netkobietyWszystkie działy
Wychowanie, zdrowie i edukacja dziecka

Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

30 odpowiedzi7 279 wyświetleńzałożony przez BabaOsiadła, 02.01.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

1

Temat: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Czyli wątek o poświęcaniu się dla dzieci i granicach tegoż poświęcania smile

Znacie takie rodziny, w których dorośli odmawiają sobie wszystkiego, żeby tylko móc kupić coś dziecku? A może sami uważacie, że tak powinno być, że Wy już swoje przeżyliście, że Wam niczego nie potrzeba, a pociecha musi mieć zabawki, gadżety, modne ciuchy, zajęcia dodatkowe i zagraniczne obozy językowe? Sądzicie, że gdy dziecko dorośnie, będzie wdzięczne za takie poświęcenie? Zapraszam do dyskusji.

2

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Znam takie rodziny. Ich dzieci są już dorosłe i widać, że nic dobrego z tego nie wyszło. Jeden z tych "dzieciaków"- pan pod trzydziestkę, wymaga od znajomych i rodziny by tego samego co ofiarowywali mu rodzice:)
Owszem, czasem kupię coś córce mimo, że może nie powinnam. Ale to jest kwestia: albo sobie kupię dziesiątą bluzeczkę czy drogą bieliznę albo córce jej wymarzone pióro czy jakieś tam naklejki:)

Moja córka na razie jest mi za to wdzięczna- i mówi: mamo Ty nie kupuj mi nic bo potem na ZUS nie będziesz miała:)))

3

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Tak, mam znajomego, który przyjął taki "styl życia"- może brzmi to prześmiewczo, może powinnam to nazwać "Takie ma wartości"- bo tak faktycznie jest; ma 3 dzieci, najmłodsze będzie za chwilę w świetle prawa dorosłe i postawił na ich przyszłość. Od wielu lat nie był nigdzie na wakacjach, a wypad z żoną do knajpki czy kina to dla nich święto. Dzieci są im wdzięczne, doceniają to, co dla nich robią. Tylko szkoda mi go, gdy marzy sobie głośno o wypadzie gdzieś...choćby do tego kina, a woli zainwestować w szkołę sportową córki czy pomóc synowi zdobyc upragniony certyfikat.

4

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

to bardzo chore odrzucić swoją podstawową potrzebę na rzecz kolejnego wymysłu dzieciaczka

5

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Tak, moja ciocia wychowała sobie w ten sposób dorosłego niewdzięcznego, roszczeniowego nieroba. Ciocia od półtora roku nie żyje, a facet w chwili jej śmierci najbardziej przerażony był tym, co z nim teraz będzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ma 28 lat. Nauczony, że wszystko mu się należy niestety nie potrafi wziąć odpowiedzialności za własne życie, pracuje tylko dorywczo, a podobno dziewczyna (bo przecież musiał gdzieś się zaczepić na darmowe obiadki i dach nad głową) ma z nim coraz większe problemy, łącznie z tym, że zaczął wynosić z domu różne przedmioty, aby sprzedać je i mieć dla siebie parę groszy.

Ja zdecydowanie nie odmawiam sobie po to tylko, aby dać dziecku na kolejną fanaberię. Dziecko dostaje to, na co nas stać i wtedy, kiedy możemy sobie na to pozwolić, ale nigdy naszym kosztem. Owszem, czasem mam poczucie, że wiele rzeczy przychodzi mu zbyt łatwo, ale są też takie, na które musi zaczekać, choćby po to, aby docenił (i docenia) lub których nie dostaje nigdy. Nasze, czyli rodziców potrzeby są jednak równie ważne, czyli nie mniej ani nie bardziej i nie ma w tym względzie żadnych, wyraźnych dysproporcji.

Wiele rzeczy (zakupów) jest też kwestią priorytetów, byłoby nie fair nie zrezygnować z czegoś, co nie jest dla mnie specjalnie istotne, jeśli za te same pieniądze można kupić coś, co drugiemu jest niezbędne lub o niebo bardziej go uszczęśliwi.

