chyba powinnam odejść...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » chyba powinnam odejść...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: chyba powinnam odejść...?

Cześć
jestem już przed 40 a nadal prawdopodobnie nie potrafię nawiązać normalnej relacji, bynajmniej tak mi wmawia mój obecny partner (kilka lat starszy)
Jesteśmy razem już prawie 2 lata, a ja nadal nie wiem co sprawia, że tak szybko wpada w złość. Czasami wystarczy jedno słowo, nie taka mina i zaczyna mówić takie przykre rzeczy, że ciężko to później wymazać z pamięci.
Wielokrotnie już mówił, że to nie ma sensu, że to nie ja, że to koniec, żegnaj...na początku znajomości nawet po takich słowach to ja biegłam ze łzami w oczach do niego, teraz...potrafimy milczeć 2 tygodnie. Potem przyjeżdza, mówi, że kocha, że nigdy przecież to się nie skończy, a te wszystkie złe słowa powiedziane w złości to z powodu bezsilności. Tylko, że ja naprawdę nie wiem co robię źle. Np. teraz spędziliśmy ze sobą naprawdę miły weekend, szeptał w nocy, że kocha, że chce mnie już na zawsze, czy możemy starać się o dziecko...a dziś nie spodobało mu się, że nie odebrałam telefonu, że nie tak odpisałam na jego dzień dobry i już nie chce się ze mną widywać, że jestem s..ą, że żałuje tego weekendu...Jestem na skraju załamania, chce mi się ciągle płakać, najlepiej nie wychodziłabym z domu i tylko spała po takich akcjach. Gdy opowiadam to koleżance, lub po jednej z akcji (gdzie przy znajomych stwierdził, że jestem pierd..) wszystkie zgodnie twierdzą, że powinnam uciekać. Tylko, że ja kocham go gdy jest między nami dobrze, gdy się nie złości, gdy nie wyzywa, nie krzyczy, gdy tuli...wiele razy prosiłam zezłość się, pokłóć ze mną, ale nie kończ...nie mów tych przykrych rzeczy...jak widać dla mnie raczej się nie zmieni sad

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-09-21 14:30:58)

Odp: chyba powinnam odejść...?

Jesteś w przemocowym związku i nie ważne jak się będziesz starać, ta przemoc i tak będzie. A jeśli będzie dziecko to oczywiście odbije się to na jego rozwoju.

"Jesteśmy razem już prawie 2 lata, a ja nadal nie wiem co sprawia, że tak szybko wpada w złość"

Nie potrafi panować nad emocjami, ma jakieś problemy ze sobą i tyle. Jesteś dla niego dobra bo znosisz to i nie uciekłaś. Ma na kogo zwalić winę.

".Jestem na skraju załamania, chce mi się ciągle płakać, najlepiej nie wychodziłabym z domu i tylko spała po takich akcjach."

No widzisz, nie służy ci ten związek. Dużo Cię to kosztuje. Warto przeżywać ciągle takie stany, aby czasem było dobrze? Braniem winy na siebie nie sprawisz, że będzie dobrze. Koleżanki dobrze Ci mówią.

"Tylko, że ja kocham go gdy jest między nami dobrze, gdy się nie złości, gdy nie wyzywa, nie krzyczy, gdy tuli..."

Czy kochasz to bardziej niż siebie, swoje zdrowie psychiczne, spokój? Przykro mi, ale ten związek Cię niszczy, wiesz o tym..

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

3

Odp: chyba powinnam odejść...?

Uciekaj!

4

Odp: chyba powinnam odejść...?

Chyba na pewno powinnaś wiać !!!
Tak wyglada toksyczny związek - emocjonalny rollercoaster, ty obwiniasz sama siebie to ze on ma do ciebie pretensje o zła minę albo złe słowo (!!!).  Nie kochasz go a uzależniałas sie od tych różnych emocji które ci serwuje i wiesz ze po każdym przysłowiowym policzku który ci wymierza przyleci i będzie przepraszał i zapewniał o swojej miłości.
Pamietaj przede wszystkim pokochaj w końcu siebie i pozbądź sie tego toksyka.

