netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

rozstanie

56 odpowiedzi8 210 wyświetleńzałożony przez shadzara, 11.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 57 ]

1

Temat: rozstanie

Cześć. Opiszę Wam krótko moją historię. Byliśmy razem prawie 1,5 roku. Niestety, po 3 miesiącach związku On musiał wyjechać, nie było go długo, ja czekałam - w sumie to czekałam 7 miesięcy, kontakt mieliśmy na skype itp., czasem się widywaliśmy na żywo, na 1-2 dni. W tym czasie, pojawiły się u mnie trudności w życiu rodzinnym, zawsze byłam nerwową osobą, ale bardzo moja nerwica się pogłębiła. Traktowałam go w trakcie napadów okropnie, nie zasługiwał sobie na to. Częściowo, może dlatego że było we mnie tyle bólu, że oszukał, że zostawił, że wyjechał na tak długo, czułam się bardzo oszukana, że tutaj zaangażowałam się w związek, a nagle wyjeżdża.

Kiedy wrócił, mieliśmy zacząć "od nowa", jednak on ma chorą matkę i znów go ciągle nie było. W dodatku te moje problemy psychiczne i moja trudna sytuacja rodzinna nie sprzyjały rozwojowi znajomości. Po licznych moich przekonywaniach go, wróciliśmy do siebie. Potem znów wyjechał, a ja zachorowałam "fizycznie", że tak powiem, jego matki stan się pogrążał. Zaczął mnie unikać, ja się dla niego przeprowadziłam na studia do innego miasta, żebyśmy w końcu mogli zacząć normalnie funkcjonować, dzielić codzienność. Jego ignorowanie mnie tłumaczyłam sobie tym, że On ma problemy z matką, że ona umiera, że muszę go wesprzeć. Napady miałam rzadziej, postawiłam się trochę na nogi, ale nie całkowicie. Czułam, że coś jest nie tak, padały słowa "rozstaniemy się już na dobre", nie chciałam ich zrozumieć.

W końcu niecały tydzień temu poprosiłam go na spokojnie o rozmowę, o szczerość - powiedział, że nie ma ochoty się starać, że ten związek go dobił, że nie byliśmy szczęśliwi i w sercu ma pustynię. Że nic nie poradzi. Oczywiście, na początku miałam fazę "szoku" - pisałam do niego, wyznawałam miłość, wracałam do wspólnych wspomnień - on mówił "przykro mi". Powiedział też, że "za późno" się zaczęłam starać, zabiegać, a potem gdy mu to wypomniałam, powiedział że mam się go nie słuchać.

Że jestem dla niego bardzo ważna, ale związku to on nie widzi w sumie od naszego pierwszego rozstania. Tłumaczyłam mu, że to nie nasza wina, tylko takie okoliczności losu - choroba jego matki, wyjazdy. Że w końcu jesteśmy w jednym mieście itp.

Wczoraj napisałam mu, że już wszystko zrozumiałam, że przepraszam, że być może kiedyś znajdzie się ktoś, kto pokocha mnie jaką jestem. Dzwonił potem 4 razy, ale nie odebrałam, bo miałam wyciszony dźwięk. Oddzwoniłam po jakimś czasie, miał wyłączony telefon. Napisałam mu smsa, że nie dam rady i że wracam do siebie, do miasta rodzinnego. Jak włączył telefon i zobaczył tę wiadomość, dzwonił kilkanaście razy, ale nie chciałam z nim rozmawiać. Bałam się, że usłyszę jego głos i znów jeszcze bardziej się rozkleję. Napisałam mu, że "nie mam ochoty na rozmowę".

Powiedział mi jakiś czas temu, że potrzebuje spokoju, że chce odpocząć, że ma wszystkiego dość, że może kiedyś wrócą uczucia, ale że mam nie czekać i jemu jest głupio mnie prosić o czekanie i wstyd, bo tyle już czekałam.

Póki co, dziś się nie odezwał. Cały czas w pamięci miał to, co zrobiłam złego, a to co zrobiłam dobrego to już nie. Powiedział, że gdyby nie jeździł na weekendy do chorej matki, to może by inaczej to wszystko wyglądało.

Zastanawia mnie - uważacie, że jest szansa że wróci? Byłam jego pierwszą dziewczyną, bardzo się do siebie przywiązaliśmy. Czy jeśli mężczyzna mówi: "czuję się w środku jak stary człowiek", to znaczy, że już nie wróci?

Teraz postanowiłam ogólnie, nie odzywać się, odpocząć, dojść do siebie, bo bardzo to przeżywam.  Nabrać dystansu. Wiem, że jeśli by chciał wrócić, musiałby stanąć na głowie. Ale nawet ja sama w to wątpię, że wróci. Może dacie mi jakąś iskierkę nadziei...

2 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-11 23:06:13)

Odp: rozstanie

Facet jest wyczerpany, bo wszystko szło nie po jego (a także i Twojej) myśli. Musiał wyjechać- poprzez słowo "musiał" rozumiem bardzo ważne dla jego życia okoliczności. Jeśli tak było to Ty nie mogłaś mieć o to pretensji. Potem doszła przykra sprawa z jego mamą i to też nie była dla niego łatwa sytuacja. Wiesz- to nie jest tak, że on nie rozumie Twoich problemów psychicznych, ale w pewnym momencie, szczególnie jeśli człowiek ma masę problemów osobistych i w rodzinie, wśród krewnych, to nawet pomimo uczucia żywionego do drugiej osoby, jej negatywne zachowania,  (spowodowane właśnie chorobą) skierowane w jego stronę mogą sprawić, że odechciewa się wszystkiego, brakuje sił i w głowie jest straszna kołomyja, albo i zupełna pustka. Być może tak było i w tym przypadku.
Czuje się w środku jak stary człowiek- jest wyniszczony. Pamiętam jak moja mam i jej siostra, moja chrzestna, przeżywały pobyt w szpitalu ciężko chorej ich mamy a mojej babci, bądź co bądź już starszej osoby więc wszyscy mieli w myślach, że to są jej ostatnie chwile. Ciągłe czuwania przy łóżku babci, nieprzespane noce, rozmowy z ordynatorem...). Słowem wraki ludzkie. Babcia nie żyje od 2006 roku, ale do dzisiaj jak jej córki przejeżdżają koło szpitala, to maluje im się smutek na twarzy i źle wspominają owe wizyty. Jakby wtedy do tego doszły jakieś problemy (których dzięki Bogu w tym okresie nie było) u nas w rodzinie, to nie wiem, jakby mama z chrzestną to wytrzymały.
Moim zdaniem (o ile Cię dobrze zrozumiałem) nie powinnaś się kierować stwierdzeniem, że jeśli chciałby wrócić, to musi stanąć na głowie. Jest to złe nastawienie, na pewno nie "partnerskie". Postaw się w jego sytuacji. On i tak się sporo nawysilał. Przy ewentualnym powrocie uczuć potrzeba tu Twojego zrozumienia bardziej niż jego starań.
Facet potrzebuje odpoczynku, chociaż musisz być przygotowana, że te wydarzenia które opisujesz mogły w nim definitywnie zdmuchnąć płomień uczuć do Ciebie.