W każdym razie przykład mojego kuzyna skutecznie odstrasza mnie od zachowań, jakie wprowadziła w życie wspomniana ciocia. Działa jak straszak i w chwili wahania utwierdza mnie, że nie warto.

6

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

A co w przypadku gdy masz do wyboru: zainwestować w kształcenie dziecka, a żyć samemu "spokojnie" ?

7

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Wybrałabym kształcenie dziecka. Może ktos się ze mną nie zgadzać ale uważam że pewne sprawy to za przeproszeniem psi obowiazek rodzica... i nie mówię tu o zabawkach czy tabletach ale właśnie o np wykształceniu... kolejna bezdyskusyjną sprawą jest dla mnie zdrowie mojego dziecka mogłabym boso chodzić jeżeli moje dziecko potrzebowałoby na już jakiegoś zabiego, co w Polsce jest dość trudne(mowa o tym "na już") A znam ludzi których córka właśnie takiego zabiegu potrzebowała , termin na NFZ za Pół roku ale do teg czasu mogła znacząco stracić słuch.. rodzice nie zdecydowali się prywatnie bo "przecież do cholery po coś całe życie składki zdrowotne płacili..."mają pieniądze ale ich zdaniem obowiązek państwa zapewnić ich dziecku opiekę medyczną... Racja, to jest obowiązek państwa, ale wszyscy znamy realia i dla mnie takie podejście jest nielogiczne... Także zalezy od sytuacji, fanaberie-stanowczo-NIE, kluczowe sprawy zyciowe-stanowcze TAK

8

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...
Catwoman napisał/a:

A co w przypadku gdy masz do wyboru: zainwestować w kształcenie dziecka, a żyć samemu "spokojnie" ?

To już jest właśnie ta wspomniana kwestia priorytetów. W wykształcenie warto inwestować, bo to jest coś, co buduje przyszłość dziecka, ono zdobywa je przecież na całe życie, spokój natomiast może być przejściowy. Wszystko musi mieć jednak jakieś granice, a przede wszystkim odbywać się na zdrowych zasadach - dziecko na żadnym etapie nie może być roszczeniowym pasożytem.

Dotychczas nie musiałam i nadal nie muszę dokonywać tak radykalnych wyborów, bo Junior chodzi do szkoły średniej, dobrej, ale państwowej, więc nie kosztuje mnie to wiele, a na dodatkowe zajęcia na szczęście nas stać bez potrzeby odmawiania sobie wszelkiej maści drobnych przyjemności.

Pisząc poprzedni post miałam na myśli fanaberie, rzeczy, bez których dziecko może się obyć, nawet gdyby z nimi żyło mu się przyjemniej. Dla przykładu: na pewno nie kupimy mu wymarzonego motoru, jeśli wszyscy będziemy musieli zrezygnować z wyczekanych wakacji.

9

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...
BabaOsiadła napisał/a:

Czyli wątek o poświęcaniu się dla dzieci i granicach tegoż poświęcania smile (...)

Poświęcanie się dla dziecka? NIE. Poświęcanie się zakłada otrzymanie określonych profitów. Tym oczekiwanym profitem ma być wdzięczność dziecka, docenienie tegoż rodzica. Jeśli nadzieje dorosłego spełzną na niczym, jeśli uzyskane profity są niższe od zakładanych, zaczynają się wymówki typu "to ja dla Ciebie tyle zrobiłam/zrobiłem, a Ty..." i konflikt eskaluje.

Ustawianie siebie samej/samego w pozycji "już niczego nie potrzebuję" jest fatalną postawą życiową. Odróżniam ją od decyzji osoby dorosłej o sfinansowaniu dziecku choćby gadżetu. Czym jedna postawa różni się od drugiej? Intencjami. smile

Czy znam takie rodziny, w których dorośli poświęcają się dla swych dzieci (ale nie tylko)? Znam, są niezwykle toksyczne. Z rozmów z dziećmi (także będącymi już dorosłymi osobami) wiem, że wymuszanie wdzięczności wkurza, że nie są wdzięczni za te poświęcenie, że woleliby wielokrotnie nie mieć określonych gadżetów, a mieć serdeczną atmosferę w domu. Z innej strony wiem, że po pewnym czasie niektóre dzieci przyjmują zaproponowany styl i oczekują coraz większych ustępstw, coraz większych prezentów, coraz częściej prezentują postawę "MNIE się należy". Ustawienie dziecka na cokole i bicie mu pokłonów nikomu niczego dobrego nie przynosi.

