Zgadzacie się z tytułem wątku?
A może szlag Was trafia, jak dwa miesiące pracujecie nad dzieckiem, by nie biegało przy jedzeniu, a po weekendzie u dziadków słyszycie od pociechy: "A babcia jest fajna, a ty nie, ona mi na wszystko pozwala!"? Jak jest w Waszych rodzinach? Opowiadajcie, mamusie! Serdecznie zapraszam do dyskusji również babcie, które przybliżą nam ich punkt widzenia ![]()
Podobne tematy
Mnie to niesamowicie denerwuje. Ja rozumiem, że dziadkowie lubią rozpieszczać dzieci i niech rozpieszczają, ale niech to robią z umiarem. I przede wszystkim mogli by nie podważać autorytetu rodziców, co niestety często się zdarza...
Od wychowywania są rodzice, nie dziadkowie.
Od rozpieszczania jedni i drudzy ![]()
Nie miałam z tym problemu, bo jakkolwiek moi Rodzice rozpieszczali moje dzieci, to jednocześnie robili to w pewnych granicach. Prawdę mówiąc, to nawet byli czasem w tym rozsądniejsi niż ja. Poza tym byli wymagającymi dziadkami, co dzieciom dobrze zrobiło. Dzieci od dziadków wracały grzeczniejsze niż pojechały.
Jeszcze jedna ważna rzecz: dziadkowie zawsze pytali nas o zgodę na jakieś działania.
Ja uważam, że dziadkowie powinni słuchać się rodziców tak samo jak dzieci.
Jeśli mama czy tata powie "NIE" to nie tylko dziecko ma się do tego dostosować, ale także babcia czy dziadek.
Jeśli jest inaczej i u dziadków można wejść na głowę i wszelkie prośby rodziców nie skutkują, to np. ja nie pozwoliłabym na to, aby dziecko u Nich spało czy przebywało u Nich wtedy, kiedy mnie nie ma w pobliżu.
Dość restrykcyjne, wiem ale takie dwubiegunowe wychowywanie to nic dobrego.
Co do rozpieszczania. Ok, ale w granicach zdrowego rozsądku.
Kupno roweru czy komputera czy lalki i sprawienie tym dziecku radości też jak najbardziej w porządku. Ale podważanie autorytetu rodziców u dziecka, które zaczyna kształtować sobie świat, jest niedopuszczalne...
Takie jest MOJE skromne zdanie. ![]()
Co prawda moi rodzice niesamowicie wnuka rozpieszczali, ale równocześnie naprawdę liczyli się z moim zdaniem i sugestiami, czyli jeśli ich o coś poprosiłam, to miałam pewność, że prośbę tę uszanują. Wystarczyło też, że mały nieco podrósł, a już zauważał, że inne zasady obowiązują u dziadków, a inne w domu. Przyznaję, że nie mieliśmy z tym żadnych problemów, bo syn dosyć szybko zaakceptował te różnice.
Wiedząc o tym, zostawiając malucha pod opieką mojej mamy i taty, nie ingerowałam w to, na co dziecku pozwalali, a pozwalali na naprawdę wiele
, bo w zasadzie nikomu nie czyniło to szkody, a sami byli z tym wyraźnie szczęśliwi.
Wydaje mi się, że "wtrącanie się" dziadków do wychowywania wnuków przyczynia się też do kłótni pomiędzy rodzicami. Teściowa zacznie zwracać uwagę, że wnuczek jest za chłodno ubrany, że odżywia się nieprawidłowo itd., a potem żona ma pretensje do męża, że jego mama niepotrzebnie się wtrąca. No i oczywiście odwrotnie.
