Pod koniec marca poznalam faceta, ktory naprawde mnie zaintrygowal. Na trzecim spotkaniu poszlam z nim do lozka i bylo niesamowicie. Spotykalismy sie przez jakies dwa miesiace i bylo wspaniale. Widywalismy sie codziennie i po pewnym czasie zaczelam wierzyc, ze jestesmy dla siebie stworzeni. Zakochalam sie. On mi co jakis czas powtarzal, zebym nie robila sobie nadzieji ani zludzen, ze z tego moze byc cos wiecej, ale ja zawsze bylam przekonana, ze skoro wciaz jestesmy razem, sypiamy tylko ze soba i jest miedzy nami tyle uczucia, to predzej czy pozniej on zdecyduje sie na zwiazek i ze to tylko kwestia czasu. Mylilam sie.
Na poczatku czerwca zaczal mnie unikac. Prawie przestalismy ze soba sypiac, unikal fizycznego kontaktu ze mna i staral sie nie doprowadzac do sytuacji, w ktorych bylibysmy sami. Staralam sie z nim to wyjasnic, ale powiedzial, ze to tylko chwilowe. Ostatni raz spalam z nim dwa tygodnie temu i bylo super. Potem znowu zaczal mnie unikac. W zeszla sobote zmeczyla mnie ta cala niedopowiedziana sytuacja i postawilam sprawe jasno: albo zadecydujesz kim dla ciebie jestem, albo koniec. A on mi odpowiedzial, ze juz od dawna przestalam mu sie podobac, ale brnal w to dalej, bo nie chcial mnie zranic. Chcial byc przy mnie jako przyjaciel. Jak sie go zapytalam dlaczego nie poinformowal mnie o takim swoim postanowieniu odpowiedzial mi, ze przeciez nie bylismy razem, wiec nie mial obowiazku mi o tym mowic. Jak sie go zapytalam czemu, jezeli przestalam mu sie nagle podobac, przespal sie jeszcze ze mna kilka razy odpowiedzial: bo umieralas z ochoty. Powiedzialam mu, ze z tego, co pamietam, to przeciez to on sam przejmowal inicjatywe, jak sie kochalismy. A on na to: nie przesadzaj, zrobilismy to moze ze dwa trzy razy... A spotykalismy sie przez prawie cztery miesiace... Rece mi opadly. Na koniec rozmowy powiedzial mi, ze nie powinnam miec do miego pretensji, bo on od poczatku postawil sprawe jasno, bo nigdy mu na mnie nie zalezalo, ale nie chcial mnie odrzucac, bo bylo mu mnie zal.
Co ja mam zrobic? Czuje sie wykorzystana i ponizona. Oszukana, zbrukana, wyrzucona na smietnik. Moje poczucie wlasnej wartosci lezy w gruzach. Najgorsze jet to, ze mi nadal na nim zalezy.. Moja najlepsza przyjaciolka mnie zaklina, zebym wyeliminowala te osobe z mojego zycia, wykasowala jego numer i zapomniala, bo zasluguje na kogos lepszego. Od soboty placze i placze, az dostalam zapalenia spojowek. Wymiotowalam przez dwa dni. W niedziele rano dostalam po raz kolejny okres, ktory skonczyl sie 10 dni przedtem. To mnie po prostu zabilo, nigdy nikt jeszcze mnie tak nie zranil. Jak moge sobie ulzyc?
Podobne tematy
Mówił Ci przecież co pewien czas, abys nie robiła sobie nadziei...
Mowil. I to go usprawiedliwia? Jakbys sie czula, gdyby ktos ci powiedzial takie rzeczy?
kurde noo to, ze mowil, ze nic z tego nie bedzie go troche usprawiedliwia
ale z drugiej str zle sie zachowal, wiaodmo, ze moglas sobie pomyslec , ze mowil tak, ale przeciez wszystko sie moze zdarzyc, i wierzylas, ze jednak sie zakocha
rozumiem Twoj bol i rozczarowanie
tak czy tak pora zapomniec o nim, starac sie nie myslec o nim, a na rozladowanei energii polecam sport bieganie, lub po prostu wyzyj sie na czyms, poboksuj poduszke czy cos
Obawiam się, że nie masz wyjścia, powinnaś otrzec łzy, dac sobie spokój z facetem, i nie wypominaj sobie chwili z nim spędzonych, skoro było Ci z nim dobrze.
Niczego juz nie zmienisz, wyraźnie Ci powiedział co sądzi o Waszej znajomości.
Chyba nie chciałabyś, żeby był z Tobą z poczucia winy, czy obowiązku.
