Gdy myślimy o jakimś fajnym "sporcie" zimowym dla maluszka 2+, decydujemy się zazwyczaj jedynie na sanki, bo są wygodne i bezpieczne. A czy są wśród Was osoby, które nie bały się zabrać dziecka na narty, snowboard lub łyżwy? Jak to wyglądało, wynajęłyście instruktora, czy same pokazałyście, co i jak? Czy istnieje w ogóle sprzęt dla tak malutkich ludzików?
Czy warto zabierać maluchy na stok lub lodowisko, czy to raczej głupota i niepotrzebne ryzykowanie zdrowiem/życiem?
Podobne tematy
Oj, ja widziałam takie malutkie dzieciaczki na biegówkach i zwykłych nartach
Więc sprzęt istnieje i zwykle rodzice uczą (na stoku często mają dzieci przypięte na takich szelkach). Ja bym raczej na biegówki dziecko wzięła, bo tam nie ma ryzyka, że ktoś w nie wjedzie z dużą prędkością tak jak na stoku. Łyżwy też są trochę niebezpieczne, bo ktoś się może potknąć i dzieciątko przygnieść do ziemi.
3 2014-01-01 17:23:21 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2014-01-01 22:39:23)
Witaj,
owszem,sprzęt istnieje:).Moja córka po raz pierwszy stanęła na nartach jako dwulatka.Były to narty przypinane do butów- takie "plastiki".Pojeździła na osiedlowej górce- spodobało się jej.Jako trzylatka założyliśmy z męzem,że na pewno jej się spodoba i kupiliśmy używane buty i narty- mam je zresztą do tej pory- Babo- gdybyś chciała by Ci za jakąś śmieszną cenę odstąpić:)
Córce się podobało,nie umiała jeszcze się zatrzymywać ale cwaniara miała takie wyczucie,że kiedy było niebezpiecznie wywalała się na zadek.Sama ją uczyłam- bo kiedyś byłam instruktorką.Już w tym samym sezonie jeździła ze mną na orczyku na "dorosłej" górce a nie na oślej łączce. Przez pierwszy rok jeździła na szelkach.Były to takie zwykłe szelki jakie kupuje się do wózka.
Narty uwielbia.Jako sześciolatka jeździła na Kasprowym i na Lomnickym Sedle.Teraz ma blisko dziewięć i przyznam,że nie znam dziecka w jej wieku jeżdżącego tak dobrze.
Z łyżwami był problem.Poszła pierwszy raz na lodowisko jako czterolatka.Nie spodobało się bo "za ślisko".Rok odpuściliśmy i jako pięciolatka złapała bakcyla.
Co to za ryzyko dla zdrowia na stoku? Trzeba uważać na debili nie umiejących jeździć bo oni na prawde krzywdę mogą zrobić.Ale dziecko na nartach samo sobie krzywdy nie zrobi.Gorzej na łyżwach- ale jak ma kask i nie ma dużo ludzi to warto próbować.
Moja córka latem marzy by pojeździć na nartach,narty jej się snią,marzy tylko o takich wakacjach.
Z tego, co wiem, ortopedzi zalecaja stawianie na nartach dopiero 5 latki, ze wzgledu na stawy, ale sama o tym nie wiedzialam, kiedy moje zaczely, majac 4 lata, jakos stawy maja chyba ok
.
Poza tym - na zwyklej gorce to spoko, ale na regularnych trasach do tej pory mam lekko stracha, kiedy widze pedzących szalencow (a tacy zdarzaja sie chyba na kazdym stoku). Dwulatka bym nie puscila.
Z dwulatkiem to bałwana lepiej ulepic albo zrobic aniołka na sniegu ![]()
Z tego, co wiem, ortopedzi zalecaja stawianie na nartach dopiero 5 latki, ze wzgledu na stawy, ale sama o tym nie wiedzialam, kiedy moje zaczely, majac 4 lata, jakos stawy maja chyba ok
.
Poza tym - na zwyklej gorce to spoko, ale na regularnych trasach do tej pory mam lekko stracha, kiedy widze pedzących szalencow (a tacy zdarzaja sie chyba na kazdym stoku). Dwulatka bym nie puscila.
