Witam,
Byłam w RODK w Sosnowcu na badaniach. Domyślałam się zanim tam dotarłam, że z racji koneksji mojego męża (a może bardziej z racji dysponowania gotówką???) może być trudno, ale czegoś podobnego nie wyśniłam nawet w najgorszych koszmarach.
Nas zamknięto w jednym pomieszczeniu, a dziecko (syn miał wtedy 8 lat) zabrano do innego pomieszczenia tak, że nie widzieliśmy z kim ani o czym rozmawia.
Po kilku minutach do pomieszczenia weszła pani psycholog i pedagog aby wyjaśnić nam jak rozwiązywać testy i zadać kilka pytań. Pierwszym pytaniem skierowanym do mnie było: "czy nie nagrywa pani spotkania na dyktafon?" Byłam wielce zdziwiona pytaniem ale zgodnie z prawdą odp. że nie. Druga pani jeszcze raz zadała mi to samo pytanie z naciskiem czy aby na pewno nie nagrywam dodając że gdybym tak robiła to jest to niezgodne z prawem i poniosę konsekwencje za takie nagrywanie. Upewniłam obie panie że na pewno nie nagrywam, więc z uśmiechem przeszły do zadania mi następnego pytania, które brzmiało: "Czy zgadzam się na badania psychiatryczne?"
I w tym momencie zadałam pytanie- dlaczego? Przecież sąd nie zlecił takich badań. W odpowiedzi usłyszałam, że mąż podejrzewa u mnie schizofrenie (dodam że wychowałam się w rodzinie gdzie chorowała matka). Widząc że panie prawie orgazmu dostawały za każdym razem kiedy mój szanowny małżonek na nie spoglądał spod falbaniastych rzęs odp. że się nie zgadzam, bo tak się składa że mój mąż żadnym specjalistą w psychiatrii nie jest. A jeżeli tak pragnie diagnozować to najpierw niech zrobi maturę, a później na studia droga wolna. Uniwersytety trzeciego wieku czekają...
Ale do rzeczy. Obie panie biegłe od samego początku miały bardzo negatywny stosunek do mojej osoby, za to ochom i achom gdy małżonek się wypowiadał końca nie było. Mnie praktycznie nie dopuszczono do głosu. A kiedy grzecznie zwróciłam uwagę, że wypowiedzi męża nie mają nic wspólnego z rzeczywistością skwitowano, że jestem agresywna i przerywam mężowi. Ale testy zrobiłam.
Po testach pani psycholog przyprowadziła syna i powiedziała cyt:" możesz się z mamą 10 min pobawić". Pokój zabaw to pomieszczenie 1m na 2m i znajduje się bezpośrednio przy toalecie. Synek trochę zdezorientowany całkowicie nową dla niego sytuacją chętnie jednak przystąpił do zabawy ze mną. W czasie kiedy my się bawiliśmy obie panie biegłe wyszły do zupełnie innego pomieszczenia, a przy nas dzielnie czuwał mąż, który komentował :" nie udawaj że taka dobra matka z ciebie, nie udawaj że kochasz dziecko....itp." Wstałam więc i powiedziałam żeby się zamknął i żeby wyszedł. W tym właśnie momencie pojawiła się biegła psycholożka, której powiedziałam że moim zdaniem to ona powinna obserwować moje relacje z dzieckiem na nie mąż. Zgodziła się ze mną i poprosiła męża żeby wyszedł. Ja w tym czasie podeszłam do syna i pochyliłam się nad nim szepcząc mu do ucha coś w stylu" nie martw się, wszystko będzie dobrze, wiem że się denerwujesz, bo ja też się denerwuję..." reakcja pani psycholog była natychmiastowa- podeszła do nas i powiedziała: "ale proszę z dzieckiem nie rozmawiać tylko się bawić. Zresztą czas już minął, więc nie ma już zabawy. Za chwilę po dziecko zjawiła się niania, którą mąż zatrudnił i na tym badania się skończyły. Nas jeszcze zabrano do pokoju na rozmowę, ale po tym jak mnie potraktowano to miałam już pewność co to za biegłe i nie bardzo miałam ochotę dyskutować z paniami w takiej atmosferze.
Obawiałam się nieco tej opinii, ale łudziłam się, że przecież były testy, że jest "papier". sama skończyłam studia pedagogiczne więc mam pojęcie jak takie badanie powinno wyglądać, a już na pewno jak nie powinno.
