Mój 22-letni syn jest przestępcą i alkoholikiem. Po wielu dokonanych włamaniach odsiaduje karę 4 lat pozbawienia wolności. W piątek wyszedł na 3 dniową przepustkę po 18 miesiącach w areszcie.Wczoraj wyszedł do kolegi o 3 nad ranem zadzwonił pijany,że nie wie gdzie jest żebym mu pomogła. Postawił na nogi całą rodzinę( mnie i 2 swoich braci). Dziś musi wrócić do aresztu a jest pijany. Pozostali dwaj synowie nie mają problemów z alkoholem, ani kolizji z prawem. Rozmowy nic nie dają , niby wie ,że jest źle. Obiecuje poprawę,rozumie swoją sytuację a po wyjściu z domu zapomina o tym co mówił. Jestem przerażona,nie wiem co robić. Problemy sprawiał od dziecka( miał kłopoty z nauką,wagarował, brał narkotyki,kradł,wyniósł i sprzedał wiele rzeczy z domu). Chodziłam po psychologach, próbowałam ratować. Brak mi sił. W maju może zostać zwolniony z aresztu po połowie kary ,więc wróci do domu. Na jego ojca nie można liczyć. Jesteśmy po rozwodzie a jedyne co słyszę kiedy proszę o pomoc w tej sprawie to to,że Łukasz jest dorosły i ojciec nie ma już wobec niego obowiązków i,że układa sobie życie na nowo i żeby mu w tym nie przeszkadzać. Czuję i wiem,że poniosłam porażkę jako matka. Nie mam nikogo kto może mi pomóc.To straszne patrzeć jak własne dziecko się stacza.
Podobne tematy
Bardzo Ci wspóŁczuje ....musisz jakos do niego dotrzec ....porozmawiac ..a moze trzeba wysłać na jakies leczenie ....ciezka jest sytuacja ....
Witaj Beatko.
Boże, jak ja Cię rozumiem.Te wszystkie pytania które walą się a człowieka, gdzie, kiedy popełniłam błąd??
Poczucie winy, zawiedzone nadzieje, rezygnacja.
Musisz się z tego otrząsnąć.Przestań szukać winy w sobie.Nasze dzieci w pewnym momencie same wybierają swój los.Nie przeżyjemy za nie życia.
Ja myślę, że dziecku można pomóc tylko do pewnego czasu.Jeżeli uparcie tą pomoc odrzuca, to trzeba go zostawić.Jest dorosły, musi sam ponosić konsekwencje.Ja wiem jak boli serce matki, ale jeśli za każdym razem będziesz go wyciągać z bagna to nic się nie zmieni.
Czy będąc w zakładzie ma jakąś terapie??
Ja już przestałąm wierzyć w oklepane powiedzenie "on się zmieni".
Teraz mam tylko nadzieje że "on zrozumie".
Ilości przegadanych godzin nie zlicze.Już nie przegaduje.
Przestałam też brać na siebie winy całego świata.
Trzymaj się cieplutko.
Wspolczuje Ci:(
no wlasnie, a jak jest w wiezieniu, on tam ma jakas terapie?
i czy on tam pije? bo chyba nie ma dostepu do alkoholu? jesli nei pije w wiezieniu to byloby dobrze, wtedy po wyjsciu z wiezienia, po kilku miesiacach tego jak nie pil, latwiej mozna by go wziac na terapie dla alkoholikow, wazne tylko zeby tego chcial!! wiesz, sytuacja jest na tyle dobra, ze jest mlody! i sa jeszcze szanse zeby go z tego wyciagnac! bo jak ktos pije jzu dlugie lata i ma np 40 lat to sa o wiele mniejsze szanse na to zeby przestal pic!
ale tak z wlasnego doswiadczenia powiem Ci, ze TY sama mozesz niewiele zdzialac jako jego matka. On Ciebie pewnie nie bedzie sluchal. Dlatego potrzeban bedzie terapia. Wiesz, moj brat byl podobny do Twojego syna. tez w mlodosci taki byl, no moze nie az taki ale tez dawal moim rodzicom niezle w kosc! i oni mogli mu mowic i mowic .. a on i tak swoje. zmienila go dopiero jego dziewczyna. wiec fajnei by bylo, jakby spotkal na swojej drodze jakas fajne dziewczyne ktora sprowadzila go na dobra droge. bo znam kilka przypadkow, ze to wlasnie dziewczyna "uratowala zycie" swojemu chlopakowi. Eh wiec fajnie by bylo jakby taka spotkal, no ale na to jzu sie wplywu nie ma.
tymczasem zycze Ci duzo duzo sily! trzymaj sie
pierwsze pytanie mi sie tez nasunelo jak w wiezieniu to pije?bardzo ci wspolczuje moj syn tez jest alkocholikiem ale wedlug niego nie .I wezmy sie w garsc bo to do cholery nie nasza wina Soraya ma racje my obwiniamy siebie a przeciez to wina samego jego charakteru no coz zawsze sie znajdzie czarna owca
.Trzymaj sie i pamietaj nie jestes sama
Też mam 21 letniego brata alkoholika
Nic nie pomaga, on juz sie nie zmieni, jeśli sam tego nie będzie chciał.