10

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...
Magda8891 napisał/a:

Wybrałabym kształcenie dziecka. Może ktos się ze mną nie zgadzać ale uważam że pewne sprawy to za przeproszeniem psi obowiazek rodzica... i nie mówię tu o zabawkach czy tabletach ale właśnie o np wykształceniu...

A ja uważam, że zdobycie wykształcenia (łącznie z aspektem finansowym) to psi obowiązek dorosłego (wszak mówimy głównie o studiach) dziecka. Tak radykalne poglądy mam od niedawna. Wypłakiwała mi się znajoma, której syn nie dostał się na upragnione dzienne studia. Ona zaproponowała, że będzie mu opłacać ten kierunek prywatnie, kilkaset zł miesięcznie, on ma natomiast przyłożyć się do nauki. Synek zajmuje się słuchaniem muzyki, graniem na komputerze, matka goni go do nauki. Ostatnio usłyszała, "żeby się odczepiła, bo to nie jego wina, że ona studiów nie skończyła i musi w zimnej budzie gazety sprzedawać". O losie. Gdybym ja mojej mamie z takim tekstem wyskoczyła to miałabym pewność, że muszę natychmiast iść szukać pracy, żeby zarobić na następną ratę za studia. A być może także na wynajęcie mieszkania. Dzieci rodziców, którzy uważają, że OBOWIĄZKIEM rodzica jest finansowanie wszelkich potrzeb dziecka - nie doceniają tego. One nie znają wartości pieniędzy, bo skąd mają wiedzieć ile trzeba pracować na np. 500zł? Przecież mamusia zapłaci, bo to jej OBOWIĄZEK.

Takich przykładów znam więcej. Nie znam ani jednej sytuacji, w której dorosłe dzieci zwolnione z odpowiedzialności finansowej (bo się uczą) dobrze na tym wyszły. Albo są strasznie roszczeniowe, albo zwyczajnie nie odnajdują się w realiach życia po tych opłacanych przez rodziców studiach. Znam równie wiele przykładów, w których rodzice nie chcieli/nie mogli sponsorować dzieciom edukacji. Dzieci sobie poradziły i radzą do tej pory.

Jeśli chodzi o "zachciewajki" - uważam, że im mniej tym lepiej. Jeszcze nie stanęłam przed wyborem "buty albo tablet", ale w takiej sytuacji wybrałabym buty. Uważam, że dzieci powinny być świadome możliwości finansowych rodziny, priorytetów oraz faktu, że nie wszystkie widzimisię można spełnić. Sama wychowałam się w dość skromnych warunkach. Nigdy nie miałam modnych ciuchów, bajerów, które mieli rówieśnicy. Jakoś nie czułam się z tego powodu gorsza. Wbiłam sobie natomiast do głowy, że jak będę dorosła to będę sobie mogła kupić co tylko będę chciała. To bardzo przyspiesza wolę usamodzielnienia smile

11

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

No i właśnie, tu się pojawia różnica- czy certyfikat, kurs językowy, sprzęt czy zajęcia sportowe, które dziecko rozwijają, i są wyniki, to taka sama fanaberia, co tablet, modna droga bluza czy nowy telefon. Bo wg mnie nie. Dziecko musi mieć świadomość, że chcąc jedno, nie dostanie drugiego. To nie rodzice mają sobie odmawiać, ale jeśli dziecko woli np. obóz sportowy zamiast wakacji nad morzem z rodzicami, to ja bym dziecko wysłała. Kosztem takim, że ja siedzę nad jeziorkiem w nieco tańszej kwaterze. Zamiast nowej bluzki/butów dla siebie, wolałabym zapłacić za zajęcia pozalekcyjne dziecka. Ale gdyby chciało tablet a ja potrzebowałabym butów zimowych, to takiej zachcianki bym nie spełniła.