Z dwulatkiem to bałwana lepiej ulepic albo zrobic aniołka na sniegu
Benita, to chyba nasi rodowici ortopedzi:)) Wlasnie wrocilam z tygodniowego szalenstwa na stokach w Laponii i widzialam tam takie fajne brzdace, ze az milo bylo popatrzec. Moja cora zaczela jezdzic na lyzwach majac 2 latka, jako 4 latka poszla na kurs jazdy figurowej, taki dla maluchow, zadne wyczyny sportowe:)
Na prawdziwych nartach zjazdowych zaczela "szusowac" majac lat 4 a teraz jako 12 latka doslownie szaleje na stokach. Oczywiscie dla rodzin sa inne stoki, bardziej plaskie, z wolniejszym wyciagiem i mniejsza liczba szalencow a poza tym generalnie taki maluch rzadko zjezdza sam. Obok powinien byc jednak ktos dorosly dopoki dziecko sie nie usamodzielni i odwazy na jazde solo. A dzieje sie to zwykle szybciej niz sadzimy:)
Biegowek jakos nie polubila ale tez zaczela w przedszkolu, mieli nawet grupowe wycieczki na nartkach do lasu:)
Ruszajace sie i zazywajace sportu i ruchu na swiezym powietrzu dziecko zwykle mniej choruje i lepiej sie fizycznie rozwija. Trzymac maluch 5 lat w "bezruchu" to chyba przesada.
Benita- przyznam,że też po raz pierwszy słyszę tą opinię ortopedów.Mam w domu fizjoterapeutę i osteopatę,który zapewne też o tym nie słyszał.
Mówi się,że rozpoczęcie nauki jazdy na nartach uzależnione jest raczej od rozwoju psychomotorycznego.
Trzy czy dwulatek nie będzie zapewne regularnie szusował,raczej będzie się bawił,ślizgał.Więc żadnego problemu ze stawami mieć nie będzie.
Ja narty lubię, ale póki co średnio mi to idzie i jak widzę takie maluszki, które mijają mnie slalomem, to ogarnia mnie wstyd i podziw
Mój trzyletni wówczas bratanek, gdy mijał mnie na stoku krzyczał "nie bóóóóóóóój sieeeeeeeeee, choooooooodź"
Wydaje mi się to super pomysłem uczyć dzieci jazdy na nartach w tak młodym wieku. Później albo im się to spodoba, albo nie, ale już tego strachu nie będą może tak odczuwać ![]()
Najlepszym sportem zimowym (oprócz oczywiście bitwy na śnieżki :-) jest spacer, dobrze hartuje dzieciaczka, daje możliwość porozmawiania z bliskimi, spędzenia z nimi czasu ... Polecam właśnie te zimowe - mamuśki zobaczycie po powrocie do domu jakiego apetytu dostanie Wasza pociecha właśnie po takim spacerze ![]()
Ja narty lubię, ale póki co średnio mi to idzie i jak widzę takie maluszki, które mijają mnie slalomem, to ogarnia mnie wstyd i podziw
Mój trzyletni wówczas bratanek, gdy mijał mnie na stoku krzyczał "nie bóóóóóóóój sieeeeeeeeee, choooooooodź"
Wydaje mi się to super pomysłem uczyć dzieci jazdy na nartach w tak młodym wieku. Później albo im się to spodoba, albo nie, ale już tego strachu nie będą może tak odczuwać
)).Przypomniało mi się jak w zeszłym roku uczyłam 11 letnią dziewczynkę z naszej rodziny jeździć. Pojechała z nami oczywiście moja ośmiolatka,która widząc ile czasu zajmuje nam zjechanie z górki (dziewuszka po raz pierwszy stała na nartach) pokrzykiwała skacząc na małych skoczniach dla snowboardzistów: "co tak powoli?!" i dalej śmigała aż miło było popatrzeć.
Dziewuszka,którą uczyłam zwyła się na górce ale po namyśle stwierdziła "jak ona ( moja córka) daje radę to ja nie dam???". I jakoś szybko jej poszło zapinanie się na orczyk,wypinanie i jazda:).Nie ukrywam,że to też zasługa świetnej instruktorki:))
Najlepszym sportem zimowym (oprócz oczywiście bitwy na śnieżki :-) jest spacer, dobrze hartuje dzieciaczka, daje możliwość porozmawiania z bliskimi, spędzenia z nimi czasu ... Polecam właśnie te zimowe - mamuśki zobaczycie po powrocie do domu jakiego apetytu dostanie Wasza pociecha właśnie po takim spacerze
Sądzisz,że narty nie hartują,nie dają możliwości porozmawiania,spędzenia czasu z rodzicami i nie przysparzają apetytu??:)
gojka, dają, ale jak sie mieszka na rowninie, to tzreba znalezc zamiennik dla nart, zeby nie popasc w gnusnosc. Balwany, bitwy na sniezki itd
.