Czy, Waszym zdaniem, dziecko powinno posiadać telefon komórkowy, komputer (niekoniecznie własny, ale dostęp do niego), może tablet? Wieżę, mp3 (pewnie już są o wiele lepsze cuda, ja utknęłam intelektualnie na mp3 właśnie, więc proszę wybaczyć), konsole do gier? A własny telewizor? Które z tych rzeczy uważacie za przydatne, może nawet niezbędne, a które za zbędne, niepotrzebne, a wręcz szkodliwe? Jaki wiek (jeśli w ogóle) jest odpowiedni, by pomyśleć o kupieniu dziecku tego typu sprzętu? Chętnie poznam Wasze zdanie ![]()
Podobne tematy
2 2013-11-02 16:14:33 Ostatnio edytowany przez Paweł-1979 (2013-11-02 16:21:54)
Wymienione przez ciebie gadżety to czasem bardzo dobra karta przetargowa do zmotywowania dziecka do nauki czy posłuszeństwa. Jeśli rodzica stać to czemu dziecko miało by odstawać od rówieśników brakiem (czegoś) i być przez to pokrzywdzone w jakimś sensie..
Dobrze też jest kiedy dziecko wie, iż nie jest to zasrany obowiązek rodzica kupowanie dobrodziejstw cywilizacji
Ważna jest również kontrola rodzica nad czasem poświęcanym przed mało edukującymi zabawkami .
O filtrach i kontroli jak i do czego dziecko wykorzystuje sprzęt to już chyba nie trzeba pisać ,choć często jestem świadkiem iż nie jest to takie oczywiste niestety..
3 2013-11-02 16:31:23 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2013-11-02 18:29:22)
Jako pierwszą z tych rzeczy moja córka miała komórkę.W wieku lat czterech,ze względu na moje i jej bezpieczeństwo.Konsolę dostała jako sześciolatka,zabiera ją na wycieczki czy wyjazdy z rodzicami.Ma własny netbook bo sama na niego uzbierala pieniądze.Od niedawna ma też ipada.Ot,tatusia fantazja poniosła i kupił dziecku.
Wiesz,kupić można wszystko- trzeba tylko pamiętać o tym by dziecko,jesli ma problem z oderwaniem się od gadżetu,miało jasno określone zasady:kiedy i jak długo może tego używać.
Czteroletnie dziecko z komórką? Jak dla mnie przegięcie.
Jedyne, co kupiłabym młodszemu dziecku, to ipoda. Niech sobie słucha ulubionej muzyki. Ja sama się nie ruszam bez mojego.
Czteroletnie dziecko z komórką? Jak dla mnie przegięcie.
Jedyne, co kupiłabym młodszemu dziecku, to ipoda. Niech sobie słucha ulubionej muzyki. Ja sama się nie ruszam bez mojego.
Nie oceniaj pohopnie Hipo.Mam cukrzycę i dzięki komórce moja córka nieraz już mnie uratowała.Jak czterolatka także.
Cynicznahipo napisał/a:Czteroletnie dziecko z komórką? Jak dla mnie przegięcie.
Jedyne, co kupiłabym młodszemu dziecku, to ipoda. Niech sobie słucha ulubionej muzyki. Ja sama się nie ruszam bez mojego.Nie oceniaj pohopnie Hipo.Mam cukrzycę i dzięki komórce moja córka nieraz już mnie uratowała.Jak czterolatka także.
Ależ ja nie oceniam. Napisałam jedynie, że dla mnie to przegięcie.
Twojej sytuacji nie znam, znam za to swoją. W życiu swojemu synkowi nie kupię komórki tak wcześnie.
Przypomniała mi się zabawna historyjka. W II-III klasie moje dziecko zaczęło samo wracać do domu (musiało przejechać kilka przystanków autobusem). Oczywiście dostał wtedy komórę, by mógł się meldować, że dotarł do domu ![]()
W drugiej klasie po komunii, praktycznie wszyscy mają wypasione komóry, ale tylko on miał komórkę jako telefon, z którego mógł dzwonić, reszta miała komórę-zabawkę.
