Kochani piszę bo nie bardzo już wiem co myśleć i ciężko mi obstawiać przy własnym domu.
Niedawno wróciłam po 5 latach pracy za granicą, odłożyłam gotówkę i mogę pozwolić sobie na kupno małego 2-pokojowego mieszkania. Rodzina dziwi się, że chce mieszkać sama a nie z siostrą. Mam 29 lat, uważam, że to najwyższa pora się usamodzielnić i wiem, że jeśli znajdę teraz pracę w Polsce to będę w stanie się utrzymać - jestem zaradna, umiem oszczędzać, ugotować, zrobić koło siebie itd.
Moja siostra jest ode mnie starsza i po studiach znalazła pracę w Polsce, nie musiała nic w domu robić, powiem nawet, że jest leniuchem i Dziadkowie ją we wszystkim wyręczali "bo najważniejsze" to się uczyć. Ja miałam trochę inny pomysł na siebie, po studiach uciekłam do pracy za granicę. Teraz wszyscy oczekują, że za moje oszczędność kupię mieszkanie i będę mieszkała z siostrą, bo jak to inaczej? Ale ja pojechałam tam żeby mieć coś swojego w końcu. Mam prawie 30 lat i mam już dość mieszkania z kimś. Skoro to była moja decyzja o wyjeździe i moja harówa, to uważacie, że powinnam przygarnąć siostrę i że jestem egoistką? Jestem bardzo rodzinnym typem osoby i kocham moich bliskich, ale męczę się, chcę być niezależna i stanąć sama na własne nogi. Ciężko mi bo łatwo wpędzić mnie w poczucie winy... Bliscy chyba myśleli, że będę cały życie mieszkała z siostrą ale to bez sensu! Jak założę rodzinę, albo kogoś poznam to niby jak miałoby to wyglądać? Wyrzucę ją? Uważam, że skoro wolała zostać w Polsce i odkładać na własne kąty z polskiej wypłaty, to powinna sobie radzić sama a nie korzystać w mojej ciężkiej pracy. Byłam taka dumna z siebie jak wyjechałam i dalej jestem, nie muszę brać kredytu na 30 lat bo mam prawie 320 tys. oszczędności i uważam, że nie fair jest teraz wymuszanie na mnie czegoś
Macie podobne doświadczenia? Wesprzyjcie mnie chociaż słowem ![]()