Witajcie,
Poniżej zamieszczę 25 stron listu, który dwa lata temu skierowałam do Prokuratury Generalnej, a który i tak tylko bardzo pobieżnie opisuje losy moje i mojego dziecka. Jednak z uwagi na ograniczoną pojemność postów prześlę to w 3 częściach.
Opis jak w cywilizowanym świecie depcze się ludzką godność i odbiera się prawo do normalnej egzystencji.
Opis jak człowiek, który ma inne poglądy na życie aniżeli małżonek zostaje zapięty w pasy i umieszczony w zakładzie psychiatrycznym jako osoba obłąkana...
Dużo tego, ale to i tak jedynie namiastka tego co przeszłam przez męża psychopatę...
Przez te dwa lata od momentu wysłania wydarzyło się bardzo wiele, ale sprawy w Prokuraturze nadal się toczą....
Tzn Prokuratura robi wszystko aby nie powołać biegłego, który stwierdzi mój faktyczny stan zdrowia... Dwa lata nie zrobili nic poza tzw. analizą materiałów... Kiedyś nazywałam to koszmarem. Teraz tak bardzo uodporniłam się na pastwienie się nad moją osobą, że tratuję to po prostu jako jeden z niewielu rozdziałów mojego życia.
Imiona i nazwiska osób trzecich które uczestniczyły w zdarzeniach z wiadomych przyczyn usunęłam czy też wykropkowałam. Zostawiłam tylko swoje imię i mojego dziecka.
Opublikowanie tego traktuję jako terapię dla mojej duszy...
Część 1.
DO PROKURATURY GENERALNEJ
Panie Prokuratorze zwracam się do Pana ze swoją sprawą ponieważ Instytucje Wymiaru Sprawiedliwości do których zwracałam się do tej pory działały na moją i mojego dziecka niekorzyść. Sprawa jest trudna, skomplikowana i wymagająca regresu ponieważ żeby zrozumieć to co się w tej chwili dzieje mnie i mojemu synowi należy zapoznać się z faktami z przeszłości. To co opiszę to będzie bardzo powierzchowne nakreślenie sytuacji, gdyż nie sposób ująć tu wszystkiego (powstałaby książka). Wychowana zostałam w rodzinie na wskroś patologicznej. Dopuszczano się względem mnie jako dziecka okrutnych praktyk sadystyczno-pedofilskich. Cała rodzina pochodzi ze wsi Obice z woj. świętokrzyskiego. Największym moim katem była matka (nigdy nie pociągnięta do odpowiedzialności z uwagi na dokumentację medyczną świadczącą o tym, że jest leczona na schizofrenię). Praktyk pedofilskich dopuszczało się również na mnie rodzeństwo matki (najczęściej najstarszy brat i siostra oraz mój ojciec chrzestny). W rodzinie tej związki pedofilskie oraz stosunki kazirodcze to była rzecz naturalna. Jednak w tamtych czasach nie mówiło się o tym głośno. Od najwcześniejszych lat dzieciństwa wmawiano mi że tata się mnie wyparł, że mnie nienawidzi i że mówi że nie jestem jego dzieckiem. Podawano mi sprzeczne informacje, które nijak miały się do rzeczywistości. Ojciec nigdy nie okazywał mi negatywnych uczuć, a był jedyną osobą, która potrafiła przytulić bez podtekstów seksualnych. Jako dziecko byłam bardzo związana z tatą i wiedziałam, że jest to osoba, która mnie naprawdę kocha. Pomimo tego w rodzinie co jakiś czas krążyły informacje, że nie jestem córką swego ojca dlatego, że on tak twierdzi. Najbardziej wtajemniczoną w sytuację osobą była moja babcia, która kiedyś z płaczem powiedziała, że moja matka nie chciała się przyznać z kim jest w ciąży i że mało prawdopodobne jest aby to był mój tata, bo w tym czasie przebywał za granicą na kontrakcie. Później to był temat tabu. Wpajano mi bardzo silną nienawiść do ojca. Relacje między matką a ojcem były nacechowane bardzo dużą brutalnością (ze matki strony). Kiedy miałam 11 lat tata przeprowadził ze mną bardzo poważną rozmowę. Powiedział mi że jestem już na tyle duża, że powinnam poznać prawdę. Powiedział wtedy że naprawdę nie jestem jego