maila.
dotarł?

Witaj,

Tak mam wiadomość. Ja wysłałam do Ciebie odpowiedź 15 lutego.

17

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

bialy.kwiat.paproci.

Jestem wstrząśnięta Twoją opowieścią! Podziwiam Cię za Twoją siłę, determinację, ja już dawno będąc na Twoim miejscu pewnie bym nie wytrzymała psychicznie. Naprawdę chylę przed Tobą czoła.

Powiedz jak wygląda aktualnie Twoja sytuacja? Dlaczego nie nagłośnisz bardziej sprawy?nawet do mediów, myślę, że to mogłaby być dla Ciebie prawdziwa szansa.Tyle ostatnimi czasy na jaw wyszło afer pedofilskich, dla telewizji byłby to kolejny świetny materiał, skoro wytrzymałaś tak wiele to dla Ciebie byłaby pestka, a w zamian moglibyście razem z synkiem wygrać wreszcie normalne życie! Może spróbujesz?

Bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki, wierzę, że w końcu Ci się uda. smile

18

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Nie chcę opisywać na forum jak wygląda w tej chwili sytuacja.
Ale za każde słowo wsparcia dziękuję.
Na media zawsze przyjdzie czas. Próbuję ominąć niektóre opcje ze względu na dziecko.

19

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Wiem coś o fałszowaniu orzeczeń psychiatrycznych. Miałem komisję lekarską. Na komisji powiedziałem zaledwie KILKA ZDAŃ o tym, że doktor psychiatra, z którą się zetknąłem, ma zaburzenia osobowości. Natychmiast opinia medyczna była taka że mam schizofrenię. Nigdy w życiu mi czegoś takiego nie pisano. Zgłosiłem sprawę do prokuratury rejonowej, która ją oddaliła. Czekam na odpowiedź z prokuratury okręgowej odnośnie przestępstwa fałszowania orzeczeń medycznych i przypuszczam że też nie kiwną palcem. Nie wiem co dalej robić w tej sprawie i jaka organizacja może interweniować żeby to orzeczenie zostało cofnięte. Prawie sto procent wymiaru sprawiedliwości jest skorumpowana.

20

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

witam, po przeczytaniu tej historii pierwsza myśl jaka mi się pojawiła to: SZOK I NIEDOWIERZANIE, ŻE TAKIE RZECZY DZIEJĄ SIĘ NAPRAWDĘ! Że jak to możliwe, że placówki, które mają w obowiazku pomóc ludziom, tychże ludzi skazują na piekło...??? Sama jestem po przejściach, no może nie takich traumatycznych jak Ty ale będąc w sytuacji zagrożenia życia mojego i dzieci- nie wahałam się wyjechać na drugi koniec Polski. I dziś z perspektywy 10- ciu lat wiem, źe to była słuszna decyzja. Stanęłam z dwójką dzieci i dwoma torbami w nowym mieście i od razu waliłam drzwiami i oknami do różnych instytucji o pomoc. I została mi ona udzielona. Przez półtorej roku mieszkałam w Domu Samotnej Matki i ten czas wykorzystałam na maxa, rozprawiając się z exem i biorąc udział w różnych terapiach. Ja mam troche inne doświadczenia z różnymi instytucjami, a może to kwestia szczęścia, że na mojej drodze spotkałam wielu wspaniałych ludzi, którzy mi w tym czasie pomogli. Nie poddawaj się USZY DO GÓRY I ODWAŻNIE! Pozdrawiam.

21

Odp: Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Witaj!

  Jak w chwili obecnej wygląda Twoja sytuacja?

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Jak można w prosty sposób zostać w naszym kraju schizofrenikiem....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026