Poza tym, dziadkowie są bardziej przewrażliwieni (nie wiem jak to nazwać) jeśli chodzi o ubiór i karmienie małych dzieci. Nie wiem z czego to wynika... Obserwowałam to np. na mojej mamie, która opiekowała się wnuczkiem - mimo ciepłej pogody mały musiał mieć czapeczkę (bo gdzie takie małe dziecko bez czapki?), musiał zjeść wszystko co mu nałożyła, mimo, że już nie chciał jeść (bo niedożywiony będzie, trzeba go zmusić do jedzenia) itd.
a apropo tego tematu
to mi sie poszczescilo bo dziadkowie sie nie wtracaja a pomagaja i jesli ja mowie ze mala nie moze slodyczy bo nie je obiadow ( na przyklad ) to babcia ( dziadka nie ma z reguly ) slodyczy nie daje a np zrobi obiad i nadia je ( byl taki okres) czy inne metody wychowawcze typu przy jedzeniu siedzi sie przy stole a nie biega albo ze sie mowi prosze dziekuje przepraszam w zaleznosci od sytuacji no oglnie mowie teraz to co jest u mnie w domu jak sie corka zachowuje to samo jest u dziadkow...kwestia dogadania chyba ja tam problemow nie mialam z nimi zeby sie wtracali czy wrecz narzucali swoje poglady na nasz zwiazek czy wychowanie ![]()
uups uups . racja da rade to wykasowac ?
"Zgłoś post redakcji", na poście, który chcesz przenieść.
oOomadziaoOo napisał/a:uups uups . racja da rade to wykasowac ?
"Zgłoś post redakcji", na poście, który chcesz przenieść.
Pousuwałam ![]()
Dziadkowie rozpieszczali i rozpieszczać będą, ale najważniejsze jest by jawnie nie podważali zdania rodziców. Co innego gdy np. rozpieszczają ich gotując 'na zamówienie" na obiad słodkie naleśniki z dżemem, a co innego, gdy łamią przykazanie rodzica np. co do godziny pójścia spać.
Nie ma książkowego sposobu na wychowanie dzieci
Jestem babcią bardzo kocham swoje wnuki to nie jest tak że pozwalamy wnuką wejść sobie na głowę bardzo się cieszymy jak wnuki są u nas i chcemy dla nich jak najlepiej pozwalamy prawie na wszystko ale to z miłości może i podważamy wasz autorytet ale nie świadomie nie myślimy w ten sposób aby kogoś skrzywdzić lub coś popsuć w wychowaniu dzieci . Każda z was zrozumie to jak zostanie babcią dla swoich dzieci byłam taka sama jak Wy były zasady , wymagania a z wnukami jest inaczej teraz mam czas i cierpliwość malować z nimi uczyć na szydełku robić wyszywać też uczymy wnuki czegoś potrzebnego .
A u mnie jest tak
i moje dzieci to akceptuja i jezeli rodzice sa ze swoimi dziecmi u nas , to oni decyduja i pozwalaja,ale jezeli jestesmy sami to my tz ja uwazam,a kocham moje wnuki nad zycie ,ze trzeba uszanowac wole rodzicow i kochac wnuki z "glowa" i nie na wszystko pozwalac.Byl taki okres ,ze chcialam byc ta najlepsza babcia pod sloncem,najukochansza wiec spelnialam kazde zyczenia wnukow....to nic ,ze kasy braklo jak dzieci wyjechaly,ale ja bylam szczesliwa......az podslyszamam mojego starszego wnuka jak to on sie chwali,jak mozna babcie oskubac i jak mozna drugiej babci zrobic wielka przykrosc............i stopniowo wycofywalam sie z tej "chorej milosci' dzis dogadujemy sie z wnukami jak nigdy do tad i wiem ,ze kochaja wnuki swoich dziadkow po rowni
we wszystkim trzeba miec umiar!!!!Juz sie nie moge doczekac ,kiedy spotkam sie z tymi moimi ukochanymi urwisami.....tak to prawda ,ze rodzice sa od wychowania,a dziadkowie od rozpieszczania ,ale trzeba misc umiar we wszystkim!!!! ![]()
My wychodzimy z zalozenia - w domu obowiazuja nasze zasady, rowniez wtedy, kiedy dziadki nas odwiedzaja (niestety moja tesciowa ma z tym jeszcze problem i nie zawsze potrafi to zaakceptowac, co jest przyczyna konfliktow), natomiast kiedy dziewczynki jada (np. na wakacje) do dziadkow - wtedy "rzadza" dziadkowie. Uwazam, ze to zdrowy uklad, bo corki maja okazje z innego pieca chleb jesc i po powrocie docenic troche domowe zasady (przeciwko ktorymna co dzien sie buntuja) - jak mi starsza ostatnio powiedziala - mamo, dobrze, ze nie jemy slodyczy codziennie, bo u babci to nas az brzuch bolal i mala wymiotowala - dziadki przekarmili slodyczami
. Wiec nie mam problemu po powrocie, by wskoczyly na stare tory, wrecz przeciwnie, wydaje mi sie, ze od dziakow wracaja zmeczone nadmiarem swobody
.