dzieckiem ale pomimo wszystko kocha mnie najbardziej na świecie. Mówił, że spotykał się z mamą przed ślubem, ale fizycznie niemożliwe jest żeby w tamtym czasie była z nim w ciąży ponieważ on wtedy pracował w odległym miejscu i jakiś czas się nie spotykali. Mówił też, że jak się okazało że mama jest w ciąży to rodzina matki szantażami i groźbami kazała mu się z matką ożenić. (Dawniej na wsiach żyło przekonanie, że nie wolno zostawić ciężarnej kobiety). Nie chciałam w to uwierzyć, było to dla mnie wielkie przerażenie jako dla dziecka. Pamiętam, że pojechaliśmy z jakąś koleżanką taty pielęgniarką do Wrocławia na badania. Nie wiem dlaczego akurat do Wrocławia i nie pamiętam adresu ani nazwy Ośrodka. Wiem tylko, że pobierano mi tam krew i później w tajemnicy czekaliśmy z tatą na wyniki. Kiedy przyszły te wyniki tata znowu wziął mnie na rozmowę i powiedział, że badania wykazały, że nie jestem jego córką, ale również wykluczyły moją matkę, która mnie wychowywała jako matkę biologiczną. Nie wiem na ile szczegółowe były te badania, bo było to w latach 80-tych, jednak od tamtego momentu rozpętało się piekło. Tata rozpoczął dochodzenie od rodziny matki, jeździł i pytał czyim jestem dzieckiem. Wszyscy wmawiali mu nadal, że jego i że jest chory psychicznie twierdząc, że jest inaczej. Tata zaczął wtedy bardzo pić. Kiedy ja próbowałam zadawać pytania odnośnie swojego pochodzenia podpierając się wynikami badań wmówiono mi, że ojciec i jego kochanka pielęgniarka próbują mną manipulować żebym odwróciła się od biednej schorowanej matki i że te badania były sfałszowane. W tym czasie również rodzina matki z Kielc (wśród której wielu funkcjonariuszy policji) przyjeżdżała do nas i wywozili mojego tatę na kilka dni do lasu, przywiązywali w samych majtkach do drzewa i zostawiali bez jedzenia i picia. Po powrocie opowiadał o tym nie tylko mnie (są jeszcze żyjący świadkowie którzy potwierdzą te fakty) . Podczas takiej jednej nieobecności taty zostałam brutalnie zgwałcona, z licznymi obrażeniami trafiłam na Oddział Szpitala Dziecięcego, w którym spędziłam 3 miesiące. Prowadzone było wtedy dochodzenie, jednak rodzina matki skierowała wszystkie podejrzenia w kierunku mojego ojca. Ja byłam tak zastraszona, że bałam się cokolwiek powiedzieć pomimo tego że wielu psychologów próbowało wtedy ze mną rozmawiać. Uporczywie milczałam. Sprawa została umorzona. Wszystkie ciocie i wujkowie uparcie mi wmawiali, że to tata mnie zgwałcił, a jako że było to traumatyczne doświadczenie to ?pomieszało? mi się w głowie i wskazuję na kogoś innego. Wyrzuciłam to z pamięci po pewnym czasie i nigdy nie wracałam do tego tematu, chciałam po prostu zapomnieć. Jednak tragiczne wydarzenia w tej rodzinie w której mnie wychowano nie skończyły się wtedy. Mój tata był ciągle zastraszany, grożono mu śmiercią , bo próbował własnymi drogami dotrzeć do prawdy czyim jestem dzieckiem. Rodzina matki w tamtym czasie zaczęła coraz częściej przyjeżdżać, mnie zabierali na weekendy i mówili że mam nie słuchać ojca bo kłamie, bo jest alkoholikiem, że ma kochanki, że krzywdzi matkę itp?. Doszło do takiej sytuacji, że tata zamontował zamek w drzwiach od pokoju, bo bywało że rodzina matki przyjeżdżała w nocy i w kajdankach wyprowadzano go jak przestępcę. W tamtych czasach tata nagłośnił sprawę na ile mógł. Sąsiedzi będą świadkami, bo sami wielokrotnie interweniowali podczas sytuacji kiedy matka agresywnie atakowała mnie i ojca, który próbował mnie bronić. Wielokrotnie straszyła nas, że nas zabije i otruje. Kiedy mój tata musiał iść na noc do pracy to ja często spałam u sąsiadów. Tata nie