Próbuję zrozumieć to, co stało się w mojej rodzinie.
Ale może opis osób dramatu ?tak będzie łatwiej .
On (narzeczony): 32 lata, wykształcony, awansujący , ? z pozycją? w zawodzie. Jego pasja to żeglarstwo i myślistwo. Przez 90% czasu wspólnie spędzonego zapatrzony z miłością w narzeczoną.
Ona(narzeczona) : 27 lat, bardzo inteligentna, ciepła, kochająca kobietka. Pracująca, wykształcona . Jej pasja: żeglarstwo, projektowanie. Przez 100% czasu wspólnie spędzonego zapatrzona z miłością w narzeczonego.
Ta trzecia: 34-35 lat. Koleżanka z pracy (mężczyzny). Podobno: inteligentna, wykształcona, pełna różnych pasji. Zakochana w mężczyźnie. (wg. mnie z parciem na założenie rodziny, wszak to pora najwyższa).
Ona i on. Od 8 lat razem- w tym 3 lata narzeczeństwa, wspólne mieszkanie, plany na wspólną przyszłość. Zakochanie przez większość tego okresu. I teraz rozstanie.
Mężczyzna informuje swoją narzeczoną, że się zakochał, że odchodzi, że ze swoją nową miłością chce się związać na dobre i na złe. Że mają tyle wspólnych zainteresowań, marzeń, planów. Takie och i ach. ( Nie twierdzę, że tak nie jest).
Bardziej interesuje mnie ocena mężczyzny:
1. kim on właściwie jest? ? z pozoru zawsze wydawał się być odpowiedzialny.
2.Czy woda sodowa uderzająca do głowy (z powodu poważnego awansu + modliszka(ta trzecia) w zasięgu wzroku), spowodowały taki bieg wydarzeń?.
3.Co w Waszej ocenie może się stać za pół roku, rok?
Będę wdzięczna za wszystkie komentarze.
Podobne tematy
Czasami chyba tak jest, że nowo poznana osoba uświadamia nam co nas uwierało w dotychczasowym związku, czego brakowało, co gorsza, czasami uświadamia, że przestaliśmy kochać, być może już dawno. A żyliśmy przyzwyczajeniem, złudzeniem, mrzonkami. Mogło tak być u tego mężczyzny.
Ale bywa też tak, że dotychczasowy partner i dotychczasowe życie spowszedniało, znajduje się taki nowy egzotyczny ktoś, pociąga, powoduje w głowie zamęt, chęć zmiany. Problem w tym, że po dokonaniu tych zmian i po przygaśnięciu ognia /pół roku później/, przychodzi refleksja. Ze tak naprawdę to ten porzucony partner był TYM. I tak może być w przypadku tego mężczyzny.
nie zrozumiesz
i nie próbuj zrozumieć
nie ma oceny sytuacji
nie ma scenariusza
nie ma schematów
każda historia jest inna, każdy człowiek jest inny
dla tej narzeczonej pozstają dwa wyjścia
albo SIĘ ZATRZYMAĆ - szukac odpowiedzi, analizować, tłumaczyć, rozumieć, próbowac zrozumieć
albo cichutko.. z żalem.. zamknąć za sobą te drzwi.. i iśc do przodu
4 2013-11-04 12:46:38 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-11-04 13:07:36)
Znam bardzo podobną sytuację z własnego otoczenia, z tym, że wszyscy uczestnicy byli równolatkami.
On i Ona - 8 lat razem, też jakieś 3 lata narzeczeństwa (wielki, drooogi pierścionek dla niej), wspólne mieszkanie, drogie prezenty dla niej, wyjazdy itp. Wspólne spędzanie czasu - ot, takie papużki nierozłączki. Jego rodzice zachwyceni tym związkiem, wśród znajomych wszystkie dziewczyny zazdrościły jej takiego faceta (kolacje - niespodzianki przy świecach, kąpiele z płatkami kwiatów i takie tam).
W trakcie wyjazdu zagranicznego zaczęło dochodzić do kłótni, po powrocie on spakował walizki i poinformował o odejściu. Najpierw do kumpla, po miesiącu do innej kobiety.
Szarpanina trwała kilka miesięcy, po których on wziął z "tą trzecią" ślub.
I tyle.
Myślę, że u nich po prostu coś się skończyło, uczucie się wypaliło. Może i dobrze, że nie doszło do ślubu...
Co do opisywanego przez Ciebie przypadku: mam wrażenie, że oficjalna dziewczyna nie jest - jakkolwiek to brzmi - "tą jedyną". Poznali się jako młodzi ludzie, 8 lat to kawał czasu i priorytety się zmieniają. Najprawdopodobniej facet od dłuższego czasu czuł, że jego uczucie wygasa... no i wygasło. Przecież nic nie stało na przeszkodzie temu, aby związek sformalizować (chociażby w USC, jeśli nie chciał kościelnego).
Co do awansu - u niego jeszcze nie pora na kryzys wieku średniego, nie dorabiałabym do tego żadnej ideologii - facet zwyczajnie radzi sobie w pracy - czy to źle? Odpowiedzialność - chyba lepiej, że przyznał się i zerwał, niż gdyby miał prowadzić podwójne życie...
Kobieta-modliszka: chodzi Ci o wiek? Gdyby miała 21 lat to byłoby narzekanie, że młoda dupa szuka sobie ustawionego faceta z kasą...
Tego, co stanie się za pół roku nikt nie wywróży. Może być tak, że jednak się zejdą, być może on weźmie ślub z modliszką, być może modliszka go rzuci a on zacznie bawić się w singlowanie....
Wielkie dzięki Kobietki. Toż samo próbuję uświadomić byłej narzeczonej. Miałam cichą nadzieję, że potwierdzicie moje przypuszczenia o wypaleniu "byłego narzeczonego".
Była narzeczona da sobie radę. Wiem o tym. Od rozstania minęło miesiąc z małym kawałkiem. Widzę że odrobinkę "podpęłznęła" do przodu : ku radości życia. Wiem doskonale co ją jeszcze czeka, jakie fazy po rozstaniu będzie musiała przejść. Jestem przy niej i ją wspieram. Do dnia w którym podniesie się z kolan i pofrunie jak barwny motyl. Coś istotnego straciła, ale też coś istotnego zdobyła. Może nawet bardziej istotnego od samej straty. Zdobyła wiedzę o życiu, o drugim człowieku i o sobie samej.