netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

122 odpowiedzi21 464 wyświetleniazałożony przez behappy81, 06.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 123 ]

1

Temat: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Witam. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę miał potrzebę podzielenia się swoimi dylematami na takim forum, dedykowanym mimo wszystko kobietom.
Generalnie zawsze miałem problem ze streszczaniem się, ale wyjątkowo postaram się skoncentrować na meritum. Moje małżeństwo niebawem się skończy ? rozwodem bądź jakąkolwiek inną formą rozstania. Tak zadecydowała już ponad rok temu moja żona. Podstawowy powód to rzekoma różnica charakterów ? ja, niby ?nie domator?, żona niby ?rodzinna?. Wielokrotnie, szczególnie od kilku lat, dawałem dowody swojego poświęcenia dla Domu, Rodziny, wykazywałem się wolą kompromisu i wszechstronnością i nie chcę tutaj szczegółowo się ?wychwalać?, bo i tak pewnie większość z Was by nie uwierzyła. Krótko mówiąc, moim skromnym zdaniem, zdecydowanie odstaję od męskiej średniej na tym łez padole. Oczywiście, jak każdy, mam też swoje wady. Mimo wszystko Żona non-stop utwierdza mnie w przekonaniu, że moje dni są już policzone... Jest bardzo stanowcza, bezkopromisowa, nieprzejednana. Nie sądzę, że kryje się za tym ?ktoś?, to raczej kwestia wygody, niezależności, spokoju itp. Mamy syna, na którym szczególnie mi zależy i o dobre relacje, z którym zawsze będę zabiegać, niezależnie od sytuacji w jakiej się wszyscy w przyszłości znajdziemy. Zawodowo jestem usatysfakcjonowany ? mam mocną pozycję. Fizycznie i psychicznie rozładowuję się z sukcesami poprzez sport. Szczęśliwy jednak nie jestem.
Uczciwie przyznam, że szczytem moim marzeń jest mieć szczęśliwą rodzinę, poświęcać się dla niej, spędzać z nimi miłe chwile, planować razem, wspierać, bawić i cieszyć się wspólnie życiem. Temu potrafiłbym poświęcić wszystko. Naprawdę nic więcej nie potrzebowałbym.
Poznałem kogoś. To znaczy znam tego kogoś już kilka dobrych lat. To kobieta. Mężatka. Matka. Ma bardzo podobne problemy jak ja i równie prawdopodobne zakończenie związku, głównie z powodu braku szacunku, ogólnego zainteresowania wszystkim z strony jej męża i jego kłamstw, za którymi się chowa. Wspólne problemy nas zbliżyły, a ściślej rzecz ujmując ? bardziej mnie do niej. Stałem się jej powiernikiem, wspierałem i wspieram dobrym słowem. Często szukam z nią kontaktu, bo również bardzo tego potrzebuję. Niestety jest osobą dość zajętą, na dodatek bardzo samodzielną, stąd najczęściej nasz kontakt sprowadza się do rozmów za pośrednictwem elektronicznych ?cudów? naszej cywilizacji. Kiedy tylko mam okazję, zawsze staram się jej w czymś pomagać. Lubię być przydatnym, lubię poświęcać się dla innych, czerpię z tego radość. Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że ją kocham i chciałbym spędzić z nią resztę życia, ale nie mając odwagi powiedzieć tego wprost i nie chcąc dodatkowo jej kłopotać, wiązać, mieszać w trwających jednak nadal związkach, chciałem uciec, wyciszyć to wszystko co czuję. Domyśliła się, zawalczyła o mnie, o naszą przyjaźń, o to, żebym nie znikał z jej życia. Wygrała. Dla ścisłości - nigdy nic fizycznego mnie z nią nie łączyło, a mimo tego jest mi z nią dobrze, nawet ze zwykłą świadomością, że ?jest?. Nie chcę nikogo ranić, potrafię być cierpliwym i jeśli będzie mi kiedyś dana szansa na bycie z nią, to zaczekam na tą chwilę, nawet kolejnymi latami. Wiem, że potrafiłbym ją uszczęśliwić, a ona na to zasługuje.
Mam jednak masę dylematów. Jak odbierze to mój syn, jej dzieci, jak poukładamy nasze wspólne życie po przejściach, jeśli do tego kiedykolwiek w ogóle dojdzie. Ciągle zastanawiam się też co musiałoby się stać, żeby moja żona dała mi jeszcze szansę. Czy powinienem dalej pozostać bierny i nie naciskać na nic, odgrywać dalej rolę uczynnego domownika i czekać czy postępować bardziej zdecydowanie. Mam mętlik w głowie. Chyba poczekam na rozwój sytuacji, nie potrafię na razie samemu wziąć spraw w swoje ręce.
No i jak zwykle nie udało mi się streścić smile. Chciałem jednak w miarę wiernie przedstawić obraz całej sytuacji, w jakiej się znalazłem.

2 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-01-06 03:21:44)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

...Moje małżeństwo niebawem się skończy ? rozwodem bądź jakąkolwiek inną formą rozstania. Tak zadecydowała już ponad rok temu moja żona. ...Wielokrotnie, szczególnie od kilku lat, dawałem dowody swojego poświęcenia dla Domu, Rodziny...Jest bardzo stanowcza, bezkopromisowa, nieprzejednana. Nie sądzę, że kryje się za tym ?ktoś?...Mamy syna, na którym szczególnie mi zależy...Uczciwie przyznam, że szczytem moim marzeń jest mieć szczęśliwą rodzinę...Temu potrafiłbym poświęcić wszystko...
Poznałem kogoś. To znaczy znam tego kogoś już kilka dobrych lat. To kobieta...Wspólne problemy nas zbliżyły, a ściślej rzecz ujmując ? bardziej mnie do niej....Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że ją kocham i chciałbym spędzić z nią resztę życia...Ciągle zastanawiam się też co musiałoby się stać, żeby moja żona dała mi jeszcze szansę

"Nie sądzę, że kryje się za tym ?ktoś?", a chwilę potem ...poznałem kobietę i sie w niej zakochałem.
"szczytem moim marzeń jest mieć szczęśliwą rodzinę...Temu potrafiłbym poświęcić wszystko", a po chwili o innej kobiecie: "Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że ją kocham i chciałbym spędzić z nią resztę życia".
Facet? Ty widzisz, że parę spraw tu sie wzajemnie wyklucza? Czego Ty chcesz? Pogłaskania po główce? Przygruchałes sobie przyjaciółkę, w której sie zakochałeś (?), piszesz coś o daniu szansy przez własną żonę, żalisz sie na nią, a jednocześnie chcesz spędzić resztę życia z tamtą przyjaciółką, z którą gruchałeś sobie poprzez neta. Bardzo ładnie to wszystko opisałeś, ale - sorry - i tak wychodzi jakim facetem jesteś. Nieuczciwym wobec własnej rodziny, zdradzającym (przynajmniej emocjonalnie) własną żonę, chcący rozbić własną rodzinę a jednocześnie ...piep...cy o tym, że ta rodzina najważniejsza i tp bzdury. Chcesz szansy od żony? A zdajesz sobie sprawę jakie jej ...gówno zgotowałeś? Chcesz ratować małżeństwo a co robisz? No sorry...
Pewnie nie będę tu osamotniony, ale pochwały i pogłaskania ode mnie tu nie uzyskasz. Oszczędzę Ci więcej przykrych słów, inni to za mnie pewnie tu zrobią smile

3 Ostatnio edytowany przez piekny_nick (2014-01-06 03:32:14)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Kosmiczny nick wooooowwwwwww niesamowite! Że facet takie słowa pisze? Czy już skrzynka mailowa pęka w szwach zgodnie z planem, co? ;> ;> ;> ;> Rzecz jasna, nie musisz odpisywać, że to nie moja sprawa, bo to było pytanie retoryczne big_smile

Wracając do tematu...
Nie ma to jak dorabiać ideologię do własnego...upadku... smile

4

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Zgadzam się z przedmowcami. Bardzo rodzinny z Ciebie mężczyzna. Kochasz żonę,  nie wiesz jak ratować małżeństwo,  a jednocześnie masz samodzielną przyjaciółkę.  Żenada. ...jak zwykle najbardziej ucierpia dzieci

5

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

To wszystko nie tak. Pisząc, że "nie sądzę, żeby stał za tym ktoś" - miałem na myśli ewentualnego faceta mojej żony. W związku od kilku lat trwam i poświęcam się już tylko dla syna. Ze strony żony od 3 lat nie doświadczam, żadnej intymności, a od roku jakiegokolwiek już bliskości. Codziennie kilka razy jestem odpędzany przy jakichkolwiek próbach dotyku. Mimo uszu puszczane są deklaracje i na siłę wyszukiwane są i eksponowane moje drobne potknięcia (typu krzywo coś skręcone lub za ostra pizza), nawet jeśli 95% jest ok, nie wspominając zaangażowanie, jakie wkładam. Można powiedzieć, że trwam w beznadziei, ale nie odpuszczam w domu, żeby syn miał jakiś wzorzec. Bardzo boli mnie świadomość nieuchronnego rozstania, bo wiem, że odbije się to na jego psychice i pewnie może mu wskazać w przyszłości taką drogę na skróty - jako najlepsze rozwiązanie. A ja uważam wręcz przeciwnie. Zawsze byłem ambitnym zwolennikiem walki do końca. Stąd też pewnie sukcesy w sporcie smile. Co do przyjaciółki, to moje wsparcie dla niej od 6-7 lat zawsze było bezinteresowne, pomaganie było dla mnie niejako formą terapii wewnętrznej, cieszyło mnie to. W tej relacji również trwałem, mimo, że zazwyczaj karmiony byłem jedynie okruchami jakichś emocji, niczym namacalnym i wcale nie dążyłem do tego. Zgadzam się, że jest to również forma zdrady, mam tego świadomość, ale wyraźnie chcę podkreślić, że nie to determinuje postawę mojej żony wobec mnie, ani nie powoduje "olewania" Domu przeze mnie. Jest wręcz przeciwnie, działa na mnie mobilizująco i dodaje sił na poświęcanie się.
Przykro mi, że nie zostałem dobrze zrozumiany. Pozdrawiam

6

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

To wszystko nie tak...

Może zastanów się co było pierwsze: tamta kobieta, z którą tak sie zblizyłeś "duchowo", czy problemy w związku? Wiesz, fascynacja kimś innym, w Twoim przypadku inną kobietą, gdy we własnym związku dzieje się źle, nie ma czułości, seksu, porozumienia tylko niechęć - to nie jest trudne, wręcz to naturalna konsekwencja. Sam to przerabiałem, niestety kiedys tam... Jeśli jednak było w miarę wszystko ok, a Ty poznawszy tamtą kobietę (nawet bez konkretnych celów) zacząłeś się mimowolnie i nieświadomie odsuwać od żony, tworzyć mur - to inaczej ma się sprawa... Czy Twoja żona WIE o tamtej kobiecie? Czy nie jest tego świadoma? Wiesz, fakt, ze jet ktoś "trzeci" można wyczuć jesli ma się intuicję. Może Twoja zona wyczuła sytuację i stąd takie jej zachowanie?
Myślę, że jeśli lubisz "walkę do końca" i ZALEŻY Ci na własnej rodzinie, na dziecku - to powinieneś zerwać tamtą znajomość bezwzględnie, przestać marzyć, fantazjować o "nowym" życiu z kimś, kogo tak naprawdę nie znasz (nie znasz, znasz na tyle, na ile ten ktoś się Tobie pokazał) i konsekwentnie pochłonąć swój czas i myśli własną rodziną. Może żona to widząc zacznie inaczej Cie traktować, da Wam szansę, a Ty - wyciągnąwszy wnioski z tego (każdy jest tylko człowiekiem i moze pobłądzić, ale musi umieć uczyć się i wyciągać wnioski) - zaczniesz na nowo żyć w nowym/starym związku? Tego Ci życzę. Życzę też konsekwencji.

7

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Jak ja czytam coś takiego to aż nóż się w kieszeni otwiera. Czy wy naprawde nie umiecie najpierw zakonczyc jednej rzeczy a potem ze spokojem i czystym sumieniem zacząć coś nowego.. Po jaką cholere komplikujecie wszystko jeszcze bardziej? Tutaj rodzina którą bym chciał, ale zona nie bardzo. Tutaj kobieta którą też bym chciał, ale nie mogę...

8

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Tak, żona wie od lat, że wspierałem tą koleżankę. Nie ukrywałem tego, czasem wspominałem w domu o jej dylematach, bo miałem w tym względzie po prostu czyste sumienie. Na pewno ta sytuacja nie miała wpływu na pogorszenie się relacji z żoną z mojej strony, jak już wspominałem, jednak nie mam teraz 100% pewności czy nie miało to po części wpływu na zmianę nastawienia żony do mnie. Od dłuższego czasu zachowuje się tak, żeby maksymalnie zniechęcić mnie do siebie, jednak rzadko wypomina mi tą znajomość, czasem tylko ironizuje, żebym sobie gdzie indziej poszukał pocieszenia i spełnienia. Żona wykorzystuje każdą sytuację, fakt i moje potknięcia, żeby mnie atakować, ale z tej znajomości nie uczyniła argumentu do walki, więc wychodzę z założenia, że nie przywiązuje ona do tego zbyt dużej uwagi. Zna mnie i wie, że często pomagam innym ludziom, nie zbywam ich i chyba nauczyła się z tym żyć. Sama nie raz przyznaje, że ona nie potrzebuje funkcjonować w żadnym związku, chce spokoju, a nie użerania się z facetami, czasem mam wrażenie, że dojrzała/nie przemyślała dobrze decyzji o małżeństwie. I nie chodzi tu o związek ze mną, po prostu jest takim typem samotniczki i niezależnej kobiety.
Moniko. Rozumiem Twoje nastawienie, ale widzisz, ja tak naprawdę niczego nowego nie zacząłem. I z pewnością, mimo nieuchronności rozstania z żoną, dopóki to formalnie nie nastąpi, to nie zamierzam angażować się w nic nowego. Poza tym w tym drugim związku również trwa jeszcze małżeństwo. Nigdy świadomie nie zrobiłem nic, żeby próbować rozbijać jakikolwiek związek - mój czy tej przyjaciółki. Wręcz za każdym razem starałem się jej podpowiadać, żeby dała jeszcze szansę mężowi, starałem się pokazywać jej pozytywne tego aspekty, nawet jeśli ona tego nie zauważała. Ja przez lata byłem po prostu sobą, a to o czym wspomniałem wcześniej (uczucie) - przyszło samo i to właśnie jest powodem moich dylematów. Przepraszam za chaos, ale to wszystko dla mnie bardzo skomplikowane i nie potrafię odnaleźć się teraz w żadnej roli.