5

Odp: chyba powinnam odejść...?

Powinnaś raz potraktować jego słowa poważnie. Potraktować je jako rozstanie. Może wtedy do niego dotrze (a jeśli wtedy łatwo odpuści, to nawet lepiej). Przyzwyczaiłaś go że może wciąż straszyć rozstaniem. Są tacy ludzie, sama taka byłam jako nastolatka (jak chyba większość gówniar) - sprawdzają na ile mogą sobie pozwolić i są szczęśliwi że aż na tyle, a druga osoba jak pies zawsze czeka.

Teraz po kolejnym jego wybuchu nie odbieraj telefonu, a gdy już będziesz musiała pogadać - powiedz że przecież się rozstaliście. Że powiedział to o raz za dużo i to naprawdę koniec.

PS. "Bynajmniej" a "przynajmniej" to dwa zupełnie różne słowa.

6

Odp: chyba powinnam odejść...?
Bbaselle napisał/a:

Chyba na pewno powinnaś wiać !!!
Tak wyglada toksyczny związek - emocjonalny rollercoaster, ty obwiniasz sama siebie to ze on ma do ciebie pretensje o zła minę albo złe słowo (!!!).  Nie kochasz go a uzależniałas sie od tych różnych emocji które ci serwuje i wiesz ze po każdym przysłowiowym policzku który ci wymierza przyleci i będzie przepraszał i zapewniał o swojej miłości.
Pamietaj przede wszystkim pokochaj w końcu siebie i pozbądź sie tego toksyka.

Dokładnie. To żadna milosc tylko Twoje Autorko uzależnienie od huśtawki emocji, chorych wyniszczających emocji które funduje Ci Twój toksyk. Pochodzisz z patologicznej rodziny? Któryś z rodziców pil albo były wieczne awantury i jazdy o coś? Bo bardzo często w takich przypadkach dzieci wchodzą również w chore relacje by poczuc znajomy "dreszcz" rollercostera emocjonalnego". Od miłości do nienawiści, od wyznań po traktowanie jak szmatę. Z jednej strony je to wyniszcza psychicznie i fizycznie a z drugiej czują się w tym znajomym schemacie "bezpiecznie" bo to znają od lat. Często wręcz dążą same do takich relacji bo spokojne przewidywalne związku oparte na rozmowie i szacunku są dla nich za nudne.
Obstawiam niestety Autorko  ze jeszcze długo będziesz siedziała w tym bagnie. Świadczy o tym słowo  " chyba " w tytule Twojego wątku oraz bezsensowne naiwne postulaty do toksyka zeby jeśli musi mówił przykre rzeczy ale nie zrywał od razu. Jakbyś nie wiedziała , że dla niego te jazdy i zerwania które Ci funduje są jak tlen. On bez tego zyc nie może. To jest jego życiowe paliwo, upokarzanie traktowanie jak psa, tresura i zastraszanie. Nie bez powodu wybrał sobie też Ciebie na ofiarę tych praktyk. Oni zawsze szukają łagodnej potulnej osoby bo inna o zdrowych granicach po 1 akcji pogonilaby dziada gdzie pieprz rośnie. Także wróżę Ci jeszcze lata upokorzeń które przerwie albo odejście samego toksyka albo Twoje takie posypanie się psychiczne ze nie będziesz w stanie juz karmić jego potrzeb  tresury.

7

Odp: chyba powinnam odejść...?