Daj sobie jakiś czas ( np. tydzień) na uporządkowanie swoich myśli - i żyj dalej, bez niego.
Powodzenia
Nie boli nie to, ze sie nie zakochal. Nie boli mnie to, ze nagle stwierdzil, ze to koniec. Mial pelne prawo tak zadecydowac. Boli mnie, ze w momencie kiedy przestalo mu na mnie zalezec brnal w to dalej, najprawdopodobniej z wygody. Boli mnie to, ze zaprzeczyl to, co miedzy nami bylo. Ze nie byl ze mna szczery, chociaz wiedzial, ze mu ufalam.
Z facetami jak z dziećmi.....boją się uczuć> Szkoda mi Ciebie bo potraktował Cię bardzo nieładnie ...ale fakt uprzedził. Próbuj zapomnieć ...znajdzie się taki co będzie potrafił odwzajemnić twoje uczucia.
A może stanie się tak że twój ukochany jeszcze za Tobą zatęskni i wróci...
Wiesz, tez mi sie tak wydawalo...ze on po prostu ucieka przed tym co czuje. Ale przejrzalam na oczy. Jak mowil mi te wszystkie straszne rzeczy byl esencja obojetnosci. Jak lod. Jak nie on. Zobaczylam go takim, jakim byl naprawde. On mnie po prostu wykorzystal. Robil ze mna co chcial, bylam na kazde jego zawolanie. Jak byl chory siedzialam z nim przez trzy dni, dla mnie to bylo normalne. on widzial, ze dla mnie to bylo cos wiecej. Nie konczyl tego, bo bylo mu tak wygodniej.
wiec pora o nim zapomniec
nie byl Ciebie wart
ale my kobiety jzu takie jestesmy, ze dajemy sie wykorzystywac
glowa do gory, staraj sie normalnie zyc,nie ma sensu cierpiec przez niego
Świat by zwariował gdybyśmy i my kobiety takie były.....ludzkie uczucia nie miałyby najmniejszego sensu. Jak zwierzęta?????? Tylko zaspokajanie popędów????? Nie....tak nie może być!!!
A ty kochana domi pozbieraj się...bądź dumna i nie daj mu satysfakcji, że Cię zranił. Widzę, że to kawał drania!!!!
domi, spójrz na to jeszcze raz: już na początku Ci powiedział, że nie masz co liczyć na niego. Dochodziło jednak do spotkń i mam wrażenie, że głównie z Twojej inicjatywy. Po spotkniach wielokrotnie Cie unikał. Jak to sie stało, że jednak znów byliście razem?? Dzwonił, prosił o spotkanie? A może to nadal Ty inicjowałas te spotknia? Unikania Cie nie dało Ci nic do myślenia??W końcu zapytałaś, więc usłyszałaś to, co chyba dawno chciał Ci powiedzieć. Przepraszam, ale tak myślę.
Żal mi Cię, ale przecież tak to się miało skończyć, nic nie obiecywał, niepotrzebnie w to brnęłaś.
Ty się ciesz kobieto, że masz ten okres. Nie myślmy o tym, co by było jakbyś wpadła <olaboga>. Ten facet to prostak, nie chciał Cię ranić, właśnie Ci co tak gadają najwięcej sprawiają bólu. Skoro chodził z Tobą do łóżka, to powinien czuć się zobowiązany wobec Ciebie, a tak to oznacza że tylko jedno mu w głowie i patrzy na kobiety jak na kolejny obiekt seksualny, a tak przecież nie można. Wykorzystał Twoje uczucia i nawet jeśli w stanie desperacji z braku sexu zechce wrócić- odrzuć go, jesteś zbyt wartościową kobietą by żyć z takim gnojkiem.
Pozdrawiam i życzę sukcesów w przyszłym 'związku'.
Co go usprawiedliwia ???jak dla mnie nic zwykła szuja z niego.... nie potrafił sie określić , koleś jest niezdolny do jakiś wyższych uczuć , myślał tylko o sobie, perfidnie wykorzystał Ciebie i Twoją naiwność, wiedział że Ci zależy że angażujesz sie w ten "układ" a mimo wszystko brnął i dawał Ci nadzieje tak sie nie zachowuje facet....Zapomnij o tym człowieku on nie jest wart ani jednej Twojej łzy nie zasługuje na to -nie on
A wiec to bylo tak... W sumie masz racje, przez ostatni miesiac to ja inicjowalam spotkania. Ale kiedy przez kilka dni sie nie odzywalam, to predzej czy pozniej dzwonil on. Raz nie odzywalam sie do niego przez weekend. W poniedzialek zadzwonil z pretensjami dlaczego sie do niego nie odzywalam. To nie bylo takie proste. Nie jestem glupia, przeciez gdybym od poczatku widziala, ze mnie zlewa nie szlabym dalej.. Ja bylam swiecie przekonana, ze jego tez do mnie ciagnelo. W zeszlym tygodniu zaprosil mnie na kolacje do niego do domu, polaczana ze sniadaniem. Nie bylo w tym mojej inicjatywy..
