Chciałbym w wielkim skrócie przedstawić moją historię i poprosić Was o radę.
Znam ją od kilku lat. Bardzo szybko się zakochałem i pokochałem. Jak do tej pory nie poznałem jeszcze tak wspaniałej osoby jak ona (i nie jest to idealizowanie będące wynikiem obecnej sytuacji). Nasze relacje przez te lata były bardzo burzliwe głównie z mojego powodu. W dodatku oboje mamy bardzo ciężkie charaktery, oboje jesteśmy wściekle uparci. W zasadzie od sierpnia nie utrzymywaliśmy ze sobą regularnego kontaktu. Co tydzień - dwa któreś się odzywało z jakimś pretekstem do drugiej osoby chyba tylko po to by o sobie przypomnieć i na jakiś czas zabić w sobie tęsknotę. Kiedy jedno z nas chciało podjąć jakieś kroki w celu poprawy naszych relacji akurat to drugie upierało się się przy swoim i nie chciało ustąpić (i na odwrót). Przez te miesiące jakoś sobie z tym radziłem (jakoś: nie za dobrze, ale zdecydowanie lepiej niż teraz). Postanowiłem zdystansować się do niej, spróbować być z kimś innym. Mimo wszystko ciągle byłem zainteresowany jej życiem ale ze względu na swoje postanowienie starałem się z nią nie kontaktować. Wszystkie informacje jakie na jej temat posiadałem to tylko to co sama zdawkowo od czasu do czasu napisała bądź to co wywnioskowałem z fb i innych portali społecznościowych. Mimo wszystko czekałem na wiadomości od niej. W grudniu podjąłem kolejną próbę "dogadania", chwilowo podjęła temat, nawet napisała, że jej mnie brakuje, ale ostatecznie mnie zbyła. Myślałem, że przemyśli moja propozycje i sama się odezwie ale kilka dni temu zauważyłem, że zaczęła mnie usuwać ze swojego życia (zauważyłem po fb, skype itd.) Spanikowałem i zacząłem do niej wydzwaniać. Kiedy w końcu odebrała była oczywiście wściekła i nie chciała rozmawiać. Wymieniliśmy jeszcze kilka smsów z pretensjami. Kolejnego dnia napisała już na spokojnie. Umówiliśmy się na spotkanie, które ma się odbyć w przyszłym tygodniu. Moje intencje co do tego spotkania były proste: chcę z nią być. W między czasie coś mnie tknęło i zapytałem, czy kogoś ma. Tyle czasu minęło, że nie mogłem się oszukiwać, że nadal nikogo nie znalazła. Nie chciała nic powiedzieć ale w końcu uległa moim prośbom i powiedziała, że jest z kimś od jakiegoś czasu, jest szczęśliwa i że to coś poważnego. I tu świat mi się załamał. Podejrzewałem to od dawna ale dopiero uzyskanie pewnej informacji pogrzebało moje nadzieje.
Od tej pory nie funkcjonuję normalnie. Nie mogę spać, nie mogę nic przełknąć, każda czynność sprawia mi ogromną trudność. Gdyby nie praca zapewne w ogóle nie wstawałbym z łózka. Ból psychiczny przerodził się w ból fizyczny w klatce piersiowej, odczuwam ciągły niepokój. W ciągu kilku dni schudłem kilka kg. Nie potrafię o niej nie myśleć, nie analizować, nie rozpamiętywać, nie zastanawiać się "co by było gdyby". Potrafię przedstawić racjonalna ocenę sytuacji ale nie potrafię przekonać własnego mózgu, żeby go ją w końcu przyjął do wiadomości. Zżera mnie zazdrość, ciągle myślę co właśnie z nim robi i jak bardzo chciałbym byc na jego miejscu. W dodatku męczę ją smsami i telefonami, na które w większości nie odpisuje i których nie odbiera. Dzisiaj zmusiłem ją by napisała co tak naprawdę myśli. Kazała mi samemu racjonalnie ocenić sytuację. Gdy napisałem, że już jej na mnie nie zależy, że już mnie jej nie brakuje, że nie ma szansy na zmianę jej stosunku do mnie odpowiedziała tylko, że wszystko co napisałem jest prawdą. Kolejny cios i kolejne myśli, że gdybym w grudniu nie odpuścił kiedy to jeszcze miała trochę inne nastawienie do mnie to może teraz ja byłbym na jego miejscu. Odpisałem jej tylko, że ja z kolei ją kocham, że przyjąłem to co potwierdziła do wiadomości i od tej chwili ma ode mnie spokój.
Jest sobota wieczór a ja siedzę przed komputerem, odświeżam portale w nadziei, że sie pojawi, zmuszam się żeby nie złapać telefonu i znowu sie nie wydurniać i myślę nad beznadziejnością sytuacji. Nie potrafię zająć niczym innym swojego mózgu. Moi znajomi nie chcą już ze mną rozmawiać. Mają dość słuchania mojego biadolenia (wcale im się nie dziwię). Mój związek z kimś, który dopiero zaczynałem budować praktycznie się rozpadł. Wiem, że w obu przypadkach to ja schrzaniłem.
Jeśli ktoś dotrwał do tego momentu to przechodzę do sedna ![]()
Jak poradzić sobie z takim bólem? Wiem, że czas leczy rany i pozwala pewne sytuacje i sceny wymazać z mózgu lub zepchnąć te wizje na dalszy plan ale jak sobie radzić do tego momentu? Co zrobić by nie patrzeć wiecznie na wyświetlacz a brzęczenia kaloryfera nie mylić z wibracją telefonu? ![]()
Czy to spotkanie ma sens? Po co ona chce się spotkać?