Nie mogę zasnąć z myślą że mój mąż dał mi do zrozumienia że nie chce naszego dziecka.Uważa że to moja wina że zaszłam w ciąże i będę się sama nim opiekować tzn. wstawać w nocy że on nie będzie mi pomagał.Jest mi bardzo przykro jak moja kruszynka się rusza i chce żeby poczuł jej ruchy to zabiera rękę.Wtedy jest mi bardzo przykro.Co jest mu winne to dziecko?!Boję się również jak to będzie jak skończą mi się pieniądze,jak On będzie musiał nas utrzymać. Dał mi do zrozumienia że mam oszczędzać Rozlicza mnie z moich pieniędzy robiąc wyrzuty gdzie ja wydałam a za własne pieniądze kupuje jedzenie i opłacam rachunki.Jeśli on robił zakupy to strasznie był oszczędny ale jeśli ja płacę to już całkiem inaczej jest.Czasami już mam tego wszystkiego dość nawet płacz w poduszkę nie wystarcza oczy pełne łez nie mają żadnego na niego wpływu nie widzi tego ani nie słyszy że wiele razy przez niego płaczę.Że mnie rani w ten sposób, ja nie wiem gdzie ja miałam oczy i rozum. Moja psychika i tak jest już w kiepskiej formie.Nie wiem jak ja dam radę z tym wszystkim.Zero wsparcia z strony własnych rodziców a nie wspominając tesciów. Nawet nie mam żadnej przyjaciółki ani koleżanki aby się wyżalić zamieszkałam na bezludziu. Gdzie ja mam szukać jakiegoś wsparcia lub pomocy??:(:(:(
Pisząc tutaj robi mi się na sercu lżej.
P.s przepraszam za błędy i za nie poprawne sformułowane zdania
Podobne tematy
2 2013-11-27 04:00:23 Ostatnio edytowany przez nieznajoma85 (2013-11-27 04:01:34)
Jeju, szkoda mi Cię dziewczyno ![]()
Spróbuj z nim porozmawiać. Mów wprost co myślisz i czujesz.
A dziecka przecież sama sobie nie zrobiłaś i absolutnie siebie nie wiń!
Mam nadzieję, że jak już małżonek zobaczy małżeństwo na świecie to odmieni mu się i pokocha je z całego serca. To jest bardzo możliwe.
Martwią mnie raczej Wasze relacje. Przecież Ty będąc w domu też pracujesz. A kto mu pierze, sprząta, gotuje itd? Jeszcze jak dojdzie dziecko, to zdecydowanie więcej obowiązków będziesz miała.
Ja w ogóle nie rozumiem też takiego czegoś "moje, Twoje". U nas zawsze było nasze, pomimo, że w wiekszoścoi to mąż zarabiał, a ja zajmowałam się domem.
Szczerze Ci powiem, że z tego co piszesz, to kawał chama i egoisty z Twojego męża...
Chyba nie wytrzymałabym ani minuty z kimś takim.
Sama niedawno urodziłam i mimo, że mam bezproblemowe dziecko to jestem zmęczona bo to jest wysiłek. Mniejszy większy ale zawsze.
Współczuję.
Współczuję Ci.
Może mąż się boi odpowiedzialności?
Skoro kobieta może nie być gotowa na dziecko, to mężczyzna też.
Daj mu czas, niech się oswoi z nową sytuacją.
Może mu się odmieni... ale jeśli nie, to ja bym uciekała.
5 2013-11-27 08:50:19 Ostatnio edytowany przez 8kh3 (2013-11-27 08:51:11)
Gusia, bardzo Ci współczuję...
Jesteś w trudnej sytuacji
ale może mężowi się odwidzi takie głupie gadanie?
Ile on ma lat? i nie wie skąd się dzieci biorą? sama tego nie zrobiłaś!
Jeśli nic się nie zmieni, to bym Ci doradzała ucieczkę...kurcze, ale gdzie...?
Patowa sprawa.
Musisz wyłożyć mężowi kawę na ławe może rzeczywiście potrzebuje czasu i się w końcu ogarnie.W naprawdę patowej sytuacji poszukaj w swojej okolicy (nawet w mieście, przecież jakieś autobusy tam muszą dojeżdżać) OWR-u (Ośrodek Wspomagania Rodziny) pracowałam w takowym wiec coś na ten temat Ci mogę napisać. Zgłaszasz się tam do dyrekcji składasz potrzebne dokumenty i jeżeli jest miejsce to wprowadzasz się z dzieckiem do samodzielnego pokoju... w zależności od decyzji dyrekcji masz albo 6 m-cy albo rok na ustabilizowanie swojej sytuacji życiowej... cały sprzęt dla dziecka, wyżywienie was obojga masz zapewnione. W tym czasie szukasz pracy( z dzieckiem zostają opiekunki) a jak ją podejmiesz odkładasz, odkładasz i jeszcze raz odkładasz. Ośrodek nie bierze od was nawet złotówki a wszystko to po to żebyś za 6 abo 12 miesięcy była w stanie np coś wynająć i być samowystarczalna...