Witam,
Proszę o pomoc. Bo ja już nie wiem co mam myśleć....
Jestem mężatką mam 27 lat. Mój mąż jest o pół roku młodszy ode mnie. Obecnie przebywa za granicą. Chce zabrać mnie do siebie. My cały czas się kłócimy. Sam mówi, że jest leniwy i wygodny... ale go kocham. Ostatnio zrobił się bardzo nerwowy, jak coś mu się nie podoba, rzuca słuchawką. Potrafi zrobić burze z niczego. Wielokrotnie mówił mi, że go wkurzam, że ma mnie dosyć...a później za chwile przeprasza i mówi, że mnie kocha..
Ostatnia sytuacja, która dała mi dużo do zastanowienia się..
Mówi, że szuka mieszkanie i z racji tego, że on obecnie sam pracuje na duży metraż nie można liczyć jakieś 20-30m2 po przeprowadzce.. On ma drukarkę 3D, ja mam bieżnie, którą chciałam zabrać ze sobą. Ale jak on powiedział o metrażu, to ja od razu powiedziałam, że trzeba będzie zrezygnować na jakiś czas z jego drukarki i mojej bieżni. Nie mówiłam o sprzedaży tylko o miejscu przechowania, żeby go znaleźć.
Po czym on powiedział, że to jest go pasja i to nie zajmuje tyle ile bieżnia i że nie ma takiej opcji, że ona zostanie z nami. To ja powiedziałam, że też w takim razie zabiorę biernie. On zaczął zdenerwowanym głosem mówić, że ja więcej zajmuje miejsca jak jego drukarka....i że w takim razie ja będę spała na bieżni. Chciałam z nim to wszystko wyjaśnić, po czym on rzucił słuchawką i nie odbierał....
Ja mam hashimoto, zmagam się z nadwagą i dla mnie to jest bardzo bolący temat. Mam problemy z hormonami i on wie, że ja dużo wyjadę na badania i lekarzy.
Dla mnie jego słowa, że ja więcej miejsca zajmuje jak jego drukarka, dosłownie zabiły....boli mi to bardzo...
On się tłumaczy, że chodziło mu o rzeczy, bo mam ich dużó, a nie o mnie i moją wagą. Że to jest normalne powiedzenie i tak jak gadaliśmy o rzeczy to chodziło o rzezy, a nie o mnie. Nie wazę nie wiadomo ile, ale +20kg za dużo mam.
Nie wiem, czy faktycznie tak jest, i przez swoje kompleksy tak reaguje czy to on kolejny raz się wykręca...
Dla mnie to cios poniżej pasa...porównać mnie do drukarki i że ja więcej miejsca zajmuje...
Proszę o radę czy ja przesadzam, czy to kolejny raz próbuje w sobie znaleźć przyczynę ..
Dziękuje

8

Odp: chyba powinnam odejść...?

Dziękuję za Wasze słowa...mówicie to samo co moje koleżanki, chciałam po prostu usłyszeć opinię od kogoś kto mnie nie zna. Prawdę mówiąc zastanawiałam się też nad wizytą u psychologa sad chociaż może to już niepotrzebne bo po ostatnim wybuchu, gdy już przez tel kazał mi spier..., kazał się leczyć i nazwał zimną su.ą pojechałam pod jego nieobecność i zabrałam swoje rzeczy z jego mieszkania. Napisałam, że byłam to nazywał skarbkiem, aniołkiem, pisał, że przecież wiem, że to nie koniec. Niestety gdy odpowiedziałam, że to już za dużo, że to ponad moje siły taka huśtawka poleciały już inne słowa: że z moim zrytym łbem bardzo się zdziwię na rynku wtórnym, żebym tego nie żałowała i że zachowałam się jak zwykły tchórz. To prawda, nie chciałam już się z nim widzieć, nie chciałam znowu płakać bo tak jest za każdym razem...Najgorsze jest to, że wpiera, że to ja zakończyłam, że to ja wywołałam tą kłótnię. Czasami naprawdę zaczynam się zastanawiać czy ja może coś robię, mówię ii nie pamiętam?
Tym razem reczej nie będzie powrotu sad założył już konto na portalu randkowym (tam się poznaliśmy, wiem bo koleżanka też tam szuka szczęscia...) sad jak dla mnie za szybko na poznawanie kogoś nowego. Boli myśl, że pozna kogoś dla kogo będzie codziennie taki jak dla mnie w chwilach spokoju, że zawsze będzie czuły, opiekuńczy, kochany bo ktoś inny będzie potrafił sprawić, że nie będzie dochodziło do wybuchów sad

9 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2021-09-23 10:56:27)

Odp: chyba powinnam odejść...?

