Czy w takiej sytuacji jest jeszcze jakaś szansa na lepsze życie? Skończyłam szkołę, nie mam pracy. Szukam od dawna. Składałam CV na lepsze stanowiska i na te gorsze także, byleby tylko pracować, na tyle na ile dojazd mi pozwala (nie mam samochodu, a mieszkam na wsi i brak dojazdu do wielu firm jest problemem). Słyszę, że albo nie mają miejsc i nie szukają, albo proszą o zostawienie CV i tyle. Urząd Pracy nawet stażu nie chce mi dać, bo twierdzą, że nie mają funduszy. Mieszkam w domu rodzinnym, ale już nie daję rady psychicznie. Jestem codziennie wyzywana, wykańczana psychicznie (głównie przez rodzeństwo, ale nie tylko). Nie widzę sensu życia. Rozpadł się mój związek (a właściwie to sama go zakończyłam, bo nie widziałam perspektyw na przyszłość). Całe moje życie to pasmo nieszczęść. Byłam odrzucana przez dzieci w szkole, bo byłam i jestem brzydka. Żebym nie wiem jak się starała to i tak rówieśnicy byli mili tylko gdy coś chcieli, poza tymi sytuacjami już nie. Nie mam nawet z kim porozmawiać. W domu rodzina traktuje mnie jak najgorsze nieszczęście, bo nie mam pracy i wyglądu (często słyszę, że inne dziewczyny są takie ładne, mają pracę, mają swoje rodziny). Od dziecka byłam bita i krytykowana, moje poczucie własnej wartości jest tak niskie, że szkoda nawet o tym mówić. Boję się ludzi, bo nigdy nie spotkało mnie nic dobrego z ich strony. Moi rówieśnicy pracują głównie na stanowiskach, które dostali po protekcji. Reszta jest na bezrobociu, tak jak ja. Próbowałam nawiązać kontakt z osobami które znam, a które wyjechały za granicę. Niestety nie chcą mi pomóc w wyjeździe (jestem tylko ich znajomą). Fundusze które miałam już się kończą, niedługo zostanę bez środków do życia. Marzę o wyprowadzce, ale tak w ciemno boję się wynieść (zresztą bez pieniędzy niewiele zdziałam). Coraz częściej myślę o samobójstwie, nie mam w nikim wsparcia. Nawet świąt nie spędzam z rodziną, bo tylko mnie krytykują i obrażają. Czekają tylko aż się wyniosę. Oni w jednym pokoju jedzą kolację wigilijną, ja w drugim oglądam telewizję. Tak jest już od lat, w tym roku pewnie wyjdę z domu. Może pójdę na spacer, albo przesiedzę w Kościele ten czas. Moje zdrowie się pogarsza, nie stać mnie na wykupienie wszystkich leków, więc biorę tylko te najpotrzebniejsze. Ja chcę sama uczciwie zarobić na swoje utrzymanie, ale już nie wiem co mam zrobić. Jedyna myśl która odwodzi mnie od samobójstwa to strach przed piekłem, bo tu na ziemi nie mam nikogo. Nie wierzę już w lepszy czas. Zawsze myślałam, że skoro miałam ciężkie dzieciństwo to w wieku 20+ zaczną się te lepsze lata. Jest coraz gorzej. Nie wiem jak długo to jeszcze wytrzymam...
Podobne tematy
Róża z kolcami
Nie myśl o samobójstwie, bo nie będziesz miała szansy zmienić swojego życia na lepsze ![]()
Wierzysz w to albo nie, ale od Ciebie i tylko od Ciebie zależy, jak Twoje życie będzie wyglądać; nie od protekcji znajomych czy nastawienia rodziców.Owszem, wsparcie bliskich potrafi zdziałać cuda, ale czasem trzeba sobie bez tych cudów poradzić.
To co z tego, że jesteś brzydka? Twoja wartość nie zależy od tego.