3

Odp: rozstanie

Dokładnie! Współczuję bardzo Twojemu (byłemu?) facetowi, że musiał tyle znieść. W Tobie potrzebował oparcia, azylu, schronienia przed problemami, a dostawał dodatkową dawkę nerwów, obwiniania się, bezsilności, złości, niechęci. Zostaw go na razie w spokoju, daj mu od tego wszystkiego odpocząć, nie manipuluj nim nadal! Wiesz co powinnaś zrobić? Powiedzieć mu, że zrozumiałaś swój błąd, przeprosić go za wszystkie złe chwile i dać mu czas! Zamiast ciągłych pytań o wasz związek, zacznij się go pytać jak się czuje, czy daje sobie radę, co czuję... Wysłuchaj go, daj mu wsparcie, opiekę... Tego mu najbardziej potrzeba, a nie szantażu: wyjeżdżam, nie mam ochoty gadać itp...
NIE DOBIJAJ GO!
I nie rób to po to, by wrócił do Ciebie, rób to dla niego!
Tylko to was może zbliżyć do siebie. Daj mu pewność, że on naprawdę może liczyć na Ciebie, że może się przed Tobą otworzyć, nabrać dzięki Tobie energii do dalszej walki.

4

Odp: rozstanie

On również mnie niesamowicie wymęczył, więc to nie jest tak, że ja go wymęczyłam. Jeśli mam być obiektywna, to w tym momencie jest rachunek - 1:1. Wiadomo, nie pisałam o wszystkim.

Powiedział mi, że kocha mnie jako człowieka, ale związku to on nie widzi i nie czuje się na siłach do niego, nie widzi NAS.

To powiedziałam sobie - ok. Nie będę go męczyć, ma swoje problemy. Starałam się go wesprzeć, w momencie gdy jego matka zachorowała, hamowałam się i "uspokoiłam", co sam nawet zauważył. Ale powiedział "za późno". W niedzielę powiedział mi jeszcze, że przykro mu, ale nic nie jest w stanie odpowiedzieć na moje wiadomości (pisałam mu o NAS, o swoich uczuciach, miłości swej itp.).

A ja dla niego się przeprowadziłam... wiele rzeczy robiłam dla niego.

Sprawa wygląda teraz tak, że on do mnie ciągle dzwoni od 2 dni. Ja nie jestem w stanie z nim rozmawiać - dużo bólu mi sprawił.,. Np. "jeszcze niedawno mówiłeś mi, że mnie kochasz" - on: "taak?? kiedy to było!! nie przypominam sobie". Odpisałam mu, że w końcu do mnie dotarło jak to wszystko wygląda z jego strony.

Gdyby czegoś chciał, to by nie dzwonił, a napisał. Jeśli mnie kocha, ale o tym "zapomniał" poprzez wszystkie złe wydarzenia, to się odezwie, poprosi o rozmowę. Jeśli nie kocha, to dalej będzie cyrk w postaci - będzie dzwonił i chciał bym ja za nim latała jak dotychczas.

Możecie doradzić, jak zareagować na te jego telefony?

5 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-12 22:17:51)

Odp: rozstanie
shadzara napisał/a:

(...)Gdyby czegoś chciał, to by nie dzwonił, a napisał. (...)Możecie doradzić, jak zareagować na te jego telefony?

Według mnie dorosły, dojrzały człowiek jeśli dzwoni- to jasne, że chce porozmawiać. Inaczej po co by to robił?
SMS to lipa dla gimbazy. Może teraz takie czasy nastały, ale po mojemu rozmowa jest znacznie bardziej "na poziomie". Literki, nawet jakby nie były najpiękniej w zdania ułożone nie oddadzą tak pełnego przekazu, emocji drugiej osoby co usłyszenie jej głosu.
Jak reagować na te jego telefony?- Odebrać i zacząć rozmawiać. I wyjaśnić z nim wszystko.




Próbowałem kilkakrotnie wysłać odpowiedź na maila, szczerze mówiąc nie wiem, czy to się udało, bo otrzymuję w aplikacji dziwne, sprzeczne komunikaty, dlatego wklejam odpowiedź także tutaj:

Rozmowa telefoniczna sama w sobie jest takim jakby neutralnym gruntem. Możliwe, że on nie jest tak jakby gotowy na spotkanie i rozmowa przez fona wydaje mu się na ten moment bardziej dogodną opcją. Teraz jego psychika na pewno bardzo cierpi a nałożenie się na siebie wtedy różnych negatywnych epizodów w jego życiu mogło spowodować, że jego zachowanie względem Ciebie było takie a nie inne; negatywne. Ja na Twoim miejscu bym się zdaniem koleżanki nie sugerował. Masz niepewności, przeżywasz to wszystko- więc trzeba postarać się to jak najszybciej rozwiązać. Jeśli on dzwoni- to dzwoni po coś (chyba, że jest nienormalny). Odbierz, pogadajcie co i jak, a być może dorozumiecie się w sprawie ustalenia jakiegoś spotkania. Bo na ten moment to Ty tylko się denerwujesz i szukasz wyjaśnienia i nadziei na forum i u innych ludzi, zamiast starać się dobrnąć do rozwiązania problemu u jego źródła. Ani ja, ani nikt inny nie wie, co ten człowiek ma w głowie. Trzeba wyjaśnić.

6

Odp: rozstanie

To nie tak... Wysłałam Ci maila.

Ogólnie sprawa wygląda już na zakończoną. Prawie nic nie jadłam od tygodnia. Nie mogę się pozbierać....;(

7 Ostatnio edytowany przez annabednarek (2013-12-12 22:35:45)

Odp: rozstanie

Ta historia coś mi przypomina .jego matka też była chora i jeździł do niej co trzy miesiące nie patrząc na ciąże na dziecko na mnie .jeździł bo mu mamusia kazała.przez 1 i 3 miesiące zmęczył sie dzieckiem stałą pracą mamusia mu kazała i wrócił do niej .co sie okazało że miał inną.dorosły facet nie może zasłaniać sie ciągle matką choroba chorobą ale ty też masz jakieś prawa pojawia się i znika .ty rezygnujesz z siebie przeprowadzasz się do niego a co on dla ciebie robi ucieka przed toba .powiem ci od siebie i ze swojego doświadczenia  dajcie sobie troche czasu ,trzymam kciuki .przeczytaj sobie moja historie w związkach na odległość.wczoraj minął dwa lata jak nas zostawił

8 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-12 22:58:55)

Odp: rozstanie

Nie myślmy schematycznie. To, że u Ciebie tak było wcale nie oznacza, że i u niej tak musi być. Jest wiele różnych przypadków. Tak samo jest wiele dziewczyn na świecie. Matka jest jedna.
Swoje zdanie na temat postępowania tego faceta wyraziłem we wcześniejszych postach i nie widzę sensu się powtarzać.