Zdecydowanie przyda się psycholog zeby Ci pomogl zmienić chore myślenie o tej relacji i o Tobie samej. Bo niestety Twoje myślenie jest chore i pewnie koleżanki tez Ci to już mówiły tylko nie dociera tak jak nie docierają słowa z forum. Wszyscy Ci piszą ze to toksyk i zły człowiek a Ty swoje...ze teraz znajdzie sobie inna ktora będzie umiała robic tak żeby nie wybuchał.  Nie kumasz widzę że to nie w Tobie czy innych dziewczynach jest problem tylko w tym człowieku. On w kazdej relacji będzie się tak zachowywał bo każda relacje będzie zakładał z osoba taka jak Ty, bezwolną mimozą ktora bierze na siebie wszystkie grzechy i winy swiata i na której będzie się mógł dowoli wyzyc. Teraz nawet wyzyl się na Tobie zwyzywał naobrazal a Ty chlipiesz z żalu ze to juz na pewno koniec. No masakra jakaś Dziewczyno. Weź wstań z kolan bo żal się czyta kogoś kto sam z siebie robi jakas emocjonalną ścierkę dla drugiego człowieka. Mam dla Ciebie niestety "dobrą" ( dobra tylko w Twoim mniemaniu) wiadomość. On tak prędko nie odpuścić tej znajomości wbrew temu co pisze i robi. Nie dlatego ze tak Cie bardzo kocha ale dlatego ze ciężko mu będzie znaleźć druga ofiarę do tresury Twojego pokroju. A z inną jak wyżej napisałam sobie nie potańczy bo ona go szybko do pionu ustawi i oleje. Także Twój zabieg z zabraniem rzeczy i pozorowanie rozstania da efekt na jaki liczysz, bądź spokojna. Jeszcze Cie poobraza a potem znowu zacznie przymilac się i dążyć do kontaktu tak by wrócil stary lubiany przez niego schemat: on Pan i treser a Ty jego tresowana sunia. Przykro czytać ze ktos chce w czymś takims zyc.

10

Odp: chyba powinnam odejść...?
yula napisał/a:

Boli myśl, że pozna kogoś dla kogo będzie codziennie taki jak dla mnie w chwilach spokoju, że zawsze będzie czuły, opiekuńczy, kochany bo ktoś inny będzie potrafił sprawić, że nie będzie dochodziło do wybuchów sad

Na Twoim miejscu mniej przejmowałabym się tym, jak on ułoży sobie życie, a zamiast tego zajęłabym się swoimi sprawami. Masz wszelkie predyspozycje, aby w kolejnej relacji trafić do kolejnego przemocowego związku. Bo trzeba mieć predyspozycje, żeby czekać na lepsze chwile, aby przetrwać te beznadziejne, których jest z czasem coraz więcej.
Wizyta u psychologa to dobry pomysł, potraktuj ją jak inwestycję w swoją lepszą przyszłość.

11

Odp: chyba powinnam odejść...?

Yula dałaś sobie wmówić, że on w złość wpada przez Ciebie. Jakby on był taki super a Ty taka nieudana, to by sobie dawno poszedł. On ten wk*rw ma stąd, że się źle czuje ze sobą, ale nie chce tego przyznać, przenosi na Ciebie te uczucia i dzięki temu doznaje ulgi.
Ile jeszcze będziesz znosić kogoś kto Cię nie szanuje? Kiedy sama zaczniesz się szanować?

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

12

Odp: chyba powinnam odejść...?

Uzależnienie emocjonalne. O ile dasz radę to uciekaj. Prawdopodobnie Ty i on jesteście osobami zaburzonymi. Ja tu widzie potrzebę terapii po twardym rozstaniu.

