netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

22 odpowiedzi5 563 wyświetleniazałożony przez milutka35, 28.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Witam wszystkich:)
zacznę może od tego mam 35 lat, i większość rzeczy w moim życiu mi się udało, niestety nie mogę sobie ułożyć życia osobistego.
Chciałabym Wam opisać moją historię i poprosić o bezstronną opinię, trochę się pogubiłam ostatnio w moich "poczynaniach" i chyba potrzebuje w tym zakresie jakiejś rady:)
Poznałam go jakiś czas temu, zupełnie przypadkowo, kiedy prowadziłam szkolenie dla pewnej grupy osób. Wymieniliśmy się telefonami, bo mieliśmy ustalić kiedyś tam jakieś warunki wspólnej, biznesowej sprawy. Po dwóch tygodniach od tego szkolenia spotkaliśmy się, ale na gruncie prywatnym, to też było całkiem przypadkowe, tak mi się przynajmniej wtedy wydawało. Muszę przyznać, że nigdy w życiu z nikim mi się tak dobrze nie rozmawiało. Zostałam przez niego oceniona jako dobry człowiek, a mnie do niego bardzo ciągnęło. Spotykaliśmy się  przez tydzień codziennie, niesamowicie dużo rozmawialiśmy, o sprawach tez bardzo istotnych, przez ten czas czułam, że chociaż to nieprawdopodobne, nadajemy dokładnie na tej samej fali. Dość szybko wylądowaliśmy w łóżku, i po pierwszej wspólnej nocy ze śniadaniem, okazało się, że nabawiłam się jakiejś babskiej infekcji. Powiedziałam mu o niej, i muszę przyznać, że zachował się w tej sytuacji naprawdę fajnie, wspierał mnie. Pomagał mi też przy jakiś tam drobnych kłopotach technicznych w moim mieszkaniu.
Widać, że się starał, a ja mu ufałam. Dość szybko dostał klucze do mojego mieszkania, i przychodził do mnie zawsze tak po 22drugej. A przychodził do mnie tak późno, bo codziennie chodził na jakieś tam treningi, był byłym sportowcem. Poprosił mnie również o to by pomóc mu w recenzji jego doktoratu, co oczywiście uczyniłam, choć nie chcąc za dużo o tym mówić kosztowało mnie to dużo pracy. I tak mój każdy dzień zaczął wyglądać tak, że najpierw byłam w swojej pracy, później "obrabiałam" swoich klientów, a później zajmowałam się jego doktoratem, więc mój dzień "pracy" kończył się o 22. A on w moim odczuciu się bawił.
On miał swoja firmę, często pracował na nocki, po których przyjeżdżał do mnie. I niby wszystko było oki....ale...
kiedyś zaproponował mi pomoc, że gdzieś tam mnie zawiezie, a potem mnie z tego finansowo rozliczył, tzn zatankowałam mu cały bak benzyny  (podróż kosztowała mniej). Nigdy nie zrobił spożywczych zakupów, a wyjadał mi wszystko z lodówki. Wciąż u mnie prał, i korzystał ze wszystkiego co moje, tzn moje było tez jego. Jakiekolwiek rozmowy o dołożeniu się do rachunków zbywał śmiechem.  Nie potrafił mi ustąpić w niczym, nawet błahych sprawach.  zaczęło mnie to drażnić, a rozmawiałam z nim o tym wielokrotnie, łącznie z tym, że powiedziałam mu, że on mnie wykorzystuje. I o dziwo przyznał mi rację. I nagle coś się stało.... Wyjechał do swojej przyjaciółki na 4 dni, i nawet do mnie nie zadzwonił. Zostawił u mnie pod domem samochód, i stwierdził, że nie będzie mógł do mnie nawet wejść na chwilę, bo jedzie do swojej mamy. Wściekłam się, więc poprosi lam go by oddał mi klucze, a on na to powiedział, że mam go spakować. Tak skończyła się ta znajomość. A ja nie wiem, czy mam czego żałować. Resztę w miarę waszych pytań dopowiem.

2

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Gdzie bledy:

-ekspresowe "wyladowanie w lozku",
-kardynalny blad- dalas klucze do mieszkanie zupelnie obcej osobie- to mogl byc np. morderca...
-za duzo dla tego obcego faceta robilas, podczas gdy powinnas w tym czasie go poznawac o oceniac

Czyli: naiwnosc, zbytnia otwartosc, niskie wymagania, moze destrukcyjny wplyw samotnosci.

Prosze w ramach rewanzu o wizyte na moim watku i wypowiedz wink smile

3

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

nikt więcej nic nie powie?

4

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Co tu mówić ? Trafilas na wykorzystywacza.I tyle.A co Ty o nim wiesz ? Ma jakąs rodzine, mieszkanie ?
Dobrze,ze tylko wykorzystal, a nie okradł.
I czy dobrze zrozumialam ? Zarazilas sie czyms od niego ?

5

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Oczywiscie, ze dobrze zrobilas ,zaufaj swojej intuicji i uwierz jej , bo ona juz wiedziala, ze z czasem byloby coraz wiecej brzydkich zychowan z jego strony a rozgoryczenia z Twojej.
Czego chcesz milutka zalowac ? Spakowalas go i koniec, tak jak sobie zyczyl, a tym samym napewno uchronilas sie przed jescze wiekszymi problemami.
Z twojego opisu wynika ze kolega traktowal wasz zwiazek raczej przedmiotowo, tzn cos za cos, milosci jakos nie znalazlam...raczej Hotel Zakochana Kobieta
Jesli chodzi o Twoje ewentualne bledy, to widze tu zbytnie zaangazowanie z Twojej strony.
Dobrze ze w pore wyczyscilas rozowe okulary zauroczenia i zobaczylas to co powinnas zobaczyc. 
smile pusc go w niepamiec.