Ciężki, bolesny temat.
smutek i prawdopodobieństwo porażki,
nie wina nasza...
lecz nie pora myć ręce!
Znam przypadek, kiedy matka uratowała syna wbrew jego woli poddając go leczeniu. Teraz jest wdzięczny, choc wcześniej przeklinał. Ma żonę i córkę, choć brał już narkotki, kradł i sprzedał nawet obrączki rodziców. Jeśli chcesz dowiem sie szczegółów.
Moja młodsza siostra jest alkoholiczką i też nie wiem jak jej pomóc, zwłaszcza, że ma już swoją rodzinę i jest bardzo dorosła.
Podobno trzeba nisko upaść , by się podnieść. Ale mój ojciec przestał palić i pić bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, więc nie ma reguł. Walcz, rozmawiaj, namawiaj, wzruszaj, szukaj tego co dla niego ważne...no i kochaj, pokazując to synowi.
Dziękuję Wam wszystkim za cieple słowa. Kiedy jest w więzieniu nie ma dostępu do alkoholu. Rozmawiam z nim,tłumaczę ja i chłopcy ale to nie daje nic. Łukasz odpowiada,że taki już jest,że nie potrafi odmawiać. Czasami myślę,że to kwestia charakteru,potrzeba akceptacji za wszelką cenę. Wiem,że bez jego "chcenia " nic nie zdziałam. Na teraz nie potrafię się od niego odciąć,zmienić zamków w drzwiach chociaż wiem,że to jedyny sposób na to by wziął odpowiedzialność za swoje życie. Ale wiedzieć to jedno a wprowadzić w życie to drugie. Nie znalazłam jeszcze w sobie tej siły. A on tak dobrze umie mną manipulować.
Czytam to i jestem przerażona....dlaczego tak się dzieje??? Przecież musi być jakaś przyczyna....Jeśli dziecko wychowuje się w spokojnym normalnym domu, ma odpowiednie wzorce osobowe itp....to chyba ma jakieś hamulce....wie co jest złe....Czy nie? Bo już się pogubiłam.....
Czytam to i jestem przerażona....dlaczego tak się dzieje??? Przecież musi być jakaś przyczyna....Jeśli dziecko wychowuje się w spokojnym normalnym domu, ma odpowiednie wzorce osobowe itp....to chyba ma jakieś hamulce....wie co jest złe....Czy nie? Bo już się pogubiłam.....
Mogę powiedzieć,że mieliśmy normalny dom.I niby wie co jest dobre a co złe. Coś jednak wpłynęło na to ,że tak postępuje, coś zaniedbałam. Nie wiem dlaczego, a nie ma dnia żebym o tym nie myślała.
Tak, jeśli ma się kochającą rodzinę i dobre wzorce to one kiedyś wezmą górę. Byle tylko upadek nie był tak koszmarny, że już się nie podniesie, a rodzinę pogrąży na zawsze. Straszne, ale niestety z życia wzięte.
Ale naprawdę znam więcej przypadków, że dobre, rodzinne wzorce i wychowanie w szacunku i uczuciu w końcu bierze górę.
Nałóg, w który się wpada to po prostu ciężka choroba.
Czytam to i jestem przerażona....dlaczego tak się dzieje??? Przecież musi być jakaś przyczyna....Jeśli dziecko wychowuje się w spokojnym normalnym domu, ma odpowiednie wzorce osobowe itp....to chyba ma jakieś hamulce....wie co jest złe....Czy nie? Bo już się pogubiłam.....
Niby tak powinno być ale często zdarza się tak że dzieci z patologicznych rodzin dalej w życiu zachodzą niż te co miały normalny dom z pewnymi wzorcami wpajanymi od najmłodszych lat.Człowiek stara się tłumaczy,prosi....a taki młody osobnik dalej robi swoje.Doskonale rozumiem beatkam63 sama jestem matką takiego oportunisty.Mój syn nie mial do czynienia z prawem ale totalnie olewa szkołę i naukę,zdarzały się wyskoki z kumplami i nie wiem jakby człowiek się starał i tak na to nie ma wpływu.