Kłamstwa są iluzją. To legalne narkotyki niszczące organizm. Można łudzić się każdego dnia i karmić je jak pasożyta. Jeśli wyrwiesz się z ich szponów poznasz prawdę. Będzie to trudne i bolesne. One trzymają się kurczowo i będą chciały znów Ciebie objąć. Gdy przyjmiesz prawdę zakochasz się w niej bezgranicznie.

13 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-09-24 22:27:08)

Odp: chyba powinnam odejść...?
KarolinaN napisał/a:

Witam,
Proszę o pomoc. Bo ja już nie wiem co mam myśleć....
Jestem mężatką mam 27 lat. Mój mąż jest o pół roku młodszy ode mnie. Obecnie przebywa za granicą. Chce zabrać mnie do siebie. My cały czas się kłócimy. Sam mówi, że jest leniwy i wygodny... ale go kocham. Ostatnio zrobił się bardzo nerwowy, jak coś mu się nie podoba, rzuca słuchawką. Potrafi zrobić burze z niczego. Wielokrotnie mówił mi, że go wkurzam, że ma mnie dosyć...a później za chwile przeprasza i mówi, że mnie kocha..
Ostatnia sytuacja, która dała mi dużo do zastanowienia się..
Mówi, że szuka mieszkanie i z racji tego, że on obecnie sam pracuje na duży metraż nie można liczyć jakieś 20-30m2 po przeprowadzce.. On ma drukarkę 3D, ja mam bieżnie, którą chciałam zabrać ze sobą. Ale jak on powiedział o metrażu, to ja od razu powiedziałam, że trzeba będzie zrezygnować na jakiś czas z jego drukarki i mojej bieżni. Nie mówiłam o sprzedaży tylko o miejscu przechowania, żeby go znaleźć.
Po czym on powiedział, że to jest go pasja i to nie zajmuje tyle ile bieżnia i że nie ma takiej opcji, że ona zostanie z nami. To ja powiedziałam, że też w takim razie zabiorę biernie. On zaczął zdenerwowanym głosem mówić, że ja więcej zajmuje miejsca jak jego drukarka....i że w takim razie ja będę spała na bieżni. Chciałam z nim to wszystko wyjaśnić, po czym on rzucił słuchawką i nie odbierał....
Ja mam hashimoto, zmagam się z nadwagą i dla mnie to jest bardzo bolący temat. Mam problemy z hormonami i on wie, że ja dużo wyjadę na badania i lekarzy.
Dla mnie jego słowa, że ja więcej miejsca zajmuje jak jego drukarka, dosłownie zabiły....boli mi to bardzo...
On się tłumaczy, że chodziło mu o rzeczy, bo mam ich dużó, a nie o mnie i moją wagą. Że to jest normalne powiedzenie i tak jak gadaliśmy o rzeczy to chodziło o rzezy, a nie o mnie. Nie wazę nie wiadomo ile, ale +20kg za dużo mam.
Nie wiem, czy faktycznie tak jest, i przez swoje kompleksy tak reaguje czy to on kolejny raz się wykręca...
Dla mnie to cios poniżej pasa...porównać mnie do drukarki i że ja więcej miejsca zajmuje...
Proszę o radę czy ja przesadzam, czy to kolejny raz próbuje w sobie znaleźć przyczynę ..
Dziękuje

Chyba powinnaś założyć swój własny wątek, ale skoro już tu jesteś...

Ludzie czasem się kłócą, ale niestety rzadko potrafią się kłocić..:) Prawie zawsze musi być sakramentalne: Muszę postawić na swoim!

