Witam.
Pozwoliłem sobie na forum kobiecym napisać, gdyż kto jak nie Wy pomoże mi w rozwiązaniu sytuacji trudnej przeze mnie do ogarnięcia.
Nie jestem osobą kochliwą, zawsze stąpałem po Ziemi z racjonalizmem nie za bardzo wierząc w coś takiego jak miłość, który uważałem za przeżytek.
Jestem studentem "pracującym" ostatniego roku, od października była reorganizacja grup ćwiczeniowych w wyniku czego do naszej grupy dołączyło parę osób, w tym kobieta w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Mam nadzieję,że nie potraktujecie tego jako "młodzieńczej miłości",bo to mam już dawno za sobą. Poza tym powiem szczerze,że (co mi się chyba po raz pierwszy w życiu zdarzyło) mniej uwagi zwracałem na wygląd,a bardziej na charakter - osoba zawsze uśmiechnięta, pogodna ,z błyskiem w oku, próbująca każdemu pomóc, ale pilnująca "swoich interesów" i jak to często bywa- przeciwieństwo mojej osoby. Oczywiście, ponieważ jest ze mną w grupie to dość często rozmawiamy. Zniewala mnie jej błysk w oku, którego to nigdy nie zaobserwowałem u kobiety. Problem polega na tym,że jak wspomniałem wcześniej zakochałem się, po raz pierwszy w swoim marnym życiu. Będąc przy niej czuję jakby mi ktoś ładował akumulator życiowy. Razem żartujemy,razem się śmiejemy itp.
Oczywiście jak to bywa z cudami - jest z tego co słyszałem zajęta, choć próbując dokładnie ustalić co i jak (co nie jest łatwe) trudno było to potwierdzić na 100%, choć często esemesuje,a domyślam się że nie do mamy.
Wiem również,że poradziłybyście mi pogadać z nią,ale jeśli okaże się,że powie coś w stylu "bardzo cię lubię,ale nic do ciebie nie czuję,poza tym mam chłopaka" to będzie bardzo niezręcznie do końca studiów,poza tym nie chciałbym stracić chociaż jej przyjaźni.
Niestety im częściej z nią przebywam tym bardziej się zakochuje. Trochę jak wino które z czasem jest coraz lepsze. Mam problemy na skupieniu się na czymkolwiek,a mój racjonalny świat legł w gruzach. Przestał mnie kręcić sex z innymi kobietami,nie chce mi się nawet pić,aby spróbować zapomnieć. Marzę o tej kobiecie codziennie,a rozmawiając z nią staram się być "normalnym".
Miałem plan,aby w czerwcu po obronach napisać do niej prosząc o spotkanie np. na kawę i powiedzieć jej wszystko, nawet wiedząc że ma chłopaka,gdyż chyba nie wybaczył bym sobie, gdybym jej tego nie powiedział.
Problem w tym,że do czerwca szmat czasu,a mi już ciężko wytrzymać. Z drugiej strony jak powiem jej teraz co czuję,a Ona powie coś niefajnego to do czerwca będzie bardzo niezręcznie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to,że tak naprawdę nie wiem co ona do mnie czuje. Lubi ze mną rozmawiać i zawsze ma pogodny, ciepły wzrok. Ma można powiedzieć bardzo pozytywne nastawienie do świata. Nie wiem,czy lubi imprezować,bo na "grupowych biesiadach" jej nie ma. Ciężko mi ją rozgryźć.
Jeśli ma chłopaka to może Was zadziwię,ale uścisnę jej dłoń i powiem,żeby uważała na siebie i abyśmy się więcej nie spotkali (z honorem,bez focha)
Niestety nie mogą poradzić sobie z tą sytuacją. Próbowałem racjonalnie sobie wytłumaczyć, że nie warto, że "trzeba ją olać", ale chyba łatwiej mi było by nauczyć się baletu,albo gry na pianinie bez pianina. Po prostu nigdy nie spotkałem osoby tak "innej" od wszystkich kobiet.
Co Mogłybyście mi poradzić? Ja nie widzę innych opcji.