Po prostu wyczuł twoją słabość...było mu tak wygodnie.....
Boze, najgorsze jest to, ze mnie na tym szmaciarzu wciaz zalezy..
Pamietaj abys wyszła z tego madrzejsza i wyciagneła swoje błedy aby nie popełnic ich na drugi raz.A facet....chu....nie facet.
.....Uwiesc kobiete to potrafi kazdy duren ale umiec ja porzucic ....po tym poznaje sie dojrzalego mezczyzne.....
Moim zdaniem nic nie usprawiedliwia takiej gry z jej uczuciami, tekst "Nigdy nic z tego nie będzie" to tylko zasłona dymna do zaspokajania własnych zachcianek bez troski o drugą osobę i wszystkie chyba dobrze wiemy, że ktoś, kto gra fair po takim tekście znika, żeby nie zranić.
Ty chciałaś miłości, on chciał seksu i błędnie pomyślałaś, że dając mu to, czego pragnie on Ci się odwdzięczy i zmieni zdanie. To była pomyłka, a błędy zdarzają się każdemu. Najważniejsze, żebyś wyciągnęła wnioski i nie brnęła już nigdy więcej w taki układ. Popieram Twoją przyjaciółkę - skasowanie nr i urwanie kontaktu to pierwszy krok do tego, żebyś odzyskała szacunek do siebie - bo takie czekanie, aż ten nr znów Ci się przyda jeszcze bardziej pozbawia Cię poczucia godności.
Co do sentymentów, weź się w garść i schowaj je w kieszeń, powtarzaj sobie, że teraz staniesz na nogi i nie pozwolisz się upokarzać. Z czasem ból zelżeje.
Moim zdaniem nic nie usprawiedliwia takiej gry z jej uczuciami, tekst "Nigdy nic z tego nie będzie" to tylko zasłona dymna do zaspokajania własnych zachcianek bez troski o drugą osobę
Oczywiście, że nic nie usprawiedliwia postępowania tego faceta!!Jest szują i koniec.
Ale dziewczyna zbagatelizowała sygnały, które dawał i nie wyciągnęła wniosków z jego postępowania. Lazła w bagno, zamiast zerwać ten związek jak najszybciej. Ja wiem, że to nie jest proste, że zakochała sie i liczyła, że może i on kiedyś...Nie stało sie jednak tak, a po jego postępkach i słowach można to było przewidzieć już dawno. Teraz pozostał żal do niego, że jednak sie nie zmienił.
Czy można miec pretensje do noża, że jest ostry, gdy sie skaleczymy?
Do soli, gdy przesolimy potrawę, że jest słona??
To nie było takie proste. On mi wysyłał mnóstwo sprzecznych sygnałów. Widywaliśmy się codziennie. Rozmawialiśmy aż do rana. On mi mówił, że jestem ideałem.. Która by nie pomyślała, że on może jednak cośc zuje, tylko się przed tym broni?
Kochane moje, zapomniałam wam powiedzieć o jeszcze jednym małym epizodzie. Jak w sobotę postawiłam mu to ultimatum, a on mi powiedział te wszystkie straszne rzeczy, napisałam do niego smsa, że czuję się wykorzystana, ale nie mam pretensji, bo następnym razem, jak spotkam taką osobę jak on, to będę umiała ją rozpoznać i unikać jak ognia. On do mnie oddzwonił, wściekły jak nigdy, mówiąc, że go obraziłam i że gratis rzucam w niego mięchem. I że jak za dwa trzy dni już dojdę do siebie i będę chciała go błagać o wybaczenie to mam zadzwonic i on się zastanowi!!!!
I co? Zadzwonisz???
NIGDY nie pozwól mężczyźnie myśleć, że polecisz na każde jego zawołanie. Dziwię się, że nie wybuchłaś i nie skasowałaś jego nr od razu, przecież potraktował Cię delikatnie mówiąc bez szacunku...! Zacznij się szanować i pokaż mu, że prędzej padniesz niż będziesz o cokolwiek go błagać.