12

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Każdy chyba rodzic ma w naturze uszczęśliwianie własnych dzieci. Jednak myślę, że wszystko musi być w granicach rozsądku.

Kiedyś "psułam" dziecko - kupując to i tamto, chciałam wynagrodzić to, że wychowuję je sama, ale szybko oprzytomniałam, bo rzeczy materialne nie stanowią źródła miłości, tak dużej jakiej sama mogę dać smile

13

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Dobrze, że moje dziecko jest na etapie niezbyt drogich zabawek interaktywnych...

Osobiście nie mam jeszcze takich problemów jak mega drogie gadżety, ale jeśli już muszę dokonać wyboru to robię to tak, aby obie strony miały dobrze.
Rozpieszczanie dzieci swoim kosztem często (a bynajmniej częściej niż rzadziej) odbija się na dzieciach i ich przyszłym życiu w negatywny sposób. Przykładem chociażby mogłaby być historia dorosłego dziecka, którą opisała Olinka.

I różnica między tabletem czy innym gadżetem, a wykształceniem też jest duża, więc nie wiem czy te dwie rzeczy można ze sobą porównywać.

14

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Skupiamy się tu na dobrach materialnych, a np. dziecko, które nie ma żadnych obowiązków domowych? Przecież to też.. Wygoda dziecka (a, bo jeszcze się w życiu narobi..), a wolny czas rodzica. Pościelenie przez dziecko swojego łóżka, czy zamiecenie kuchni nie jest czymś ponad siły nawet tej młodszej młodzieży, a chyba brakiem obowiązków też możemy dziecku dać świadomość, że wszystko mu się od świata należy, i nie trzeba nic w tym kierunku robić.

15

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

No i tu jest problem bo zaraz zjawi się teściowa która zmusi kogoś by usługiwał dziecku, tak ma moja znajoma bo jak to syn ma sprzątać to rola kobiety.

16

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

To zalezy. Jesli rodzie sa bogaci - niech placa.
Jakkolwiek placenie na studia / calkowite utrzymywanie na studiach jest dla mnie wcale nieobowiazkowe, a wrecz uznalabym to za 'psucie' dzieciaka.
Znam osoby ktore studiują wciąż. Dwie mieszkają z rodzicami - ale pracuja, placa na dojazdy do szkoly, za szkole, za swoje rozrywki i dokladaja do rachunkow.
Moja dobra znajoma ma bardzo wysoko postawionych rodziow - bogatych. Na studiach byla w innym miescie , daleko od domu. Rodzice dawali jej 200 zl miesiecznie. A reszte miala sobie albo wypracowac , albo tak wygospodarowac kase zeby przezyc. No i przezyla. Biednie, bo studia dzienne i ciezki kierunek, a wiec nie mogla pracowac na pelen etat. I nie miala zali do rodzicow, bo nigdy nie miala w sobie postawy , ze jej sie cos nalezy.
Dorosli ludzie powinni sie usamodzielnic i sami powinni walczyc o swoja jak najlepsza pozycje. Te cale namawianie na studia / placenie za wszystko / gonienie do nauki na studiach jest glupie i odwraca uwage od tego, ze to nie w interesie rodzica. To powinien byc priorytet takiej osoby, zeby sie usamodzielnic.

17

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Jasne, co innego całowite finansowanie studiów a co innego pomoc w tym.... Mówiąc wykształcenie miałam na mysli np  pomoc poza lekcyjną, korepetycje i zajęcia rozwijajace dziecko. Studia to oddzielna działka i też uważam ze dziecko(dorosły) jest w stanie pracować...Aczkolwiek swojego dziecka nie rzuciłabym na głęboką wodę bez żadnego wsparcia i na pewno coś bym dorzucała... Sama pracowałam na studiach i niestety nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko...coś kosztem czegoś...oceny nie były szczytem moich możliwości bo praca i neprzespane noce robiły swoje...

18

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Niekiedy tak jest, że dzieci są rozpieszczane: kupowanie tabletów, komórek wypasionych, pewnie wielu z Nas takich nie ma.... a tu opuszczanie lekcji, zero nauki, okłamywanie rodziców, pyskowanie. To trzeba mieć totalne klapki na oczach.
Poźniej kup takiemu dziecku czekoladę to rzuci w kąt... eh za moich czasów jak dostałam czekoladę to cieszyłam się jak głupia.