6

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Pojechal do przyjaciolki na 4 dni? Znasz te przyjaciolke?

7

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Odpowiadając na Wasze pytanie, nie nie znam tej przyjaciółki. Pojechał bo ponoć się nieszczęśliwie zakochała, i potrzebowała pomocy. Nie chce w to za bardzo wnikać. Widzicie, ja nie jestem osobą zazdrosną, sama też mam kolegów i spędzam z nimi czas. Oczywiście bez nocowania.
Czy on mnie czymś zaraził? Nie sądzę, był zabezpieczony, i raczej uważam, że "złapałam" coś po antybiotykach, ot babska sprawa i tyle.
Nigdy nie byłam w mieszkaniu w którym on nocował, rzadko, bo większość nocy spędzał u mnie. Byłam natomiast w mieszkaniu, jego mieszkaniu, które wynajmował studentów. Szczerze, podejrzewam, że mógł mieszkać z matką, jakoś by mnie to nie zaskoczyło.
Nie wiem na ile miałam różowe okulary, raczej zaczęły spadać po 2 tygodniach znajomości. No chciałam się jedynie upewnić, czy intuicja mnie nie zawiodła.
Najgorsze jest to, że mam nieodparte wrażenie, że chodziło mu o moją kasę:), której notabene wcale nie mam, tzn. radzę sobie finansowo, ale na rozrzutność nie mogę sobie pozwolić.


Hehehe, na koniec znajomości poprosił mnie, by oddać mu prezent, który mi dał. Oddałam i czuje się z tym dobrze.
Jest mi przykro, bo bardzo dużo mu o sobie opowiedziałam, i poszło to w kanał.

8

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

historia rodem z telenoweli - spotkanie służbowe, coraz częstsze spotkania na gruncie prywatnym, seks, wspólne zamieszkanie i.. historia bez happy endu
A myślałaś sama nad tym co zrobiłaś w tym wszystkim źle? Bo to Ty powinnaś jako pierwsza stwierdzić, co robilaś dobrze a co źle.
Ok, zamieszkaliście razem, dobra, powiedzmy że "rozumie". Ale czemu go też jakimiś obowiązkami nie obarczyłaś? wyręczałaś go bo rzekomo tak ciężko pracował, a Ty nie? gdzie w tym wszystkim byłaś Ty? Nie można z siebie robić matki - polki bo nic dobrego to nie wnosi.
I powiem Ci tak, aktualnie bardzo często jeżdżę samochodem mojego faceta (prawko mam od roku ale swojego auta się nie dorobiłam jeszcze). I czasem to są jazdy naprawdę bez sensu typu do sklepu albo na cmentarz z mamą. Niejednokrotnie z grzeczności pytam, czy mam zatankować albo czy mu dać kasę za paliwo i jeszcze nigdy od niego nie usłyszałam że mam benzynę kupić. I to już nawet nie chodzi o długość związku. Ja rozumie że benzyna kosztuje itd, ale jeśli on Ci się w żywe oczy śmiał że on i tak Cię wykorzystuje, to po co w ogóle go spytałaś czy kupić paliwo, po co to w ogóle zrobiłaś? on wyjadał Twoje żarcie, korzystał z Twojego prądu, z wody, Ty za wszystko płaciłaś a on śmiał Ci się prosto w twarz..
Ojj nie bądź więcej taka naiwna..

9

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Autorko witaj smile

A i od razu dla Twojego bezpieczeństwa zmień zamki. Nigdy nic nie wiadomo,zaufałaś bardzo szybko.Dlatego też teraz trzeba by było być ostrożnym.... Jak widzisz okazał się egoistą,który wykorzystuje kobiety.Całe szczęście że robi tylko to.... choć zapewne gdyby wyczuł że nie pozwolisz na więcej , zwinął by się szybciej. Taki to sobie pożyje,bieda mu nie obca.

Pozdrawiam i więcej rozwagi życzę. smile

10

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

przynajmniej nie ja jedna naiwna....

zmień zamki i zapomnij...

