Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będę pisać o sobie na forum, raczej zawsze byłam tym biernym odbiorcą, rzadko nawet komentatorem ale do rzeczy:
Mam 29 lat i 8 letnie dziecko+ 7 miesiąc ciazy z drugim.
Wychowywałam sie w rodzinie dysfunkcyjnej, ojciec alkoholik, matka zbyt słaba żeby walczyć o nas, o cokolwiek. Jako dziecko przysiegałam sobie,że nigdy nie zafunduje swoim dzieciom ani takiego ciągłego lęku o dzień następny ani takiej biedy i chodzenia o jednej kromce przez 2 dni.
Mimo tego, że byłam ładną dziewczyną, przez swoją nieśmiałość i skupieniu na nauce pierwszego chłopaka poznalam dopiero w wieku 17 lat. Wreszcie jakiś mężczyzna okazywał mi ciepło, osobom takim jak ja z rodziny gdzie ojciec kojarzył sie tylko z wiecznymi awanturami i biciem matki wystarczyło, ze ktoś poprostu traktował mnie normalnie,troszczyl sie,interesował. 18 lat pierwszy seks,20 -ciąża. Zabezpieczalismy sie ale tym razem zawiodło. Ja w tym czasie studiowałam dziennie na 2 kierunkach, oczywiście państwowych bo na prywatne nie było mnie stać i nagle okazało sie, ze będę mama. Szok, strach o przyszłość dziecka i swoją. Trzeba być odpowiedzialnym za swoje czyny. Jeszcze bardziej zdeterminowana postanowiłam,ze skończę studia chociaż obydwa kierunki były ciężkie i wymagające. W czasie ciazy dowiedziałam sie, ze ojciec dziecka mnie zdradza, kolejny szok, niedowierzanie, wybaczylam.Tuz po narodzinach syna wyjechał do stanów do rodziny zarobić na nasza przyszłość,po kilku miesiącach napisał ze sie zakochał i już nie wrócił. Dzisiaj w pewien sposób go usprawiedliwiam: tez był młody, nie spodziewał sie, ze zostanie ojcem w takim wieku.Ja zostałam sama, z małym dzieckiem, studiami,bez pracy i bez wiary w przyszłość,załamałam się. Gdyby nie to, ze "teściowie" przejęci zachowaniem syna postanowili mi pomoc nie miałabym fizycznej możliwości aby skończyć studia. W weekendy zabierali dziecko do siebie-ja wtedy pracowałam jako kelnerka i sie uczyłam i odkładali do wynajmowanego przeze mnie mieszkania. W dzień biegałam z dzieckiem do przedszkola, autobusem na jedna uczelnie, druga, znów bieg po dziecko żeby zdarzyć go odebrać, potem wspaniały czas spędzony razem, kiedy młody zasypial nauka, dodatkowa praca-robiłam drobne projekty,sprzątanie, gotowanie.Sama nie wiem jak dałam sobie z tym wszystkim radę. W końcu doszłam już do takiej perfekcji w organizacji czasu i umiejętności zarabiania samej na siebie i na dziecko,ze nawet poradzilabym sobie bez pieniędzy teściów. Nie myślałam w tamtym czasie o facecie,nie chciałam znów być skrzywdzona a tym bardziej porzucona. Wysoka,szczupła blondynka o dużych oczach i ładnej buzi przyciąga jednak mężczyzn którzy bardziej zwracają uwagę na jej fizyczność niż cechy charakteru i nawet nie przeszkadza im fakt posiadania dziecka .i byłam tego świadoma -cały czas jednak czy to na studiach,ulicy,sklepie pojawiał sie jakiś mężczyzna który chciał mnie bliżej poznać- a ja konsekwentnie nie wchodziłam w żadne bliższe relacje z facetami. Moje dziecko było dla mnie najważniejsze. Aż w końcu pojawił sie ON, poznany przypadkiem. Inteligentny,bardzo przystojny, zabawny,rozsądny. moje "koleżanki" które dałyby wiele żeby zwrócił na nie uwagę dziwiły sie dlaczego gania on za kimś takim jak ja,z dzieckiem,wiecznie zabieganą,nieufna do facetów dziewczyna. Okazało sie, ze swietnie nam sie rozmawia, mamy podobne zainteresowania i śmiejemy sie z tych samych rzeczy. On stwierdził,ze nigdy nie spotkał w swoim życiu kogoś