Z treści posta nie wywnioskowałem, aby tych dwoje ludzi deklarowało sobie miłość aż po grób, a tym bardziej łączył ich już węzeł małżeński czy wspólny potomek.

Do autorki- jeśli upewniłaś się, że to koniec, to wygląda na to, że będziesz musiała kontynuować swoje niedawne postanowienie i żyć własnym życiem. Odgrzewanie kotleta w takich przypadkach zwykle przynosi efekty niewspółmierne do włożonych starań i nerwów. Ale kto wie...
Maila odebrałem. Odpowiedź widnieje w poście wyżej.

9

Odp: rozstanie

Z tego co widze to jest bardzo podobnie przynajmniej wstęp .a schemat bo faceci są schematyczni  kobieta poświęci wszystko dla drugiej osoby dla rodziny a facet się zmęczy i  powie że nie dorósł  że nie może i  jeszcze wiele wiele innych ...

10 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-12 23:14:15)

Odp: rozstanie

Aniu- Ja rozumiem i zdaję sobie doskonale sprawę, że przeżycie jakiejś przykrości może w mniejszym bądź większym stopniu wpłynąć na ogólne (negatywne) postrzeganie podmiotów i przedmiotów, których "egzemplarze" komuś tę przykrość sprawiły, ale facet, w odniesieniu do ogółu sam w sobie nie jest "zły". Ty po prostu na takiego trafiłaś. Nie można wrzucać wszystkich do jednego wora poprzez kryterium jednego bądź kilku przypadków, a już karygodne jest rozgraniczanie przydziału "dobroci" i "złości" na płcie. Idąc takim tokiem rozumowania ja też jestem "do luftu" wink
Każdy z nas jest inny i reprezentuje różną osobowość, postawy i życiowe poglądy.

11

Odp: rozstanie

Tak mnie  i dwójce dzieci gdzie tej młodzszej nie raczył poznać .zreszta może masz racje .dla mnie tego rodzaje faceci sa na stracenie .zresztą  czsu nie cofnę .a ja mam swój pogląd na świat i facetów.tylko mam nadzieje że moje dziewczyny kiedyś na takiego nie trafią.

12

Odp: rozstanie

Niektóre kobiety też potrafią nieźle "zaszaleć", uwierz mi wink

Wobec Twojego twierdzenia o poglądzie na temat facetów pozwól, że zadam pytanie: Kim ja dla Ciebie jestem? smile

13

Odp: rozstanie

Nie znam cię nic nie mogę o tobie powiedzieć .

14

Odp: rozstanie

Okej. Tak tylko zapytałem, bo lekko zaniepokoiło mnie to zdanie:

annabednarek napisał/a:

bo faceci są schematyczni  kobieta poświęci wszystko dla drugiej osoby dla rodziny a facet się zmęczy i  powie że nie dorósł  że nie może i  jeszcze wiele wiele innych ...

15

Odp: rozstanie

Nie osądzam nikogo.mogę osądzić tylko siebie i swoje postępowanie i  całe swoje życie .może i  zaszalałam w tej mojej historii.a teraz nie ma miejsca na szaleństwa w moim życiu no chyba że z moimi dziewczynkami .

16

Odp: rozstanie

Witam, też mam historię o rozstaniu jednak trochę inną. Tydzień temu rozstałam się ze swoim partnerem.. Za miesiąc mieliśmy obchodzić rok razem. Kilka dni się nie układało, on czas wolny zamiast ze mną spędzał pisząc ciagle z kimś na facebook'u, denerwowało mnie to więc postanowiliśmy dać sobie "tydzień przerwy". w piątek 6 grudnia poszliśmy na koncert, on wypił ja wypiłam alkohol. i niestety lub stety zajrzałam w jego telefon. Miał pełno wiadomości od wspólnej znajomej. że za nim tęskni, że czeka aż się wyprowadze na ten tydzień. rozpętała się wojna, ja w płacz on w złość. Na drugi dzień się wyprowadziłam. Zabrałamw szytskie rzeczy, zostawiłam obrączke na komodzie( by o tym pomyślał). Odezwałam się w niedzielny wieczór. Napisałam mu, że tęsknie że go kocham. Umówiliśmy się na spotkanie w poniedziałek. Przyszedł chwile spóźniony, zaczeliśmy rozmawiać. Powiedział, że za mną tęskni że chciałby być ze mną, jednak nie umie. Płakaliśmy oboje. Ja-jestem zdania , że jak darzy się kogoś uczuciem, to trzeba spróbować raz jeszcze. Chcę by się naprawiło, i chcę byśmy byli razem. Od poniedziałku wysyłałam mu jedną wiadomość dziennie. Wiem, że nie powinnam jednak nie umiałam się opanować.  Dziś z nim rozmawiałam. Powiedział że nadal czuje do mnie tęsknote, i mnie kocha. Jednak potrzebuje czasu i czuje się osaczony, bo " bo pomimo naszego rozstania co jakiś czas zostaje zasypany i przez sms i przez fb tym jak tęsknisz i jak chcesz się spotkać. nie tędy droga".


{ytanie - co ja mam zrobić? Jak się zachować? Czuje, że jak przestane się odzywać, to już z nim się nie zobacze.. Według mnie powinniśmy  spotykać, rozmawiać. chodzić na randki.. A jego zdanie jest takie " że to za wcześnie i narazie nie chcę. myślałem o wielu aspektach tego co nas łączyło.. i bycie razem to tylko pozytywny finał a nie sprawa. o byciu razem nie myślałem" sad

Ma się odezwać do mnie w sprawie spotkania i porozmawiania.. Jest mi cholernie ciężko, i smutno. Chciałabym byśmy wrócili do siebie.
Jest to mój pierwszy poważny związek.. a może był? Proszę o rade..

17

Odp: rozstanie

Ech... jakby kobieta potrafiła zrozumieć faceta (i na odwrót) to byłoby zupełnie inaczej... tongue
Jak "coś do Ciebie czuje", jeśli mu zależy to się będzie odzywał sam. Ty byś go chciała zatrzymać na siłę, koniecznie, żeby on był.. Wierz lub nie, ale Twoje podejście może go bardziej "zniechęcić niż zachęcić". Ja jestem zdania, że "trzeba się sobie wzajemnie dawkować". Wszystko po kolei, pomału.