Do moich rodzicow ich nie wysylam, bo na razie atmosfera tam jest niesprzyjajaca dziecku ![]()
Moja córka jest mądrą dziewuszką i wie,że to co może robić u dziadków, w domu nie przejdzie.Korzysta więc z tego do woli.
Co prawda nieraz szlag mnie trafia jak widzę gdy np. babcia zakłada i zawiązuje buty ośmiolatce.Kiedy próbuję protestować babcia mówi,że musi porozpieszczać swoją wnuczkę "bo i tak ma ciężko- tyle nauki i obowiązków."
Stwierdziłam,że nie będę się wtrącać bo to dom babci i ona rządzi.Oczywiście w granicach normy czyli: żadnego opychania się słodyczami,wyjście na dwór po odrobieniu lekcji, nie ma łażenia po domach koleżanek i jeśli jest zakaz spotykania się z jakąś koleżanką to ma to być przestrzegane.
Co prawda nieraz szlag mnie trafia jak widzę gdy np. babcia zakłada i zawiązuje buty ośmiolatce.Kiedy próbuję protestować babcia mówi,że musi porozpieszczać swoją wnuczkę "bo i tak ma ciężko- tyle nauki i obowiązków."
Stwierdziłam,że nie będę się wtrącać bo to dom babci i ona rządzi..
U nas to samo. Przy babci 8 latka jest obslugiwana, jakby byla krolewną, picie pod nos podawane, babcia papierki/smieci za nia wyrzuca, zachcianki spelniane, zanim buzie otworzy i wypowie, kanapeczki proponowane co pol godziny, bo dziecko moze zapomnialo, ze glodne
- i wlasnie ten sam argument, ze dziecko musi do szkoly chodzic, to ma ciezko
- probowalam to korygowac, ale w koncu dalam spokoj - tyle tylko, ze potem sie małej wydaje to normalne i cofa sie w samodzielnosci jakies 3 lata. Powrot do domu - i nagle dziwnym trafem wracaja zdolnosci i umiejetnosci
.
Gojka, Benita, te babcie to chyba wszystkie są takie same! ![]()
Mnie aż skręcało, kiedy patrzyłam, jak mój syn leżał na kanapie jak hrabia, a babcia do hrabiego przybiegała na każde zawołanie - a to z kanapeczką, a to z ciasteczkiem, a to z soczkiem. Hrabia zażyczył sobie na obiad pierogów z truskawkami, to były pierogi, zażyczył sobie łazanków, były łazanki. No żyć i nie umierać.
Ubrać się oczywiście nagle nie umiał, butów zawiązać także nie, jednym słowem w ciągu zaledwie kilku godzin tracił wszelkie ludzkie umiejętności poza wołaniem ,,chcę".
Mój tata wręcz podkreślał, pewnie trochę się ze mną drocząc, że wnusio może mu nawet wejść na głowę
.
Niemniej jak wspomniałam - nie ingerowałam, bo dziadkowie czuli się wyraźnie szczęśliwi, kiedy wnuka mieli u siebie i mogli mu nieba przychylić, a skoro nikomu nie wychodziło to na szkodę, to moje komentarze uznałam za zbędne.