To, że facet mówił, aby nie robić sobie nadziei, nie znaczy, że może wykorzystywać zapatrzoną w niego kobietę. Mógł od razu na początku powiedzieć, że nie chce z nią być.
Domi, otrząśnij się, zapomnij o tym draniu, abyś znowu nie przyciągnęła podobnego chamidła.
I nie dzwoń do niego za trzy dni, ani nigdy, aby się dalej upokarzać.
Pod koniec marca poznalam faceta, ktory naprawde mnie zaintrygowal. Na trzecim spotkaniu poszlam z nim do lozka i bylo niesamowicie. Spotykalismy sie przez jakies dwa miesiace i bylo wspaniale. Widywalismy sie codziennie i po pewnym czasie zaczelam wierzyc, ze jestesmy dla siebie stworzeni. Zakochalam sie. On mi co jakis czas powtarzal, zebym nie robila sobie nadzieji ani zludzen, ze z tego moze byc cos wiecej, ale ja zawsze bylam przekonana, ze skoro wciaz jestesmy razem, sypiamy tylko ze soba i jest miedzy nami tyle uczucia, to predzej czy pozniej on zdecyduje sie na zwiazek i ze to tylko kwestia czasu. Mylilam sie.
Na poczatku czerwca zaczal mnie unikac. Prawie przestalismy ze soba sypiac, unikal fizycznego kontaktu ze mna i staral sie nie doprowadzac do sytuacji, w ktorych bylibysmy sami. Staralam sie z nim to wyjasnic, ale powiedzial, ze to tylko chwilowe. Ostatni raz spalam z nim dwa tygodnie temu i bylo super. Potem znowu zaczal mnie unikac. W zeszla sobote zmeczyla mnie ta cala niedopowiedziana sytuacja i postawilam sprawe jasno: albo zadecydujesz kim dla ciebie jestem, albo koniec. A on mi odpowiedzial, ze juz od dawna przestalam mu sie podobac, ale brnal w to dalej, bo nie chcial mnie zranic. Chcial byc przy mnie jako przyjaciel. Jak sie go zapytalam dlaczego nie poinformowal mnie o takim swoim postanowieniu odpowiedzial mi, ze przeciez nie bylismy razem, wiec nie mial obowiazku mi o tym mowic. Jak sie go zapytalam czemu, jezeli przestalam mu sie nagle podobac, przespal sie jeszcze ze mna kilka razy odpowiedzial: bo umieralas z ochoty. Powiedzialam mu, ze z tego, co pamietam, to przeciez to on sam przejmowal inicjatywe, jak sie kochalismy. A on na to: nie przesadzaj, zrobilismy to moze ze dwa trzy razy... A spotykalismy sie przez prawie cztery miesiace... Rece mi opadly. Na koniec rozmowy powiedzial mi, ze nie powinnam miec do miego pretensji, bo on od poczatku postawil sprawe jasno, bo nigdy mu na mnie nie zalezalo, ale nie chcial mnie odrzucac, bo bylo mu mnie zal.
Co ja mam zrobic? Czuje sie wykorzystana i ponizona. Oszukana, zbrukana, wyrzucona na smietnik. Moje poczucie wlasnej wartosci lezy w gruzach. Najgorsze jet to, ze mi nadal na nim zalezy.. Moja najlepsza przyjaciolka mnie zaklina, zebym wyeliminowala te osobe z mojego zycia, wykasowala jego numer i zapomniala, bo zasluguje na kogos lepszego. Od soboty placze i placze, az dostalam zapalenia spojowek. Wymiotowalam przez dwa dni. W niedziele rano dostalam po raz kolejny okres, ktory skonczyl sie 10 dni przedtem. To mnie po prostu zabilo, nigdy nikt jeszcze mnie tak nie zranil. Jak moge sobie ulzyc?
Sorki za szczerość ale za łatwo mu z Tobą poszło.Podałaś mu sie na tależu.A facetów pociaga to co niedostepne. Weź sie w garść i przestań odstawiać histerię bo nie ma po kim.A z tego okresu tylko sie powinnas cieszyć.Przynajmn iej wiesz że nie ma z tego ciąży.
I co? Zadzwonisz???
Nie ma takiej opcji! Nie ma takiego numeru!
Nie mam po co do niego dzwonic. On i tak tego nie zrozumie. nie mam go za co przepraszac.
