Witam ponownie po kilku latach:). Było ok nie bylo mnie. Jest żle - jestem:).
Pisałem kilka lat temu o moich perypetiach miłosnych z M. O mojej niepewności, bólu po rozstaniu. W końcu jednak w 2012 r. pobralismy się. Okazuje się że to był wielki błąd.
Teraz jesteśmy na etapie bolesnego rozpadu wszystkiego. A nawet już po...
Nauczka - jezeli się czegoś dokładnie nie wyjaśni przed ślubem i założy że jakoś to będzie to na pewno nie będzie dobrze.
Przed ślubem toczyliśmy prawdziwą wojnę o moje relacje z moją rodziną. Wszystko zaczęło się od tego, że po rozstaniu z partnerem moja siostra było w kompletnym dołku. Nie radziła sobie. No to z nią gadałem dużo. Przyjeżdzałem do niej. Raz zdarzył się incydent, że kiedy byliśmy u rodziców zasnęlismy w jednym łóżku. Powiedziałem o tym mojej narzeczonej i zaczęło się realne piekło. oskarżenia o zdradę, że siostra jest dla mnie najważniejsza, że mamy patologiczne realcje. Moja narzeczona zaczeła sprawdzac bilingi, kiedy miałem zajęty telefon dzwoniła do skutku. Przepytywał mnie o wszystko - dzien i noc rozmawialiśmy na jeden temat. No i tak się pobraliśmy. A po ślubie - wszystko po krótkiej przerwie wróciło. Że teraz jesteśmy małzeństwem i powinienem całowiecie zmienic realjke rodzinne.
Podkreślam z siostrą mamy dobry kontakt. I tyle. Tyle.
No i kłótnie o siostrę zdominowąły nasze życie, nasze kontakty. Od rana do wieczora wyniszczające rozmowy. przekonywania. Wyprowadziłem się, czekałem az żona odpuści. Powie - przesadziłam. Nic z tego.
A teraz. Ona juz uznała mnie za winnego rozapdu naszego związku. że to moja wina, że po wyprowadce nie interewowałem się jej sprawami. Tylko cholera jak się interesowac, jak w naszych rozmowach był tylko jeden termat. Jak miałem chciec do niej wrócic kiedy wiedziałem, że to nas poróżni znów.
No i teraz ja jestem kompletnie rozbity. Zabija mnie poczucie winy, ze mogłem zachowywac się inaczej. Że mogłęm się tak nie denerwawac podczas kłótni. Ze mogłem zrobic inaczej. A żona żyje sobie spokojnie. Nie dzwoni. Prowdzi życie i mówi że teraz odżyła. A ja ją tylko ograniczałem. A jają kochałem. bardzo.
Powiedzcie do cholery. Czy to że moja siostra położyła się obok mnie raz, jedyny bez żadnych intencji. Że powiedizałem o tym w ufności moje narzeczonej że zrozumie. Czy ja zwariowałem, że nie widzę w tym nic złego. Że to się stało. Już przepraszałem. Obecywałem że to się nie powtórzy. Bez powodzenia.
Podobne tematy
2 2013-11-07 15:38:14 Ostatnio edytowany przez madoja (2013-11-07 15:38:35)
Skoro po prostu kiedyś z siostrą zasnęliście w 1 łóżku, to dlaczego w wielkiej ufności i z nadzieją że zrozumie powiedziałeś o tym żonie?
Gdyby mi się zdarzyło zasnąć z bratem w 1 łóżku, to nie robiłabym z tego wielkiej tajemnicy którą powierzam komuś w ufności. Byłoby to tak mało istotne, że pewnie nie wspomniałabym o tym. I to nie, żeby coś zataić, ale dlatego że to byłoby takie nieważne.
Jeśli mój facet powiedziałby mi coś takiego jako wielką tajemnicę, np. ze strachu że i tak się dowiem, to pewnie też zaczęłabym mieć podejrzenia.