radził sobie z problemami i coraz więcej pił. Pamiętam dokładnie sytuację jak siostra matki Zofia ??. przywiozła do nas ?lekarstwo?, które podała mi prosząc o to abym po kilka kropli dodawała tacie do zupy lub do kawy. Kiedy zapytałam co to za lekarstwo to odpowiedziała, że na pewno przestanie po tym pić alkohol. Jeden raz nalałam tego tacie do zupy, jednak efekt był koszmarny. Po kilku godzinach zaczął bardzo wymiotować (był wtedy trzeźwy, bo wrócił z pracy i dałam mu to do zupy), stracił przytomność, miał dreszcze. Wystraszyłam się wtedy bardzo i przyznałam się tacie, że to ja dolałam mu do jedzenia tego lekarstwa. Ponownie rozpętało się piekło. Rodzina wszystkiego się wyparła twierdząc, że u mnie zaczynają pojawiać się zaburzenia psychiczne takie jak u matki. Tata bardzo płakał i nie wierzył w to co mówią tylko wierzył mnie. Znowu zaczęto mnie prowadzać po różnych psychologach, robiono mi testy, badano, sprawdzano czy nie konfabuluje jako dziecko. Na szczęście żaden lekarz ani żaden psycholog nie dopatrzył się u mnie zaburzeń psychicznych które mogłyby świadczyć o rozpoczynającej się chorobie. W takiej atmosferze strachu, brutalności, lęku o przyszłość mijały kolejne dni. Rodzina matki zastraszyła mojego tatę do tego stopnia, że zrezygnował z dalszego dochodzenia prawdy. Powiedział mi tylko tyle: ?Pamiętaj Beatko, wszystko co Ci powiedziałem to prawda. Pomimo wszystko jesteś moim dzieckiem i kocham Cię najbardziej na świecie. Jak dorośniesz i sama będziesz chciała to na pewno odnajdziesz swoich prawdziwych rodziców lecz ja zawsze będę dla Ciebie ojcem a Ty moją ukochaną córeczką?. I to były jedne z ostatnich słów jakie usłyszałam niedługo przed śmiercią taty, które zachowałam głęboko w pamięci i którymi karmiłam się w sytuacjach z których jak mi się wtedy wydawało nie ma wyjścia. W roku 1991 dopuszczono się brutalnej zbrodni na moim ojcu Stanisławie Lisickim. Jestem jedynym naocznym świadkiem tego, że mój ojciec dn. 20.06.1991. nie zmarł śmiercią naturalną. Jako 15 letnia dziewczyna i główny świadek w prowadzonym procesie zostałam zmuszona szantażem i groźbą do złożenia fałszywych zeznań. Są jeszcze żyjący świadkowie, którzy potwierdzą te fakty, gdyż mój ojciec w tamtym czasie mówił o tym, że grożono mu śmiercią i że obawia się rodziny z Kielc. Sprawa była prowadzona przez Prokuraturę w Sosnowcu (prokurator ???????.) sygn. akt. 1 Ds. 914/91. Mój tata zmarł w wieku 40 lat nigdy na nic nie chorując i ciesząc się bardzo dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym. Sekcja zwłok przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach wykazała:? przekrwienie i cechy umiarkowanego obrzęku mózgu, otłuszczenie mięśnia sercowego, rozstrzeń serca, nieznaczny obrzęk płuc, wybroczyny krwawe podpłucne oraz silny zastój krwi w narządach wewnętrznych?. Jestem jedynym świadkiem, który widział jak mój tata umierał i który wie, że został zamordowany. Na moich oczach dusił się w ogromnych cierpieniach. W momencie kiedy pobiegłam do sąsiadów żeby zadzwonić po pogotowie matka moja włożyła zwłoki taty do wanny. Od razu miały kolor żółto-sino-pomarańczowy. Rodzina z Kielc przybyła zanim przyjechało pogotowie i prokurator (w dwadzieścia minut pokonali 160 km?). Jako dorosła osoba wiem że była to zbrodnia zaplanowana. Doszło do ogromnej korupcji organów ścigania i w sprawę zamieszane było bardzo wiele osób. W tamtym czasie policjanci z rodziny matki, którzy przyjechali i mataczyli sprawę to??????????????????????????????????????????????. Bardzo duży udział w tuszowaniu sprawy miał też proboszcz z parafii