Dziewczyny, macie racje! Nie mozna facetowi okazac, ze za bardzo ci zalezy... Nastepnym razem bede madrzejsza.
a może On jest w jakimś "stałym związku ??? stąd te słowa od samego początku , żebyś nie robiła sobie nadzieji.....znalazł sobie du.... na boku (bardzo Cie przepraszam, ja oczywiście tak o tobie nie myślę) zobaczył , że zaczyna Ci zależeć i zaczął Cie unikać....
skąd Ty go wytrzasnęłaś ???
a może On jest w jakimś "stałym związku ??? stąd te słowa od samego początku , żebyś nie robiła sobie nadzieji.....znalazł sobie du.... na boku (bardzo Cie przepraszam, ja oczywiście tak o tobie nie myślę) zobaczył , że zaczyna Ci zależeć i zaczął Cie unikać....
skąd Ty go wytrzasnęłaś ???
Nie jest w stałym związku. Ponad rok temu rozstał się z dziewczyna, ktorej notabene przyprawił rogi.. A poznał mnie znim mój najlepszy przyjaciel.
Twoja przyjaciolka ma racje dziewczyno !!
zapomnij o nim ...
co to za facet ktory nie docenia wlasnej kobiety..
i jest z nia jedynie z laski ??
to ze czujesz sie ponizona to jasne i to powinno Cie kierowac do myslenia ze stac Cie na kogos lepszego !!!
Mnie naprawde nie boli to, ze doszedl do wniosku, ze mnie nie chce, bo mial do tego prawo. Boli mnie to, ze nie poinformowal mnie o tym od razu. I brnal w to z wygody albo z litosci, nie wiem. Boli mnie moja urazona duma. To jest najgorsze. Swiadomosc, ze bylas z kims, kto cie tak naprawde nie chcial. O ile to, co mowi ten osobnik to prawda, bo on ma zawsze milion roznych wersji wydarzen, w zaleznosci od okazji i od tego komu o nich opowiada. Podejrzewam, ze znudzil sie mna, bo poznal kolejna. Szczerosc na poziomie 0.
No i właśnie takie gnojki siedzą później na męskich forach dla samców alfa (:F) i wypisują jak to się im udało podejść kobietę. Jak dla mnie to brzmi jak jeden z takich właśnie zakompleksieńców co nie wiedzą na jakim świecie żyją... Ciesz się dziewczyno, że to już koniec.
ja tylko napisze ze to Frajer... i takie sytuacje sie zdarzają i będą sie zdarzać...niestety ale bazujemy na waszej naiwności(napewno nie wszysycy ale obawiam sie ze wiekszość)...poprostu facet idzie na łatwizne i tyle...któraś z Was napisala chyba "Stefcia " ze"A facetów pociaga to co niedostepne" i to jest prawda...DOMI daj sobie spokój..nie ma nad czym mysleć... .kurcze...nie powinienem tego pisać... bo zaraz będe "pojechany" ale wiem po sobie niestety..........
ech głupia sprawa musisz zapomnieć, nie warto żyć wspomnieniami
Powiem tak sprawa jest okropna i ci wspułczuje jednak powiem tak facet na wstępie powiedział jak to widzi i czego chce, ty go pokochałaś i zyłaś złudzeniami że się zmieni że wkońcu on też zechce byc z tobą jednak tacy ludzie się nie zmieniają. Masz żal że to kontynułował ale logicznie patrząc czemu miałby tego nie robic sex bez zobowiązań i miła i chętna dziewczyna która na to się godzi.
Ani raz nie powiedział że mu zależy i że cię kocha spędzał miło czas i uważał że ty również więc jak to facet nie zwrucił uwagi na fakt że gdy dojdą emocje i uczucia to taki układ zaczyna padac. Tacy faceci cenią sobie swobode i wolnośc jednak tylko w jedną strone bo od swoich partnerek wymagają wierności i przywiązania to egoistyczne ale tak jest i nie widzą w tym nic złego bo podkreślają niejednokrotnie że to tylko miłe spędzanie czasu i tyle . Dopuki sama nie zrozumiesz że chocbys stawała na głowie to on i tak się nie zmieni nie będziesz mogła się uwolnic.
On nie mowil, ze mu na mnie nie zalezy. Powiedzial to dopiero tydzien temu!!!! Czasami zachowywal sie tak, jakby zalezalo mu niewiele, ale zawsze po tym jak przeginal z tym zachowaniem i mialam go dosyc robil cos takiego, ze stwierdzalam, ze moze sie jednak zakochuje.