18

Odp: rozstanie

No pomału i dużo tłumaczyć facetowi bo nie zrozumie jak się normalnie do niego mówi .

19

Odp: rozstanie

Hej pisze bo chciałabym opowiedzieć o swojej sytuacji i podyskutować na ten temat.
A więc byłam z chłopakiem dwa lata a on gdy wyjechał na studia zostawił mnie z dnia na dzień dla jakiejś dziewczyny z akademika. Poznaliśmy się w 1 klasie liceum przyjaźniliśmy się i w połowie 2 klasie postanowiliśmy spróbować. Było nam razem bardzo dobrze, zakochaliśmy się w sobie przeszliśmy razem przez wiele przeszkód stojacych nam na drodze. I dla mnie i dla niego był to pierwszy taki poważniejszy związek. Mówił ze mnie kocha że zrobiłby dla mnie wszystko i ze na pewno przetrwamy rozłąkę na studiach. Po dwóch tygodniach pobytu w akademiku zostawił mnie mówiąc że mnie nie kocha że chce się bawić. BArdzo mnie to zabolało, ze woli imprezy ode mnie ale gdy się rozstaliśmy dowiedziałam się że kręci z inną i obecnie już z nią jest ( znaja się dwa miesiace). Wierzyłam mu gdy mówił że chce się bawić a on tak naprawdę zostawił mnie dla innej która jest na miejscu. Poczułam się gorsza i wykorzystana. On jest teraz szczęśliwy nie zaluje swojego wyboru bo się w niej zakochał. Co ja mam robić ? I czy on bedzie tego załował?

20

Odp: rozstanie

SYLA19: uważam, że będzie żałował wyłącznie w momencie gdy "tamta druga" da mu kosza. wtedy będzie skomleć.

tak to już niestety jest - dla większości mężczyzn "ta pierwsza kobieta" nie jest niczym "wyróżniającym się" w jego życiu. zwykle jest kartą na dalsze związki, facet chce się sprawdzić w łóżku, jedna kobieta w życiu mu nie wystarczy. jest to okropnie przykre, ale tak jest. wiadomo, kobieta by chciała żeby ten pierwszy był jej ostatnim. ale ja uważam i z tego co zdążyłam doświadczyć i zaobserwować, to faceci szczególnie ci w wieku 18-23, nie przywiązują zbytniej wagi do związku, chcą po prostu się zabawić, jak najwięcej zaliczyć, wyżyć się itp., dopiero później przychodzi myśl żeby się ustatkować. są oczywiście wyjątki od tej reguły.

ja miałam również przykrą historię z moim pierwszym - uwodził, jeździł za mną, przyrzekał, klękał, zarzekał się, obiecywał dozgonną miłość - 4 miesiące to trwało - i gdy "osiągnął cel", czyli wtedy kiedy mu się oddałam, tydzień później stwierdził że woli być z inną. wybaczyłam mu to, ale potem zostawił mnie kilka miesięcy później w o wiele gorszy sposób... oczywiście też poszedł do innej. z pewnych źródeł wiem, że później tamta pinda go zostawiła i to dość szybko wink.

21

Odp: rozstanie

tak na moje oko i ostatnie dwie nieprzepite szare komórki, to kiedy Tobie hormony a jemu testosteron zjadą do normy, to zaczniecie wszystko od nowa...

22

Odp: rozstanie

CUPCEJK:

"Miał pełno wiadomości od wspólnej znajomej. że za nim tęskni, że czeka aż się wyprowadze na ten tydzień. " - bezczelność.

Widzę to tak, że ten chłopak Ciebie nieźle wkręca. jednak to jest tylko moje odczucie. wydaje mi sie, ze on "robi sobie grunt" - dopoki nie jest pewien uczuc i deklaracji Waszej wspolnej znajomej, pewnie nie da Ci jasnej sytuacji. z jednej strony mam teraz podobnie jak Ty - facet mowil, ze go przytlaczaja moje wiadomosci itp., na pewno wydarzylo sie miedzy Wami kilka przykrych rzeczy i on mimo ze ma do Ciebie sympatie, to nie jest pewien tego co bedzie dalej i bierze "na przeczekanie".

Ogolne wrazenie jest dla mnie takie, ze ten chlopak predzej czy pozniej w jakis sposob sie wywinie. jesli facet bedac z Toba juz kreci, mataczy, klamie, pisze z inna - nie ludz sie, ze sie cos zmieni - wiem ze swego doswiadczenia. chyba, ze w gre wchodza inne tematy - jakies trudnosci zyciowe, w rodzinie itp., ale wiem ze jesli wchodzi w gre TA DRUGA i facet juz zakladal raz maske, to niestety, nie ma co sie ludzic, ze cokolwiek sie zmieni w tym temacie.

23

Odp: rozstanie
shadzara napisał/a:

SYLA19: uważam, że będzie żałował wyłącznie w momencie gdy "tamta druga" da mu kosza. wtedy będzie skomleć.

tak to już niestety jest - dla większości mężczyzn "ta pierwsza kobieta" nie jest niczym "wyróżniającym się" w jego życiu. zwykle jest kartą na dalsze związki, facet chce się sprawdzić w łóżku, jedna kobieta w życiu mu nie wystarczy. jest to okropnie przykre, ale tak jest. wiadomo, kobieta by chciała żeby ten pierwszy był jej ostatnim. ale ja uważam i z tego co zdążyłam doświadczyć i zaobserwować, to faceci szczególnie ci w wieku 18-23, nie przywiązują zbytniej wagi do związku, chcą po prostu się zabawić, jak najwięcej zaliczyć, wyżyć się itp., dopiero później przychodzi myśl żeby się ustatkować. są oczywiście wyjątki od tej reguły.

ja miałam również przykrą historię z moim pierwszym - uwodził, jeździł za mną, przyrzekał, klękał, zarzekał się, obiecywał dozgonną miłość - 4 miesiące to trwało - i gdy "osiągnął cel", czyli wtedy kiedy mu się oddałam, tydzień później stwierdził że woli być z inną. wybaczyłam mu to, ale potem zostawił mnie kilka miesięcy później w o wiele gorszy sposób... oczywiście też poszedł do innej. z pewnych źródeł wiem, że później tamta pinda go zostawiła i to dość szybko wink.

