netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Rozstanie po 7 latach zwizaku....

16 odpowiedzi2 691 wyświetleńzałożony przez Nya!ntastic, 11.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Witam Wszystkich,

Wlasnie zakonczyl sie moj 7 letni zwiazek i nie wiem doslownie, nie mam pojecia jak sobie z tym poradzic. Moj swiat w jednej chwili rozpadl sie na milion kawaleczkow, a ja nie wiem jak je poskladac.

Zaczne od tego ze mam 29lat i przeraza mnie moj wiek. Obawiam sie ze zostane juz sama az do konca moich dni, poniewaz przez to co sie stalo nie mam juz ochoty na poznawanie kogos nowego i zaczynanie wszystkiego od nowa. I ten ciagly strach...ze znowu zostane zraniona,sama, tylko dlatego ze jednym z moich marzen bylo zostac "Zona".

Bedac z moim aktualnie "bylym" mezczyzna w zwiazku wierzylam ze kiedys ktoregos pieknego dnia, jego wielka milosc do mnie wezmie gora nad jego przekonaniami ze kazdy zwiazek (a zwlaszcza malzenstwo) skonczy tak samo, czyli rozwodem, darciem kotow, i obrzucaniu sie miesem. W takim wlasnie przekonaniu trwalam 7 lat i (moim zdaniem dawalam z siebie wsztystko), naprawde sie staralam. Wiadomo nikt nie jest idealny, ja rowniez do takich osob nie naleze, lecz czy marzyc jest czyms zlym?. W trakcie konwersacji On oznajmil mi ze, "kochal mnie tylko przez pierwszy rok naszego zwiazku, nie chce mu sie wracac do domu, bo ja ciagle tutaj jestem", na pytanie co ja bym zrobila na jego miejscu odpowiedzialam mu : walczylabym do konca, na co on, "Nie, ja nigdy, bo tu juz nie ma o co walczyc, nie warto". Slyszac od Niego te i mnostwo innych slow, moje serce rozpadlo sie na pol. Nie mam pojecia jak sobie z tym wszystkim poradzic. Jednego dnia czuje ze jestem na tyle silna, az moge gory przenosic, zas nastepnego dolek dopada mnie tak wielki ze nie potrafie nawet sie skupic na codziennych czynnosciach.
Aktualnie, ciagle mieszkamy razem (zapomnialam dodac ze juz 6lat jak jestesmy UK), niestety ja bedac osoba bezrobotna, nie mam zbyt wielkiego pola do manewru. Chcialabym sie wyprowadzic, ale nikt nie wynajmnie osobie bez dochodow mieszkania. Wracac do rodzinnego domu? do PL?, moze, ale jesli wroce sama, bez jakichkolwiek srodkow na rozpoczecie nowego etapu w moim zyciu, bede sie czula jak kompletny nieudacznik, jak zakala losu.

Chcialabym poznac Wasza opinie Kobietki, jak okrutna miala by ona nie byc. Nawet te "hardcorowe" sugestie beda pomocne. Dzieki smile

2

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Po pierwsze, bardzo współczuje faceta dooopka. To, co Ci powiedział było podłe, chamskie i taki ktoś nadaje się do odstrzału.

Po drugie, trochę sama się w to wpakowałaś, bo marzyłaś i myślałaś, że on się zmieni, kiedy wyraźnie dawał Ci do zrozumienia, że nic z tego nie będzie.

Jesteś w UK, tam łatwo o pracę. Skoro mieszkać na razie masz gdzie, to w te pędy szukaj pracy, jakiejkolwiek. Potem się wyprowadź.

Nie jest tak tragicznie jakby Ci się wydawało, choć na pewno teraz tego nie czujesz.

3

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Tak nagle sobie poszedł? Dlaczego "nie było o co walczyć"? Jak widać w związku nie układało Wam się zbyt dobrze. Coś musiało być nie tak, skoro tak postąpił.

4

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....
ego82 napisał/a:

Tak nagle sobie poszedł? Dlaczego "nie było o co walczyć"? Jak widać w związku nie układało Wam się zbyt dobrze. Coś musiało być nie tak, skoro tak postąpił.

Niekoniecznie.Niektórzy faceci to po prostu doopki!
Jak można po tylu latach powiedzieć że kochał tylko przez 1 rok!

Współczuję autorko że musisz patrzeć na takiego chama dzień w dzień.
Znajdź szybko prace i wyprowadź się od tej zakały.