Kiedys sie wkurzylam, to bylo jakies poltora miesiaca temu, i przez pewien czas nie odbieralam telefonu. Chcialam zobaczyc co sie stanie. Nastepnego dnia znalazlam na komorce 21 polaczen nieodebranych od niego, dostal szalu i wydzwanial do mnie co pol godziny... Poza tym robil mi od czasu do czasu sceny zazdrosci. Ja zawsze wychodzilam z zalozenia, ze osoba, ktorej nie zalezy nie moze byc zazdrosna, no bo skoro ktos cie nie obchodzi, to gdzie jest miejsce na zazdrosc?
A może nie mógł znieść, że inny facet jest blisko Ciebie
Nie mam innego faceta obok siebie, on byl zazdrosny w sytuacjach nieistotnych, o kawe z kolega, o mezczyzn, ktorzy sie na mnie patrzyli na ulicy, o bluzke z dekoltem...
Mężczyźni robia to na co im pozwalamy...
Jesli zdecydowalabys sie na to aby kontynuowac te znajomosc coz... w moim przekonaniu bylabys delikatnie mowiac nierozsadna....
Mężczyźni robia to na co im pozwalamy...
Jesli zdecydowalabys sie na to aby kontynuowac te znajomosc coz... w moim przekonaniu bylabys delikatnie mowiac nierozsadna....
Bylabym po prostu glupia. W tym przypadku bylam juz wystarczajaco.
Najgorsze jest to, ze bardzo mnie to wszystko zranilo. Nie moge spac spokojnie, caly czas mysle o tym, co mi powiedzial. Minelo juz dziesiec dni. Ile czasu musi minac zanim o nim zapomne i zaczne zyc dalej? Moja mama mi mowi, zebym nie przesadzala, bo nie wygladam na specjalnie zmartwiona. Ale to tylko pozory. Co jakis czas wszystko to, co razem z nim przezylam (trwalo to krotko, ale bylo bardzo intensywne) do mnie wraca. Z jednej strony go nienawidze i powtarzam sobie, ze nigdy mu tego nie wybacze. Z drugiej strony chcialabym, zeby byl przy mnie, chociaz wiem, ze to byloby...coz..nierozsadne? Glupie? Niepotrzebne?
To jest okropne, czsami lapie sie na tym, ze mam ciagle nadzieje na to, ze kiedys jednak bedziemy razem... Po chwili czuje sie taka zalosna, sentymentalna i naiwna, ze sama siebie chce przekonac, ze to bez sensu i ze takie myslenie do niczego nie prowadzi. Jetsem oaza sprzecznosci.
Z jednej strony go nienawidze i powtarzam sobie, ze nigdy mu tego nie wybacze. Z drugiej strony chcialabym, zeby byl przy mnie, chociaz wiem, ze to byloby...coz..nierozsadne? Glupie? Niepotrzebne?
To jest okropne, czsami lapie sie na tym, ze mam ciagle nadzieje na to, ze kiedys jednak bedziemy razem... Po chwili czuje sie taka zalosna, sentymentalna i naiwna, ze sama siebie chce przekonac, ze to bez sensu i ze takie myslenie do niczego nie prowadzi. Jetsem oaza sprzecznosci.
Wcale się nie dziwię, po rozstaniu to normalne, że masz takie "wahania nastrojów". Ja też tak miałam. Jakaś część mnie rozpaczliwie chciała być znów z nim, bo chciałam przestać cierpieć. A z drugiej strony ganiłam się za takie szukanie pasów bezpieczeństwa, bo takie rozstania trzeba po prostu znieść z zaciśniętymi zębami.
Miałyśmy miękkie serce, musimy mieć twardą...
A jak udalo Ci sie te zeby zacisnac? Wiem, ze w moim przypadku minelo niewiele czasu, zaledwie dziesiec dni...z czasem moze przestane o nim obsesyjnie myslec... Wczoraj na ulicy zobaczylam od tylu faceta, ktory z sylwetki i ze sposobu poruszania sie wygladal, jak on. Z daleka wydawal sie naprawde identyczny. Serce mi zamarlo. A potem zacisnelam zeby, zeby nie plakac. Ale to i tak nic nie dalo, bo potem, jak wrocilam do domu, to sie i tak rozplakalam...:(
Poza tym robil mi od czasu do czasu sceny zazdrosci. Ja zawsze wychodzilam z zalozenia, ze osoba, ktorej nie zalezy nie moze byc zazdrosna, no bo skoro ktos cie nie obchodzi, to gdzie jest miejsce na zazdrosc?
