Dzień Dobry. Piszę tutaj, ponieważ w naszej okolicy nie ma żadnej
poradni małżeńskiej. Zanim też wybiorę się do psychologa chciałbym
zasięgnąć porady, bo może uda się rozwiązać problem w domu.
Jesteśmy z żoną 5 lat po ślubie, mamy 3,5 roczną córeczkę. Ja mam 33
lata, żona 28. od jakiegoś roku strasznie się pogorszyło w naszych
relacjach. Nie chcę tutaj na nikogo zrzucać winy, ponieważ zawsze leży
ona pośrodku, ale... Właśnie od ponad roku żona zaczęła grać w
jedną z gier online, które jak wiadomo zabierają dużo czasu. Żona nie
pracowała gdyż zajmowała się dzieckiem. Także cały czas siedziała
przed komputerem. Na początku nie było tak źle. Ale z czasem żona
przestała kontaktować z realnym światem. Zaniedbywała kontakty ze mną,
nie przytula się, nie rozmawia, nie uprawiamy seksu. Każdą wolną
chwilę marnuje na komputer, twierdzi, że tam są ciekawi ludzie z którymi
cały czas rozmawia, nie potrafiąc rozmawiać ze mną. W domu zrobi co
"potrzeba", zadba o dziecko, posprząta, zrobi obiad, ale zrobi
co musi i od razu wraca do komputera, potrafi nawet zabrać laptop do
kuchni gdy robi obiad żeby kontrolować co się dzieje w grze.
Próbowałem wszystkiego, organizowałem wypady rodzinne żeby odciągnąć
ja od komputera, wieczory z filmem, kwiaty, prezenty, kupiłem na rowery, nic to nie daje.
Oddalamy się od siebie coraz bardziej. Teraz żona jeszcze pracuje, wraca do domu po 17 i od razu siada do komputera. Myślałem, że jak będzie z dala ode mnie i córki to się stęskni i posiedzi z nami, ale jednak nie. Jest wiecznie zmęczona, rozdrażniona, nie uśmiecha się. Małżeństwo wisi na skraju
rozwodu, z reszta żona powiedziała, że już jej nie pociągam i nie
czuje potrzeby przebywania zemną i się nie będzie zmuszać. To bardzo
przykre. Jesteśmy ze sobą w tym momencie chyba tylko ze względu na
dziecko, podejrzewam, że gdyby jej nie było już byśmy się rozstali. Ja uważam, że wszystkiemu jest winna gra i ludzie, którzy tam są, ponieważ namieszali jej w głowie. Na
prawdę bardzo mi zależy i staram się jak tylko mogę, ale gdy nie widzę
chęci z drugiej strony też czasem nerwy nie wytrzymują i wtedy są
kłótnie po których są dni ciszy. Co mam zrobić, chce uratować to
małżeństwo. Proszę o pomoc.
1 2013-11-05 08:52:55 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2013-11-06 16:12:18)
Podobne tematy
Witaj,
Gra nie jest niczemu winna ...
Nie znam sytuacji Twojej żony, może to uzależnienie może można to leczyć.
jednak powiem dlaczego ja zaczęłam grać ...
W moim przypadku zaczęło się troską o dzieci które coraz więcej czasu poświęcały na komputer. Żeby mieć z nimi kontakt zaczęłam grać.
Niestety jako nastolatki nie chcieli już tego kontaktu, chcieli mieć swój świat bez mamy i taty. Z dnia na dzień separowali się coraz bardziej, do tego nie chcieli pomagać w domu i wspólnie spędzać czasu.
Mąż od zawsze miał swój świat do którego zapraszał mnie jak miał ochotę. W sumie żyłam tak jak Twoja żona po to by zajmować się domem i spełniać potrzeby jego domowników. Zawsze na stanowisku, zawsze gotowa a i tak zawsze nie tak dobrze jak być powinno.