9

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

Tak, żona wie od lat, że wspierałem tą koleżankę. Nie ukrywałem tego, czasem wspominałem w domu o jej dylematach, bo miałem w tym względzie po prostu czyste sumienie. Na pewno ta sytuacja nie miała wpływu na pogorszenie się relacji z żoną z mojej strony, jak już wspominałem, jednak nie mam teraz 100% pewności czy nie miało to po części wpływu na zmianę nastawienia żony do mnie. Od dłuższego czasu zachowuje się tak, żeby maksymalnie zniechęcić mnie do siebie, jednak rzadko wypomina mi tą znajomość, czasem tylko ironizuje, żebym sobie gdzie indziej poszukał pocieszenia i spełnienia. Żona wykorzystuje każdą sytuację, fakt i moje potknięcia, żeby mnie atakować, ale z tej znajomości nie uczyniła argumentu do walki, więc wychodzę z założenia, że nie przywiązuje ona do tego zbyt dużej uwagi. Zna mnie i wie, że często pomagam innym ludziom, nie zbywam ich i chyba nauczyła się z tym żyć. Sama nie raz przyznaje, że ona nie potrzebuje funkcjonować w żadnym związku, chce spokoju, a nie użerania się z facetami, czasem mam wrażenie, że dojrzała/nie przemyślała dobrze decyzji o małżeństwie. I nie chodzi tu o związek ze mną, po prostu jest takim typem samotniczki i niezależnej kobiety.
Moniko. Rozumiem Twoje nastawienie, ale widzisz, ja tak naprawdę niczego nowego nie zacząłem. I z pewnością, mimo nieuchronności rozstania z żoną, dopóki to formalnie nie nastąpi, to nie zamierzam angażować się w nic nowego. Poza tym w tym drugim związku również trwa jeszcze małżeństwo. Nigdy świadomie nie zrobiłem nic, żeby próbować rozbijać jakikolwiek związek - mój czy tej przyjaciółki. Wręcz za każdym razem starałem się jej podpowiadać, żeby dała jeszcze szansę mężowi, starałem się pokazywać jej pozytywne tego aspekty, nawet jeśli
ona tego nie zauważała. Ja przez lata byłem po prostu sobą, a to o czym wspomniałem wcześniej (uczucie) - przyszło samo i to właśnie jest powodem moich dylematów. Przepraszam za chaos, ale to wszystko dla mnie bardzo skomplikowane i nie potrafię odnaleźć się teraz w żadnej roli.

Kochasz żonę,kochasz Kochankę..Facet zdecyduj się bo za bardzo nie wiesz czego chcesz...Zostawiasz sobie furtkę że jak w końcu dojdzie do rozwodu to pójdziesz do innej,ale nie pomyślałeś co będzie czuła ta druga jak nagle Ty z żoną się pogodzisz no i co wtedy?? Egoistycznie do tego podchodzisz.Jeszcze jedno skąd wieszże Twoja żona nie czuję się porzucona będąc z Tobą może z tamtą spędzasz więcej czasu niby jej pomagasz a Kobiety przeczuwają kiedy na ich pole wkracza konkurencja,każda Kobieta jest inna i jedno Ci to pokaże druga nie. Wątpie że chce rozwodu tylko przez zbieżność charakterów...Zastanów się czego chcesz!

10 Ostatnio edytowany przez dobraBaba (2014-01-06 22:07:02)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Może ja coś dopiszę w temacie a znam go od podszewki, na podstawie nie tylko własnych doświadczeń.
Piszesz że bardzo kochasz syna i chcesz dla niego jak najlepiej. Jeśli to prawda przemyśl wszystko raz jeszcze.
Zakończ ten wolontariat który uprawiasz na boku i porozmawiaj szczerze z żoną. Pamiętaj że gdy dojdzie do rozstania to zafundujesz chłopakowi poczucie zagubienia, odtrącenia i stresu z którym może sobie nie poradzić . On ma was teraz na codzień, nie żyjecie poprawnie ale jest i mama i tata.
Jeżeli widzisz szansę na uratowanie małżeństwa, zrób to bo przysięgam że nie masz pojęcia co Cię czeka.
Powiedzmy że zdecydujesz się odejść i co dalej? Myślisz że żona przyjmie to z "bananem" na twarzy? Nie sadzę. Jeśli kiedykolwiek zobaczy Cię z tą o której nawet jej mówiłeś, wyciągnie prosty wniosek "wiedziałam że mnie oszukał". Nie wiem jaką jest osobą ale może być tak, że zwyczajnie Cię znienawidzi.A dalej możesz się domyśleć.
Na pewno nie utrzymasz dobrych relacji z synem. Po za tym wchodzą w grę również dzieci tej drugiej kobiety.Nie masz pojęcia ile będzie musiało upłynąć czasu, żeby to wszystko ze soba pogodzić. Nie masz też gwarancji że poukłada Ci się tak jak sobie życzysz, bo wyobraź sobie że własnie dzieci i ich  nieprzewidywalne czasem zachowania mogą wpłynąć na rozpad kolejnego związku. Nie będziesz wówczas miał prawa ich winić, bo to dorośli fundują im sytuacje w których nie potrafią się odnaleźć.
Dzieci w takich sytuacjach zachowują się można pomyśleć irracjonalnie, prowokują, bywają zazdrosne robią wszystko by pozbyć się intruza w imię poczucia bezpieczeństwa a mają do tego prawo. Wchodząc w związek z osobą która ma własne dzieci, musisz pomnożyć swoje starania wielokrotnie.
Na to potrzeba końskiego zdrowia i świętej cierpliwości.
Lubisz rozpierduchy w życiu? To działaj.

11

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Czarnulo. Ależ ja wiem czego chcę. Chcę dawać szczęście i czuć satysfakcję z tego, że ktoś doceni moje zaangażowanie. Wtedy i ja będę szczęśliwy. Egoizm, to wada, która akurat mnie dotyczy chyba najmniej. Nie znam nikogo, kto byłby w stanie w takich warunkach w małżeństwie wytrwać tak długo jak ja, podnosić się po ciosach i nadal pracować dla dobra Rodziny z dużym zaangażowaniem, a nie olać wszystko i szukać radości życia. Nie mam też żadnej kochanki, co najwyżej obiekt westchnień, który być może kiedyś się dla mnie ucieleśni, a może też nigdy do tego nie dojdzie. Jeśli moje małżeństwo będzie trwało i żona nie zrobi żadnego szybkiego ruchu, to ja do rozwodu ręki nie przyłożę z powodów, o jakich już wspominałem wcześniej. I wówczas nikomu nic nie będę mieszał w życiu, nie będę sobie i komuś robił nadziei. Niczego również nie będę sztucznie przyspieszał. Gdyby jednak do tego doszło decyzją żony, to na pewno rozstanę się z nią w zgodzie, ale również i na jasnych zasadach, że nie będzie już powrotu do siebie. Będę dążył do szczęścia, ale nigdy czyimś kosztem, to dla mnie najważniejsze. Kto mnie zna, wie również, że można na mnie polegać i sam z zasady nie łamię danego słowa, więc nikomu z kim ewentualnie w przyszłości będę, nie zgotowałbym takiej sytuacji, że zostawiłbym go z własnej woli. Lubię dawać komfort pewności. Niezależnie co o mnie myślicie, to staram się postępować rozważnie i odpowiedzialnie czekając co przyniesie los. Każdy ma jakieś marzenia, zdaję sobie sprawę, że moje jest niepopularne wśród zranionych osób, których na tym forum pewnie nie brakuje. Marzenia biorą się stąd, że człowiek pragnie czegoś czego mu brakuje, to naturalne i nie marzę tu o milionie dolarów czy mistrzostwie świata w czymś-tam, ale chcę podstawowych wręcz potrzeb bliskości i miłości, których mogę chyba oczekiwać od żony... Nikogo jednak do niczego zmuszał nie będę, nigdy tego zresztą nie robiłem. I podkreślam raz jeszcze - do realizacji swoich marzeń nie przyłożę ręki, jeśli to miałoby kogoś skrzywdzić.

12

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Dobra Babo. Dobra kobieta z Ciebie smile. Dziękuję Ci za Twój merytoryczny wpis. Tak, syn jest dla mnie najważniejszy i dokładnie staram się przewidzieć rozwój naszych relacji w różnych scenariuszach, ale pewnie i tak nie zdołam. Boję się tego wszystkiego o czym piszesz, jestem tego świadomy, stąd też wynika po części moja bierność i trwanie. Dziękuję raz jeszcze. Wracam do myślenia nad tym wszystkim.

13

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

Czarnulo. Ależ ja wiem czego chcę. Chcę dawać szczęście i czuć satysfakcję z tego, że ktoś doceni moje zaangażowanie. Wtedy i ja będę szczęśliwy. Egoizm, to wada, która akurat mnie dotyczy chyba najmniej. Nie znam nikogo, kto byłby w stanie w takich warunkach w małżeństwie wytrwać tak długo jak ja, podnosić się po ciosach i nadal pracować dla dobra Rodziny z dużym zaangażowaniem, a nie olać wszystko i szukać radości życia. Nie mam też żadnej kochanki, co najwyżej obiekt westchnień, który być może kiedyś się dla mnie ucieleśni, a może też nigdy do tego nie dojdzie. Jeśli moje małżeństwo będzie trwało i żona nie zrobi żadnego szybkiego ruchu, to ja do rozwodu ręki nie przyłożę z powodów, o jakich już wspominałem wcześniej. I wówczas nikomu nic nie będę mieszał w życiu, nie będę sobie i komuś robił nadziei. Niczego również nie będę sztucznie przyspieszał. Gdyby jednak do tego doszło decyzją żony, to na pewno rozstanę się z nią w zgodzie, ale również i na jasnych zasadach, że nie będzie już powrotu do siebie. Będę dążył do szczęścia, ale nigdy czyimś kosztem, to dla mnie najważniejsze. Kto mnie zna, wie również, że można na mnie polegać i sam z zasady nie łamię danego słowa, więc nikomu z kim ewentualnie w przyszłości będę, nie zgotowałbym takiej sytuacji, że zostawiłbym go z własnej woli. Lubię dawać komfort pewności. Niezależnie co o mnie myślicie, to staram się postępować rozważnie i odpowiedzialnie czekając co przyniesie los. Każdy ma jakieś marzenia, zdaję sobie sprawę, że moje jest niepopularne wśród zranionych osób, których na tym forum pewnie nie brakuje. Marzenia biorą się stąd, że człowiek pragnie czegoś czego mu brakuje, to naturalne i nie marzę tu o milionie dolarów czy mistrzostwie świata w czymś-tam, ale chcę podstawowych wręcz potrzeb bliskości i miłości, których mogę chyba oczekiwać od żony... Nikogo jednak do niczego zmuszał nie będę, nigdy tego zresztą nie robiłem. I podkreślam raz jeszcze - do realizacji swoich marzeń nie przyłożę ręki, jeśli to miałoby kogoś skrzywdzić.

Czy ja dobrze zrozumiałam obiekt westchnień?? Jak można Kochac 2 osoby naraz? A co jeśli Twoj obiekt nie bedzie chcial z Toba byc tylkoz mezem jak juz nie bedziesz z zona,zapetlisz sie i popadniesz w nowe tarapaty...Kosztem dzieci

14

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Cóż, takie życie Czarnulo, wszystkiego nie przewidzisz, a ryzykować trzeba całe życie...

15

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Przyznam,że czytałam to co piszesz pare razy...Sytuacja jest bardzo trudna i tak naprawde chyba czego byś sie nie dotknął to możesz że tak powiem spierniczyć.. Bo to twoje małzeństwo to jest tak na przeczekanie..Najrozsadniej byłoby usiąść z żoną i spokojnie ,mądrze porozmawiać, o tym co dalej, jak to wszystko wygląda. Ale jak sie domyslam to chyba jest zbyt piękne żeby było prawdziwe.. Niestety ale przychylam sie tu do tego co napisała dobraBaba. Rady madrej chyba nikt tu nie udzieli.. Musisz sam podjąć decyzje.. Bo w takim zawieszeniu nie da sie długo zyć

16

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Dzięki za zrozumienie, Monika. Niestety, żona o żadnym pojednaniu słyszeć nawet nie chce, jest jak czołg - prze do przodu, do swojego celu. Przykre, że dziecko musi to oglądać i chłonąć. Ja też żadną oazą spokoju nie jestem i zdarza mi się wybuchnąć, bo beznadzieja tej sytuacji bardzo mnie przytłacza.
Mam informację od tej przyjaciółki, że zaczęło nagle dziać się tam dobrze, aż podejrzanie sielankowo. Mam swoje przemyślenia i przypuszczam, że to kolejna zasłona dymna ze strony jej męża, który wystraszył się dekonspiracji, bo determinacja tej dziewczyny w dojściu do prawdy zaczynała być dla niego sporym zagrożeniem. Postanowiłem nie mówić jej tego jednak, tylko sugerowałem cieszyć się zmianami, podać rękę i starać coś odbudować dla dobra dzieci. Wychodzę z założenia, że szczęścia zawsze w pierwszej kolejności szukać trzeba najbliżej siebie. Życzę jej naprawdę jak najlepiej, bo wiele wycierpiała i z pewnością ograniczę z nią teraz kontakt, żeby nie mieszać, jeśli faktycznie jest tam szansa na pojednanie. Cieszę się, że mogłem być dla niej oparciem w trudnych momentach i nie wykorzystałem jej słabości do realizacji własnych potrzeb. Ona tak naprawdę chyba nie do końca wie co ja czuję, bo nigdy otwarcie jej tego nie powiedziałem, głównie z powodu tego, że wiem, iż ona mimo wszystko kocha męża. Zresztą dowodzi to jej postawa wobec niego i dawanie kolejnej szansy. Gdybym ja miał na sumieniu tylko 10% tego co on, to wyleciałbym na zbity łeb już dawno ze swojego domu smile.
Do Czarnuli jeszcze. Co do zagrożenia związanego z ewentualnym pogodzeniem się z mężem w chwili kiedy my bylibyśmy ze sobą, to masz rację, to wydaje mi się bardzo realne (wspomnienie wielu wspólnych lat, na które przez pryzmat spokoju patrzy się już inaczej, wręcz nostalgicznie; dobro dzieci itd.), dlatego też jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na jakiś związek, to po nabraniu 100% pewności, że wypaliły się już jakiekolwiek dobre emocje, nadzieje i uczucia, które mogłyby doprowadzić do ponownego zejścia się dwójki dziś rozstających się ludzi.