Moim zdaniem zazdrość wynikała z tego, że traktował Cię jak zabawkę. Jak rzecz. Nie chciał żeby przypadkiem ktoś się bawił bez pytania. Ale to właśnie świadczy o nim. Prostak, dupek i tyle. Jednak faktycznie skoro on mówił, jaki to dla niego jest układ, to zbędnie łudziłaś się na coś innego.Choć tu juz sama nie wiem co myśleć- jak jest ze szczerością u facetów. Oni się po prostu boją szczerości;/ A ten teoretycznie mówił jak jest, ale dawał do zrozumienia coś innego. On faktycznie się bawił.
Dobrze, że wykasowałaś jego numer. A teraz musisz dotrzymać postanowienia: nie kontaktuj sie z nim. Zobaczysz ból wreszcie minie, odetchniesz pełną piersią i następnym razem zwietrzysz takiego na kilometr.
A jak udalo Ci sie te zeby zacisnac? Wiem, ze w moim przypadku minelo niewiele czasu, zaledwie dziesiec dni...z czasem moze przestane o nim obsesyjnie myslec... Wczoraj na ulicy zobaczylam od tylu faceta, ktory z sylwetki i ze sposobu poruszania sie wygladal, jak on. Z daleka wydawal sie naprawde identyczny. Serce mi zamarlo. A potem zacisnelam zeby, zeby nie plakac. Ale to i tak nic nie dalo, bo potem, jak wrocilam do domu, to sie i tak rozplakalam...:(
Pozwoliłam sobie na płacz. A płakałam przez pierwszy tydzień-dwa bez przerwy. Kiedy chciałam pobyć z kimś, dzwoniłam po przyjaciół, miałam to szczęście, że nie zostawili mnie samej. A gdy stwierdziłam, że potrzebuję tylko własnego towarzystwa, puszczałam ich do domu.
Nie negowałam tego, co czuję - miałam ochotę skończyć to wszystko i nie widziałam celu - to nie wmawiałam sobie, że "jutro będzie lepiej", myślałam za to, że jestem na jakimś dnie. Ale z dna można się już tylko odbijać. Wyjechałam na 2 tygodnie. A potem rzuciłam się w pracę, to był mój substytut miłości.
I nagle się okazało, że z każdym dniem boli jakby mniej. Aż pewnego dnia, jakiś miesiąc po rozstaniu budziłam się z suchymi oczami. W ogóle oczy, serce mi wyschły i przez jakiś czas chodziłam taka wyjałowiona. Ale dziś już wiem, że tak po prostu musiało być i że chęci do życia wracają, gdy się im na to pozwala. Nie rozgrzebuje w sobie jakiejś złudnej nadziei.
bez urazy Kochana,ale on w Tobie widzial tylko kobiete do lozka...bardzo przepraszam ale taka jest prawda...Ty sie zauroczylas a on tylko bral...ten facet jest po prostu draniem i tyle! bo jak mozna grac czyimiś uczuciami?! ale nie martw sie zawsze wszytsko sie odwraca...3maj sie;)
bez urazy Kochana,ale on w Tobie widzial tylko kobiete do lozka...bardzo przepraszam ale taka jest prawda...Ty sie zauroczylas a on tylko bral...ten facet jest po prostu draniem i tyle! bo jak mozna grac czyimiś uczuciami?! ale nie martw sie zawsze wszytsko sie odwraca...3maj sie;)
Hm..Traktowal mnie jak kobiete do lozka, ale potem sie wypieral, ze ze mna w ogole sypial? I kontynuowal ta znajomosc, bo bylo mu mnie zal?
Moze. Po tym osobniku mozna spodziewac sie wszystkiego. Ja nie wierze w ani jedno jego slowo. Wszystko to, co mowil i robil nie trzyma sie kupy. Jest chodzaca sprzecznoscia. Chcialabym jak najszybciej zapomniec o jego istnieniu. Po co mi taki facet? Po co komukolwiek taki facet?!
Najgorsze jest to, ze nie wiem, co bym zrobila, gdyby chcial sie z emna pogodzic, przeprosic mnie, itd. Z jednej strony chcialabym go kopnac w zadek i pokazac, ze mam go gdzies. A zdrugiej strony bardzo bym chciala z nim byc. Wiem, ze to jest glupie, bo z racjinalnego punktu widzenia taki zwiazek nie ma racji bytu... Ale nie ma chyba takiej opcji, bo jak na razie minelo 12 dni, a on sie do mnie nie odzywa, wiec chyba naprawde koniec.
lepiej zeby byl koniec...
witam Cie!!!
ja mialam podobna sytuacje i nie wiem jak sobie poradzic...
tu znajdziesz moja historyjke!
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=6303
tez cierpie ale wiem ze tacy faceci maja pusto w glowach i mysla ze moga miec kazda kobiete na swiecie!