Twój mąż przebywa za granicą, daleko od rodziny, od domu, na nim spoczywa obowiązek wunajęcia waszego pierwsego mieszkania na obczyźnie i przygotowania gruntu pod waszą najbliższą przyszłość tam. Kto tego nie przeżył na własnej skórze, ten nie wie co to za stres. Nie usprawiedliwiam go, ale próbuje naświetlić ci, z czym on teraz się mierzy, dlaczego jest kłębkiem nerwów.
W związku nie da się uniknąć kłótni, nawet nie warto. Trzeba się jednak nauczyć, by konflikt był wstępem do negocjacji, a nie pretekstem do zadawania sobie bólu. Skoro chciałaś tę bieżnię zabrać, to nie trzeba było stawiać warunku, tylko po prostu negocjować. Może można było kosztem innej rzeczy np, jakiejś szafy czy coś "wepchnąć" tę bieżnię. Stawianie ultimatum, że on musi zrezygnować z tej drukarki bo coś tam, to trochę słabe jest. Czasem trzeba być wyrozumiałym i cała sztuka polega na tym, żeby wiedzieć kiedy i przy czym się upierać a w czym odpuścić.

I nie bierz wszystkiego tak do siebie, to niepotrzebne. Nie jesteś gruba i brzydka, bo inaczej twój mąż by się z tobą  nie ożenił smile
Pamiętaj, żeby złe emocje nie wzięły góry nad rozsądkiem. Przepychanki słowne do niczego nie prowadzą, jedynie eskalują konflikt. Kiedy trudno ci się porozumieć, uspokój się i wyjdź do drugiego pokoju albo pójdź na spacer.

Myślę, że czeka was fajna wspólna przyszlość za granicą, nawet gdy zrezygnujesz z tej bieżni. Tylko uśmiechnij się i zacznij brać życie bardziej na luzie.

14

Odp: chyba powinnam odejść...?

Yula posłuchaj "dobrych rad"..  ja w takim toksycznym związku żyłam 11-cie lat..  żałuję, że "tych dobrych rad" nie chciałam słuchać, myślałam, że  tą swoją "chorą miłością" zmienię  cokolwiek .. wierzyłam w cud..  Cudu nie będzie, facet się NIE ZMIENI a Ty będziesz się codziennie bardziej dołować..  wszystkie jego "obietnice" są o doopę  pochlastać.. Ja jestem w trakcie "odwyku od toksyka".. chodzę na terapię, ale pewnie jeszcze długa  droga .przede mną..  Zacznij żyć, zacznij od pokochania siebie..  Trzymam kciuki i  pozdrawiam.

15

Odp: chyba powinnam odejść...?

Cześć wszystkim...
czuję się tak niestabilna, rozchwiana... czuję, że teraz sama nie wiem czego chcę...
Przyjechał, przepraszał za wszystko, twierdził, że zrozumiał co robił źle, że nie chce mnie stracić i że już teraz będzie inaczej...noo i jak ją mam uśmiech na twarzy to jest czuły, opiekuńczy, ciągle zapewnia o swoim uczuciu. Raz tylko zrobił awanturę bo nie usłyszał jak mówię dzień dobry jego sąsiadce... prawdą jest że powiedziałam, ale wybuchlam, krzyczałam na niego, że nic mu do tego komu ja zechcę powiedzieć te cholerne dzień dobry.. mówi że jestem już inna, pyskata...a ja mam taki mętlik w głowie...raz mi się chce śmiać, a raz płakać, raz tęsknię, raz nie chcę go widzieć. Nie wiem czemu tak się dzieje, myślicie, że naprawdę można zmienić się z dnia na dzień i to w tym wieku?

16 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-10-02 12:07:36)

Odp: chyba powinnam odejść...?
yula napisał/a:

myślicie, że naprawdę można zmienić się z dnia na dzień

Trwale oczywiście, że nie będzie to z dnia na dzień. Ale pierwsze kroki poczynił. Będą wzloty i upadki co jest normalne. Ważne aby iść do przodu. Trzeba się pilnować na każdym kroku i trzymać emocje na wodzy aż mózg zastąpi stary schemat zachowania nowym. To ciężkie zadanie które udaje się tylko garstce ludzi którzy wręcz żyją zmianą, bardzo im zależy na tym. Zdecydowana większość tylko tak mówi aby osiągnąć jakiś cel. Czyli w zasadzie manipuluje.
Tutaj liczą się czyny a nie słowa. Słowa są tanie.