17

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

Dzięki za zrozumienie, Monika. Niestety, żona o żadnym pojednaniu słyszeć nawet nie chce, jest jak czołg - prze do przodu, do swojego celu. Przykre, że dziecko musi to oglądać i chłonąć. Ja też żadną oazą spokoju nie jestem i zdarza mi się wybuchnąć, bo beznadzieja tej sytuacji bardzo mnie przytłacza.

Czy mógłbyś napisać o co tak naprawdę Twoja żonka ma do Ciebie pretensje? Powiedziała czemu powodujesz u niej takie reakcje? Czy jest osobą z rodzaju "niech sam się domyśli"?
Jeżeli jest tak jak piszesz że "prze do przodu" a celem jest rozwód to czemu tego nie zakończy? Sorry że sypię znakami zapytania ale połapać się w tym bardzo trudno.
Generalnie rzecz ujmując, za daleko w takim układzie nie zajdziecie. To tak jakby wam ktoś buciki z betonu zafundował. Ani w lewo ani na drzewo. Czekanie w nieskończoność aż samo coś tam, nic z tego, za dużo nagromadzi się napięcia.
Oj losie, współczuję waszej rodzinie. Może was oświeci i zdołacie wybrnąć z tej sytuacji jakoś tak po ludzku.
Ile lat ma wasz syn, jeśli wolno spytać?

18

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Zastanawia mnie tylko, dlaczego ten czołg w postaci żony (osobiście wolę stwierdzenie "beton") tylko gada i nic z tym nie robi, skoro jest jej aż tak bardzo źle?
Czy to aby nie tak, że wszelkie, obopólne zakładam próby zbudowania wartościowego związku spęłzły na niczym?
Czy to nie na zasadzie manifestacji, bo już inaczej nie da rady?
Osobiście uważam, że jeśli sytuacja między Wami jest "nienaprawialna", nie ma sensu tego ciągnąć dla dobra syna.
Dla dora syna NALEŻY wręcz sę rozstać, po ludzku jakoś (choć niekoniecznie, z tego co widzę, będzie to proste i przyjemne).

Jakby nie było ja ZAWSZE będę twierdzić, że kij ma dwa końce i jaki by ten drugi koniec nie był, musi być brany pod uwagę, by móc obraz tego czy owego ogarnąć w całości.

Spróbuj, oczywiście wyłącznie ze swojego punktu widzenia odpowiedzieć na pytanie: co żona ma Ci do zarzucenia?
Skąd pretensje?

I moje kolejne pytanie: Uważasz żedialog między Wami jest taki, jakim być powinien? Mówisz, że jesteś opoką przyjaciólki od lat kilku. Wspominałeś żonie, no bo nie masz nic do ukrycia?
Szczerze: byłeś/ jesteś taka opoką dla żony?
Potrafisz jej doradzić, wesprzeć na duchu tak, jak swoją przyjaciółkę?

Nie oceniam. Pytam, bom ciekawa, skąd i jak to wszystko?

19

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Faktycznie sam nie wiesz co ze soba zrobic .piszesz ze z zona jestes nieszczesliwy ale chcialbys dostac  od niej szanse .ona chyba wie co robi.teraz sie martwisz jak twoj syn zareaguje jak ty ulozysz sobie zycie z przyjaciolka no zapewne bedzie pelen euforii,a jej dzieci no oczywisre bierzesz kobiete to i jej dzieci.ale balagan w tych malzenstwach.wszyscy nieszczesliwi.pozamieniajcie sie swoimi polowkami i wszyscy bedziecie i tak stanowic jedna rodzine

20

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Dobra Babo i Nie Znająca Siebie. Nie mogę zaprzeczyć, że jakieś sygnały wcześniej od żony otrzymywałem. A to rzekomo chodziło o to, że wybrzydzam na jej obiady, że za dużo czasu spędzam przed komputerem, mam swoje wyjścia dla przyjemności, tematy osób, w tym kobiet, które wspierałem też się okazjonalnie pojawiały. Co do jej gotowania, to na początku może nieco przeszkadzały mi proporcje posiłków z przewagą prostych, mącznych jakichś dań nad mięsnymi, do jakich przywykłem w domu, ale na pewno nie robiłem z tego jakiegoś wielkiego ?halo?, bo generalnie jestem wszystko jedzący i szybko się adaptujący, w tym i do innego jedzenia. Teraz uważam, że była to taka przerysowana wymówka mojej żony, ponieważ ona nie cierpi gotować, po której padło hasło ? ?to teraz i Ty zacznij gotować?. Z racji tego, że lubię wyzwania, podjąłem się tego, uczyłem się samemu z internetu, eksperymentowałem i dziś kuchnia nie ma już dla mnie tajemnic. Od kilku lat zresztą w prawie każdy weekend gotuję tylko ja i to zawsze jakieś bardziej wyszukane rzeczy. Bardzo to polubiłem, a szczególnie lubię to robić dla kogoś, sam opędziłbym własne potrzeby jakąś kiełbasą z musztardą, bo nie chciałoby mi się tak dla siebie gotować. Pomijając kwestie jakości i czasochłonności przygotowywania jedzenia, które są na moją korzyść, to teraz każde z nas robi po 50% obiadów w tygodniu. To chyba uczciwe i nie powinna narzekać jak sądzę. Kwestia komputera. Tak, to chyba moja największa bolączka, ale głównie dla przyjemności siadam wieczorami i to bardziej dla zabicia czasu, którego żona nie chce mi poświęcać. Niedawno powiedziałem jej tak ? powiedzmy przez miesiąc nie otworzę w domu komputera w ogóle i znając siebie spokojnie bym wytrwał, ale daj coś z siebie, z mień swoje nastawienie. Na to, jak i na inne próby osiągnięcia kompromisu z mojej strony słyszę tylko nieśmiertelne ? ?Ty już swoją szansę miałeś?. Następny ?problem? ? pomaganie/wspieranie innych.  To chyba nic złego, jeśli robię to bezinteresownie, a taka jest prawda. Mam czyste sumienie, a jako ciekawostkę powiem, że jedyny raz w życiu dostałem od żony w twarz, za to, że niby za dużo rozmawiałem przez internet z kuzynką... Dobra, sprawa rzekomych wyjść dla przyjemności. Wyjść tzw. męskich z alkoholem itp. ? zero w moim wydaniu, no może ze 2 razy przez kilkunastoletni okres małżeństwa. Sport ? a i owszem, kocham to, wychował mnie, grałem we wszystko w młodości co się dało non-stop, a z racji świadomości zakończenie kawalerskiego życia diametralnie wszystko z własnej woli zmniejszyłem, tj. wychodzę w coś pograć dla przyjemności 1x w miesiącu + udziały w jakichś jednodniowych turniejach łącznie może z 10x w roku. To chyba nie tak wiele, tym bardziej, że ostatnio zabieram ze sobą coraz częściej syna, którego to cieszy. Do tego dodam jeszcze, że nie pije, nie palę i zacząłem samemu rozwiązywać różne techniczne tematy w domu, w tym remontowe, bardziej skomplikowane, chociaż mnie tego w domu nie nauczyli rodzice, co też mi żona wypominała.
Podsumowując artykułowane przez żonę ?problemy? - nie neguję tego, że to mogły być dla niej jakieś problemy, ale kaliber, realność tych spraw, jak i przede wszystkim naturalne małżeńskie dążenie do kompromisu, zrozumienia drugiej strony itp., powinny zmieść te ?problemiki? z powierzchni ziemi. Może to tylko subiektywne odczucie, nie wiem już. Tym bardziej, że ja wyciągałem i wyciągam rękę po zgodę, która notorycznie jest odtrącana ? i w przenośni i dosłownie.
Sprawa ?trwania? w tym związku. Ja trwam, bo czuję się odpowiedzialny za Rodzinę, to przysięgałem i wolę cierpieć, niż się poddać, a przede wszystkim szkoda mi syna, którego psychika to odczuje, który może powielić nasz błąd w przyszłości, bo młodzież teraz lubi działać na skróty, a już przez przykład rodziców będzie się czuł w ogóle usprawiedliwiony. Tak, znam też opinię, że lepiej się rozstać dla dobra dziecka, niż trzymać go w takiej atmosferze, ale ja po prostu do tego nie dojrzałem i nie wiem czy dojrzeję kiedykolwiek.
Co do żony, to jak już pisałem ? potrzeba wyizolowania się, nie przejmowania się ?fochami? i potrzebami męża, niezależność, własny kąt, no i oczywiście ?problemiki? ? to są jej przesłanki do rozstania. A trwa jeszcze tylko dlatego, że pewnie przygotowuje się pewnie technicznie, finansowo i organizacyjnie do odzyskania ?niepodległości?. Działa wyrafinowanie i bez emocji, ale konsekwentnie utwierdza mnie w przekonaniu bliskiego końca.

Czy byłem opoką dla żony? Byłem mocno zaangażowany, pewnie i mogłem robić więcej, na pewno jednak nie oferowałem więcej obcym, niż własnej rodzinie. Teraz, kiedy nie czuję się doceniany i sama atmosfera w domu temu nie sprzyja, na pewno nie jestem już tak mocno zaangażowany jak na początku, to oczywiste, ale i tak uważam, że jest ono jeszcze na bardzo wysokim poziomie, jak na całą tą sytuację.
A syn mój ma już 10 lat.
Przepraszam za przydługawy wywód.
Jeszcze do Myszki50. Słuchaj, przeczytaj uważnie, co piszę, bardzo proszę. Ja się rwę do żadnej przyjaciółki, trwam. Ten scenariusz biorę jedynie pod uwagę, jeżeli zostanę zostawiony i jeżeli u niej też się nie ułoży. Spełnienie jednoczesne obu tych warunków na razie jest niemożliwe, wręcz się oddaliło i nie robię z tego wielkiego zamętu, po prostu przyjmuję to do wiadomości i tyle.
Dziękuję wszystkim przy okazji za zainteresowanie się moim problemem, choć pewnie każdy z Was ma niemałe własne dylematy. Cieszę się, że mam się gdzieś komuś wygadać, bo nie miałem komu powiedzieć całej prawdy bez różnych tego konsekwencji.

21

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Aż westchnełam smile

22

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Czy ty do wszystkich kobiet mowisz BABO?no szok !ale powiem ci jedno ze czytajac twoje posty o czyms podobnym pomyslalam jak opisales teraz .tez pomyslalam o zwodzeniu z rozwodem o powodzie jaki moze miec .wydaje mi sie ze gdzies wczesniej sie pogubiliscie a sprzeczki to tylko wyrzutnia i pierdoly byly atutem do wkurzania sie wzajemnie.powiem ci szczerze moj maz poczatkowo probowal mi sie wtracac do kuchni wiec w ciagu  3 dni szybko znalezlismy rozwiazanie .szybko oddal mi patelke i garnki .dodam ze zmiany chcial wprowadzac po 25 latach bycia na mojej kuchni .ale to byl pierdol w porownaniu z twoim problemem .

23

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Myszko50. Ojej, nie, w życiu nie odzywam się tak do kobiet! Baba, to przecież jest jej nick. Cóż każdy ma jakieś problemy i dla jednych są one istotne, dla innych mogą wydawać się pierdołowate. To subiektywne.
Bardzo cenię sobie jednak opinie Was wszystkich, które wnikliwie czytam, żeby wyłapać ewentualnie coś, co może jednak przeoczyłem, coś co będzie jakąś szansą na pomyślne rozwiązanie. Dziękuję raz jeszcze!

24

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

Myszko50. Ojej, nie, w życiu nie odzywam się tak do kobiet! Baba, to przecież jest jej nick. Cóż każdy ma jakieś problemy i dla jednych są one istotne, dla innych mogą wydawać się pierdołowate. To subiektywne.
Bardzo cenię sobie jednak opinie Was wszystkich, które wnikliwie czytam, żeby wyłapać ewentualnie coś, co może jednak przeoczyłem, coś co będzie jakąś szansą na pomyślne rozwiązanie. Dziękuję raz jeszcze!