49 2009-08-05 00:48:22 Ostatnio edytowany przez domi (2009-08-05 00:50:36)
Hahaha! Wydarzylo sie cos bardzo dziwnego...
A wiec w sobote poszlam na impreze z przyjaciolmi, zeby slusznie odreagowac. Niestety, potem cos we mnie wstapilo i napisalam do niego smsa. Nawet nie pamietam kiedy, bylam naprawde niezle wstawiona. Napisalam mu, ze po prostu nie potrafie sie na niego gniewac i ze za bardzo mi na nim zalezy. A on mi odpisal: dzieki Bogu, Domi, dzieki Bogu, nie moglem sie doczekac az Ci przejdzie...
I co Wy na to? Rano zdalam sobie sprawe z tego, ze to bylo z mojej strony po prostu glupie.
Na pewno widzial, ze ten sms zostal, krotko mowiac, wyslany po pijaku (zrobilam nawet kilka literowek, poza tym, ze go wyslalam o trzeciej w nocy!)... Po co mi w ogole odpisywal rano takie rzeczy, jezeli w ogole mu nie zalezy? przeciez jeszcze dwa tygodnie temu mowil, ze nie chce mnie wiecej widziec! A teraz mowi, ze czekal az mi przejdzie?!
Nic juz z tego nie rozumiem. Pass...
Od soboty jest cisza w eterze. ja juz mu nie napisalam, poprosilam moja przyjaciolke, zeby na inastepnej imprezie chowala moja komorke do swojej torebki, bo nigdy nie wiadomo... Juz do mnie wiecej nie napisal. Pogrywa sobie ze mna.
On bardzo brzydko się zachował, bardzo i to nie ulega wątpliwości. Ale wybacz... troche jesteś sama sobie winna. Jakby mężczyzna, z którym sypiam powtarzał mi, że ten związek, to nie związek i zebym nie robiła sobie nadziei, to albo starałabym go traktować tak jak on mnie (czyli chyba jak przelotną znajomość), albo uciekała gdzie pieprz rośnie. A ty bez sensownie wierzyłaś, że on sie zakocha:/ No, ale stało się. Twoja przyjaciółka ma 100% racji. Chyba nie chcesz go prosic o powrót. Daj sobie spokój i szalej:) to najlepsze lekarstwo.
On bardzo brzydko się zachował, bardzo i to nie ulega wątpliwości. Ale wybacz... troche jesteś sama sobie winna. Jakby mężczyzna, z którym sypiam powtarzał mi, że ten związek, to nie związek i zebym nie robiła sobie nadziei, to albo starałabym go traktować tak jak on mnie (czyli chyba jak przelotną znajomość), albo uciekała gdzie pieprz rośnie. A ty bez sensownie wierzyłaś, że on sie zakocha:/ No, ale stało się. Twoja przyjaciółka ma 100% racji. Chyba nie chcesz go prosic o powrót. Daj sobie spokój i szalej:) to najlepsze lekarstwo.
Sama jestem sobie winna, ze ktos mnie wykorzystal i wyrzucil jak rzecz?!
Zgadzam sie z Toba, ze niepotrzebnie brnelam w ten zwiazek, majac nadzieje, ze moze kiedys bedzie inaczej. Problem w tym, ze on mnie oszukal. Mowil mi, ze na razie nie potrafi sie z nikim zwiazac, ze jestem jego idealem, i ze jezeli bedzie chcial sie zwiazac na stale, to tylko ze mna, bo jest nam razem tak dobrze. Bylo mu po prostu wygodnie mowic takie rzeczy, bo zrozumial, ze nie jestem kretynka i ze jezeli zorientuje sie, jakie sa jego prawdziwe intencje, to po prostu go kopne w tylek. Jestes pewna, ze nigdy nie zachowalabys sie tak jak ja? Jezeli uklad miedzy dwojgiem ludzi jest do konca czysty, i uczciwie sie ustala, ze to tylko przelotna znajomosc, to nikt nie ma do nikogo pretensji i rozstajemy sie w przyjazni. Tutaj nikt nic nie ustalal, nie bylo do konca wiadomo o co tak naprawde temu facetowi chodzilo. Bo mowil jedno, a robil drugie.
Nie mam zamiaru nikogo prosic o powrot, ten sms to byla czyta glupota pomieszana z alkoholem, na trzezwo nigdy bym mu nie napisala.
Poza tym do mnie nie ma powrotow.
skończ z tą myślą, zyj dalej! Na świecie jest tyle wspaniałych facetów, że szkoda marnować czas nad takim jednym typem!