Musisz wyłożyć mężowi kawę na ławe może rzeczywiście potrzebuje czasu i się w końcu ogarnie.W naprawdę patowej sytuacji poszukaj w swojej okolicy (nawet w mieście, przecież jakieś autobusy tam muszą dojeżdżać) OWR-u (Ośrodek Wspomagania Rodziny) pracowałam w takowym wiec coś na ten temat Ci mogę napisać. Zgłaszasz się tam do dyrekcji składasz potrzebne dokumenty i jeżeli jest miejsce to wprowadzasz się z dzieckiem do samodzielnego pokoju... w zależności od decyzji dyrekcji masz albo 6 m-cy albo rok na ustabilizowanie swojej sytuacji życiowej... cały sprzęt dla dziecka, wyżywienie was obojga masz zapewnione. W tym czasie szukasz pracy( z dzieckiem zostają opiekunki) a jak ją podejmiesz odkładasz, odkładasz i jeszcze raz odkładasz. Ośrodek nie bierze od was nawet złotówki a wszystko to po to żebyś za 6 abo 12 miesięcy była w stanie np coś wynająć i być samowystarczalna...
Fajna sprawa taki ośrodek. To jest placówka coś jak Dom Samotnej Matki??
Kobieta może na spokojnie ułożyć plan na życie... i opieka jest nad dzieckiem
naprawdę super sprawa!
ale jest pytanie, czy jak już opuści taki ośrodek to daje radę? nie zawsze jest praca, czy opieka nad dzieckiem??
Gusia89 ostatnio znajoma mi opowiadała, jak to jej brat był zagorzałym przeciwnikiem dzieci. Miał żonę, ale za żadne skarby nie chciał dziecka. Niestety jego żona chciała i jak była koło 30 stwierdziła, że dłużej czekać nie będzie i doprowadziła do wpadki. Mąż był wściekły, zarzekał się, że nie będzie się tym dzieckiem interesował, całą ciążę nie dotknął brzucha, ani razu nie był na usg, ani nawet nie zapytał o przebieg ciąży.
Wszystko się odwróciło o 180 stopni po porodzie kiedy zobaczył dziecko. Od dnia narodzin jest to córeczka tatusia, więc może u Ciebie też mimo wszystko skończy się happy endem.
Magda8891 napisał/a:Musisz wyłożyć mężowi kawę na ławe może rzeczywiście potrzebuje czasu i się w końcu ogarnie.W naprawdę patowej sytuacji poszukaj w swojej okolicy (nawet w mieście, przecież jakieś autobusy tam muszą dojeżdżać) OWR-u (Ośrodek Wspomagania Rodziny) pracowałam w takowym wiec coś na ten temat Ci mogę napisać. Zgłaszasz się tam do dyrekcji składasz potrzebne dokumenty i jeżeli jest miejsce to wprowadzasz się z dzieckiem do samodzielnego pokoju... w zależności od decyzji dyrekcji masz albo 6 m-cy albo rok na ustabilizowanie swojej sytuacji życiowej... cały sprzęt dla dziecka, wyżywienie was obojga masz zapewnione. W tym czasie szukasz pracy( z dzieckiem zostają opiekunki) a jak ją podejmiesz odkładasz, odkładasz i jeszcze raz odkładasz. Ośrodek nie bierze od was nawet złotówki a wszystko to po to żebyś za 6 abo 12 miesięcy była w stanie np coś wynająć i być samowystarczalna...
Fajna sprawa taki ośrodek. To jest placówka coś jak Dom Samotnej Matki??
Kobieta może na spokojnie ułożyć plan na życie... i opieka jest nad dzieckiemnaprawdę super sprawa!
ale jest pytanie, czy jak już opuści taki ośrodek to daje radę? nie zawsze jest praca, czy opieka nad dzieckiem??