Chcesz wyciągnąć do niego pomocną dłoń? Postaraj się go szczerze zrozumieć.
Nie chcesz to odejdź. Odetnij się kompletnie.

17

Odp: chyba powinnam odejść...?
yula napisał/a:

Cześć wszystkim...
czuję się tak niestabilna, rozchwiana... czuję, że teraz sama nie wiem czego chcę...
Przyjechał, przepraszał za wszystko, twierdził, że zrozumiał co robił źle, że nie chce mnie stracić i że już teraz będzie inaczej...noo i jak ją mam uśmiech na twarzy to jest czuły, opiekuńczy, ciągle zapewnia o swoim uczuciu. Raz tylko zrobił awanturę bo nie usłyszał jak mówię dzień dobry jego sąsiadce... prawdą jest że powiedziałam, ale wybuchlam, krzyczałam na niego, że nic mu do tego komu ja zechcę powiedzieć te cholerne dzień dobry.. mówi że jestem już inna, pyskata...a ja mam taki mętlik w głowie...raz mi się chce śmiać, a raz płakać, raz tęsknię, raz nie chcę go widzieć. Nie wiem czemu tak się dzieje, myślicie, że naprawdę można zmienić się z dnia na dzień i to w tym wieku?

Kobieta po 40stce a naiwna i bezmyślna jak dziecko. Co Ci wyżej napisali inni użytkownicy forum? Co Ci napisałam ja?? Ze facet Tobą manipuluje, traktuje jak ścierwo, nie szanuje i nie kocha. Napisałam Ci też wyraźnie ze będzie chciał powrotu do tej relacji nie z miłości tylko dlatego że zwyczajnie trudno znaleźć druga taką ofiarę poddającą się tresurze. Sprawdziło się w 100%. A Ty co z tym zrobiłaś? Przyjęłaś fagasa bez mrugnięcia okiem i dumasz nad możliwością zmiany z dnia na dzień. Serio nie widzisz idiotyzmu swojego myślenia??? Wyobraź sobie psa i właściciela który się nad nim znęca, tłucze. Po którymś razie pies nie podbiegnie juz ufnie do Pana bo spodziewa się ciosu ( chociaz bardzo chce wierzyć w to ze pancio jednak będzie dla niego finalnie dobry i kochany). Co Twoim zdaniem musi zrobić ten psychopata wlasciciel zeby jednak zachęcić nieufnego psa do podejścia kolejny raz? Będzie na niego wrzeszczał, rzucał w niego butem czy może cmokał i mówił pieszczotliwie zeby uśpić czujność psa? Chyba na tyle rozumu masz zeby wiedzieć jaka jest odpowiedź na to pytanie. No to teraz przenieś ta sytuacje na siebie i Twego Misiaczka. On cmoka zeby po raz kolejny zachęcić Cie do nawiązania kontaktu. A Ty jak ten pies lecisz przekonana że się zmienił. Ale dobrze jeszcze nawet nie podbiegłas do  pancia  a już dostałaś burę za niepowiedzenie( w jego mniemaniu) dzien dobry sąsiadce. A Ty zamiast pogonić dziada raz na samym wstępie gdy chciał odnowienia znajomości  i drugi raz za pretensje o dzień dobry jestes z siebie dumna ze mu się odgryzlas.  Wiesz ...bity pies czasem też już warknie gdy znęcający się właściciel przegnie na maxa
..ale nadal pozostaje bitym psem który tkwi przy  właścicielu psycholu. Widocznie lubisz być jak bity pies. Z głupoty? Czy z nienawiści i pogardy dla samej siebie? To wiesz tylko Ty sama. Jeśli nienawidzisz siebie to zostaje pomoc terapeuty który pomoże Ci odzyskać szacunek do samej siebie. Jeśli postępujesz tak z własnej glupoty to zadne słowa na forum nie pomogą bo na głupotę nie ma rady. Pozostaje tylko współczuć.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » chyba powinnam odejść...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021