Mój problem dotyczy hałaśliwych współpracowników. Opisuję w czym rzecz. W pokoju o powierzchni blisko 35 m2(dużo czy mało... w sumie nieistotne, bo nie o miejsce chodzi tylko o decybele) pracuje 6 osób. Wszyscy zatrudnieni wykonują czynności związane z działem sprzedaży. Ja dodatkowo zajmuję się również przygotowywaniem postępowań przetargowych, oraz prowadzę gospodarkę odpadami. Sprzedaż... w mniejszym zakresie... w moim przypadku raczej obsługa klientów.
Wiadomo jak w kazdej pracy raz jest GORĄCO i jest NAWAŁ pracy, a niekiedy jest... luźniej.
Powiem szczerze, że z racji większego zakresu obowiązków nudzę się sporadycznie.
Niestety moi współpracownicy nie patrzą, że ja nadal siedze przy swoim biureczku i móżdżę jak ogarnąć kolejny problem, który się pojawił, nie obchodzi ich to,że ja 7 raz czytam ten sam przepis bo własnych mysli przez nich nie słyszę. Grunt, że oni nie muszą teraz się skupiać. Drą się więc, przekrzykują, kłócą żeby jeszcze o sprawy zawodowe te całe waśnie. Nie tylko.
Ja wychodzę z założenia. Jesteśmy tu razem - trudno;-) ale szanujmy się, nie przeszkadzajmy sobie nawzajem. Moja koleżanka z pokoju wyznaje filozofię, że "jak nie wyjedziesz z mordą to niczego nie załatwisz", wg której postępuje prywatnie i służbowo. w efekcie mamy hałas, chaos i napiętą atmosferę.
Ciężko mi. Jak sobie radzić z takimi rozwrzeszczanymi, niekulturalnymi ludźmi? znacie jakieś kulturalne sposoby? Nie chciałabym zniżać się do ich poziomu komunikacji.