No nie. Powiedziałem to zupełnie naturalnie w rozmowie. Jako głupotę, przy okazji. innych spraw. Po kilku miesiącach temat powrócił i zmielił wszystko co nas łączyło. Wstawaliśmy rano i zaczynało się od pytanie czy znów będę dzwonił do "siostruni". Wracałem z pracy - pierwsze pytanie co słychac u siostruni. Starałem się spokojnie tłumaczyc. Do czasu. Nie wytrzymałem. Zaczełem trzaskac drzwiami. Zaczełem mówic - zostaw ten temat albo z nami koniec ponieważ nie da się tak życ. Nie przestała. Wyprowadizłem się. Myslałem, że odpuści. Przyjeżdzałem do domu - znów ten teamat. No i stało się. Przestałem przyjeżdzac. No a teraz dowoaduję się że ze mną nie dalo się porozumiec. Cała wina za rozpieprzenie wszystkiego zostala skieorowana na mnie. A prosiłem, tłumaczyłem. Nawet posunełem się do tego, że zarządałem żeby mi na kartce spisała jak mam się kontaktoweac z siostrą. PATOLOGIA.
...
Nauczka - jezeli się czegoś dokładnie nie wyjaśni przed ślubem i założy że jakoś to będzie to na pewno nie będzie dobrze.
Przed ślubem toczyliśmy prawdziwą wojnę o moje relacje z moją rodziną.
...
No i kłótnie o siostrę zdominowąły nasze życie, nasze kontakty. Od rana do wieczora wyniszczające rozmowy. przekonywania. Wyprowadziłem się, czekałem az żona odpuści.
...
Powiedzcie do cholery. Czy to że moja siostra położyła się obok mnie raz, jedyny bez żadnych intencji. Że powiedizałem o tym w ufności moje narzeczonej że zrozumie. Czy ja zwariowałem, że nie widzę w tym nic złego. Że to się stało. Już przepraszałem. Obecywałem że to się nie powtórzy. Bez powodzenia.
Powiem. jakoś to będzie...? NO to było jakoś... BYLEJAKOŚ.
Nie ma powodu by po ślubie zrywać kontakty z rodziną - powiedziałabym, że to dziecinne i niepoważne. Bo to JAKIE mamy relacje z rodziną świadczy o tym jak we własnej rodzinie funkcjonować możemy.
Myślę, że zwyczajnie do siebie nie pasowaliście. A twoje relacje z siostrą to zwykły pretekst by całą, niesatysfakcjonującą (będąca zwykłym fiaskiem) rzecz zakończyć.
Z tym jakoś to będzie to niestety troche moja filozofia życiowa. Bo przez "jakoś" rozumiem, że dobrze.
Najgorsze jest poczucie winy, Że mogłem inaczej. lepiej rozmawiac, tłumaczyc.
Ta kobieta prawie mnie zniszczyła. Wiem, że ten związek nie ma już sensu, ale nie dopuszczam do siebie, że to koniec. Mimo tego, że kiedy rozmawiamy to tylko się kłócimy i że wcześniej niż poźniej znów będzie mówic o moje siostrze. O innych sprawach nie mówię. No - że jestem malo ambityny, zamknięty, z patologiczną rodziną.
Tylko czemu ja nie dopuszczam mysli, że to koniec.
...Ta kobieta prawie mnie zniszczyła. Wiem, że ten związek nie ma już sensu, ale nie dopuszczam do siebie, że to koniec. Mimo tego, że kiedy rozmawiamy to tylko się kłócimy i że wcześniej niż poźniej znów będzie mówic o moje siostrze. O innych sprawach nie mówię. No - że jestem malo ambityny, zamknięty, z patologiczną rodziną.
Tylko czemu ja nie dopuszczam mysli, że to koniec.
Co Ci da informacja CZEMU?
Taka konstrukcja człowieka, że odczytuje rozpad związku jako porażkę. I tak jak z innymi porażkami trzeba sobie poradzić. Kiedyś przestanie boleć ![]()