Co możesz zrobić.... na przykład pomyśleć o wyjeździe w miejsce, gdzie łatwiej dostać pracę. Jeśli nie masz kasy na początek (a z czego teraz żyjesz?) posprzedawać co się da, zaoszczędzić, dowiadywać się gdzie jest lokalnie jakieś dorywcze zajęcie i oszczędzać na lepszy start. Bo zaczynać można w życiu wiele razy! ![]()
Róża z kolcami
Nie myśl o samobójstwie, bo nie będziesz miała szansy zmienić swojego życia na lepsze
Wierzysz w to albo nie, ale od Ciebie i tylko od Ciebie zależy, jak Twoje życie będzie wyglądać; nie od protekcji znajomych czy nastawienia rodziców.Owszem, wsparcie bliskich potrafi zdziałać cuda, ale czasem trzeba sobie bez tych cudów poradzić.
To co z tego, że jesteś brzydka? Twoja wartość nie zależy od tego.
Co możesz zrobić.... na przykład pomyśleć o wyjeździe w miejsce, gdzie łatwiej dostać pracę. Jeśli nie masz kasy na początek (a z czego teraz żyjesz?) posprzedawać co się da, zaoszczędzić, dowiadywać się gdzie jest lokalnie jakieś dorywcze zajęcie i oszczędzać na lepszy start. Bo zaczynać można w życiu wiele razy!
Dziękuję za odp. Ja myślę o wyjeździe, ale boję się tak w ciemno (boję się tego, że wyjadę, pracy nie znajdę i będę zmuszona wrócić). Od rodziców gorsze jest rodzeństwo. Ja już nie daję rady z nimi. Żyję po części na utrzymaniu rodziców (nie stać mnie żeby dokładać się do opłat). Jedzenie raczej staram się kupować sama dla siebie, chociaż czasem jem ich obiady (mam oszczędności z czasów gdy pracowałam, niewielkie ale zawsze. Na studiach miałam stypendium naukowe - było niewielkie, ale czasem udało mi się coś odłożyć na czarną godzinę, która nadeszła teraz). Oszczędności kurczą się w zastraszającym tempie, niedługo ich nie będzie. Ja szukam i dorywczej pracy, cokolwiek. Mieszkam w rejonie, gdzie ciężko o pracę za 1000 zł. Tu jest duże bezrobocie, do tego dochodzi kłopot z dojazdem do miasta, a na wsi pracy zarobkowej praktycznie nie ma. Ja już nie wierzę w lepsze życie, bo takim jak ja to się nie zdarza. Kiedyś miałam takie wielkie plany na przyszłość. Wydawało mi się, że skoro byłam dobrą uczennicą to zapewne znajdę dobrą pracę, będę miała dom (często słyszę, że nie mieszkam u siebie, więc czuję się tu jak piąte koło u wozu), że wyjdę za mąż i będę miała dzieci. Teraz zmieniły się moje priorytety. Praca nawet za ten 1000zł już by mnie satysfakcjonowała.
Z jakiej miejscowości jesteś?
Może ktoś na forum szuka pracowników, wiec warto napisać.
Ile CV wysłałaś?
Na ilu byłaś rozmowach?
Wolałabym jednak zachować odrobinę anonimowości i nie pisać tu szczegółów odnośnie miejsca mojego zamieszkania. Ile wysłałam? Nie wiem, nie liczyłam, ale było ich wiele. Na ilu rozmowach byłam? 3. Ja często zostawiam CV nawet jak nikt nie szuka pracowników. Po prostu wchodzę, pytam, zostawiam tak na przyszłość, ale jak na razie to nic z tego.
3 rozmowy to bardzo mało.. Jak będziesz na 40 i nadal nic nie znajdziesz - to będziesz mogła pisać o paśmie nieszczęść.. głowa do góry i chodź na spotkania, dzwoń, umawiaj się i chodź..
7 2013-11-28 23:28:25 Ostatnio edytowany przez Róża z kolcami (2013-11-28 23:43:40)
3 rozmowy to bardzo mało.. Jak będziesz na 40 i nadal nic nie znajdziesz - to będziesz mogła pisać o paśmie nieszczęść.. głowa do góry i chodź na spotkania, dzwoń, umawiaj się i chodź..