Nie chodziłam do koleżanek, do mamy bo zawsze było coś ważniejszego od mej potrzeby. Oszczędzałam na sobie i dzieciach bardzo długo, bo byliśmy na dorobku.
Mąż utrzymywał rodzinę więc dbałam o to żeby pracy nie stracił. Jednak czasem udało mi się usłyszeć czyj chleb jem... Od zawsze czułam się darmozjadem, do tego wspomagający nas teściowie którym trzeba okazać wdzięczność i pretensje,że moja rodzina nie dokłada do naszego domowego budżetu. Od zawsze próbowałam dorobić więc zatrudniałam się i zwalniałam na zmianę, bo przecież nie da się pracować i pilnować domu. ( wiadomo chorujące dzieci, obiadki, sprzątanie)
Do dziś mam głowę pełną myśli co kto i na kiedy potrzebuje. Kiedy co muszę zrobić ... a życie?
Zabrakło miejsca na radośc, zamiast dziękuję pretensje, i alkohol. To jak budowanie domku z piasku...
Wracając do gry, przepraszam za przydługą historię ale i tak jest niekompletna.
W pewnym momencie zostałam w grze bo to było jedyne miejsce gdzie mogłam być sobą... gdzie ktoś potrafił zrobić coś dla mnie, gdzie ja mogłam się wyłączyć. Mogę odłożyć problemy realnego świata tak ja odkładają je inni w moim domu.
Dla nich to teraz koszmar dla mnie ukojenie nie chcę się już więcej prosić o to by być kimś więcej jak gosposią domową.
U nas sytuacja jest zgoła inna. Nigdy żonie niczego nie wypominałem, nie miałem pretensji, że nie ma obiadu, że nie posprzątane, poprane. Sam zrobiłem obiad, w weekend zawsze jakiś wymyślny. Zajmuję się dzieckiem, dając zonie chwilę odpoczynku po całym dniu opieki nad nią. W domu robie wszystkie remonty, dbam o dom, pracuje i nigdy nie żałowałem na nic pieniędzy, bo kasa nie jest dla mnie ważna. Sam pogrywam w różne gry online, ale czasem trzeba znaleźć umiar i nie przesadzać. Może nie zawsze jest w życiu kolorowo, nie zawsze są motylki i kwiatki, czasem wpada się w pewna monotonię i szarość. Ale nie jest to powód żeby całkowicie się odcinać. Teraz odcina się nawet od córki. Ja wracam z pracy, rozkładam koc na podłodze, bierzemy zabawki i albo się bawimy, albo oglądamy bajki, zona do nas nie dołączy, siada na tapczanie z laptopem na kolanach i klika. To chyba nie jest normalne?
Nie, to nie jest normalne. Nie jestem psychologiem, ale mi to wygląda na uzależnienie.
W sumie "nie jest tak źle", bo Twoja żona chodzi do pracy, robi różne rzeczy w domu, nie zaniedbuje obowiązków, ale to nie jest normalne, że dorosła kobieta i matka każdą wolną chwilę poświęca na granie na kompie...
COŚ ją do tego popchnęło, np. znudzenie, zwykła monotonia życia codziennego. W świecie online znalazła nowych znajomych i rozrywkę. Tak na prawdę wcale ich nie zna, a ma jedynie swoje wyobrażenie i to jest lepsze od tego co ma w szarej rzeczywistości.
Ja tak to widzę. Porozmawiaj z nią, spróbuj nakłonić do wizyty u psychologa, albo może na terapię małżeńską? Nie wiem w sumie od czego powinniście zacząć, może ktoś bardziej ogarnięty w temacie Ci podpowie.
Przyznam, że też miałam takie momenty w życiu, że problemy próbowałam zagłuszyć oglądając serial przez wiele godzin, nawet cały dzień. To wciąga i pozwala się skupić na czymś innym, zamieść problem pod dywan.
Współczuje Ci bardzo tej sytuacji.
Mnie też wygląda to na uzależnienie i bez wizyty u psychologa chyba się nie obędzie