Nie zauwazylam tego nicka.starosc nie tadosc .
Powiem ci jedno ze peklo gdzies miedzy wami juz dosyc dawno i zaczelo sie nasilac i kazdy pierdol byl dobrym atutem do sprzeczki .
Mode sie mylic co do twojej osoby czy ty aby za duzy nacisk na dawales na idealne malzenstwo na bardzo dobrze i dokladnoe ?oukladny dom,na zbyt wielka krytyke zony ???
Moze nie na temat:ale jak facet naoglada sie przykladowo porno i tych wypacykowanych kobiet swiecacych tylkiem 24 godziny na dobe ,zakladajacych nogi na zyrandol ,i przyjmujacych tyle facetow ile ma otworow wlacznie z uszami i nosem to potem taka zonka wydaje sie byc kopciuszkiem nieudacznikiem w lozku.mysle ze zrozumiales oco mi chodzi .ty chciales miec zone dom taki jakiego nie miales i czy zbyt krytykancko nie zaczales zony traktowac .mogla poczuc sie zerem faktycznie zdolna tylko do urodzenia waszego kochanego dziecka.ale to tylko moje przypuszczenia .bo jezeli nikogo nowego nie ma twoja zona(faceta)to az dziwne zeby tak pierdyklo wszystko naraz .zeby Jej nastawienie bylo tak apatyczne do was obojga .pomysl moze przyczyna jest inna .czy czasem nie bylo z twojej strony ze jak powiesz czarne to ma byc czarne?ratuj porozmawiaj ale nigdy nie siedz z litosci .staraj sie moze nastawic pozytywnie

25

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Wiesz, ja naprawdę nigdy nie miałem jakichś dużych potrzeb i oczekiwań ze strony żony. Nigdy też nie miałem jakiegoś wyidealizowanego wizerunku i wzorca, w który chciałbym na siłę kogoś wkomponować. A już na pewno nie chciałbym nikogo równać do gwiazd porno, bo cenię i lubię naturalność, bardziej też zawsze ceniłem wnętrze człowieka, niż jakąś powierzchowność. Co do rządzenia, to akurat w domu wszystkie ważne decyzje zawsze miała żona, ja nigdy nie miałem takich ambicji w domu, wystarczy mi status decydenta w pracy. Pewnie wyniosłem to ze swojego rodzinnego domu, gdzie Mama kręciła wszystkim i wszystkimi. Przykro mi, że tak nadaję na żonę, wiem, że źle to może wyglądać, bo żeniłem się z własnej nieprzymuszonej woli i z prawdziwej miłości, poprzedzonej zresztą dość długim byciem razem i narzeczeństwem. Zmieniła się jednak diametralnie i mimo wszystko muszę poszukać winy chyba u siebie, bo nie posądzam ją o złą wolę ni z tego, ni z owego. Mam tylko żal, że często robi z igły widły i gasi zaangażowanie drobnymi potknięciami, np. nieważne jest, że jak pracuje, a ja spędzę dzień z synem, przypilnuję, zapewnię rozrywkę, nakarmię itd., to i tak utrąci to piłowaniem przez resztę dnia hasłami o nieodpowiedzialności spowodowanej jakimś brakiem głupich rękawiczek. Cóż, zobaczymy co przyniesie czas i dalsze rozmyślanie.

26

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

Wiesz, ja naprawdę nigdy nie miałem jakichś dużych potrzeb i oczekiwań ze strony żony. Nigdy też nie miałem jakiegoś wyidealizowanego wizerunku i wzorca, w który chciałbym na siłę kogoś wkomponować. A już na pewno nie chciałbym nikogo równać do gwiazd porno, bo cenię i lubię naturalność, bardziej też zawsze ceniłem wnętrze człowieka, niż jakąś powierzchowność. Co do rządzenia, to akurat w domu wszystkie ważne decyzje zawsze miała żona, ja nigdy nie miałem takich ambicji w domu, wystarczy mi status decydenta w pracy. Pewnie wyniosłem to ze swojego rodzinnego domu, gdzie Mama kręciła wszystkim i wszystkimi. Przykro mi, że tak nadaję na żonę, wiem, że źle to może wyglądać, bo żeniłem się z własnej nieprzymuszonej woli i z prawdziwej miłości, poprzedzonej zresztą dość długim byciem razem i narzeczeństwem. Zmieniła się jednak diametralnie i mimo wszystko muszę poszukać winy chyba u siebie, bo nie posądzam ją o złą wolę ni z tego, ni z owego. Mam tylko żal, że często robi z igły widły i gasi zaangażowanie drobnymi potknięciami, np. nieważne jest, że jak pracuje, a ja spędzę dzień z synem, przypilnuję, zapewnię rozrywkę, nakarmię itd., to i tak utrąci to piłowaniem przez resztę dnia hasłami o nieodpowiedzialności spowodowanej jakimś brakiem głupich rękawiczek. Cóż, zobaczymy co przyniesie czas i dalsze rozmyślanie.

Przykre nie sucerowalam ci nic tylko pytalam.naprawde porozmawiajcie tak od  serca .warto ratowac .macie dziecko .naklon zone do rozmowy

27

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Cyt.. Nie sądzę, że kryje się za tym ?ktoś?, to raczej kwestia wygody, niezależności, spokoju itp. ...No właśnie i czegóż wiecej potrzeba nieprawdaż? W domu facet który zawsze będzie,zajmie się tym,zajmie sie tamtym.Nie odejdzie,nie zdradzi bo pewnie ma takie zasady.. Wiesz mnie to troche tak pachnie wyładowywaniem sie na tobie,bo co bys nie zrobił będzie zawsze zle.. I teraz takie moje pytanie,na co Ty czekasz..Na cud? Ale wiesz jak to jest z tymi cudami.. Nawet gdyby przyjąć wersje ,że postawisz sprawe na ostrzu noza,posadzisz mocno żone na tyłku i powiesz jej ze jest tak i tak i że jeśli coś sie nie zmieni to ty sie wyprowadzisz,możesz usłyszeć ..."to sie pakuj" ..Druga wersja jest taka,ze moze pojawic sie ten "drugi" i żona zabierajac dziecko sie wyprowadzi (ewentualnie ty) Więc.... Jestem za poważną i konkretną rozmową z żoną,bez owijania w bawełne..Ja wiem,ze to boli.. Ale czy to co jest teraz to nie "ból" ...

28

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

I badz konsekwentny ona bedzie krzyczec ty tez krzycz pokaz zonoe ze oboje macie TAKIE SAME PRAWA W DOMU KTORY STWORZYLISCI.ja to bym chciala zeby wszyscy ludzie bylu szczesliwi .wiem wiem powiecie ze jestem nienormalna bo wtedy bylo by za pieknie .ja mam bardzobpoukladane zycie mam kochanego meza juz biedny tyle sie zemna meczy .w lutym bedzie 30 lat i nieraz jak mi mucha na nosie usiadzie to potrafie sie czepic u niego nawet do oddechu .a kudzie maja takie problemy.a najgorzej ze dzieci na tym wszystkim cierpia .

29

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Monika i Myszka. Gdyby rozmowa mogłaby to naprawić, to już byłoby po niej, naprawdę. Ja mógłbym pewnie za źdźbło choćby kompromisu pewnie dać z siebie jeszcze więcej. Nie mam też takiego charakteru, że ostro tupnąłbym nogą i postawił na swoim w domu, za miękki jestem. Każda próbę rozmowy ze swojej strony szybko kończę, jak tylko słyszę, jak od razu żona się nakręca i zmierza w jedną stronę. Rzeczowo, to żona chętnie podjęłaby rozmowę tylko na temat szczegółów rozejścia się, a na taką rozmowę gotowy nie jestem. Z tym "(...) to się pakuj", to trafiłaś w sedno, Monika - dokładnie tak by to wyglądało. Mam też wrażenie, że żona szuka jakichś haków na mnie, ostatnio wcześniej wróciliśmy z synem z gry, bo korków nie było i widziałem poprzestawiany notes z laptopa i sam laptop był zamknięty "na szybko". Udałem, że nic nie zauważyłem. Wcześniej niepokoiło ją co ja tak długo stukam na klawiaturze, pewnie myślała, że do koleżanki, a to tu na forum. Pewnie czeka aż podwinie mi się noga, nakryje mnie na czymś, doda sobie swoją ideologię do tego i będzie miała pretekst do wywalenia mnie i zachowania twarzy przed rodziną, która też mam wrażenie, że ją tonuje trochę i uspokaja. Tak sobie myślę, że łatwiej byłoby mi to wszystko znieść, gdybym został już przez nią zostawiony, gdyby syn powiedział, że tak będzie lepiej dla wszystkich, ale on jest na to jeszcze za mały i nie rozumie. Sam nie potrafię i nie chcę zrobić tego kroku. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumie, że walczyłem dla niego i też będzie walczył o swoją rodzinę (oby nie musiał).

30

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Dziwny charakter -co w niej drzemie?no tak majac haka poleci do sadu i rozwod z twojej winy .zainstaluj benjamina w laptopie bedziesz wiedziec co robila .czemu zycie ludzie tak sobie kreca?

31 Ostatnio edytowany przez l_ukrecja (2014-01-08 20:11:32)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

A ja tu widzę zazdrość, złość, gorycz ze strony żony.
Widzę zgorzkniałą i nieszczęśliwą kobietę. Kobietę, którą pokonał brak poczucia bycia jedyną dla swojego mężczyzny. Zrezygnowaną i samotną, która za tą swoją obojętnością, chowa ból. Może jest zbyt zraniona lub dumna, żeby o tym mówić wprost, a może już mówiła i uznała, że to nic nie da?
Rozmawiając z przyjaciółką/kami o swoich problemach stawiałeś mur pomiędzy sobą, a żoną nie dając jej szans na wyjaśnienia, bo TY wyjaśniłeś już to z kimś innym i nie chciałeś nawet słuchać...
Komputer czy inne wynalazki jakimi komunikujesz się z inną kobietą...wiesz czym jest intuicja? myślisz, ze masz aż tak głupią żonę? przecież to czuje się z kilometra!!! i za każdym razem kiedy słyszy sms, czy kiedy siadasz do komputera...ona odczuwa niechęć i utwierdza się w przekonaniu-to nie ma sensu.
Synek...piszesz, ze boisz sie o jego psychikę...jaki dajecie mu wzorzec obecnie?


I nie myśl, że Cię osądzam, nie...to tylko moja subiektywna opinia na podstawie własnych doświadczeń, a byłam kiedyś tam, gdzie dziś jest Twoja żona i byłam tam gdzie jesteś TY.

32 Ostatnio edytowany przez dobraBaba (2014-01-08 20:22:58)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
myszka50 napisał/a:

Czy ty do wszystkich kobiet mowisz BABO?.

behappy81 napisał/a:

Myszko50. Ojej, nie, w życiu nie odzywam się tak do kobiet! Baba, to przecież jest jej nick.

Ale się ubawiłam :-D..tejkytizi.
Wyobraźcie sobie że ten nick nie wziął się z powietrza.
"Bo ty, to taka dobra baba jesteś" - Tak powiedział do mnie kiedyś mój luby i był to dla mnie najpiękniejszy komplement.

Mocno zachwiany balans w związku spowodowany czepianiem się o szczegóły (w których diabeł lubi tkwić). Schemat stary ale widzę że nieustannie powielający się w związkach. Jeżeli piszesz szczerze to powiem krótko, ta kobieta robi jakąś łaskę że jest Twoją żoną, mimo to mieszkacie razem.
Aż taki desperat jesteś? Nie wiem czy powinnam to napisać ale co tam. Przestałam się dziwić że szukasz czegoś po za związkiem czego brakuje na codzień, coś w rodzaju substytutu. Ale widzisz jakie są zagrożenia, krew nie woda i o zaangażowanie nietrudno. Lepiej chyba zakończyć jeden rozdział solidną kropką a dopiero potem zacząć pisać kolejny.
Do niedawna poświęcałam się w moim życiu, ale nadszedł moment gdy zapytałam siebie co jest dla mnie najważniejsze? Wiesz do jakiego wniosku doszłam JA jestem dla siebie najważniejsza. Jak nie zacznę siebie szanować to nikt łącznie z dziećmi nie będzie tego robił w stosunku do mnie.
Więc teraz gdy podejmuję decyzje to najpierw myślę jaki wpływ będą miały one na mnie a dopiero potem o reszcie. Wiem że brzmi to egoistycznie ale widzę tego efekty. Zadowolona i spełniona kobieta to dobra matka, żona i kochanka.

33

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Jest tylko jedno rozwiązanie tej sytuacji: szczera rozmowa.
Nie to, że ona rzuci, że małeś woją szansę, a teraz spadaj.
Rzeczowo, spokojnie, oboje MACIE prawo wiedzieć co dalej.
W końcu jesteście małzęństwem, byliście najbliższymi sobie ludźmi.
Nie można zbywać zdawkowymi" "bo tak"....no tak się po prostu nie robi!!!

Nadal widzimy obraz Ciebie jako męża/ojca niemalże idealnego (no, może trochę marudziłem....hm...nie gra mi tu coś, choć nie wiem jeszcze co to jest; nie wnikam jednak....nie chodzi ot o żebyś się nam spowiadał....jeśli coś nie gra wcześniej czy później każdego dorwie  sumienie).

Wracając do meritum, bierz ją za dupę i rządaj rozmowy. Żadno z was nie może trwać w takim zawieszeniu.
I myślę sobie, że w momencie kiedy postawisz sprawę jasno, ona zmięknie i okaże się, że wcale o rozwód jej nie chodzi.

Pytanie tylko, czy nie jest już zbyt późno po prostu, bo Ty powoli wijesz sobie gniazdko gdzie indziej.
Myślisz, że sprawy z przyjaciółką potoczyłyby się inaczej, gdyby Twój związek był taki, jakim być powinien?

