Tak, moja ciocia wychowała sobie w ten sposób dorosłego niewdzięcznego, roszczeniowego nieroba. Ciocia od półtora roku nie żyje, a facet w chwili jej śmierci najbardziej przerażony był tym, co z nim teraz będzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ma 28 lat. Nauczony, że wszystko mu się należy niestety nie potrafi wziąć odpowiedzialności za własne życie, pracuje tylko dorywczo, a podobno dziewczyna (bo przecież musiał gdzieś się zaczepić na darmowe obiadki i dach nad głową) ma z nim coraz większe problemy, łącznie z tym, że zaczął wynosić z domu różne przedmioty, aby sprzedać je i mieć dla siebie parę groszy.
Ja zdecydowanie nie odmawiam sobie po to tylko, aby dać dziecku na kolejną fanaberię. Dziecko dostaje to, na co nas stać i wtedy, kiedy możemy sobie na to pozwolić, ale nigdy naszym kosztem. Owszem, czasem mam poczucie, że wiele rzeczy przychodzi mu zbyt łatwo, ale są też takie, na które musi zaczekać, choćby po to, aby docenił (i docenia) lub których nie dostaje nigdy. Nasze, czyli rodziców potrzeby są jednak równie ważne, czyli nie mniej ani nie bardziej i nie ma w tym względzie żadnych, wyraźnych dysproporcji.
Wiele rzeczy (zakupów) jest też kwestią priorytetów, byłoby nie fair nie zrezygnować z czegoś, co nie jest dla mnie specjalnie istotne, jeśli za te same pieniądze można kupić coś, co drugiemu jest niezbędne lub o niebo bardziej go uszczęśliwi.
W każdym razie przykład mojego kuzyna skutecznie odstrasza mnie od zachowań, jakie wprowadziła w życie wspomniana ciocia. Działa jak straszak i w chwili wahania utwierdza mnie, że nie warto.