11

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

lilus.x

Oczywiście, że pomyślałam co zrobiłam dobrze, a co źle, i w większości Twoich opinii się zgadzam, ale dopowiem coś jeszcze.
Apropo zamieszkania razem, po prostu tak wyszło i tak było wygodniej, chodziliśmy na różne godziny do pracy, ja dużo wcześniej niż on, więc dostał klucze i tyle.
Owszem zaufałam mu, pracujemy czy współpracujemy razem w jednej dużej korporacji, więc uznałam, że skoro wszystko jest tak łatwo sprawdzić, to pewnie nie kłamie na swoim podwórku, i pomyliłam się.
Nie, nie pytałam go czy mam mu oddać za paliwo, zawiózł mnie do innego miasta z własnej woli, kupił mi tam rzeczy potrzebne do drobnych napraw w moim mieszkaniu i przekazał mi rachunki za te rzeczy w tym tez dał rachunek za paliwo. Zapłaciłam i zapaliła mi się czerwona lampka w głowie, zaczęłam się przyglądać temu jak uczestniczy w drobnych wydatkach domowych i porozmawiałam z nim o tym. Zgodził się ze mną, że też powinien dokładać się do zakupów, ale za słowami niewiele poszło dalej.
Apropo wykorzystywania, powiedziałam mu, ze tak się czuje i przyznał mi rację, że mogę tak się czuć. Kiedy powiedziałam mu, że owszem mogę zająć się dalej jego doktoratem, ale niech on w tym czasie sprzątnie mieszkanie, zrobi zakupy, pranie, bo ja na wszystko nie mam czasu, to przyznał mi w tym rację. Tu na słowach ponownie się skończyło. Nigdy jednak nie śmiał mi się w twarz, on tylko się ze mną zgodził. jak dla mnie wszystko wskazywało na to, że się dogadamy i, że on coś rozumie. Ale mimo tych rozmów było zamiast lepiej to gorzej.
Czy miał obowiązki, zajmował się robieniem posiłków, wszystkich, bo dobrze gotował, ja po nim sprzątałam bo syf zostawiał totalny, ale, że nie lubię gotować to mi to odpowiadało. Związek był jednak za krótki, by jeszcze jakoś inaczej podzielić obowiązki.
Tak, nie było w tym związku mnie, ani zaspokajania moich potrzeb, stąd poprosiłam o zwrot kluczy, co go zaskoczyło, i zrobił w efekcie ze mnie tą najgorszą i zimną sukę. Cóż wielokrotnie mówiłam co mi nie gra, więc czuję się rozgrzeszona. Mam pewność, że traktował mnie przedmiotowo, choć nie na samym początku, wtedy się bardzo starał, tylko, że udawać nie można wiecznie:)
Co zrobiłam źle, i czy zrobiłam coś źle. Nie wiem tego do końca. Owszem tempo znajomości było bardzo szybkie, za szybkie ale....
Myślę, że czułabym się zdecydowanie gorzej, gdybyśmy się tak spotykali z pól roku, luźniej, chodząc na randki, a później wyszłoby z niego to co wyszło. Tak wyszło to bardzo szybko, i sprawę mam z głowy.  Z pewnością błędem było to, że tak szybko mu zaufałam. A co zrobiłam dobrze....mhy dostał ode mnie dużo ciepła, uwagi i pomocy, i nie sądzę bym w stosunku do innych osób mogła się w tym zakresie zmienić:) Z całą pewnością, przy następnym facecie zachowam się zupełnie inaczej:)
Ach i oczywiście zamki wymieniłam, już następnego dnia.
Na sam koniec usłyszałam również od niego, ze bardzo go zraniłam wyrzucając go z domu, i że on chciał być wolny. No cóż, nie wiem zatem o co te żale, bo ja mu po prostu wolność zwróciłam. Czyż nie?
Ach i on bardzo chciał mieć dziecko, bardzo. Miał nawet wizję jego wychowania, a była ona taka.... Ja rodzę on siedzi z dzieckiem na wychowawczym. Kiedy ja wracam z pracy, on idzie na treningi, i spotykamy się o 22 w domu:) No żałosna dla mnie była ta wizja, a jak to podsumował na kurę domową to ja się nie nadaję. Wiec, czym ja miałam się zająć utrzymywaniem całej trójki?
Dzięki za komentarze, delikatnie zmywające mi głowę, ale przynajmniej nikt mnie nie obraził:)

12

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Hej Milutka,

Jestem pod wrazeniem twojej opowiesci i wiele mysli mi przychodzi do glowy, bo czytajac caly watek wraz z odpowiedziami innych uczestnikow forum, zaczelam od kluczy slow :
- dobry czlowiek,
- wykorzystywacz,
- opiekunka,
- kobieta modernistyczna i madra i zaradna,
- zaufanie,
- pomoc,
- pieniadze,

Wlasciwie wszystko, dla mnie wyglada tak, jakby ten pan spotkal fajna babke, samodzielna i bez wiekszych skrupulow bral to co dla ciebie stanowi cos normalnego, w parze, czyli partnerswto, szczodrosc, moc pomocy, oddanie cennego czasu i umiejetnosci dla kogos, kogo sie kocha i sznauje.

Ty masz po prostu klase i bogate wnetrze dobroci, a on, niestety wyglada na tego, ktory nie nauczyl sie nigdy dawac, bo tak zostal wychowany...
Paradoxe jest tutaj oczywisty, jak sie spokojnie przeczyta twoja historie, bo ile razy naciskalas na fakt, ze po pewnym czasie probowalas mu wysylac sygnaly, by sie zaangazowal we wspolne zycie tak jak ty, czyli tak, tak tez niech sie doklada do zycia codziennego, niech sprzata, finansuje to co potrzeba itd...
A on niby ci przyznawal racje, ale konkretnego efektu nie bylo... Bardzo dziwne zachowanie z jego strony, niby taki przedsiebiorczy a w praktycznych sprawach nie pojmujacy sedna, tylko w teori sie zgadza...

Poza tym, ten punkt z rachunkiem... Bardzo konkertny sygnal, swiadczacy o jego wyrachowaniu. On mial ciezka sytuacje materialna? Chyba nie, bo piszesz, ze wynajmowal jego mieszkanie dla studentow... mial wlasny biznes tez chyba..