34 Ostatnio edytowany przez behappy81 (2014-01-09 00:46:18)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Lukrecjo. Dzięki za Twój głos i ciekawą analizę. Myślę, że może być w dużej mierze trafna, jednak nie do końca wszystko tłumaczy. Nie mniej skłania jednak do refleksji. Nadal jednak uważam, że nie jest do końca usprawiedliwieniem do nie podejmowania przez żonę próby naprawy sytuacji, poza tym dla niej jest po prostu jednym z kilku opisanych przeze mnie powodów, plus odmienne zainteresowania, o jakich zapomniałem wcześniej wspomnieć.
Dobra Babo. Tak, sądzę, że założenie, iż należy się szanować, bo nikt inny szanować Cię nie będzie jest słuszne i prawdziwe. Co do mojej szczerości w opisie sytuacji, to naprawdę staram się to wiernie oddać, ale wiadomo, że podświadomie niektóre rzeczy mogę nieco przerysowywać na swoją korzyść czy też widzieć coś jako czarne lub białe, a w rzeczywistości w ocenie kogoś z boku może to być szare. Przedstawiłem wszystko ze swojego punktu widzenia. Twoje rozwiązanie zakłada zakończenie, postawienie kropki. Widzisz, tego zrobić nie potrafię, ale teraz zaczynam się zastanawiać czego to może być efektem... Czy rzeczywiście wierzę, że to złe rozstrzygnięcie, szczególnie dla syna czy też sztucznie i zgodnie ze swoim charakterem nie chcę się poddać i doznać goryczy porażki... Tak czy siak muszę to przetrawić, ale nadal uważam, że pomoże mi w tym jakieś tąpnięcie niezależne ode mnie lub dojrzała rozmowa z synem.
Do Nie Znającej Siebie. Nie czuję klimatu do pozytywnego finału takiej rozmowy, a na razie pod stwierdzeniem "pozytywny" widzę tylko załagodzenie, a nie rozstanie. Stąd boję się do niej doprowadzać. Co do wicia gniazdka na boku, to nieprawda, przeczytaj moje wcześniejsze wypowiedzi, proszę. Natomiast ciekawe jest Twoje ostatnie pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie. Myślę jednak, że gdybym w moim małżeństwie miał to, czego pragnę, czyli docenienie, bliskość, zrozumienie dla pasji i miłość po prostu, to raczej nie doszłoby do takiej uczuciowej reakcji wobec przyjaciółki, ale uczciwe przyznaję, że nie wiem tego na 100%, ponieważ człowiek to taka istota, która rzadko jest zadowolona ze stanu posiadania i dążąca stale do tego by mieć więcej... Teraz mając niewiele, a właściwie nic, to i oczekuje niewiele,ale gdybym miał przysłowiowy milion dolarów, to nie wiem czy nie zechciałbym drugiego. Nigdy nie miałem szansy się przekonać, bo zwykle niewiele otrzymywałem i rozpieszczony nigdy nie byłem. Nauczyłem się żywić okruchami dobrych emocji, stąd niewiele więcej do szczęścia mi teraz potrzeba i raczej kieruję się zasadą, że lepsze jest wrogiem dobrego...

35

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

A gdyby z wami porozmawial ktos kto nie jest emocjonalnie zwiazany z ta sytuacja?nie pozwol tak przekreslic tego co was laczylo.czy nigdy nie uslyszales od zony w klotni co ja boli jak ona sie czuje czy nigdy nie mowiliscie sobie czego oczekujecie od siebie ???nie moge pojac zeby sobie powiedziec ze za rok sie rozchodzimy i tak biernie twoja zona czeka na miniecie roku.znajac mnie gdybym ja cos takiego uslyszala od swojego meza ze za rok on wezmie ze mna rozwod to nie zdazyl by tego mowic a od razu by wylecial za drzwi mimo wielkiej milosci i szacunku do siebie,mimo stazu jaki mamy za soba!po co mialby czekac rok .pokrzyzowalabym mezowi plany i z minuty na minute mialby to co chce.to w twojej sytuacji jest jak czekanie na wykonanie wyroku.szalu bym dostala bo niby dwie tak bliskie osoby jak wy a zarazem tak obce.moze jednak negocjator moze psycholog???.twoj czas leci i sam nie wiesz co tak bliska osoba knuje przez ten rok!!!

36

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

behappy81, bardzo podobni, Ty z żoną, do siebie jesteście. Podobne zachowania, podobne emocje, podobna gra. Od dość dawna tańczycie chocholi taniec, nie wychodząc z tego zaczarowanego kręgu. A skoro dalej w nim tkwicie, to znaczy, że oboje czerpiecie z tego spore korzyści. Tak, już czytam oczami wyobraźni kolejny Twój post, w którym zaprzeczać będziesz i po raz kolejny udowadniać, żeś aniołem, a ona potworem. Tymczasem żadna z tych etykietek nie odpowiada rzeczywistości.

Podstawową grę, jaką prowadzicie, to udowadnianie sobie nawzajem, jaka ta druga osoba jest wredną. Efektem tego jest dwoje (o synu nie wspomnę) nieszczęśliwych osób. Każda z tych osób manifestuje swoje nieszczęście. Każda z tych osób oszukuje, nie pokazując faktycznych uczuć, ucinając, czynione przez drugą, nieśmiałe próby nawiązania jakiegokolwiek kontaktu. Kłania się "Żuraw i czapla" Jana Brzechwy.

Możecie tkwić w tym stanie latami, bo związek oparty na nienawiści, złości i żalu jest bardzo trwałym. Możecie nie czynić, tak jak dotąd, żadnego kroku, by zakończyć (i nie myślę tutaj o rozwodzie) ten spektakl. Możecie dalej udowadniać sobie, jakimi skrzywdzonymi przez tę drugą osobami jesteście.

Możecie też, jeśli taką decyzję podejmie choć jedno z was, przerwać taniec, zakończyć grę, doprowadzić do bolesnej, szczerej rozmowy o was samych i faktycznych uczuciach przeżywanych przez was oboje, o wzajemnych rozczarowaniach i upokorzeniach, ale też o nadziejach i marzeniach.

Czego do tego potrzeba? Determinacji.
Jeśli Twym celem jest szczęśliwe życie z żoną, życzę Ci tej determinacji sporo. Jeśli Twym celem jest szczęśliwe życie z tą drugą kobietą, też determinacji Ci życzę. Ale najbardziej życzę Ci, byś przestał się oszukiwać, bo i tak znasz prawdę. Swoją prawdę.

37

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Zgadzam sie tu z myszką w 100% a nwet bym powiedziała w 200%.. Moja reakcja na takie oswiadczenie twojej zony byłaby identyczna..A dodając tak całkiem od siebie.. Ja byłam w bardzo podobnej sytuacji do ciebie.Mam córke w wieku twojego syna. I wiem co oznacza "dobro dziecka".Wiem kiedy robi sie wszystko ze wzgledu na dzieci i jaki potem może byc tego efekt.Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe ale dzieci bardzo duzo widzą i czują.Dziecko widzi kiedy bliskie mu osoby,ba najblizsze mijają sie koło siebie,kiedy nie ma dotyku,czułosci,miłych gestów miedzy wami,słyszy sprzeczki,spojrzenia tak niby pewnie ukrywane przed nim..

38

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
Monika7676 napisał/a:

Zgadzam sie tu z myszką w 100% a nwet bym powiedziała w 200%.. Moja reakcja na takie oswiadczenie twojej zony byłaby identyczna..A dodając tak całkiem od siebie.. Ja byłam w bardzo podobnej sytuacji do ciebie.Mam córke w wieku twojego syna. I wiem co oznacza "dobro dziecka".Wiem kiedy robi sie wszystko ze wzgledu na dzieci i jaki potem może byc tego efekt.Nie wiem czy zdajesz sobie sprawe ale dzieci bardzo duzo widzą i czują.Dziecko widzi kiedy bliskie mu osoby,ba najblizsze mijają sie koło siebie,kiedy nie ma dotyku,czułosci,miłych gestów miedzy wami,słyszy sprzeczki,spojrzenia tak niby pewnie ukrywane przed nim..

juz sama nie wiem badz facetem i zrob to dla tego dzieciaka ktory w takich sytuacjach jest jak mebel,mial dwoje rodzicow i nagle zostaje jeden .czesto dzieci wine biora na siebie ze to przez nich ta sytuacja .usadz zone na czterech literach i niech czysto i klarownie powie oco jej biega .co zrobic by powrocilo to co bylo i gdzies zniknelo.my widzimy tylko twoj punkt widzenia bo ty udales sie na forum bo niemdawales sobie ztym problemem rady .twojej zony tu nie ma ani podobnej sytuacji zeby myslec ze to ona .czemu jej nie ma bo TO ONA JEST INICJATOREM TEGO CYRKU I TU WIELKOROPEK BYM POLEMIZOWALA TROCHE .kobiety tez maja zamuszami i sa przebiegle a co jeszcze sa dobrymi manipulantkami jesli chodzi o dzieci .duzo sie czyta i slyszy i widzi na ten temat .faceci nie bez winy ale mniej blyskotliwi .powiedzmy to sobie szczerze .
A czy probowales do swojej hrabiny dotrzec po przez jej rodzicow???
Co bedzie jezeli ona nie ustapi????rozwod alimenty?!?!?

39

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Wiem, że rzeczywistość nie jest czarno-biała. Napisałam, że etykietki anioła i wrednej są krzywdzące dla obojga, bo ani on aniołem, ani ona potworem. Że kobiety mają często "za uszami"? To prawda. Taka sama, jak to, że "za uszami" mają też mężczyźni. Że kobiety manipulują? Owszem. Mężczyźni również. Co do błyskotliwości... nie wiem, kto jest bardziej i czy błyskotliwość zależna jest od płci. Moim zdaniem, nie jest.

Wiem, że łatwo zabrnąć w uliczkę "ona winna", albo "on winien". A w naprawie związku o udowadnianie winy chodzi? O prokuratorskie śledztwo "kto zaczął"? I czy ten wątek jest prośbą o wsparcie w uczynieniu małżeństwa szczęśliwym, czy też prośbą o błogosławieństwo w tworzeniu związku z nową kobietą?

40 Ostatnio edytowany przez behappy81 (2014-01-09 13:39:18)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Bardzo doceniam Wasze zaangażowanie w temat i chęć pomocy. Pomysł z psychologiem już proponowałem żonie i usłyszałem ? ?Po co?! Ty już swoją szansę miałeś?. Jakiś rok temu byliśmy u psychologa, ale to tylko w temacie syna, oczywiście pewne tematy naszych relacji ujrzały tam światło dzienne, ale nie one były przedmiotem, na jakich skupił się ten specjalista. Nigdy nie było moją intencją robienie z siebie anioła, ani też potwora z żony! Powiedziałem już nie raz, że staram się wiernie oddać stan faktyczny, a że wygląda on tak jak wygląda ? czyli zero kompromisowości ze strony żony i starania ciągłe ze strony mojej ? to już nie jest moja wina... Nie będę na siłę przeinaczał, tj. dodawał plusów żonie i odejmował sobie, żeby dla kogoś prawda okazała się bardziej wiarygodna i mógł mój przypadek zaszufladkować sobie pod problemem nr 1451 podając na tacy gotową diagnozę i rozwiązanie. Nie zaprzeczyłem jednak, że to mój punkt widzenia i oczywiście w tym wszystkim może być więcej szarości, niż tylko czerni czy bieli. Zgłosiłem się tutaj, bo nie mam do kogo i nie potrafię poradzić sobie z problemem, na rozwiązaniu którego bardzo mi zależy, więc oczekując dobrych propozycji z Waszej strony nie podaję fałszywych danych, to chyba zrozumiałe. Nie chcę też na siłę uczynić żony winnej tej sytuacji, wręcz chciałbym zrozumieć tutaj swoją winę by wziąć ją ewentualnie na siebie. I jeszcze jedno, Wielokropku, strzał w ?10? z Twoim ostatnim pytaniem, mianowicie: ?I czy ten wątek jest prośbą o wsparcie w uczynieniu małżeństwa szczęśliwym, czy też prośbą o błogosławieństwo w tworzeniu związku z nową kobietą??. Powiem szczerze, że pewnie nie do końca dobrałem trafnie tytuł tematu po opowiedzeniu swojej historii, ale do końca nie wypieram się go. Jak zauważyłem temat ten bardzo ewoluuje, trwają poszukiwania prawdy, diagnozy, tworzone są nowe analizy sytuacji, które biorą pod uwagę kolejne zmienne, czynniki i płaszczyzny. Tak samo zmienia się moje myślenie, również ewoluuje. Faktycznie, przyznaję, na początku nastawiony byłem na myślenie już o nowym związku, bo miałem świadomość wyczerpania się już jakichkolwiek form dotarcia do żony i wpływu na zmianę jej decyzji, ale dzięki większości z Was, zacząłem patrzeć na to wszystko z innej perspektywy.
Moniko. Dziecko widzi wszystko i na pewno już ma spaczony obraz małżeństwa. Śpimy po przeciwnym stronach łóżka (jak tylko próbuję zmienić pozycję, to zaraz dostaję strzała J ), dotyk stale jest odtrącany i coraz mniej hamulców w słowach ze strony żony. Tak, zaraz Wielokropek wyskoczy, że znowu robię winną z żony, ale co ja mam innego napisać?! Ja tego nie robię.
Moniko. Widzisz, konsekwencją decyzji o rozstaniu, niezależnie od tego kto by ją podjął są też kwestie techniczne, tj. gdzie mieszkać, jak podzielić finanse itp. sprawy. Mieszkanie kupowaliśmy w narzeczeństwie za wspólne pieniądze (po równo), ale jest ono na żonę. Bardzo zabolało mnie kiedyś jak powiedziała, że wylecę, bo i tak mieszkanie nie jest moje. Ja mam gdzieś przepisane mieszkanie, ale dopiero po śmierci Babci (niech żyje jak najdłużej). Mimo wszystko do głowy by mi nawet nie przyszło, żeby próbować zabierać jej mieszkanie, żądać połowy, bo muszę zadbać też o syna, który na pewno zostanie z nią, jęśli do rozstania dojdzie. Nie będę walczył o to, żeby był ze mną, żeby zaspokoić własne ego i ambicje, ponieważ na pewno żona jest dla niego lepszą matką, niż ja ojcem. Co do finansów. Ja najgorzej nie zarabiam, coś tam jeszcze na boku potrafię dorobić, ale nie ma co ukrywać, że na usamodzielnienie by mi od razu nie starczyło, przy założeniu, że nawet bez żadnych wyroków sądowych, z własnej woli dawałbym dla syna większość pieniędzy po odliczeniu jakichś swoich stałych kosztów, bo jego trzeba wychować, wyszkolić, ma kilka zajęć dodatkowych, obozy itd. Żona ma własną działalność i generalnie perspektywę zintensyfikowania zarobków ma większą (już zaobserwowałem, że jeździ do klientów jak szalona, częściej i na pewno ma z tego więcej pieniędzy, niż dotychczas, ile nie wiem, bo ma firmowe konto). Myślę, że przygotowuje się tym samym do uniezależnienia.