sosnowieckiej ks. ????., który był częstym gościem naszego domu i utrzymywał ścisłe relacje z moją matką jak również dopuszczał się względem mnie praktyk pedofilskich. To właśnie ksiądz użył w tamtym czasie swoich wpływów w środowisku lekarskim aby zafałszować dokumentację z przeprowadzonych badań toksykologicznych. W pierwszej wersji w ogóle nie chciano przeprowadzać sekcji zwłok, lecz bardzo dużo sąsiadów i znajomych taty zaczęło nagłaśniać sprawę medialnie. Regionalne gazety pisały artykuły, gdyż osoby które znały mojego tatę wiedziały, że do jego śmierci przyczyniły się osoby trzecie. Wszyscy liczyli na moje zeznania. Rodzina matki z Kielc ?otoczyła mnie troskliwą opieką?, najpierw dostawałam zastrzyki na uspokojenie, w późniejszym terminie tabletki i poddana byłam bardzo silnej indoktrynacji. Wmówiono mi wtedy skutecznie, że wszystko co tata mówił to kłamstwo. Że mama zachowuje się tak wobec mnie przez tatę, bo to on doprowadził ją do tej choroby i ona nie wie co robi. Ponadto mówiono mi, że wiele rzeczy nie pamiętam, bo byłam malutka i że ojciec mój od początku małżeństwa katował i krzywdził matkę a mnie się wypierał. Finał był taki, że składając zeznania na policji nie mówiłam co widziałam i co czułam i myślałam tylko mówiłam to co kazała powiedzieć mi ?rodzina?. Argumentem głównym, którego użyli był fakt, że jak powiem prawdę to mamie i tak nic nie zrobią, bo jest chora a ja pójdę do domu dziecka. Bardzo bałam się domu dziecka i oni wykorzystali tą informację. Na wzmiankę zasługuje fakt, że wychowywałam się z dwójką młodszego rodzeństwa i wobec nich matka nie przejawiała agresji. Traktowała ich zupełnie inaczej niż mnie być może dlatego, że w pełni akceptowali i godzili się na praktyki pedofilskie. Ale w tamtych czasach to był temat tabu. Zresztą ja nikomu (poza tatą) nigdy o tym nie mówiłam. Po śmierci ojca zupełnie zaprzestano względem mnie tych chorych praktyk a matka zmieniła się o 180 st. i zaczęła traktować mnie dobrze. Wyparłam te wszystkie traumatyczne doświadczenia i nie chciałam do nich wracać. Uznałam że to co zrobiła mi matka to faktycznie efekt jej choroby i po prostu jej wybaczyłam. Z rodzeństwem na ten temat nie rozmawiałam ponieważ z bratem miałam bardzo zły kontakt (zachowywał się w stosunku do mnie psychopatycznie tak jak matka), siostra była młodsza i nie chciałam jej obciążać wtedy. Poza tym jednak głównym uczuciem które mi wtedy towarzyszyło był wstyd. Dopiero jako dorosła kobieta podczas sesji psychologicznych uchyliłam rąbka tajemnicy.
Żyłam z takim obciążeniem psychicznym wiele lat. Najprostszą próbą ucieczki było wyjście za mąż. I jak to często bywa u takich poranionych osób jak ja wybór był nietrafiony, a mianowicie wyszłam za mąż za gangstera. Z rodziną matki utrzymywałam jedynie stosunki oficjalne, poza jedną kuzynką z którą spotykałam się częściej. Kuzynka ta ???.. pracuje w tej chwili w Prokuraturze Kielce-Wschód, jej mąż ???. jest funkcjonariuszem Policji w Kielcach. Relacje w moim małżeństwie od początku wyglądały w ten sposób, że mąż był osobą apodyktyczną, nieznoszącą sprzeciwu, używającą wobec mnie zarówno siły fizycznej jak i psychicznej. Alkohol i narkotyki to dla niego chleb powszedni. Do tego obracał się w szeregach dobrze zorganizowanej grupy przestępczej i czerpał ogromne korzyści finansowe z nielegalnych transakcji narkotykowych. Całe lata milczałam. A nawet momentami byłam ?wdzięczna?, że wyciągnął mnie z biednej rodziny i zapewniał byt na dość wysokim poziomie. Klasyczny przykład zachowania ofiary. W momencie kiedy urodziło się dziecko, a stosunek męża do mnie