Jest to bardzo trudna sytuacja. z jednej strony wiadomo co należy zrobić - postawić twarde warunki i mocno się ich trzymać a z drugiej strony świadomość, że to "moje dziecko" nie pozwala, żeby tak postąpić. Jednak jako psycholog wiem, że właśnie zdecydowane i twarde warunki mogą jedynie pomóc. Oczywiście, Ty masz do tego bardzo emocjonalne podejście, zupełnie jest to naturalne. Jednak jedynie wtedy, kiedy Twój syn zacznie sam sobie radzić i będzie wiedział, ze musi sam na siebie liczyć to może coś zrozumie. Pomyśl co daje to, że mu pomagasz?Czy jest lepiej?Natomiast jesli on będzie się starał - zacznie się leczyć, poszuka potem pracy, przynajmniej będzie się starał, będzie się starał zmienić i poprosi o Twoją pomoc, to wtedy jak najbardziej. Możesz mu pomóc, ale na tyle na ile to konieczne i tylko wtedy jak on też będzie dążył do zmiany i odcięcia się od przeszłości. Wiem, że to trudne, ale pamiętaj, że robisz wszystko z miłości, bo Ty wiesz, że tak będzie dla niego lepiej.
Temat na czasie... Mój brat ma 30 lat, nałogowo pije, w więzienu też był. Koledzy i koledzy, to najważniejsze. Musze dodac, ze to nie jest zly chlopak. Jak nie pije to jest uczynny, wrazliwy, wesoly, po prostu dobry. Ale tez nie potrafi odmawiac, zawsze wokol niego bylo pelno ludzi. A teraz się stacza...
Ja mam 21 lat i studiuje ponad 300 km od domu rodzinnego
Moja Mama juz nie wyrabia. Opiekuje się drugim chorym bratem, który potrzebuje spokoju i ciszy. Trzeci brat tez ma problemy rodzinne, jego zona jest alkoholiczka. Juz wiecej rodzenstwa nie mam, ale za to kazdy z nich przynosi troski. Nie mówie oczywiscie o tym chorym bracie, bo to najlepszy czlowiek na swiecie, i przeciez nie jest winny swojej choroby.
Nie wiem jak mogę pomóc Mamie, która jest dla mnie najwazniejszą ocobą na świecie
Jest jej bardzo ciezko a ja usycham z bezsilnosci, bo slysze tylko "Córeczko, chociaż Ty sobie życie dobrze układaj". Ale jak tu sobie je ukladac, skoro wiem ze moi bliscy cierpią?
I co poradzic Mamie? Co ma robić z tym pijącym bratem? Wyrzucic z domu? Jak mu to mówi, to on mówi ze się powiesi i że ona nie ma prawa. Następnego dnia przychodzi i płacze. Konsekwencja jest tak trudną cechą
Mama jest za dobra żeby tak cierpieć. Ale on sam nie pójdzie na leczenie. A ja nic nie mogę...:( Uczyć się...kto by myślał o nauce w takich sytuacjach?
Jakieś rady?
Policja i niebieska teczka
Zróbcie to dla tego brata i dla was straszne to ale tak będzie bezpieczniej jak nic nie pomaga ![]()
Współczuje Ci bardzi i wcale ani odrobinki nie uważam że to Twoja wina.
wiem iż jesteś matką i będziesz kochać swojego syna jakikolwiek by on nie był...
lecz w wypadku gdy jest to dorosły człowiek nie masz już takiej mocy działania...
Co do alkoholizmu....nie można go zmusić aby przestał..
on powinien sam tego chcieć i chcieć się leczyć...
Siłą czy słowem chyba się już tu nie zdziała
Bardzo dziękuję za odpowiedzi. Chcę po prostu pomóc Mamie. I wiem że to jest piekielnie trudne dla niej, kazać się wyprowadzić własnemu synowi. Mama cały czas powtarza, że to przecież jest jej dziecko. Ale faktycznie, nie mozna cały czas niańczyć dorosłego człowieka. Moze faktycznie musi dotknąć dna, zeby się odbić. Ale ponowię pytanie...jezeli on grozi że coś sobie zrobi jak Mama go wyrzuci, jezeli mówi ze to będzie jej wina i że to ona będzie płakać nad jego grobem, to czym mozna tak ryzykowac? Czy mozna ryzykowac ze się odbije od tego dna? A jezeli nie? Jezeli naprawdę coś sobie zrobi? To przeciez nigdy sobie tego nie wybaczymy. To jest mój brat, Mamy dziecko, kochamy go mimo wszystko. I to jest okropne patrzeć jak zdrowy chłopak niszczy sobie życie. Tymbardziej że nasz drugi brat jest śmiertelnie chory, leży w domu, podłączony jest do respiratora, walczy o każdy dzien, a jest najjaśniejszym człowiekiem jakiego znam. Najcudowniejszym. Wspaniała zdrowa i piękna dusza w chorym, umierającym ciele... A tu ktos kto ma możliwosci i zycie przed soba, niszczy wszystko i wszystkich. Okropne to jest.