Witam, pokłóciłem się z Moją kobietą przez moją głupotę. To jest mój pierwszy taki poważny związek, nie jesteśmy ze sobą za długo (3 miesiące) ale wszystko działo się bardzo szybko, nie było dnia żebyśmy się nie widzieli, w sumie mieszkamy ze sobą i uprawiamy seks baaardzo często. Problem wygląda tak że był taki okres że jej nie chciało się uprawiać seksu, a po takim okresie seksu nonstop to mnie aż roznosiło (głupi ja...) jak ona nie chciała, cały czas chodziłem podenerwowany i wkurzony. Pewnego razu powiedziałem jej czy by nie mogła mi ulżyć jak widzi że tak chodzę napalony cały czas i przez to nie mogę normalnie funkcjonować. Dosyć się przez tą moją głupotę pocięliśmy ale przeprosiłem ją i powiedziałem że to pod wpływem emocji i wszystko się wyprostowało.
Ostatnio mój głupi mózg znowu spowodował że cały czas (przez to że nie mogę uprawiać seksu bo znou miała taki okres) chodziłem wkurzony i rozdrażniony. I znowu powiedziałem to samo czy by nie dało rady gdyby mi ulżyła.... i od tego momentu jest tylko płacz
Nie wierzę w to że mogłem jej coś takiego powiedzieć... potraktowałem ją jak jakąś dziwkę =\ Sama mi to powiedziała.
Ostatnio po niesamowicie pozytywnym dniu, rano ona mi śniadanko, ja herbatke, pozmywałem naczynia, wyprowadziłem psa, ona mi masarz zrobiła, cały dzień leżeliśmy tuliliśmy się, jeden seksik był gdzieś po drodze, po polodniu na spacer. Poprostu super super super. I wieczorem po obejrzeniu komedii zaczęliśmy się namiętnie całować. Jednak po jakimś czasie zauważyłem że zrobiła smutną minę. Zapytałem się o co chodzi. Mówi że nie wie i że jest jej smutno. Ja się już miałem zbierać ale powiedzialem że nie zostawię jej takiej smutnej. I powiedziała że nie chce mi zrobić przyktości i w sumie nie wie przez co, ale już nie czuje takiego pożadania do mnie jak kiedyś, że włączyła jej się blokada przez to co powiedziałem. Wtedy zrozumiałem jakim jestem debilem i idiotą, zaczałem się jakos tłumaczyć że to ten wiek (20 lat) kiedy cały czas jest ochota na seks. Że kiedyś dużo się masturbowałem i teraz to wychodzi. Ale wiedziałem że tym nie naprawię już sytuacji. Pożegnaliśmy się w płaczu.
Całą noc analizowałem to co zrobiłem i jakim jestem głupkiem, że myślę tylko o sobie. Zrozumiałem na czym polega taki związek, że niektórych rzeczy nie powinno się mówić i robić. Czuję że dzięki temu już nigdy nie będę "za bardzo napalony". Po tym jak widziałem jaką jej przykrość zrobiłem naprawdę czuję że już nigdy tego nie powtórzę, nie sprawię że poczuje się źle. Ten jej ból boli mnie razy 300. I wiem że nigdy tak już nie zrobię.
Na następny dzień pojechałem do niej z własno-ręcznie robionym kwiatkiem i prawdziwymi przeprosinami, na wejściu powiedziała mi że mogłem nie przyjeżdzać, po wręczeniu kwiatka powiedziała że nie trzeba było, powiedziałem jej że zrozumiałem swój błąd, że jestem głupi i wgl. wszystko wytłumaczyłem. Pocałowaliśmy się kilka razy, poprzytulaliśmy, zapytałem się jej to kiedy się widzimy, powiedziała że dopiero w piątek (dzisiaj pn), a w piątek wyjeżdzamy do warszawy na 3 dni, potem poszedłem do domu ze łzami.
Nie wierze w swoją głupotę, nie hejtujcie mnie bo wiem że zrobiłem strasznie głupią rzecz, i już nigdy takiej rzeczy nie zrobię w żadnym związku.
Proszę powiedzcie co w takiej sytuacji teraz najlepiej zrobić, teoretycznie jeszcze się nie rozstaliśmy, dalej jest cień szansy że wszystko się ułoży... pisać do niej? Np. "Dobranoc ;*, Miłego dnia, Jak minął dzień?" tek żeby widziała że mi naprawdę zależy? A może dać jej czas na przemyślenia do tego piątku? Jak wy widzicie całą tą sytuacje bo mi z pierwszej osoby ciężko powiedzieć, jak chcecie sie czegoś jeszcze dowiedzieć to pytajcie śmiało, bardzo mi na niej zależy, pomóżcie mi =[