i do syna nadal nie wykazywał żadnych pozytywnych oznak postanowiłam, że się rozstaniemy. W tym celu aby zapewnić lepszy byt zarówno dziecku jak i sobie poszłam na studia aby zdobyć lepszą pracę. Rozpętałam tą decyzją burzę . Mąż nie zgadzał się abym wychodziła z domu gdziekolwiek, nawet na uczelnię. Karał mnie za nieposłuszeństwo używając totalitarnych wręcz metod. W tym samym czasie zauważyłam również bardzo niepokojące objawy zachowania u 5-letniego wówczas synka. Zaburzenia emocjonalne u dziecka były bardzo niepokojące i wykazywały cechy zaburzeń na tle seksualnym. Równolegle dostałam wezwanie do przedszkola gdzie chodził syn i wychowawca również zaniepokojony był zachowaniem dziecka (wskazana została pilna konsultacja psychologiczna). Korzystałam wtedy osobiście od grudnia do lutego 2010 roku z konsultacji psychologicznych u psychologa klinicznego p. ????..). Ta osoba potwierdzi, że już w tamtym czasie szukałam pomocy zarówno dla mojego syna jak i dla siebie. Pierwsze podejrzenia, ze dziecko jest molestowane skierowałam w kierunku swojej matki (bo to z nią Kamil miał częsty kontakt). Natomiast w ogóle nie podejrzewałam męża, tym bardziej że często w domu były poruszane tematy pedofilii i on zawsze wypowiadał się w sposób jednoznacznie potępiający to zjawisko. Bardzo często mówił również, że ma podejrzenia w stosunku do swojego brata, że ten jest pedofilem. Brat jego ???????( obecnie wychowawca w areszcie śledczym w Gliwicach) faktycznie wykazywał takie cechy. Wcześniej kiedy pracował jako wychowawca w katolickiej świetlicy środowiskowej utrzymywał nawet ścisły związek z 12 letnią wówczas dziewczynką. Prawdopodobnie przez ten incydent musiał odejść z pracy. Sama byłam wielokrotnie świadkiem kiedy jako wychowawca tej świetlicy przyprowadzał do mieszkania w którym mieszkał dzieci ze świetlicy (w zdecydowanej mierze to dzieci z rodzin patologicznych). Powiedziałam mężowi że szukam psychologa dziecięcego aby porozmawiał z synem i mąż wtedy zareagował bardzo agresywnie. Zaczął mnie zastraszać że jak się nie uspokoję to źle się to dla mnie skończy itp. Bardzo zaniepokoiła mnie ta postawa, ale wytłumaczyłam sobie to tym, że być może chce zaoszczędzić stresu dziecku. Postanowiliśmy, że pojedziemy na weekend do Kielc, żeby porozmawiać z rodziną matki, aby ta zmobilizowała ją do leczenia. Zanim wyjechaliśmy ja zaczęłam się dziwnie czuć, a mianowicie zaczęłam doznawać jakichś halucynacji wzrokowych, silnych lęków i uczuć jakich doznaje się po przyjęciu np. LSD, amfetaminy itp. (przy czym cały czas miałam świadomość tego że są to urojenia i że jest to stan przejściowy). Nie mogłam spać, miałam silne lęki, wymioty, prosiłam męża aby zawiózł mnie do lekarza, ale on nie reagował. W takim stanie po trzech nieprzespanych nocach zamiast do lekarza wsadził mnie w auto i zawiózł do rodziny do Kielc. Myślałam, że kuzynka mi pomoże. Powiedziałam jej że mam podejrzenia, że mąż dosypał mi czegoś do kawy lub herbaty, bo od kilku dni tak się czuję. Powiedziałam jej również że syn mój jest prawdopodobnie molestowany ponieważ zachowuje się w taki sposób i poprosiłam ją aby pojechała ze mną do lekarza ponieważ bardzo słabo się czuję i nie wiem czy sobie z tym wszystkim poradzę. Reagowali bardzo dziwnie. Wszyscy twierdzili że mam się uspokoić, że to wszystko to nieprawda, że do lekarza nie ma się po co wybierać, że samo mi przejdzie. Dodam że do tamtego momentu czyli do lutego 2010 funkcjonowałam na normalnym poziomie psychiczno-społecznym, miałam kontakt z ludźmi, kończyłam studia, zajmowałam się domem i dzieckiem i nic wcześniej