Tak, ale niestety nikt mnie na te rozmowy nie zaprasza ;/ Ja pracy szukam już od dawna. U nas w okolicy (i mieście niedaleko mojej wsi) nie ma nawet zbytnio miejsc pracy. Gdy jest jakieś ogłoszenie (nawet do sklepu spożywczego za najniższą) to jest kilkadziesiąt CV. U mnie na wsi nie znajdę, ale w mieście niedaleko szukam cały czas.
A moze szukanie pracy u siebie na wsi, albo i w bliskiej okolicy byloby dla ciebie kamieniem u szyi a nie szansa na dobra przyszlosc i dlatego nie wychodzi ?
Pójdź do pośrednictwa pracy, bardzo dużo jest ofert wyjazdów właśnie na święta np. do opieki osób starszych. Tam nie musiałabyś płacić za swoje utrzymanie a i pieniążki nie małe. Grudzień jest miesiącem, kiedy większa część ludzi wyjeżdżających za granicę wraca do kraju i potrzeba osób na zastępstwo. Po kilku miesiącach wróć z oszczędnościami, wynajmij pokój w mieście, a tam już dużo łatwiej o pracę.
Nie załamuj się tylko działaj! Powodzenia!
Róża z kolcami poważnie pomyślałabym o migracji- bo w ten sposób nic się nie zmieni. Wiem, jak jest na wioskach- ileż to osób można najmować do lokalnego sklepu? A ci co już poważniejsze urzędy piastują np.na poczcie to zwykle po znajomości. I te znajomości są dobre-jak się je ma.
Róża z kolcami poważnie pomyślałabym o migracji- bo w ten sposób nic się nie zmieni.
O migracji wewnętrznej czy zewnętrznej? Do jednej i drugiej potrzeba albo sporo środków na start, albo stuprocentowo pewnej pracy w miejscu docelowym, albo pomocy rodziny/znajomych na miejscu. Róża nie ma nic z powyższego.
Do tej zewnętrznej potrzeba jeszcze jako takiej znajomości języka. To oczywista oczywistość, ale nie znamy umiejętności Róży na tym polu.
Dlatego, jak napisałam Róży w pierwszym poście, warto sobie taki cel (migracja) obrać i do niego dążyć.
Ta myśl, że "NA PEWNO UDA MI SIĘ STĄD WYRWAĆ" już zadziała motywująco.
13 2013-11-29 18:40:48 Ostatnio edytowany przez Róża z kolcami (2013-11-29 18:42:59)
Kochani z moim językiem tak średnio. Kiedyś znałam go naprawdę dobrze, a potem już nie praktykowałam i wiele zapomniałam. Co do opisu wsi - tak właśnie jest. Kilka miejsc pracy (poczta, sklepy, ciucholand, szkoła) i tyle. Na stanowisku brat, siostra, kuzyn, synowa.
Co do wyjazdu to chcę bardzo wyjechać. Wiem, że tu życia nie będę miała, ale nie wyjadę do nieznanego miejsca w ciemno. Kiedyś już raz zostałam oszukana i naprawdę boję się wchodzić w coś niepewnego, bo rzeczywistość jest zupełnie inna...
Starałam się wyjechać za granicę do opieki, przeszłam I etap, ale przy II dowiedziałam się, że nie kwalifikuję się z wiekiem (to był wyjazd dla osób od 27 lat). Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie, bo tu się wypalam, wykańczam, gasnę z dnia na dzień.
Dobrze, to jeszcze jedna rada. Może mało realna, bo zależy od kilku czynników. No i pewnie, gdyby była oczywista, już dawno byś na to sama wpadła.
