Witajcie....
opiszę moją historię..
Nie oczekuję rady - poprostu nie mam z kim o tym porozmawiać nie mam przyjaciółki, osoby któreh po prostu mogałbym to zrzucić z siebie.
Nasz związek trwa już przeszło 3 lata. Początki chemii i miłości były jak z bajki pewnie jak wszędzie - były gesty, szaleństwa , sms-y telefony. Potem była...zadra (powiedział, że mnie chyba nie kocha, po miesiącu przeprosił i cofnął), potem zamieszkaliśmy razem.
Nasz zwązek jest trudnym związkiem - wymaga sporo kompromisów - obydwoje jesteśmy po rozwodach - mamy dzieci , moje jest ze mną i mieszka jego dojeżdżają raz na 2 tygodnie. Zszywane rodziny, różne zwyczaje.
Kryzys zaczął się już ok 1,5 roku temu - kiedy seks w naszym życiu wygasł do 1 x w tygodniu. Przyznam szczerze, że nigdy z jego strony nie był szaleńczy, porywczy (a może tylko mi się tak wydaję). Potem zaczęły się kłótnie nieporozumienia - ostatni rok był dość pracowity w domu w którym mieszkamy (on przeprowadził się do mnie) trzeba było wykonać potrzebne remonty, inwestycje uporządkować to czego ja nie potrafiłam sama. Myślę, że oddalaliśmy się od siebie z dnia na dzień...do tego doszły problemy dnia codziennego - niespodziewane większe wydatki, kłótnie o dzieci, pieniądze dom. Na ten moment sama nie wiem na czym stoję- tego jest tak pełno , zę gdybym wysypała worek wypadło by z niego dużo nieporozumień.
1. seks - jego brak a raczej jego jakość 2 x w miesiącu - tylko i wyłącznie na zalicznie bez pieszczot
2. konflikty - mój partner jest osobą, która potrafi przez cały dzień myślec np o pracy albo o tym co trzeba zrobić, rzadko kiedy się uśmiecha , nigdy nie wiem jak to będzie czasami przychodzi z pracy milczący i ani z nim porozmawiać z regułu schodzę wtedy z drogi. Często się obraża i czasami nie wiem co przyniesie dzień
3. W przypadku pojawiających się problemów finansowych, kilka razy powiedział, że ma dosyć tego "mojego domu" i znalazłam sobie frajera - potem przepraszał i mówił, że to ze złości. Wiele rzeczy w domu sam chcę robić - nie zmuszam go do tego ani nie wymuszam jakiś remontów
jak mu to mówię to odpowiada a co w ruinie chciałabyś mieszkać?
4. jest bardzo złośliwy, emocjonalny i kapryśny
Często sie przy tym kłócimy, on chodzi od roku na psychoterapie (DDA), ja mam wyrzuty o brak zainteresowania , wsparcia podczas problemów (bo jak się pojawiają problemy zostawia mnie z nimi sam - ja tak nie potrafię w ważniejszych sprawach domowych lubię mieć męską dłoń), mówi że oczekuje od niego uczuć jak od ojca (często mówię mu , że jest chłodny i potrzebuję więcej czułości i dotyku ( w ogóle mnie nie całuje, nie przytula, nie masuje). Jest jeszcze wiele problemów - stosunek do mojej córki itp.
Zastanwiam się czasami czy to ze mną jest w porządku - mój były mąż był człowiekiem , który mi nadskakiwał i mogę to stwierdzić z pełną świadomością przez 10 lat nawszego związku - po prostu zachowywał się jak by był ciągle i wiecznie zakochany - miał wiele wad, ale przyzwyczajona byłam do dużej dawki czułości.
Dalej mój tata - osoba bardzo ciepła nieba by mi uchylił
Patrzę na to chłodnym okiem, wiem, że zakochanie i motyle mijają - ale nie wierzę że jest to jednoznaczne z tym aby mieszkać jak lokatorzy bez czułości, troski , dbania o siebie czy o drobiazgi ![]()
Może za dużo oczekuje. Sama nie wiem co mam robić....