"11 listopada
Opiekun żołnierzy, koni, zimowych zapasów i jesiennych uczt, jako rzymski legionista napotkał pewnej chłodnej nocy obdartego i ledwie trzymającego się na nogach żebraka. Niewiele myśląc, odciął połę swojego żołnierskiego płaszcza i okrył biedaczynę, wręczając mu przy tym sakiewkę pełną złotych monet. Tej samej nocy ujrzał we śnie Chrystusa ubranego w darowaną żebrakowi opończę, który mówił do otaczających go aniołów: ?Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen, przyodział?. Na takie dictum nasz święty od razu przyjął chrzest, a wkrótce wystąpił z armii, aby całkowicie poświęcić się Bogu. Jedynymi istotami, które mogą mieć coś za złe Marcinowi, są gęsi. Jest on bowiem patronem ich jesiennego uboju, a świętomarcińskie uczty, popularne w calusieńkiej Europie, nie mogą obyć się bez dużej ilości gęsiny przyrządzanej na setki sposobów. Było nie zdradzać świętego gęganiem, kiedy skrył się w pełnej drobiu komórce przed chcącymi go wybrać na biskupa wiernymi! Chociaż nawet gdyby gęsi siedziały cicho, i tak by się im nie upiekło (sic!). Po prostu na początku listopada są najtłustsze i najlepiej nadają się na stół. W Dzień Świętego Marcina definitywnie kończyły się prace w polu, po 11 listopada nie wypędzano już bydła na pastwiska aż do wiosny. Można było za to zjeść świętomarcińskiego rogala, opić się wina i powróżyć sobie w kwestii nadchodzącej zimy, przywołując ludowe przysłowia, np. ?Gdy Marcinowa gęś po wodzie, Boże Narodzenie po lodzie? albo ?Jeśli na Marcina sucho, to Gody (czyli Boże Narodzenie) z pluchą?."
Tekst: Weronika Kowalkowsk