To nie tylko Dom Samotnej Matki, samotni tatusiowie też sie zdarzają
była np kiedyś rodzina tj. mama, 3 dzieci i wujek(brat mamy) wszyscy głucho-niemi. Wczesniej mieszkali razem z ojcem dzieci alkoholikiem aż w końcu od niego uciekli,a,że mama i ten jej brat byli razem od zawsze ,dyrekcja zgodziła się żeby i on z nimi zamieszkał
po roku zaczęli zupełnie nowe życie
Odłożyli pieniążki i wynajęli mieszkanko i z tego co wiem maja się dobrze
Co do tego co będzie potem cóż... nie zdarzyło się żeby ktoś wrócił...tzn nie, przepraszam był jeden przypadek ale to była 18 letnia dziewczyna, wychowanka domu dziecka, która tak bardzo chciała miec swoją rodzinę że w wieku 16 lat związała się z 30letnim facetem, postanowili mieć dziecko...pech ciał,że trafiły się bliźniaki...a żeby tego było mało dziewczyna w 4 miesiacu ciąży w swoje 17 te urodziny dowiedziała się że ojciec dzieci zginął w wypadku samochodowym... została sama trafiła do OWR-u po roku zaczęła samodzielne życie ale nie dała rady z pracą, domem i dziećmi i wróciła,w tej chwili mieszka z dziećmi w takim mieszkaniu przystosowującym, gdzie jest codziennie "opiekunka" która krok po kroku uczy ją jak prowadzić dom i jak to wszystko ogarnać. Generalnie myślę że kobiety wychodzą z tego typu ośrodków dużo silniejsze zwłaszcza emocjonalnie, warunkiem mieszkania jest uczęszczanie na spotkania terapeutyczne z psychologiem, grupowe i indywidualne, uczą się że można zacząć od nowa, na własną rękę,że nie one pierwsze i nie ostatnie...
Przykro mi jest czytac Twoja historie ...
Mam tylko nadzieje, ze On sie opamieta, i przeprosi Cie za takie bolace Cie slowa ...
I bedziecie szczesliwymi rodzicami....
11 2013-11-29 22:47:12 Ostatnio edytowany przez Gusia89 (2013-11-29 22:47:42)
Bardzo dziękuje za miłe słowa i zrozumienie:)
pozdrawiam
p.s od razu lżej na sercu mi się zrobiło
Jak sie czujesz?
Czy poprawila sie sytuacja z mezem ?
Ja z moim mezem rowniez staramy sie o dziecko.
Ostatnio przy klotni, powiedzial mi, ze to dla mnie on ze mna jezdzi do lekarzy..
Hmm, dla mnie, a dla niego nie? Czyli to dziecko bedzie tylko moje tak? !
Ostatnio mamy spore problemy z dogadywaniem sie.
Myslisz, ze jak uda mi sie zajsc w ciaze, to miedzy nami cos sie zmieni? I bedziemy mieli wiekszy szacunek do siebie? Tak jak Ty, nie mam z kim pogadac na te tematy .. ![]()
13 2013-12-03 14:32:14 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2013-12-03 14:32:42)
Kasiu rozumiem, że macie jakies problemy z zajściem w ciążę, tak? W takiej sytuacji atmosfera może robić się trochę nerwowa i podejrzewam, że słowa męża były powiedziane w nerwach i pewnie wcale tak nie myśli. Może on czuje się przez starania o dziecko po prostu odepchnięty od Ciebie. Może musisz mu poświęcić trochę więcej czasu, ale tylko jemu, bez wspominania o dziecku.
Czy w momencie jak zajdziesz w ciąże coś się zmieni? Lepiej teraz sobie wszystko wyjaśnić. Początki ciąży bywają różne. Ja na przykład byłam non stop senna, nic mi się nie chciało, libido wręcz minusowe, a do tego okropne wahania nastroju, które mój mąż dzielnie znosił. Także wiesz.... jeśli teraz nie poprawicie swoich relacji to później wcale może nie być lepiej.
14 2013-12-03 15:40:45 Ostatnio edytowany przez caro3109 (2013-12-03 15:42:38)
Czasem w nerwach w kłótni mówimy różne rzeczy. Dla faceta problemy z zajściem partnerki w ciążę to wielka sprawa. Taka trochę honorowa i mężczyźni strasznie przeżywają niemożność spłodzenia potomka. Obwiniają siebie a z drugiej strony za nic nie chcą się przyznać do problemu jaki w związku zaistniał. Dlatego mają opory przed jeżdżeniem do lekarza itp.
Kasiu - nie bierz tak poważnie tego co mąż powiedział. A jeśli masz wielkie wątpliwości to porozmawiaj z nim ale na spokojnie i bez wyrzutów czy on chce mieć dziecko.
Wydaje mi sie że potrzebujecie oboje odskoczni od tematu maluszka. Sytuacja daje się wam we znaki a wzajemne oskarżenia potrafią zabić najpiękniejsze nawet uczucie. Poświęćcie czas tylko sobie. Ty mu pokarz, że zależy Ci na nim i poproś o to samo. Może wspólny wypad w weekend? Kolacja przy świecach, wyjście do kina? Zajęcie się sobą i tylko sobą.