Wnioskuję, że jesteś religijna, blisko Kościoła. Na Twoim miejscu (gdybym nie był takim bezbożnikiem
) spróbowałbym porozmawiać z księdzem z parafii. Pewnie i tak zna Twoją sytuację, bo jest Twoim spowiednikiem i odwiedza wasz dom co najmniej raz w roku. Ale gdyby się z nim umówić i tak szczerze porozmawiać o tym jak się teraz czujesz, że jesteś na skraju wyczerpania, gaśniesz? Być może coś razem uzgodnicie. Oczywiście Ty wiesz najlepiej, jakim człowiekiem jest ten ksiądz i czy ma to sens. Próbuję tu trochę idealizować, ale marzy mi się, że okaże się, że ksiądz ma wspaniałe kontakty z kolegami poznanymi w seminarium. Niektórzy z nich 'wylądowali' w dużych miastach. I nie będzie najmniejszym problemem to, by się za Tobą wstawił u przyjaciela. Może znajdzie się wolne łóżko w jakimś domu parafialnym, nie wiem, zaprzyjaźnionym schronisku dla samotnych matek. Tobie potrzeba tej 'rodziny' i jakiegoś schronienia w obcym mieście, byś mogła spokojnie wystartować. Przez miesiąc/dwa, gdy będziesz intensywnie poszukiwać tam pracy, nie martwić się o czynsz i wyżywienie (odpracować można w różny sposób - prac domowych chyba nigdy za wiele w takich przybytkach). Do pierwszej pensji. ![]()
Niestety, niewiele Ci już możliwości zostało. Może to już pora uwierzyć, że obok są dobrzy ludzie i poprosić ich o pomoc. Na forum też ich pewnie pełno, ale niestety przytulanie na odległość, nawet najcieplejsze, nie pomoże na dłuższą metę.
Ja bym zaryzykował.
Piszesz o studiach, dostawałaś stypendium naukowe, to znaczy, że dobrze się uczyłaś. Tak więc
z językiem na pewno sobie poradzisz. A czy szukasz pracy związanej z Twoimi studiami?
W Twojej rodzinie są jakieś chore relacje. Wmówili Ci że jesteś brzydka, wcale tak nie musi być,
a Ty przy swoich kompleksach nie potrafisz tego ocenić. Przy takim traktowaniu na pewno po prostu
często byłaś smutna, a trudno o urodę bez uśmiechu. Nie mówiąc o ciuchach, kosmetykach,...
Jeśli gdzieś wchodzisz pytając o pracę postaraj się zostawić dobre wrażenie po sobie, uśmiechnij się
życzliwie do osób z którymi rozmawiasz, niech poczują, że z tą dziewczyną miło by się pracowało.
16 2013-11-29 21:22:55 Ostatnio edytowany przez Róża z kolcami (2013-11-29 22:01:20)
Co do Księdza to niestety w naszej Parafii nie ma takiego z prawdziwego zdarzenia. Nie chciałabym Go obrazić, ale on wyśmiałby mnie gdybym chociaż wspomniała o swoich problemach (znam Go od dziecka, uczył mnie religii), a potem rozpowiedziałby o tym innym osobom (zdarzały się i takie przypadki w naszej Parafii). Teraz Księża nie interesują się jak naprawdę żyją parafianie (zdarzają się wyjątki, ale mówię tu o mojej Parafii). Wizyta duszpasterska trwa 10 minut, krótka wymiana zdań, podczas której każdy się uśmiecha, koperta i następny dom. Moja rodzina przed obcymi sprawia wrażenie dobrej, to jest wielką tajemnicą jak jest naprawdę. Często właśnie duże problemy są w rodzinach takich jak moja, które z zewnątrz wyglądają na dobre, bo przecież rodzice pracują, dzieci są grzeczne, wykształcone, w domu zawsze czysto. To tylko pozory. Spowiadam się w innym Kościele, gdzie są naprawdę dobrzy Księża z powołania, może tam warto z którymś porozmawiać... Ja jestem bardzo zamknięta, ciężko mi się przed kimś otworzyć. Tu się odważyłam na forum, anonimowo. W życiu nie jestem już taka odważna. Niemniej jednak dziękuję za propozycję, chociaż wydaję mi się ona mało realna.
