Witam ![]()
Jestem w związku od ponad 2 lat . na początku bylo niewinnie , pojechałam do kuzyna na wakacje i poznałam M tydzień wspólnych wspaniałych chwil itp . ale niestety musiałam wrócić do domu . myślałam ze to nie wypali ze to tylko taka wakacyjna znajomosc , ze pójdę do nowej szkoły i poznam kogoś fajnego .
Ale M przyjechał do mnie (mieszkaliśmy 300 km od siebie ) no i zrozumiałam ze to coś więcej . potem przyjeżdżał co jakieś 2 tygodnie i tak to trwało 8 miesięcy . po tym czasie zamieszkaliśmy razem . Miałam 17 lat problemy w szkole z rodzicami , wielka miłość i stwierdziłam ze nie wyobrażam sobie życia bez M i uciekłam do niego .
Pierwsze pół roku było wspaniałe 0 kłótni , zabawa, wielka ochota na czułości po prostu bajka . ale potem zaczęło sie coś psuć zaczęły sie małe sprzeczki potem coraz większe , problemy z pieniędzmi , martwienie sie o jutro itp. M pracował a ja ze względu na to ze nie miałam jeszcze 18 lat nie mogłam znaleźć pracy wiec siedziałam całymi dniami w domu czułam sie jak w kladce wiec jak M wracal z pracy wcale sie z tego nie cieszyłam . odeszła mi cała ochota do zycia do wychodzenia gdzie kol wiek bo nie miałam po prostu gdzie isc no i oczywiście ochota na zbliżenia tez wyparowała . na początku zwalałam to na złe tabletki ale odstawiłam wcale nie brałam i sie nic nie zmieniło .
teraz juz jest stabilniej ale dalej siedzę calymi dniami w domu bo wiadomo jak w naszym kraju z praca . nie mam ochoty na całowanie sie z M a tym bardziej na igraszki , wiadomo ze dla faceta to problem .. o wszystko sie teraz sprzeczamy o głupoty .często sie zastanawiam czy to dalej ma sens i czy nie wrócic do domu a wtedy przypominam sobie ze go bardzo kocham i nie chce tego wszystkiego przekreślać ale te ciagłe awantury o to ze np kubek stoi tam gdzie nie powinien albo ze nie jest dokładnie posprzątane to jest przesada.. zachowujemy sie jak po 10 letnim stażu małżeństwa . a to dopiero 2 lata .. staramy sie to naprawiać ale nic nie wychodzi jest jeden dzien dobrze a potem tydzien tragicznie .. nie wiem czy jest sens to naprawiać bo skoro teraz jest zle to co bedzie potem . ja go bardzo kocham i wiem ze on mnie tez bardzo kocha bo gdyby tak nie było to by sie nie oswiadczył ani by nie płakał jak przy awanturze sie pakowałam i dzwoniłam zeby ktos mnie zabrał do domu .. pomóżcie mi to naprawić o ile sie da bo na prawdę chce to naprawić ..
Z góry dziękuje i proszę nie dobijajcie mnie za bardzo