Chyba nawet opisane tu słowa nie oddały tego co na prawdę musisz czuć sad

5

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

no cóż, 7 lat to szmat czasu i na pewno nikt Ci go już nie zwróci, ale chyba najlepsze co możesz teraz zrobić to wziąć się w garść, znaleźć jakąś pracę i jak najszybciej się wyprowadzić od niego.

Wiem, że to nie jest łatwe, bo na pewno targają teraz Tobą silne emocje, ale nie rozpamiętuj tego co było. Żaden porządny facet nie powiedziałby Ci tego w taki sposób, rozstałby się z kulturą, a nie mówił tych przykrych słów. Nawet jeżeli to prawda to mógł po prostu powiedzieć, że Cię nie kocha, a nie dodawać tych wszystkich ozdobników, że "nie chce mu się wracać do domu, bo Ty tam jesteś", etc.

Pomyśl sobie, że tak musiało być. Mężowie odchodzą od żon po wielu latach małżeństwa i też im się świat załamuje w jednej chwili. Zostają często same z dziećmi, bez żadnych perspektyw, bo np całe poświęciły się rodzinie i zostały z niczym. Porównując Twoją sytuację to nie jest źle. Jesteś młoda, bo 29 lat to rozkwit! To tylko jakieś stereotypy, że kobieta powinna zostać żoną do 30, teraz jest dużo singielek w tym wieku i jak dla mnie to jest to całkiem normalne, po prostu jeszcze nie trafiły na odpowiedniego partnera.

więc moje rady: w pierwszej kolejności szukaj pracy i nie skupiaj się na tym rozstaniu (powiedz sobie, że było i minęło i on na Ciebie nie zasługiwał), a potem staraj się usamodzielnić i wyprowadzić ze wspólnego mieszkania. Powodzenia!

6 Ostatnio edytowany przez ego82 (2013-12-11 15:35:11)

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....
xYxAngelxYx napisał/a:
ego82 napisał/a:

Tak nagle sobie poszedł? Dlaczego "nie było o co walczyć"? Jak widać w związku nie układało Wam się zbyt dobrze. Coś musiało być nie tak, skoro tak postąpił.

Niekoniecznie.Niektórzy faceci to po prostu doopki!

To prawda. Według mnie znamy za mało szczegółów, by się wypowiadać. Jedno jest pewne - motyw jakiś miał.

7

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Dziekuje Wam za odpowiedzi, ale przede wszystkim za wsparcie.

Szczerze sie musze przyznac ze nie domyslam sie o co mogloby mu chodzic. Mieszkam z Nim na tyle dlugo i zdazylam go co nieco poznac, ale za nic nie moge pojac jakimi motywami moglby sie kierowac.

Postanowilam oczyscic troche atmosfere i zapytalam go czy moglby ze mna porozmawiac szczerze na temat tego co sie ostatnio dzieje. Zgodzil sie, wiec skorzystalam z tej okazji, i zapytalam sie go co dokladnie mial na mysli mowic do mnie ze mnie kochal przez rok, odpowiedzial ze przez ten pierwszy rok byl w takim stadium gdzie moglby zrobic dla mnie wszystko, bez opamietania moglby nawet wlozyc reke do ognia, nie zwazajac na bol. Pozostale lata to tylko czyste przyzwyczajenie, niechec do bycia samemu na obczyznie. Wyparl sie rowniez stwierdzenia : "nie mam ochoty przychodzic do domu bo ty tutaj jestes". Otwarcie oznajmil ze wcale tak nie powiedzial. No przeciez na milosc boska ja sobie tego nie wymyslilam, dlaczego mialabym cos takiego robic? nie jestem masochistka i nie czerpie przyjemnosci z cierpienia, wiec dlaczego mialabym sobie go jeszcze dokladac?!. Przeciez ja go nadal kocham i nie chce Naszej rozlaki. Dowiedzialam sie rowniez ze gdybym nie wspominala o tym ze chce legalizacji Naszego zwiazku to nadal moglibysmy zyc ze soba. Czyli mam rozumiec ze to teraz jest moja wina, bo ja chcialam miec meza, chcialam realizowac swoje marzenia?!, bo myslalam ze to wlasnie On, ten jedyny?. Nigdy tez nie mial do mnie zalu ze przez dluzszy czas nie pracowalam. Co najgorsze to chyba to ze potrafil mi wygarnac sprawy lozkowe. Oznajmi ze juz nie jestem taka "dzika" co przedtem. Jesli o to chodzi to chaialbym sie tutaj troszku usprawiedliwic. Przez ostatnie lata pobytu tutaj, przybralam troche na wadze (niedoczynnosc tarczycy, o ktorej dowiedzialam sie kilka lat temu), znacznie wiekszej "mnie" nie bylam w stanie zaakceptowac, ale walczylam i walcze do tej pory, pozatym problemy rodzinne tez dawaly sie we znaki (w zeszlym roku prawie stracilam moja Matke w wypadku samochodowym), tak ze nie jestem kobieta bez problemow. Zaczynam usiadamiac sobie ze to wszystko co sie wydarzylo to rzeczywiscie moze byc moja wina.....
Czuje ze po tej calej "otwartej" rozmowie wyrzadzilam sobie jeszcze wieksza krzywde niz wczesniej.