Teraz chodzi do gimnazjum - ma rewelacyjne elektroniczne podręczniki (dodatek na CD do papierowej wer.) dużo filmików, animacji, gierek, ciekawostek. Po obejrzeniu ich stwierdziłam, że teraz to już tylko pozostaje dzieciakom CHCIEĆ się uczyć, chcieć odpalić aplikację z historii, czy chemii... zamiast facebook, czy gier.
Nie ma się co oszukiwać - te gadżety służą głównie do zabawy. A jeżeli zabawa - to czasem trzeba narzucić dzieciakowi "klasyczne" zabawy na podwórku - rower, hulajnoga, rolki, piłka - RUCH.
Dzieciaki mogą się bawić komórkami, tabletami, notebookami... ale trzeba utrzymać równowagę obowiązki-przyjemności!
Dochodzi też inny aspekt, mianowicie zazdrość między rodzeństwem. Ja swoją pierwszą komórkę otrzymałem w wieku 13 lat, siostra w wieku 7 i to tylko dlatego, bo chodziła do szkoły muzycznej i "miała mieć kontakt z rodzicami". Do rodziców nie dzwoniła w ogóle za to z powodzeniem traciła kasę na pisanie z koleżankami. Trochę mnie to uwierało, szczerze mówiąc ![]()
Tak sobie myślę, że jeszcze 30 lat temu nikt w Polsce komórki nie posiadał, wiele osób nie miało nawet telefonu stacjonarnego w domu i jakoś każdy wiedział, gdzie jest jego dziecko i co się z nim dzieje. Podobnie teraz nie wyobrażamy sobie, jak można umówić się z kimś na mieście i nie mieć przy sobie telefonu. Kiedy go nie mamy, nie możemy poinformować o ewentualnym spóźnieniu albo znaleźć się wzajemnie w ruchliwym centrum miasta... dwie dekady temu jeszcze umieliśmy sobie z tym doskonale radzić.
Nowoczesne technologie to ogromna wygoda, ale i ogromne ryzyko uzależnienia. Moja mama niedawno była na imprezie u znajomych i opowiadała o tym, jak obserwowała dwóch chłopców w wieku 12-15 lat, którzy przyszli na to spotkanie z rodzicami. Każdy z nich siedział na przeciwnym krańcu tej samej kanapy z oczami wlepionymi w telefon/przenośną konsolę do gier. Gdyby to miało miejsce, załóżmy, 15 czy 20 lat temu, chłopcy od razu nawiązaliby ze sobą kontakt będąc jedynymi dziećmi na "dorosłym" przyjęciu... Rozwój technologiczny niestety doprowadza nas powoli do społecznego upośledzenia, do zaniku umiejętności nawiązywania bezpośredniego kontaktu z żywym człowiekiem face to face. Zwróćcie uwagę, jak skonstruowanych jest wiele wątków na tym forum: "Znam się z moim chłopakiem już długo, piszemy ze sobą codziennie..."