Długie starania sprawiają że ludzie czują się jak roboty potrzebne tylko do jednego - zrobienia dziecka, bez romantyzmu, chwili uniesienia. Bywa że wszystko jest mechaniczne, pod zegarek - bo płodne dni są to tylko teraz, wcześniej nie bo lekarz odradził itp...
Odetchnijcie choć na chwilę i na nowo dajcie sobie więcej zrozumienia. Trudne ale da się zrobić
Powodzenia
Dziewczyny, wedle powiedzenia umiesz liczyć licz na siebie. Mój mąż cieszył się testem, cieszył się z pierwszego usg a ostatnio w kłótni mi powiedział , że moim argumentem jest ciąża a przecież tego dziecka jeszcze nie ma . OOOooo zabolało , i to bardzo. Owszem to 7 tydzień, ale jak można uznać , że dziecko pojawia się od n-tego miesiąca? i to ojciec? i nie rozumiałam potem jego zachowania- najpierw radość,a potem coś takiego? więc uznałam , że zacznę podchodzić z dystansem , liczy się ten maluszek, który dla mnie jest już 100 % dzieciaczkiem , a mi samej daje wyraźne sygnały swojej obecności. Myślę pracować do końca ciąży, o ile wszystko będzie w porządku, bo bardzo nie chcę się uzależnić od nikogo. Kocham męża ale tego co powiedział nie umiem zapomnieć.
To nie tylko Dom Samotnej Matki, samotni tatusiowie też sie zdarzają
była np kiedyś rodzina tj. mama, 3 dzieci i wujek(brat mamy) wszyscy głucho-niemi. Wczesniej mieszkali razem z ojcem dzieci alkoholikiem aż w końcu od niego uciekli,a,że mama i ten jej brat byli razem od zawsze ,dyrekcja zgodziła się żeby i on z nimi zamieszkał
po roku zaczęli zupełnie nowe życie
Odłożyli pieniążki i wynajęli mieszkanko i z tego co wiem maja się dobrze
Co do tego co będzie potem cóż... nie zdarzyło się żeby ktoś wrócił...tzn nie, przepraszam był jeden przypadek ale to była 18 letnia dziewczyna, wychowanka domu dziecka, która tak bardzo chciała miec swoją rodzinę że w wieku 16 lat związała się z 30letnim facetem, postanowili mieć dziecko...pech ciał,że trafiły się bliźniaki...a żeby tego było mało dziewczyna w 4 miesiacu ciąży w swoje 17 te urodziny dowiedziała się że ojciec dzieci zginął w wypadku samochodowym... została sama trafiła do OWR-u po roku zaczęła samodzielne życie ale nie dała rady z pracą, domem i dziećmi i wróciła,w tej chwili mieszka z dziećmi w takim mieszkaniu przystosowującym, gdzie jest codziennie "opiekunka" która krok po kroku uczy ją jak prowadzić dom i jak to wszystko ogarnać. Generalnie myślę że kobiety wychodzą z tego typu ośrodków dużo silniejsze zwłaszcza emocjonalnie, warunkiem mieszkania jest uczęszczanie na spotkania terapeutyczne z psychologiem, grupowe i indywidualne, uczą się że można zacząć od nowa, na własną rękę,że nie one pierwsze i nie ostatnie...
Wstrząsnęła mną historia tej młodej dziewczyny. Matko, jaka straszna tragedia...Smutne ![]()
Szkoda, że w Polsce nie ma dużo takich ośrodków. Kobiety i nie tylko (jak się okazuje) mogą mieć pomoc w nowy start i zacząć żyć.
Hej!
U mnie nadal bez zmian mąż jest taki sam jak był próbowałam z nim pogadać ale się nie da...Od kilku dni męczą mnie myśli dlaczego ja wybrałam sobie takiego męża "samoluba",upartego jak osioł i chytrego jak lis....??Nie mogę zrozumieć dlaczego nie lubi moich rodziców wiem teściów nie da się kochać.Nie lubi jeździć do mojego domu rodzinnego a jak już pojedzie to siedziałby tylko z 10 min i do domu z powrotem.Wiem że się powtarzam ale jakoś mi jest ciężko z tą myślą że mój Mąż nie darzy ich sympatią.Chociaż z moja mama nie układały się super relację w czasie mojego dzieciństwa ale jakoś starałam się zrozumieć taki charakter i nerwica.Ale teraz czasami jak sobie pomyślę że kiedyś jej zabraknie to kręci mi się łezka w oku.Boję się jak zostanę sama tzn. jak odejdą na drugi świat moi rodzice.Nie będę miała żadnego wsparcia chociaż go nie miałam i nie mam.
Za dużo wolnego czasu dobrze nie wpływa na mnie za dużo wspomnień złych powraca,gdyba się co by to było gdyby,bierze na rozkminę "nad rozlanym mlekiem".........