Opinia po 2 tyg. była miażdżąca dla mnie. Nie będę tu w tej chwili przytaczać wszystkich "urojeń" jakie panie biegłe napisały na mój temat, puenta była taka, że jeżeli nie zacznę się leczyć psychiatrycznie to zagrażam bezpieczeństwu dziecka, a między wierszami całemu społeczeństwu również. Wierzyc mi się w to nie chciało. Ludzie, którzy mnie znają całymi latami ze zdziwienia oczy szeroko otwierali. Ja uosobienie spokoju i anielskiej wręcz cierpliwości w oczach pań biegłych jestem agresywna, stosuję przemoc wobec męża, a zachodzi ryzyko że zastosuję i wobec syna. Cóż po tym wszystkim chyba naprawdę zastosuję przemoc wobec tych pań, bo zachowanie doprawdy karygodne;
Czy ktoś z Was miał podobną sytuację w RODK, że został bezpodstawnie oszkalowany???? Piszcie.
To co te dwie idiotki myślą o mnie mam gdzieś, ale na podstawie tej opinii mój mąż próbuje odebrać mi syna. Dla sądu opinia ta jest ważnym dokumentem. Wniosłam o ponowne badania w innym ośrodku ale nie wiem jaki będzie efekt.
Uważam że osoby takie powinny trafiać do kryminału za to, że świadomie i z premedytacją krzywdzą dziecko doprowadzając do rozłąki z jednym z rodziców.
"
Podobne tematy
No to faktycznie musisz zrobić w innym ośrodku i najlepiej w innym województwie.
ja mialam niedawno badanie w takiej instytucji ale w innym miescie, jak masz ochote to napisz na e-mail to ci opisze jak to wygladało ![]()
ja mialam niedawno badanie w takiej instytucji ale w innym miescie, jak masz ochote to napisz na e-mail to ci opisze jak to wygladało
Napisz do mnie na e-mail, chętnie przeczytam jak to wyglądało w innym ośrodku.
U mnie wyglądało identycznie jak u ciebie z tym że ja nie dałam wyprowadzić się z równowagi. Opinia była taka neutralna ale skutecznie wymusiły na mnie chce część tego co "tatuś" chciał.
Przez tydzień nie mogłam dojść do siebie.
Ja mieszkam na drugim koncu polski od ciebie i w swoim miescie bylam w RODKu
U mnie najpierw poza pokojem ogólnym rozmawiali z nim potem z dzieckiem i później że mną. Wszyscy oddzielnie i trwało to około 6h... najgorszych 6h w moim życiu(to było około 1, 5r temu)
Opinie RODK w takich sprawach mozna podwazyc.
RODK nie ma umocowania prawnego, ustawowego do wydawania takich opinii.
Jest orzeczenie w tej sprawie.
Tylko biegly sadowy, psycholog.
Nie RODK.
Opinie RODK w takich sprawach mozna podwazyc.
RODK nie ma umocowania prawnego, ustawowego do wydawania takich opinii.
Jest orzeczenie w tej sprawie.
Tylko biegly sadowy, psycholog.
Nie RODK.
Tak, pewnie masz rację, że można podważyć. Ale tego podważenia musi chcieć też Sąd. Ja wnioskuję o to od roku. I do tej pory ani nie powołano rodk jako świadków w sprawie, ani żadnego innego psychologa. Ja sama za swoje pieniądze poszłam do psychologa prywatnie na testy osobowościowe i dołączyłam do akt sprawy opinię diametralnie sprzeczną z tą, które te dwie ździry (sorki za wyrażenie ale ta nazwa chyba najbardziej pasuje do tych "biegłych") sporządziły. No cóż, ale pani sędzia przez cały czas się zastanawia co dalej z tym fantem zrobić. Dodam że zastanawia się od października 2012r... Gdzie jest sprawiedliwość w tym kraju???
Przysięgam, że jak ktoś dałby mi do ręki broń i powiedział, że mogę osobiście wymierzyć sprawiedliwość to nie wahałabym się ani chwili i wiedziałabym bez zastanowienia w kogo strzelać.
Przez tyle miesięcy niczym niezasłużonego cierpienia rodzą się w człowieku cechy rasowego psychopaty...
Poszukaj w google "RODK dziala bezprawnie" znajdziesz dokumenty, zaangazuj prawnika
Poszukaj w google "RODK dziala bezprawnie" znajdziesz dokumenty, zaangazuj prawnika
Fajnie, że takie mądre osoby piszą na tym forum
Cieszę się że tu trafiłam. Dziękuję też wszystkim którzy napisali na maila. Nie jestem w stanie odpisać wszystkim ale bardzo dziękuję za pomoc.
10 2014-12-30 17:19:40 Ostatnio edytowany przez wredotka1 (2014-12-30 18:42:25)
witam wszystkich
Jestem tu nowa.
Mój partner ma syna w wieku 14 lat od urodzenia nie miał z nim kontaktu ( z jakich powodów nie wiem) płaci co miesiąc alimenty.... i na to wychodzi ze TU kończy się jego rola a dziś dostał pismo z sądu ze 08.01 ma się zjawić w Ośrodku RODK w celu przeprowadzenia badań i w marcu ma rozprawę sądową z pisma wynika że młody ma mieć sprawę karną.....
od 05.01. partner zaczyna nową pracę w Innym województwie niż ma sprawę i badania czy orientujecie się czy jest możliwość przesunięcia tego terminu??