Mysle, ze tutaj nie jest jakas przyczyna szybkosci zwiazku lub braku zaufania, bo to zalezy po prostu od czlowieka.
To, ze poszliscie szybko ,do lozka a potem zamieszkal u ciebie i mu zaufalas nie ma dla mnie zwiazku z koncem lub przebiegiem waszej historii, nie, bo szczerze mowiac twoje zycie jest szybkie i pelne energii, ruchu, spraw i to, ze mialas wrazenie, ze spotkalas fajnego mezczyzne, to mialas absolutnie do tego odczucia prawo!
Kazda relacja nie stoi w miejscu, a raczej rozwija sie z kazdym dniem, sczegolnie na poczatku... Skad moglas wiedziec, ze on ma charakter wyrachowanego samoluba?
Dla niego bylas wspaniala zdobycza, bo pelna pepsu, zaradna, piszaca mu doktorat, nie zazdrosna, na topie i oprocz tego dajaca sobie doskonale rade profesjonalnie, majaca wlasne mieszkanie itd...
Dla mnie nie jestes osoba naiwna, bo gdybys nia byla, to do dzisiaj by byl u ciebie!
Mysle, ze ty po prostu lubisz zycie i osoba, ktora lubi ludzi i zycie zawsze jest w jakis sposob mniej lub wiecej wykorzystana.
Twoja cecha jest spontanicznosc i masz racje, pomimo tego eksperymentu dosc dolujacego z tym panem, zachowaj twoja spontanicznosc i klase. Nie wiem czy dobrze jest osaczac siebie murem ochrony az do przesady, bo nawet tym, ktorzy dmuchaja na zimno cos moze takiego sie przytrafic.
Zostan taka jaka jestes i ja wierze, ze masz w tobie cala prawde i racje na zycie takie jakie sobie probujesz ukladac i wiem, ze ktoregos dnia spotkasz kogos bardziej szczodrego, ktory zrozumie na czym polega partnerstwo, a wtedy nie bedziesz musiala zmieniac zamkow i zwracac za paliwo.
Sprobuj jak mozesz, wyobrazic sobie taka metafore : "O robak!, uczepil sie mojego rekawa! ah! stracam go i juz jest mi lepiej".

z sympatia!

Zycie z rozami.
.

13

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Życie z różami.....

Bardzo serdecznie dziękuję Ci za ten post, przyznam szczerze, że niezmiernie miło mi było go przeczytać.
Trafiłaś/łeś w dziesiątkę, tak szukam związku partnerskiego, opartego na szczodrości, ale absolutnie nie szczodrości finansowej, ale na takiej zwyklej dobroci. Na dbaniu o siebie nawzajem, zaspakajaniu potrzeb obu stron, poczuciu posiadania wsparcia, namiętności, wspólnym zaangażowaniu w sprawy domowe i rodzinne, robieniu razem też rzeczy fajnych, i dawaniu sobie nawzajem kopa do działania, jeśli to konieczne. Tak chce mieć obok siebie kogoś, kto mi pomoże jeśli będę tej pomocy potrzebować, ale przede wszystkim dla mnie relacja oparta tylko na tym, że ktoś jest obok, to żadna relacja. I żeby mnie tu wszyscy dobrze zrozumieli, nie o ekwiwalentność w związku mi chodzi, bo tak to nie ma. Zawsze jedna strona daje coś więcej niż druga, ale do cholery nie można tylko brać!

Jestem już dojrzała kobietą, nie potrafię się bez pamięci i rozsądku w kimś zakochać, zakochuje się w kimś, w kim wyczuwam chęć stworzenia relacji, takiej jak opisałam powyżej.

Może jestem w tym wszystkim wyidealizowana, a może moje dotychczasowe relacje z facetami ukształtowały mnie w taki sposób, że doskonale wiem co chcę zbudować z drugą osobą. I może, po prostu kiedyś trafię na kogoś, co może nie tyle mnie doceni, ale będzie chciał tego samego.... I myślę, że w tym cała filozofia.

Ja wiem, że ze mną może być facetom trudno, bo...... mam wrażenie, że pod sufitem mam całkiem nieźle poukładane, jestem niezależna finansowo, mam kolegów, którzy w drobnych sprawach (tych męskich) mogą i chętnie mi pomagają, mam swoje zainteresowania i potrafię zorganizować sobie czas. No ponoć można ze mną też o wszystkim pogadać.

Więc niby po co mi ta druga osoba? A no do stworzenia bliskiej relacji, bo nie o samotność tutaj chodzi, tej się nie boję (może tak mi się życie ułoży), zobaczymy, a może nie...

I jeszcze dwie konkluzje....

"O robak!, uczepil sie mojego rekawa! ah! stracam go i juz jest mi lepiej".

Wiesz co, jak sobie o nim pomyślę, bo dość często myślę, to nasuwają mi się dwa słowa PASOŻYT I PATELNIA, bo to był właśnie ten prezent, który mi dał, a może raczej kupił sobie, bo przecież to on gotował;). Bosze.......jak ja miałam ochotę walnąć go tą patelnią w łeb, to sobie nawet nie wyobrażasz:)

I mimo wszystko jest mi przykro, ale nie dlatego, że jego już nie ma, bo wiem, ze byłabym z nim nieszczęśliwa, a on by się nigdy nie zmienił, ale dlatego, że zostałam emocjonalnie wykorzystana, i tyle. I z pewnością potrzebuję trochę czasu, by te negatywne emocje we mnie się uspokoiły. Z dnia na dzień jest jednak lepiej, po fazie żalu, przeszłam w fazę złości, teraz jestem raczej oburzona, że ktoś w ogóle może wobec drugiego człowieka tak się zachowywać. Z utęsknieniem czekam na fazę obojętności:)

Ale wiesz co jest dziwne?, on wyciągnął w miesiącu, w którym ze mną był około 10 tys. zł na rękę. To bardzo dużo pieniędzy, ale te pieniądze były jego...i PATELNIA nie miała ochoty zrobić spożywczych zakupów, szkoda mu było wyjść do kina, teatru, na kolację....eh nie ma co tego roztrząsać. Życie z kimś takim to koszmar....