8

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

To, że powiedział rzeczy poniżej krytyki, jest oczywiste i nie będę nawet komentować. Bardziej jednak zainteresowało mnie to:

Dowiedzialam sie rowniez ze gdybym nie wspominala o tym ze chce legalizacji Naszego zwiazku to nadal moglibysmy zyc ze soba

Co to dokładnie znaczy, że wspominałaś? Bo jeśli oznaczało to dość częste "suszenie głowy" partnerowi, mimo że znałaś jego podejście do małżeństwa, to mógł się poczuć osaczony/zmuszany/zmęczony tym i po prostu mieć dość Romów-O-Ślubie, a odejście było jedyną formą ucieczki od tego - bo skoro wiedziałaś, że nie chce i zakomunikowanie tego nie pomogło, to co miał innego zrobić? Nie chcę go bronić, ale takie męczenie o ślub czy dziecko bywa odstraszające.

9

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Wlasciwie to nie bylo zadnego nacisku czy tez "suszenia glowy" z mojej strony. Spontanicznie, od czasu do czasu podczas jakies konwesacji wspomnialam ze fajnie by bylo byc zona, jak bardzo tego pragne, i ze boje sie stereotypowego metkowania kobiet typ "stara panna" takiej to bym 100m kijem nie chcial dotknac.

10

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Powiem Ci tak jak facet.
Daj sobie znim spokój, po prostu zachował się jak idiota. Jeśli nie chciał małżeństwa, a będąc z tobą tyle lat to traktował cię jak lalkę potrzebną do swoich przyjemności. Ty skoleji jeśli wiedziałaś, że on nie chce ślubów, to powinnaś dawno zakończyć związek ale jak każda większości kobieta, a tymbardziej panienka chce wyjść za mąż. To on zachował się zaprzeproszeniem jak "Jełop". Oznajmójąc Ci , że kochał Cię przez rok.
Ludzie po prostu chyba nie rozumieją słowa Kocham Cię. Jeśłi się kogoś kocha to takich słów się nie używa. Więc, moja rada jest taka, posłuchaj tych wcześniejszych rad. A mogę CIę zapewnić, że jego postępowanie i zakończenie związku w ten sposób, przyjdzie mu słono zapłacić.

11

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Ja poprostu caly czas wierzylam ze On na prawde zmieni zdanie co do malzenstwa. Nie jest przeciez tak ze Milosc potrafi gory przenosic? ze zmienia ludzi?. Caly ten czas bylam przekonana ze jestem kochana, a teraz to ja juz kompletnie nie wiem co mam sadzic o tym wszystkim.
Moze ja sie po porostu nie nadaje??..... Przeciez to wlasnie dla Niego zostawilam wtedy swojego uwczesnego narzeczonego, i postanowilam z dnia na dzien ze wyjade z Nim do UK, zostawiajac Rodzine i znajomych za soba.
I co mi z tego wszystkiego teraz ?? zadreczam i obwiniam sie kazdego dnia, ze to moja wina, bo to wlasnie ja chcialam miec kogos na cale zycie. Poniewaz chcialam czuc sie bezpiecznie, i miec taka podwiadoma pewnosc ze mam kogos, kogo kocham i zostanie ze mna juz na cale zycie.

Zawsze uwazalam sie za "odporna" i "mocna psychicznie" dziewczyne, juz troche w swoim zyciu przeszlam, ale nigdy nie sadzilam ze wpadne w tak gleboki dolek.