Jeśli o rodziców chodzi. Ojciec żony odszedł jak była mała, chowała się z Mamą, siostrą i babcią (w tym też upatrywałem przyzwyczajenie, wpojenie radzenia sobie bez mężczyzny). Teściowa to dobra kobieta i złego słowa o niej powiedzieć nie mogę. Zawsze chce łagodzić, nie raz napominała żonę do zrozumienia, cierpliwości, kompromisu i zgody, ale reakcji zwrotnej, oprócz uśmieszku żony, nie było. Teściowa widzę, że za bardzo wtrącać się nie chce, pewnie rozmawia z żoną bez mojej wiedzy. Tak, myślę, że na pewno z nią o tym porozmawiam, ale wiem też, że skutek jej przełożenia na żonę będzie niewielki. Z moimi Rodzicami jest kłopot. Dopiero w tą wigilię, po prawie 3,5 roku nawiązaliśmy normalny, pojednawczy kontakt. Moją decyzją został on wcześniej zerwany, ponieważ moja Mama obraziła żonę i stanąłem w jej obronie (nie było to zresztą pierwszy raz). Bardzo kocham Tatę, jestem bardzo do niego podobny, ale on dla świętego spokoju w domu i z lojalności do Mamy, obrał jej stronę. Poświęciłem relacje z nimi dla honoru żony. Synowi nie zakazałem z nimi kontaktu, ani im również, ale nie potrafili się unieść ponad animozje i utrzymywać z nim normalny kontakt. To też bardzo mnie bolało. Kilka tygodni temu nastąpił przełom, moja Mama, o co bym jej nie podejrzewał, listownie przeprosiła moją żonę, czyli zrobiła to, czego od niej oczekiwałem, od czego uzależniałem powrót do normalności. Gdyby tego nie było, to nawet po rozstaniu z żoną nie złamałbym się i chyba z 2 lata temu w liście do Mamy jej to napisałem. Piszę o tym dlatego, że dojście moich Rodziców do żony także jest niemożliwe, bo niby teraz jest ok., ale jednak nie byli w temacie przez lata i dawnego podejścia do siebie wzajemnego pewnie już nie doświadczymy jak dawniej.
Napiszę jeszcze jedno, bo być może nieco tragiczny obraz przedstawiłem, sytuacji, w której nie da się żyć i funkcjonować w ogóle. Powiem tak, jak ja odstawię emocje na bok, robię swoje, cieszy mnie to w jakimś stopniu, żona też spokojniejsza, ?że się w domu dzieje?, to nie jest tak tragicznie. Pochwały na pewno nie dostane, ani też o jotę zmiany nastawienia z jej strony, ale jest spokój i jakoś tak normalniej. Jednak jak tylko zacznę myśleć, tęsknić za bliskością, żebrać o dotyk, to czuję się tak upokorzony, że coś we mnie pęka i uaktywnia się cały ten mechanizm beznadziei.

41 Ostatnio edytowany przez dobraBaba (2014-01-09 20:21:20)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Tylko nam się tu nie rozpłacz czasem ;-) przepraszam że to piszę ale to statnie zdanie jakoś tak dramatycznie zabrzmiało.
Mówią, że jak nie wiadomo o co chodzi to pewnie chodzi o pieniądze. Może coś w tym jest. Znam żywy przykład kobiety która w imię dóbr materialnych wsparta głosem swojej mamusi, rozwaliła swoje małżeństwo. Gdybyś ją zapytał czy poczuwa się do odpowiedzialności to usłyszałbyś - "Ja jestem bez zarzutów, to on jest zły i na pewno nigdy nie kochał ani mnie ani naszych dzieci". Ciekawa jestem, jak ona doszła do takiego wniosku skoro wiem że jej mąż był dla rodziny całym sercem, np. zaoszczędzone (spore)pieniądze przekazał teściowi nazakup ziemi, bo planował wybudować dom w którym mieli zamieszkać wszyscy razem. To tylko jeden z przykładów tego, jakie miał intencje wobec rodziny. Niektórym jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia i ciągle mało. Historia skończyła się nagłym rozejściem po kolejnej kłótni, bo ona znówu chciała decydować za niego. Wyszedł jak stał, potem zabrał tylko parę swoich rzeczy.
Takie czy podobne przykłady mamy wokół siebie. Ja to już zaczynam odliczać na palcach jednej ręki małżeństwa które są razem, wsród moich znajomych.
Chciałabym dodać coś w sprawie Twojego syna. Jakoś tak nie wydaje mi się że poważna rozmowa złagodzi jego lęk przed tym czego do końca nie rozumie. Chyba łatwiej mu będzie gdy zobaczy rodziców rozchodzących się w zgodzie (jeśli już). Może zacznij rozmowę żoną w kontekście syna. Jak ona to sobie wyobraża.Jak postępować by go nie ranić.

42

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

To nie jest zalezale ze ona wychowywala sie bez ojca wy jestescie juz ze soba dosyc dlugo.Usadz swoja ksiezniczke na tylku i porozmawiaj z nia .

43

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Dobra (...) - już nie napiszę Babo, bo po ostatnim reprymendzie jakoś tak nieswojo się czuję, brrr smile. Nie, spokojnie, nie jest aż tak źle. Ostatnio płakałem z 5 lat temu na bajce ?Cars?. Ale z pewnością lekko dobijająca jest ta bezsilność w korelacji z upływającym czasem. Na pewno zaobserwowałem w ostatnich latach taki materializm u żony, niby skryty tylko pod dążeniem do poprawy komfortu życia, ale jednak częściej, niż kiedykolwiek pobrzmiewa u niej taka "nutka finansowa". Nie wiem, jakie są jej prawdziwe zamiary, ale zmieniła się bardzo (ja pewnie w jej ocenie także, chociaż mnie wydaje się, że nie tak bardzo), jeszcze z 3 lata wstecz wiem, ze by mnie np. nie zdradziła i rękę bym dał sobie za taka  pewność uciąć, teraz już nie. Kiedyś mi powiedziała, że nie szuka nikogo, a jakby znalazła, to by mi po prostu powiedziała.
Myszko50. Co do rozmowy, to z powodów wcześniej opisanych po prostu się jej boję. Musze pomyśleć jak poprawić ogólny klimat w domu na trochę dłużej i wtedy ewentualnie zaatakować rozmową. Pewnie jakbym wygrał ?6? w totka, to humor by się żonie znaaaacznie poprawił i nie byłoby z niczym problemu. Gram, wiec szansa na to zawsze jest wink.
Dobra, gaszę komputer, żeby się nie narażać smile. Pozdrawiam Was!

44

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Mam już dość! Starałem się w ostatnim czasie w domu tak, żeby ?kupić? trochę spokoju i ustabilizować lepszą atmosferę, ale napięcie ze strony żony ciągle wyczuwałem, mimo, że skrywane pod względną ciszą. W piątek wieczorem, rzucając tylko nazwę miasta, nic więcej nie powiedziała i wyjechała na parę godzin. Dzisiaj przed południem wyciągnąłem z zamrażarki mięso na obiad, ale po pół godzinie powiedziała, że mam tylko dla siebie coś zrobić, bo ona z zrobi coś dla siebie i dziecka. Na pytanie o powody powiedziała ?bo tak?. Jak zapytałem dlaczego w takim razie jadła przygotowane przeze mnie śniadanie ? usłyszałem ?bo taki miałam kaprys?...  Wkurzyłem się mocno, nie wytrzymałem już i powiedziałem jej z bezsilności coś obraźliwego. Powiedziałem, że jadę do Castoramy i wyszedłem. Wróciłem po 20 minutach i usłyszałem: ?Coś szybko jesteś, ?Bebiko i pieluchy kupione??. To była aluzja do tej koleżanki, która ma malutkie dziecko. Wróciłem szybko, bo podjechałem jednak do bliższego Praktikera, na szczęście nie wyrzuciłem paragonu i rzuciłem go pod jej nogi. Rano umawiałem się smsem z klientką na jutrzejsze lekcje i odpisywałem krótko koledze na gg. Żona pewnie myślała, że kontaktowałem się z tą koleżanką i dorobiła sobie całą historyjkę. Szok. Poszedłem do łazienki skończyć wreszcie robić taką skomplikowaną maskownicę na wodomierze, co ciągnie mi się już jakiś czas i o samej kawie w parę godzin wszystko skończyłem. Obiadu oczywiście dla mnie nie było, a jak zacząłem sobie sam przygotowywać, to znów pretensje, że ?zaczynam smrodzić?. Nic się już nie odezwałem.
Coś we mnie pękło. Chodzę cały nabuzowany. Postanowiłem, że nie mogę się tak dawać traktować. Zaczynam pracę nad uniezależnianiem się, zacznę coś dorabiać na boku i odkładać sobie, może pewne decyzje będzie kiedyś łatwiej mi podjąć, a przynajmniej będę już po części przygotowany na to, co przesądzone. Kur...
A na marginesie, całkowita cisza z mojej strony wobec tej koleżanki ją zaniepokoiła i domyśliła się powodu, że nie chciałem jej mieszać, co ją trochę rozzłościło. Muszę jakoś inaczej, stopniowo to wyciszać dla niepoznaki. Ale tak jak przypuszczałem ? jej mąż powoli już obniża loty i wszystko wraca do normy, czyli starego dziadostwa.
Marzy mi się teraz zostawić to wszystko, wyjechać sobie samemu do jakiejś chatki w Bieszczady, rąbać drzewo, palić sobie w kominku, odpocząć, złapać dystans do wszystkiego i lepszą perspektywę, ech.

45

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

A moze naprawde już czas walnać porządnie w stół...? Miałam już wczesniej zasugerowac abys zaczał myśleć o sobie i jednak brał taką ewentulnosc jak rozstanie i przygotował sie na nią, mam tu na myśli sprawy finansowe.. Ale pomysł z wyjazdem jest dobry, powiedziałabym nwet wskazany. Jakiś samotny weekend żeby to wszystko na chłodno przemyślec, podjąć decyzje i trzymać sie jej.. Jak widzisz nie da sie żyć w ten sposób, a to twoje "kupowanie" spokoju to takie ech sad

46

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
behappy81 napisał/a:

Wróciłem po 20 minutach i usłyszałem: ?Coś szybko jesteś, ?Bebiko i pieluchy kupione??. To była aluzja do tej koleżanki, która ma malutkie dziecko.

Sam widzisz, tu tkwi zadra. Tylko czas pokaże jak głęboko.

behappy81 napisał/a:

Marzy mi się teraz zostawić to wszystko, wyjechać sobie samemu do jakiejś chatki w Bieszczady, rąbać drzewo, palić sobie w kominku, odpocząć, złapać dystans do wszystkiego i lepszą perspektywę, ech.

http://www.youtube.com/watch?v=KxqcEVbVDGs

47

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Moniko. Dokładnie, nie ma co się łudzić, bo widzę, że stale będę już na cenzurowanym, ciągle będzie szukanie dziury w całym, zniechęcanie i spychanie w dół urwiska. Muszę się z tym liczyć i być na to przygotowanym, bo i tak pewne sprawy rozegrają się bez mojego przyzwolenia i świadomości. Co do wyjazdu jednak, to chyba pozostanie on wyłącznie w kręgu marzeń, bo tym dałbym już pretekst totalny i po powrocie musiał szukać swoich rzeczy na śmietniku smile. Nigdy nie zdarzyło mi się tak sobie gdzieś samemu wyjechać na takie spokojne rozważania, a szkoda.
DobraBabo. Taaa, zadra. To chyba tylko taki pretekst i "widzimisię", ale oczywiście ma prawo rozbudować to sobie do niezbędnych rozmiarów, przywiązać do mojego sumienia i zatopić w bezkresie beznadziei i winy. Czuję się tak, jakbym ukradł komuś 1 grosz i ponosił za to najsurowsze konsekwencje. Bo fakt pozostaje faktem - ukradłem. Tak to jest jak człowiek nie zaangażuje się w coś w 100%, przez jakiś czas żyje się ułudą, że da się to pogodzić, bo nie robi się nic złego, ale w takich sytuacjach nie ma kompromisu. I traci się wszystko. Nic, trzeba to wziąć na klatę i wieść samotne życie. Najgorsze, że nie będę miał się dla kogoś poświęcać, to było dla mnie esencją życia i sensem tego, że się kocha. Zostanie jeszcze syn, to ważne.
Heh, co do linku, to faktycznie oddaje głębszy sens problemu, choć ja raczej jestem muzycznym zwolennikiem mocnego uderzenia, które stosuję nawet do wyciszania się smile.
Dziękuję Wam.

48

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Mam nadzieje,że w końcu będzie lepiej.Tego Ci życze.Trzymaj sie cieplutko smile

49

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

W głowie tak, w sercu nie. Dzięki, Monika!