Tylko że on nie widzi nic złego w tym że mnie zostawił i jeszcze kłamał że dla imprez a potem wyszło że dla innej. Ja słyszałam trochę o tej nowej dziewczynie   że podobno jest mądra miła itd no i naściemniał jej że ze mna nie jest już od kwietnia. Czuje się wykorzystana, potraktowana jak zabawka i oszukana. On chyba nie wie co to znaczy miłość skoro po dwóch tygodniach mnie zostawia dla dziewczyny której nie zna i zakochuje się w niej i mówi jej te same słowa co mi. Też mam wrażenie że jestem od niej gorsza bo nawet nie miał wątpliwości gdy mnie zostawiał. Przekalkulował sobie pewnie  wszystko i uznał że dziewczyna na miejscu to dla niego lepsze  rozwiązanie. Myślę że miał to już wcześniej na celu bo gdy dostał się tam na studia to zaczął mnie olewać a gdy już tam wyjechał nie odpisywał mi nie odbierał moich telefonów.

24 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-13 22:26:52)

Odp: rozstanie

Mnie szczerze mówiąc lekko boli, a może inaczej- kłuje to, że ludzie tak szastają słowami "kocham Cię/kogoś". Szczególnie to sformułowanie jest nagminnie używane wśród młodzieży.
Trzeba pamiętać, że słowa zawierają w sobie wielką moc. Wypowiedziane właściwie mogą zdziałać wiele dobrego. Ale potrafią też zranić, bardzo głęboko. Tak jak w piosence Niemena: "...A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem..."
Kochać (miłością partnerską)- to znaczy być zdecydowanym, gotowym na życie u boku drugiej osoby bezwarunkowo. Nie można kochać "za coś". I ta decyzja musi być przemyślana, na zrodzenie się miłości potrzeba czasu. Bo ona się rodzi, ale powoli. Miłość to nie to samo co zakochanie. Nie można kierować się wyłącznie zadurzeniem, zauroczeniem i mówić sobie: "Jakoś to będzie". Nie tędy droga. Z takim "kochaniem" to jest po mojemu trochę na bakier.
Dla lepszego zrozumienia moich słów proponuję przeczytać sobie słowa przysięgi małżeńskiej. Ludzi, którzy je wypowiadają zazwyczaj (z założenia) wtedy łączy właśnie miłość. Pomijając przypadki mezaliansów i inne, wypaczone sytuacje.

25

Odp: rozstanie

I co po miłości  partnerskiej jak ten partner zdepcze to uczucie i ciebie ,czasem myślę że nie warto kochać a może nie warto okazywać bezgraniczna miłość

26

Odp: rozstanie
Abizer napisał/a:

Mnie szczerze mówiąc lekko boli, a może inaczej- kłuje to, że ludzie tak szastają słowami "kocham Cię/kogoś". Szczególnie to sformułowanie jest nagminnie używane wśród młodzieży.
Trzeba pamiętać, że słowa zawierają w sobie wielką moc. Wypowiedziane właściwie mogą zdziałać wiele dobrego. Ale potrafią też zranić, bardzo głęboko. Tak jak w piosence Niemena: "...A jednak często jest, że ktoś słowem złym zabija tak, jak nożem..."
Kochać (miłością partnerską)- to znaczy być zdecydowanym, gotowym na życie u boku drugiej osoby bezwarunkowo. Nie można kochać "za coś". I ta decyzja musi być przemyślana, na zrodzenie się miłości potrzeba czasu. Bo ona się rodzi, ale powoli. Miłość to nie to samo co zakochanie. Nie można kierować się wyłącznie zadurzeniem, zauroczeniem i mówić sobie: "Jakoś to będzie". Nie tędy droga. Z takim "kochaniem" to jest po mojemu trochę na bakier.
Dla lepszego zrozumienia moich słów proponuję przeczytać sobie słowa przysięgi małżeńskiej. Ludzi, którzy je wypowiadają zazwyczaj (z założenia) wtedy łączy właśnie miłość. Pomijając przypadki mezaliansów i inne, wypaczone sytuacje.

Mam nadzieję że będzie cierpiał i żałował tego co zrobił. Myślę, że on nie wie co to jest miłość używa tego słowa a tak na prawdę się zauroczył we mnie teraz w niej. Patrzy na korzyści na to żeby mu było lepiej a nie na uczucia. Znałam go wcześniej bo przyjaźniliśmy się i nie spodziewałabym się po nim, że jest nie dojrzały i że wymieni mnie na inna. Wierzyłam w jego słowa, że on chce mieć już dziewczyne na stałe, że mnie kocha i że widzi ze mną przyszłość. Byłam ślepa. Teraz wyszło jaki jest

27

Odp: rozstanie

Aniu- Nie zawsze jest tak jak mówisz i oboje to wiemy.

Syla- Dobrze wnioskuję, że masz 19 lat?

28

Odp: rozstanie
Abizer napisał/a:

Aniu- Nie zawsze jest tak jak mówisz i oboje to wiemy.

Syla- Dobrze wnioskuję, że masz 19 lat?

tak mam 19 lat

29 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-14 00:13:18)

Odp: rozstanie

No właśnie. W tym wieku jest jeszcze po prostu w głowie różnie, nie zawsze poukładane. Nie mówię, że u Ciebie, chociaż jak patrzę na niektóre 19-stki, to ich ogólne zachowanie woła o pomstę do nieba. Bardziej celuję tu w chłopaków, ponieważ niby "naukofffce" dowiedli, że chłopaki wolniej dojrzewają. Chociaż to też zależy od osobowości i usposobienia i reguły nie ma. Istnieje prawdopodobieństwo, że on jeszcze nie dorósł. Jak to się mówi- wąsy trzeba już golić, a jeszcze mleko pod nosem. Możliwe też, że na gnojka zwykłego trafiłaś i mu tak do końca życia zostanie.

30 Ostatnio edytowany przez SYLA19 (2013-12-14 00:36:44)

Odp: rozstanie

Myślę że tak. Nie widziałam tego po nim gdy nie wyjechał na studia bo pochodzi z małego miasteczka gdzie nie miał znajomych była tylko szkoła ja i moi znajomi. A jak widział, że już wyjedzie do duzego miasta będzie mieszkał w akademiku zaczął mnie olewać a gdy już tam był to zaczął się bawić poznał nową dziewczynę i mnie zostawił.

31

Odp: rozstanie

No, czyli masz odpowiedź. A na przyszłość nie wierz od razu we wszystko, co Ci jakiś chłopak mówi. "A verbis ad verbera".

32

Odp: rozstanie

Poprosiłam go o milczenie. Zresztą, sam on mnie od siebie odsuwał. Powiedział, że jak mnie nie widzi, to myśli o mnie lepiej i ciepłe uczucia w nim się budzą i że na pewno będzie jeszcze "zabiegał".

Ale z jego ust padlo tak wiele brzydkich słów... To był toksyczny związek - czy uważacie że toskyczny związek da się jakoś naprawić?

O ile, oczywiście, będziemy chcieli do siebie wrocic...

