Od czego by tu zacząć..Jesteśmy razem prawie 5 lat, oboje wchodziliśmy w ten związek bez żadnego doświadczenia, oboje studiujemy. Mniej więcej rok temu pojawił się problem - moja partnerka straciła ochotę na seks. Raz w miesiącu to sukces. Po jakimś czasie pojawiły się teksty, że nie wie czy do siebie pasujemy (taa..olśnienie po 4 latach)(po kilkutygodniowym obozie sportowym), że potrzebuje czasu itp. Ok, nie ma problemu - cierpliwie poczekam. W międzyczasie wróciłem na siłownię, schudłem 10kg, zacząłem bardziej się starać - kwiatki, prezenty, kino, walka z moimi wadami. Próbowałem rozmawiać, ale ona tego nie potrafi - każda próba rozmowy, nawet najdelikatniejsza kończyła się fochem, kolejnymi tygodniami bez seksu i pytaniem czy ma się zmuszać. Dopiero w trakcie takich "rozmów" dowiedziałem się, że niektóre rzeczy jej się nie podobały/wykonywałem słabo(wcześniej nigdy nie narzekała, a ja nie czytam przecież w myślach) - teraz nagle stwierdziła, że coś było źle, nie dając mi nawet szansy na poprawę techniki.
Czuję, że powoli zaczynam wariować. Kocham ją, nie mam ochoty ani na rozstanie albo na zdradę, ale mam też już dość czekania aż z pańskiego stołu zostanie rzucona kość do obgryzienia. Na pytania czy mnie kocha i widzi przyszłość tego związku odpowiedziała twierdząco.
Czuję, że powoli zaczynam wariować. Kocham ją, nie mam ochoty na rozstanie czy na zdradę, ale mam też już dość czekania aż z pańskiego stołu zostanie rzucona kość do obgryzienia. Od kilku miesięcy zbierałem się, żeby tu napisać, liczyłem że jednak coś się poprawi wraz z moimi zmianami. Mam też postanowienie noworoczne - przestaję się starać. Nie będzie walentynek, rocznicy, kwiatków i usypiania wtulając się w moje ramiona.
kilka dodatkowych informacji o niej: dość męczące treningi 5 razy w tygodniu (wcześniej nie przeszkadzały), stresuje/przejmuje się wszystkim (co też wcześniej nie stanowiło przeszkody), brak antykoncepcji hormonalnej, opcja że ma kogoś na boku prawie na pewno odpada
coś więcej o mnie: nie mam problemów z higieną, mam lekką nadwagę, z którą skutecznie walczę (184cm, 90kg), staram się być bohaterem w swoim domu, nie zwalam na nią wszystkich obowiązków domowych (ba, nawet odwrotnie) - gotuję, zmywam, sprzątam, przez treningi nie ma na to czasu (jak nie ma treningów to musi nadrabiać zaległości w nauce spowodowane przez treningi), więc niech walczy o swoje marzenia, ja swoje już sobie raczej odpuściłem przechodząc do etapu domowego hobby.
Co robić, jak żyć?