nie wskazywało na to abym miała jakiekolwiek zaburzenia psychiczne. ?Rodzina? widząc mnie w jakim jestem stanie zamiast pomóc i chociaż zawieźć do lekarza zorganizowała imprezę proponując mi wódkę jako antidotum. Miałam również w osobnym dzbanku melisę (pewnie w tej melisie były jakieś środki halucynogenne), bo ciągle widziałam i czułam rzeczy których nie ma. Zresztą głośno o tym mówiłam i prosiłam o pomoc. Bardzo niepokoił mnie fakt, że kuzynka z prokuratury i jej mąż policjant (????..) zachowują się w taki sposób tym bardziej, że doskonale znali przeszłość kryminalną mojego męża, u nich w domu również zażywał narkotyki wcale się z tym nie krył. Oni sami palili z nim również marihuanę. W pewnym momencie widząc, że na ich pomoc nie mam co liczyć powiedziałam, że idę położyć się spać. Leżałam w pokoju kiedy usłyszałam słowa kuzynki Marzeny skierowane do mojego męża, które brzmiały:? ?A jak Kamil znowu zacznie coś mówić w przedszkolu?? Na co mój mąż odpowiedział: ? Nie zacznie, to taki sam debil jak i jego mamusia jest?. Byłam przerażona, bo stało się dla mnie jasne, że mój mąż jest pedofilem. Nie wiedziałam co zrobić, czekałam aż pójdą spać. Doprowadzili mnie do takiego stanu, że w środku nocy z 14/15 lutego 2010r między 2-3 wybiegłam z domu w samej piżamie. Przebiegłam na drugą stronę osiedla i zadzwoniłam na Policję. W czasie oczekiwania na interewncję zadzwoniłam w szoku do jednego z mieszkań przy ul. Orkana w Kielcach i osoba, która mi otworzyła dała mi kurtkę żebym nie zamarzła. Kiedy podjechał patrol zabrał mnie na Komisariat nr 1 w Kielcach. Ciągle pod wpływem narkotyków, alkoholu i po nieprzespanych 4 nocach bardzo chaotycznie opowiedziałam co się wydarzyło. Prosiłam o wykonanie narkotestów i o interwencję w mieszkaniu kuzynki gdzie przebywa mój mąż z dzieckiem. Powiedziałam, że dziecko jest molestowane. Uspokojono mnie twierdząc, że po takim zawiadomieniu prokurator na pewno dołoży wszelkich starań aby w pierwszej kolejności zabezpieczyć synka. Poinformowałam również, że rodzina pracuje w policji i że będą próbowali tuszować zdarzenie. Zapewniono mnie, że nic takiego nie będzie miało miejsca. W trakcie składania przeze mnie zawiadomienia na komisariacie pojawił się mój mąż razem z ????.., który to poprosił policjantów na bok i dosyć długo z nimi rozmawiał. W tym czasie mój mąż zaczął prosić mnie żebym się uspokoiła i żebym wróciła do domu, że to wszystko mi się wydaje itp. Kiedy odpowiedziałam, że nie wrócę zaczął krzyczeć, że narobiłam problemów rodzinie, że zwariowałam i że w tej chwili mam wracać do domu. Poprosiłam policjantów żeby zadzwonili po pogotowie, że chcę jechać do szpitala. Karetka zawiozła mnie do szpitala psychiatrycznego w Kielcach przy ul. Kusocińskiego. Mąż razem z mężem kuzynki jechali w radiowozie za karetką, która mnie wiozła. Na izbie przyjęć zaczął krzyczeć do lekarki, że ja zwariowałam, że mam matkę schizofreniczkę i żeby nie słuchała tego co mówię. Lekarka wyprosiła go. Rozmawiając ze mną powiedziała, że przeżyłam na pewno bardzo duży stres w związku z całą tą sytuacją lecz na pewno prześpię się i po dwóch dniach dojdę do siebie. Zapytała czy chcę zostać na oddziale. Poinformowała mnie również, że jeżeli złożyłam takie zawiadomienie na policji to obowiązkiem prokuratora jest powołanie biegłego psychologa, który zbada mojego syna. Tym stwierdzeniem uspokoiła mnie na tyle że zgodziłam się na pobyt na oddziale. Zastrzegłam jednak podczas przyjęcia, że nie życzę sobie aby mąż przychodził do mnie. Powiedziano, że mam takie prawo i mąż na pewno nie zostanie wpuszczony. Zadzwoniłam