Czy ktoś wie jak wyglądają badania w RODK pod kątem nastolatków ?
Witam jestem nowa na forum.
Wczoraj czytałam wasze posty na temat badań w RODK, ponieważ dzis takowe miałam- z wniosku mojego byłego męża. To juz moje trzecie takie badania, za każdym razem były mąż, zakładając mi przeróżne sprawy, takowych sie domaga.
Powiem krótko- to jest koszmar, prosze sie nastawic na taka ewentualność.
Panie biegłe krzyczały na mnie niemal od wejścia. Wygrazały palcem, że to cud, iz mam jeszcze w ogóle władze rodzicielską. Nie dawałam sie sprowokować, nie wchodziłam w dyskurs,nauczona poprzednim doświadczeniem ale to nie starczyło tylko rozwścieczało jeszcze bardziej. "Dlaczego pani tak ta głową kiwa, co?" słyszałam, " Gratuluję pani zniszczenia dziecka!!". "Wychowała Pani emocjonalna kalekę" "Pani jest niezłomna w nienawiśći"
A teraz moja historia.
Córka ma 9 lat, jest otwarta, wesoła,ufna, bardzo zdolna. od lat wszyscy gratuluja mi dziecka- kiedys panie przedszkolanki, teraz nauczycielka szkolna. Znajome mamy koleżanek, u których córka często nocuje, wychowawczyni na koloniach.Jest opiekuńcza, bardzo samodzielna.
Rozwiodłam sie z jej ojcem w 2008 r, przedtem mąż przebywał w Anglii odkąd córka skończyła 9 miesięcy. Krótko: były mąż jest socjopatą, bijał mnie, wyzywał, małżeństwo było krótkie. Po rozwodzie wygrażał że wrócę na kolanach. Tak sie nie stało- skończyłam trzy kierunki studiów, pracuję,wyszłam drugi raz za mąż, mamy jeszcze synka.
Były mąż wrócił z Anglii i zaczął sie koszmar-wezwania do sądu na sprawy o ukaranie mnie grzywna za uniemożliwianie kontaktów, o ustalenie kontaktów, o władze rodzicielską. Policje miałam w domu regularnie-kiedy córka chorowała, kiedy odmawiała wyjścia i chowała sie pod stół. Ze spotkań wracała w różnym stanie, raz- posinaczona (ojciec wpadł w furie kiedy wyrywała sie bo zobaczyła mojego obecnego męża którego bardzo kocha). Była dwukrotnie swiadkiem przemocy ojca wobec mnie-raz kiedy byłam w 8 miesiącu ciązy popchną łmnie i leżałam jak wieloryb a ona płakała, a raz skopał mnie przy niej na klatce schodowej i pobił mojego tate który ruszył mi na ratunek. Po tym incydencie jego spotkania z córka odbywały sie w obecności kuratora.
Chodziłam na terapie do psychologa, równiez do psychiatry, uczyłam sie jak sobie radzic, jak rozmawiać z dzieckiem u psychiatry dziecięcego.
Od 2 lat nie pozwalam sie sprowokować. A ojciec robi wszystko, co może i jak może, żeby zaistniec, żeby dokuczyc. Nie interesują go codzienne problemy, nigdy nie zaproponował żadnych zajęć dla dziecka, że je weźmie na siebie (np.basen, tańce, języki), nigdy nie napisał z nia żadnej literki, nie kupił podręczników itp , wszystko organizuje sama, a mam dwójkę dzieci i obecnego męża- na morzu..
Nie interesował sie wyprawka dziecka do I klasy, natomiast urządził awanture w szkole i poskreslał wszystkich uprawnionych przeze mnie do odbioru dziecka w świetlicy. Nie pomogły prosby moje, dyrekcji szkoły. Dziecko nie chodziło do szkoły tydzień, kiedy ja sie pochorowałam i nie mogłam wyjśc z domu.To samo zrobił w klasie II i III, wtedy wystapiłam o ograniczenie jego władzy rodzicielskiej. Sąd na jego żądanie skierował nas do RODK, a na korytarzu Sedzia pocieszała mnie, chwaliła że tak sobie radze w tym wszystkim i że córka taka fajna (Sąd rozmawiał z nia w niebieskim pokoju)..
Czekałam na wezwanie do RODK, a córka przeszła w tym czasie kurs samodzielności- chodzi do szkoły z kluczami, wraca sama do domu, odrabia lekcje i czeka na mój powrót
Dodam rzecz bardzo istotna- córka cierpi na astmę od 3 roku życia, dlatego przebywanie w zatłoczonej świetlicy jest niewskazane- męczy sie, kaszle i jesli ma akurat pogorszenie- choruje. Do alergolog chodzimy co 6 tygodni, jest teraz odczulana codziennie preparatem Staloral.Dlatego tez błagałam byłego aby pozwolił by ktoś ja odbierał-na próżno.