Uwierz mi, mi na tym facecie bardzo zależało, to wcale nie jest dla mnie takie proste, bo jak zawsze w życiu bywa, były i fajne momenty. Ale trzeba się pogodzić z tym, że trafiłam na tzw. "różnice nie do pogodzenia", przynajmniej dla mnie.

A teraz "wzięłam" się za siebie i spełniam jakieś swoje drobne marzenia. I tak, zaczęłam biegać, bo przymierzam się do rzucenia palenia, a nie chce przytyć, bo lubię swoje ciuchy, i garderoby nie zamierzam wymieniać:). Zapisałam się na kurs tanga, i mam nadzieję, że znajdą  tam dla mnie jakiegoś partnera:), może być ciekawie. Choć akurat na tango zawsze chciałam się zapisać ze "swoim partnerem", ale trudno, będzie inaczej. Wracam do jeżdżenia na nartach, bo z przyczyn bardzo osobistych przestałam jeździć, a jeździłam 25 lat, tak tak kupa czasu. I nadrabiam zaległości w literaturze, bo ostatnio czytałam doktorat, dobrze, że tylko jeden rozdział został przeze mnie poprawiony:)

Więc żyję dalej, z przeświadczeniem, że jak z kimś się kiedyś zwiążę, to zacznę od tego, że w 100% zaufam i będę patrzeć, czy pojawiają się sygnały, że ufać nie powinnam. Że osobie, z którą będę budować relację, nigdy nie odmówię pomocy, o ile będę potrafiła pomóc. Że tempo każdej następnej znajomości będzie tempem takim jakie wyjdzie z tej znajomości, naturalnym dla dwóch stron, bez gierek i zastanawiania się czy wypada. A czemu tak będzie? Bo JA taka jestem, to jest mój "szkielet" i ja się nie zmienię. Mogę pewne cechy w sobie przytępić, ale moja prawdziwa natura zawsze ze mnie wyjdzie.

I mam prośbę, piszcie, wypowiadajcie się w tym wątku. Mnie wasze opinie po prostu bardzo interesują.

14

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

....i nie zmieniaj się Milutka35 smile
Mogłabyś być przykładem dla niejednego złamanego kobiecego serca.
Jesteś zrównoważona, rozsądna i przede wszystkim masz szacunek do własnej osobowości, brawo smile
Zaświeci jeszcze dla Ciebie słońce.

15

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Wiecie co mnie wkurza, tak maksymalnie irytuje?

Jak to jest możliwe, że niby wszyscy (oczywiście bez generalizowania), tak bardzo chcą partnerskiego związku, może inaczej mówią, że partnerski związek to jest to. No ja to za każdym razem słyszę od facetów:), a tak niewiele osób jest w takich związkach. Czy MY tego nie potrafimy zbudować? Tu jest problem?
Faceci wymagają, czy oczekują by kobieta mała  swoje pasje, zainteresowania itd. i aby przede wszystkim  tym przysłowiowym "bluszczem" nie była, bo oni chcą być wolni. Mieć czas dla swoich pasji, i ja to wszystko rozumiem, naprawdę. Czemu zatem się potrafią czepiać, że ich kobiet nie ma w domu kiedy wracają z pracy?

Zastanawiam się jednak ostatnio nad jednym. Może warto nauczyć się odrobiny "gry" i dawkowania tego "dawania z siebie". Bo z przykrością zauważam, ze faceci to często jednak takie duże dzieci. Im więcej im się daje, tym więcej chcą i co gorsze im się wydaje, że tak ma być, bez względu na wszystko. (doświadczenia ostatniego związku).

Ale czy warto grać? Czy ucząc się tej "gry" zostanę jeszcze sobą?
jakby to powiedziała Scarlett, pomyślę o tym jutro:)

16

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Witam. Powiem tak chcesz być wolny to bądź,a jak chcesz być w związku to w związku. Nie można za bardzo ograniczać drugiej osoby,ale bez przesady. Mieszkasz-dokładasz się,korzystasz-kupujesz i tak obie strony,a nie jedna. Zważywszy iż biedny nie był smile Milutka nie ma czego żałować,potraktuj to jak lekcję


pozdrawiam smile

17

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Czesc Milutka,

Ja tez czytam twoje wypowiedzi z wielkim zainteresowaniem, bo jestes wrazliwa ale silna, madra, ale szukajaca odpowiedzi. To ta pozycja ciekawosci, odkrycia i pytan jest u ciebie fajna.

Twoja plaszczyzna intelektualna jest olsniewajaca. Jestes w tak zwanej "quete" zyciowej i to normalne dla takiej osoby jak ty, ze zadajesz sobie pytania, a na wiele pytan jest wiele odpowiedzi czesto relatywnych, zwiazanych z kontekstem sytuacji. Mysle tez, ze dojrzewaz zyciowo.