50 Ostatnio edytowany przez dobraBaba (2014-01-17 02:50:11)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

A ja mam nadzieję że weźmiesz sprawy w swoje ręce i zacznieszniesz decydować chyba, że masz dobry sprzęt do wspinaczki jak już legniesz na dnie urwiska.
Ja wiem że asekuracja ratuje czasem tyłek tylko to nie jest sposób na życie. Masz syna, to chyba najważniejszy powód aby stanąć twardo na nogi i nie dawać sobą pomiatać. Jesteś dla niego wzorem i kiedyś zacznie Cię naśladować. Fajnie byłoby przekazać chłopakowi wskazówki jak radzić sobie w życiu aby nie popełniał podobnych błędów. Dlatego nie myśl że nie masz się dla kogo poświęcać, Twoim celem jest syn. Jego przyszłość tworzy się tu i teraz.
A co do Soyki, nie jestem jego fanką ale tekst który zaśpiewał towarzyszył mi w momencie, w którym nie wierzyłam że można zapomnieć i ze spokojną głową zacząć od nowa. Wszystko jest kwestią czasu. Byle go nie marnować.
Ja wyciszam się raczej przy tym http://www.youtube.com/watch?v=1xDUg7phwC4 Głos Davida działa na moją duszę jak cudowny balsam :-)

51

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

DobraBabo. Wiesz, nigdy moją ambicją nie było ratowanie swojego tyłka, a asekuracja w działaniu wynikała tylko i wyłącznie z troski o przyszłość małżeństwa i dziecka. W tym co piszesz o byciu wzorcem dla syna masz sporo racji, ale, widzisz - akurat wg mnie bycie mężczyzną nie zawsze oznacza, że trzeba walczyć za wszelką cenę, tupać  czy decydować. A już na pewno nie w delikatnych relacjach rodzinnych. Nie czułbym się mężczyzną gdybym nie walczył o Dom, mocno konfrontował się z żoną, odgrażał i w ogóle byłbym wiedziony chęcią postawienia na swoim niezależnie od błędów, jaki i ja popełniłem. I świadomie chciałbym, żeby właśnie syn w takich specyficznych sytuacjach zachowywał się podobnie. Co innego jeśli chodzi o sytuacje poza rodzinne. W nich naprawdę nie daję sobie w kaszę dmuchać i zawsze walczę o swoje, nie odpuszczam. W sporcie tak samo - tutaj mimo upływających lat jestem mega-zadzior i zawsze walczę do końca by wygrać za wszelką cenę, ale także zawsze w poszanowaniu zasad fair play. Raz nawet zagrałem z sukcesem w turnieju z pękniętą stopą smile. I o tym wszystkim syn wie, widzi to i mam nadzieję, że jego dziecięca percepcja również potrafi ocenić zachowania ojca i rozróżnić je w zależności od sytuacji i otoczenia.
Co do obecnej sytuacji u mnie, to robi się ciekawie. Żona od tygodnia, jeśli gotuje, to pomija mnie całkowicie, dodatkowo przestała wrzucać do pralki moje rzeczy smile. A ja jak gdyby nigdy nic, przychodzę po pracy robię sobie coś na szybko, nie pytam, nie artykułuję żadnych pretensji. Pranie też sobie niebawem zaplanuję. A na przekór, żeby pokazać klasę, wróciłem wczoraj nieco szybciej z pracy, zrobiłem coś na szybko dla syna i zacząłem gonić z dwudaniowym obiadem specjalnie dla żony, która miała wrócić z pracy późnym wieczorem. Ledwo skończyłem, to zabrałem się pograć z Młodym, a obiad wyłożyłem na talerze i postawiłem ze sztućcami na stole, nie przejmując się, że wystygnie (jest mikrofala, więc to nie problem). Jak wróciliśmy, to jeszcze nie zjadła (później tylko zupę), ale i tak wiem, że było jej głupio smile. Później zapytała się czy wrzucić mi jeansy do pralki, bo akurat puszczała... wink. Zaczęło mnie to wszystko już bawić, a ze swoim losem jestem już pogodzony.
No widzisz, to dobrą muzyczkę już mamy (ciekawa ta Twoja propozycja, dojrzała muzyka, domyślam się, że może działać  na Ciebie kojąco), a "marzenie" o kilkugodzinnym rąbaniu drewna też udało mi się dziś zmaterializować u rodziców, do których wybrałem się z synem. Nawet pomógł mi ten mały leniuszek smile.
Co do koleżanki, to staram się już z planowanym umiarem w częstotliwości i powierzchownością utrzymywać z nią kontakt. Mimo, że czuję co innego, to szanuję podjęte przez nich działania na rzecz pojednania, mimo, że ona w to już nie wierzy. Rozumiem ją, bo brak zaufania i pewności w najbliższej nawet przyszłości może być deprymujące i nie nastraja do budowania niczego. Cóż, co ma być, to będzie, nie czuję już wewnętrznej presji ułożenia sobie jakoś życia w najbliższej przyszłości, los i czas wskażą właściwą drogę, a ja robię swoje. Jak sobie tak dokładnie wszystko przemyślałem, to zdałem też sobie sprawę z tego, że w relacjach z nią nie szanowałem się, będąc zaślepiony potrzebą kontaktu z bratnią, życzliwą duszą, od której mógłbym dostać choć namiastkę dobrych emocji, jakich zaczęło brakować w moim małżeństwie. Byłem na każde zawołanie, ale w sumie moje potrzeby czy dążenia do utrzymywania przyjacielskich relacji nie tylko na niwie wirtualnej, były w większości zlewane, a jeśli już dochodziło do jakiegoś spotkania, to zawsze z mojej inicjatywy, w biegu i przy okazji czegoś. Nigdy nie byłem natrętny i nie chciałem zmieniać tego na siłę i wbrew drugiej stronie. Smutne to, ale do takiego wniosku doszedłem. Co do zaczęcia od nowa, to raczej niemożliwe. Muszę też przyznać, że boje się, iż moje uczucie długo będzie się we mnie tliło, bo niestety jestem wytrzymały i cierpliwy, a poza tym nie mam charakteru kobieciarza-poszukiwacza, żeby skakać z kwiatka na kwiatek. Pragnę tylko stabilnie kogoś kochać i doznać odwzajemnienia tego uczucia. To by mnie nakręciło do życia i działania. Miłość do syna to oczywiście najważniejsze i stale dbam o dobre z nim relacje, ale wszyscy chyba rozumieją, że mężczyźnie, zresztą każdemu chyba człowiekowi, zależy także na prawdziwym uczuciu i bliskości z tzw. drugą połówką...
Dzięki raz jeszcze DobraBabo za rzeczowy "klik" w moim skromnym temacie! Pozdrawiam Cię

52

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Zastanawia mnie jedno. Jak to jest, że w trakcie swoich wielokrotnych i długich rozmyślań nie przyszło Ci do głowy najprostsze - i wręcz oczywiste w tej sytuacji - rozwiązanie. Mianowicie: zerwać wszelki kontakt z tą "przyjaciółką". Nie: ograniczyć, nie: łaskawie przez miesiąc nie włączać komputera, tylko definitywnie i na zawsze urwać tę znajomość, bez zostawiania sobie otwartej furtki do tamtej kobiety. I powiedzieć żonie, że tamta znajomość już nie istnieje, przeprosić za lata upokorzeń jakie musiała znosić będąc świadoma obecności tej przyjaciółki w Twoim życiu i przysiąc, że więcej się to nie powtórzy.
Nie zdziwiłabym się, gdyby z początku zareagowała niechętnie, ale jesteś pewnie świadomy, że nadszarpnięte zaufanie odzyskuje się bardzo powoli.

53

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Hmm, tak, masz oczywiście rację, Elsje. Mogę jedynie odpowiedzieć w taki sposób, że nie czułem, iż robię coś złego, a przede wszystkim nie czułem i nadal nie czuję, że jest to sednem problemu. To tylko jeden z pretekstów i znalazłby się później kolejny. Tak jak teraz mam do czynienia z lawiną pretensji i każda próba skupienia się na wyeliminowaniu jednej przyczyny, powoduje kreację nowej. To jak walka z wiatrakami, stoję na z góry przegranej pozycji. Wyrok już zapadł, a ja jestem pogodzony już jestem z losem tytułowego bohatera  powiedzonka - "dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". Być może tak ja to sobie tylko tłumaczę, żeby usprawiedliwić się przed całkowitym zerwaniem kontaktu, jak w przypadkach osób uzależnionych. Wiem tylko, że zrobiłem wiele i wiele w sobie zmieniłem, najczęściej kosztem swoich przyjemności i czasu. Jak czytam różne inne wątki, gdzie w większości ludzie kochają nawet po 100 razy gorszych wyskokach, dążą do rozmowy, pracują nad kompromisem, za czym skrywa się prawdziwa miłość, to jest mi zwyczajnie smutno i przykro, że nie dostałem szansy. A co do koleżanki, to podjąłem decyzję o wycofywaniu swojego zaangażowania, zależy mi jednak na tym, jak już pisałem, żeby odbyło się to stopniowo, ponieważ wiem, że moje wsparcie dla niej było bardzo ważne i byłoby pewnego rodzaju nieodpowiedzialnością z mojej strony narażać ją na emocjonalną huśtawkę w momencie, kiedy być może jest bliska ustabilizowania swojego życia. A może znowu po prostu pieprzę jak uzależniony... Heh, przypomniał mi się taki "śmieszny" telefon, który kiedyś odtworzyłem z jakiegoś portalu z treściami żartobliwymi, który być może oddaje trochę moje nastawienie: do ośrodka dla uzależnionych od narkotyków dzwoni chłopak z problemem i chęcią skończenia z nałogiem, ale jak dowiaduje się, że zostałby tam całkowicie odcięty od dostępu do jakichkolwiek środków odurzających, to grzecznie dziękuję, stwierdzając, że nie wytrzyma; myślał po prostu, że leczenie polega w tym wypadku na serwowaniu pacjentom coraz mniejszych dawek... smile. Skłania do refleksji.
Dziś są jej imieniny. Wysłałem jej tylko okolicznościową kartkę z życzeniami odzyskania równowagi we wszystkich sferach życia i bycia. Chcę po prostu zamknąć ten etap spokojnie, nie czyniąc z tego już po wszystkim żadnego argumentu, jakim miałbym wymachiwać żonie przed nosem. Jak już wspominałem - nie walczę już. Może jestem złym człowiekiem. W każdym razie ponoszę konsekwencje jak największy łotr. Zacząłem trochę bezinteresownie doradzać innym na forum w tematach, w jakich mam doświadczenie lub empatia pozwala mi się wczuć w czyjąś sytuację. Pomaga mi to, cieszy i jest swoistą terapią dla mnie, żebym nie zwariował z utraty wszystkiego, co się dla mnie liczyło, co było motorem do życia. Dzięki, Elsje, za Twój krytyczny, ale przede wszystkim szczery i podszyty dobrymi chęciami głos.

54

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

przeczytałam twój wątek cały
tak z nudy chyba
bo jak zobaczyłam - marzenia o nowym, stary jeszcze trwa - to pomyślałam -zaraz usłyszmy historię jak to zona go nie rozumie, wcale ze sobą nie śpią.. i spotkał kogoś kto wszystko, z kim wszystko i pierwszy raz i w ogóle....

trochę się nie pomyliłam. Trochę -w tym sensie, że erudyta zaserwował tysiąć powodów, które sprawiły, że fakt, że zakochał się w przyjaciółce jest wynikiem takiego a nie innego postępowania przez te wszystkie (11 lat?? jesli syn ma 10 lat?/) zony - no to zła kobieta była
i niejako w ramiona tej innej ciebie, biednego misia sama wepchnęła - bo nieczuła, wymagająca, złą, okrutna
a ty taki spolegliwy, poświęcający się, kochający zyć dla innych i zaangazowany w prace społeczną

taki biedny jesteś, tyle chciałeś dać, a nikt nie chciał- całe 11 lat (conajmniej) całe jedenaście lat ty z sercem na talerzu - a zona ze szpikulcem do lodu..
kurcze - jak ty biedaku wytrzymałes te lata z taką babą (wybacz babo) i jakim herosem musisz być, że się tyle lat powtrzymałeś przed naturalną konsekwencją tego stanu rzeczy... jaką jest romans i związek z kim innym

nie oszukujmy się - kimś lepszym, bardziej wyrozumiałym, cieplejszym - kimś, kto przyjmie z usmiechem to wszystko, co masz do zaoferowania - a nie będzie odrzucał, odpychał i strzelał fochy..

zycie jest takie niesprawiedliwe- takie prawdziwe cudo jak ty - facet otwarty,m spontaniczny, szczery, angazujący się w związek - trafił na potwora, smoka wawelskiego i czystą nienawiśc w postaci włąsnej zony..

oj biednys ty biedny

w waszym związku ( o małżeństwie pisze a nie relacjach z przyjaciółką) pojawił się kryzys
ty go pewnie nie zauwazyłeś - bo [pewnie nawet nie spostrzegłrś, kiedy braki w relacjach z żoną zacząłeś sobie kompensować w relacjach z przyjaciółką
jak podejrzewam żona w tym czasie "krzyczała" jak głos na puszczy..
ale ty nie słyszałeś - tobie niczego nie brakowało.. prawda?/
tutaj zona, zaopiekowane zycie
tam ciepłe słowka, relacje, zainteresowanie "druga połowka..."

w koncu zona przestała krzyczeć

w tym co piszesz widać, że ona próbuję cię OBUDZIĆ
chce, żebyś ją zobaczył
pokazuje, tak jak umie - że odszedłeś.. że cię nie ma
pokazuje, że przełeś być częscią ich zycia

chce ci to pokazać

ale ty tego nie widzisz - ty widzisz, że dodatkowo biedny miś.. musisz sam prać i się żywić

taka ona zła

czy ty nie widzisz, że ona krzyczy??
jak umie
jak potrafi

a czy wiesz, co ona widzi??
ona widzi, że ma w domu faceta zaangażowanego w związek z tamtą- bebiko - pieluszki - to jej krzykn twojej zony

krzyk -JESTES TAM a nie tutaj...


powiedz ci jedno
cały czas nie widzisz, że zona daje ci przestrzeń na podjęcie decyzji - czy jestes z nią, czy z tamtą
ty tego nie widzisz, bo wygodnie ci stać w rozkroku...

i ta decyzję musisz podjąć

trzy lata temu wasze relacje się zmieniły?? pewnie znalazła twoje maile/ informacje/ gg do przyjacióleczki- w której pisałeś coś, czego już dawno zonie nie mówisz....

tym zachowaniem twoja zona nie odhcodzi -ona WALCZY
słabo, kiepsko - ale tak jak umie

ona mówi - zobacz jak będzie, gdy nie będe z tobą
czy jestes szczęsliwy - gdy jestes samotny??

ale ty tego nie widzisz. bo każde jej zachowanie jest dodatkowym pretekstem żeby się zastanawiać>>>>

UWAGA!!!!

czy dzieci tamtej ciebie zaakceptują?
jak ułozysz relacje z synem??

przecież ciebie już dawno nie ma w twoim własnym domu i we włąsnym małżeństwie!!
nie widzisz tego? nie czujesz??
TY sie nie zastranawiasz co czuje twoja żona, jak naprawić związek

ty już dawno ułożyłeś sobie nowy scenariusz i tylko boisz się go zrealizować..
a jesli zastanawiasz się, czy dzieci przyjaciółki ciebie zaakceptują TO ZNACZY ŻE Z PRZYJACIÓŁKĄ już o tym rozmawiałeś....

nie miej pretencji do zony - bo to ty odszedłeś

i zrób to człowieku do końca

srasz we własne gniazdo aż wióry lecą
i ubierasz to w teksty o empatii, zrozumieniu i potrzebie dzielenia się

gdyby mój mąż był na takim rozdrożu - nie byłabym ufna i wierząca w zmianę jak twoja zona
powiedziałabym
widzisz - ja zasługuję na to, by dla innego człowieka być częscią życia, radością, szczęsciem
zasługuję na to, aby w czyjeś głowie i sercu krołowac niepodzielnie
i tak jestem gotowa kochać

a jesli ty kochasz mnie inaczej - to to nie jest miłośc dla mnie

idź do tamtejh, bądź szczęsliwy
nie potrzebuje namiastki
nie jestem tematem zastępczym, ani życiem zastępczym

55

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Endi jak zwykle wielkie Obrazek dodany przez użytkowniczkę dla Ciebie za mądry post.
Zgadzam się z Tobą w 100%.