33

Odp: rozstanie
Abizer napisał/a:

Dla lepszego zrozumienia moich słów proponuję przeczytać sobie słowa przysięgi małżeńskiej. Ludzi, którzy je wypowiadają zazwyczaj (z założenia) wtedy łączy właśnie miłość. Pomijając przypadki mezaliansów i inne, wypaczone sytuacje.

A co do tego ma mezalians popełniany najczęściej właśnie z miłości. Proponuje mniej winka przy pisaniu. pozdrawiam

34

Odp: rozstanie

Uważam że i przysięgę małrzeńską łamią w imie właśnie "drugiej"miłości,.a co to jest dzisiaj  mezalians
?czy dzisiaj ma to słowo pokrycie.

35

Odp: rozstanie
Abizer napisał/a:

No, czyli masz odpowiedź. A na przyszłość nie wierz od razu we wszystko, co Ci jakiś chłopak mówi. "A verbis ad verbera".

Będę ostrożniejsza. Ale najgorsza jest ta wiedza że on jest z nią szczęśliwy, ze spędza z nią Święta i że doskonale sobie radzi na studiach.

36 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-12-14 16:13:33)

Odp: rozstanie
iryd napisał/a:
Abizer napisał/a:

Dla lepszego zrozumienia moich słów proponuję przeczytać sobie słowa przysięgi małżeńskiej. Ludzi, którzy je wypowiadają zazwyczaj (z założenia) wtedy łączy właśnie miłość. Pomijając przypadki mezaliansów i inne, wypaczone sytuacje.

A co do tego ma mezalians popełniany najczęściej właśnie z miłości. Proponuje mniej winka przy pisaniu. pozdrawiam

Ma bardzo wiele. Choćby "małżeństwa z rozsądku". Ta miłość to nie jedyny faktor.
Alkoholu nie spożywam. Pozdrawiam smile

SYLA19 napisał/a:
Abizer napisał/a:

No, czyli masz odpowiedź. A na przyszłość nie wierz od razu we wszystko, co Ci jakiś chłopak mówi. "A verbis ad verbera".

Będę ostrożniejsza. Ale najgorsza jest ta wiedza że on jest z nią szczęśliwy, ze spędza z nią Święta i że doskonale sobie radzi na studiach.

Wobec czyjejś wolności jesteśmy bezradni. Co, mścić się chcesz?

37

Odp: rozstanie

Mścić nie bo to nie ma sensu. Tylko dlaczego taki człowiek ma ciagle z górki ?

38

Odp: rozstanie

Powierzchownie może się tak wydawać. Na dłuższą metę bywa różnie.

39 Ostatnio edytowany przez SYLA19 (2013-12-14 17:32:57)

Odp: rozstanie

JAk do tej pory ciagle ma z górki wszystko mu się udaje. Nawet ze zmianą dziewczyny nie miał problemu. I to trafiła mu się kolejna porządna dziewczyna tyle że na miejscu

40

Odp: rozstanie
Abizer napisał/a:
iryd napisał/a:
Abizer napisał/a:

Dla lepszego zrozumienia moich słów proponuję przeczytać sobie słowa przysięgi małżeńskiej. Ludzi, którzy je wypowiadają zazwyczaj (z założenia) wtedy łączy właśnie miłość. Pomijając przypadki mezaliansów i inne, wypaczone sytuacje.

A co do tego ma mezalians popełniany najczęściej właśnie z miłości. Proponuje mniej winka przy pisaniu. pozdrawiam

Ma bardzo wiele. Choćby "małżeństwa z rozsądku". Ta miłość to nie jedyny faktor.
Alkoholu nie spożywam. Pozdrawiam smile

Nie spożywaj alkoholu bo Ci szkodzi. Tylko nie pisz o winku, bo w końcu nie wiadomo czy pijesz je czy nie spożywasz. Może nie pamiętasz co piszesz, więc pij w umiarkowanej ilości.
"małżeństwa z rozsądku" = mezalians czy to Twoja definicja?
Powodzenia  w teoriach.

41

Odp: rozstanie

Abizer: sprawa wygląda tak - rozmawiałam z nim. nie rozumiem, i Ty jako facet chciałabym żebyś mi trochę rozjaśnił, bo ja tego nie jestem w stanie zrozumieć.

on powiedział, że ma w pamięci to wszystko co było między nami złe, stąd jego brak motywacji. w dodatku ma problemy z pracą - myśli o jej zmianie, jest bardzo tym rozczarowany, można powiedzieć że on żyje pracą. w dodatku matka mu umiera, jak już wspomniałam.

powiedział, że za mną tęskni, że jestem bardzo ważna, że chciałby się spotykać, po prostu - iść na obiad itp., ale że on nie czuje się na siłach, by być w związku. powiedział, że chciałby próbować, że być może jeszcze możemy być razem. że gdzie on znajdzie drugą taką, jak ja.

ja odparłam, że za bardzo mnie zranił, że nie widzę przyszłości raczej, żebyśmy byli razem, że muszę odpocząć i że ewentualnie w nowy rok się spotkamy i porozmawiamy, w styczniu, ale niewykluczone że to będzie nasze ostatnie spotkanie. kilka razy podkreślałam, że nie jestem w stanie być tylko "koleżanką". on powiedział, że związek wymaga spontaniczności itp., i że on nie jest w stanie.
że widzi przyszłość na kilka dni, ale nie jest w stanie niczego więcej zaplanować na dłużej.

ja czuję się wyczerpana tym wszystkim. z jednej strony chciałabym się z nim spotkać w tym styczniu, porozmawiać, wydaje mi się że byłabym w stanie zrobić to na dystansie, gdyż miotały mną wielkie emocje i nagle "zgasłam", bardzo mi to wszystko zobojętniało w porównaniu do tego, jak zależało mi kiedyś i co myślałam kiedyś o naszej relacji.

pytał, czy jestem w stanie tak nagle przekreślić wszystko, co nas łączyło i co było między nami.
ja powiedziałam, że teraz muszę by dojść do siebie.

nie rozumiem niczego z tego, częściowo pewnie to prawda że jest zmęczony wszystkim, co go dotychczas dotknęło + problemy z pracą + matka, ale nie wiem... skoro twierdzi że mu tak zależy, że jestem taka wspaniała itp., i że "jakoś" tam mnie kocha, to dlaczego nie nadaje się do związku? nigdy mi nie powiedział - słuchaj, mam problem z matką, tak mnie ta sytuacja przeraża że ona umiera, że nie jestem w stanie jakoś się angażować w relację z Tobą, przynajmniej teraz. wspieraj mnie, nie odchodź.

gdyby tak powiedział jakiś czas temu, wszystko wyglądałoby inaczej. ale nie chcę być wciągnięta w jakąś głupią grę pt. "czekaj kobieto, aż Cię pokocham i bądź na każde moje żądanie, aż się zdecyduję czy rzeczywiście chcę być z Tobą".