No, takie czasy... ehhh ale to nie czasy tylko dziwny typ wychowywania.

19 Ostatnio edytowany przez Remi (2014-01-03 00:45:47)

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Nie dawno przejechałem troszkę po Polsce i ciepło bez śniegu. Rozmawiałem też i tacy w moim wieku, czy rodzice tęsknią za śniegiem, za sankami czy lepieniem bałwanka. I tak sobie jadę, a wszędzie zero dzieciaków, a czemu? Bo na dziś właśnie tablet, ilość aplikacji na niego, nowe gadżety to jest to, a nie jakieś durne sanki czy śnieg.
Zimowe szaleństwo z dziećmi? - to szaleństwo co najwyżej dla rodziców, bo dzieci po 2,3 godzinach się nudzą i chcą wrócić do swoich gier, świata walk, emocji, 150 smsów dziennie przez nowe smartfony... I tak to wygląda.
Zimowe szaleństwo? Kiedyś to rzucić kogoś śnieżką a dziś? To być na tyle obeznanym by użyć śnieżki virtualnej smile

20 Ostatnio edytowany przez ojacierpiędole (2014-01-03 01:37:46)

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...
BabaOsiadła napisał/a:

Czyli wątek o poświęcaniu się dla dzieci i granicach tegoż poświęcania smile

Znacie takie rodziny, w których dorośli odmawiają sobie wszystkiego, (...)

ajtamzaraz "wszystkiego"

Toż taka dachówka to jedynie 99 zeta - w wiecznej promocji (drożej nie będzie!)

Także niech "dorośli" nie piszą  o "odmawianiu sobie wszystkiego" bo to trochę nie fair tongue

...chyba że domowy budżet Szanownej OsiadłejBaby oscyluje koło kwoty stu złotych? Jeśli tak, to za nietakt najmocniej przepraszam smile*


Pozdrawiam

21

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...
Remi napisał/a:

Nie dawno przejechałem troszkę po Polsce i ciepło bez śniegu. Rozmawiałem też i tacy w moim wieku, czy rodzice tęsknią za śniegiem, za sankami czy lepieniem bałwanka. I tak sobie jadę, a wszędzie zero dzieciaków, a czemu?

Bo nie ma śniegu?? big_smile ....

22

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Nie kupiłam,bo? Szkoda,że nigdy nie brakuje tym,którzy odpowiadają za sytuację materialną w kraju. Wątpię,by przykładowy ustawodawca miał w swojej rodzinie podobne dylematy roll
Ale do rzeczy...coś jest w tym co pisał Remi...tablety,smartfony i laptopy w rękach kilkuletnich dzieciaków to ewidentne przegięcie. To samo tyczy się prezentów komunijnych-kłady itd. pamiętam czasy,gdy człowiek cieszył się ze zwykłego zegarka,bądź medalika, który dostał...
Zauważa się jednocześnie pewne tendencje "Zastaw się,a postaw się":rolleyes:...nic dziwnego, że potem zaczyna brakować, coś kosztem czegoś.

23

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Póki co dopiero spodziewam się dziecka więc nie wiem jaką matką będę. Mnie jednak rodzice wychowali tak że owszem - nowa zabawka czy jakaś tam inna zachcianka były dostępne ale nie od razu. Od małego dawali mi jakie drobne żebym zbierała do skarbonki. Uczyli że wszystko kosztuje i sami nie mogą pozwolić sobie na wszystko. Było im ciężko i zdawałam sobie z tego doskonale sprawę choć mi nigdy nie powiedzieli wprost jak jest więc nawet jak mama chciała mi kupić załóżmy nowe spodnie to (choć o nich marzyłam) mówiłam że nie trzeba... Miałam po prostu świadomość kosztów wpojoną.