jeszcze w środku nocy do kilku znajomych i wyczerpana położyłam się na łóżku i zasnęłam. Podczas porannej wizyty byłam jeszcze tak zmęczona i niewyspana że poprosiłam aby pozwolili mi jeszcze trochę pospać i porozmawiamy później. Jakąś godzinę po obchodzie na salę wtargnął mój mąż ?????... Zabrali mi telefon twierdząc, że lekarze nie zgadzają się abym miała telefon (wszyscy inni pacjenci mieli) i informując mnie, ze jak się nie uspokoję to stąd nie wyjdę. Nie chciałam z nimi rozmawiać, dostałam ataku histerii widząc męża który nie miał prawa tam być. Oni szybko wyszli natomiast ja przerażona sytuacją i mając świadomość że doszło do korupcji skoro mąż został wpuszczony zaczęłam odłączać kroplówkę z ręki i mówiłam głośno, że nie zostanę na tym oddziale skoro są łamane prawa pacjenta. Reakcja była natychmiastowa- dwóch pielęgniarzy siłą mnie obezwładniło i obudziłam się pozapinana pasami na izolatce. Ponownie przy łóżku był mąż z kuzynką, jednak byłam tak otumaniona lekami, że nie miałam siły słowa powiedzieć a co dopiero oponować. Po tej wizycie zmieniono również klasyfikację moich zaburzeń z lekkich na ostre i zaczęto podawać mi leki jakie podaje się schizofrenikom z tą różnicą że w dawkach po których wyglądałam i funkcjonowałam jak trup. Nie miałam kontaktu z dzieckiem, nie wiedziałam co się z nim dzieje, bez telefonu nie mogłam też zadzwonić do nikogo ze znajomych. Wyjście miałam tylko jedno. Musiałam zacząć udawać, że wszystko co mówiłam to mi się wydawało i musiałam zacząć udawać, że mój mąż nie jest psychopatą i pedofilem. Tym bardziej, że zarówno mąż jak i cała ?kochająca mnie rodzina? byli w szpitalu codziennie. Na pytania co z dzieckiem odpowiadali, że wszystko dobrze ale dziecko zobaczę dopiero jak odwołam te wszystkie zarzuty pod ich adresem. Zaczęłam wszystkich przepraszać i prosić aby przywieźli mi ubrania, powiedziałam, że odwołam wszystkie zarzuty byle by tylko zobaczyć się z synem. Rodzina ciągle powtarzala, że mam zapomnieć o przeszłości i że mam żyć z mężem w zgodzie to będzie wszystko dobrze.. Zaczęłam też mówić mężowi, że go kocham i że przepraszam za wszystko. Wszystkim dookoła, pacjentom, pielęgniarkom, lekarzom mówiłam że mam bardzo dobrego męża i że nie wiem dlaczego podejrzewałam go o to że mógłby coś zrobić dziecku. Wtedy to poskutkowało. Mąż zadowolony że ?zmądrzałam? powiedział, że zabierze mnie ze szpitala. Jednak musiałam mu obiecać, że w Sosnowcu (tutaj gdzie mieszkam obecnie) pójdę do lekarza psychiatry i będę się leczyła. Zgodziłam się wtedy na wszystko byle by tylko być przy dziecku. Podczas pobytu w tym szpitalu nie zdarzyło mi się ani razu abym miała jakieś halucynacje, ale nie jadłam ani nie piłam nic co mąż do szpitala przyniósł. Byłam natomiast bardzo osłabiona przyjmowanymi lekami do tego stopnia że zdarzały mi się zasłabnięcia. Przy wypisie ze szpitala zmieniono diagnozę na ostre zaburzenia psychotyczne na tle urojeniowym. Podczas pobytu na oddziale nie odwiedził mnie prokurator ani żaden psycholog policyjny. Z moim dzieckiem w tamtym okresie również żaden psycholog nie porozmawiał. Dochodzenie prowadziła Prokuratura Rejonowa Kielce Zachód pod kierownictwem prokuratora ??? sygn akt 4Ds 75/10. Pan prokurator na podstawie zeznań mojego męża (czyli oskarżonego przeze mnie), który zresztą kłamał w tych zeznaniach umorzył sprawę stwierdzając, że moje zawiadomienie podyktowane było załamaniem nerwowym. Przesłuchał również mojego kuzyna ??.. (policjanta), oraz męża mojej kuzynki ????? (również policjanta), którzy wspólnie poświadczali tam nieprawdę mówiąc między innymi, że