Co do studiów to radziłam sobie dobrze. Potrafię zadbać o siebie. Zrobić ładny makijaż, ułożyć włosy i dopasować strój, ale dla mojej rodziny i tak jestem brzydotą. Co bym nie zrobiła jest krytyka. Gdy ktoś z zewnątrz powie mi jakiś komplement to ja nie potrafię w niego uwierzyć, bo od zawsze w domu słyszę co innego.
Spowiadam się w innym Kościele, gdzie są naprawdę dobrzy Księża z powołania, może tam warto z którymś porozmawiać... Ja jestem bardzo zamknięta, ciężko mi się przed kimś otworzyć. Tu się odważyłam na forum, anonimowo. W życiu nie jestem już taka odważna. Niemniej jednak dziękuję za propozycję, chociaż wydaję mi się ona mało realna.
Co do studiów to radziłam sobie dobrze. Potrafię zadbać o siebie. Zrobić ładny makijaż, ułożyć włosy i dopasować strój, ale dla mojej rodziny i tak jestem brzydotą. Co bym nie zrobiła jest krytyka. Gdy ktoś z zewnątrz powie mi jakiś komplement to ja nie potrafię w niego uwierzyć, bo od zawsze w domu słyszę co innego.
Tak WARTO porozmawiać, chcesz zrobić coś ze swoim życiem, masz nawet ochotę skończyć ze sobą, a nie masz odwagi porozmawiać z księżmi? Kobieto albo zaryzykujesz albo znów przegrasz. W najgorszym wypadku poczujesz się lepiej kiedy powiesz o tym księdzu.
Powodzenia i działaj!
Co do Księdza to niestety w naszej Parafii nie ma takiego z prawdziwego zdarzenia. (...) Spowiadam się w innym Kościele, gdzie są naprawdę dobrzy Księża z powołania, może tam warto z którymś porozmawiać...
Warto warto. Piszesz, że to dobrzy księża. Może i dobrzy ludzie? Co masz do stracenia?
Postaraj się wykorzystać wszystkie szanse. Nie napisałaś tu chyba tylko po to, by zrelacjonować nam proces poddawania się i odchodzenia z tego świata.
Porozmawiaj z kimś 'realnym'.
:*
Dziękuję za wszelkie rady. Mieszkam w małej wsi na Śląsku. Kiedyś pracowałam w sklepie z butami, potem został zamknięty z powodu małej sprzedaży. Mam nadzieję, że coś szybko znajdę. Skończyłam ekonomię, szukam w kierunku studiów, ale nie tylko. Jestem najstarsza z domu i może dlatego wymaga się ode mnie więcej. Moje siostry są lepiej traktowane jak ja.
Róża mnie wpadł do głowy jeszcze jeden pomysł...z którego skorzystało kilka moich znajomych- znaleźć pracę już z zakwaterowaniem! Np. jako gosposia lub opiekunka do dzieci
Naprawdę to dla Ciebie byłoby wybawienie ![]()
W większych miastach można też znaleźć lokum na zasadzie - w zamian za pokój pomoc w domu, zajęcie się dzieckiem wieczorami, pomoc osobie starszej czy coś takiego. W takim układzie musiałabyś sobie sama znaleźć pracę, ale w dużych miastach jest łatwiej jeśli nie jesteś szczególnie wymagająca, no a opłaty za mieszkanie już Cię nie dotyczą.
Skoro jesteś po ekonomii, to na pewno możesz udzielać korepetycji z matematyki,
a na to jest zapotrzebowanie. Dbaj o swój wygląd, z czasem uwierzysz w komplementy
i powoli odzyskasz wiarę w siebie.
23 2013-12-02 12:25:26 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-12-02 12:27:23)
rozumiem cię różo.
ja szukam pracy, a tej nie ma. i mieszkam w mieście, do sklepu nikt nie chce-bo wyższe wykształcenie itd.