Prowokacji jest sporo, córka często wraca ze spotkań z płaczem, zwykle że tata mnie wyzywa, albo mojego męża którego mała nazywa tata.
Konkluzja:
-według pań RODK wszystko co sie dzieje jest moją winą
-zarzuciły na wejściu że jestem bezduszna ciagle domagając sie badań i przesłuchań dziecka, na moja odpowiedz ze przeciez to nie ja, padła po chwili konsternacji odpowiedz że w takim razie i tak moja wina bo ojciec nie ma innego wyjścia
-pietnuje dziecko chorobą i separuje . Na odpowiedz, że jest odwrotnie bo prowadzam mała na judo, wysyłam na kolonie i zimowisko, często pozwalam nocowac poza domem bo dziecko od małego jest uczone radzic sobie z choroba i samo bierze leki była odpowiedz że za bardzo ryzykuje i może lekceważe chorobe (!)
- obarczam zajęciami dodatkowymi zamiast spotkan z ojcem (dziecko ma tylko judo- tu panie zamilkly bo chyba nie wiedziały jak to obrócic przeciw mnie)
-zionę nienawiścią w każdym kontakcie- na moja próbe wytłumaczenia że nie mam kiedy zionąć bo nie mamy kontaktów bo ojciec małej kiedy probuje porozmaiwac jak oddaje dziecko zamyka drzwi od auta, odpycha mnie było ze to dlatego musimy isc na terapie rodzinną żeby miec kontakty (i bądz tu mądry)
-jestem niezłomna w niszczeniu dziecka od lat- tu zamilkłam bo zrozumiałam za późno że trzeba było pożegnac sie z paniami juz 5 minut po wejsciu..
Kiedy opowiedziałam że musiałam odwołac spotkania świateczne bo 20 grudnia tata zabrał mała i bardzo kaszlała (źle znosi te zmiany pogody) poprosiłam zeby na nia uważał i pobył z nia w domu, bo bedzie chora, to zabrał ja na 5 godzin do galeri handlowej. Wrócila z goraczka i obustronnym zapaleniem oskrzeli. Werdykt Pan biegłych:" jak pani tragizuje.."
I ostatnie: według biegłych córka w trakcie rozmowy tak szlochała, że nie miały serca jej odpytywac, ale oznajmiła że najwiekszym jej marzeniem jest bysmy sie pogodzili. Objęłam potem małą i pytam czy dobrze sie czuje bo panie mówia że płakałas, a córka, na to : "Że co?" A jej marzeniem było miec psa, o co mnie ciagle męczy. Panie ja zapytały czy chce byśmy sie pogodzili. Ona na to że pewnie, bo niezgoda rujnuje (tak ostatnio sie uczyli w szkole)
Czułam, że panie maja pewien szablon w który chca nas wpisać. Cokolwiek bym nie powiedziała- czy by dziecko żyło w szklanym domu, czy by jadło ze smietnika.
Ojciec socjopata został tam potraktowany jak św, Józef.
Gratuluję sobie tylko, że nie dałam się sprowokować w żadnym momencie.
miałam 5 pażdziernika z męzem w rodk badania dla spokrewnionych rodzinych zastępczych Jesteśmy dziedkami , mamie i tacie chca ograniczyc prawa rodzicielskie, ocena oml negatywna nie nadajemy sie, Wychowałam dwoje dzieci a teraz nie mam umiejętności Rozpacz żal
13 2017-04-17 18:27:30 Ostatnio edytowany przez koralunia (2017-04-17 18:32:14)
Masakra!!!!ja byłam miesiąc temu z 11 synem na badaniach i powiem wam ze byłam jako ostatnia badania i na dzień dobry zostałam zapytana a raczej proszona żebym nic nie nagrywała bo oni nie nagrywaja na co odpowiedziałam ze nic nie nagrywam i zaraz drugie zdanie ze że zgodnie z nowym "trendem" opinia będzie taka iż dziecko będzie się spotykać z ojcem i mogę iść do pięciu innych ośrodków a opinia będZie taka sama!!!po trzech tygodniach dostałam opinie....dosyc ze połowy rzeczy które mówiłam wydaje mi się istotnych nie ma to ze mnie zrobili okropna matkę z dZiecka zastraszonego baby a z ex aniolka! Do TV temat się nadaje!!!!A i pod koniec badania mojego jedna już poszła bo się spieszyla a wcześniej Pani psycholog od godz patrzyła co chwilę na zegarek !!!No i oczywiście to co dziecko mówiło nie miało znaczenia a dowodów nie chciały widzieć!!!!!