tak inteligentnego,dobrego i pięknego jak ja. Początkowo bardzo sie asekurowalam-mojego syna poznał dopiero po roku znajomosci, a ja chyba dopiero po 2,3 latach oddałam mu sie tak na 100%.udalo mi sie skończyć 2 kierunki studiów,kupić za własne cieżko zarobione pieniądze samodzielnie mieszkanie-kurczę ale byłam dumna i szczęśliwa.mialam swoją działalność gospodarcza +pracowałam na etacie w dużej korporacji. Mój mężczyzna awansował, tez miał swoje mieszkanie.Dla syna był dobry, interesował sie nim, pokochał, zamieszkalismy razem, w życiu nie byłam taka szczęśliwa. I powoli zbliżam sie do końca. Dostał propozycje pracy na 2gim końcu Polski, zdecydowaliśmy wspólnie na przeprowadzkę -on sprzedał swoje mieszkanie ja swoje postanowiłam wynajmować (na szczęście) kupił dom w którym obecnie mieszkamy (jest na niego) . On zaczął zarabiać potężne pieniądze ,ja dalej prowadzę swoją dzialanosc gospodarcza i tez w nowym miejscu szybko znalazłam prace w dobrej firmie na etacie.Drogie wakacje, wspólnie spędzanie wieczory w granie w monopoly z dzieckiem dbanie o siebie nawzajem i tysiąc innych wspólnych pięknych chwil. Decyzja o dziecku była wspólna, w planach ślub. On przez tyle lat w pełni uczestniczył w wychowywaniu dziecka,słuchając moich koleżanek odnoszę wrażenie ze nawet lepiej zajmował sie nim niż niejeden biologiczny ojciec. I teraz smutne zakończenie-znów będąc w ciazy okazało sie ze jestem zdradzana, nie raz,nie dwa ale dużo więcej. Przypadkowo odczytałam jego smsa-mamy takie same telefony.Przez lata nie przyszło mi do głowy żeby sprawdzać jego telefon,laptopa. No i posypała sie lawina ,zaczęłam przeglądać jego wszystkie rzeczy i okazało sie, ze jego wyjazdy służbowe nie były tylko służbowe, ze przez ostatni rok miał dłuższy romans z jakaś mężatką. Wszystkiego sie wypiera mimo dowodów czarno na białym, ze mam urojenia,ze przez ciąże mi sie w głowie miesza, ze to tylko takie pisanie,ze żarty, ze on nigdy w życiu ze kocha. Oczywiście tonący brzytwy sie chwyta.kazalam mu wynosić sie z notabene jego domu-po 3 tygodniach wrócił, chciał żeby wszystko było tak jak dawniej.sytuacja ta trwa od 3 miesięcy. Cykliczne kłótnie,wyzwiska.on zahaslowal wszystkie swoje telefony, laptopa.mowi ze ma prawo do prywatności i ze mnie kocha i nie zdradza ale dowody na to ze mnie zdradza nie sa wyssane z palca to niestety fakty.już z tysiąc razy mówiłam ze sie wyprowadze, ze nie mogę żyć w tej obłudzie,on nie wierzy ze to zrobię.od tygodnia jestem już na l4 za 2 miesiące rodzę .i jestem w kropce. Nie chce mieć iluzji rodziny, nie chce być taka słaba jak moja matka która przez całe życie była nieszczęśliwa i poniżana ale nie wiem co mam zrobic. Wyprowadzić sie?wrocic do swojego dawnego miasta? Co z moim dzieckiem, które miałoby na nowo stracić ojca? Co z nienarodzonym jeszcze dzieckiem? Czy powinnam sie poświecić żeby dzieci wychowywali sie w pełnej rodzinie i udawać ze nie widzę ze mnie zdradza? Stworzyć jakaś dziwna hybrydę? Czy odejść z godnością i szacunkiem do samej siebie? Czuje sie taka samotna w tej ciazy i znów bardzo słaba. Do porodu coraz bliżej,staram sie nie stresowac ale nadal nie wiem jaka mam podjąć decyzje a wiem,ze muszę to zrobic jak najszybciej. Wiem jak społecznie postrzegane sa matki samotnie wychowujące dzieci - a tym bardziej te które maja 2 i rożnych ojców. Raz można sie pomylić ale dwa razy? Już tyle w życiu przeszłam ze nawet i gotowa jestem na takie oceny , tylko najgorsze jest to ze ja nadal kocham tego człowieka ....