Komputer może być bardzo pomocny w nauce, ale i stwarzać ryzyko, że nasza sprytna pociecha będzie przepisywać codziennie pracę domową z Wikipedii, zamiast wykazać minimum wysiłku intelektualnego. Dodatkowo przeraża mnie, z jaką łatwością teraz dzieciaki wpadają w uzależnienie od gier - mam w swoim otoczeniu kilkoro dzieci, które już trzeba odciągać wołami od komputera, które chcą spędzać przy nim każdą wolną chwilę, a rodzice toczą na tym polu nieustanną walkę. Bardzo często (ale nie twierdzę, że zawsze) komputer staje się jedyną rzeczą, która interesuje dziecko. A jednocześnie przecież nie możemy ograniczać dzieciakom dostępu do technologicznych nowinek, bo to paradoksalnie doprowadzi je do wykluczenia społecznego... ![]()
Anemonne - ale to chyba pułapka nie tylko dla dzieciaków. Dorośli, nawet ci co pamiętają czasy, gdy telefon był tylko dla wybrańców, wpadają w pułapkę FB, NK, bycia ciągle w kontakcie z resztą świat i śledzenia co inni znajomi robią w danej chwili... ileż to zdrad w ten sposób wyszło na jaw ![]()
Ale zgadzam się z tobą. Kiedyś za karę rodzice dawali zakaz wychodzenia na podwórko, dzisiaj można ukarać dzieciaka - "idź na podwórko!" Zakaz na komputer - to chyba najsroższy rodzaj kary ![]()
11 2013-11-03 01:20:13 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-11-03 01:35:45)
Komórkę bezdyskusyjnie musi mieć. Prowadzimy taki tryb życia ,często i gęsto mijając się , niemal nie widząc się ze sobą w pracujących dniach tygodnia, że bez telefonu komórkowego i kontaktu z młodocianą ani rusz. Odkąd zaczęła szkole komórka niezbędna (włącza ją dopiero po zakończeniu lekcji)
Bez kompa , tableta, tv całkowicie mogłaby żyć i sama z własne woli bardzo rzadko przy tym siada, ewentualnie aby skorzystać z neta do celów wyłącznie szkolnych . Na to narzekać nie mogę
Choć sama widzę, że im klasa wyżej tym częściej szkoła wymaga ,aby dziecko miało dostęp do kompa i z niego korzystało wykonując jakieś prace domowe ,czy przygotowując materiały na nast. lekcje poprzez użytkowanie komputera/neta
W tv ewentualnie programy typu discovery , national geogr. animal planet ,disc science ją interesują , do innych nie zasiada , ale i tak nie jest to codzienność ,sporadycznie, od czasu do czasu
A kary jako szlabany na tv , komp, i inne pierdólki elektroniczne w ogolę nie otrzymuje, bo ją to nie jara nic a nic, bez żadnego problemu wiele tygodni ,nawet miesięcy może z własnej woli do tego się nie tykać, zaś uziemienie w domu i zakaz podwórka to najcięższy kaliber , traktowany jako okrucieństwo i najboleśniej znoszony .
Następuje sajgon w domu ,bo nie ma gdzie energii zgromadzonej wylać, nie wie co ze sobą wtedy robić, szajba odwala, stąd areszt domowy z wielką ostrożnością stosujemy ,ale patrząc na jej wielu rówieśników i dzieciaków znajomych jest odwrotnie , odebranie jakiegokolwiek badziewka elektronicznego bywa torturą i końcem świata, nie wiedzą co wtedy ze sobą począć, a nosa poza dom wychylić ani się śni ,a jak już zostanie wykopany z domu przez starych to do kafejki inter. skoczy
Komórkę bezdyskusyjnie musi mieć. Prowadzimy taki tryb życia ,często i gęsto mijając się , niemal nie widząc się ze sobą w pracujących dniach tygodnia, że bez telefonu komórkowego i kontaktu z młodocianą ani rusz. Odkąd zaczęła szkole komórka niezbędna (włącza ją dopiero po zakończeniu lekcji)
No właśnie, ale jak to jest, że jeszcze kiedy my byłyśmy dziećmi, to wszyscy sobie normalnie radzili z komunikacją, a teraz telefon komórkowy jest niezbędny? Tylko dlatego, że istnieje?
Oczywiście że komórka nie jest niezbędna ale daje rodzicowi komfort psychiczny kiedy dziecko poza domem.
