pokłóciłam się z rodzicami.Cała rzecz w tym,że obrazili mojego męża jedyną i najważniejszą osobę w moim życiu.Od kiedy jesteśmy razem był dla nich oparciem i nigdy im nie odmawiał pomocy.Ale od kiedy moja siostra przekupiła ich kasą to nie maja dla nas szacunku i liczą się tylko z jej zdaniem.Kiedyś siostry mąż był dobrym kolegą mojego męża,a teraz mu grozi,Mam 2letniego synka chciałabym,żeby miał dziadków i ciocie.Ale oni nie reprezuntują soba nic dobrego i nie przekażą mu żadnych wartości.Czy mam walczyć o rodzinę,czy o więzi które mało dla mnie znaczą?Czy mam zapomnieć o rodzicach i tylko patrzeć na dobro dziecka i męża?
Podobne tematy
Witaj.Nie wiem czym obrazili Twoi rodzice Twojego męża,ale uważam ,ze mimo wszystko to są Twoi rodzice i zrywać kontaktu z nimi nie powinnaś.Może szczera rozmowa z nimi wyjasni całe to nie porozumienie.Nie patrz na zachowanie siostry,Ty pamietaj ,że to sa Twoi rodzice.Piszesz ,że wcześniej relacje męża i rodziców były poprawne więc co sie wydarzyło?
Pamietaj Justa ,nie zrób czegoś ,czego potem będziesz żałowała.
Ja tez bym nie zrywała. Za jakis czas emocje opadną i jakos to sie uloży.
Jezeli uważasz ze nie słusznie mąż został obrażony,to porozmawiaj z rodzicami,zapytaj czy aby na pewno mieli racje ze tak postąpili? Moze teraz tego żałują,moze o tym w domu rozmawiają?
Moze by chcieli jakos to naprawic i nie wiedzą jak? A moze faktycznie mieli rację,moz mąż zrobił im jakąs przykrość.
Na pewno cos musiało sie wydarzyć,bo nie wierze że mąż do nich przyszedł,powiedzał -Dzieńdobry, a Oni na niego skoczyli:)
Zorganizuj spotkanie,powiedz ze nie chcecie być skłóceni i niech każdy wywali z siebie co mu leży na sercu.
Tak w ogóle to cała sprawa zaczęła się od siostry i jej niewłaściwego postępowania.Rok temu zmarł na nowotwór jej mąż,a ona nawet nie potrafiła uszanować żałoby po tym wspaniałym człowieku.Pół roku po Jego śmierci poznała kolegę z pracy mojego męża,po 2 miesiącach już u niego mieszkała a po 3 zaszła z nim w ciąże.Gdy z nią rozmawiałam dobiła mnie ostatecznie tekstem że nie ma nawet żadnych wyrzutów sumienia że tak postąpiła,wtedy powiedziałam co sądzę o jej postępowaniu i wtedy widziałam ją po raz ostatni.Mąż był na nią już taki wściekły że rozmawiając z jej nowym facetem w pracy powiedział po prostu że po tym co zrobiła dla niego jest nikim.Od tego sie zaczęła cała ta chora sytuacja,rodzice jakby zapominając o jakiś wartościach i zasadach panujących w normalnej rodzinie zaczęli skakać nam do gardeł,mieli ogromną pretensję jak w ogóle mogliśmy tak potraktować siostrę.Ostatnie wydarzenia przelały czarę goryczy,doszło do sprzeczki rodzinnej którą sprowokowała moja mama,weszliśmy na temat mojej siostry,gdy mój mąż powiedział co sądzi na temat tego co ona robi mama wykrzyczała mu w twarz żeby Zamknął mordę bo on nie ma prawa się wypowiadać.Od tamtej pory ze sobą nie rozmawiamy,bo nie mogę pozwolić żeby moja mama traktowała w taki sposób mojego męża.Ale tak naprawdę mam wielki dylemat co robić,bo to przecież są moi rodzice,dziadkowie mojego 2 letniego synka.Czy jest sens żeby to ciągnąć???Czy raz na zawsze zerwać z nimi kontakt????szkoda mi synka który stracił już ciocię chrzestną,a teraz miałby jeszcze stracić dziadków.Pomóżcie bo już ręce opadają i czuję bezradność!
Powiem Ci tak POPIERAM TWOJA SIOSTRE I JEJ FACETA.