Na przyklad zastanawiam sie nad tematem "gry" w zwiazku. Ja bardziej urzylabym slowa "dostosowanie" i jest to dosc skomplikowane, bo aby zyc z kims chyba jest konieczne zlanelzdz odpowiednia rownowage, ktora obejmuje dynamizm pary. Co dla niego, dla niej jest wazne? Pasja jest bardzo wazna, bo ona jest motorem do zycia danej osoby, i jezeli partner lub partnerka maja gdzies pasje innej osoby, z ktora zyja to szczerze mowiac na dluzsza mete zwiazek nie utrzyma sie. Nie sugeruje, by partner musial pokochac pasje partnerki, ale by przynajmnie ja probowal zrozumiec i poznac troche.. Czesto pasja partnerki lub partnera moze byc otwarciem drzwi do wzbogacenia sie emocjonalnego, intelektualnego a co za tym idzie do lepszego postrzegania siebie dla siebie i innych, do wzbogacania zycia no wlasnie.
Chyba nie jest mozliwe, tak jak piszesz, zyc z kims obok tego kogos bez dawania i wymiany. Chociaz z obserwacji jest bardzo duzo par, ktore sa ze soba, bo nie widza innego wyjscia ( dom, dzieci, wspolne kredyty, problemy zdrowotne, oj mnostwo przyczyn, uzaleznienie emocjonalne tez). Ale ty w takiej sytuacji  nie jestes. I aby zycie mialo poziom nie mielizniany, chyba warto nie pomijac pasji dla innego czlowieka, bo to ona zostaje na cale zycie, niestey tak, tak, co ci pozostanie jak samotnosc zajrzy do zycia?, jak problemy przyjda roznej formy problemy, to kto ci tak na prawde pomoze jak nie ty sama? A z pasja jest latwiej, bo ona jest kreatywana i nie czesto stanowi balsam i dobra terapie na bol.

Film kult " Przeminelo z wiatrem", och nie wiem ile razy go ogladalam!

Zastanawiam sie nad doborem partnera i miloscia nad romantyzmem, nad wieloma aspektami zyciowymi.
Rozumiem, jak piszesz, ze zakochac sie "na slepo" nie umiesz, no i bardzo dobrze, trzeba myslec o jutrzejszym dniu. Mysle, ze dobrze by bylo oddzielic czas od etapu zauroczenia, fajnej wibrujacej fali i od etapu bardziej dlugodystansowego pary, ktory jest zwiazany z konstrukcja wspolnego zycia z budowaniem milosci. Bo wlasnie milosc to chyba partnerstwo, przynajmniej dla mnie i mam wrazenie ze  dla ciebie tez.
Klucz znajduje sie w naszej sile i ludzkosci, w milosci do siebie, bo najwazniejsze to zrozumienie tego, ze nic nie stoi w miejscu i my sami musimy poddac sie zmianom, ale tym dobrym zmianom, tym co stwarza, ze po latach zycia z partnerem mamy ochote trzymac sie za rece jak to czasami widac u staruszkow a to takie piekne.

Dluga droga przed toba jest tak jak przed wieloma z nas, ale to dobrze, bo na tym polega nasze zycie, nic nie jest osiagniete do konca!
A swera uczuc pozostanie wiecznym odkryciem.
Oczywiscie, nie ma tak, ze w parze dawanie jest w jednakowej w dawce, bo coz, to zalezy od innosci partnerki, partnera i jej lub jego libido, ale pomysl o jednym, ze para to zyjaca komorka i ona tez sie modyfikuje w czasie. Na przyklad, dzisiaj to ty dajesz wiecej, w sensie relatywnym, bo to zalezy do natychmiastowych potrzeb, typu potrzeb materialnych, ale sa tez inne potrzeby, emocjonalne, psychologiczne, a jutro to on przejmie paleczke, bez specujalnej prozby, bo zrozumie, ze potrzebujesz jego wkladu w ta czy inna sytuacje. Na tym polega partnerstwo prawda?
Idealizm? Na pewno troche, ale warto jednak dazyc do ralizacji marzen, nawet jezeli nie tak potoczy sie zycie, bo estetyka i etyka zycia sa ze soba zwiazane a one stanowia baze do witalnosci.

Nie jestem z osob, ktore maja kategoryczne odpowiedzi na wszystko, i nie znosze krytyki, ani tego co inni probuja mi wmowic z ich punktu zycia, ani tak zwanje co powinnam a co nie, bo mam wlasciwy dystans na zycie i na tym forum nie prosze o rady bo wiele jest tutaj odpowiedzi bez sensu konkretnego, a sens sama probuje odnaledz jak mam dylemat odnoszac sie do mojej wlasnej wrazliwosci.
I mam wrazenie, ze ty tez jestes takim czlowiekiem i dlatego mam przyjemnosc z toba dyskutowac.

Z usmiechem

Zycie z rozami

18

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Zycie z rozami,

Nie wiem czy dojrzewam życiowo, ja już czuję się dojrzała życiowo, i wiele pracy nad sobą włożyłam by taka być:)
Dostosowanie? O tak to jest istota tego wszystkiego, albo raczej równowaga, o której mówisz. Nieustannie dążę właśnie do równowagi, to ona jest mi potrzebna w życiu. Chyba zresztą jak większości z nas.
Z przykrością jednak coraz częściej dochodzę do wniosku, że jak się dzieje coś poważnego, coś złego, to każdy jest z tym sam, i sam musi sobie poradzić ze sprawami go nurtującymi. W niektórych chwilach nawet to, że mamy kogoś obok siebie jest bez znaczenia, bo pewne emocje przeżywamy sami, i nikt ich nie zrozumie. Czyż, nie?
To o czym Ty piszesz, to partnerstwo, to jest właśnie to dawanie sobie czegoś nawzajem. Nie zawsze po tyle samo, ale "oddawanie" czegoś co samemu się dostało. Inaczej jest to zwykły wyzysk, a tego niewielu z nas chce. No chyba, ze ktoś jest typem opiekunki, czy tak zwanej matki Polki dla wszystkich.