Uważam więc że poświęcanie się na pierdoły nie ma większego sensu. Nie wynika z tego nic dobrego. trzeba uczyć że pieniądze z nieba nie spadają. Niech dziecko zbiera pieniądze na nową zabawkę a my mu "dołożymy". Nawet jeśli większość kwoty to i tak młody wie że trzeba czasem poczekać i samemu mieć pewne fundusze.

Trochę inaczej ma się kwestia do kształcenia. To inwestycja długofalowa (nie to co owy tablet). Tutaj bym się poświęciła dla dziecka kosztem swoich przyjemności ale dziecko musi wiedzieć że to co robimy jest dla niego kosztem nas. Poza tym nastolatek może już nieco pomóc w finansach. Jak chce na obóz pojechać to niech dorobi część w wolnym czasie (wakacje), niech odkłada. Ja tak robiłam i mi "korona z głowy nie spadła".

24

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

A mi się przypomniała "Ballada o Januszku", starsi na pewno znają, młodsi wyguglają. Tam jest świetna ilustracja do czego może doprowadzić odmawianie sobie wszystkiego dla dziecka.

25

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...
PodPseudonimem napisał/a:

A mi się przypomniała "Ballada o Januszku", starsi na pewno znają, młodsi wyguglają. Tam jest świetna ilustracja do czego może doprowadzić odmawianie sobie wszystkiego dla dziecka.

Masz rację, ten film doskonale pokazuje, że nie warto.

Nie dalej jak wczoraj mój opisany w poprzednim poście kuzynek przyszedł do ojca z płaczem, że nie ma gdzie spać (dziewczyna z niedoszłą teściową widocznie pasożyta w końcu wyrzuciły) i jest głodny. Relacje z ojcem miał nie najlepsze, ale ten uznał, że może u niego przez jakiś czas pomieszkać, poszli kupić jakieś ciuchy, buty, wujek wziął z bankomatu 1000 zł, żeby mieli na jakiś czas na życie. Nie minęła godzina, a kuzyn pod nieobecność taty ulotnił się, oczywiście z kasą i jakimś wartościowym drobiazgiem.

Pamiętam, jak ciocia zawsze go tłumaczyła, że żyją skromnie, ale to jest dziecko, ona może sobie odmówić, za to on wśród kolegów nie może czuć się gorszy. Potem doszło do sytuacji, że w środku nocy rozwieszała ulotki na mieście, żeby synalek miał na papieroski, a synalek ani myślał podnieść tyłek, żeby jej pomóc. Nawet kiedy leżała w hospicjum, to przyszedł tylko raz, myli się jednak ten, kto pomyśli, że sumienie go w końcu ruszyło. Przyszedł i ukradł telefon komórkowy. Ciocia umierała, a jeszcze prosiła, żeby pożyczyć mu 200 zł.

I kiedy "wychowawczo" odmawiam czegoś mojemu dziecku, a przypomnę sobie o tym darmozjadzie, to natychmiast pozbywam się wszelkich wątpliwości.

26

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Jakbym czytała o swojej babci. Ma dwóch synów (do niedawna miała trzech-jeden syn zmarł) i cała święta trójca BEZROBOTNYCH W SILE WIEKU mieszkała u niej będąc na jej utrzymaniu. Jeden wdowiec, drugi rozwodnik, żadnej stałej pracy - w sezonie dorywcze roboty łapali na parę miesięcy, a Ona na emeryturze utrzymująca całe towarzystwo. Od dziecka patrzyłam jak ją wykorzystują, zrobili z niej służącą a Ona bała się im zwrócić o cokolwiek uwagę. Ba! Stawała w ich obronie jak mówiłam żeby w końcu poszli do roboty a nie szwędali się jak smrody po gaciach i wymyślali coraz to nowe inwestycje koło domu na które babcia musiała pożyczać pieniądze. Broni ich na każdym kroku a jej argumenty nadają się na mistrzów. Jak pijani robią awantury to mówi że to wina wódki bo nie wiadomo co oni tam teraz do niej leją. W pracy (jeśli ją mają) nigdy nie wypłacili im pieniędzy i tłumaczy że teraz to takie złodzieje wszędzie, że tylko patrzą wykorzystać i grosza nie dać zarobić. itd. Na każde ich niepowodzenie ma argument obrony.
Całe życie sobie odmawiała zeby dać dzieciom i sama mówi że nic w życiu nie skorzystała że nigdy nie było ją na nic stać. Kiedyś było mi jej żal ale teraz wiem, że nigdy nie była konsekwentna i stanowcza wobec swoich dzieci - zrobiła krzywdę im ale przede wszystkim sobie.