56

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

behappy81 dopiero dziś zauważyłam Twój temat, pewnie dlatego, że mam większe zabieganie w pracy i mniej czasu na coś innego. Ale przejdźmy do sedna.
Uważam, że należy Ci się OSCAR za wytrzymałość, cierpliwość w tym małżeństwie.
Czytając poprzedni wpis End_aluzja - moje zdanie jest zgoła innej od Niej. NIE WIDZĘ grama chęci na odbudowanie relacji przez żonę autora wątku. Ktoś kto kocha tak nie postępuje. Autor wiele razy wspomniał, że Jego pomoc w domu była zawsze krytykowana, niepotrzebna, zbyteczna. Dlatego tą bardzo ważną potrzebę bycia potrzebnym dla mężczyzn realizował poza domem, co wcale mnie nie dziwi. Przecież tak niewiele trzeba było by docenić to co autor robi dla nich - nie dla siebie. Nie raz, nie dwa robił coś dla nich - mijało się to z celem. Wszystko nie tak, źle.
Nie wierzę w pojednanie u Was - musiałaby radykalnie zmienić się Twoja żona, ale ona nie widzi KOMPLETNIE NIC, co złego czyni. Nie widzi - bo nie chce zobaczyć i nie chce zrozumieć. Przykre, bo uważam, że moglibyście być naprawdę fajnym kochającym się małżeństwem, fajną Rodziną.
Przyjaciółka nie poróżniła Was - to zachowanie żony jest powodem, że jest między Wami jak jest. My kobiety ( w większości) mamy tendencje dopowiadania sobie tego czego nie ma. Mamy wybujałą wyobraźnie, która niekiedy nam szkodzi, bardzo szkodzi i rodzi konflikty. Nasze rację są naszymi racjami nie dopuszczamy do siebie innych.

behappy81 - tracisz siebie w tym małżeństwie coraz bardziej i bardziej...
Z tej mąki chleba nie będzie. Nie widzi się problemu, i nie dojrzy ...

57 Ostatnio edytowany przez Adria (2014-01-22 11:42:01)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
smallangel napisał/a:

Autor wiele razy wspomniał, że Jego pomoc w domu była zawsze krytykowana, niepotrzebna, zbyteczna. Dlatego tą bardzo ważną potrzebę bycia potrzebnym dla mężczyzn realizował poza domem, co wcale mnie nie dziwi. Przecież tak niewiele trzeba było by docenić to co autor robi dla nich - nie dla siebie. Nie raz, nie dwa robił coś dla nich - mijało się to z celem. Wszystko nie tak, źle.

Sytuację znać mogę tylko na tyle, na ile chciał ją opisać autor wątku... Ale co mi po, przykładowo, zaopiekowanym dziecku, rodzinnych wakacjach, zmienionym kole w samochodzie, śniadaniu do łóżka... skoro mąż "realizuje swoje potrzeby" z inną kobietą, a nie z żoną?
Nic dla mnie dziwnego, że (jak sam autor wspomniał) zaczęła w nim widzieć głównie dostawcę kasiory, skoro ona pewnie zaczęła się czuć jak robot kuchenny. Uczucia, zainteresowania nie było, więc... Może też i sam mąż zagłuszał wyrzuty sumienia pieniędzmi.
Kij i dwa końce...

To oczywiście symulacja, chciałam po prostu poprzeć zdanie End_aluzji, bo pokazała jak sytuacja może wyglądać w oczach żony.

Pozdrawiam.

58

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
smallangel napisał/a:

Uważam, że należy Ci się OSCAR za wytrzymałość, cierpliwość w tym małżeństwie.



NIE WIDZĘ grama chęci na odbudowanie relacji przez żonę autora wątku. Ktoś kto kocha tak nie postępuje. Autor wiele razy wspomniał, że Jego pomoc w domu była zawsze krytykowana, niepotrzebna, zbyteczna.

Przyjaciółka nie poróżniła Was - to zachowanie żony jest powodem, że jest między Wami jak jest. .

Tylko, że ty smallangel wiesz tylko to, co napisał autor postu, który zdecydowanie i na pewno projektuje interpretacje zachowań żony i same jej zachowania po to, by się wybielić, usprawiedliwić.
facet się biedny męczył kilkanaście lat.. bohater

i co? nie odszedł wczesniej? nie szukał rozwiązania? nie dzielił się jakoś na forum przemysleniami - co mam zrobić, moja zona mnie nie rozumie, nie docenia..
bysmjy radzili przecież, pomagali

ale jakoiś wytrzymał x lat
nie narzekał
nie marudził

ale w końcu - czarka goryczy się przelała
potencjalna kochanka własnie urodziła i jest gotowa do nowej relacji...
więc wreszccie nadszedł czas, by coś zmienić

59 Ostatnio edytowany przez smallangel (2014-01-22 11:50:22)

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
Adria napisał/a:

Sytuację znać mogę tylko na tyle, na ile chciał ją opisać autor wątku... Ale co mi po, przykładowo, zaopiekowanym dziecku, rodzinnych wakacjach, zmienionym kole w samochodzie, śniadaniu do łóżka... skoro mąż "realizuje swoje potrzeby" z inną kobietą, a nie z żoną?
Nic dla mnie dziwnego, że (jak sam autor wspomniał) zaczęła w nim widzieć głównie dostawcę kasiory, skoro ona pewnie zaczęła się czuć jak robot kuchenny. Uczucia, zainteresowania nie było, więc... Może też i sam mąż zagłuszał wyrzuty sumienia pieniędzmi.
Kij i dwa końce...

To oczywiście symulacja, chciałam po prostu poprzeć zdanie End_aluzji, bo pokazała jak sytuacja może wyglądać w oczach żony.

Pozdrawiam.

Ja wiem, że uderzyłam w czuły punkt Kobiet - jak zawsze tu, jestem kontrowersyjna, bo często mam odmienne zdanie od zdań Kobiet pomimo iż jestem Kobietą ( nie jak ostatnio mi w email-u sugerowano, żem facet)  smile

"realizuje swoje potrzeby" co masz na myśli? Jak DLA MNIE - opieka nad dzieckiem, rodzinne wakacje, zmienione koło w samochodzie, śniadanie do łóżka - to BARDZO DUŻO i doceniam to jak mogę najlepiej. Uważam to za OGROMNĄ POMOC.
Dzięki podziękowaniu, docenieniu - nie muszę prosić o jeszcze. Zrobi to SAM.

Swoją drogą nie tylko tak pomagał żonie (próbował, bo skrzydła w mig podcinała), ale należy przeczytać cały wątek, by wiedzieć.

Jak Kobieta zrobi herbatę Mężowi to jest COŚ, jak Maż zrobi kobiecie herbatę, to przecież NIC ... spójrzmy realnie...

60

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
End_aluzja napisał/a:

Tylko, że ty smallangel wiesz tylko to, co napisał autor postu, który zdecydowanie i na pewno projektuje interpretacje zachowań żony i same jej zachowania po to, by się wybielić, usprawiedliwić.
facet się biedny męczył kilkanaście lat.. bohater

Tak samo mogę napisać, że nie wiesz czym kieruje się Jego żona. Czy wo WALKA, czy chęć zniszczenia to co budowali przez całe życie smile.

To mogą być jedynie Twoje pobożne życzenia.

61

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
smallangel napisał/a:

Ja wiem, że uderzyłam w czuły punkt Kobiet - jak zawsze tu, jestem kontrowersyjna, bo często mam odmienne zdanie od zdań Kobiet pomimo iż jestem Kobietą

Ależ moim zdaniem zdecydowana większość kobiet pisząca w tym wątku podpisałaby się pod Twoim postem.

smallangel napisał/a:

Jak DLA MNIE - opieka nad dzieckiem, rodzinne wakacje, zmienione koło w samochodzie, śniadanie do łóżka - to BARDZO DUŻO i doceniam to jak mogę najlepiej. Uważam to za OGROMNĄ POMOC.
Dzięki podziękowaniu, docenieniu - nie muszę prosić o jeszcze. Zrobi to SAM.

Ale sam mówi, że kocha inną kobietę. Że ma obiekt westchnień. Że pomaga jej od około 7 lat.
Co mi po złotej rączce i kucharzu, skoro potrzebuje miłości i zainteresowania. Przecież żona wyraźnie mu się na to skarżyła, autor wątku sam to opisywał.

smallangel napisał/a:

Jak Kobieta zrobi herbatę Mężowi to jest COŚ, jak Maż zrobi kobiecie herbatę, to przecież NIC ... spójrzmy realnie...

Spłycanie problemu.

62

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
smallangel napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

Tylko, że ty smallangel wiesz tylko to, co napisał autor postu, który zdecydowanie i na pewno projektuje interpretacje zachowań żony i same jej zachowania po to, by się wybielić, usprawiedliwić.
facet się biedny męczył kilkanaście lat.. bohater

Tak samo mogę napisać, że nie wiesz czym kieruje się Jego żona. Czy wo WALKA, czy chęć zniszczenia to co budowali przez całe życie smile.

To mogą być jedynie Twoje pobożne życzenia.

twoje tez smallangel

ale brak wiarygodnosci autora postu wynika dla mnie z tego, że "poznał kogoś" -to jest motorem jego zachowania i oceny zachowan jego zony...

zła żona to powód do rozstania a nie powód do pokochania przyjaciółeczki....

mógł się z nią rozstać

a nie na nią psioczyć, bo ona zła spowodowała, że on się zakochał i utrzymywał relacje z przyjaciólką

jak zona be, to trzeba było odejść
a nie teraz na nią zwalać winę że facet sobie zamrzył posuwac kogoś innego.. bo relacja internetowa - jak widać - już nie starcza...

63

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

mam nadzieję
prawdziwą i szczerą nadzieję
że jak spotkam na sswojej małżeńskiej drodze faceta na widok którego będzie mi się robić mokro
to będe miałą odwagę cywilną i moralną powiedzieć
no kurna  - moja wina -rozwaliłam swoje małżeństwo bo się zakochałam/zauroczyłam/podnieciłam innym facetem

a nie będe nikomu udowadniać, że przecież mój mąz od pięciu lat chrapie, a w zeszłym tygpodniu zapomniał zrobić mi sniadanie do pracy - a jak je czosnek to mu z gęby śmierdzi


więc jestem usprawiedliwiona i mam uzasadnione powody, żeby nogi i plany zyciowe rozkłądac przed nowym gościem...

mam nadzieję, że jak w jednej sferze życia dam dupy - to będe umiała się przyznać, że dałam dupy

a nie udowadniała wszem i wobec, że tę moją dupę to całe otoczenie i matka boska zwiodły na pokuszenie

o to mi chodzi
o te wzniosłe, emocjonalne, empatyczne rozwazania - jaki to biedny miś popchnięty złą zoną do zdrady planuje nowy związek.

facet - NIE DAŁES RADY
DAŁES DUPY bo twoje relacje z zoną tak wyglądają
DAŁES dupy bo zamiast naprawiać - popsułeś

co nie znaczy, że nie mogę powiedzieć twojej zonie
DAŁAS DUPY bo twoje relacje z mężem tak wyglądają
DAŁAS DUPY - bo zamiast komunikowac, co cię boli,  grasz w gierki...

64

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Mysle ze gdyby chcial odejsc do innej nie potrzebowalby nikogo z nas zgody .zawinal by majty portki skarpety i poszedl na nowe gniazdko .cos musi byc w tym wszystkim .zawasze albo przewaznie zawsze wina lezy gdzies po srodku .
Zawsze najgorzej na takich spekulacjach wychodza dzieci ---byl ojciec i go nie ma

65

Odp: Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...
myszka50 napisał/a:

Mysle ze gdyby chcial odejsc do innej nie potrzebowalby nikogo z nas zgody .zawinal by majty portki skarpety i poszedl na nowe gniazdko .cos musi byc w tym wszystkim .zawasze albo przewaznie zawsze wina lezy gdzies po srodku .
Zawsze najgorzej na takich spekulacjach wychodza dzieci ---byl ojciec i go nie ma

jasne myszka
ale to nie powód, żeby stać w rozkroku, żeby byc trochę w ciąży....

Posty [ 1 do 65 z 123 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Marzenia o nowym, szczęśliwym związku, ale stary jeszcze trwa...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026