900zł kosztuje u nas niania, więc zostałoby mi 300zł góra.
ale dojazd odpada.
nawet na rozmowe kwalifikacyjną trzeba się: raz to ubrac, dwa miec na bilet. powiedzmy minimum 12zl na dwa jedną rozmowę, chyba że ktoś znajomy dojeżdza do pracy i mogłby cie za darmo do miasta podrzucić, a potem zabrać? i jeszcze coś-niania, na to jest wzięcie. zawsze szukają opiekunek, idź i ty na rozmowę, jeżeli w waszym mieście proponują 700za opiekunkę, to rzuć stówę mniej-może to przykre, ale lepsze mało niz nic, dla mnie np gdy miałam iśc na staz za 900zł najwazniejsza była cena opiekunki, a nie to jakie ma wykształcenie i wiek...pomijam że liczyła się też osobowośc. niestety staże odwołali...
co do bezrobocia. twoje siostry są kobietami- po studiach/szkole/po urodzeniu dziecka dotrą do tego momentu co i ty, wtedy pozamykają jadaczki bo się dowiedzą co i jak.
W Warszawie nianie "chodzą" za 2000-3000 zł. (netto). Może warto tam właśnie szukać ![]()
tylko że trzeba miec na start koło 2tysięcy żeby ruszyć na te stolicę.
róża rodzeństwo dokucza, ja wiem jak jest ciężko. jakie masz wyksztalcnie?licencjat?magister?
Moja znajoma wyjechała mając 100 zł w kieszeni ![]()
Wystarczy dać ogłoszenie do internetu.
catwoman wiesz moja znajoma także-wyjechała z naszego małego miasteczka pod granicą gdzie bezrobocie sięgało 40procent:)
obecnie się nieźle ustawiła-2dzieci, mieszkanie bez kredytu i mąż z dobra pracą.
na pewno nie można się poddawać i myśleć "nic mnie już w życiu dobrego nie czeka" - naprawdę..... czeka! ![]()
W Warszawie nianie "chodzą" za 2000-3000 zł. (netto). Może warto tam właśnie szukać
Tak się mówi, ale nie znam osobiście żadnej niani, która by wyciągnęła choćby te 2 na rękę. Tzn są pewnie, ale takie wiesz, ekskluzywne nianie, po pedagogice, z 10 kursami, mówiące biegle w przynajmniej 2 językach, z prawem jazdy... Serio, ludzie mają takie wymagania. Moja mama dorabia sobie do renty jako opiekunka, 2 koleżanki też i żadna nie może znaleźć nic lepszego niż za 1000 z haczykiem i to często gęsto przy 10h dziennie.
Ale praca z zamieszkaniem nadal jest niezłym pomysłem, choćbyś do ręki miała dostawać niewielkie pieniądze, bo przecież mieszkanie i wyżywienie masz, resztę możesz odłożyć, chociaż częściowo. No i w międzyczasie szukać czegoś być może lepszego, dokształcić się etc. etc.
Vian, wiem że są takie wymagania- jestem w tym dziwnym może dla mnie temacie bo 3 moje koleżanki pracują jako nianie
2 w Polsce, jedna obecnie zagranicą- żadna nie jest po pedagogice, ani żadnym kursie- po prostu mają serce do dzieci i pomysł na nie ![]()
Jedna też pracuje jako gosposia - ma 2500 zł na rękę- po żadnej specyficznej szkole: cały czas uśmiechnięta, otwarta na ludzi, piecze świetny chleb
A właśnie: jak znajdujesz taką pracę to ile zarobisz , np.te 2500 zł tyle masz na "swoje" wydatki
Czyli np. możesz odkładać, bo jak Vian pisze: mieszkanie i jedzenie masz, ciepło też ![]()
Byłam w gorszej sytuacji i wiem co czujesz. Wiem jak ciężko znaleść siłę do walki i jak bardzo denerwują dobre rady. Więc życzę siły.
