witam
wstyd sie przyznać ale na stare lata i mnie dopadła nieszczęśliwa miłość...
ale zacznę od początku...jakis czas temu do mojego działu przyszła nowa dziewczyna. Na początku było wszystko ok, z uwagi na fakt żę najdłużej pracuje i niestety piastuje najwyższe stanowisko mnie przypadło szkolenie owej Pani... wszystko było GUT jak to w pracy troche zartów itp, w ogóle nic nie wskazywało na "tragedie", może ona wysyłała jakieś znaki ale raczej ich nie zauważałem albo wydawało mi sie, że to niewinne żarciki(teksty typu "ja lubie starszych, mi nie przeszkadza że facet pali itp). Jestem troche starszy od niej więc więc odbierałem to wszystko bardziej jako chęć zakumplowania sie lub zdobycia kogoś kto by się nią troche zaopiekował na początku...
no i niestety stało sie ....pierwsza firmowa impreza 2 drinki za dużo... wszyscy poszli do domu a my jakoś postanowiliśmy wyskoczyć gdzieś na jakieś piwo jeszcze, i tak impreza zakonczyła sie o 6 rano po buziakach, przytulaniach i łażeniu za reke po całym mieście...
Z uwagi na fakt że ludzie są mściwi i zazdrośni postanowiłem dziewczynie oszczędzić plotek w firmie i może troche przesadziłem mówiąc jej że byliśmy podpici i że w pracy to lepiej nic nie pokazywać i że spotykać sie możemy po pracy. widziałem że była troche zawiedziona...
ona w międzyczasie wyjechała gdzieś ze znajomymi ale raczej nie rozmawialiśmy o prywatnych sprawach, chociaż przyznam że mnie zaczeło powoli coś ruszać...
po jakimś czasie poszlismy razem po pracy na jakies jedzenie i wspólny spacer, chciałem wrócic do tematu i pociągnąć jakos temat, bo w międzyczasie widziałem w pracy jej spojrzenia rzucane ukratkiem lub prośby o pomoc w wykonaniu jakiegoś zadania mimo iż wiedziałem że ona doskonale umie je sama zrobić. Zaczeliśmy sie przytulać na ławce ale niestety usłyszałem że musimy sobie coś wyjaśnić żebym sobie nie pomyślał jakiś dziwnych rzeczy gdyż jestesmy tylko znajomymi i że ona zaczyna sie z kimś spotykać a w ogóle wtedy po tej imprezie to ja sobie za dużo pomyślałem bo przecież byliśmy podpici i tylko "tak sobie szliśmy"
TAK wiem dojechała mnie i dobrze mi tak sam sobie jestem winny...
Po tym wszystkim miałem jeszcze jakieś plany, chciałem to wszystko naprawić odwrócić żebyśmy może byli razem, odbić ja facetowi z którym jest, ale teraz naprawde dobrze jej życzę oby jej się udało i w ogóe. Próbowałem spotykać sie z innymi kobietami niestety ciągle nie jest to, ani sex ani miło spędzone chwile z innymi kobietami nic nie daja, bo gdy tylko zostane sam to przygnębienie znowu wraca. Do tego wszystkiego w pracy ona jakby chcąc mnie pogrążyć nie pozwala sie ignorować ani olać,gdy tylko nie zwracam na nią uwagi dłużej niż 30 minut zaraz jest jakis pretekst aby wyjść sam na sam do konferencyjnej lub poprosic o pomoc w wykonaniu jakiegoś zadania, cały czas są głębokie spojrzenia, preteksty aby mnie dotknąć, kiedy jesteśmy sam na sam pozwala sobie ze mna na więcej niż z jakimkolwiek kolegą(niestety musiałem to sprawdzić...) lub po prostu mnie zaczepia...
Ja naprawde już nic od niej nie chce, chcę tylko żeby mi przeszło...
rozpocząłem już poszukiwanie nowej pracy a narazie pozostaje mi tylko kuracja alkoholowa...
Może ktoś ma jakis pomysł jak wyjść z dołka lub jak sobie poradzic do momentu aż zmienie prace, a może ktoś byłby nawet tak miły że powie mi dlaczego ona cały czas to robi, kurde przecież ma kogoś co jej da dojechnie biednego człowieka. Z góry dziekuje za pomoc.
a tymczasem długi weekend i opcja "Whisky moja żono" przynajmniej nachlany czuje sie troche lepiej....