Pamiętam kiedy ja na dłużej wybywałem z domu to matka kazała mi się co jakiś określony czas "meldować" Czyli przybiegać co dwie godziny pokazać się że żyje i nic mi nie jest i mogłem lecieć z powrotem na podwórko . Wystarczyło że zapomniałem się zameldować lub się spóźniłem matka odchodziła od zmysłów i myślę że jak wtedy były by komórki było by nam obojgu po prostu łatwiej ,wygodniej ,mniej stresowo..
Chociaż z drugiej strony jak byłem starszy, to na pewno nie chciałbym takiej telefonicznej smyczy ![]()
Czy, Waszym zdaniem, dziecko powinno posiadać telefon komórkowy, komputer (niekoniecznie własny, ale dostęp do niego), może tablet? Wieżę, mp3 (pewnie już są o wiele lepsze cuda, ja utknęłam intelektualnie na mp3 właśnie, więc proszę wybaczyć), konsole do gier? A własny telewizor? Które z tych rzeczy uważacie za przydatne, może nawet niezbędne, a które za zbędne, niepotrzebne, a wręcz szkodliwe? Jaki wiek (jeśli w ogóle) jest odpowiedni, by pomyśleć o kupnie dziecku tego typu sprzętu? Chętnie poznam Wasze zdanie
Przyznaję się bez bicia, że nie czytałam całości, odniosę się więc tylko do pierwszego posta.
Moje dziecko komórkę dostało w wieku 8 lat, kiedy to samodzielnie zaczęło chodzić do i wracać ze szkoły. Uważam, że to urządzenie jest wręcz niezbędne, choćby po to, aby w każdej chwili móc się z nim komunikować. Nie wyobrażam sobie, abym miała nie wiedzieć co się z nim dzieje, kiedy spóźnia się do domu lub coś się w ciągu dnia wydarzy. Zresztą ja sama też go informuję, kiedy mniej więcej wrócę. Ponadto ogólnie wiele spraw jest przecież do omówienia - wtedy telefon komórkowy zwyczajnie ułatwia nam życie.
Nieco później Junior kupił sobie (za samodzielnie uzbierane pieniądze) odtwarzacz MP4. Jeszcze kilka lat temu wszyscy w domu dzieliliśmy jeden komuter stacjonarny, wtedy miał w pokoju mały telewizorek, dziś telewizorka już nie ma, za do dostał własny komuter. Nigdy nie miał żadnych konsoli do gier ani tabletu, ma za to rower, rolki, deskorolkę, snowboard, narty, łyżwy, hulajnogę - uważam, że jest to sprzęt, którego o wiele bardziej potrzebuje.
Inna rzecz, że dziś posiadania komputera wymaga szkoła - młodzież musi przygotowywać wiele prezentacji, mieć stały dostęp do informacji i poczty mailowej - nauczyciele często właśnie w ten sposób się z nimi komunikują, przesyłając na przykład skrypty, testy, prace domowe.
Nigdy nie miał żadnych konsoli do gier ani tabletu, ma za to rower, rolki, deskorolkę, snowboard, narty, łyżwy, hulajnogę - uważam, że jest to sprzęt, którego o wiele bardziej potrzebuje.
Olinko- fakt,że dziecko posiada ipada czy tableta nie świadczy o tym, że nie uprawia sportów i nie posiada wymienionych przez Ciebie akcesoriów:)
Ipadem nie pojeździsz sobie z górek a nartami nie posurfujesz w necie.
Gojko, ja absolutnie nie twierdzę, że jedno wyklucza drugie, po prostu opisałam swoje dziecko, które nie ma jakiegoś specjalnego parcia na gadżety - być może właśnie dlatego, że mnóstwo czasu pochłania mu sport. Syn ma trochę inne priorytety, w pierwszej kolejności zależy mu, aby mieć naprawdę dobry rower, który jest jego pasją i sposobem na życie, a w który zresztą nadal inwestujemy, wymieniając poszczególne elementy na mocniejsze, lżejsze, bardziej niezawodne. Niemniej ważny jest też dobry telefon, bo dla niego istotne jest, aby zawsze mieć przy sobie aparat, który kręci filmy w jakości HD (a nuż zdarzy się coś, co koniecznie trzeba zarejestrować, a rejestruje dużo, potem ,,wrzuca" na YT
), z kolei komputer musi mieć doskonałą kartę grafiki, a do niej duży monitor - przy takim sprzęcie konsola do gier jest mu już zbędna. O tablecie nawet nie wspomniał.