Nie miałas prawa jej oceniać,a twój mąz to juz w ogóle!!!! Jak mogliscie jej robic awantury i narzucać jak długo ma chodzić w załobie!!!??? To jest jej żałoba,jej zycie. Wy jestescie winni nie oni,wiec powinnaś ty rekę na zgodę wyciągnąć.
Jezeli mama tak do męza powiedziała,to moze jednak miała powód? Moze tez zachowaliście się nie takotownie?
Uważam że jako najbliższa jej rodzina mieliśmy prawo ją oceniać,zwłaszcza że po smierci męża dużo mówiła o takiej sytuacji,zapierała się że już nigdy nie wyjdzie za mąż,że ja już nie będe miała więcej szwagra,wygadywała takie głupoty a potem zrobiła wszystko dokładnie odwrotnie do swoich słów,w sumie ja uważam że każdy ma prawo do szczęścia,ale to nie był odpowiedni moment,szwagier zasługiwał na to żeby uszanować jego osobę,żeby odczekać żałobę,gdyby odczekała spokojnie rok,nikt złego słowa na nią by nie powiedział.Nie rozumiem zupełnie zaślepienia rodziców,zwłaszcza że moja mama wielka katoliczka chodzi i tylko krytykuje wszystkich wokół a swojej córki w ogóle nie widzi,nie wiem czy tacy ludzie bez żadnych wartości są dla mnie potrzebni,czego dobrego nauczą w przyszłości swojego wnuka??
Nie powinnaś się w to wtrącać. To jest życie twojej siostry i niech z nim robi co chce. Jest dorosła.
Ty zgrywasz tutaj ochroniarza duszy szwagra. Zostaw go w spokoju i siostrę też. Siejesz zamęt niepotrzebnie. To już się stało, twoja siostra jest w ciąży, czasu nie wrócisz, człowieka nie naprawisz tylko sobie w rodzinie bałaganu narobisz.
Najgorsze co może być , to, gdy rodzina wtrąca się w życie dorosłych już ludzi. To jak walenie głową w mur. Odpuść sobie tę walkę, bo z pewnością nie wygrasz... możesz jedynie wiele stracić, to co najważniejsze- rodzina, dziadkowie dla twojego dziecka.
Nie rozumiem zupełnie zaślepienia rodziców,zwłaszcza że moja mama wielka katoliczka chodzi i tylko krytykuje wszystkich wokół a swojej córki w ogóle nie widzi,nie wiem czy tacy ludzie bez żadnych wartości są dla mnie potrzebni,czego dobrego nauczą w przyszłości swojego wnuka??
A czego Ciebie nauczyli? Czy uważasz ze jestes bez wartości,ze jestes dno,ze nie wyszłas na ludzi? Pewnie nie. Wiec jezeli Ciebie wychowali na porządnego człowieka,to Twoje dziecko tez bedą potrafili.
Kościół,księża nakazali ze załoba ma trwać tyle czy tyle,ale nikt ich nie musi słuchać. Kazdy czuje to sercem ile ma trwać załoba.Moze Twoja siostra nie była wcale taka szczęśliwa ze szwagrem? Teraz jest szczęsliwa i daj jej spokój,bo naprawdę nie masz racji.
Powiem Ci tak POPIERAM TWOJA SIOSTRE I JEJ FACETA.
Nie miałas prawa jej oceniać,a twój mąz to juz w ogóle!!!! Jak mogliscie jej robic awantury i narzucać jak długo ma chodzić w załobie!!!??? To jest jej żałoba,jej zycie. Wy jestescie winni nie oni,wiec powinnaś ty rekę na zgodę wyciągnąć.
Jezeli mama tak do męza powiedziała,to moze jednak miała powód? Moze tez zachowaliście się nie takotownie?
tak mowi ktos kto boi sie usłyszec paru słów co dana osoba mysli o konkretnej sytuacji. Ok to jest jej żałoba, jej życie ale nie powinna się tak obrażac.
Ja bym na twoim miejscu spróbowała pogadac z rodzicami i tak jak pisze Elnett trzymac sie od tej sprawy z daleka..spytaj się ich np czy przez kłutnie i sprawy związane z twoją siostrą to znaczy że mają się popsuc relacje miedzy wami i ich wnukiem? i zobacz co odpowiedzą..
justa27 uważam,że są ludzie do których nic nie dociera i widzocznie Twoi rodzice do nich należą.Nie poruszaj z nimi takich tematów na które będziecie się kłócić.Bo i tak do porozumienia nie dojdziecie skoro każdy ma swoje racje i nie chce słuchać innych.Poczekaj aż emocje opadną i wtedy na spokojnie się z nimi spotkaj.Żyj swoim życiem i nie wtrącaj sie do nich bo to nie ma sensu.Wiem,że rodzina jest dla ciebie ważna,także nie zrywaj kontaktów,ale je ogranicz.Życze powodzenia.