12

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....
Nya!ntastic napisał/a:

Ja poprostu caly czas wierzylam ze On na prawde zmieni zdanie co do malzenstwa. Nie jest przeciez tak ze Milosc potrafi gory przenosic? ze zmienia ludzi?. Caly ten czas bylam przekonana ze jestem kochana, a teraz to ja juz kompletnie nie wiem co mam sadzic o tym wszystkim.
Moze ja sie po porostu nie nadaje??..... Przeciez to wlasnie dla Niego zostawilam wtedy swojego uwczesnego narzeczonego, i postanowilam z dnia na dzien ze wyjade z Nim do UK, zostawiajac Rodzine i znajomych za soba.
I co mi z tego wszystkiego teraz ?? zadreczam i obwiniam sie kazdego dnia, ze to moja wina, bo to wlasnie ja chcialam miec kogos na cale zycie. Poniewaz chcialam czuc sie bezpiecznie, i miec taka podwiadoma pewnosc ze mam kogos, kogo kocham i zostanie ze mna juz na cale zycie.

Zawsze uwazalam sie za "odporna" i "mocna psychicznie" dziewczyne, juz troche w swoim zyciu przeszlam, ale nigdy nie sadzilam ze wpadne w tak gleboki dolek.

Przeczytaj swoje słowa ..... Przecież to właśnie ....
Wróciło to do Ciebie, ten chłopak może bardzo został zraniony przez Ciebie, kochał cie może a ty go zostawiłaś , nie wiem czy rozstaliście się normalnie czy inaczej to wyglądało, ale to zachowaj dla siebie. Nie dołój się, głowa do góry. Jeszcze poznasz tego właściwego. A co to byłego tego co go zostawiłaś postaraj sie do niego dotrzeć i poprosić o wybaczenie. I go przeproś. A jeśli nie masz kontaktu, to użyj tych słów. Wybacz mi, Przepraszam, Dziękuję,  Kocham Cię . Kolejność obojętna a twoje życie zacznie się zmieniać.

13

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

To bylo 7 lat temu, wiec jak najbardziej nie aktualne. 

Mozliwe ze to wlasnie zlosliwa "karma" powrocila do mnie i ugryzla mnie w tylek. Mozliwe nawet ze mi sie nalezalo... coz teraz pozostaje mi tylko sie podniesc i miec nadzieje na "lepsze jutro".

14

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Źle zrobiłaś, że zostawiłaś tamtego narzeczonego. Skoro chciał się z Tobą żenić, to widocznie Cię kochał, a Ty go zostawiłaś dla faceta, który po 7 latach związku nie chce Cię za żonę...
A On kochał Cię przez pierwszy rok, bo wtedy jeszcze go podniecałaś. Potem jak przytyłaś, to już mu się przestałaś podobać i już cię nie kocha. Był z Tobą z wygody i dla seksu. A żenić się z Tobą nie chce, bo po co ma się żenić z kobietą, która już dawno mu się nie podoba i mu się znudziła? Znajdzie sobie szybko nową, młodszą, szczupłą. Trafiłaś na dupka, który kocha dolną częścią ciała a nie sercem...

15

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Nic na siłę.
Pożegnaj się ozięble z domieszką ironii.
Desperacja i lęk-najgorsi doradcy.
Powodzenia.

16

Odp: Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Bardzo dziekuje za wsparcie.

Z tym tyciem to tak nie odrazu. Waga zaczela dopiero wzrastac po 4 latach Naszego zwiazku, z tym ze bez tragedii paczek ze mnie nigdy nie byl:), ale niestety nie wygladalam juz jak nastolatka.

Problem w tym, ze nie potrafie sie pogodzic z faktem ze Nas juz nie ma. Ja nadal go kocham i nie potrafie zapomniec o tym wszystkim co Nas laczylo, tak po prostu z dnia na dzien. Duzo razem w zyciu przeszlismy, i nie ukrywam byl mi ogromnym wsparciem. Nie mielismy przed soba zadnych tajemnic, nigdy nie dopuscilismy do sytuacji, ktora podwazalaby nasze zaufanie czy tez wiernosc.
Ciezko mi teraz zapanowac nad moim zyciem, mam kompletna pustke w glowie i nie wiem w jakim kierunku sie udac. Przerazam mnie mysl powrotu do Ojczyzny. Na dodatek "solo". Fakt, mam tam praktycznie cala moja rodzine, czy tez ludzi ktorych wypadaloby nazywac "moja Rodzina", ale jednym z powodow wyjazdu za granice bylo wlasnie "uwolnienie sie" od krewnych.

Jeszcze raz dziekuje Wam za cale Wasze wsparcie i poswiecony czas. Przepraszam ze musicie znosci taka placzliwa i uzalajaca sie mnie.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Rozstanie po 7 latach zwizaku....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026