Chodzi o to, że syn nie idzie w ilość, ale w jakość, a przy tym prosi wyłącznie o to, czego naprawdę potrzebuje, a nie bo Tomek czy Michał ma, a on nie.
mortisha napisał/a:Komórkę bezdyskusyjnie musi mieć. Prowadzimy taki tryb życia ,często i gęsto mijając się , niemal nie widząc się ze sobą w pracujących dniach tygodnia, że bez telefonu komórkowego i kontaktu z młodocianą ani rusz. Odkąd zaczęła szkole komórka niezbędna (włącza ją dopiero po zakończeniu lekcji)
No właśnie, ale jak to jest, że jeszcze kiedy my byłyśmy dziećmi, to wszyscy sobie normalnie radzili z komunikacją, a teraz telefon komórkowy jest niezbędny? Tylko dlatego, że istnieje?
a czemuby nie korzystac z udogodnien, jakie nie powodują zadnych strat i krzywd zaś wiele pożytku? (przynajmniej u mnie)świat idzie z postępem, więc w jakim celu mam sie opierac na latach wstecz , w tym i nawet moze średniowieczu, starozytnosci i odmawiac sobie czegoś, co mi/ nam ułatwia życie ? Do czasu kiedy nie widze negatywnych skutków uzytkowania jakiegoś nowego wynalazku, w tym bardzo ulatwia zycie i funkcjonoanie na co dzien wiec nie widzes ensu sobie jakies ograniczenia nakladać.
Dam sobie glopwe uciąć ,ze jeśli na rynek polski 30 lat wstecz wprowadziliby tel. kom to czy ci sie to podba czy nie ludzie by zaczeli z tego korzystac ,tak jak jest to obecnie spotykane , tylko to wymagalo czasu/ Ludzie wieki temu z wieloma rzeczami sobie radzili bez udogodnien jakie teraz posiadamy i nie wiem czy to ma sens kogos sie pytac, dlaczego posiada automatówke, jak moze isc pranie nad rzeke zrobic na tarze ![]()
Według mnie małe dziecko nie powinno mieć telewizora, komputera, tableta itp. w swoim pokoju. Małe dziecko - to według mnie przedszkolak i podstawówka. Nie podoba mi się i uważam to za szkodliwe, gdy na okrągło przez cały dzień lecą bajki w TV. Nie podoba mi się to, jak rodzice zachwycają się tym, że pociecha tak fajnie gra w gry komputerowe. Nie podoba mi się, że dzieci układają np. puzle na ekranie monitora.
Może jestem stary i marudny ramol, ale ciesze się, że dzieciństwo moich synów przypadło na czas, gdy komputer w domu był jeszcze nieobowiązkowym meblem, gdy w TV leciała dobranocka wyznaczająca porę spania, internet też dopiero raczkował.
Komputer był jeden wspólny. Dopiero na osiemnastkę starszy syn dostał swojego laptopa ( czego czasem żałuję, bo jednak teraz zdecydowanie więcej czasu spędza przed kompem, a że uznałam, że jest dorosły to przecież szlabanu mu nie założę... ;)Telewizor jest jeden. I trzeba się dogadać co kto chce oglądać.
Komórki synowie mają od dosyć dawna. I przyznaję, były na początku na zasadzie, że chcą mieć, bo koledzy już mieli. Teraz jest mi wygodnie, bo mogę sprawdzić gdzie są (no, powiedzmy, że sprawdzić...)