42

Odp: rozstanie

Hej. Wiesz moim zdaniem nie powinnaś do niego wracać, jeśli nie czujesz, że tego chcesz, bo będzie jeszcze gorzej. Określiłaś się jasno, że jego "koleżanką" nie potrafisz być, więc jeśli na siłę będziesz próbowała, to zniszczycie się jeszcze bardziej...:(
Powiedz mu, że Ty potrzebujesz prawdziwego związku i że jesteś gotowa walczyć o ten związek, ale razem! Zaproponuj, żebyście wrócili do siebie i razem to wszystko odbudowali. Obiecaj mu, że będziesz go wspierała w problemach, a od niego oczekuj by więcej z Tobą rozmawiał. Tylko wtedy będziecie w stanie to uratować. Bo on potrzebuje Twojego wsparcia, uczucia, zaangażowania, chce czerpać od Ciebie siły, a Ty potrzebujesz stabilizacji, a nie związku bez zobowiązań. Jeśli czujesz, że chcesz spróbować to przekonaj go do związku i razem go na nowo budujcie! wink

43

Odp: rozstanie

Cześć, pisałam jakiś czas temu o moich problemach w związku, którego oczywiście nie ma. Jeszcze raz napiszę krótko - byłam w związku 3 miesiące, dowiedziałam się że facet wyjeżdża na prawie rok. Bardzo cierpiałam, wydarzyły się przykre rzeczy w mojej rodzinie, w dodatku byłam strasznie osłabiona poprzednim związkiem, i ciężko mi było się z tym pogodzić, wpadłam w jakieś dziwne stany, depresja, nerwica, cięcie się. Powoli z tego wychodzę, został tylko stan depresyjny, niska samoocena ,brak wiary w siebie i lepszą przyszłość. Byłam, nadal trochę jestem "kobietą kochającą za bardzo". Choć przez to, straciłam dumę, swą godność... dałam sobą pomiatać i zrzucać na siebie słowa "bo Ty jesteś chora, a ja zdrów".

Gdy ON wrócił, rzuciłam mu się na szyję w momencie powrotu z radości, byłam miła, nadal miałam różne napady, przejęłam się jego umierającą matką, mimo to starałam się pomagać jak tylko mogłam. Myślałam, że jego jeszcze większe odwracanie się ode mnie jest spowodowane pogorszeniem stanu zdrowia jego matki. Nie raczył mnie uprzedzić, że wcale tak nie jest.

Kochałam go naprawdę i to bardzo mocno... Naprawdę się starałam, żeby było dobrze, no ale przez moje dysfunkcje, schorzenie w które wpadłam, "zależało mu już mniej". Ale nie potrafił odejść, więc zdecydowałam, że ja to zrobię. Niby to zaakceptował, ale dzwonił do mnie, chciał się spotkać, mówił że tęskni. Ja uparcie byłam przeciw, bo gdy on wrócił z wyjazdów i traktował mnie na zasadzie: "jednej chwili przyciągał i słodził, potem zaraz odpychał i uprzykrzał". Jednak tydzień temu wyszłam z domu a tam wielki rysunek przed klatką na betonie, że mnie kocha, rysunek pary i serca czerwone (facet 25 lat ma). Na początku mnie nie ruszyło to, ale potem po jego ponagleniach spotkałam się z nim na chwilę. Przepraszał, mówił że zrozumiał co stracił, że zaczniemy od nowa i będzie dobrze, że kocha. Ja powiedziałam, że może kiedyś teraz to mnie wykończył.

Ale po spotkaniu, cisza. Poprosiłam wcześniej, żeby mi wysłał jedną piosenkę, nawet tego nie zrobił. W święta mam urodziny i nawet życzeń świątecznych nie otrzymałam, ani urodzinowych.
Przesłał je dopiero pod koniec dnia (o północy dnia następnego). Powiedział, że narysował ten rysunek, bo chciał bym się z nim spotkała. Skontaktowałam się z nim w święta, powiedział że "ja Ci nic złego nie robię, po prostu już mi zależy mniej niz kiedyś", a k... kilka dni wcześniej były wyznania "wiem co straciłem, kocham Cię".

Przez niego, Wigilię spędziłam sama w domu i swe urodziny również. Nie mogłam uwierzyć, jak tak można się zachowywać, nadal nie mogę zrozumieć, jakim prawem zrobił sobie ze mnie takie popychadło (choć "masz to na co godzisz się")... tak się boję, że kiedyś jeśli kogoś poznam, zrobi sobie ze mnie pośmiewisko, jak on... moi bliscy mówią mi, że się przyzwyczaił że zrobi dużo złego i wie że jak tylko kiwnie palcem to ja będę na jego zawołanie... Ale nie mogę zrozumieć, jak tak można się zachowywać... jak można tak sterować czyimiś uczuciami... kontrolować to... powiedział mi bezczelnie jeszcze w me urodziny "w styczniu będziemy się spotykać".

Mam takie wyrzuty... Tak się boję, że gdy wrócę do miasta gdzie mieszka (studiuję tam), to będzie rysował znów jakieś głupie rzeczy, albo nie wiem co... Ja się przeprowadzam, nie dowie się gdzie mieszkam, zmieniłam po raz setny numer telefonu...

44

Odp: rozstanie

nikt nie pomoże? sad

45

Odp: rozstanie

Ogolnie to masz tyle i w dwoch rekach jak połozysz je na stole .
Skupiłas sie za bardzo na jednym facecie to jeszcze faza zaurocznia .
Nie martw sie samo przejdzie .
Wypełnij sobie zycie zajeciami , przyjaciólmi i innymi osobami .
Takie skupianie sie na jednej osobie jest dziwne ale jemu to jeszcze nie przeszkadza a kiedys zacznie na pewno .
Natomiast dla ciebie to jest problem , zrob cos ze swoim wolnym czasem i myslami .
Nie pokładaj tez na przyszłosc bezkrytycznie wszystkich emocji w jednej osobie .
Tak , tak wiem łatwo sie mowi .

46

Odp: rozstanie

Kwadrad masz racje najlepiej zapomnieć i zacząć żyć od nowa.i nie zamykać się w domu z myślami że już mnie dobrego nic nie czeka.będzie jeszcze wszystko dobrze .

47 Ostatnio edytowany przez shadzara (2013-12-26 17:18:28)

Odp: rozstanie

ok a jak mozecie wyjasnic fakt, ze jednego dnia mowil 'kocham Cie, bedzie dobrze', a kilka dni pozniej 'nie zalezy mi juz' ???


ja go kocham i boje sie, ze jak on bedzie sie do mnie odzywal, to serce bedzie mi mieknac;(((

48

Odp: rozstanie

Myśle ze się tobą bawi .