11 2010-08-21 09:41:46 Ostatnio edytowany przez Dianaa (2010-08-21 09:46:07)
Uważam że jako najbliższa jej rodzina mieliśmy prawo ją oceniać,zwłaszcza że po smierci męża dużo mówiła o takiej sytuacji,zapierała się że już nigdy nie wyjdzie za mąż,że ja już nie będe miała więcej szwagra,wygadywała takie głupoty a potem zrobiła wszystko dokładnie odwrotnie do swoich słów,w sumie ja uważam że każdy ma prawo do szczęścia,ale to nie był odpowiedni moment,szwagier zasługiwał na to żeby uszanować jego osobę,żeby odczekać żałobę,gdyby odczekała spokojnie rok,nikt złego słowa na nią by nie powiedział.
Powiem Ci tak przejrzyj na oczy i daj siostrze żyć w końcu, za grosz zrozumienia w Tobie, zaatakowałaś siostrę i jej życie zupełnie bezpodstawnie(!). Żałobę moja droga nosi się w SERCU nie na sobie. "Odczekała rok.. bla bla" to są bzdury narzucane przez kościół, czarne szmatki, udawanie smutku (nie wolno pokazać uśmiechu w tydzień po stracie kogoś bo ktoś kogoś uzna za chama)... Więc jeszcze raz żałoba w sercu, nie masz prawa tak wtrącać się do jej życia, tym bardziej Twój mąż, zero taktu i wyczucia... Gdybym miała taką sytuację, i moja siostra czy o zgrozo jej mąż by mi coś takiego palnął to byście mnie popamiętali na wiele wiele lat... Twoja siostra w dzień po stracie męża może założyć różowe ciuszki i iść na zakupy to nie oznacza że nie tęskni za mężem, że nie boli jej ta strata, w czym pomoże czarna szmata i przyklejony płacz? A no w tym tylko aby płytcy ludzie mogli ją ocenić jak wdowa wzorowa...Jako najbliższa rodzina i tak nie masz prawa nikogo oceniać, możesz z kimś porozmawiać, lub poruszyć jakiś temat ze względu na to że należysz do najbliższej rodziny... Piszesz że siostra przekupiła wszystkich kasą, puknij się w głowę dwa razy i zejdź w końcu ze swej siostry i ją przeproś(!)
Ja bym na twoim miejscu spróbowała pogadac z rodzicami i tak jak pisze Elnett trzymac sie od tej sprawy z daleka..spytaj się ich np czy przez kłutnie i sprawy związane z twoją siostrą to znaczy że mają się popsuc relacje miedzy wami i ich wnukiem? i zobacz co odpowiedzą..
Ona nie powinna się tak pytać, powinna iść i przeprosić rodziców, siostrę i nowego szwagra za takie szczucie wszystkich przeciwko sobie. Sama wywołała te kłótnie i sama popsuła relacje więc niech je naprawia, niech nie szuka winy u innych.
śmierć partnera zawsze wywraca życie do góry nogami. sądzę, że Twoja siostra miała prawo do miłości. serce nie sługa. to nie jej wina, że zakochała się kilka miesięcy po stracie męża. myślę, że to bardzo dobrze, że próbuje ułożyć sobie życie. wiele osób, które tracą partnera nie może pozbierać się po tym zdarzeniu i pozostają już na zawsze nieszczęśliwymi ludźmi, którzy nie potrafią wejść w normalne interakcje społeczne.
Myślę, że Ty i Twój mąż jako najbliższa rodzina powinniście ją wspierać, pomimo iż Wasz stosunek do tej sytuacji jest inny. Spróbuj postawić się na jej miejscu. czasami sprawy, zwłaszcza sercowe, przybierają taki obrót, że nie możemy wszystkiego przewidzieć.
abstrachując od samego źródła konfliktu i tego kto ponosi i w jakiej części winę spójrz na siebie i swój sposób myślenia:
....w sumie ja uważam że każdy ma prawo do szczęścia,ale ....
w takim każdy ma prawo do tego szczęści, czy też nie?
prawo ograniczone Twoimi warunkami - to Twój sposób na życie. Wyznajesz raczej zasadę każdy ma prawo do wszystkego byle na moich warunkach, jaksię nie zgadzacie to z wami się pokłócę - taki obraz Ciebei ma Twoja rodzian.