U nas komputer to narzędzie pracy, więc muszą być trzy. Za to telewizora nie mamy wcale.
BabaOsiadła, dlaczego trzy? Z tego co pisałaś, to Twoja córeczka ma około dwóch lat... więc po co jej komputer?
Według mnie małe dziecko nie powinno mieć telewizora, komputera, tableta itp. w swoim pokoju. Małe dziecko - to według mnie przedszkolak i podstawówka. Nie podoba mi się i uważam to za szkodliwe, gdy na okrągło przez cały dzień lecą bajki w TV. Nie podoba mi się to, jak rodzice zachwycają się tym, że pociecha tak fajnie gra w gry komputerowe. Nie podoba mi się, że dzieci układają np. puzle na ekranie monitora.
Może jestem stary i marudny ramol, ale ciesze się, że dzieciństwo moich synów przypadło na czas, gdy komputer w domu był jeszcze nieobowiązkowym meblem, gdy w TV leciała dobranocka wyznaczająca porę spania, internet też dopiero raczkował.
Komputer był jeden wspólny. Dopiero na osiemnastkę starszy syn dostał swojego laptopa ( czego czasem żałuję, bo jednak teraz zdecydowanie więcej czasu spędza przed kompem, a że uznałam, że jest dorosły to przecież szlabanu mu nie założę... ;)Telewizor jest jeden. I trzeba się dogadać co kto chce oglądać.
Komórki synowie mają od dosyć dawna. I przyznaję, były na początku na zasadzie, że chcą mieć, bo koledzy już mieli. Teraz jest mi wygodnie, bo mogę sprawdzić gdzie są (no, powiedzmy, że sprawdzić...)
Nom,rzeczywiście marudny ramol z Ciebie:)
Fakt,że dziecko ma laptopa czy tableta nie oznacza,że TYLKO TO wypełnia jego czas.Moja córka ma lat osiem.Jako szeciolatka kupiła sobie laptopa za swoją kasę.Używała go raz w miesiącu.Ot,takie miała marzenie.Teraz kurzy się niepotrzebny.Ipada używa gdy jedziemy autem,w poczekalni u lekarza.I czyta tam artykuły o psach:)
Poza tym ona nie ma czasu na siedzenie przed tymi ustrojstwami.Chodzi do dwóch szkół,ma psa i woli wyjść z nim i spotkać swoje koleżanki- psiary niż siedzieć w domu.
Telewizję ogląda raz,dwa razy w tygodniu.
BabaOsiadła, dlaczego trzy? Z tego co pisałaś, to Twoja córeczka ma około dwóch lat... więc po co jej komputer?
Ponieważ, tak jak pisałam, nie mamy telewizora. Córka ogląda zatem ulubione bajeczki i programy na laptopie. Często mieliśmy do wyboru rozczarowane dziecko albo zawalenie terminu oddania zlecenia, więc wygrzebaliśmy mojego starego, panieńskiego jeszcze lapka i wszyscy są zadowoleni.
Nie oznacza to oczywiście, że córka obsługuje ten komputer samodzielnie i znajduje się on w jej pokoiku ![]()
gojka102, ale ja nie atakuję Ciebie. Ja wiem, ze są rodzice, którzy mądrze dawkują telewizję, internet i inne zdobycze techniki. I że są dzieci które bezmyślne gapienie się w tv nie kręci.
Ale są tez domy w których telewizor gra na okrągło w pokoju dziecinnym nastawiony na kanał z bajkami. W których dzieci posługują się myszką od komputera a nie potrafią trzymać kredki. W których czytanie książki zastępuje włączenie bajek. W których rodzice uważają, że interaktywna zabawka mówiąca, śpiewająca itp zastąpi kontakt z rodzicem. I to mnie przeraża właśnie, że rośnie pokolenie które w jakiejś dużej części tylko odbiera a nie będzie potrafiło tworzyć.