Wiedziałam, że go w końcu w pracy spotkam, no było to nieuniknione, i oczywiście nie do końca miłe. Nie wiem, co ten człowiek sobie wyobrażał? Że będę chodzić smętna i zalana łzami i niedomyta? Strasznie był zły, a przecież tylko w sposób miły z nim porozmawiałam. Chyba najbardziej go wkurzyło, że u siebie w mieszkaniu naprawiłam, te rzeczy, które się popsuły. Naprawdę nie rozumiem, o co mu chodzi.

Poza tym spędziłam kilka miłych dni, bo przyjaciółki z innych miast jakoś się "zwaliły" do mnie. Oj dużo żeśmy porozmawiały, o życiu, facetach, pracy, rodzinie. Było interesująco.

Pozdrawiam

19

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Czesc Milutka,

"Z przykrością jednak coraz częściej dochodzę do wniosku, że jak się dzieje coś poważnego, coś złego, to każdy jest z tym sam, i sam musi sobie poradzić ze sprawami go nurtującymi. W niektórych chwilach nawet to, że mamy kogoś obok siebie jest bez znaczenia, bo pewne emocje przeżywamy sami, i nikt ich nie zrozumie. Czyż, nie?"

Bezwarunkowo stwierdzam, ze mam do czynienia z mysla filozoficzna. Gdyby nasz swiat byl idealny, filozofia stracilaby "posade".
Absolutnie sie z toba zgadzam i to co piszesz nie wchodzi w zakres wiedzy uniwersyteckiej, jest najwyzsza wiedza empiryczna.

Piszesz, o samotnosci jaka kazdy z nas ma w srodku, a ktora pojawie sie zazwyczaj u normalnych ludzi przed lub po czterdziestce jak juz sobie troche przezyjemy roznych chwil nie prawdaz? Jak kartki naszych ksiazek zycia zostana troche zapisane, to wtedy tworzy sie czlowiek z jego historia osobista i z jego dialogiem nieustajacym miedzy "mna" i "ja" i ten dialogue jest wlasnie intymny i inni nie moga w nim uczestniczyc, poniewaz nie maja do konca dostepu do nas samych. Natomiast jest mozliwe interpretowanie naszych odczuc i mysli jesli ma sie wlasciwa osobe przy sobie, ktora rozumie ten jezyk wrazliwosci. Wtedy lzej idzie sie przez zycie. Swiat wrazliwosci jest jak trybunal sam w sobie tyle tylko taki niewidzialny w nas samych i to my jestesmy zarazem sedzia i adwokatem dla nas samych.

W problemach zazwyczaj jestesmy sami, lub mamy takie wrazenie, bo nikt za nas decyzji nie moze podejmowac jestesmy dorosli i odpowiedzialni. Jak nam cos zlego sie dzieje, to czujemy sie zaminowani strachem, pewnego rodzaju strachem, nieslusznoscia naszej opini u innych i szukamy rozpaczliwie wyjsc, ale takich, ktory nam sa potrzebne. Poniewaz jestesmy sami ze soba i z naszym osobistym swiatem uczuc jak przychodza problemy "serca", to nikt nie moze tak na prawde nam pomoc w ich konkretnym rozwiazaniu, ale za to moment "oparcia glowy" na czyjms ramieniu i mozliwosc obrania w slowa tego bolu i uformowania go dla posluchu innej osoby jest po prostu darem, ktory bardzo pomaga. Wlasciwie tak duzo nam nie potrzeba jak cierpimy i przechodzimy ciezkie chwile uczuciowe, chodzi tylko o to by osoba ktora jest przyjacielem potrafila zrozumiec nasza prawde nie krytykujac zrobic tak, by  ulzyc tej drugiej osobie prowadzac ja delikatnie do odkrycia, ze tak naprawde, nawet z naszymi wadami mamy za co siebie kochac i wtedy nam jest lzej i mniej boli to, ze ktos nas wykorzystal, potraktowal jak przedmiot czy oszukal.

Twoja wrazliwosc jeszcze cierpi po tej historii swiezej i to normalne, ze przezywasz, bo ty juz taka jestes. Jak jestes z kims to z pasja, oddajesz siebie i nie grasz zadnej roli. A on co teraz, jest mu zle, bo skonczylas? Mialas prawo, skoro ci nie odpowiadal. Nie daj wystawic sie z twojej prawdy widzac go. Dobrze robisz, z klasa i spokojnie, bo to ze go spotkasz jeszcze na terenie pracy to jest do przewidzenia. On moze jest w stanie po "zimnym prysznicu" i w zlosci po prostu.
Ale najwazniejsze to ty jak sie czujesz? Czy jeszcze jest ci tak bardzo przykro, czy po malu zaczynasz odzywac?
Dobry pomysl mialas z tymi odwiedzinami kolezanek, zmienilas sobie troche mysli, troche zycia wesolego cie podbudowalo?
W kazdym badz razie mam nadzieje, ze tak i zycze goraco bys zapomniala szybko, bezbolesnie ten rozdzial i otworzyla sie moze na nowa znajomosc, ale to jak sama czujesz, bez pospiechu ale z energia taka jaka w sobie masz.