49

Odp: rozstanie

tez tak sadze.... ale co to ma na celu, bo tego nie rozumiem? te jego slowa "kocham cie, zrozumialem co stracilem" naprawde wygladaly i brzmialy powaznie... patrzylam w oczy i to bylo widac, ze to prawda...

wstac w nocy i narysowac rysunek przed blokiem, ze kocha a potem nawet w urodziny nie zlozyc zyczen i na swieta, kilka dni pozniej????

powiedzial mi ze MY ustalilismy ze w styczniu bedziemy razem, a teraz nie bedziemy, rok temu wyslal mi na urodziny kwiaty wiec sadzilam ze w tym roku zrobi podobnie.

50

Odp: rozstanie

Tak i tak w kółko ....raz kocham raz spadaj i na przemian,myślisz że jeśli kocha to powinien tak robić ? Wstrętna zabawa niemądrego faceta ,który myśli ona mnie kocha to mogę wszystko .nie pozwól na takie traktowanie.badz madrzejsza

51

Odp: rozstanie

no dzieki, macie racje. on mi tyle przykrosci zrobil, powiedzial ze juz mu nie zalezy jak dawniej, a w tym samym czasie odprawial jakies glupie cyrki z rysowaniem serc na asfalcie, z moim imieniem i napisem ze mnie kocha.

potem na urodziny nawet zyczen mi nie zlozyl (przed polnoca), a urodziny mialam kilka dni pozniej, tak samo na swieta.

sam nie wie czego chce i sobie mna tak pogrywal. ech... wszyscy mi mowia jak jeden maz ze musze go olac bo mnie tak ponizyl, sama zreszta tak czuje, ale niestety, czuje ze nadal jest dla mnie bardzo wazny i jakby przyszedl kilka razy na kolanach blagal o wybaczenie,to bym wybaczyla.

ale juz raz tak zrobilam ostatnio i g. z tego wyszlo. nie wiem, jak jednego dnia mozna pisac 'zalezy mi, dajmy sobie szanse', a drugiego dnia 'nie zalezy mi'

52

Odp: rozstanie

w życiu się tak w nic nie wkopałam... już prawie z tego wyszłam jakieś 3 tygodnie temu...

załamanie wróciło, nie dam rady... ;((( jak poradzić sobie z rozstaniem? jak zapomnieć? nie wiem dlaczego ja go tak kocham... i w sumie chcę, by był szczęśliwy, zniknęłam z jego pola widzenia, bo jego uczucia się wypaliły, wydawało mu się czasem że kocha, ale niestety to nie to.

nie wiem,jak sobie z tym poradzić, jak to ogarnąć... męczę ten temat już tak długo, tyle postów... rozmów z ludźmi, co udało mi się wyrzucić go w miarę i sobie ułożyć wszystko, to on musiał się odezwać - ostatni raz odzywał się tydzień temu. to tak boli, że kochamy kogoś, kto kiedyś nas w sobie rozkochał, a potem odrzuca... on był moim ideałem, mimo że znałam jego wszystkie wady, kochałam go takim, jakim jest, byłam gotowa na wszystko. nie potrafię zrozumieć, jak mógł tak mną pogrywać, wierzę że nie robił tego świadomie. nie jestem na niego zła, po prostu cierpię. przeokropnie.

53

Odp: rozstanie

Wiem i rozumie doskonale przez co przrchodzisz .Jedno co ci doradze to zapomnij i żyj swoim życiem.   Powiem ci tyle że czasem nie warto walczyć bo to obruci sie przeciwko nam samym .życze ci powodzenia i obyś nigdy nie trafiła na takiego człowieka,gedzie jeszcze dobrze.

54

Odp: rozstanie

BYŁAM W ZWIAZKU PRZEZ 1.5 ROKU BYL TO ZWIAZEK BARDZO UDANY MIMO IZ OBYDWOJE NIE BYLISMY JESZCZE PO ROZWODZIE MNIE MĄŻ ZOSTAWIL A ON ZOSTAWIL ZONE BO BYLO MU ZLE JA JAK I ON MAMY DZIECI ZDECYDOWALISMY SIE BYC RAZEM ZA NIM ZACZELISMY BYC RAZEM WIDYWAC SIE SPOTYKAC ON JUZ ODSZEDL OD ZONY (ZNALISMY SIE SMS MIESIAC CZASU)PRZEZ CALY TEN CZAS KIEDY BYLISMY RAZEM BYLO NAM CUDOWNIE ROBILISMY WSZYSTKO RAZEM BYL TO CZLOWIEK PRZY KTORYM STANELAM NA NOGI BYL TAKI JAKIEGO SOBIE WYMARZYLAM BYLAM PEWNA MOZE ZA PEWNA ZE JEST TO KTOS Z KIM SPEDZE RESZTE ZYCIA NASZE DZIECI SIE POZNALY JA POZNALAM JEGO RODZINE ZNAJOMYCH PO POL ROKU ZAMIESZKAL ZE MNA I CZAR PRYSL W CIAGU 3 TYG NIE WIEM CO SIE STALO POWOD ROZSTANIA PODAL DZIECI ZE ZANIMI TESKNI ZE ODCHODZAC ODEMNIE BEDZIE BLIZEJ ICH FAKT MIESZKAL 150 KM OD NICH ALE RAZ W MIESIACU CZASAMI 2 BYLISMY TAM  1 STYCZNIA PO WCZESNIEJSZYCH ODEJSCIACH I POWROTACH ODSZEDL PAKUJAC SWOJE RZECZY I ZOSTAWIAJAC MNIE BEZ RZADNYCH SKRUPULÓW ....STRASZNIE MI GO BRAKUJE NIEMOGE JESC SPAC ZYC CHOC MUSZE BO MAM DZIECI ...JEZELI KTOS TAKI JAK ON MNIE ZOSTAWIL WNICJUZNIE WIERZE ..NIE WIERZE NA TO CO PRZEZYLISMY JAK SZYBKO PO ROZSTANIU Z MEZEM PRZYSZEDL IUKOILMOJ BOL TAK SZYBKO SIE ZWINAL I TEN BOL ZOSTAWIL ZE ZDWOJONA SILA

55

Odp: rozstanie

POMÓŻCIE MI TO ZROZUMIEC DLACZEGO FACECI TACY SA

56

Odp: rozstanie

madzia, wiem że to jest trudne ale trzeba dać radę - psycholog - płatny przyjaciel + przyjaciele w "realu", choć w taką przyjaźń niestety wątpię....

Posty [ 57 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026