27

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Szczerze to zależny od dziecka ale raczej nie licz na to że cie doceni. znakomita większość jeszcze będzie miała pretensję że to tylko tablet a mogło być coś lepszego. Nie ma co się łudzić.

28 Ostatnio edytowany przez flores18261 (2014-01-04 18:03:48)

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...
BabaOsiadła napisał/a:

Czyli wątek o poświęcaniu się dla dzieci i granicach tegoż poświęcania smile

Znacie takie rodziny, w których dorośli odmawiają sobie wszystkiego, żeby tylko móc kupić coś dziecku? A może sami uważacie, że tak powinno być, że Wy już swoje przeżyliście, że Wam niczego nie potrzeba, a pociecha musi mieć zabawki, gadżety, modne ciuchy, zajęcia dodatkowe i zagraniczne obozy językowe? Sądzicie, że gdy dziecko dorośnie, będzie wdzięczne za takie poświęcenie? Zapraszam do dyskusji.

Znam taką pewną rodzinę mają jedną 11 letnią córkę . Teraz byłam z nią w kinie na : Kraina Lodu "  świetna bajka smile Na szczęście umiem się z Sandrą dogadać rozmawiamy o wszystkim jako 11 latka jest bardzo mądra . Mama tylko pracuje i utrzymuje dom ojciec tej dziewczynki  pije nigdzie nie pracuje jest im bardzo trudno ale żyją jakoś . Ojciec to podrywacz złości mnie ten fakt bo kocham ich córkę jak swoje dziecko a On dostawia się do mnie niby żartem ale nigdy nie wiadomo co siedzi w jego głowie Basia ciągle narzeka ale i tak trzyma go nie wiem co On jej takiego daje , że nadal z nim jest i trwa w tym bagnie dalej . On tylko pije , pali papierosy jak Ferdzio z Kiepskich... Ona też jakby było tego mało pali , mieszkają w jednym małym pokoju z małą kuchnią i łazienką , co chwila zmieniają miejsce zamieszkanie ich córka dorasta chciała nowy telefon no to mama jej kupiła nowy telefon na abonament jedy nie rozumiem a gdzie życie takie dziecko teraz ma potrzeby na koniec roku jest wycieczka szkolna chce jechać bo reszta klasy też jedzie tio Ona ma nie jechać w imię czego ... zastanawiam się czasami jak oni żyją mają tyle długów i jakby było mało coś zle jej matka uzupełniła i MOPSu musi oddać 700zł z groszem... Ale wiem  na pewno dziecko głodne nie chodzi a to duży plus bo jestem u nich to mnie jeszcze nawet poczęstują .

29

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Wiesz kobietom nieraz trudno jest przerwac kierat w którym się znajduja . i zyja w tych chorych związkach , bo niechca niczego zmieniac . kobieta charuje stara się aby pijak miał na picie .
Czy niemiała by lepiej gdyby pijaka wygnała . Na pewno
A czy dzieci docenia to , to co dla nich się robi . Nie wiem to trudne pytanie ba nikt nie jest przewidzieć co w przyszłości zrobia dzieci. Sa takie które przejmna opieke nad rodzicem bo poswiecił zycie , ale i sa takie które nie

30

Odp: Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

takie zachowanie mnie szokuje,ważniejsza jest zabawka która kiedyś i tak będzie w kącie niż podstawowe rzeczy?poza tym nie powinniśmy rozpieszczać dzieci zabawkami żeby miały szacunek do ludzi i rzeczy,później taki synuś powie matce daj mi na ... bo chcę nie interesuje mnie czy masz na jedzenie,opłaty daj bo chce -czy tego chcecie na starość?czy wolicie by dzieci Was szanowały?same odpowiedzcie sobie na to pytanie

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Nie kupiłam sobie butów na zimę, żeby syn miał tablet...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026