ja od dawna miałam problemy psychiczne. Kuzynki mojej ????., która wiedziała najwięcej na temat moich rzekomych ?urojeń? już nie przesłuchał, być może dlatego że jest pracownikiem Prokuratury Kielce Wschód. Nigdy nie miałam żadnych problemów psychicznych, nigdy wcześniej nie korzystałam nawet z konsultacji psychiatrycznej, zawsze byłam osobą zrównoważoną emocjonalnie choć wrażliwą. I w momencie kiedy składałam takie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa nie miałam zdiagnozowanych żadnych zaburzeń. Odebrano mi wszelkie prawa jako człowiekowi, a moje dziecko wtedy zostało samo pod opieką pedofila, bo teraz już mam pewność co do tej tezy. Nadmieniam jeszcze, że decyzję o umorzeniu tego postępowania otrzymał mąż a nie ja, więc nawet nie miałam możliwości się odwołać. Zresztą w tydzień tabletki które mi podawano zrobiły ze mnie wrak człowieka więc nie wiem czy byłabym wtedy w stanie cokolwiek powiedzieć czy napisać. Należy dodać, że pod ?opieką? tej rodziny nie tylko ja i nie tylko moje dziecko doznało traumatycznych wydarzeń. Pod koniec roku 2009 pod opieką mojej psychopatycznej cioci ????.. (matki składającego fałszywe zeznania policjanta ?????) doszło do sytuacji, że wyskoczył przez balkon z 3 piętra jej wnuczek pięcioletni ???????????. Sprawa była chwilkę nagłośniona medialnie, ale ciocię szybciutko położyli na oddział psychiatryczny i została zwolniona wówczas z odpowiedzialności. Jako, że tylu wśród rodziny policjantów, pedagogów i lekarzy sprawa została bardzo szybko umorzona. Jest jeszcze kilka osób z tej rodziny, których nazwisk nie będę w tej chwili wymieniać, a które również składały zawiadomienia do prokuratury, że ich dzieci są molestowane i nie mają one diagnoz psychiatrycznych. Wszystko odbywa się w hermetycznym kręgu rodzinnym. A jako że rodzina wręcz fanatycznie praktykuje zachowania religijne to na zewnątrz nie wzbudza podejrzeń. Ale wracam znowu do mojego wątku. Po przyjeździe do Sosnowca cały czas na bieżąco poddawana byłam ogromnej presji psychicznej, mąż znęcał się nade mną i psychicznie i fizycznie, zastraszał mnie że jak się nie uspokoję i nie zapomnę o sprawie to skończę w piachu. Straszył również, że ma takie znajomości, że odbierze mi dziecko. I tego argumentu najbardziej się bałam. Po powrocie spróbowałam nawiązać kontakt z grupą terapeutyczną DDA, na którą uczęszczałam jako studentka pedagogiki zbierając materiał do pracy licencjackiej. Spotkania grupy odbywały się w Ośrodku w Katowicach przy ul. Korczaka 2, prowadzącym terapeutą była ?????? Skontaktowałam się z terapeutą, ta z kolei umówiła mnie na konsultację psychiatryczną w tym właśnie ośrodku. Lekarz, który mnie przyjmował????. nie zauważyła żadnych objawów psychotycznych i zdziwiona była tak wysoką dawką leków. Powiedziała również, że zmniejszy mi do minimum i za jakieś dwa tygodnie spróbujemy odstawić. W trakcie trwania wizyty mąż wtargnął do gabinetu, krzyczał i zachowywał się agresywnie, lekarka powiedziała że jak nie wyjdzie to zadzwoni na policję. Uspokoił się dopiero po interwencji kierownika ośrodka. Po tym jak dowiedział się, że lekarz tak diametralnie zmniejszył lekarstwa zrobił w domu awanturę, że to debil jest a nie lekarz, że on wie ile mam brać leki i przynajmniej dwa lata mam brać. Zaczął mnie też zmuszać używając szantażu i ogromnej presji psychicznej do tego abym przyjmowała więcej leków. Ciągle straszył, że zabije mnie i dziecko jak się nie uspokoję. Bałam się wtedy o synka i robiłam co kazał. Jednak po takiej dawce nie byłam w stanie zejść z łóżka. Kiedy zdarzyło się że zemdlałam w drodze