33 2013-12-03 13:45:33 Ostatnio edytowany przez Andzinaa (2013-12-03 13:46:10)
wyjedz do opieki za granice, to ciezki chleb, ale dasz rade
zarobisz , zaoszczedzisz, nauczysz sie jezyka, poznasz nowych ludzi...a moze zagranica znajdziesz szczescie, prace przyjacciol, znajomych, chlopaka........zaryzykuj.
ja tak zaczynalam, mialam podobnie jak Ty- studia, wies, brak pracy i nagonka rodziny
Witam RÓŻA - Jeśli chcesz,posłuchaj moich rad.
Zima , to nie jest najlepszy okres do zdecydo0wanych zmian w życiu. Ale coś możesz zrobić.
Zwracaj się do księży o wskazanie sióstr zakonnych w większym mieście, które mogłyby Ciebie przenocować, za jakąś małą pomoc w ich gospodarstwie. I zacznij szukać pracy - podpowiedzi masz wyżej.
Najważniejsza sprawa - mówisz , że jesteś brzydka, ale to jest pojęcie względne. Też chciałam być ładniejsza. Jedno , co możesz w tym zakresie zrobić to czyste, schludne włosy, czysty strój, miły uśmiech , no i trochę ładniejsza sylwetka jeśli za dużo kilogramów.
Nie pasuje mi to, co mówisz o swojej rodzinie. nie znam rodziców, którzy tak bez powodu dyskryminują jedno z dzieci. Może jesteś dla nich opryskliwa, nie pomagasz , nie próbujesz ich zrozumieć?
Opowiem Ci o mojej koleżance, która była w Twoim wieku. Miała zawsze tłuste włosy, okropny trądzik, no i nadwagę. Ale zawsze kręciło się koło niej kilka koleżanek, bo zawsze była pogodna,
miła i nie użalała się nad sobą.
Po skończeniu szkoły spotkała ją moja siostra w sklepie obuwniczym. Była jeszcze grubsza i ani troszkę ładniejsza. Kręcił się koło niej mąż, który usłużnie przynosił jej do przymierzenia kolejne papcie . Siostra nie mogła zrozumieć , jak ona takiego faceta znalazła.
Cóż,ja też ją bardzo lubiłam.
witam ciekawy post, znam kilka naprawdę brzydkich dziewczyn: jedna np jest gruba, ma straszny kaliber głowy(puszysty lok na głowie) wygląda jak strażak sam/listonosz pat(taki typ urody). dodatkowo łupież sypiący się kilogramami i co z tego. jest cudowną dziewczyną, ma męża, dziecko i dobrą pracę. uczy w szkole-a każdy ja lubi.
znam kilka ladnych opryskliwych dziewuch, brrr strach koło nich przejść.
zatroszcz sie o prace, z facetami roznie bywa. to moja rada.
jak sie ma trawfic to sie trafi. najwazniejsza jest praca.
nie andzia, najważniejsza jest rodzina i zdrowie, a dopiero potem praca. "facet" owszem może być ten i inny, ale rodzina jest najwazniejsza.
zeby miec rodzine i ja utrzymac , trzeba miec prace
Do nokiaaa !!! Rodzina najważniejsza taaak ???????????? Dla Róży z kolcami ?????????? Gratuluje . Róża z kolcami bardzo Ci współczuje .
Mam niestety podobną sytuację co Róża. Od dwóch lat bezskutecznie próbuję znaleźć pracę, gdziekolwiek, albo chociaż jakiś staż. Chętnie wyprowadziłabym się do większego miasta, ale nie mam za co.
bez stalej pracy przez piec lat z moim facetem w polsce nie moglismy zalozyc rodziny. depresja itp.
dlatego warto probowac wszystkiego, nawet w ostat wyjazdu zagranice
Do nokiaaa !!! Rodzina najważniejsza taaak ???????????? Dla Róży z kolcami ?????????? Gratuluje . Róża z kolcami bardzo Ci współczuje .
nie chodzi mi o toksyczne siostry, tylko o dzieci/partnera/męża
Zrozumiałam - Przepraszam , toby rozwiązało jej problem .
Róża, jak sytuacja ma się obecnie u Ciebie? Coś się zmieniło przez ten czas?
jestem na studiach podyplomowych, kurde ile bezrobotnych poznałam...