Pozdrowienia

20

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Witam,

rzeczywiście przyjazd przyjaciółek pozwolił oderwać myśli od poprzedniego związku, chociaż dziewczyny ostro mnie przepytały, więc jakieś tam wspomnienia wróciły. Im więcej jednak było opowiadania tym mniej w nim było tych tzw. rzeczy fajnych do opowiedzenia.
Nie wiem czemu jest mu źle, pewnie to urażona duma, bo on strasznie pewny siebie jest, a tu taka niespodzianka.
Ze mną jest różnie, ale generalnie do przodu. Do fazy obojętności jeszcze nie doszłam, ale zbliżam się powolutku do niej. Z otwarciem się na nawą "męską" znajomość jest jednak jeszcze za wcześnie, jakoś jak sobie pomyślę o tych spotkaniach, na których trzeba o sobie mówić to jest mi słabo:)

Spotkało mnie też coś, co trochę...no przyznam się bardzo łechcze ego i zaspokaja tzw. moją własną próżność, ale nie wiem co z tym zrobić. Najlepiej nic, albo uciekać, gdzie pieprz rośnie:)

Na tangu przydzielili mi partnera, chłopiec ma lat 20 i jest mną bardzo zainteresowany, to mocno delikatny dzieciak, który wybrał właśnie ten taniec, żeby się w stosunku do kobiet ośmielić. I się ośmiela... A wiadomo jakie jest tango...eh
Pozdrawiam

21

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Twój wątek wywoał u mnie uśmiech, ale nie daltego, że historia mnie rozbawiła- tutaj nie ma nic śmiesznego, wykorzystana kobieta, stracony czas, bezpruderyjny facet.
Rozbawiło mnie takie nasze babskie kryterium, taka naiwność trochę, łatwowierność. Jak łatwo do nas czasem trafić... też taka jestem. Nie jest to złe, dopóki się nie trafi na nieodpowiednią osobę, tak jak Ty, lub ja w przeszłości.
Powiem ci szczerze, nie masz w ogóle czego żałować, prócz swojego własnego czasu. Nie zniechęcaj się jednak, po prostu uważaj podwójnie. Tacy faceci jak on byli, są i będą. W ogóle dla mnie to trochę obciach dla faceta, jak się wporwadza do kobiety. A jeśli nie płaci za nic? To w ogóle katastrofa. Zwracaj uwagę na takie rzeczy. Nie podchodź materialnie, po prostu to normalne, że facet powinien poczuwać się do zapewnienia stabilności finansowej,  A SZCZEGÓLNIE jeśli w ogóle zachodzi taka opcja, jak WPROWADZENIE SIĘ DO KOBIETY.

22

Odp: Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

feuvert

Oj nie jestem przekonana czy wprowadzenie się faceta do kobiety należy rozpatrywać w kategorii obciachu:) Ja mam do tego zupełnie inne podejście. Mieszkać trzeba tam, gdzie jest wygodniej, bliżej centrum, większe mieszkanie, lepsze warunki mieszkaniowe. Poza tym, ja nie chcę się wyprowadzać od siebie, ciężko pracowałam na ten swój azyl, i mam go dopiero od 3 lat. Nie wyobrażam sobie w tej chwili bym mogła się stąd wyprowadzić, a tym samym wynająć to komuś. ALE z całą pewnością nie uczestniczenie w wydatkach domowych jest grandą, i nie chcę się już w tej materii więcej wypowiadać. Bo nie warto.

Pojęcie "wykorzystana kobieta", jest dla mnie dość sporne, nie wiem czy w ogóle mam prawo się tak czuć, i w sumie się tak nie czuję. Spójrzmy na to trzeźwym okiem, bo trochę czasu już minęło..... Czy ja mu musiałam zawodowo pomagać? NIE - robiłam to, bo CHCIAŁAM.
Czy on mnie wykorzystał finansowo? NIE, bo nie ZDĄŻYŁ, chociaż raczej miał taki zamiar. Albo i nie, ale to co było MOJE, było też JEGO, ale to co było JEGO, było JEGO wyłącznie. Egoista i tyle.

Załować można jedynie dwóch rzeczy:
1. po pierwsze straconego czasu, ale dzięki trzeźwości umysłu traciłam go nieco ponad miesiąc. Więc, chyba nie ma czego demonizować?
2. tego, co się opowiedziało o sobie, bo powiedziałam za dużo. Mam jednak nadzieję, że tego nie wykorzysta, ale że ja wiem też o nim dużo, to raczej broń obusieczna.

Jedyne czego bym teraz chciała, to tego, by ON w sobie znalazł trochę klasy, i przestał mi robić przykrości, bo niestety coraz częściej na mnie "wpada".

"Jak łatwo w nas trafić". Fajnie to napisałaś, zmusiło mnie to do myślenia....

Jeżeli wejdziesz ze mną w polemikę i powiesz mi, jak sprawdzić, czy facet nadaje się do partnerskiego związku, to ja Cię ozłocę:)

Szczerze, ja póki co w budowaniu relacji z facetami, nie widzę innej możliwości jak bycie sobą, i patrzenie na to jak to jest odbierane. Nie chce niczego udawać. Po prostu wierzę w to, że w końcu trafię na kogoś, kto patrzy w tę samą stronę.

I to nie jest tak, że ja się zniechęcam. Jestem teraz jedynie zbyt leniwa, by spotkać się z kimś, kogo nie znam i zaczynać to całe "randkowanie" połączone z obserwacją;). Wolę towarzystwo osób sprawdzonych, co nie oznacza, że rano nie wstanę i nie uznam, że mam ochotę na randkę:). No może na spotkanie z nowym facetem, bo jak mi ktoś kiedyś powiedział, randka od spotkania różni się tym, że ta pierwsza kończy się pocałunkiem:)

NAIWNOŚĆ i zbytnia OTWARTOŚĆ....to powiązane z zaufaniem, więc powiedzcie mi jak budować z kimś relację bez zaufania?

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Czy dobrze zrobiłam, jestem głupia, gdzie popełniam błędy?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026