Wg mnie np. ona ma prawo do szczęścia zaraz po tym jak spłonie na stosie razem z ciałem męża. - Podoba Ci się takie myślenie? Włażenie komuś z butami w życiorys? Narzucone przez Ciebie prawo do szczęścia, przestaje być jej prawem , za zaczyna być Twoim prawem, prawem dyktowanym prze Ciebie siostrze. Zatem wiedz, że masz do tego takie samo prawo, jak ja do tego by zaciągnąć ja na wspomniany stos.
TY - nie masz prawa nikomu stawiać warunków - to nie Twoje życie. Nie ty masz prawo decydować kiedy może on może być szczęsliwy. Dlaczego i na jakiej podstawie myślisz, ża masz prawo do stawiania jakichkolwiek warunków - narzucanie ich to narzucanie klatki na kogoś. W ten sposób przestajesz się liczyć z jej zdaniem, a to już brak szacunku. Powinnaś ją wspierać, cieszyć się jej szczęściem, a Ty ją ograniczasz.
to nie był odpowiedni moment,szwagier zasługiwał na to żeby uszanować jego osob, żeby odczekać żałobę, gdyby odczekała spokojnie rok,nikt złego słowa na nią by nie powiedział.
- a kiedy by był ten odpowiedni moment, dlaczego akurat Ty masz o tym decydować? Co to jest 12 miesięcy, czyli w piątek ostatniego miesiąca były złydzień, ale sobota już nie, tak - wiesz dla mnie to takie zaściankowe myślenie.
- starasz się być bardziej papieska, niż sam papież
- a co do cholery, wskrzeci go tym?
- a co co cholery, jej mąż nie chciałby by ona gdy on odejdzie była szczęśliwą kobietą?
- zamiast się cieszyć, wolałabyś być "tą" siostrą, której do końca życia wytykała że przez Ciebie straciła może moment na zbliżenie się do człowieka, który właśnie pojwaił sie w odpowiedniej chwili w jej zyciu, który może będzie jej miłością życia?
Nie rozumiem zupełnie zaślepienia rodziców,zwłaszcza że moja mama wielka katoliczka chodzi i tylko krytykuje wszystkich wokół a swojej córki w ogóle nie widzi,nie wiem czy tacy ludzie bez żadnych wartości są dla mnie potrzebni,czego dobrego nauczą w przyszłości swojego wnuka??
- rodzice mają bardziej otwarte umysły niż Ty, Ty chcesz żeby Twoi rodzice myśleli tak jak Ty chcesz, jesteś despotyczna i widać że całemu otoczeniu starasz się narzucić wymyślone przez sibie zdanie.
A to że Twoja siostra się zarzekała, że zrobi tak czy siak, to Ci powiem krótko, tylko krowa nie zmienia zdania, a ona krową nie jest. Powinnaś, powinniście przeprosić ich za to że się wtrącaliście w jej życie. Owszem masz prawo doradzać swojej siostrze, masz prawo ją krytykować, ale nie masz prawa narzucać jej swojego zdania.
Wiesz kiedy byś miała prawo decydować o tym - kiedy i do czego ona ma prawo, gdybyś ponosiła wszystkie konsekwencje jej działania - anie ponosisz i nie będziesz. Masz takie prawo jedynie wobec sowjego dziecka, a nad nią zdobędziesz gdy zostanie ubezwłasnowolniona.
Rozumiesz kobieto wogóle co to są konsekwencje? To ona bedzie się musiała zmierzyć z sumieniem, otoczeniem, a w przyszłości z tym czy wybrała sobie dobrego partnera. A może Ci przeszkadza to że sobie jakiegoś wdowca nie znalazła, bo miałałś jakiegoś na boku, hę?
Dziewczyno, powtarzam, dla własnego dobra zostaw ją w spokoju, wspieraj ją ona nie jest dzieckiem, a jak się oparzy to pomóż, a nie krzycz że się oparzyła, czy to coś zmieni - nie - ale opatrzenie rany i rozmowa tak. Kochasz, to wiesz jakie to ważne, daj jej poznać to znowu, może właśnie to jest jej sposób na to by poradzić sobie z obecną sytuacją.
BTW, osobiście rodzicom się nie dziwię.